Pytanie do mam pierwszoklasistów

IP: *.* 31.10.02, 14:13
Jak radzą sobie w szkole Wasi debiutanci. Mój Michaś chodzi chetnie, lekcje odrabia też chętnie, ale niestety bardzo niestarannie, muszę cały czas stać za plecami, bo inaczej strasznie bazgroli. I niestety zamiast "6" przynosi "4", czasmi "-4" Mnie te czwórki też oczywiści zadowalają, ale myślę że na początku powinien sie bardziej starać aby wyrobić sobie tzw. opinię. Wiem jak było u nas w szkole, jak na początku pokazało się że jest się dobrym uczniem to ciągło to się aż do końca.Obawiam się że mój syn będzie miał opinię mądry ale leniwy ;)Jak jest u Was. Pozdrawiam Monika
    • Gość edziecko: guest Re: Pytanie do mam pierwszoklasistów IP: *.* 31.10.02, 17:42
      Po dwóch miesiącach szkoły mam już pewne pojecie: Krzys nie przepada za pania bo "ciagle krzyczy", lekcje owszem odrabia coraz sprawniej, pamieta o informacjach przekazywanych do domu, np. co trzeba przyniesc, ile pieniedzy na zdjecia, o ktorej jakies wyjscie czy spotkanie. Jesli chodzi o ocenianie nie ma jeszcze stopni, wydawalo mi sie ze teraz juz nie ma skali 1-6 w pierwszych klasach, tylko rozne kropki, czasem gwiazdki, okreslenia opisowe. Z czytania na razie B, czyli dobrze, ale cwiczymy codziennie zeby bylo A = wspaniale ;)A mama moja patrzy na to ze strachem, bo jako dzieci przyzwyczailysnmy ja do braku troski o nauke.
      • Gość edziecko: guest Re: Pytanie do mam pierwszoklasistów IP: *.* 01.11.02, 09:32
        W pierwszych latach szkoły najważniejsza jest pani i jej podejście do dzieci. Pani to największy autorytet i niemal bóstwo, najważniejsze jest to, co pani mówi, a nie mama i tata. Moja Zuzia trafiła na świetną panią, pasjonatkę. Nie ma ocen, tylko literki i uśmiechnięte buzie. Zuzia zaczyna czytać sylabami, co jest następnym etapem po głoskowaniu. Trochę ciężko było jej to załapać, ale jakoś poszło. Większość dzieci jeszcze głoskuje. Jeśli chodzi o pisanie to pisze b.ładnie w domu. W szkole gorzej, presja ograniczonego czasu wpływa na nią deprymująco, szczególnie,że są dzieci b.szybkie, a ona lubi się najpierw pozastanawiać i "narościć". Z odrabianiem lekcji też nie ma problemu, odrabia chętnie. Po 20 minutach robimy przerwę 10 min., bo tak lepiej przyswaja.Poza tym zawsze mogę iść do pani i porozmawiać o postępach, co 6 tygodni są też wywiadówki.My chyba rzeczywiście bardziej się przejmujemy niż nasi rodzice...
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Pytanie do mam pierwszoklasistów IP: *.* 01.11.02, 11:02
      Mój Miś jest zupełnie inny niż Jego siostra. Nad Anią cały czas trzeba było stać, pilnować dosłownie wszystkiego - podjęła się tego moja Mama, nauczycielka klas 1-3. Później przyszło mi zapłacić za to wysoką cenę. Ania stała się jeszcze bardziej niezaradna, niesamodzielna. Przez całą szkołę podstawową musiałam pilnować Ją aby się spakowała, sprawdzić, czy wszystko wzięła itd, itp. Bardzo długo nie miała uczucia, że dobra ocena zależy od tego czy i jak odrobi lekcje. Że przeczytana lektura to wiadomości potrzebne na klasówce. Koszmar. Dopiero od jakichś dwóch lat jest ok. Ale odseparowałam Ją od mojej Mamy, i najnormalniej w świecie OLAŁAM Jej lekcje. Ile było oburzenia ze strony mojej Mamy, awantur, że nie zależy mi na dziecku, nie zależy mi na tym, aby miała dobre oceny, że jestem winna temu, że ma 4 a nie 6, że to ja jestem leń, bo nawet mi się nie chce przypilnować własnej córki - wiem tylko ja. Ale nie dałam za wygraną. I dzisiaj mogę powiedzieć, że tak - moja córka ma 4, ale są to JEJ czwórki, wypracowane tylko i wyłącznie przez NIĄ. Ja jestem z nich dumna, jestem dumna z mojego dziecka, a i moja córcia jest dumna i zadowolona z siebie. Ostatnio zauważyłam tendencje do zwiększonego wysiłku przy lekcjach. Ania chyba sama chce uzyskiwać lepsze oceny. :-) I jeszcze jedno. Nigdy, NIGDY nie robiłam Jej wymówek, że otrzymała 4, 3 czy nawet 2 albo pałę. Wręcz odwrotnie. Ona rozpaczała, a ja Ją pocieszałam, że przecież to nie tragedia, nie koniec świata, że jeśli chce to może się po prostu poprawić. Walczyłam z tą rozpaczą przez