storima
15.07.05, 22:07
ale i nie tylko:))))
--------------------
Gdzie te dworce z dawnych lat?
Autor: Gość: Pako IP: 82.160.8.*
Data: 15.07.2005 21:46
Dworzec to kiedyś najciekawsza część miasta była. W dzień elita sie przewijała,
w nocy też. Restauracje dworcowe należały z reguły do tych bardziej ambitnych i
renomowanych. W końcu wizytówka, nie? Pamiętam dworców bez liku. Te sprzed lat
zdecydowanie górują jakością tych wspomnień. Najcieplej wspominam Dworzec
Główny w Krakowie gdzie mozna było chlapnąć piwko jasne (od Żywca przez Okocim
po miejscowe, ktore pachniało jak końskie szczyny) lub ciemne. Można też było
porterek wzmocnić pięćdziesiątką (wódeczkę podawano elegancko, jak u Hawełki,
tylko do konsumpcji, i po 25 gram w kieliszku - lata 60-te i wcześniej). I komu
to przeszkadzało? W nocy, na dworcu schodziła się studencka wiara i miejscowa
cyganeria. Pełna kultura i bon ton. Jedyne miejsce w każdym mieście, gdzie
mozna było spokojnie i godnie zakończyć imprezę, a potem, pierwszym porannym
czerwonym autobusem udać się na stancję na krótką przekimkę i po kajeciki. Łza
się w oku kręci. Gdzie te dworce, gdzie te czasy. Potem, w latach 70,
inteligencja pracująca (Wiech ją "szpagatową" nazywał) wspólnie z inspekcją
robotniczo-chlopską zlikwidowali najpierw wódeczkę, potem (niech im grób drutem
kolczastym porośnie) piwo. Restauracje podupadły i z wolna zamieniły sie w
obecne, pachnące rzygowinami i zeszłotygodniową fasolka po bretońsku, przybytki
w których wszystko można robić, ale jeść - broń Boze!!! I tylko czasami na
spotkaniach ze starymi żubrami sentymentalne wspominki przywołują na chwil parę
tamte noce i dnie.
Częstochowa też ładny, stylowy dworzec miała - warszawsko-wiedeński. Nie można
było tego pięknie wyremontować i pokazywać przyjezdnym zamiast tej pseudo-
nowoczesnej, brudem kapiącej stodoły? Szkoda gadać. Idę się napić. Naleję sobie
dwa razy po 25 gram, zamiast zakąski skórke od chleba powącham. Tak jakoś
duszieszczipatielno sie zrobiło.