Dodaj do ulubionych

Po zdradzie....

02.02.10, 11:15
Nawet nie wiem czy to dobre forum na taki temat, ale napiszę tutaj,
bo mi ulży. Piszę na forach, bo dla mnie to rodzaj terapii,
anonimowy, darmowy i pozwalający wypluć z siebie to, co poprawność
polityczna mojego związku nie pozwala mi powiedzieć głośno. Mąż mnie
zdradził, był zakochany, a w każdym razie mocno zafascynowany inną
kobietą, na tyle, że chciał opuścić mnie i dzieci. Był gotowy na
odejście, ale nie odszedł. Byliśmy na terapii, teraz wszystko
wygląda pięknie i wspaniale wyjaśniliśmy sobie wiele spraw, seks
jest taki jaki był w pierwszym okresie znajomości. A jednak nie daję
sobie rady. Jego zdrada, to co pisał do tamtej kobiety, nawet sposób
w jaki z nią zerwał boli mnie. Zrywając napisał, że była najlepszą
rzeczą która mu się przydarzyła od zdania magisterki. Czyli 9 lat ze
mną, nasze spotkanie, urodzenie dzieci, wspólna walka o dzień
codzienny, to nic. Napisał, ze zostaje ze mną ze względu na dzieci,
ale za ona jest jego darem bozym. Nie mówi, mi że mnie kocha,
zresztą sądzę, że jest ze mną bo mu tak wygodnie. Zresztą uważa, ze
nie ma co wpadać w sentymenty. Tyle, że mi jest to niezbędne. Gdy to
mu powiedziałam, wypłynęły mu z ust bardzo mądre intelektualne słowa
o zasłużeniu na miłość, o tym, ze fakty i działania pokażą jego
miłość, ale tak naprawdę on nie chce tego mówić bo po prostu tego
nie czuje. I ja to wiem. Nie mogę go zostawić, ze względów
organizacyjnych, w każdym razie jeszcze nie teraz. Ale jest mi
strasznie ciężko. Zresztą chyba jeszcze go kocham i dlatego jest mi
tak z tym zle.
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:21
      to jakaś do dupy ta terapia była...
      • anianiedowiarek Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:26
        Trochę takwink
        • lolinka2 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 12:00
          nie trochę tylko całkiem...
          dobra terapia sprawia, że obie strony godzą się na pewne ustępstwa,
          bo odkrywają co ich łączy (i nie są to więzi organizacyjne, a
          emocjonalne) i dla obu stron, to co łączy jest na tyle ważne, że nie
          chcą (a nie - NIE MOGĄ albo MUSZĄ) tego stracić. Stąd nowa motywacja
          do pracy nad sobą, nad relacją, nad komunikacją, nad nowymi metodami
          okazywania uczuć, nad przezwyciężaniem starych przyzwyczajeń i
          własnych słabości. Dla mnie, dla Ciebie, dla nas.
    • elza78 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:23
      po co z nim jeszcze jestes?
      gdyby mi sie przytrafil taki cios ze strony osoby ktora obdarzam zaufaniem - w
      zyciu nie pozwolilabym na powrot, do tego w tak zalosnym stylu kim ty jestes -
      obowiazkiem dla niego ktory trzeba spelnic?
      seks - jaki seks ja bym dupka nie dotknela palcem won do pani ktora jest
      najlepsza rzecza jaka mu sie przydarzyla od magisterki, gdyby troche pomieszkal
      moze by mu klapki z oczu opadly, bo kazdy ma swoje przywary zalety i wady i
      zycie codzienne czesto weryfikuje takie szalone fascynacje.
      przemysl czy ty chcesz z nim byc naprawde czy czasem nei zaslugujesz na cos
      lepszego od zycia niz ten dupek.
      mnie to zadziwia zwyczajnie jak kobiety w odpowiedzi na bezczelny brak
      elementarnego chocby szacunku (ze wzgledu na laczace ludzi wiezy) zdolne sa do
      poswiecenia samej siebie - tak dalej pojdzie to bedziesz ciapki w zabkach panu
      przynosic...
      • cherry.coke Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:25
        Trudno sie nie zgodzic...

