Miałam kiedyś przykre zdarzenie w pracy. Przeciekłam. Ponieważ w szpitalu biega się z reguły w białych szatach to na męża ze strojem na zmianę czekałam jak na szpilkach. Od tego czasu zawsze mam zapasowe majtki. Cały czas noszę w torebce, tak na wszelki wypadek.
I tu przejdę do meritum. Wczoraj pakowałam po się po dyżurze i koleżanka zauważyła te moje majtki. Zdziwiona była niezmiernie, ze mąż zgadza się żebym wychodziła z domu z majtkami w torebce. Dla jej męża podobno zapasowe majtki=zdrada. No i tak sobie myślę, że chłop mnie nie kocha, nie zależy mu i dlatego pozwala mi ganiać między młodymi doktorami z tymi gatkami w torebce