To chyba pierwszy raz jak pisze na tym forum. Ale czytam je juz tak
dlugo ze mam glebokie przekonanie ze zawsze znajdzie sie tu ktos kto
zna sie na rzeczy.
Wczoraj do biura zdarzylo mi sie wybrac niestety na glodniaka. I to
na dodatek w stanie okrutnego niewyspania. Zeby nie zasnac przed
komputerem, jedna kawa, potem dwie kawy, i tak doszlo nie wiem do
ilu kaw, ale moglo byc ich z 10. I niesttey w pewnym momencie
zaczely sie poty, pobudzenie i ogolnie cos dziwnego. Wczesniejsze
wyjscie, suprawiedliwione choroba, do domu i nuze sprawdzac co sie
dzieje. W tym czasie jeszcze sie okazalo ze serce co kwadrans wali
jak oszalale. Telefon do Pieknego zeby wyszedl wczesniej z pracy i
przyjechal, okazalo sie ze Piekny nie moze, no to w autobus i do
niego do pracy, bo tuz obok jest szpital jakby co. Piekny jak sie
okazalo wie co nieco na dany temat i zaopiekowal sie, nabyl mleko,
zmusil do wypicia, napoil woda i nakarmil rogalikiem, no i
wrocilismy do domu. Leze w domu u Pieknego, co chwila sercowe jakies
dziwne kwestie, leki, panika, poty, po godzinie sie uspokoilo mniej
wiecej, klatka piersiowa przestala bolec no i ogolnie przeszedl sen.
Dzis normalnie, jakkolwiek klatka piersiowa nadal cokolwiek bolaca,
glownie przy glebokich wdechach.
Poza tym ok. Tyle ze zmeczenie okrutne, zapewne po tych wszystkich
panikach i waleniu serca.
Martwic sie bardzo czy tylko troche?
Moze wziac jakies leki? Albo jesc jakies specjalne posilki czy cos?
Kawy na bank juz nigdy nie tkne. Tudziez wlasnie mi przemyka mysl ze
zadnych papierosow i alkoholu przez najblizszy tydzien (moze dzieki
temu sie wreszcie uda rzucic palenie

)