        Co ci daje ten maz, poza tym, ze sie laskawie poseksi?
        • elza78 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:31
          sz cherry jak przeczytalam post autorki to az mna zatrzeslo - jestem serio
          wkurzona, bo jak mozna byc takim chamem nie jestem w stanie zrozumiec takiego typa.
          druga rzecz ze kurde jak sie babe w dupe kopie w bardzo bezczelny sposob to sie
          im wlasnie wlacza tryb walki o malrzenstwo i to chyba nawet nie chodzi o to czy
          sie kocha czy nie tylko zeby byl i juz bo sobei innego zycia nie wyobrazaja,
          trzeba sie czasem w tym idiotycznym amoku zatrzymac i zastanowic czy warto
          inwestowac swoj cenny czas w fiuta ktory tego nie docenia - najczesciej nie warto!!!
          jest tylu normlanych mezczyzn na swiecie a kazdy ma prawo do szczescia a nie do
          seksu z laski kiedy maz w trakcie mysli o kochanicy - rzyg!!!


          I see the stalker in your face, the secrets on your skin
          I keep the wisdom that you need, the password that you want
          I feel the stalker in your mind, the fire in your veins, no hope to be
          released
          • elza78 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:31
            sorry za orty ale tak jakos hehe
      • anianiedowiarek Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:31
        Widzisz, jestem w tym momencie mojego życia zapędzona w kozi róg.
        Organizacyjnie, finansowo, nie dam rady być samotną matką. Nie dam
        rady, bo się po prostu zaj....bie na śmierc. Mamy kredyty, sprzedaż
        nieruchomości byłaby fatalnym posunięciem, bardzo dużo pracuję, a
        pensja opiekunki na dwoje małych dzieci zeżarłaby 1/4 mojej pensji.
        • cherry.coke Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:35
          > Widzisz, jestem w tym momencie mojego życia zapędzona w kozi róg.
          > Organizacyjnie, finansowo, nie dam rady być samotną matką. Nie dam
          > rady, bo się po prostu zaj....bie na śmierc. Mamy kredyty, sprzedaż
          > nieruchomości byłaby fatalnym posunięciem, bardzo dużo pracuję, a
          > pensja opiekunki na dwoje małych dzieci zeżarłaby 1/4 mojej pensji.

          A gdybys byla bezpieczna finansowo, to bylabys z nim jeszcze?

          Bo jesli nie, to strasznie smutne, co piszesz.
          • anianiedowiarek Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 12:25
            cherry.coke napisała:
            > A gdybys byla bezpieczna finansowo, to bylabys z nim jeszcze?
            >
            > Bo jesli nie, to strasznie smutne, co piszesz.


            Cały czas zadaję sobie takie pytanie. Piewszą odpowiedzią,
            odpowiedzią zresztą z przed zdrady, byłoby nie, nie chcę być z nim w
            takich warunkach.
            Dzisiaj widzę to trochę inaczej, po drugim dziecku straciłam dobrą
            pracę, dziś od nowa musze budować swoją pozycję na rynku pracy, mam
            zresztą umowę o pracę czasową. Młodsze dziecko nie dostało się nawet
            do żłobka. On nie płaciłby mi alimentów na tyle wysokich, aby pokryć
            rzeczywiste koszty. Jest mi źle, walczę, ale strasznie jest się czuć
            w pułapce.

            Miałam nadzieję, że wybaczenie zdrady, jest najlepszym wyjściem. Ale
            mozliwe, że przeceniam swoją siłe.....
        • elza78 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:35
          aniu ale to nie chodzi o to zeby fizycznie odejsc w tej chwili - bardziej o to
          aby uwolnic sie mentalnie podjac wewnatrz w sobie decyzje w stylu - rob sobie co
          chcesz, a ja kiedy nadarzy sie dogodny moment odchodze i wtedy masz pewne sprawy
          z sama soba wyjasnione, wiadomo ze jest ciezko ale pewne zachowania z jego
          strony juz tak nie rania. ja ci zycze powodzenia, bo bardzo trudne jest to przez
          co przechodzisz, i serio zatrzymaj sie popatrz na niego, na siebie, na was jako
          pare i zastanow sie czy warte jest to cale cierpienie tego aby byc razem? bo w
          kazdej chwili mozesz je odrzucic i swiat stanie sie lepszy.
          • cherry.coke Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:37
            > aniu ale to nie chodzi o to zeby fizycznie odejsc w tej chwili - bardziej o to
            > aby uwolnic sie mentalnie podjac wewnatrz w sobie decyzje w stylu - rob sobie c
            > o
            > chcesz, a ja kiedy nadarzy sie dogodny moment odchodze i wtedy masz pewne spraw
            > y
            > z sama soba wyjasnione, wiadomo ze jest ciezko ale pewne zachowania z jego
            > strony juz tak nie rania.

