Dodaj do ulubionych

Muszę dać upust swojej irytacji

11.12.09, 21:51
Dziewczyny, muszę się wyżalić bo mam serdecznie dość.
Chodzi o córkę mojej teściowej, ma 20 lat i jest upośledzona.
Od pół roku jest z nią problem, bo uczepiła się mojej córki-bije ją i
szczypie. Łapska ma silne prawie jak facet, a jak złapie paluchami skórę pod
oczami to moja chodzi z siniakami. Kiedyś naderwała jej powiekę. Bije ją po
głowie. JESTEM TAK POIRYTOWANA I WŚCIEKŁA, ŻE ZA KAŻDYM RAZEM OBIECUJĘ SOBIE,
ŻE JAK JESZCZE RAZ JĄ DORWIE, TO JEJ TAK WP...OLE ŻE NIE WSTANIE. Ale nie
potrafię. Jedynie w imieniu mojej córki jej oddaję, ale wierzcie mi rączki
mnie swędzą...
Tłumaczyłam córce, że ona jest chora, że nie rozumie, prosiłam żeby nie
podchodziła do niej, ograniczyłam kontakty. Moja córka nie chce tam jeździć,
zawsze jest płacz. Czasami muszę podjechać po coś tam. Zawsze to robię jak
moja jest w przedszkolu, ale teraz znowu chora, więc siłą rzeczy jadę tam z
córą. Widują się raz na tydzień, rzadziej się nie da.
Moja córka aniołkiem nie jest, czasami ją zaczepia. Nie pozwalam, zabieram ją.
jeśli moja coś jej zrobiła tamta się broni-tłu,maczę że dlatego, że ją
zaczepiała. Ale nie mogę znieść jak moja obrywa bez powodu. Staram się być
sprawiedliwa. Pilnuję obu i obserwuję sytuację.
Nie wiem co będzie za parę lat, prawdopodobnie z mężem będziemy jej opiekunami
prawnymi, n o chyba ją zabiję wtedy tak mi działa na nerwy.
Nie będę się rozpisywać szczegółowo, dodam jeszcze tyle, że ona te sztuczki
próbuje na każdym. Cała dorosła część rodziny i znajomych sobie nie pozwoli.
Ona ma głupi zwyczaj poklepywania właśnie nowo poznanych osób po głowie,
przechodzi i uderza. Kilka razy jej oddałam i się ode mnie odczepiła. Moja
jest mała i ona ma tą przewagę. oSTATNIO Z Córką przerabiam opcję oddawania
jej jak jej przyłoży, bo nie mam pomysłu co z nią zrobić.
Nawet sama będę rodzić, bo mąż zostaje z córką. Pierwsza wersja była taka że
pojedzie do babci na te kilka dni. Ale szkoda mi jej. Nie dość że jej życie na
dniach przewróci się do góry nogami, to jeszcze mam ją zostawić na pastwę losu
tamtej "gwiazdy"

Przemawia we minie taka złość, agresja i nie mam jak jej upuścić. Irytuje mnie
i wytrąca z równowagi sam jej widok. Nie umiem sobie z tym poradzić.
To straszne co teraz napiszę, ale przez tą jedną osobę mam awersję do
niepełnosprawności intelektualnej. Chociaż tak jak kiedyś pisałam mam od
małego z nią kontakt. Ale teraz na każdą taką osobę patrzę przez pryzmat mojej
szwagierki i z tych negatywnych emocji nie umiem się uwolnić. Jednocześnie mam
wyrzuty sumienia. Przeraża mnie ta niechęć i złość jaka od jakiegoś czasu
gromadzi się we mnie.

I co? Nawet mi nie ulżyło.Jezu.
Obserwuj wątek
    • mondovi Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:14
      Olu, kojarzę Cię z forum bardzo pozytywnie (chociaż to nie ma znaczenia wink). nie
      moge, nie umiem Ci pomóc, chociaż bym chciała. Twoje uczucia są racjonalne i
      normalne, rozumiem Cię. Trzymaj się.
      • driadea Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:20
        Przykre to i bardzo trudne.
        Na pewno nie pozwoliłabym nikomu bić mojej córki, nic tego nie usprawiedliwia,
        nawet choroba czy deficyt intelektualny...
        Nie wiem, co Ci poradzić, ale może zasięgnij opinii u kogoś kompetentnego, w
        jakieś poradni, u psychologa?
    • e_r_i_n Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:19
      Po pierwsze niepełnosprawność intelektualna to nie choroba.
      Po drugie, czy dziewczyna jest jakoś rehabilitowana? Bierze udział w jakichś
      zajęciach? Pracuje?
      • meg303 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:27
        Czasem uszkodzenie mózgu skutkuje nadmierna agresją. Może jakieś leki
        psychotropowe możnaby zastosowac?
        Generalnie współczuje.
        Zastanów się czy podołasz w przyszłosci opiece nad dwójką dzieci i agresywną,
        upośledzona kobietą. Moze lepszym wyściem byłby zakład opiekuńczy.
        • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:35
          Ja nie będę się nią opiekować. Oddam ją do zakładu, na 100%, bo nie wytrzymam
          nerwowo. Tylko nikomu tego nie mówię. Kiedyś będziemy musieli stawić temu czoła
          i tylko takie rozwiązanie widzę. powiedziałam to teściowej, to też się obraziła.
          Póki co nic się nie zmieni.
          • ma_dre Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 23:13
            a na co sie tu obrazac, tyle rodzicow dzieci niepelnosprawnych odpuszcza sobie
            wychowanie, pewnie ta kobiet atez, no bo po co, no bo 100 razy trudniej niz
            zdrowe dziecko, no bo zal, bo przeciez kaleka... Nie znosze takiego podjescia.
            Potem cierpi dziecko, bo staje sie "ciezkim przypadkiem", ktorego nikt nie
            trawi. Szwagierka jest w stanie zrozumiec, ze to co robi jest niestosowne, skoro
            sa ludzie, ktorych np. nie klepie juz po glowie...
      • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:30
        Chodzi do szkoły specjalnej-nie wiem jakiej. Jest całkowicie niezdolna do
        samodzielnego funkcjonowania, jest karmiona, ubierana, myta. To efekt
        skrzywionego podejścia mojej teściowej do wychowania. Zwracałam jej uwagę ja,
        prawie każdy z rodziny. Teraz każdy odwrócił się od niej, bo przebywanie z nią
        jest nie do wytrzymania, nikt jej nie pomaga.
        Ma sprawne ręce, nogi. Nie pracuje i nie będzie pracować.
        Jak jej się coś nie podoba-potrafi zwymiotować na zawołanie. (kiedyś próbowała
        na mnie wymusić coś prowokowanymi wymiotami. Ja się od niej odwróciłam, przeszło
        jej. Tesciowa się nabiera i co chce-narzyga i ma) Nie da się jej wytłumaczyć,
        nie dociera. Próbowałam, pokazywałam jak można się zachować, tłumaczyłam. To co
        piszę, nie ukrywam jest mocno negatywnie nacechowane, ja już mam po prostu dość.
        Obraziła się na mnie. Odpuściłam.
        Zajęcia, na które chodzi, mają w/g mnie niski poziom. Dla mnie to taka
        przechowalnia tych dzieci. Są pomieszane: ZD, niewidomi, intelektualni. Nie ma
        indywidualnych terapii.
        • deodyma Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:32
          czarno to widze...
          jak dziwczyna jest taka agresywna to w przyszlosci mozecie po prostu
          nie dac sobie z nia rady.
          • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:47
            Jest agresywna tylko do mojej córki. Do dorosłych nie podskakuje.
        • e_r_i_n Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:34
          To, co się dzieje z tą kobietą, to nie jej wina. To wina matki - w wątku o ONI
          napisałam coś, co tutaj widać - to rodzice często są 'hamulcowymi' rozwoju ONI.
          Może warto zmienić otoczenie? W Warszawie jest sporo miejsc dla ONI.
          Tłumaczeniem niczego nie zmienisz. To nie jest osoba, która rozumie tak, jak inni.
          Jej trzeba pokazać i powtórzyć to 100, 1000 albo 1000000 razy.
          IMO zdecydowanie trzeba objąć dziewczynę profesjonalnym wsparciem.
          • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:43
            Erin wiem. Dlatego mam wyrzuty sumienia. To że z niej zrobiono inwalidkę
            społeczną to nie jej wina. Niemniej jednak cała irytacja skupia się na niej,
            niestety. W wątku o ONI pisałam, że wiele złego robią rodzice.
            Erin, moim zdaniem za późno na powtarzanie. Jej się nie chce,a nikt od niej tego
            nie wymaga. Jej się nigdy nie chciało mówić mojego imienia. Nauczyłam ją tak, że
            jak czegoś ode mnie chce musi się zwrócić do mnie po imieniu ( a nie "ej")nie
            reagowałam aż do momentu, aż powiedziała ( a umie). Nie pomagam jej się ubrać.
            Może przy mnie siedzieć goła, głodna. Nie nakarmię jej (umie jeść jak nikt jej
            do buzi nie włoży), umie się ubrać. Tylko to trwa. Nie pomogę jej korzystać z
            toalety, nie zmienię jej podpaski ( ma zmieniane, ma wycierany tyłek). Będzie
            chodzić brudna, a potem słucham od teściowej....Ale tego nie zrobię, po prostu.
            Umysł jak na moje zdanie ma dziewczynki 7-8 letniej.
            Ale widać że nie jest ćwiczona i się cofa. Zaczęła się jąkać, słownik zubożył
            jej się. Widać że ten rozwój stanął i nie ma dostarczanych bodźców.
            Nie jesteśmy w stanie objąć jej profesjonalnym wsparciem. Jest to fizycznie
            niemożliwe. Postawa teściowej jest nie do przejścia.
            • e_r_i_n Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:46
              Jest to do przejścia. Skoro matka nie dba odpowiednio o córkę, to można
              ograniczyć jej prawa decydowania.
              Jeśli chcesz, mogę dowiedzieć się o szczegóły.
              • sanrio Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:56
                pieprzysz Erin, nie wszystko jest czarno białe jak i ONI nie są wszystkie takie
                same. Na naszą nic nie działa, żadne tam pitu pitu tłumaczenie, jakieś
                nonsensowne terapie. Ona ma 40 lat i umysł pięciolatka, takiej nic nie wytłumaczysz.
                • deodyma Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:59

                  Ona ma 40 lat i umysł pięciolatka, takiej nic nie wytłumac
                  > zysz.


                  oj...
                  nie ma 40 lat, tylko 20 lat...
                  • ola Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:17
                    deodyma napisała:

                    >
                    > Ona ma 40 lat i umysł pięciolatka, takiej nic nie wytłumac
                    > > zysz.
                    >
                    >
                    > oj...
                    > nie ma 40 lat, tylko 20 lat...
                    >
                    >


                    jak mówi że ma 40 to ma 40.
                    Wiesz lepiej ile lat ma jej kuzynka?
                    • deodyma Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:46
                      a Ty czytasz w ogole od poczatku>
                      tu nie o kuzynke chodzi, tylko o siostre meza, ktora jest
                      uposledzona i ma 20 lat a nie 40 lat.
                      • donkaczka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 00:06
                        deodyma, skup sie albo ekran przemyj

                        sanrio posze o swojej "na nasza nic nie dziala, ma 40 lat a umysl 5 latki"
                      • sanrio Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 08:11
                        moja kuzynka ma 40 lat, siostra męża autorki ma 20, wszystko jasne?
                • e.mama.s Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:00
                  To skoro już się okladacie nawzajem to może trzeba jej zrobić
                  porządne lanie, żeby się jej odechciało.
                  • deodyma Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:06

                    e.mama.s napisała:

                    > To skoro już się okladacie nawzajem to może trzeba jej zrobić
                    > porządne lanie, żeby się jej odechciało.




                    nie sadze, zeby sie jej odechcialo.
                    znam przypadek, gdzie w domu jest uposledzony mzczyzna, ktory ma
                    ponad 30 lat, oklada siostre i gdyby nie czul respektu do matki, ja
                    tez by walil.
                    poki matka zyje, jest ok , ale jak umrze, opieka nad nim spadnie na
                    jego siostre i watpie, zeby ona dala sobie z nim rade.
                • e_r_i_n Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:34
                  Grzeczniej proszę, to po pierwsze.
                  Po drugie problem nie w dziewczynie, tylko w nieodpowiedniej opiece nad nią. W
                  skrajnych przypadkach trzeba farmakologię włączyć, a nie pozwalać na agresję jej
                  i wobec niej.
                  • sanrio Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 08:18
                    ależ farmakologia jest włączona, mądrujesz się a nie znasz wszystkich faktów ani
                    stopnia upośledzenia i innych chorób. Łatwo jest osądzać, wiem, ale zważ na to,
                    że w przypadku mojej kuzynki, jak się urodziła te 40 lat temu to nie było tak
                    szeroko zakrojonej kampanii na rzecz ONI, nie było takich leków ani wiedzy na
                    temat wychowania. trudno jest nagle, nawet w przypadku 20-latki,coś zmienić.
                    • e_r_i_n Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 14:16
                      Nie piszę o Twojej kuzynce.
            • deodyma Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:46
              a powiedz, co maz na to?
              • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:50
                Mój mąż nie przepada za nią. Jak ona się urodziła, cała uwaga matki skupiła się
                na niej, jego kosztem. Wszystko było dla niej. On nie jeździ do niej, cały
                ciężar utrzymywania relacji spadł na mnie. Czasami go wyciągam raz na 2 mce, bo
                jak nie to gada że go od matki odciągam.... niech się matce pokaże. Wykręca się
                pracą (pożar).
                Jest antyrodzinny.
                • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:03
                  Ale w tym ukladzie maz sie wymiksowal, a ciezar, stres i ryzyko spadl na ciebie
                  i mala... Niefajnie...
                  • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:43
                    Racja, wymiksował się. \mi też każe sie wymiksować. Tylko jak się wymiksowac jak
                    czasami trzeba dbać o kontakty? \o poprawne relacje rodzinne, po prostu. Żyjemy
                    swoim życiem i poprostu ja się tam pojawiam od czasu do czasu. \niech tak zostanie.
                    • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 00:18
                      Po prostu musisz pewnie nie wozic tam malej chocby nie wiem co - maz, skoro mu
                      wygodnie w tym ukladzie, niech jej zapewni opieke na czas twojej wizyty...
                      • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 00:24
                        Musiałam dziś podjechać. Męża nie ma do jutra wieczór, a ją ciągnąć zasmarkaną i
                        zakatarzoną.
                    • burza4 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:40
                      ola_motocyklistka napisała:

                      > Racja, wymiksował się. \mi też każe sie wymiksować. Tylko jak się wymiksowac
                      jak > czasami trzeba dbać o kontakty? \o poprawne relacje rodzinne, po prostu.

                      PO CO dbać o kontakty na siłę? to NIE TWOJA rodzina, a męża, dla ciebie to
                      jedynie powinowaci. Jeśli rodzony syn i brat nie odczuwa potrzeby kontaktów to
                      po kiego czorta zmuszasz was wszystkich do przebywania w toksycznym otoczeniu? z
                      tego co pisałaś teściowa to też niezły numer, niezależnie od kwestii siostry te
                      kontakty nikomu z was nie służą
                • jowita771 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 09:41
                  Dla mnie sytuacja byłaby idealna, żeby stopniowo ograniczyć kontakty do zera.
                  Nie ma przymusu.
    • e.mama.s Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:34
      Jakie to upośledzenie? Może robi to bo jest złośliwa, zła na
      wszystkich, bo zdała sobie sprawę, że jest młoda nie będzie mieć
      chlopaka, męża, dzieci, normalnej pracy.
    • sanrio Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 22:52
      no a co na to babcia,Twój mąż? Ja miałam bardzo podobna sytuację jako dziecko -
      mojego taty siostrzenica upośledzona mnie tłukła. Tyle tylko, że jak tata to
      zobaczył raz, drugi, to bez zważania na to czy upośledzona czy nie dał jej w
      pysk i się skończyły harce. potem ja sama jej oddawałam, gdyż niestety na takie
      osoby nie ma innego sposobu.
      • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:08
        Jest, mozna izolowac od niej dziecko. Powinno znac babcie, ale nie musi znac
        cioci, jesli jest agresywna i nieopanowana.
      • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 00:06
        Oberwała ode mnie nie raz. Od matki też. Rok temu było inaczej-razem się bawiły,
        choć mnie martwił wolny postęp mowy córki-po prostu naśladowała ją w zachowaniu,
        mowie. posłałam ją wtedy do klubiku, tam przy innych wystrzeliła z mową i
        zobaczyła, że są inne zachowania (kiwała mi się, powtarzała jej ruchy itp.)
        Przeszło jej, na szczęście. teraz jak jest w przedszkolu te zachowania zupełnie
        zniknęły, ku mojej uldze. Pojawił się problem z relacjami między nimi.
        Ona się mnie boi, tak jak po dzisiejszej wizycie powiedzialam jej, że jak się
        przy mnie ruszy i do córki podejdzie-oberwie. Siedziała jak trusia, patrząc na
        mnie. próbowała się poderwać i kilka razy próbowała zwiać, nie pozwoliłam jej.
        Chyba tak zacznę robić, ale jest to nieludzkie. ALe dziś dostała lekcje
        konsekwencji, której na codzień nie ma.
        Jeżeli uszczypnęła moją-ja ja szczypię. Niedawno moja oberwała po głowie-dostała
        ode mnie. Wierzcie mi mam ochotę ją pobić...Muszę zaciskać tylko pięści,
        wrrr....tego się da opisać i mi wstyd za takie odczucia, właśnie dlatego, ze z 2
        strony ona nie jest winna.
        • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 00:36
          Dziwnie sie czuje piszac ten post, bo a) jak stereotypowa "emama" najade na
          autorke watku b) sama nie mam doswiadczenia z agresywnymi niepelnosprawnymi.

