reteczu
19.11.09, 15:17
Poobserwowałam wczoraj swoją dwuipółlatkę w kąpieli i wyciągnęłam
taki wniosek: nie ma potrzeby wydawania kroci na zabawki, dziecko
samo potrafi bawić się niczym!
Mała wzięła gąbkę, położyła na nią mydło i puściła na wodę. Gąbka
była wózkiem dziecięcym, mydło - dzieckiem. Rozmawiała z dzieckiem,
ono jej gaworzyło, jak twierdziła. Gdy mydło spadło z gąbki,
po "ojeju!" znalazła je, przytuliła, ucałowała i położyła znów do
wózeczka-gąbki.
Pobawiło się dziecko właściwie niczym.
Inną jej zabawą niczym jest granie i śpiewanie. Rozkłada na sofie
pudełka, wiaderka itp. itd. i łyżkami w nie tłucze, śpiewając
piosenki własnej produkcji.
Wasze dzieci pewnie też się tak bawią? Podzielcie się swoimi
doświadczeniami, proszę.
Tak sobie myślę, że w zasadzie zdrowemu dziecku do rozwoju
niepotrzebne drogie fisher price'y i inne. Co o tym sądzicie? U mnie
drogie zabawki cieszą krótko i dziecko wraca do nich od czasu do
czasu; z reguły leżą na półkach.