            Dobrze Elza prawi. On cie Aniu upokarza.
          • joanna35 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:50
            No, to brzmi zupełnie inaczej niż Twój pierwszy wpis. Sama mogłabym
            sie do niego zastosowaćwink
          • anianiedowiarek Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 12:26
            elza78 napisała:

            > aniu ale to nie chodzi o to zeby fizycznie odejsc w tej chwili -
            bardziej o to
            > aby uwolnic sie mentalnie podjac wewnatrz w sobie decyzje w stylu -
            rob sobie c
            > o
            > chcesz, a ja kiedy nadarzy sie dogodny moment odchodze i wtedy
            masz pewne spraw
            > y
            > z sama soba wyjasnione, wiadomo ze jest ciezko ale pewne
            zachowania z jego
            > strony juz tak nie rania. ja ci zycze powodzenia, bo bardzo trudne
            jest to prze
            > z
            > co przechodzisz, i serio zatrzymaj sie popatrz na niego, na
            siebie, na was jako
            > pare i zastanow sie czy warte jest to cale cierpienie tego aby byc
            razem? bo w
            > kazdej chwili mozesz je odrzucic i swiat stanie sie lepszy.
            >



            DZięki Elza, muszę zapaniętać tą radę.
        • katka_tk Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 17:57
          helloooołłłł.... a pan mąż to alimentów nie zamierza płacić i polowy kredytów,
          no soryy, ale pracujesz, i TYLKO 1/4 pensji idzie na opiekunke... wydaje mi sie
          ze jestes wygodna i teraz uzalasz sie nad soba i do tego ten zajefajny seks jak
          kiedyś... żałosne.
      • joanna35 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:47
        czytanie ze zrozumieniem cenna rzecz. Dziewczyna jasno i wyraźnie
        napisała, że nie może go zostawić, jeszcze nie ze względów
        organizacyjnych. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie to znaczy, że
        taka myśl przyszła jej do głowy, ale nie jest porywczą gó...arą
        tylko osobą dorosłą, która bezpieczeństwo dzieci przedkłada nad
        własne zranione uczucia. A nad względami organizacyjnymi pracuje w
        myśl zasady - co się odwlecze to nie uciecze.
        • elza78 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:50
          tu odsylam:
          forum.gazeta.pl/forum/w,567,106640027,106641303,Re_Po_zdradzie_.html
          i w zasadzie warto najpierw zapoznac sie ze wszystkimi wpisami danej osoby zanim
          zacznie sie ja posadzac o glupote - brak czytania ze zrozumieniem smile bo samemu
          mozna wyjsc na idiote ;P
          • joanna35 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:59
            elza78 napisała:

            > tu odsylam:
            >
            forum.gazeta.pl/forum/w,567,106640027,106641303,Re_Po_zdradzie_.html
            > i w zasadzie warto najpierw zapoznac sie ze wszystkimi wpisami
            danej osoby zani
            > m
            > zacznie sie ja posadzac o glupote - brak czytania ze
            zrozumieniem smile bo samemu
            > mozna wyjsc na idiote
            Elzo , mogłabym napisać - i wzajemnie, bo odpowiedziałam na Twój
            post, ale faktem jest, że dopiero po napisaniu pierwszego i dlatego
            jest 1:0 dla Ciebiewink
    • gazeta_mi_placi Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:24
      >Czyli 9 lat ze
      mną, nasze spotkanie, urodzenie dzieci, wspólna walka o dzień
      codzienny, to nic.

      Cóż,jeśli myślałaś że urodzenie dzieci zapewni Ci wieczną miłość męża to lekko się przejechałaś.

      >Zrywając napisał, że była najlepszą
      > rzeczą która mu się przydarzyła od zdania magisterki


      I Ty mimo tego mu wybaczyłaś?
      A potem się dziwić,że kobiet się nie szanuje.
      Jak można szanować kogoś kto sam siebie nie szanuje...

