superslaw
30.03.10, 21:51
moje drogie mój mąz nie zna znaczenia słowa "zasady wychowania",
"konsekwencja"...wspólne wychowywanie dzieci jest koszmarem.Do niego nie
trafiają żadne argumenty, tłumczenia..idzie w zaparte.A ja wciąż walcze żeby
jakoś wychować dzieci, czegoś ich nauczyć..Dopoki jestem z nimi sama jest
ok.słuchają mnie, co powiem raczej jest wykonane bez słowa.Jak tylko mąż sie
pojawia to dzieci zamieniają sie w diałebłki.Córka10-letnia odzywa sie do mnie
fatalnie, poniża mnie..syn krzyczy, obraża sie..nie słucha..mąż..nie
reaguje..ja probuje upominać, krzyknę czasem nie ukrywam ale generalnie walcze
z wiatrakami..wspólne chwile zamiast być miłe są koszmarne..kiedy nie ma
dzieci(sa u dziadków miedzy nami jest super) jestem już zmeczona tą
walką...bycia dorosłą w tej rodzinie..męczy mnie to i brak mi sił...może ktoś
da mi parę konstruktywnych rad i zrozumie mnie..jedynymi osobami które mnie
wsierają w wychowaniu dzieci są moi rodzice..