          Ale.

          Wszystko, co opisujesz jest jakies chore. Owszem, niepelnosprawna dziewczyna
          bije twoja corke - ale twoja corka i ty sama bijecie ja. Skad ona na tym
          poziomie rozwoju ma wiedziec, ze jej bicie jest zle, skoro wy obie robicie
          dokladnie to samo? Skad w ogole masz odruch oddawania, i to osobie nie w pelni
          wladz umyslowych - bo klepala cie po glowie przy powitaniu? Dziecku tez bys
          oddala, gdyby cie uparcie ciagalo za wlosy, albo kopnela psa, bo traca nosem? I
          co, bijesz ja tak przy tesciowej, a ona nic? Sama opisujesz straszenie jej jako
          nieludzkie, to dlaczego to robisz?

          Ja rozumiem, ze podejscie twojej tesciowej jest fatalne dla przyszlego zycia i
          rozwoju jej corki, podejscie twojego meza jest nazwijmy to po imieniu tchorzliwe
          i obojetne, w szczegolnosci to, ze wiedzac o klopotach sam sie izoluje, a ciebie
          wysyla tam z corka. A jesli jego siostra trafi pod wasza opieke, jak piszesz,
          czy on rowniez oczekuje calej inicjatywy od ciebie?

          Nie musisz byc swieta, ktora zajmie sie nielubiana krewna, zalatwi jej terapie,
          powalczy z jej matka (milo byloby, gdyby robil to twoj maz... coz). Ale na
          litosc boska nie szkodz jej chociaz. Co osiagasz bijac sie z nia, wozac tam
          corke skoro tez dochodzi do agresji, nie zawsze niesprowokowanej? Czy nie mozesz
          po prostu wpasc sama do tesciowej, unikac kontaktu z niepelnosprawna jesli jej
          nie znosisz, nigdy nie brac ze soba corki albo trzymac ja tuz przy sobie i poza
          zasiegiem szwagierki?

          Straszne jakies to wszystko sad
          • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 01:06
            Poznałam ją kilka lat temu. \pisałam, że nie będę szczegółowo opisywać, ale
            widac trzeba. Na początku mówiłam, zwracałam uwagę. \to nie jest tak, że od
            początku ją tłukłam. Tłumaczyłam, łapałam ją za rękę, nie wolno, nie wolno.
            Zaskutkowało oddanie jej kilka razy parę lat temu. Nie jakoś drastycznie mocno.
            Więcej mnie nie zaczepiła.

            Zaczęła zaczepiać młodą-wcześniej bawiły się razem, nie było problemu. Pilnowało
            się jej bo chciała moją nosić na rękach-kiedyś znienacka podniosła ją i upuściła
            na podłogę. Pilnowałam jedynie kiedyś żeby właśnie jej nie podnosiła.
            \problem zaczął się pół roku temu tak na poważnie. \tak jak pisałam, bawiły się,
            huśtały na huśtawkach, ganiały, tańczyły przy muzyce. Moja ją karmiła,
            częstowała jakimiś swoimi czy cukierkami, gumami, itp. \Było OK. nagle zaczęła
            ją szczypać. Zwracałam uwagę, że nie wolno, po kilku incydentach pilnowałam jej,
            i żeby moja nie podeszła jej pod ręce. Akurat tak jest że łapie ją na wysokości
            oczu-powieki górne i pod oczami. Zaczęła mieć siniaki, a tamta zaczęła to
            nadużywać. Tłumaczyłam, nie wolno, nie wolno. Tak jak pisałam tłumaczyłam mojej
            że tamta jest chora, że nie rozumie.
            Uszczypnie-to ja ją. Nie tłukę jej, choć mam ochotę. Jak mam jej tłumaczyć?

            Podejście mojego męża tak jak napisałam - odciął się. Nie ma dobrych relacji z
            matką. Tak jak napisałam-staram się o utrzymywanie poprawnych relacji. Z reguły
            jeżdżę tam sama, ale moja jest chora, i MUSIALAM naprawdę podjechać do niej.
            Moja córka narysowała babci rysunek, poleciała pokazać, ja z wielkim
            brzuszyskiem ściągałam buty,a ona po drodze oberwała. Przybiegła do mnie
            zapłakana, chyba z pół godziny jeszcze "zachodziła się". Serce się kraje, i
            złość w Tobie narasta. I tak sie zbiera i zbiera. Rośnie we mnie gniew...

            Relacji męża z rodziną i relacji między nimi nie zmienię, niestety.

            Tak jak pisałam, wpadam sama. dziś musiałam, a moja chora. Mąż poza miastem w
            pracy. sąsiadka która czasem z nią zostaje-w szpitalu, koleżanka w pracy.
            No mogłam ją jeszcze zostawić w samochodzie.... Umarłabym ze strachu.
            • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 01:25
              Naprawde ci wspolczuje. Wspolczuje rowniez tej dziewczynie. Ja zawodzi chyba jej
              matka, a ciebie twoj maz. Nie moge zaoferowac zadnej konkretnej porady, bo jak
              pisalam nie mam doswiadczenia. Jako osobie z zewnatrz rzuca mi sie po prostu w
              oczy pare motywow, moze do przemyslenia, nie wiem.

              Mimo wszystko nie miesci mi sie w glowie, ze mozna uderzyc osobe
              niepelnosprawna, a wlasciwie robic to regularnie. Nie dotykaj jej w ogole. Corke
              musialas chyba skutecznie izolowac dluzszy czas - w sumie kiedy szwagierka miala
              szanse regularnie ja napadac, jesli sprawa jest na powaznie od pol roku, a
              normalnie jej nie wozisz? Jaki ogolnie jest twoj stosunek do przemocy i
              doswiadczenie z nia, skoro wspominasz chec tluczenia, przyp*lenia, zabicia nawet?

              > Tłumaczyłam, nie wolno, nie wolno. Tak jak pisałam tłumaczyłam mojej
              > że tamta jest chora, że nie rozumie.
              > Uszczypnie-to ja ją. Nie tłukę jej, choć mam ochotę. Jak mam jej tłumaczyć?

              A jestes pewna, ze to oddawanie przemocy cokolwiek daje? Bo rownie dobrze moze
              byc tak, ze w jej umysle przyjazd twoj i corki oznacza wspolna zabawe w
              szczypanie i naparzanie sie. Bo przeciez zawsze sie szczypiecie nawzajem. A
              twoje "oddawanie" najwyrazniej wcale nie oducza jej robic to samo, skoro to trwa.

              Czy jak posadzisz corke przy sobie na sofie, czy gdzie tam siadasz rozmawiajac z
              tesciowa, to szwagierka podejdzie i uderzy czy uszczypnie ja przy tobie? Moze
              naucz corke, ze u babci niestety ma sie nie ruszac od twojego boku?
              • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 01:45
                Jaki ogolnie jest twoj stosunek do przemocy i
                > doswiadczenie z nia, skoro wspominasz chec tluczenia, przyp*lenia, zabicia nawe
                > t?

                Jak to pisałam gotowało się we mnie. Myślałam, że nie ulżyło mi ale teraz siedzę
                spokojnie, Jak pisałam to byłam wściekła poirytowana i bezradna, Miałam
                pojedyńćze skurcze. Choć teraz i tak pewnie nie zasnę, bo sprawa jest świeża.
                Emocje, choć nie zaprzeczę że dziewczyna mnie irytuje.

                Nie dotykaj jej w ogole. Cork
                > e
                > musialas chyba skutecznie izolowac dluzszy czas - w sumie kiedy szwagierka mial
                > a
                > szanse regularnie ja napadac, jesli sprawa jest na powaznie od pol roku, a
                > normalnie jej nie wozisz?

                Wcześniej tak jak pisałam niżej bawiły się.
                3 ostatnie lata moja co 2 weekend jeździła do babci - ja studiowałam. Były
                weekendy, że mąż z nią siedział. I nie wiem co się stało że nagle zaczęła się
                tak zachowywać. Może jakaś sytuacja u niej w szkole? naprawdę nie wiem. |Wiem że
                sprawa mnie przerasta.

                > A jestes pewna, ze to oddawanie przemocy cokolwiek daje? Bo rownie dobrze moze
                > byc tak, ze w jej umysle przyjazd twoj i corki oznacza wspolna zabawe w
                > szczypanie i naparzanie sie

                Ode mnie się odczepiła. Przerabiała to z każdym członkiem rodziny. Nie zaczepia
                teraz nikogo, kto sobie nie pozwoli. Moja jedynie jest mniejsza od niej i
                najbardziej bezbronna.
                Nie jest to tak, że szczypiemy sie i naparzamy, jednym słowem chodząca
                patologia. |To są incydenty. Czasami jeden, czasami kilka w ciągu jednej wizyty.

                > Czy jak posadzisz corke przy sobie na sofie, czy gdzie tam siadasz rozmawiajac
                > z
                > tesciowa, to szwagierka podejdzie i uderzy czy uszczypnie ja przy tobie? Moze
                > naucz corke, ze u babci niestety ma sie nie ruszac od twojego boku?

                Podejdzie i usiądzie na podłodze kolo nas. będzie siedzieć grzecznie.
                Najczęściej zaczepia ją jak moja np. biegnie do ubikacji, do kuchni po łyżeczkę,
                po prostu przechodzi koło niej. I wtedy ona wyciąga rękę - to jest moment.
                Trudno jest utrzymać 3,5 latkę w miejscu. Zawsze ją przed wizytą proszę, żeby
                nie przechodziła koło niej, nawet nie odzywała sie do niej. Trudno jest ją
                utrzymać w miejscu.
              • gazeta_mi_placi Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 21:09
                "Jaki ogolnie jest twoj stosunek do przemocy i
                doswiadczenie z nia, skoro wspominasz chec tluczenia, przyp*lenia, zabicia nawet? "

                Niektórzy ludzie (mimo,że umysłowo pełnosprawni) są po prostu prymitywami.
          • kaskla Re: Muszę dać upust swojej irytacji 16.12.09, 17:40
            pierwszy rozsądny głos w tej sprawie!
            Brawo!
      • titta Re: Muszę dać upust swojej irytacji 16.12.09, 17:38
        Wlosy mi sie jeza: oczywiscie, ze jest inny sposob. Psa sie nie
        bije, a co dopiero czlowieka, ktory cos tam rozumie. Agresywnego psa
        tez mozna bez przemocy opanowac. Dziecko (czlowiek uposledzony)
        nauczone agresji odpowiada agresja, bo inaczej nie umie. Jaki jest
        inny sposob: maksymalne wyciszenie i nauczenie kierowania emocji
        (agresji) w inna strone. Tak, mialam doczynienia z dziecmi
        uposledzonymi. Jakos agresje przy wspopracy ze specjalistami dawalo
        sie wyhamowac.
        • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 16.12.09, 22:47
          titta napisała:

          > Wlosy mi sie jeza: oczywiscie, ze jest inny sposob. Psa sie nie
          > bije, a co dopiero czlowieka, ktory cos tam rozumie. Agresywnego
          psa
          > tez mozna bez przemocy opanowac. Dziecko (czlowiek uposledzony)
          > nauczone agresji

          Nie ma zgody wśród psychologów co do źródła pochodzenia agresji i
          nie ma pewnosci, ze agresja jako taka musi być wyuczona.
          pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_agresji_wrodzonej
    • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:45
      Współczuję.
      Kiedyś miałam do czynienia z osobą lekko niepełnosprawną - umysłowo
      i fizycznie, która śmierdziała nie do wytrzymania. Po przyjrzeniu
      się sytuacji bliżej zobaczyłam ze to rodzina wspiera tego dorosłego
      faceta w niemyciu się, nieuzywaniu dezodorantu i noszeniu nawet po
      kąpieli tego samego starego, śmierdzącego ubrania. Jednocześnie mu
      współczuli kompleksów, że ludzie się od niego odwracają.
      Pamiętam swój gniew z powodu jego smrodu do którego znoszenia
      zmuszał innych, połączony z poczuciem winy, ze takie emocje odczuwam
      wobec osoby niepełnosprawnej. Nie mam już z nimi kontaktu, ale jeśli
      będę miała, zażądam żeby się mył jeśli chce przebywać w moim pobliżu.

      Nie zazdroszczę ci. Pewnie rzeczywiście nie ma rady, tylko oddanie
      bratowej jako coś w rodzaju terapii behawioralnej.
      • czar_bajry Re: Muszę dać upust swojej irytacji 11.12.09, 23:57
        Nie wiem co Ci poradzić, nie miałam nigdy do czynienia z problemem który
        opisujesz. Przyznam się że w takiej sytuacji chyba w ogóle przestała bym bywać u
        teściowej, wydaje mi się że agresję trzeba tłumić i nie ma tu znaczenia czy
        dziewczyna jest upośledzona, to zadanie dla psychologa/psychiatry i pewnie jakiś
        leków.
        Chyba Twoja teściowa za bardzo pozwoliła na tę agresję, jak nie chcę nikogo
        krytykować jednak wydaje mi się że problem jest poważny i nie powinno się go tak
        zostawić.
        Trzymajcie sięsmile
    • mruwa9 niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 00:12
      tyle nienawisci, tyle krzywdzacych stereotypow na temat ONI.. i zero
      pojecia o tym, jak to wyglada od wewnatrz. Lepiej juz nic nie pisac,
      niz pisac takie bzdury.
      Olu, nie chcesz- nie utrzymuj kontaktow z tesciowa i jej corka. Nie
      masz obowiazku jej kochac, masz prawop chronic wlasne dziecko. Ale
      ziac az takim jadem nie musisz.Nikomu zle nie zycze, ale kiedys tez
      mozesz zostac mama dziecka niepelnosprawnego, tez mozesz byc w
      sytuacji, gdy calusienki swiat sie na ciebie wypnie i zostaniesz z
      problemem zupelnie sama.
      • ola_motocyklistka Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 00:22
        No właśnie wiem jak to powinno wyglądać od wew. \jestem dzieckiem 2 chorych
        ludzi, pracujących w zakładach pracy chronionej. od małego mam kontakt z dziecmi
        i dorosłymi głuchoniemymi, niewidomymi, uposledzonymi. \temat nie jest mi obcy.
        Te dzieci, teraz dorośli żyją samodzielnie, pracują zarabiają na siebie.
        \Zostali tak wychowani że to potrafią.
        Nie umiem zrozumieć jak można złym wychowaniem kogoś tak skrzywdzić. \nie umiem
        sobie poradzić z niechęcią do tej dziewczyny. wiem, że to nie jej wina.
        myślałam, że mi ulży.
        Wierz mi jeżeli chodzi o mnie nie przejawiam stereotypów w poglądach na temat ONI.
        Jeżeli miałabym mieć dziecko niepełnosprawne-nie zrobiłabym mu takiej krzywdy.
        Tak jak pisałam nie jestem dumna z takich uczuć, ale one we mnie są. Nie zieję
        jadem, nie wyzywam jej, nie poniżam.
        • mruwa9 Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 00:46
          ola_motocyklistka napisała:

          > Nie umiem zrozumieć jak można złym wychowaniem kogoś tak
          skrzywdzić. > Jeżeli miałabym mieć dziecko niepełnosprawne-nie
          zrobiłabym mu takiej krzywdy.