    • lalunia23letnia Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:27
      Masz forum dla Ciebie.. nie o zdradzie, ale blisko, bo porusza ta
      tematykę
      forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
      Skoro Twoj mąz jest na tyle szczery, by nie udawac choćby skruchy,
      by nie żałować, by po prostu trwać glupio przy swoim, to jest to
      skazane na porażke.
      Względy organizacyjne: czly pinieadze, opieka nad dziecmi, wygoda
      dnia codziennego, spadaja na drugi plan, gdy uczucia sa nie na
      miejscu. Oddaj go tamtej kobiecie. Skoro jest jego pełnieniem. Oddaj
      go. Pozwol mu iść. Wbrew sobie. Wbrew organizacji. Staraj się
      technicznie zorganizować z nim życie, ale emocjonalnie stygnij..
      Zajmie Ci to co najmniej rok, ale wyleczysz sie. Twoj maz nie jest
      calym twoim zyciem. To nie jedyny mezczyzna na swiecie, co nie
      znaczy ze zaraz pokoa Cię sie sztab żolnierzy..Ale czy bez dzieci,
      calej organizacji, kredytu, chcialabys bys z facetem, ktore
      bezwstydnie gada o jakijś babce? I pieprzy ze to najwieskze dobra,
      jakie go spotkało? Dodatkowo karmi Cie tekstami w stylu: NA MILOSC
      TRZEBA ZASLUZYC, sTARAJ się...
      Przeciez on nie jest skruszony, jemu nie jest z tym zle. On przezyla
      fajne chwile, dostal cos od zycia, a teraz czuje ze Ty, i dziecmi to
      zabraliscie. A pozwol mu iśc. Niech odejdzie! Wprsot do niej. Jesli
      to prawdziwe, nacieszą sie soba, rok, dwa.. i dojdzie do tego samego
      punktu w jakim jest z Tobą..
      Poza tym, pomysl o tym gdy on będzie przezywal,powiedzmy za 10 lat
      kolejny kryzys.. Tutaj dizeci odchowane, zostalaś tylko Ty.. No to
      po co on ma się męczyc. Odfrunie. Mysl perspektywicznie. Bo
      przyszlosc nie jest rózowa, ja jesli nawet mimo wspaniales seksu,
      daje gada, że "musisz zaslużyć", to niech spie...smile
      • cherry.coke Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:29
        Bardzo dobrze ujete. Gosc nic nie zrozumial i nie ma checi naprawienia sytuacji,
        on laskawie scierpi obecnosc zony i dzieci i pewnie uwaza, ze dokonal wielkiego
        poswiecenia.
      • anianiedowiarek Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:36
        Dzięki za forumsmile
        Wiesz, ja sądzę, ze jeśli tamta laseczka, bliżej by go poznała, to
        szybko by zrezygnowała z takiego "szczęścia". Ja po prostu w tej
        danej chwili nie mogę, nie widzę możliwości pozostania sama.
        Piszesz, że nie jest jedynym facetem na swiecie. To prawda. Zresztą
        obiektywnie mimo, że przekroczyłam 43 lata jestem dość atrakcyjną
        kobietą - ale mam 2 dzieci w wieku półtora roku i 4 lata. Jaki facet
        będzie chciał być ojczymem dla takiego drobiazgu???

        Zresztą być moze za jakiś czas się zmieni???
        • lalunia23letnia Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:45
          Ale nie ruszysz zm ejsca przez takie nastawienie. Nastepne lata,
          tylko i wyłacznie to pogłebią. On nie dostal nauczki. Nic nie
          zrozumiał. Zabiera Ci w tej chwili czas.
          Bezproduktywny związek. Do teogo Cie upokarza.
          Chyba że sie mentalnie i psychicznie dostosujesz i powiesz sobie:
          robie to tylko ze względu na dzieci..
          Tak tez mozna. Nie bedzie ranić.
          Z tym ze kobieta, chyba raczej tak nie umie.
        • bri Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:48
          Znam takich co chcieli być ojcem dla dwojga obcych dzieci i
          spełniali tą funkcję lepiej niż ojciec biologiczny. Ale w Twoim
          przypadku dzieci ojca mają i nawet jak się rozstaniecie to on nadal
          ojcem będzie. Czy wchodzi w ogóle w grę separacja - on się
          wyprowadza do "najlepszej rzeczy", ale nie dzielicie majątku,
          dokłada się do budżetu i pomaga w opiece nad dziećmi?

