wczoraj. przygotowuje obiad, wyciągłam jakieś pulpety z lodówki, mąż struga ziemniaki i nagle słyszę: " zrób mi frytki!"
Cholera jasna! normalnie mnie szlag trafił! mąż 184 cm/136 kg, niby na diecie od kilku dni jesteśmy (ja od miesiąca- schudłam 4 kg), a ten sobie frytki zażyczył. wkurzyłam się, mówie podniesionym tonem, że co to za dieta, jak ty chcesz te frytki! kto będzie koło ciebie biegał jak się pochorujesz?! jaki ty przykład dajesz dziecku? chcesz, żeby tak samo wyglądała????!!! w rodzinie duże sklonności do tycia, cukrzyca i choroby serca, nerek... mówię mu o tym ale to go nie rusza....
poszedł do pokoju z Małą a ja mu zrobiłam te pieprzone frytki i zaniosłam do pokoju. i jeszcze mu piwko przyniosłam, żeby "obiadek mu smakował" NIE TKNĄŁ NICZEGO. kolacji też nie jadł.
pogodziliśmy się w nocy, teraz niby ok...
ale... wie że musi schudnąć, ale nie potrafi się w żaden sposób zmobilizować, o żadnej diecie nie chce słyszeć, a z ćwiczeń to tylko sex...