          No wlasnie problem w tym, ze przykladasz do osoby niepelnosprawnej
          miarke pasujaca do osob pelnosprawnych. Jesli masz az takie bogate
          doswiadczenie w kontaktach z osobami z roznymi
          niepelnosprawnosciami, to powinnas wiedziec, ze mozliwosci, pulap
          rozwoju w przypadku osob niepelnopsprawnych jest bardzo, ale to
          bardzo zindywidualizowany i pewnych rzeczy nie da sie przeskoczyc,
          pewnych umiejetnosci nie da sie osiagnac, nawet mimo wieloletniej
          intensywnej pracy. Bo brakuje w mozgu odpowiedniego przelacznika,
          klapki, jak i co sobie tylko chcesz wyobrazic. A te umiejetnosci,
          ktore osoba niepelnosprawna moze osiagnac, moga rozwijac sie bardzo
          nierownomiernie. Bo mozna byc osoba niemowiaca, a umiejaca czytac.
          Albo mozna miec autyzm wysoko funkcjonujacy, swietnie rozwinieta
          mowe i nie umiec czytac, nie byc w stanie posiasc te
          umiejetnosc.Zachowanie siostry Twojego brata nie musi byc wcale
          spowodowane bledami wychowawczymi, ale moze wynikac po prostu z
          niemoznosci rozpoznawania wlasciwych i niewlasciwych zachowan, cos,
          nad czym mozna bezskutecznie pracowac latami. A Twoja tesciowa chyba
          popelnila blad, pierwszy, ze zostala tesciowa, bo jakwszyscy wiedza,
          sam fakt bycia tesciowa powinien byc wskazaniem do przymusowej
          eutanacji, a blad drugi, ze kocha swoja corke i wychowuje ja,
          zamiast oddac do zakladu opieki.
          Na haslo, ze dopuszczasz sie przemocy fizycznej wobec Twojej
          szwagierki otwiera mi sie noz w kieszeni i brakuje slow, zeby nazwac
          Twoje bestialstwo.
          • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:02
            mruwa9 napisała:

            > umiejetnosc.Zachowanie siostry Twojego brata nie musi byc wcale
            > spowodowane bledami wychowawczymi, ale moze wynikac po prostu z
            > niemoznosci rozpoznawania wlasciwych i niewlasciwych zachowan,
            cos,
            > nad czym mozna bezskutecznie pracowac latami.

            Nu kak, toż widać że bratowa nie bije wszystkich i pozwala sobie
            tylko wtedy kiedy nie ma żadnej reakcji albo kiedy reakcja jest z
            jej punktu widzenia za słaba. To znaczy że potrafi zrozumieć, że ma
            nie tłuc otoczenia.
            • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:03
              Nie bratowa, a szwagierka.
          • ola_motocyklistka Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:23
            pewnych rzeczy nie da sie przeskoczyc,
            > pewnych umiejetnosci nie da sie osiagnac, nawet mimo wieloletniej
            > intensywnej pracy.

            Z nią nikt nie pracuje. Ona sobie po prostu żyje.

            A Twoja tesciowa chyba
            > popelnila blad, pierwszy, ze zostala tesciowa

            To, że mam tesciową nie spędza mi snu z powiek. Jak już piszę o niej to raczej w
            formie żartu,bo mnie czasami bawi jej zachowanie ( okleiny, dywaniki, sytuacje
            na cmenarzu, grzebanie mi po szafkach, obgadywanie mniesmileo tym mniej więcej
            pisałam w postach ) Dawno do tego tematu nabrałam dystansu. Jest? niech będzie.

            a blad drugi, ze kocha swoja corke i wychowuje ja,
            > zamiast oddac do zakladu opieki.

            Nie wychowuje. Obsługuje ją. Zaspokaja jej potrzeby fizjologiczne.

            > Twoje bestialstwo.

            Nie czuję się bestią. Bronię małego dziecka.
            • cherry.coke Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:33
              > > Twoje bestialstwo.
              >
              > Nie czuję się bestią. Bronię małego dziecka.

              Moze sie nie czujesz, ale to wlasnie uderza w twoim poscie zaraz po tragicznej
              sytuacji szwagierka-tesciowa - to, z jaka latwoscia mowisz o swojej przemocy
              wobec niepelnosprawnej.
              • ola_motocyklistka Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:51
                Czy Ty wiesz ile ja duszę to w sobie? |To nie jest sytuacja z dzisiaj. To się
                ciągnie już miesiącami. Myślisz, że mi łatwo? Gdyby było mi łatwo moje
                wypowiedzi bylyby bardziej lajtowe. OK, atakujecie, maci e prawo. A ja piszę, że
                sobie nie radzę. po prostu nie radzę z emocjami. \to jest dla mnie po prostu
                trudne. Żeby jeszcze można podjąć jakąś pracę z nią. Nikt nie reaguje, a jeśli
                ktoś zwraca uwagę, to teściowa się obraza. A ja z córką jestem najbliżej tego
                wszystkiego.
                Nie jestem dumna z emocji, które wyraziłam. Nie mam mocy sprawczej, żeby to zmienić.
                • titta Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 16.12.09, 17:46
                  > wypowiedzi bylyby bardziej lajtowe. OK, atakujecie, maci e prawo.
                  A ja piszę, że sobie nie radzę. po prostu nie radzę z emocjami

                  A teraz sie zastanow od jak dawna twoja tesciowa z tym zyje i czy
                  ona sobie radzi z emocjami. Moze jednak zmieniajac ton i sposb
                  podejscia mozna cos zmienic?
              • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:52
                Nie przeginaj.
          • evenjo Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 17:12
            Na stos z tą bestią...znalazła się - matka teresa piep....ona.
      • e_r_i_n Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 00:22
        Niestety, tak właśnie wygląda podejście naszego miłosiernego społeczeństwa.
        Przede wszystkim szokuje nierozumienie dwóch podstawowych rzeczy - ONI nie można
        oceniać przez pryzmat zasad i zachowań osób pełnosprawnych oraz to, jak
        funkcjonują, zależy w dużej mierze od otoczenia.
        Czego się spodziewać w sytuacji, gdy rodzina się wypina?
        • chloe30 Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 00:43
          e_r_i_n napisała:

          > Czego się spodziewać w sytuacji, gdy rodzina się wypina?


          Kurcze, nie wiem, ale jak sobie pomyśle o OBERWANEJ POWIECE to mi sie agresor
          włącza.

          Ola, ty z mężem porozmawiaj. Teraz sie wymiksował, a jak bedziesz chciała
          bratową oddać do ośrodka to sie zrobi szlachetny brat i zwali ja na Twoje barki.
          Ty z mężem załatw sprawę.
          • ola_motocyklistka Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:11
            Nie zrobi się szlachetny. To jest z góry ustalone. wiem, że w tej kwestii
            zadziałamy jednomyślnie. O to w ogóle się nie boję.
            • chloe30 Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:20
              ola_motocyklistka napisała:

              To jest z góry ustalone. wiem, że w tej kwestii
              > zadziałamy jednomyślnie. O to w ogóle się nie boję.


              Ah, bo wyżej napisałaś, że o tym planie nikomu nie mówisz, nie wiedziałam, czy
              mężowi też nie.
              Siły ci życzę, bo masz dość problemów, żeby sie jeszcze martwić o to czy Twoja
              córka nie zostanie uszkodzona.
        • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 00:57
          e_r_i_n napisała:

          > Niestety, tak właśnie wygląda podejście naszego miłosiernego
          społeczeństwa.
          > Przede wszystkim szokuje nierozumienie dwóch podstawowych rzeczy -
          ONI nie możn
          > a
          > oceniać przez pryzmat zasad i zachowań osób pełnosprawnych

          Aha, bo jeśli jesteśmy miłosierni to dajemy pobić własne dziecko po
          to żeby nie oceniac przez własny pryzmat.
          Erin, czy ty się zetknęłaś w realu z problemem osób
          niepełnosprawnych intelektualnie na dłuższą metę czy tylko w pracy i
          działasz na forum jako przedłużenie pracy?
          Muszę powiedzieć ze ogromnie mi imponuje moja przyjaciółka która
          swoją niepełnosprawną (głęboko) córkę wychowuje tak, zeby po
          pierwsze była jak najbardziej samodzielna, po drugie nie przejawiała
          zachowań nieakceptowanych społecznie, po trzecie nie zrażała do
          siebie innych ludzi kwestiami które nie sa naganne z punnktu
          widzenia ludzi pełnosprawnych ale mogą zniechęcać do kontaktu,
          takimi jak stereotypie czy nieestetyczne zachowanie które w
          przypadku danego dziecka da się wyeliminować itd. W dobrze pojętym
          interesie dziecka, które matka może po prostu odumrzeć, i co wtedy?
          To o czym piszesz ty i zwłaszcza pisze koleżanka post wyżej, to
          fałszywy idealizm, to co robi moja przyjaciółka to realizm i
          prawdziwe współczucie litość wobec chorych. Zrozumienie, że od
          kategorii oceniania zdrowych ludzi się nie ucieknie i w związku z
          tym nalezy osiągnąć harmonię między możliwościami dziecka a jego
          przystosowaniem do życia w społeczeństwie, przy zapewnieniu
          maksymalnego przystosowania do życia w społeczeństwie możliwego dla
          danej osoby niepełnosprawnej.
          • e_r_i_n Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:19
            ardzuna napisała:

            > Aha, bo jeśli jesteśmy miłosierni to dajemy pobić własne dziecko
            > po to żeby nie oceniac przez własny pryzmat.

            Czytałaś wątek? Jeśli tak, to zapewne zauważyłaś moje KONKRETNE rady, co można
            spróbować zrobić, żeby problem załagodzić.
            Nigdzie nie napisałam, że należy zacisnąć zęby i pozwalać się tłuc, czy
            pozwalać na bicie swojego dziecka, bo osoba bijąca to niepełnosprawna. Napisałam
            wyłącznie, to przyczyną problemu jest przede wszystkim brak odpowiedniego
            zajęcia się tą dziewczyną, nie ona sama.
            Sama autorka w sumie jest najmniej natarczywa w tym wątku. Pewnie niewiele może
            zrobić, więc jej się ulewa frustracja - problemem jest nie to, że ona reaguje
            (IMO źle, powinna w ogóle nie dopuszczać do kontaktu dziecka z ciotką, do czasu,
            aż się nią odpowiednio ktoś zajmie), tylko to, że jej mąż i jej teściowa nie
            robią nic w temacie zachowania ich siostry/córki.


            > Erin, czy ty się zetknęłaś w realu z problemem osób
            > niepełnosprawnych intelektualnie na dłuższą metę czy tylko w pracy > i
            działasz na forum jako przedłużenie pracy?

            Nie, nie tylko w pracy.
            Ale w samej pracy codziennie, przez kilka godzin, mam do czynienia z
            niepełnosprawnymi. I nie zawsze są to osoby miłe, grzeczne i ładnie pachnące.
            • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 01:52
              e_r_i_n napisała:

              > Czytałaś wątek? Jeśli tak, to zapewne zauważyłaś moje KONKRETNE
              rady, co można
              > spróbować zrobić, żeby problem załagodzić.

              Że niby sugestie nieomalże odebrania matce praw rodzicielskich czy
              do opieki, bo nie wiem jak to się nazywa w przypadku dorosłego
              zapewne ubezwłasnowolnionego dziecka? Nie widzę możliwości
              sterapeutyzowania dziecka/dorosłej ON wbrew opiekunowi prawnego,
              żadne światłe rady nie pomogą jeśli opiekun prawny reprezentuje
              postawę typu beton.

              Napisała
              > m
              > wyłącznie, to przyczyną problemu jest przede wszystkim brak
              odpowiedniego
              > zajęcia się tą dziewczyną, nie ona sama.

              Ola pisala to od początku, czyz nie?

              - problemem jest nie to, że ona reaguje
              > (IMO źle, powinna w ogóle nie dopuszczać do kontaktu dziecka z
              ciotką, do czasu
              > ,
              > aż się nią odpowiednio ktoś zajmie),

              Przeciez pisze, ze nie zawsze ma szanse na izolowanie. IMO robi
              dobrze, tak naprawdę dla szwagierki lepszy jest szerszy kontakt
              społeczny niż węższy, a jeśli oddanie w przypadku przemocy wobec oli
              pomogło raz na zawsze a nie pomogło nic innego wcześniej, to znaczy
              że to akurat działa skutecznie i stwarza peerspektywy szwagierce na
              posiadanie jakiegoś otoczenia społecznego. I nie mów mi, że
              zdemoralizowaną, stosującą przemoc osobę (niezaleznie od poziomu
              rozwoju intelektualnego) można zawsze i w kazdym przypadku
              naprostować życzliwym i łagodnym tłumaczeniem.

              > Nie, nie tylko w pracy.
              > Ale w samej pracy codziennie, przez kilka godzin, mam do czynienia
              z
              > niepełnosprawnymi. I nie zawsze są to osoby miłe, grzeczne i
              ładnie pachnące.

              Rozumiem, że nie miałaś perspektywy dozywocia z taką osobą
              niepełnosprawną, więc nie zależało ci na tym, zeby na dłuższą metę
              zachowywały się i pachniały w cywilizowany, dostępny dla nich sposób.
              • cherry.coke Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 02:21
                > społeczny niż węższy, a jeśli oddanie w przypadku przemocy wobec oli
                > pomogło raz na zawsze a nie pomogło nic innego wcześniej, to znaczy
                > że to akurat działa skutecznie

                No wlasnie nie dziala skutecznie, skoro coreczka jest nadal regularnie
                zaczepiana mimo "oddawania" przez Ole. Aspekt etyczny bicia niepelnosprawnej juz
                tutaj pomijam.

                Wydaje mi sie, ze wobec osoby niepelnosprawnej intelektualnie nie mozna stosowac
                prostej i zyciowej logiki z podworka. Jesli ona "poluje" na coreczke, to
                rzeczywiscie moze to byc dla niej grupowa zabawa - Ola pisze, ze wzajemne
                szczypanie zdarza sie to raz do paru razy na wizyte, czyli regularnie i nie
                rzadko. Moze dla niej zabawa nie musi byc przyjemna, albo bol znaczy co innego.
                Albo na przyklad moze ona nie jest w stanie skojarzyc, ze fakt, ze Ola ja
                szczypie ma ja ukarac za szczypanie coreczki, moze w jej pojeciu swiata kazdy
                broni siebie, w zwiazku z czym ona faktycznie nie szczypie juz samej Oli, ale
                mala to przeciez nie Ola i szczypac mozna.

                To sa jakies moje wymysly oczywiscie, chodzi mi tylko o przyklady tego, ze
                logika szwagierki moze byc postawiona na glowie, a stosowanie przemocy
                najwyrazniej coreczki nie ochrania.

                Mysle, ze zapewnienie malej stalej obstawy w osobie Oli i babci podczas wizyt
                jest znacznie lepszym rozwiazaniem niz dalsze bicie szwagierki. Czy bicie
                szwagierki w ogole. Nie jest prosto upilnowac mala - w dwie dorosle osoby?
                Prosciej jest kontynuowac to bicie za bicie, bez skutkow?
                • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 12:45
                  cherry.coke napisała:

                  > > społeczny niż węższy, a jeśli oddanie w przypadku przemocy wobec
                  oli
                  > > pomogło raz na zawsze a nie pomogło nic innego wcześniej, to
                  znaczy
                  > > że to akurat działa skutecznie

                  W przypadku Oli pomogło, a w przypadku córki Oli widocznie
                  stymulacja była nieodpowiednia. Może trzeba było np. przeraźliwie
                  wrzasnąć albo mocniej uderzyć, zaznaczam że nie chodzi mi o
                  działanie wykonywane bez wypróbowania WSZYSTKICH innych możliwości.

                  > No wlasnie nie dziala skutecznie, skoro coreczka jest nadal
                  regularnie
                  > zaczepiana mimo "oddawania" przez Ole. Aspekt etyczny bicia
                  niepelnosprawnej ju
                  > z
                  > tutaj pomijam.

                  Cóż, jak zaczęłam radzić synowi, żeby oddawał kolegom, skończyło się
                  wieczne poszturchiwanie. Aspekt etyczny też pomijam. Nic innego
                  wcześniej nie działało, a teraz wszyscy mogą mieć normalne kontakty
                  społeczne.


                  > rzadko. Moze dla niej zabawa nie musi byc przyjemna, albo bol
                  znaczy co innego.

                  Raczej to samo, skoro oddawanie w przypadku dorosłych działa. Tyle
                  tylko że w przypadku 3-latki ta dziewczyna czuje się bezkarna.

                  > Mysle, ze zapewnienie malej stalej obstawy w osobie Oli i babci
                  podczas wizyt
                  > jest znacznie lepszym rozwiazaniem niz dalsze bicie szwagierki.
                  Czy bicie
                  > szwagierki w ogole. Nie jest prosto upilnowac mala - w dwie
                  dorosle osoby?

                  Nie, nie jest. To jest dziecko i osoba niepełnosprawna, czyli
                  praktycznie 2 dzieci. Najprościej i najlepiej dla wszystkich jest
                  tak zadziałać, żeby ukrócić przemoc szwagierki wobec dziecka. Wtedy
                  będą mieć szansę na rozwijanie normalnych kontaktów rodzinnych,
                  które są potrzebne przede wszystkim szwagierce.
                  • cherry.coke Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 13:00
                    > Raczej to samo, skoro oddawanie w przypadku dorosłych działa. Tyle
                    > tylko że w przypadku 3-latki ta dziewczyna czuje się bezkarna.

                    No ale wlasnie nie powinna czuc sie bezkarna, skoro obrywa za to od Oli, prawda?
                    Widac to nie dziala. Aha, fakt, piszesz ze trzeba uderzyc mocniej. No tak.
              • e_r_i_n Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 20:56
                ardzuna napisała:

                > Że niby sugestie nieomalże odebrania matce praw rodzicielskich czy
                > do opieki, bo nie wiem jak to się nazywa w przypadku dorosłego
                > zapewne ubezwłasnowolnionego dziecka? Nie widzę możliwości
                > sterapeutyzowania dziecka/dorosłej ON wbrew opiekunowi prawnego,
                > żadne światłe rady nie pomogą jeśli opiekun prawny reprezentuje
                > postawę typu beton.