wiele lat. W końcu zauważyłam, że wreszcie podchodzi do kwestii ocen tak, jak ja - olewa je komisyjnie. Uczy się dla siebie! Najważniejsze, to mieć wiadomości. Bo one będę Jej potrzebne w liceum, i na studiach. A oceny są kwestią subiektywną. Często wystawiane są niesprawiedliwie, są obrazem sympatii czy antypatii nauczyciela. Dość się napatrzyłam na próby samobójstwa u dzieci, abym poganiała swoje dziecko do tego bezsensownego wyścigu szczurów o piątkę czy szóstkę. Naprawdę jestem dumna i bardzo szczęśliwa, że moja Ania ma taki a nie inny stosunek do ocen. A i nie wkuwając całe dnie ma czas na wyjścia na podwórko, do koleżanek, na bycie po prostu dzieckiem. Martwi mnie Krzyś. Muszę też nad Nim popracować. ;) Od pierwszego dnia w szkole sam odrabia lekcje (to akurat dobrze), sam sprawdza co jest zadane, potem przynosi mi tylko do obejrzenia. Sam się pakuje (!!!), jest niezwykle sumienny, pracowity, wręcz - kurcze - pedantyczny. Na mój gust - za bardzo. Miał kłopoty manualne, za mocno ściskał ołówek czy kredkę, bardzo długo szło Mu rysowanie i pisanie. Musiał wyćwiczyć sobie rączkę. I zrobił to. Pani chwaliła Go, że jest niezwykle cierpliwy, pracowity. Na początku byłam dumna, bo literki są cud-miód - równiutkie i piękne. Ale teraz zaczynam być zaniepokojona. Krzyś wykazuje objawy hmmm pewnego niezadowolenia z siebie jak dostanie piątkę a nie szóstkę...paranoja, bo tłumaczenie, że szóstkę otrzymuje się za coś więcej, niż materiał w książce, nie skutkuje. Swoją drogę o kant tyłka rozbić system nagradzania dzieci literkami - przecież to wsio ryba, czy są to cyfry czy literki, ocena jest oceną i tyle. Jak zwykle zostaliśmy zrobieni w bambuko! A właściwie dzieci. Muszę porządnie popracować również nad Nim, aby wyrobił w sobie system odporności na oceny, aby nie porównywał siebie do dzieci (Joasiu :-) ), aby uczył się, dla samego uczenia, żeby zdobyć wiedzę, a nie dla mnie czy ocen. Uda mi się, jak udało z Anią. :-) Przestrzegam Was dziewczyny przed poważnym traktowaniem ocen dziecka, przed tym wyrabianiem opinii. Naprawdę dzieci potem płacą za to bardzo wysoką cenę. Są znerwicowane, zakompleksione, przybite a często z może się to stać życiową tragedią... Nie ma tygodnia w szpitaliku dziecięcym, aby nie przywieziono do nich nastolatka (ostatnio coraz częśćiej dziecka poniżej 10 roku życia!!!!!), po próbie samobójczej przez szkołę...Pozdrawiam Gosia
    • Gość edziecko: Aga_1972 Re: Pytanie do mam pierwszoklasistów IP: *.* 02.11.02, 11:05
      Kuba bardzo chętnie chodzi do szkoły, chętnie pisze ale mniej chętnie czyta. U niego w szkole nie ma stopni tylko oceny: "cudownie" albo: "musisz popracować". Tylko pani katechetka stawia oceny. W sumie narazie jest OK.Aga mama pierwszoklasisty, który 5,11 ma pasowanie na ucznia.
    • Gość edziecko: Ella Re: Pytanie do mam pierwszoklasistów IP: *.* 03.11.02, 16:46
      Droga MonikoMoja corka chodzi juz do 2 klasy, dlatego mysle, ze warto abym podzielila sie z Wami moimi doswiadczeniami.Wlasciwie podobnie to bylo u mnie, Vanessa chetnie chodzila do szkoly i wlasciwie rowniez chetnie odrabiala prace domowe, ale............. wlasnie robila je na czas a nie na jakosc. Chciala miec to jak najszybciej z "glowy".Tak jak i Twoj syn robila je dosc niestarannie, pamietam ile bylo klotni i dyskusji, czesto musialysmy obie pojsc na kompromis. Czasami zastanawialam sie nad sensem tej " nieustanej walki", wlasciwie przeciez nie musi byc naj.. naj..... w szkole.Teraz z perspektywy czasu twierdze, ze sie oplacalo " troche" z nia popracowac. W tej chwili sama zwraca uwage na to aby starannie odrobic lekcje i musze przyznac, ze ma dosyc ladny charakter pisma, a walki................ w tej chwili jest zawieszenie broni.wlasciwie nie musze juz jej pilnowac, sama odrabia lekcje, tylko jak ma jakies problemy to jej pomagam. Mysle, ze oplacila sie ta" wojna" w ktorej nie bylo przegranych; Vanessa nauczyla sie jak odrabiac lekcje i w jaki sposob uczyc sie efektywnie , a ja nauczylam sie , ze czasami trzeba zaufac dziecku i rowniez pojsc na kompromis.PozdrawiamElka
Pełna wersja