          Jest szansa, że się zmieni i będzie chciał wrócić, ale większa
          jeśliby się wyprowadził i nacieszył nowym związkiem.
        • mloda0242 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:48
          anianiedowiarek napisała:

          > Zresztą być moze za jakiś czas się zmieni???

          ale co się zmieni? wytarł podłogę Waszym życiem, co się może zmienić? zapomnisz
          o tym co zrobił?
          • gabrielle76 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:51
            współczuję przeżyć, ja by takiego czegos nie wybaczyła
        • joanna35 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:57
          Aniu nie kieruj się emocjami. Przemyśl wszystko bardzo dokładnie, bo
          nie forumki, ale Ty i dzieci będziecie ponosić konsekwencje
          podjetych przez Ciebie decyzji. Na pewno separacja emocjonalna jest
          bardzo dobrym rozwiązaniem(biorąc pod uwagę Twoje uczucia)do momentu
          aż staniesz na nogi organizacyjnie i finansowo. Kiedy poczujesz sie
          pod tym względem bezpieczna łatwiej będzie Ci podjąć decyzję o
          ostatecznych rozwiązaniach - zabić gada czy tylko się z nim
          rozwieśćwink
        • kunegunda32 Re: Po zdradzie.... 03.02.10, 23:55
          Sorry za dosadność ale Twój małż należy chyba do gatunku odpornych na wiedzę i
          jak mu nie dasz porządnego kopa w d... pośladki to nie zrozumie. Jeśli pokażesz
          mu że jego obecność lub nie obecność jest Ci obojętna to zacznie się starać. Na
          zasadzie jesteś O.K. nie ma Cię drugie dobrze. Jak chce niech idzie, a jeśli
          ktoś musi sobie zasłużyć na miłość to tylko on i radzę szybko acz dosadnie mu to
          uświadomić. Zrozum że on Cię traktuje w ten sposób bo wie bardzo dobrze że nie
          odejdziesz, że go nie zostawisz. A jeśli nie będzie już tego taki pewien zacznie
          się starać. Zadbaj o siebie, idź do fryzjera, kup sobie nowy ciuch, zaszalej,
          umów się z koleżankami, jeśli masz jakieś hobby zacznij je uprawiać. Jak chcesz
          uprawiaj z nim seks ale tylko wtedy kiedy Ty masz na to ochotę. Bądź po prostu
          egoistką, a nim się ie przejmuj, poradzi sobie. Nawet jak od niego nie
          odejdziesz, nikt nie wymaga od Ciebie poświęcania się w imię tak za bardzo nie
          wiem jakiej lojalności. Naprawdę to pomaga.
    • ala_bama1 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 11:54
      Piszesz że teraz wszystko wygląda "pięknie i wspaniale" ale chyba tylko
      wygląda...Pan szuka muzy,odskoczni co to zamieni mu codzienne życie z dwójką
      maluchów i realia tegoż życia w coś zupełnie innego. Założę się że wspólne
      zamieszkanie z ową boginią zweryfikowałoby trochę rzeczywistość. Wszystko co
      ulotnie i niedostępne jest takie kuszące... tylko że gościu ma żonę i rodzinę.
      Nie wiem czy jako partner życiowy tej pani byłby tak atrakcyjny obciążony dwójką
      dzieci i zobowiązaniami. jak dla mnie facet jest żałosny i nie wart drugiej
      szansy. Żyć w przeświadczeniu że jest się "formą zastępczą" - wybacz ale nie
      pozwalaj mu na to. Wiem że masz małe dzieci, i nie tak łatwo odejść ale myśl o
      sobie. Życzę Ci żeby Twoje życie na tyle się odmieniło że to Ty mu kopniesz w
      d.upe i niech kombinuje co dalej
      • bracialwieserce Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 12:28
        Z całym szacunkiem dla Ciebie Aniu nie dałabym się dotknąć takiemu panu - nikt
        uważam nikt nie powinien być "zapchaj dziurą" dla takiego gościa.
        Czy zdajesz sobie sprawę, że być może będziesz funkcjonowała jako tako ale
        psychicznie sądzisz? Nawet sobie nie wyobrażasz ile w życiu człowieka znaczy
        komfort psychiczny - Ty tego z całym szacunkiem nie masz.
        On nie żałuje i uważa, że się poświęca. Tekst Ci walnął o tej miłości jak pan do
        swego psa - sorry taka prawda. Strasznie śmieszne, że jego poczucie obowiązku
        pozwala/każe mu tkwić z Tobą dla rzekomego dobra rodziny ale wcześniej pozwoliło
        mu trochę poromansować - to też dla dobra Twego i dzieci. Nie wiem jaka jest
        WASZA sytuacja/jaka była etc.
        Uważam jednak, że mimo, że dzieci i rodzina mogą być dla kogoś ważne nie należy
        ze swojej duszy i ciała robić fundamentów pod nią!

