1malamiii
29.04.13, 12:38
Wczoraj, około godziny 19 w Częstochowie została wezwana karetka do miesięcznej dziewczynki. Dziecko straciło oddech. Na przyjazd karetki matka czekała 20 min. Ratownicy wraz z Panią dr. weszli na posesję, zaczęli straszyc policją ponieważ pies nie był zamknięty. Zamiast iśc do dziecka które nie oddychało woleli zając się negocjają na temat psa ( gdzie właściciel zapewniał że pies nie gryzie ).Dodam że pani dr. była arogancka. Po wejściu do domu pani dr. zabadała dziecko. Stwierdziła, że w domu jest duże stężenie dwutlenku węgla. Napomnę tylko że dwutlenek węgla jest niewyczuwalny ( pot. naz. Cichy morderca ) , poza tym nie tworzy się przy paleniu w piecu drzewem, tylko węglem. Dziecko zostało zabrane do szpitala. Pani dr. chciała również zabrac drugie dziecko przebywające w drugiej częsci domu twierdząc że też jest zaczadzone, bez wstępnych badań. Opisałam zachowanie ratowników i pani dr. ponieważ uważam je za mało zawodowe. Myślałam, że lekarz powinien zanc chocby podstawy objawów zaczadzenia. Pani dr. miała chyba w nosie czujnik do sprawdzania stężenia dwutlenku węgla. Wezwano straż pożarną, stężenie było zerowe. Przez ignorację innych objawów pani dr. wydała błędną diagnozę dziecka. Aż strach ufac Częstochowskim spacjalistom z pogotowia.