forumowiczka.to.ja
13.06.10, 21:51
Mój 4,5 miesięczny synek po raz pierwszy został na noc u dziadków. Szliśmy na
wesele mojej bliskiej koleżanki, dziadkowie mieszkają blisko nas, więc
zostawiliśmy go tam na noc.
Pomijam fakt, że wczoraj rano się popłakałam na myśl, że go zostawiam.
Jak dziś w południe po niego przyjechaliśmy to zachowywał się dziwnie, zwykle
śmieszek teraz był poważny i smutny, nie mogłam się doprosić o jeden malutki
uśmiech. Wszyscy dookoła to ignorowali, a ja poszłam do łazienki i się popłakałam.
Dopiero po kilku godzinach noszenia, wożenia, po spędzonym z nim czasie trochę
się odblokował i delikatnie uśmiechnął. W domu wieczorem już był taki jak
zwykle, wesoły, "gadatliwy".
Czy uważacie, że takie małe dziecko może już być złe, obrażone? Czy to tylko
moje poczucie winy podpowiada głupoty?
Czy też jesteście tak wrażliwe, że każda rozłąka jest dla was męczarnią, a jak
zobaczycie dziecko to płaczecie? Przyznaję, że zrobiłam się bardzo wrażliwa,
często płaczę (również ze szczęścia). Dodam, że nie oddaję dziecka, jesteśmy
ze sobą codziennie, stąd być może tak mocno wszystko przeżywam... Jak to jest
u was?