        Jeśli już musisz/chcesz aby to jeszcze trwało załatwiłabym aby on się do niej
        przeniósł łożył na dom i dzieci - lub tylko dzieci i SEPARACJA. Kredyt można
        spłacać nie mieszkając razem.
        • bracialwieserce Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 12:28
          psychicznie siądziesz miało być
    • maadzik3 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 12:15
      Jesli nie rozwod to moze separacja? Tak jak dziewczyny pisza on Cie psychicznie
      niszczy i ten zwiazek tak jak go opisalas przyszlosci nie ma - do tanga trzeba
      dwojga. Nie wyobrazasz sobie zycia samotnej matki? Nie jest lekkie ale odpowiedz
      sobie szczerze - co twoj partner robi przy dzieciach? Duzo? Malo? Co jest Ci
      niezbedne? A potem, jesli sprawy wygladaja tak jak piszesz odeslij go do
      "najlepszej rzeczy" uzgadniajac wczesniej wysokosc alimentow na dzieci i to co
      przy nich robi (w ktore dni odbiera z przedszkola i siedzi z nimi az
      przyjdziesz, w ktore weekendy zabiera, czy alternatywnie pokryje polowe pensji
      opiekunki - wtedy juz tylko 1/8 oddasz). Zacznij organizowac swoje zycie.
      • bracialwieserce Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 12:31
        O właśnie zgadzam się z tym co napisała Madzik -myślałyśmy podobnie z tym, że ja
        dłużej swój post wysyłałam!
        Poradzisz sobie kobieto mimo, że tak wcale teraz nie uważasz! To jest naprawdę
        możliwe, może będziesz miała problemy finansowe, może będziesz trochę / w ogóle
        sama ale GODNOŚĆ to jest coś co nie powinno być dobrem ruchomym!
        • marzeka1 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 14:52
          "Napisał, ze zostaje ze mną ze względu na dzieci,
          ale za ona jest jego darem bozym. "- wybacz, ale po takim tekście, którym
          skasował wasze 9 lat, zasługuje tylko na kopa w jaja, bo nawet nie w dupę... nie
          potrafiłabym po czymś takim, po takim tekście, że zostaje, ale tamta to było to,
          co najlepsze dla niego, nie umiałabym wejść już w relacje intymne.Obrzydliwy facet.
        • vibe-b Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 15:52
          > Poradzisz sobie kobieto mimo, że tak wcale teraz nie uważasz! To jest
          naprawdę
          > możliwe,

          takie teksty zawsze rozwalaja mnie na lopatki. "Poradzisz sobie"
          wyswiechtany, nic nie znaczacy frazes. A moze sobie nie poradzi, akurat w
          tym momencie? Moze ma mase kredytow, nieruchomosci ktorych sie nie da
          spieniezyc i wlasnie zdiagnozowano u niej ciezka chorobe, ktora pochlonie
          mase energii i moze kasy? Przykladowo. Skoro ona pisze, ze na dzien
          dzisiejszy nie moze sie rozstac, to moze zaufajmy jej ocenie, zamiast
          dawac porady z ktorych nic nie wynika poza dobrym samopoczuciem pisarza.
          • anianiedowiarek Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 16:17
            Wbrew pozorom, czy wrażeniu jakie mógł wywrzeć mój post, nie jestem
            typem masochity czy ofiary. Nawet wiecej, do naprawdę bardzo
            niedawna uważałam, że zdrady drugiego człowieka (jakiejkolwiek) nie
            da sie wybaczyc, ani zapomnieć. Niestety, życie bywa złośliwe.
            Jego zdradę tłumaczyłam sobie tym, że między nami było źle w czasie
            mojej drugiej ciąży. Bo było źle. Podświadomie wiedziałam, że mój
            pracodawca nie będzie toleroał dwóch nieobecności, ale mojemu
            partnerowi bardzo zależało na dziecku, na synu. Straciłąm pracę,
            mamy trochę kredytów konsupcyjnych z tego okresu i nieruchomosć,
            któej nie da się teraz sprzedać.

            Alimenty, o ile bedzie je płącił, a mam co do tego pewne
            wątpliwości, nie starczą na przedszkole, żłobek (którego zresztą nie
            mam - prywatny kosztuje ponad 1300 zł) i opiekunkę - jestem
            handlowcem i zdarza się, że późno wracam.
            Kto będzie siedział z dziećmi???
            Godność godnością, ale w pewnych sytuacjach trzeba wybierać. Nie
            mówię, że zostane z nim do końca zycia, mimo, że teraz stara się
            bardzo pomagać, ale drzazga siedzi bardzo głłęboko.
            • joanna35 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 20:08
              > Alimenty, o ile bedzie je płącił, a mam co do tego pewne
              > wątpliwości, nie starczą na przedszkole, żłobek (którego zresztą
              nie
              > mam - prywatny kosztuje ponad 1300 zł) i opiekunkę - jestem
              > handlowcem i zdarza się, że późno wracam.
              > Kto będzie siedział z dziećmi???
              > Godność godnością, ale w pewnych sytuacjach trzeba wybierać.

              Dokładnie Aniu. Godnością dzieci nie wykarmisz i nie zapewnisz im
              godziwego życia. Odłóż wszelkie decyzje do czasu aż sama nie
              staniesz na nogi - w sensie finansowym i emocjonalnym. Jeżeli
              jesteś w stanie znosić jego codzienną obecność w Waszym domu to , o
              ile nie jesteś tego na 100% pewna, nie dokładaj sobie dodatkowych
              problemów. Poczekaj. Wiem, że to banał, ale czas pokaże, w którą
              stronę rozwinie się sytuacja i Twoje uczucia.Trzymaj się ciepło.
          • bracialwieserce Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 17:23
            Wcale nie wyświechtany - wiele kobiet ma doła i jeszcze myślą lub je tak facet
            urabia, że nie dadzą sobie rzekomo rady. Wiem że takie postępowanie jest możliwe
            ponieważ miałam koleżankę w sytuacji dość podobnej do tej z jaka boryka się
            założycielka wątku. Moja koleżanka się z nim nie rozwiodła przy czym żyją
            osobno{ i daje sobie radę, pomaga o dziwo teść bo teściowa uważa, że synuś jest
            świetny}! Przez net każda rada jest w zasadzie frazesem - jednak pozostawanie w
            związku po takich werbalnych urazach jakie pani Ani zaserwował ten gość jest
            dalszym niszczeniem siebie samej dodatkowo po takiej krzywdzie własnymi rękoma i
            doprawdy obojętnie jakie miałabym kredyty wolałabym się UWOLNIĆ - każdy radzi
            podług siebie i nie widzę niczego w tym złego - nie rozkazuję nikomu/ ani nie
            staram się pustosłowia uprawiać. Są org./ może jakieś dobre znajome tej
            pani/rodzina/Mama. Ważne jest wsparcie psychiczne i brak inercji w tym
            wszystkim.A co wg. Ciebie można napisać - będzie lepiej, daj mu szansę, miłość
            wróci?
          • cherry.coke Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 17:37
            Wiesz ale jednym jest zachowanie wspolnych obowiazkow i zobowiazan finansowych,
            a czyms innym jest pozwolenie na gnojenie emocjonalne w zamian za stabilizacje.

            Ale miedzy "100% malzenstwem" ze znoszeniem upokorzen przez lzy i "facet sie
            wyprowadza, placi 300zl" jest mnostwo innych opcji i moze warto, zeby autorka je
            rozwazyla.

            Ja tez znam malzenstwo, ktore jest razem dla dzieci, przy czym zona i maz
            pozostaja w "separacji uczuciowej" - mieszkaja razem, ale nie spia ze soba i nie
            sa ze soba (juz) zwiazani uczuciowo, zachowuja sie wobec siebie poprawnie i
            tyle. Nie udaja przed dziecmi milosci do siebie, ale oboje kochaja dzieci.
            Zdecydowali sie odchowac w ten sposob mlodsze dziecko i tez w gre wchodzily
            jakies kwestie kredytowe (maja kredyt na dom, dom jest trudny do sprzedania,
            chca za jakis czas zamienic go jakos tam na mieszkania, czy cos).
          • joanna35 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 20:11
            Pozwolisz , że podpiszę się pod Twoją wypowiedziąsmile
    • bracialwieserce Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 17:31
      A chce pani w ogóle z nim być? Bo raz kredyty/ problemy zostania z dziećmi etc a
      dwa pisanie za jakiś czas - to znaczy, że zostawia pani sobie furtkę to takie
      trwanie/nie trochę straszne - ja np. nie potrafiłabym tak co nie oznacza, że nie
      można. Jeśli chce pani odejść to trzeba się z tego wszystkiego kredyty zacząć
      wyplątywać. Dwa na pewno zarządziłabym po czymś takim separację łoża!
      Tak napisałam jak sądzę - sorry jeśli komuś to się wydaje "dziwne".
    • daisy Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 18:16
      Aż strach się zastanawiać, gdzie i z czego on tę magisterkę pisał...