                Jeśli ktoś działa na szkodę dziecka, to można mu odebrać prawa
                rodzicielskie. Albo je ograniczyć. ONI w tym przypadku nie są z
                innej bajki.
                Poza tym nie napisałam o tym, że odebrać je należy. Zapropowałam
                jedynie sprawdzenie prawnych rozwiązań tej sytuacji, jeśli Ola jest
                zainteresowana.

                > I nie mów mi, że zdemoralizowaną, stosującą przemoc osobę
                > (niezaleznie od poziomu rozwoju intelektualnego) można zawsze i w
                > kazdym przypadku naprostować życzliwym i łagodnym tłumaczeniem.

                Widać, że nie masz zielonego pojęcia ani o niepełnosprawności
                intelektualnej, ani o tym, jak się prowadzi terapię z tymi osobami.
                Więc nie ma o czym tutaj dyskutować.

                > Rozumiem, że nie miałaś perspektywy dozywocia z taką osobą
                > niepełnosprawną, więc nie zależało ci na tym, zeby na dłuższą metę
                > zachowywały się i pachniały w cywilizowany, dostępny dla nich
                > sposób.

                Od wypracowania odpowiednich zachowań są terapeuci. Ich praca odnosi
                skutki w większości przypadków.
                • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 21:25
                  e_r_i_n napisała:

                  > Jeśli ktoś działa na szkodę dziecka, to można mu odebrać prawa
                  > rodzicielskie. Albo je ograniczyć. ONI w tym przypadku nie są z
                  > innej bajki.
                  > Poza tym nie napisałam o tym, że odebrać je należy. Zapropowałam
                  > jedynie sprawdzenie prawnych rozwiązań tej sytuacji, jeśli Ola
                  jest
                  > zainteresowana.

                  I poważnie myślisz, ze podszczypywanie bratanicy oraz jednokrotne
                  naderwanie powieki byłoby dla sądu wystarczającym powodem do
                  ograniczenia praw matce, która karmi, przewija, ubiera, dba, jak
                  wynika z powierzchownego oglądu?
                  >
                  > > I nie mów mi, że zdemoralizowaną, stosującą przemoc osobę
                  > > (niezaleznie od poziomu rozwoju intelektualnego) można zawsze i
                  w
                  > > kazdym przypadku naprostować życzliwym i łagodnym tłumaczeniem.
                  >
                  > Widać, że nie masz zielonego pojęcia ani o niepełnosprawności
                  > intelektualnej, ani o tym, jak się prowadzi terapię z tymi
                  osobami.

                  Nie sądzę, byś miała pojęcie lepsze ode mnie o tym, trzeba w tym
                  celu mieć możliwość przynajmniej obserwowania wieloletniego
                  przebiegu takiej terapii jeśli nie jest się osobą bezpiśrednio
                  zaagnażowaną, terapeutą lub członkiem najbliższej rodziny. Tymczasem
                  nie ma żadnych możliwości modyfikacji terapii z doskoku i wbrew
                  osobie będącej opiekunem osoby niepełnosprawnej.

                  > > Rozumiem, że nie miałaś perspektywy dozywocia z taką osobą
                  > > niepełnosprawną, więc nie zależało ci na tym, zeby na dłuższą
                  metę
                  > > zachowywały się i pachniały w cywilizowany, dostępny dla nich
                  > > sposób.
                  >
                  > Od wypracowania odpowiednich zachowań są terapeuci. Ich praca
                  odnosi
                  > skutki w większości przypadków.

                  Widać, ze mało wiesz o życiu z osobą niepełnosprawną. Terapeuci sa
                  zaangażowani przez stosunkowo niewielką liczbę godzin w tygodniu.
                  Gros pracy nalezy do rodziców i bezpośredniego otoczenia dziecka.
                  • e_r_i_n Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 21:48
                    ardzuna napisała:


                    > I poważnie myślisz, ze podszczypywanie bratanicy oraz jednokrotne
                    > naderwanie powieki byłoby dla sądu wystarczającym powodem do
                    > ograniczenia praw matce, która karmi, przewija, ubiera, dba, jak
                    > wynika z powierzchownego oglądu?

                    I poważnie uważasz, że to byłby główny argument w sądzie?

                    > Nie sądzę, byś miała pojęcie lepsze ode mnie o tym, trzeba w tym
                    > celu mieć możliwość przynajmniej obserwowania wieloletniego
                    > przebiegu takiej terapii jeśli nie jest się osobą bezpiśrednio
                    > zaagnażowaną, terapeutą lub członkiem najbliższej rodziny.

                    A skąd wiesz, co ja wiem? Różni nas jedno - ja sugeruję i podpowiadam, Ty
                    negujesz kategorycznie i przykładasz do osoby niepełnosprawnej intelektualnie
                    szablony osoby pełnosprawnej. Robisz błąd w podstawowych założeniach, więc cała
                    reszta jest o kant d... rozbić.
                    • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 22:05
                      e_r_i_n napisała:

                      > ardzuna napisała:
                      >
                      >
                      > > I poważnie myślisz, ze podszczypywanie bratanicy oraz
                      jednokrotne
                      > > naderwanie powieki byłoby dla sądu wystarczającym powodem do
                      > > ograniczenia praw matce, która karmi, przewija, ubiera, dba, jak
                      > > wynika z powierzchownego oglądu?
                      >
                      > I poważnie uważasz, że to byłby główny argument w sądzie?

                      No jasne, przeciez raz że zaniedbanie jest drobne, dwa że jest to
                      przeciętna opieki nad polskimi niepełnosprawnymi. Trzy, polskie sądy
                      są specyficzne.

                      > > Nie sądzę, byś miała pojęcie lepsze ode mnie o tym, trzeba w tym
                      > > celu mieć możliwość przynajmniej obserwowania wieloletniego
                      > > przebiegu takiej terapii jeśli nie jest się osobą bezpiśrednio
                      > > zaagnażowaną, terapeutą lub członkiem najbliższej rodziny.
                      >
                      > A skąd wiesz, co ja wiem?

                      Nie sądzę, byś się konfrontowala z problemem realnie i
                      długoterminowo, w odniesieniu do osób ci bliskich, to widać.

                      > Różni nas jedno - ja sugeruję i podpowiadam,

                      Ależ skąd - ty wiesz lepiej, masz taką błogą pewność płynącą z tego,
                      że znasz teorię i klika frazesów plus stykasz sie z tymi osobami z
                      doskoku, bo w pracy.
                      • e_r_i_n Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 22:13
                        Przepraszam, ale na ten poziom pseudodyskusji nie schodzę.
                        • ardzuna Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 22:22
                          Nie moja droga, po prostu nie umiesz sie przyznać, ze jest tak jak
                          piszę. A co do poziomu dyskusji, to ty zaczęłaś nam zarzucać, ze nie
                          wiemy o czym piszemy.
            • liberata Re: niesmaczny i obrzydliwy watek 12.12.09, 02:09
              W związku z biciem/nie biciem osoby upośledzonej umysłowo
              przypomniała mi się taka historia.

              Na zajęcia indywidualne pewnego nastolatka UU chodziły nauczycielki,
              które skarżyły się, że chłopak je obmacuje. Łapie za piersi, wkłada
              rękę pod spódnicę itp. Nie dość, że było to uwłaczające, to jeszcze
              bolesne. Postanowiono wysłać do niego mężczyznę. Nasz kolega po
              pierwszej próbie ataku na jego "sferę prywatną" uderzył go w rękę.
              Rozwścieczona matka zrobiła aferę na całą szkołę. I nadal uczą
              chłopaka nauczycielki, a mamusia mówi tylko "Pawełku, tak nie
              woooolno". Jednoczeście sama w takiej sytuacji daje mu w pysk.
            • sanrio co wy możecie wiedzieć 12.12.09, 08:32
              jeśli prawdopodobnie żadna z was nie ma w najbliższej rodzinie ONI. Opieka w
              ośrodku Erin to jedno, ale potem wracasz do spokojnego domu gdzie nie masz już
              obowiązku nad ONI.
              człowiek nie jest ze stali i nawet najbardziej kochająca i oddana osoba w końcu
              ma dość , co innego opiekować się maluchem co innego dorosłym niepełnosprawnym -
              piszecie, że Ola jest okrutna i takie tam - myślicie tak tylko dlatego, że ten
              problem was nie dotyczy. Nikt nie wie co przezywa rodzic/opiekun ONI na co
              dzień, nawet ktoś bardzo im bliski, bo te osoby cierpią w ciszy, właśnie
              dlatego, że jest ta nagonka, że ONI TRZEBA tolerować, kochać, uwielbiać,
              opiekować się do swojej śmierci z uśmiechem na ustach, no bo przecież oni nie są
              niczemu winni...No niestety, ale tak nie powinno być.
    • kropkacom Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 08:06
      > Od pół roku jest z nią problem, bo uczepiła się mojej córki-bije ją i
      > szczypie.

      Nie bierz córki do teściowej. Czy teściowa ma kogoś do pomocy?
    • kol.3 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 08:49
      Myślę, że Twoja teściowa popełnia błąd, bo szwagierka powinna mieć
      terapię zajęciową, inaczej popadnie w degenerację, jej stan będzie
      się pogarszał. Niestety wiele rodzin popełnia błąd trzymając na siłę,
      dla własnego czystego sumienia osobę niepełnosprawną umysłowo w domu,
      gdzie w zasadzie nie ma możliwości prowadzenia terapii zajęciowej.
      Rodzina nie chce przyjąć do wiadomości, że szkodzi choremu.
      W opisanym przypadku dziewczyna jeszcze bywa agresywna i w końcu
      zrobi komuś krzywdę. Odizolowałabym od niej dziecko zupełnie.
      Kurczę, współczuję serdecznie, nieciekawa sytuacja i nieciekawa
      perspektywa.
    • jowita771 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 09:33
      Pewnie to będzie niepoprawne, co napiszę, ale dlaczego jej nie oddasz, jak bije
      córkę? Skoro dorośli oddają i maja spokój, to dlaczego zostawiają dziecko bez
      pomocy?
    • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 09:53
      Opowiem Wam historię z przed ponad 2 lat. Moja miała wtedy równo roczek. Wyjechałam z moją mamą (nie teściową ) na wczasy nad morzem. Obiady spożywalysmy w wielkiej sali, szwedzki stół. Rzecz zadziała się na sali jadalnej. Moja jeszcze nie chodziła, więc siedziała w wózku przy stole, ja podawałam jej posiłek. Siedziałam tyłem do sali. Nagle do wózka podbiega Na oko 2-3 letnia dziewczynka. Widzę ją tyłem. Złapała moją za rączkę i nagle bach! po jej łysej głowce, po twarzy zaczęła ją okładać. Zerwałam się, złapałam za rękę mówiąc : dziewczynko co robisz, nie wolno tak bić! Patrzę na buzię a tu zespoł Downa. Podbiega do niej jej matka i przeprasza mnie. Tlumaczy że ona jest chora. Mówię, że zauważyłam. Moja płacze wniebogłosy.
      Tamte odeszły. Za chwilę znowu ta dziewczynka przybiegła i z zaskoczenia uderzyła moją. Matka za nią i znowu przeprasza. Nie powiem, że bylam szczęśliwa i usatysfakcjonowana wyjaśnieniem. Po posiłku poszłyśmy na plac zabaw. Spotkałam tamtą panią. Zaczęła mi się tłumaczyć, przepraszać. Mówię jej, że wiadomo szczęśliwa nie jestem z incydentu, ale rozumiem. Powiedziałam ją, że czeka ją trudne wyzwanie, i że będzie potrzebowała dużo siły. Kobietka rozpłakała się. Opowiadała, że chodzi z nią na zajęcia, ćwiczy, tłumaaczy. Jej córka jest pod opieką psychologów, pedagogów, itd. Ale jej córka uparła się na małe dzieci. Wyrywa jej się i biegnie uderzyć jakiegoś malucha.Wtedy jak uderzyła moją szły za rękę, matka niosła zupe na talerzu, a dziewczynka jej się wyrwala.
      Odtąd całe nasze posiłki były uzależnione czy tamta dziewczynka jest czy nie ma jej na sali jadalnej.
      Kobieta powiedziała mi że jestem jedyną matką, która nie przegania jej z placu zabaw. Cała reszta mam krzyczała na nią i kazała izolować jej dziecko od innych dzieci. Nie pozwalały jej wchodzić na plac zabaw.

      Dlatego starałam sie coś robić, ale po tylu latach wiem, że walę głową w mur podejścia do tematu całkowicie bezrozumnego.

      Tak jak pisałam-ograniczam kontakty jak tylko się dało.

      Nie zmienia to faktu, że mam dość. A temat nie zakończy się jutro, tylko jeszcze parę lat potrwa.
    • nisar Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 10:40
      Na pewno nie jestem "dobrym człowiekiem", natomiast jestem matką-
      lwicą i jeśli moje malutkie dziecko miałoby sińce pod oczami albo
      naderwaną powiekę, to spuściłabym taki wpi*ol osobie, która by mu to
      zrobiła, że trudno sobie wyobrazić. W tym wypadku spuściłabym go nie
      tylko upośledzonej dziewczynie, ale także teściowej, która nie
      pilnuje SWOJEGO dziecka.
      Następnie olałabym całkowicie kontakty z teściową i szwagierką,
      guzik obchodzą mnie obowiązki rodzinne, jeśli ofiarą ma być moje
      dziecko. Mąż się wymiksował, a Ty musisz? Bo?
      A jeśli już faktycznie musisz, to nie zabieraj tam dziecka NIGDY I
      POD ŻADNYM POZOREM. Potrzeba czegoś dla teściowej czy od teściowej?
      Jedź sama, albo niech jedzie mąż, w końcu to jego rodzina i jego
      pierwszego obowiązek.
      No sorry, nie rozumiem Cię, Ola!
      • angazetka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 11:28
        > Na pewno nie jestem "dobrym człowiekiem", natomiast jestem matką-
        > lwicą i jeśli moje malutkie dziecko miałoby sińce pod oczami albo
        > naderwaną powiekę, to spuściłabym taki wpi*ol osobie, która by mu
        to zrobiła, że trudno sobie wyobrazić.

        Ja bym spuściła też wpi*ol sobie, że nie uchroniłam mojego dziecka,
        wiedząc, jaka jest tamta kobieta. Oraz teściowej, która też nie
        uplinowała. Natomiast bicie osoby, która najpewniej NIE ROZUMIE, co
        robi, jest nieludzkie i tyle. Spuszczasz łomot maluchowi, któy cię
        ciągnie za włosy? Spuszczasz łomot psu, który pogryzł kanapę?
        • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:39
          Zgadzam sie. Jak wiem, ze gdzies jest agresywne dziecko czy pies, ktory gryzie,
          to nie prowadze tam mojego, a nie bije tamto.
          • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:46
            cherry.coke napisała:

            > Zgadzam sie. Jak wiem, ze gdzies jest agresywne dziecko czy pies,
            ktory gryzie,
            > to nie prowadze tam mojego, a nie bije tamto.

            Świetnie - działa w przypadku znajomych. Ale tu mówimy o najbliższej
            rodzinie.
            • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:56
              Oj bez przesady. W mojej rodzinie jest pies wielkosci nieduzego czlowieka i
              roczne dziecko. Po prostu nigdy nie sa obok siebie, a wizyty sa liczne. Jakby
              pies zlapal czy przewrocil dziecko, to byloby to moja wina, a nie bilabym za to psa.
              • aniorek Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 12:46
                Twoja oraz, co wazne, wlascicieli psa, ktorzy nie mieli pojecia o jego
                wychowaniu i ulozeniu.
                • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 13:58
                  Tylko że:
                  1. pies nie jest wujkiem twojego dziecka;
                  2. pies swoje potrzeby społeczne może zaspokajać w inny sposób, a ty
                  jako znajoma włascicieli psa nie musisz dbać o zaspokajanie jego
                  potrzeb społecznych.
        • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:39
          angazetka napisała:

          > ciągnie za włosy? Spuszczasz łomot psu, który pogryzł kanapę?

          Oczywiście, że tak. Traktując to nie jako zemstę a jako sposób na
          uniknięcie następnych tego typu wypadków. Tylko że trzeba przyłapać
          psa na gryzieniu kanapy, żeby zrozumiał związek przyczynowo-skutkowy.
          • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:52
            Znaczy to dziecko ciagnace za wlosy tez?
            • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 14:09
              Odnosiłam się do psa.
              • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 21:57
                Znaczy psa (i niepelnosprawna) bys swobodnie bila, tylko dziecka nie?
                • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 22:20
                  A kto ci powiedział, ze niepełnosprawną swobodnie bym biła? Umiesz
                  czytać?
                  • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 22:44
                    A to nie ty piszesz o incydentalnych reakcjach silowych albo ze widocznie trzeba
                    mocniej uderzyc?...
                    • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 23:53
                      Wszystko co napisałam na ten temat w tym wątku, jest dostępne. Do
                      czytania i analizy. A o swobodnym biciu nie pisał nikt oprócz ciebie.
          • angazetka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:53
            Może nie powinnaś mieć zwierząt?
          • nisar Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:03
            No więc tak i nie.

            Przede wszystkim unikam miejsc, w których moje dziecko może być w
            jakikolwiek sposób zagrożone. Ale, jeśli już tak się zdarza, to
            robię wszystko żeby sytuacja się nie powtórzyła. W tym wypadku - jak
            pisze autorka - dorośli jakoś nie mają oporów, żeby przywołać
            dziewczynę do porządku, jeśli wali ich. Dlaczego mają opory, żeby
            zrobić to gdy obiektem agresji jest małe dziecko? Na dodatek MOJE
            dziecko? Nie pojmuję.

            Jasne, że lepsze są inne rozwiązania: włączyć farmakologię, próbować
            terapii i co tam jeszcze. Tylko zasadnicza kwestia: autorka nie ma
            na to wpływu, dziewczyna nie jest pod jej opieką i ona nie ma
            żadnych praw, żeby bodaj współdecydować. Natomiast ma prawo bronić
            swojego dziecka.

            Swoją drogą, jakoś nie widzę oburzenia na wieść, że inni dorośli w
            rodzinie już dali dziewczynie w łeb i ona ich nie zaczepia. Tylko ew
            obrona dziecka wzbudza takie emocje, hm...
            • angazetka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:13
              > Swoją drogą, jakoś nie widzę oburzenia na wieść, że inni dorośli w
              > rodzinie już dali dziewczynie w łeb i ona ich nie zaczepia. Tylko
              ew obrona dziecka wzbudza takie emocje, hm...

              Bo tu nie piszą ci inni dorośli, tylko pani, która bije w obronie
              dziecka.
              A rozwiązanie jest proste: skoro teściowa nie umia zapanować nad
              córką, to spotykamy się z samą teściową. U nas, na gruncie
              neutralnym, whatever. Nie lubię być bita (dziwne), więc unikam
              sytuacji, w których coś takiego może mnie spotkać.
              • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 14:13
                angazetka napisała:

                > A rozwiązanie jest proste: skoro teściowa nie umia zapanować nad
                > córką, to spotykamy się z samą teściową. U nas, na gruncie
                > neutralnym, whatever. Nie lubię być bita (dziwne), więc unikam
                > sytuacji, w których coś takiego może mnie spotkać.

                I na serio z całym swoim miłosierdziem wobec niepełnosprawnych
                uważasz, że stworzenie sytuacji, w której ta szwagierka będzie
                traktowana latami jak trędowata albo nieistniejąca będzie dla niej
                korzystniejsze niż incydentalna reakcja siłowa, która ustabilizuje
                sytuację i nie pozbawi dziewczyny rodziny? Tym bardziej, że rodzina
                jest ogólnie przyjaźnie nastawiona, tylko nie toleruje stosowania
                przemocy wobec dziecka przez osobę niepełnosprawną.
          • aniorek Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 12:49
            ardzuna napisała:

            > Tylko że trzeba przyłapać
            > psa na gryzieniu kanapy, żeby zrozumiał związek przyczynowo-skutkowy.

            O ja nie moge, co za bzdury. Mam nadzieje, ze w zyciu nie mialas i nie bedziesz miec psa, bo nie masz zielonego pojecia na temat zasad wychowania tych zwierzat. Nawet wobec rottweilerow nie stosuje sie bicia. I wlasnie psy takich wlascicieli, ktorzy je leja i zastraszaja, najczesciej atakuja ludzi.
            • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 13:59
              Owszem, miałam - incydenty niszczenia przedmiotów nigdy się nie
              powtarzały. Nie było w ogóle takiego problemu.
        • burza4 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:57
          angazetka napisała:

          > Natomiast bicie osoby, która najpewniej NIE ROZUMIE, co
          > robi, jest nieludzkie i tyle. Spuszczasz łomot maluchowi, któy cię
          > ciągnie za włosy? Spuszczasz łomot psu, który pogryzł kanapę?

          ależ rozumie - bo nie zaczepia tych, którzy oddają. Przecież historia pokazuje,
          że przemawia do niej jedynie przykład, czyli reakcja zwrotna. Osobiście nie
          miałabym cienia skrupułów, skoro jest to jedyna droga przekazu, który dociera.
          Psu też bym spuściła łomot.

          Za granicą takie osoby są socjalizowane i usamodzielniane, u nas panuje psychoza
          poświęcenia i nakazu moralnego rodzinnej opieki - a skutki najczęściej są takie
          jak w tym przypadku (nie mówię o agresji, ale nieprzystosowaniu do życia)

          Znajomi mają upośledzoną córkę - kiedy dorosła znaleźli jej dom opieki, bo u
          siebie nie są w stanie w żaden sposób jej stymulować ani zapewnić jej fachowej
          terapii na co dzień. To najlepsze co mogli dla niej zrobić - nie zamykać jej w 4
          ścianach, i nie niszczyć życia rodzeństwu skazując na rolę dożywotniego opiekuna.
      • jowita771 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:50
        Ja tez bym sypnęła. Nie miałam takiej sytuacji, zdarzyło mi się trzy razy, że
        dziecko starsze kilka lat od córki (różne dzieci w trzech różnych sytuacjach)
        próbowały zrobić jej krzywdę. Nie uderzyłam, ale dwa razy spojrzałam, a raz
        zastąpiłam drogę z takim wyrazem twarzy, że wystarczyło, żeby wystraszyć.
        Kiedy byłam dzieckiem, była w sąsiedztwie dziewczyna starsza o kilka lat ode
        mnie. Biła i zastraszała nie tylko mnie, ale inne dzieci też. Nie ruszała tylko
        tych, które miały starsze rodzeństwo. Ja nie miałam rodzeństwa, ale miałam
        matkę, która sypnęła dziewczynie w pysk. Więcej mnie nie tknęła. Wcześniej były
        rozmowy z agresorką, jej matką, ojcem, ale nie było żadnego efektu.
        • angazetka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:53
          Ale mówisz cały czas o dzieciach pełnosprawnych intelektualnie, czyż
          nie? O takich, które krzywdzą innych celowo?
          • jowita771 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 12:55
            No tak, mówiłam o pełnosprawnych, ale powiem Ci, że nie byłoby dla mnie
            szczególnej różnicy, czy moje dziecko ma oko podbite przez osobę pełnosprawną
            czy niepełnosprawną.
            • angazetka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:00
              Mnie by robiło i raczej bym poszła do jego opiekunów z draką, a nie
              go biła (bezsensowne i chamskie działanie IMHO).
              • jowita771 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:02
                A jakby Twoje dziecko straciło oko, to miałoby to nadal dla Ciebie znaczenie?
                • angazetka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:10
                  Tak, bo odpowiedzialność za czyny osoby niepelnosprawnej
                  intelektualnie ponoszą jej opiekunowie, a nie ona sama. A
                  odpowiedzialność za moje dziecko ponoszę z kolei ja, nieprawdaż, i
                  nie powinnam narażać go na ryzyko utraty oka.
                  • jowita771 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:13
                    A mnie byłoby wszystko jedno. Gdybym miała wpływ na to, to bym nie dopuściła,
                    wcześniej agresor oberwałby ode mnie i córka miałaby spokój, bo jak pokazuje
                    doświadczenie w tym przypadku, to skutkuje.
                  • nisar Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:22
                    Wszystko to co piszesz, Angazetka, to racja. Tylko co zrobić w
                    przypadku, gdy opiekunowie osoby niepełnosprawnej, agresywnej, NIC
                    nie robią? Czekać na tragedię typu wyłupione oko, czy jednak
                    reagować samemu?
                    Przy czym reagowanie samemu ogranicza w takiej sytuacji jednak
                    zasadniczo dostępne środki: ja nie mogę dziewczynie włączyć
                    farmakologii, ja mogę ją oduczyć zaczepiania mojego dziecka.
                    Wszystko pięknie, ale nie zawsze się udają środki zastępcze. Czasami
                    musi być reakcja konkretna. Nawet jeśli brutalna, trudno. Bardziej
                    porusza mnie widok bitego małego dziecka niż dorosłej osoby, której
                    na dodatek nie można wytłumaczyć.
                    • angazetka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 13:26
                      > Wszystko to co piszesz, Angazetka, to racja. Tylko co zrobić w
                      > przypadku, gdy opiekunowie osoby niepełnosprawnej, agresywnej, NIC
                      > nie robią?

                      Odizolować osobę niepełnosprawną od siebie i dzieci. Po co kogoś
                      narażać?
                      • nisar Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 14:32
                        No więc to byłoby dla mnie pierwsze i najsłuszniejsze wyjście. Ale
                        nie znam specyfiki sytuacji i przyjmuję, że autorka czasami
                        faktycznie MUSI tam pojechać.
                        Jakkolwiek ja bym w takiej sytuacji nigdy nie MUSIAŁA.
                        • joana.com Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 15:15
                          Nie chcę się tu mądrzyć, temat już jest chyba wyczerpany, ale myślę
                          że Twoja córka Olu jest niepotrzebnie narażana na takie tortury.
                          Tatuś może jezdzić tam tylko sporadycznie, a ona nie ma wyjścia,
                          choć piszesz że płacze jak ma tam jechać. Ja sama aż się wzdrygam na
                          samą myśl że miałabym zostać zmuszona do takich wizyt. Naprawdę
                          myślę że ona po prostu się boi, a że nikt się o zdanie dziecka nie
                          pyta, musi jechać i tyle. Straszne. Pamiętam jak nie lubiłam jezdzić
                          z mamą do starszych ludzi gdy byłam dzieckiem bo się ich bałam a co
                          dopiero jakby mnie bili!

                          A druga kwestia to taka że wierciłabym mężowi dziurę w brzuchu żeby
                          się w końcu zainteresowal tym co się dzieje. Może jemu udałoby się
                          namówić swoją matkę żeby siostrę wysłać na jakieś zajęcia, terapię.

                          W imię czego się tak poświęcasz? Nie jesteś Matką Teresą, nie da się
                          wszystkiego dzwigać samemu.
                          Powodzenia
                      • szyszunia11 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 00:06
                        Olu współczuję, jesteś w bardzo trudnej sytuacji. Ja bym Ci z całego serca radziła omówić temat z psychologiem, to naprawdę pole do popisu dla fachowca, który pomoże Ci właściwie, obiektywnie ustosunkować się do sytuacji, pokierwaoc emocjami, ustawić to wszystko na przyszłość. Ja bym tak zorbiła. Absolutnie nie pochwalam przemocy jako lekarstwa na czyjąś agresję ale Cię rozumiem. Moja babcia ma łagodna postać Alzheimera, zajmuje się nią na zmiane trójka jej dzieci, także moja mama, czasem jej towarzyszę. Babcia to dusza człowiek, która zawsze chciała i dalej chce przysłowiowe flaki wypruc dla rodziny. Tylko cóz poradzić, że to czasem bywa na maksa męczące, utrudniające normalne funkcjonowanie, stresujące... no tak - trzeba sobie powiedzić - osoba chora. Al ejak się przebywa z nią np. cały dzień, to naprawdę mozna stracić cierpliwość. A potem mama i wujkowie zadręczają się wyrzutami sumienia że odszczeknęli lub wręcz nakrzyczeli... masz prawo do swoich emocji, ale idź do psychologa.
    • guziczek26 przeczytalam pierwszy post 12.12.09, 15:23
      Wychowałam się z taka kuzynka. Opiekowała się kuzynka jej siostra i tez z
      miłości do niej kuzynka jest mało samodzielna. Moja kuzynka wybuchy agresji
      kierowała przeciw sobie i czasem innych - w silnym wzburzeniu bo kuzynka ma tez
      schizofrenie i jest jeszcze niemowa.
      Jako mała dziewczynka - tu - ze skrucha pisze, czasem kuzynkę do jej zachowań
      prowokowałam badając jej reakcje. Kuzynka mimo pochłaniania ogromnej ilości
      jedzenia przy zerowym ruchu - bo w zasadzie siedzi i kiwa się na boki - jest
      szczupła i MEGA silna. Szczypała i bila otwarta dłonią , ciągnęła za włosy. A
      jednocześnie walczyła o zainteresowanie osób dookoła niej - pragnęła czułości,
      przytulenia, gestu. Moja mama mi tłumaczyła , ze kuzynka jest chora , nie mogę
      jej zaczepiać a zdarzyło się to może 3 razy jak miałam 4 lata. W każdym razie na
      jej ataki - jej nie oddawałam a darłam na nią próbowałam się uwolnić. NIKT Z
      RODZINY - kuzynki nie bil. NIGDY.
      Z czasem jak chodziłam do szkoły to dawałam jej swoje zabawki ,lalki,miski,
      długopisy- była wniebowzięta, chwaliła się każdemu na swój sposób. Dziś mam
      swoja rodzinę a siostra kuzynki - jej opiekun - tez założyła rodzinę i ma dwoje
      dzieci w mieszkaniu wspólnym z kuzynka.

      Tylko, ze my się wychowałyśmy na jednym podwórko i ja ją akceptuje, wyczuwałam
      jej nastroje, mimo ,ze nie mówiła a wydawała dźwięk wiedziałam kiedy komunikuje
      mi ,ze jest głodna itd. Jak byłam w liceum a ona bywała już na weekend to czasem
      zastanawiałam się jak przechodziła okres dojrzewania, ze z powodu ograniczenia
      nie ma szans na miłość i kontakt fizyczny, ze notorycznie bolą ja zęby dentysty
      - mało kto chciał ja leczyć, nikt jej nie czytał , filmów z tv nie rozumie. Jej
      siostra się przyzwyczaiła, ze musi ja kontrolować , upominać - mowa przede
      wszystkim o myciu i ubieraniu się. Do tej pory buty zakłada na lewa stronę, z
      lodówki zje 2 kilo kiełbasy , albo pól bochenka chleba jak siostra jest w pracy.
      Kuzynka jest tez ciotka dwójki dzieci jej siostry, była w okresie ich maleńkości
      trzymana na dystans , nigdy nie chciała celowo zrobić im krzywdy - do dziś mam
      wrażenie, ze ona nie zdaje sobie sprawy z siły jaka wkłada by kogoś przytulic.
      Nic się nigdy nie wydarzyło przykrego.

      Teściową z jej córką łączy więź , której Ty nie wypracujesz nigdy, pogódź się z
      tym ,ze Ty jej wewnętrznie nie cierpisz i nie akceptujesz i JUŻ. Mam wrażenie,
      ze szwagierka tez nie darzy Cie sympatią bo wyczuwa twoja niechęć, jest
      zazdrosna o twoja córkę i wasze relacje. Twoja córka przykuwa uwagę teściowej,
      jej brata, twoją
      a skoro Ty szwagierkę bijesz w "obronie" dziecka - to córce pokazujesz ,ze jest
      ofiara a jej ciotka agresorem. Jeszcze tą sytuacje zaostrzasz, gdzie jest twój
      mąż wtedy ? Osoba bliska szwagierce ? Kuzynki siostra wypracowała na jej
      zachowania jasne przekazy i była silna psychicznie.

      W twojej sytuacji - niestety wy autentycznie nie możecie podjąć się opieki nad
      ta 20-latka, żadne znane mi warsztaty, kolka samopomocy , treningi
      usamodzielnienia , terapie np z psem - Wam nie pomogą, jej by pomogły. Temu
      wyzwaniu z 2 dzieci nie sprostasz - wierz mi, opieka byłaby ogromnie uciążliwa,
      nie chce pisać o szczegółach opieki nad moja kuzynka ale powtarzam Ty
      unieszczęśliwisz siebie, swoja rodzinę i szwagierkę.


      Inny przykład mamy znajoma, córka upośledzona, chłop się ulotnił a ona biedna
      przy wsparciu rodzinę w latach 80 operowała córkę w Szwecji.
      Dziewczyna młodszą ode mnie, po operacji serca z alergiami, z grupa inwalidzka,
      duza niepełnosprawnością umysłową. Jej matka przez tylko 20 lat z cierpliwością
      kamienia uczyła i tłumaczyła wszystko, w wieku 7 lat ta dziewczyna zaczęła
      mówić, w wieku 5 chodzić , czytać w wieku 12 , non stop mimo ,iż znajoma jadła
      tylko ziemniaki z cebula córkę rehabilitowała, wysłała na warsztaty, turnusy i
      tak dalej. Dziewczyna ma 25 lat i kolejnego chłopaka poznanego w pracy ( ma
      zajęcia od 7-15 dostaje 100 zl na miesiąc ) chodzi do psychologa i lekarza jest
      uświadamiana w sprawie antykoncepcji. Jej matka - to dla mnie największy wzór ,
      podziwiam kobietę i cenie bezgranicznie. Ta dziewczyna jest moja koleżanka,
      gadamy na Skype , nie umiem wyjść ze zdziwienia, ze ta dziewczyna z taka
      chorobą, jest w stanie wysłać mi wiadomość na Skype, napisać !!! Wręcz zapominam
      o jej niepełnosprawności. Jej matka ułożyła sobie życie na nowo z lepszym
      partnerem. Obecny córki chłopak jest niepełnosprawny na skutek wypadku
      samochodowego , przeżył tylko on ale uraz mechaniczny spowodował kłopoty z
      głową. Pracuje jako sprzątacz w hipermarkecie.
      • guziczek26 sorry za pospiech 12.12.09, 15:51
        Nie chciałam aby był to bełkot. Wybaczcie. Trzeci przykład.

        idę ja i mąż z córką po pewnym targowisku, ja szlam przodem rozglądając się za czymś. Zobaczyłam chłopca około 20-letniego z ZD, zespołem Downa. Nie zwrócił mojej szczególnej uwagi ot po prostu spojrzałam na niego jak na setki innych osób tego dnia. Maz prowadził córkę za rękę , obejrzałam się z siebie i widzę jak chłopiec pociąga moja córkę za kaptur do siebie, maż łapie go za rękę i mówi by jej nie ciągnął. Zjawia się matka chłopca , woła go on podchodzi my się odwracamy po czym słyszę i znów się odwracam a ta kobietę policzkuje chłopca 3-krotnie on biernie stoi ale jęczy.
        Wszyscy się w ogromnym tłumie przyglądają dzieli nas już spory kawałek a ona znów bije go po dłoniach i ramieniu. Pytam męża co się stało czy wcześniej coś widział , mowie do niego ,ze jest mi zal chłopca nic się nie stało chciał córkę zaczepić by może się bawić i ,ze mam ochotę powiedzieć tej kobiecie cokolwiek a w miarę jak słyszę ,ze go tłucze samej ja pobić. I nagle mój mąż mi mówi ,ze mam się nie wtrącać bo nie znamy ich i być może złe to osądzamy. Ze być może nawet lekarz na takie zachowania chłopca kazał matce reagować - bijać go po rekach. W tamtym momencie upokorzenia tego chłopca, myślę, ze kobiecie było wstyd jego zachowania życzyłam by on jej kiedyś oddal. Nie umiem sobie wyobrazić by silą i przemocą kogoś norm społecznych uczyć.
      • ola_motocyklistka Re: przeczytalam pierwszy post 12.12.09, 22:36
        Między nimi jest 17 lat różnicy. Umysłowo mniej więcej 4 lata. Tamta więcej
        rozumie, moja jeszcze trochę mniej. Przyjdzie moment, że ją prześcignie
        umysłowo, fizycznie tak szybko jej nie dorówna.
        Fizycznie moja córka jest na przegranej pozycji.
        Nie można powiedzieć o chowaniu się razem. Inne światy, inne problemy.
        Ale-
        Moja córka bawiła się z nią, tak jak pisałam. Nie widziała problemu, żeby
        skakać, huśtać się, tańczyć. Na tyle na ile moja jeszcze potrafi. Moja córka
        doskonale ją rozumie, wie o co jej chodzi. Odpowiada cierpliwie na jej pytania. `
        A raczej odpowiadała, rozumiała.
        No teraz nie chce, zaczyna się jej bać.
    • franczii Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 16:38
      Do tych pan ktore tak krytykuja, wy chyba nigdy nie odczuwalyscie emocji nad
      ktorymi ciezko zapanowac, zlosci, agresji, nienawisci, takich uczuc, ktorych
      czlowiek wstydzi sie przed samym soba? To nie zylyscie naprawde.
      • cherry.coke Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 22:02
        > Do tych pan ktore tak krytykuja, wy chyba nigdy nie odczuwalyscie emocji nad
        > ktorymi ciezko zapanowac, zlosci, agresji, nienawisci, takich uczuc, ktorych
        > czlowiek wstydzi sie przed samym soba? To nie zylyscie naprawde.

        Na nikogo w zyciu lapy nie podnioslam, to tyle. A przezyc swoich mialam jak
        najbardziej, nie jestem ksiezniczka na ziarnku grochu. Bic to bym mogla
        gwalciciela albo oprycha, a nie dzieci, niepelnosprawnych czy zwierzeta.
    • migotka-2 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 16:50
      Droga Olu! Jakie mają być emocje gdy ktoś bije Twoje dzieci, ja wyobrażam sobie tylko najgorsze, bo jak nie to dla mnie byłoby to przyzwolenie.Irytacja jak najbardziej na miejscu, powiem więcej dziwię się jak wytrzymujesz. Jakakolwiek choroba nie usprawiedliwia przemocy wobec kogokolwiek a już na pewno wobec małego dziecka. Oczywiście że winą za taką sytuację ponosi matka dziewczyny, nie ona sama. Każde dziecko chore, zdrowe, z rozmaitymi dysfunkcjami należy wychowywać od dnia narodzin, nie obsługiwać. I najważniejsze obowiązkiem Twoim jest stworzyć taką atmosferę żeby dzieci czuły że ich matka jest dla nich opoką. Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś nie reagować kiedy Twojej córce dzieje się krzywda, pomyśl czy brak twojej reakcji nie spowodowałby ogromnego poczucia zagrożenia u małej. Szkoda, że matka nie chce zmienić swojego postępowania bo osiągnie tylko tyle, że jak jej zabraknie to córka zostanie sama jak palec w zakładzie opiekuńczym i ciekawe czy tam personel pozwoli się bić w imię choroby pensjonariuszy, pewnie nie, dostanie końską dawkę leków wyciszających i skierowanie do Domu opieki gdzie nie będzie już nic można zrobić. I jeszcze jedno naprawdę nie musisz tkwić w takim układzie tym bardziej że są to dla Ciebie obce osoby, rodziną są dla Twojego męża, który wydaje się ma zdrowy ogląd sytuacji i myślę że jeżeli mógłby coś zmienić to powalczyłby trochę. Czasami i rodzice dzieci niepełnosprawnych postępują niewychowawczo tak jak i zdrowych. Są tylko ludźmi, ale ty masz wychowywać Olu swoje dzieci, a teściowej możesz tylko pomóc pod warunkiem że Twoje maluch nie będą cierpieć! Empatia też ma swoje granicę!!!
      • guziczek26 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 17:00
        migotka-2 napisała:
        Jakakolwiek choroba nie usprawiedliwia przemocy wobec kogokolwiek a już na pewno
        wobec małego dziecka. Oczywiście że winą za taką sytuację ponosi matka
        dziewczyny, nie ona sama.

        Autorka jest przy zdrowych zmysłach a szwagierkę w odwecie bije. I dalej co ?
        Jeśli to teściowa jest winna przemocy córki to może autorka będzie szczypać
        teściowa ? Choroba nie usprawiedliwia wszak bicia a bycie zdrowym usprawiedliwia ?
    • moni692 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 17:01
      Sorry, ale dla mnie TWOJE zachowanie jest nie do przyjecia. Jak chcesz
      utrzymywac kontakty z tesciowa to jezdzij do niej sama, a nie ciagaj malej i
      narazaj jej na bicie ze strony ciotki. Jesli to nie mozliwe, niech tesciowa do
      Was jezdzi (jak ma mozliwosc opieki). Jak to niemozliwe, to niech Twoj maz do
      nich jezdzi, w koncu to JEGO rodzina.
      Nie miesci mi sie w glowie ze mozna BIC osobe niepelnosprawna - nikogo nie mozna
      bic. Ona moze/na pewno nie rozumie tego, a jak rozumie, to jak nie bedzie
      przyjezdzac to nie bedzie miala okazji jej bic.
      I PROSZE CIE W IMIENIU NIEPELNOSPRAWNEJ SZWAGIERKI - NIE ZABIERAJ JEJ BRON BOZE
      DO SIEBIE.
    • guderianka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 17:26
      Bardzo ci współczuję. I rozumiem twoje odczucia.
      Rozumiem też akty przemocy-co nie znaczy że je pochwalam. Po prostu
      znalazłaś się w sytuacji, w której rządzą zwierzęce instynkty, w
      której toczy się walka o przetrwanie.
      Ja widzę to tak.
      Wpływu na zachowanie szwagierki nie masz-bo nawet z racji swej
      niepełnosprawności jest nieprzewidywalna.
      Teściowej nie zmienisz również.
      Zmian możesz dokonać tylko w otoczeniu najbliższym a więc w sobie.
      Dalaś się uwikłać- bo jesteś dobrym człowiekiem-w toksyczną relację,
      w chore poczucie lojalności (?). Wg mnie powinnaś do minimum
      ograniczyć kontakty ze szwagierką-jeśli trzeba całkiem je zerwać.
      Rzutują one negatywnie i na ciebie i na twoją rodzinę-równiez na
      przyszlość twojej córki gdyż nie wyobrażam sobie by p takich
      przejściach i doświadczeniach miała pozytywny stosunek do ON
      • guziczek26 dziewczyny, litosci 12.12.09, 17:44
        cytuje : " zwierzęce instynkty, w której toczy się walka o przetrwanie" wyżej wyczytałam "TORTURY "

        Nie demonizujmy, naprawdę, niestety wcześniej czy później dziecko autorki spotka się ze ZDROWYM agresorem, w przedszkolu,szkole,na podwórku, wśród przyjaciół - każdy z nas doświadczył w mniejszym lub w większym stopniu jakiejś przemocy fizycznej czy psychicznej, ludzie ciągle się ranią a tu z chorej umysłowo robicie po prostu POTWORA. Zdrowych się rozumie i tłumaczy jeszcze bo emocje itd a chorych nie bo są głupi i należy im się oddać. Eh
        Zwątpiłam w to , kto tu jest bardziej ograniczony, tyle.
        • guderianka Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 17:58
          I tak samo wśród zdrowych będzie walka o przetrwanie, odwieczna,
          budowanie swej pozycji w stadzie i zajmowanie swego miejsca w
          szeregu- przyjmowanie ról spolecznych, bycie przywódcami, ofiarami i
          katami.


          Autorka powinna odseparować się nie ze wzlędu na niepelnosprawność
          ale ze względu na agresję ktora z niej się wylewa.
          • nisar Guziczku! 12.12.09, 18:58
            Nie masz racji.
            Zdrowym się nie oddaje, bo jest szansa by im wytłumaczyć.
            Choremu umysłowo nie wytłumaczysz, taka jest specyfika choroby
            umysłowej.
            Najlepiej się odseparować, w tym konkretnym przypadku dałoby radę,
            ale nie zawsze sytuacja jest taka, że jest to możliwe. I co wtedy?

            • martaad Re: Guziczku! 12.12.09, 20:01
              tak sobie czytam ten wątek i krew mnie mało co nie zalewa przy
              niektórych odpowiedziach.Jeśli nie wiem o czym mówię to się nie
              wypowiadam.większość z was nie ma bladego pojęcia o osobach
              niepełnosprawnych,same tylko ogólniki.i nie wiecie jak to jest.ja
              mam brata który jest niepełnosprawny umysłowo.jest na poziomie mniej
              więcej 8-10 latka a ma lat 28.bywa agresywny a odkąd urodził sięój
              syn to nawet bardziej.on poprostu poczuł sie zagrożony z jego
              strony.już nie jest najważniejszy,już cała uwaga nie spoczywa na
              moim bracie tylko dzieli się między niego a mojego syna.i bywa
              agresywny wobec mojwego dziecka.to mój brat,kocham go,wiele mu
              wybaczam bo nierozumie,ale pewnych rzeczy nie można wybaczyć.dużo
              zależy od rodziców,moi sami zauważyli,że tak być nie może i po
              rozmowie z lekarzem prowadzącym mojego brata włączyli farmakologię
              bo tłumaczenia na nic się zdały.agresję da się wyciszyć i czasem
              trzeba.ale niektóre wasze wypowiedzi budzą we mnie wstręt.jak można
              oddać choremu człowiekowi?nie umiem sobie tego wyobrazić,tak jak nie
              biję dziecka tak nie potrafiłąbym uderzyć mojego brata.ale większość
              z was ma w głowie stereotypy i przez takie właśnie osoby ludzie
              niepełnosprawni umysłowo są postrzegani tak jak są.
              • ardzuna Re: Guziczku! 12.12.09, 20:04
                Jesli nie rozumiesz, to odstawcie mu farmakologię i za kilka
                miesięcy pogadamy.
                • martaad Re: Guziczku! 12.12.09, 20:08
                  farmakologię już ma odstawioną od jakiegoś miesiąca.i wiesz co?jest
                  lepiej.nie wiesz ,nie rozumiesz a sie wypowiadasz.skoro nie masz
                  pojęcia o czym mówisz to po co w ogóle zaczynasz?nikomu nie życzę
                  mieć niepełnosprawnego w rodzinie ale niektórym przydałby się taki
                  zimny prysznic.
                  • ardzuna Re: Guziczku! 12.12.09, 20:20
                    martaad napisała:

                    > farmakologię już ma odstawioną od jakiegoś miesiąca.i wiesz co?
                    jest
                    > lepiej.

                    Ale po pierwsze nie minął jeszcze dłuższy czas, a po drugie po coś
                    mu ją włączyliście, a tej dziewczynie o której jest wątek nie można
                    włączyć farmakologii po prostu, w tym cały problem.
                    • meg303 Re: Guziczku! 12.12.09, 20:26
                      Leki psychotropowe kumulują sie w organiżmie, może miesiąc bez leków to za
                      malo.
                    • cherry.coke Re: Guziczku! 12.12.09, 22:04
                      > Ale po pierwsze nie minął jeszcze dłuższy czas, a po drugie po coś
                      > mu ją włączyliście, a tej dziewczynie o której jest wątek nie można
                      > włączyć farmakologii po prostu, w tym cały problem.

                      Ale mozna jej nie podstawiac malej dziewczynki pod nos.
                      • ardzuna Re: Guziczku! 12.12.09, 22:21
                        Naprawdę uważasz, że niepełnosprawna traktowana jak zadżumiona
                        byłaby szczęśliwsza?
          • ardzuna Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 19:03
            guderianka napisała:

            > Autorka powinna odseparować się nie ze wzlędu na niepelnosprawność
            > ale ze względu na agresję ktora z niej się wylewa.

            Życzę ci, zebyś sie znalazła w podobnej sytuacji, to może coś
            zrozumiesz.
            • guderianka Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 19:15
              Widzisz, twoje życzenie spełnilo się juz 9,5 roku temu.
              I rozumiem.
              I dlatego mam takie zdanie.

              Obowiązkiem matki jest dbac o dziecko i nie narażać go na zagrożenie
              zdrowia/życia. W opisywanym przypadku brak zagrożenia jest tylko
              wtedy, gdy dziecka jest z daleka od niebezpiecznej ciotki. Co tu
              rozumieć ?
              • ardzuna Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 19:49
                guderianka napisała:

                > Widzisz, twoje życzenie spełnilo się juz 9,5 roku temu.

                Serio? jesteś narażona na częste kontakty z osobą agresywną wobec
                ciebie i twojego dziecka? Twoje dziecko miało już ewidentne
                uszkodzenia ciała?
                • meg303 Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 20:24
                  Historai opowiedziana przez Olę jest bardzo potrzebna. W społeczeństwie lansuje
                  sie obraz niepełnosprawnego intelektualnie na przykładzie Piotrusia z Klanu. Nie
                  wszystkie dzieci, także z ZD osiągną ten poziom, niektórym to sie nigdy nie uda.
                  Niestety uszkodzenie pewnych obszarów mózgu skutkuje niepohamowana agresją.
                  Pamiętam z praktyk na studiach w oddziale psychiatrycznym olbrzymią upośledzoną
                  kobietę, ktora trafiła tam ( wyrokiem sądu dozywotnio)za uduszenie kilku
                  pensjonariuszy domu opieki, gdzie wcześniej przebywała.
                  Na miejscu Oli bałabym sie, co będzie kiedy szwagierka wpadnie na pomysł aby
                  zamiast szczypać, przyduszać?
                  • deodyma Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 20:44

                    > Na miejscu Oli bałabym sie, co będzie kiedy szwagierka wpadnie na
                    pomysł aby
                    > zamiast szczypać, przyduszać?


                    otoz to...
                    ale z tego, co autorka napisala, ze maz za siostra nie przepada,
                    watpie, zeby po smierci swojej matki pozwolil na to, by mieszkala z
                    nimi i najprawdopodniej dziewczyna zostanie oddana do zakladu...
                    siostra mojego meza pracowala z ludzmi uposledzonymi i sama mowila,
                    ze po smierci rodzicow dzieci byly oddawana do zakladu, bo rodzina
                    nie dawala sobie z nimi rady.
                    • meg303 Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 20:49
                      Otóż to. W teorii wszystko wygląda ładnie, terapia zajęciowa, psycholog itp.
                      Bywaja jednak przypadki kiedy nic nie da sie zrobic, nie udaje się wytłumić agresji.
                  • ola_motocyklistka Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 21:00
                    Witam ponownie.
                    wolałabym, żeby nie wpadła na pomysł podduszania. Ma bardo silne ręce. Kiedyś
                    złapała mnie na pograniczu szyi i ramion. Oczy mi na wierzch wyszły.
                    Nie nie walnęłam jej wtedy. Nie chodzę i jej nie biję tak sobie, bo mi się
                    zachce kogoś walnąć.

                    Unikam też sytuacji ( bynajmniej staram się ) w której np. stoi nade mną, bo nie
                    wiem co jej wpadnie do głowy. Zaraz wstaję, zmieniam miejsce.

                    Czytając niektóre posty wyłania się obraz mnie torturującej bestii, robiącej z
                    20 letniej dziewczyny potwora. Wyłania się obraz mnie ( kto jest większym
                    potworem?) bijącej, tłukącej jak tylko ją zobaczy, bijącej za to że śmie żyć.

                    Nie ukrywam, ze nie radzę sobie z uczuciami do niej. One jednak nie powstały
                    wczoraj. Znam tą dziewczynę ładnych parę lat, nie przepadałam za nią ( a
                    muszę?). Starałam się być w porządku wobec niej. Nie pozwalam aby moja córka ją
                    zaczepiała, a jeśli widzę że moja robi coś co ją denerwuje-zabieram jej tą
                    denerwującą rzecz, proszę aby zmieniła zachowanie, itp. Może ją przecież
                    zaczepić bo się denerwuje. Wiem, kiedy zaczyna się denerwować, obserwuję ją.
                    Nie siedzę i nie patrzę w sufit.
                    Piszę tu o sytuacjach kiedy moja córka nie może spokojnie przejść. Czasami jest
                    tak, ze moja leci, tamta wstaje i za nią no i ja staczam się z kanapy
                    najszybciej jak potrafię w moim stanie i lecę za nimi. Te wizyty nie są spokojne.

                    Są rzadkie.

                    Staram się pomóc teściowej-przywożę jej cięższe zakupy, czasem wożę je do
                    lekarza, zostaje z nimi jak teść. ma coś do załatwienia. Nie mogę się tak
                    odciąć, nie da się. Staram się to jakoś wyważać, czasami mi się nie udaje.
                    Staram się to załatwiać jak moja córka jest w przedszkolu.

                    Nie jestem szczęśliwa i dumna z tego, że od paru miesięcy nie radzę sobie z
                    emocjami. Pisałam o tym wcześniej. Nie jest mi łatwo.

                    to jest cholernie trudne dla mnie, kiedy przybiega z płaczem moja córka i pyta
                    się dlaczego tamta ją uderzyła. Co mam dziecku powiedzieć więcej niż wie? Że
                    tamta jest chora, nie rozumie, niechcący? No co mam mówić córce, którą potem
                    boli buzia, i ona pamięta dopóki ma ślad?

                    Dziś płakała w nocy przez sen. No wyć się chce.

                    Tak jak pisałam staram się izolować moją córkę. Czasem jest to niemożliwe, tak
                    jak niemożliwe było to wczoraj.
                    Nie zdążyłam zdjąć butów i pobiec za moją córką, która biegła do babci dać jej
                    rysunek.
                    • meg303 Re: dziewczyny, litosci 12.12.09, 21:07
                      Dziewczyno, podziwiam twoją cierpliwość, jesteś przed porodem i narażasz się na
                      taki stres.
                      Proszę, nie zabieraj tam więcej swojej córki. To zbyt niebezpieczne.
                • guderianka Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 10:41
                  ardzuna-w jakim ty kontekście piszesz bo ja w sumie nie wiem o co ci
                  chodzi.

                  Nie, dziecko nie miało ewidentnych uszkodzeń.
                  I żeby nie miało uwazam, ze należy je chronic przed agresją-czy to
                  ze strony osoby zdrowej czy to niepelnosprawnej.
                  • ardzuna Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 13:54
                    guderianka napisała:

                    > ardzuna-w jakim ty kontekście piszesz bo ja w sumie nie wiem o co
                    ci
                    > chodzi.

                    Piszesz, że znalazłaś się w podobnej sytuacji ileś lat temu, to
                    znaczy, że twoje małe bezbronne dziecko jest narazone na agresję
                    dużej, silnej osoby. Pytam więc, jak funkcjonujesz w tej sytuacji.
                    • mruwa9 Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 13:59
                      o ile dobrze kojarze, Guderianka jest mama dziecka specjalnej troski.
                      • ardzuna Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 14:07
                        Więc się nie znalazła w sytuacji takiej jak Ola.
                        • guderianka Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 17:29
                          Napisalaś mi, że życzysz mi bym znalazla się w takiej sytuacji
                          (zrozumiałam że masz na myśli sytuację tesciowej)
                          Napisałam ze już to zyczenie się spełniło 9,5 roku temu (mając na
                          myśli że tak jak teściowa mam niepelnosprawne dziecko)

                          Okazuje się że tobie chodziło o sytuację w jakiej znalazła się Ola.
                          Nie, nie byłam w takiej sytuacji (nie w tak szerokim zakresie bo w
                          mniejszm jestem stale-bo stale mój dzieciak obrywa gdy co jakiś czas
                          komuś zechce się robić z niego ofiare i na nim wyżyc).
                          Ale pytam ponownie
                          O co Ci chodzi i czemuż czepiasz się moich wypowiedzi. Z czym sie
                          nie zgadzasz?
                          • ardzuna Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 17:36
                            Z agresją i jednostronnym, przekłamanym obrazem Oli, który leżał u
                            podstawy tego zdania "Autorka powinna odseparować się nie ze wzlędu
                            na niepelnosprawność
                            ale ze względu na agresję ktora z niej się wylewa. "
                            • guderianka Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 18:30
                              Ale ja nie pisałam o Oli.

                              Pisałam, o odseparowaniu się od osoby który jest agresywna. O
                              odeseparowaniu się od niej nie dlatego, że jest niepelnosprawna ale
                              dlatego, że jest agresywna.
                              • ardzuna Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 18:35
                                W takim razie obie się nie zrozumiałyśmy, i w gruncie rzeczy nie
                                było między nami różnicy zdań.
                                • guderianka Re: dziewczyny, litosci 13.12.09, 18:48
                                  Dlatego zdębiałam i nie wiedziałam o co ci chodzi wink
      • migotka-2 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 12.12.09, 22:12
        Olu chyba wszystkie pogubiłyśmy sedno sprawy, a mianowicie Twoje emocje.
        Powtórzę to, co napisałam poprzednio: masz do nich prawo!!!!
        Ciekawa jestem czy ktoś z odpowiadających stałby szczęśliwy patrząc jak jego
        dziecko dostaje w twarz. I ciekawa jestem co zapamięta Mała swój ból czy
        tłumaczenie "bo ona jest chora". Lepiej żeby nie pamiętała tego że została
        uderzona, tego, że Ty oddałaś i też tego że jej nie obroniłaś. Sytuacja okropna.
        Moja rada to: okrzepnąć, zająć się sobą, swoimi dziećmi i swoim domem za chwilę
        poród! A teściowie wraz z córką niech się kiszą we własnym sosie na własne
        życzenie. Korzystaj z mądrości męża i ciesz się samochodem! Powodzenia!!!!
    • emigrantka34 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 00:06
      Olu, ale co dokladnie dolega tej krewnej ? Nie czytalam wszystkim
      postow w watku wiec wybacz, jezeli powatrzam sie z pytaniem.
    • betty_julcia Ola 13.12.09, 00:21
      poczytałam kawałek wątku i aż sie we mnie zagotowało po niektórych
      wypowiedziach.

      Fakt, nie mam doświadczenia w kontaktach z niepełnosprawnymi ale wg
      mnie rolą matki jest przygotować dziecko do zycia w społeczenstwie i
      do zycia bez matki. Można rozpisywać teorie na temat rożnych stopni
      neipełnosprawneości, ale jedno jest pewne, bez próby przygotoawnia
      ie dowiemy się czy jest to możliwe czy nie. Z twojeo opisu wynika że
      takich prób nie ma.Że matka kocha swoje dziecko tzw głupią miłością,
      czyli zagłaszcze na śmierć, wszystko za nei zrobi bo biedne,
      niepełnosprawne, pokrzywdzone. Głupią bo nie uczy jej współpracy
      oraz podstawowych zachowań. Autorka jest w bliskim kontakcie i widzi
      że bratowa nie jest uczona. Nauka takiej osoby trwa 24 godziny na
      dobę, nie dałoby się nie zauważyć.
      Nie miaj do siebie Olu pretensji, nie dziwię sie tobie, ponieważ
      problem dotyczy ciebie i twojego dziecka. Nie rozumiem jednego,
      dlaczego się nie zdystansujesz. Dlaczego musisz tam jeździć raz w
      tygodniu. Żeby podtrzymać kontakt wystarczy ze odwiedzisz ich raz na
      2-3 miesiące. Jeżeli kontakty sa uciążliwe to je po prostu ogranicz.
      W ten sposób daj upust swojej irytacji, bo na forum niestety jak
      widzisz, pisząc o zwykłych ludzkich uczuciach jak złość, bezradność
      i strach przed przyszłością zostaniesz wyswana od bestii i innych
      najgorszych
      • mruwa9 Re: Ola 13.12.09, 02:02
        betty_julcia napisała:

        >
        > Fakt, nie mam doświadczenia w kontaktach z niepełnosprawnymi ale
        wg
        > mnie rolą matki jest przygotować dziecko do zycia w społeczenstwie
        i
        > do zycia bez matki.


        no tak, ale niektore osoby sa dozywotnio skazane na opieke ze strony
        innych osob i NIGDY ni osiagna samodzielnosci. Oprocz poboznych
        zyczen jest jeszcze brutalna rzeczywistosc.

        Można rozpisywać teorie na temat rożnych stopni
        > neipełnosprawneości, ale jedno jest pewne, bez próby przygotoawnia
        > ie dowiemy się czy jest to możliwe czy nie.

        a skad wiesz, ze takich prob nie ma i nie bylo? Tylko,ze w przypadku
        osob niepelnosprawnych intelektualnie sukcesy, efekty pracy sa
        niewspolmiernie male w stosunku do wlzonego wysilku, o tym wiekszosc
        osob w tym watku nie pamieta. A czasem sukcesy pojawiaja sie
        nierownomiernie na roznych obszarach, lub nie ma ich wcale,
        niezaleznie od wlozonej pracy i poswieconego czasu. I wtedy tej
        pracy sie nie widzi, bo bardzo latwo uproscic: nie ma efektu, to
        znaczy rodzic leniwy, nieudolny.


        Z twojeo opisu wynika że
        > takich prób nie ma.Że matka kocha swoje dziecko tzw głupią
        miłością,
        > czyli zagłaszcze na śmierć, wszystko za nei zrobi bo biedne,
        > niepełnosprawne, pokrzywdzone. Głupią bo nie uczy jej współpracy
        > oraz podstawowych zachowań.


        a skad wiesz, ze glupia milosc? Nie znasz rodziny, znasz relacje
        tylko jednej strony, relacje bardzo subiektywna i mocno nacechowana
        negatywnymi emocjami. Niech Ola napisze choc 3 zdania POZYTYWNE na
        temat szwagierki, to bedzie mozna przyjac, ze stara sie byc
        obiektywna.


        • ola_motocyklistka Re: Ola 13.12.09, 10:35
          Owszem relacja jest subiektywna, i to od razu sama napisałam. Nie trzeba się
          doszukiwać tego między wierszami moich wypowiedzi.

          pisałam, że próbowałam wpłynąć na matkę, aby zaczęła coś z tym robić, jak jej
          córka miała 12-13 lat. Był czas kiedy można było wpłynąć na zmiany. Teraz jest
          to trudne-ma utrwalone, skostniałe schematy zachowań, z których ram nie wyszła
          od przynajmniej roku.
          Proponowałam jej pracę ze studentkami APS, proponowałam zmianę szkoły, pracę z
          terapeutą, proponowałam terapię zajęciową. Przynosiłam jej namiary. Nie
          skorzystała.

          Jest to głupia miłość i nie jest to opinia tylko moja.

          Ona jest na tyle mało upośledzona, że umiałaby wierzcie mi funkcjonować w miarę
          samodzielnie ( ot chociażby w zakresie samoobsługi)
          Nie potrafię powiedzieć co jej jest, ponieważ nigdy mi tego moja teśc. nie
          powiedziała. Nie wiem co jest przyczyną takiego stanu, urodziła się ponoć
          zdrowa. Odpowiedzi na moje pytania-albo wzruszenie ramion, albo za każdym razem
          odpowiedź była inna. Nie wiem co jej jest, czy to porażenie, czy nie wiem co
          jeszcze?

          Tak się przedstawia ogólnie postawa-naprawdę betonowa.

          Jeżeli chodzi o tą dziewczynę, nie zdradziłam więcej szczegółów, nie napisałam
          co ja z nią robię, jak zostaję sama z nią ( a czasem zostaje)-nie, nie biję jej.
          Nie napisałam co sprawia jej przyjemność, czego nie lubi. Tematem wątku było co
          innego-moje odczucie, kiedy bez powodu atakuje moje dziecko, które dotąd bawiło
          sie z nią, i nie widziało problemu w tym, że tamta jest od niej większa i nie
          umie mówić. Dogadywały się, bawiły się, moja ją lubiła.

          No już nie-teraz się jej boi
          • bez27 Re: Ola 13.12.09, 18:15
            rzadko się tu wypowiadam;
            jesteś w bardzo trudnej sytuacji;
            ale nie zabierałabym do teściowej dziecka, w żadnym wypadku, chyba
            że ta dziewczyna jest w szkole; ograniczyłabym kontakt na maxa;
            jeśli mąż Twój nie ma potrzeby się tym wszystkim zajmować to
            dlaczego Ty starasz się
            dbać o kontakty rodzinne? niebardzo
            rozumiem
            do Twojej teściowej nic nie dociera, więc dlaczego Ty masz mieć
            zszargane nerwy? bać się o dziecko? itp
    • e_lizzy_benett Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 15:45
      Porażający wątek - nie tyle wypowiedź Oli - chociaż nie zgadzam się z Twoimi emocjami potrafię sobie wyobrazić, że nie zawsze nad swoimi emocjami panujemy - ale wypowiedzi tych zawsze-wszystko-wiedzących-lepiej, które bez skrupułów dają prawo do bicia, uznając wyższość dobra swojego - zawsze-najważniejszego-dziecka nad innymi i nie dostrzegają, że podstawą jest zapewnienie tego dobra opieką własną - przede wszystkim.
      A już hitem są wypowiedzi typu - winą rodziców jest niedopuszczanie do socjalizacji niepełnosprawnych dzieci. No jasne przecież, że rodzice z przyjemnością całe życie przewijają, ubierają i myją niepełnosprawne dzieci, a później dorosłych. Ich terapia odebrałaby im całą frajdę.
      • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 15:47
        e_lizzy_benett napisała:

        > A już hitem są wypowiedzi typu - winą rodziców jest
        niedopuszczanie do socjaliz
        > acji niepełnosprawnych dzieci. No jasne przecież, że rodzice z
        przyjemnością ca
        > łe życie przewijają, ubierają i myją niepełnosprawne dzieci, a
        później dorosłyc
        > h.

        Pomyliłaś socjalizację z samoobsługą. Wiem, że to trudne słowa.
        • e_lizzy_benett Re: Muszę dać upust swojej irytacji 16.12.09, 16:59
          Wyjaśniam - dla operujących argumentacją pozamerytoryczną - miałam na myśli, że
          rodzice zatrzymując dzieci - z sobie tylko wiadomych powodów - na poziomie
          wymiany pieluch nie dopuszczają w konsekwencji do możliwości ich wchodzenia w
          interakcje społeczne i poznania społecznych wzorców zachowań.
          Wiem, że skróty myślowe są czasem trudne do zrozumienia.
      • joanna35 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 15:55
        Witaj e_lizzy_benett, spotkałyśmy się przy okazji wątku założonego
        przez erin, watku, w którym wypowiedziało się niewiele osób, a
        odpowiedzi były wyważone. Kiedy ja zabierałam głos w tamtym wątku
        dokładnie na myśli miałam wątki takie jak ten, które nieraz już były
        na tym forum, a forumki w nich przypominały wściekłe psy rzucajace
        się do gardła każdemu, kto nie poparł ich wizji, zreszta opartych na
        wyobrażeniach i dbaniu li tylko o własny tyłek. To jest prawdziwy
        obraz naszego społeczeństwa i jego stosunku do niepełnosprawnych.
        • e_lizzy_benett Re: Muszę dać upust swojej irytacji 16.12.09, 16:46
          Oczywiście pamiętam Cię Joanno - bardzo zgodne byłyśmy wink
          I znowu muszę napisać, że podpisuję się pod Twoją opinią wszystkimi kończynami.
          Na tym właśnie polega problem, że wątki - na ten temat - poprawne politycznie przyciągają wąskie grono osób - szczególnie empatycznych, borykających się z podobnymi doświadczeniami lub mających jakieś pozytywne skojarzenia (np.wspomnienia) związane z tematem. I taki wątek ma 12 czy 30 wpisów, z czego część tych osób nie widzi, że świat wokół jest jednak trochę inny.
          Z drugiej strony mamy wątek o biciu osoby n-i-e-p-e-ł-no-s-p-r-a-w-n-e-j i blisko 200 wpisów w znacznej części popierającej ekstremalne rozwiązania w imię - właśnie - dbania o własny tyłek. A przy okazji garść złotych myśli przesądzających bez znajomości sytuacji o - z całą pewnością - niewłaściwym podejściu (leniwych, nierozgarniętych, zaspokajających swoje potrzeby - do wyboru) rodziców do wychowania swojego niepełnosprawnego dziecka, które z całą pewnością przy dołożeniu należytych starań tychże rodziców mogłoby dostąpić łaski funkcjonowania w społeczeństwie zdrowych.
          I taki to właśnie świat.
          Pozdrawiam Cię
      • burza4 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 19:25
        e_lizzy_benett napisała:


        > A już hitem są wypowiedzi typu - winą rodziców jest
        niedopuszczanie do socjalizacji niepełnosprawnych dzieci. No jasne
        przecież, że rodzice z przyjemnością całe życie przewijają, ubierają
        i myją niepełnosprawne dzieci, a później dorosłych. Ich terapia
        odebrałaby im całą frajdę.

        a wiesz, że tak? są osoby, które lubują się w byciu niezbędnym i
        potrzebnym - i nie muszą do tego mieć niepełnosprawnego dziecka. Nie
        znasz karmionych przez mamy 6 latków? Nie znasz takich, które pakują
        tornistry do gimnazjum, i przygotowują rzeczy do ubrania?

        a nauczenie dziecka upośledzonego samodzielności to bardzo ciężka
        praca, która przynosi efekty po paru latach. Więc zwyczajnie nie
        każdemu się chce ileś tam godzin dziennie poświęcać na ćwiczenia.
        Łatwiej nakarmić, ubrać, umyć - zajmuje to znacznie mniej czasu niż
        chodzenie na terapię i codzienny trening.

        • ola_motocyklistka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 19:40
          Dlatego ja osobiście zrezygnowałam z pracy zawodowej i poszłam na wychowawczy.
          Moje teściowa zacierała ręce, że będzie mi dziecko wychowywać.
          Włosy mi się jeżą jak pomyślę co zrobiłaby z moim dzieckiem prezentując
          nadopiekuńczą postawę.
          Do tej pory zwracam uwagę i nie pozwalam jak próbuje karmić 1 łyżeczką z 1
          talerza - swoją córkę i moją córkę.

          Są tacy rodzice, którzy źle rozumianą troską krzywdzą swoje dzieci niezależnie
          od ich sprawności (intelektualnej/fiz).
          • guderianka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 20:04
            Dokładnie. Znam sprawną fizycznie dziewczynkę, która jako 6latka nie
            potrafiła sama się ubrać i do wycierania pupy wolała mamę (mama
            również ją kąpała).

            W porównaniu do niej :moje ówcześnie stale upadające dziecko, które
            jako 3latek nakladalo sobie samo skarpetki z pociętymi nogami,
            uczące włazić się na drzewo (mimo moich zakazów). Tyle że gdy moja
            kilka razy w zyciu ucząc się chodzić upadała-ja nie wyciagalam reki
            by pomoc jej wstać. I slyszalam wtedy teksty 'idealnych'mamusiek i
            babć, ktore nazywały mnie wyrodną, i ze suka lepiej dba o swe
            mlode...

            -
        • e_lizzy_benett Re: Muszę dać upust swojej irytacji 16.12.09, 17:22
          Burza, ale właśnie chodzi o to, że przynosi efekty lub ich nie przynosi.Wiem, że są tacy rodzice, o jakich piszesz, ale myślę, że ich odsetek jest podobny jak tych, którzy mają dzieci pełnosprawne. Jeśli jest ich więcej - to tylko z powodu niewspółmiernego trudu, jakiego wymaga wychowanie dziecka w jakimś stopniu upośledzonego. A generalnie problem polega na tym, że niezależnie od ilości czasu, zajęć, terapii część upośledzeń jest tak głęboka, że te dzieciaki nie osiągną nigdy pułapu podstawowej samodzielności. Co my tak naprawdę wiemy o teściowej Oli - to co nam napisała ona sama, niewątpliwie subiektywnie, ale przede wszystkim wtórnie. Ola zna swoją teściową i szwagierkę od paru lat relacje z okresu wcześniejszego zna z opowiadań męża, który siłą rzeczy, będąc z powodu siostry na drugim planie nie jest obiektywny tym bardziej. Czy wiemy co teściowa robiła 15 lat temu? Nie.Mimo to sporo osób wygłosiło opinie krytyczne pod adresem złej matki.
          Sprowadza się to wszystko do faktu, że lepiej rozumiemy sytuacje, które znamy czyli chętniej postawimy się w roli matki krzywdzonego dziecka - w końcu większość na forum to matki - niż dziwoląga jakim jest niepełnosprawna.
          I to jest część problemu z niepełnosprawnymi - zaburzają nasz świat podobnych radości i problemów, są kłopotliwi, bo nieprzewidywalni. Wymagają wysiłku - również tych osób, które spotykają się z nimi tylko na chwilę.
    • pasikonik10 Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 21:30
      w życiu nie pozwoliłabym na obijanie mojego dziecka przez kogokolwiek - czy
      pełnosprawną czy niepełnosprawną!!!
      Współczuję problemu, dziwię się ze teściowa nic nie widzi... Nie widziała
      naderwanej powieki? tych siniaków? ma jakieś zdanie?
    • ominika Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 22:08
      Troche mylicie pojęcia Drogie E-mamy - nauczenie dziecka
      uposledzonego samoobsługi nie jest tożsame automatyucznie z tym, że
      taki dzieciak jest w stanie kontrolowac siebiem, swoje emocje,
      napady uczuć wszelkich barw. BZDURA. Jestem matką uposledzonej
      panny. Panny w dodatku niewidomej, więc pewne formy nauki sa
      znacznie ograniczone, choćby poprzez zwykłe naśladowanie. Nigdy nie
      kochałam mojej córki tzw. głupią miłością. Stawiam wymagania, uczę,
      nagradzam, ganie i tak dalej. Trening czystości zakończony sukcesem,
      nauka samodzielnego jedzenia i picia tez. Nauka nowych smaków,
      struktur jedzenia - też sie udało. Było trudno. qrewsko trudno. Nie
      wiem ile razy zbierałam jedzenie z podłogi, przebierałam i tak
      dalej. Dziś Młoda ma 12 lat - sama załatwia swoje potrzeby
      fizjologiczne, sama się nakarmi, napoi, rozbierze/ubierze, odszuka
      kubek z piciem i tak dalej. To niby niewiele, ale tylko ja wiem i
      ona ile to nas kosztowało pracy, złości, wrzasków, protestu... Kiedy
      Młoda miała sześćlat i weszłą obowiązkowa zerówka stanełąm na
      głowie - wywlczyłam miejsce w jedynej szkole w Polsce dla takich
      dzieci jak ona. A więc Młoda jest między ludźmi, jest w programie
      terapeutyczno-rewalidacyjnym, jest uczennicą, do domu przyjeżdża co
      10 dni. Robi postepy. Emocjonalnie jest bardzo z nami związana i
      daje nam to odczuc. Tęskini, cieszy się z przyjazdów, ma wiele
      cierpliwości do młodszego brata. ale bywa agresywna. Bywa. Jest
      farmakologicznie zabezpieczona, ale nie otumaniona, bo na ostrych
      lekach raczej by tylko wegetowała i zadne postepy nie miały by
      miejsca. Bywa agresywna w stosunku do siebie, do mnie, męża i
      Młodego tez. I teraz co, mam odpowiadać jej taką sama agresją? No to
      jak ona ma zrozumieć, że ta agresja jest niefajna, skoro doznaje jej
      ode mnie? Uczulamy Młodego na zachowania siostry - na szczęscie on
      jest dobrym obserwatorem a zachowania Starszej są czytelne i mniej
      więcej wiadomo, kiey może być agresywna. To my, dorośli, sprawni
      umysłowo ludzie musimy zabezpieczyć młodsze dziecko, a starszemu
      pomóc w uporaniu się z agresją, z emocjami, których ona nie rozumie,
      nie jest w stanie zwerbalizować, bo u Młodej nie istnieje mowa
      spontaniczna. Jest w trudnym okresie - dojrzewania hormonalne +
      upośledzona i ograniczona komunikacja + ograniczona możliwość
      rozumienia świata... Jesoo, ja nawet nie jestem w stanie sobie
      wyobrazić tej burzy, która sie w niej budzi w trudnych momentach.
      Pat na wszystkich frontach... Mogę złapać rękę, mogę spokojnym
      głosem uspakajac, mogę próbować przytulić, mogę podnieść głos i
      zmienić jego ton na ostrzejszy... Ona to wszystko rozumie, te
      sygnały zna. Nauczyłysmy się siebie w jakiś sposób. Ale kiedy jadąc
      autem wyciąga recę do Młodego - zatrzymuję samochód i przesadzam
      syna na przednie siedzenie. bo to ja DOROSŁA, w pełni sprawna
      intelektualnie kobieta mam sprawować kontrolę nad sytyuacją, a nie
      uposledzone dziecko. Cokolwiek ta kontrola oznacza - to ja mam ją
      sprawować. Podobnie Ty Olu - Ty też w tej sytuacji możesz ją
      kontrolować. Decyzja o ograniczeniu kontaktó, o zmianie ich
      formuły, częstotliwości i tak dalej - to też jest kontrola. Nie
      odpowiadaj agresją - szwagierka prawdopodonie nawet nmie do końca
      rozumie treść swoich zachowań, ale doskonale zauważa skutki. Bo o
      skutki tu tak naprawdę chodzi. O uwagę - choćby w formie mało
      przyjaznej... Tak mi się wydaje..
      • guderianka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 22:12
        Ominiko-napisalaś bardzo obszernie o rzeczach dla ciebie ważnych i
        trudnych. Ale myślę że nie doczytałaś dobrze o tej sytuacji.
        Piszesz: "
        nauczenie dziecka
        > uposledzonego samoobsługi nie jest tożsame automatyucznie z tym,
        że
        > taki dzieciak jest w stanie kontrolowac siebiem, swoje emocje,
        > napady uczuć wszelkich barw"

        Z opisu autorki wynika, że jej szwagierka potrafi kontrolować swoje
        emocje i je rozumie, uderza i atakuje z premedytacją, czekając na
        odpowiednią chwile, wie rowniez kogo zaatakować.
        pzdr
        • ominika Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 22:36
          Guderianko, możliwe, że coś po drodze zgubiłam, watek jest obszerny.
          Ale jeśli faktycznie szwagierka kontroluje swoje emocje, rozumie je
          i działa z premedytacją, to jest to sytuacja, w której można
          próbowac podjąć inne działania nić odpowiadanie agresją. Przecież
          jesli zdrowe dziecko bywa agresywna - to naturalne jest, że dorosły
          odpowiada tym samym? No nie. Jesli ta kobieta jest na tyle rozumna,
          że Ola twierdzi, że rozumie swoje zachowanie to znaczy, że jest
          teoretycznie w stanie zrozumieć niefajność swojego zachowania.
          Wiem, że to nie rola i misja Oli, aby ją uczyć i socjalizować, ale
          jednocześnie trochę w jej interesie leży próba opanowywania
          sytuacji, chocby przez wzgląd na własną córkę, a w przyszłości
          spodziewaną opiekę nad chorą szwagierką. Rozumiem złośći irytację
          Oli, ale odpowiadanie agresją nie jest chyba drogą do wyjścia z
          sytuacji. Bo jaki komunikat wysyła? Można bic. Ty bijesz, ja bije,
          ty dokuczasz, ja teżi tak w kółko...
          • guderianka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 22:43
            Ja nie popieram przemocy. Ale NAPRAWDE rozumiem emocje Olki.
            • ominika Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 22:55
              Ja też jej emocje rozumiem. Nie potepiam, tylko sobie tak mysle, ze
              chyba nie tędy droga... I tak już na koniec - nie rozumiem
              teściowej, czyli matki dziewczyny, że nie zabezpieczyła przyszłości
              chorej córki w inny sposób, niż scedowanie opieki nad nią na syna i
              jego rodzinę... To jest dla mnie chore. Naprawdę...
              • guderianka Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 22:59
                Ja równiez nie potrafię tego pojąć.
                Ale to chyba taki typ, matki kwoki...
                Tamte czasy również nie sprzyjały wychowywaniu chorego dziecka,
                pomocy psychologicznej. Może kobieta ma wobec dziecka tak wielkie
                wyrzuty sumienia że próbuje odpokutować swą wine (że powołała na
                swiat dziecko z problemami) i jedynym sposobem jest ulatwianie zycia
                córce w każdym aspekcie. Wierze,że to nieświadome krzywdzenie córki
                a nie celowość, że ta biedna kobieta nie wie jak bardzo poglębia
                kalectwo i rozdziela rodzinę zarazem..
          • ardzuna Re: Muszę dać upust swojej irytacji 13.12.09, 23:17
            ominika napisała:

            > Guderianko, możliwe, że coś po drodze zgubiłam, watek jest
            obszerny.
            > Ale jeśli faktycznie szwagierka kontroluje swoje emocje, rozumie
            je
            > i działa z premedytacją, to jest to sytuacja, w której można
            > próbowac podjąć inne działania nić odpowiadanie agresją.

            Zdaje się, że te działania były praktykowane przez bardzo długi
            czas? Bezskutecznie. To w każdym razie przeczytałam w tych postach.
    • man_po_prostu_man Jasne, zabij ją! 13.12.09, 22:41
      Co będzie ci zaśmiecać twoj cudny różowy swiat. Pamiętaj, ze starość i
      ciebie dopadnie, a moze i Alzheimer tez. Co wtedy zrobi twoja corcia??
      • ola_motocyklistka Re: Jasne, zabij ją! 13.12.09, 22:59
        Nie mam cudownego różowego świata.
        Wiem, że będę kiedyś stara, nic nowego z Twojego wpisu się nie dowiedziałam,
        zaskoczenia nie przeżyłam.
        Możliwe, że będę miała Alzheimera, albo SM, nie wiem.
        Jeśli zyczysz mi Alzheimera, to nisko stoisz. Ja nikomu nie życzę żadnej choroby.
        Co wtedy zrobi moja córcia?
        Moja córcia nie żyje pod kloszem.
        Bronię ją jak potrafię. Ma do tego prawo, a ja mam taki obowiązek.
        Co będzie za kilkanaście lat? Napiszę na forum, o ile Alzheimer mi pozwoli.
        • fajka7 Re: Jasne, zabij ją! 14.12.09, 02:24
          Olu, czy mozesz mi wytlumaczyc jakos ten imperatyw zabierania
          dziecka do babci?
          Celowo omijam problem agresji u niepelnosprawnych, bo zaintrygowalas
          mnie Ty sama.
          Jak rozumiec Twoj upor, ze musialas pojechac tam z dzieckiem?
          Bo ja zrozumialam, ze musialas, bo corka chciala dac babci rysunek.
          I to jest ten priorytet, dla ktorego narazilas dziecko?
          I w ogole utrzymanie relacji z rodzina meza wbrew jego potrzebom i
          to takim kosztem jest tak wazne?
          A dlaczego? Co Ci to daje, ze jestes w stanie doprowadzic sie do
          takiego stanu by to miec?
          Kurcze, bo ja nie moge tego pojac.
          Rozumiem problem ze szwagierka, sytuacja mega trudna, ale skoro nie
          da sie jej poprawic, to po co tak gleboko w ten uklad wchodzic?
          Przeciez paradoksalnie jest to podtrzymywanie status quo, bo
          tesciowa nie dostaje wyraznego sygnalu, ze najblizsi nie radza sobie
          z sytuacja, a wrecz przeciwnie- jakos sobie radza.

          Nie wyglada na to, zeby istniala szansa, ze Twoi tesciowie podejma
          trud terapii chorej corki. Piszesz, ze nigdy go nie podjeli, bo
          znasz sytuacje od lat. No ale to jest ich wybor. Maja prawo dac z
          siebie tyle, ile sa w stanie. A sa w stanie zapewnic corce takie
          zycie jakie ma, widocznie wiecej sie nie da.
          Mogli ja oddac od razu do jakiegos zakladu, a jednak zajeli sie nia
          jak umieli sami. To tez trzeba docenic, nawet jesliby sie chcialo
          wiecej. I uszanowac trzeba. Ich prawo tak zyc, a Twoje w tym zyciu
          nie uczestniczyc, skoro Cie to przerasta, bo nie potrafisz wlasnego
          dziecka uchronic przed agresja.
          Czasami w zyciu trzeba sie poddac, czasami jest sie po prostu
          bezradnym i nie da sie nic zmienic, trzeba zaczac sie chronic, i
          najblizszych tez.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka