Gość: kobieta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.01.06, 21:26
Z okazji Swiąt Bożego Narodzenia byłam u spowiedzi na Farze. Jak zostałam tam
potraktowana przez jednego księdza to szczyt wszystkiego. Nie zapomnę tej
spowiedzi do końca życia. Czyste prostactwo i chamstwo.
Jestem młodą osobą, ale na tyle dojrzałą abym mogła już wyjść spokojnie za
mąż. Jednym z moich ''grzechów'' był sex przedmałżeński - z partnerem z
którym spotykam się od wielu lat i na ten rok mamy zaplanowany ślub.
Spowiednik jak usłyszał mój grzech zaczął na mnie krzyczeć, że żyję w
konkubinacie, że nie dostanę rozgrzeszenia, że trzeba coś z tym zrobić.
Poczułam się jak kretynka i gó..aż, nie dla tego, że mnie pouczał ale dla
tego, że wrzeszczał na mnie przy innych ludziach. Myślałam, że zapadnę się
pod ziemię. Od zawsze myślałam, że spowiedź powinna być poufna i zachowana w
tajemnicy, ale ten ksiądź nadużył mojej prywatności i suptelności. Myślałam
tylko o jednym jak ja wstanę od konfesjonału - jak ludzie na mnie będą się
patrzeć? Nie zainteresował się już zupełnie innymi moimi grzechami, skupił
się tylko na tym. Rozumiem, że jest to grzech, ale ja nigdy nie przyrzekałam
czystości przedmałżeńskiej. To księża ślubują czystość i tego nie dotrzymują.
Jego zachowanie było nienormalne i nie ludźkie. Czyżby tymi swoimi krzykami
chciał mnie zachęcić do czystości, do kolejnej spowiedzi, do tego abym
bardziej wierzyła w kościół i w księży - na pewno nie, jeszcze bardziej
zniechęcił mnie do kościoła, do siebi, do spowiedzi. Myśląc o jego zachowaniu
przychodzi mi do głowy jedno polskie przysłowie:'' głodnemu chleb na myśli''.