      Ktoś wyżej mądrze radzi. Nie musisz odchodzić - to jasne, że życie bywa trudne i
      ideałami się nie przejmuje, kiedy kredyty piszczą, a pracy brak. Po prostu olej
      go wewnętrznie, korzystaj jak z darmowej opiekunki i lokatora, co się do czynszu
      dokłada, a sama powoli stawaj na nogi. Podejrzewam zresztą, że jak zobaczy, że
      masz go gdzieś, to sobie nagle przypomni, że po magisterce jeszcze parę rzeczy
      mu się w życiu wydarzyło.
      A zresztą takimi tekstami bym się tak bardzo nie przejmowała... Jak kro
      zakochany, to nie takie głupoty wypisuje.
      Trzymaj się.
    • kufferrek Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 18:31
      Bardzo współczuję.
      Mam nadzieję, że uda Ci się dojrzeć do podjęcia decyzji o odejściu od człowieka,
      który zniszczył Wasz związek, i uda Ci się poskładać wszystko od początku.
      Życzę Ci siły.
    • kol.3 Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 18:44
      Nie mogłabym być z kimś takim w takiej sytuacji, zostało za dużo
      powiedziane.
    • super-mikunia Re: Po zdradzie.... 02.02.10, 22:00
      Zdradź go też. Nie odchodź. Żyj za jego. No ja w takiej sytuacji otworzyłabym
      się chyba bardziej na ludzi, zajęła swoimi uczuciami i przyjemnościami, a nie
      rozpamiętywała męża minione...
    • tylkotroche Re: Po zdradzie.... 03.02.10, 23:24
      Była najlepszą rzeczą która mu się przydarzyła od zdania magisterki. Czyli 9 lat ze mną, nasze spotkanie, urodzenie dzieci, wspólna walka o dzień codzienny, to nic. Napisał, ze zostaje ze mną ze względu na dzieci, ale za ona jest jego darem bozym.

      Po takim czymś należy się temu panu wylot szybszy niż myśl...
      Może niech wróci na terapię dla złamasów.
      A może p prostu trzeba mu zrobić szybka terapie za pomocą rury od odkurzacza?

      To chyba jedyny sposób na terapię takich palantów.
      Przepraszam. Podniosło mnie!

      najpierw niech ustali sam z sobą kto dla niego jest dla niego największym szczęściem - Ty albo ta pani.
      jak tamta pani, to niech złamas do niej wyrywa, a jak ty , to nie widzę powodu tego przed nią ukrywać...
      Można popełniać błędy i mieć romanse - to przykre ale bywa.
      Ale trzeba w końcu się dowiedzieć kogo tak naprawdę się kocha.
      Ale najpierw musi mieć jaja i podjąć decyzję.


    • mamamisi2005 Re: Po zdradzie.... 04.02.10, 08:18
      daj sobie czas - na przemyslenie, organizacje, rozwój wydarzen
      mój mąz mnie kiedys zdradzil; organizacyjnie było podobnie - w
      tamtej chwili odejscie byłoby skazaniem sie na hmmm duże
      niedogodnosci, a mówiąc wprost nie dałabym sobie rady i to pod
      wieloma wzgledami
      po uspokojeniu najwiekszych emocji dalam sobie rok na decyzje
      w tym czasie uporzadkowałam wiele spraw i po roku bylam w stanie
      rozpocząc zycie jako samotna matka bez zacisnietej petli na szyi
      (emocjonalnej, zawodowej, finansowej)
      jednak nie odeszlam - moj maz bardzo zalowal tamtego romansu i z
      trudem, ale udalo nam sie zreaktywowac nasze malzenstwo
      ja jednak jestem bardzo zadowolona i mam poczucie wolnosci z tego
      powodu, ze moglam faktycznie dokonac wyboru
      z tym ze mi mąż ulatwial przezycie tego roku - staral sie po prostu,
      abym mu wybaczyla; przez to na pewno bylo mi lżej
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka