anianiedowiarek
02.02.10, 11:15
Nawet nie wiem czy to dobre forum na taki temat, ale napiszę tutaj,
bo mi ulży. Piszę na forach, bo dla mnie to rodzaj terapii,
anonimowy, darmowy i pozwalający wypluć z siebie to, co poprawność
polityczna mojego związku nie pozwala mi powiedzieć głośno. Mąż mnie
zdradził, był zakochany, a w każdym razie mocno zafascynowany inną
kobietą, na tyle, że chciał opuścić mnie i dzieci. Był gotowy na
odejście, ale nie odszedł. Byliśmy na terapii, teraz wszystko
wygląda pięknie i wspaniale wyjaśniliśmy sobie wiele spraw, seks
jest taki jaki był w pierwszym okresie znajomości. A jednak nie daję
sobie rady. Jego zdrada, to co pisał do tamtej kobiety, nawet sposób
w jaki z nią zerwał boli mnie. Zrywając napisał, że była najlepszą
rzeczą która mu się przydarzyła od zdania magisterki. Czyli 9 lat ze
mną, nasze spotkanie, urodzenie dzieci, wspólna walka o dzień
codzienny, to nic. Napisał, ze zostaje ze mną ze względu na dzieci,
ale za ona jest jego darem bozym. Nie mówi, mi że mnie kocha,
zresztą sądzę, że jest ze mną bo mu tak wygodnie. Zresztą uważa, ze
nie ma co wpadać w sentymenty. Tyle, że mi jest to niezbędne. Gdy to
mu powiedziałam, wypłynęły mu z ust bardzo mądre intelektualne słowa
o zasłużeniu na miłość, o tym, ze fakty i działania pokażą jego
miłość, ale tak naprawdę on nie chce tego mówić bo po prostu tego
nie czuje. I ja to wiem. Nie mogę go zostawić, ze względów
organizacyjnych, w każdym razie jeszcze nie teraz. Ale jest mi
strasznie ciężko. Zresztą chyba jeszcze go kocham i dlatego jest mi
tak z tym zle.