Moje dziecko w kosciele

17.08.10, 22:42
Wyjechalam z 5 letim synkiem, moją siostrą i jej dzieckiem na
dzialkę rodzicow nad jezioro. W sobotę niespodziewanie odwiedzil nas
moj mąż. W niedzielę w poblskiej miejscowosci byl odpust, na ktory
pojechalismy. I nasze dziecko trzy razy zapytalo ojca, kiedy
pojdziemy do domu. Mąż zdenerwowany za trzecim razem powiedzial
dziecku, ze nic mu nie kupi na odpuscie, bo prosil mlodego, zeby byl
grzeczny a ten nie byl. No i nie kupil, zrobilam to ja, bo dla mnie
dziecko bylo grzeczne, bo nie biegalo, nie krzyczalo , stalo
spokojne, choc bylo zniecierpliwione. Rozmawialismy o tej sytuacji
potem i powiedzialm to samo mążowi (że uwazam, ze mlody wcale nie
byl niegrzeczny). Moja siostra dodala wtedy cos w
stylu... "najlepiej wychodzi ci robienie płotów a nie wychowywanie
dzieci" (wykanczamy dom i małż wlasnie skonczy robic plot). Na to
moj małż obrazil się i kiedy poszlysmy na plażę (bo moj mąż
przyjechal na weekend naj jezioro.... bez spodenek, bez kąpielowek)
odjechal nie żegnając się z nikim. Dzis wrocilam i uslyszalam, ze
mam się nad sobą zastanowic, że moja siosta jest wazniejsza od
niego, że jej slucham...
Kurcze, ja czuje się obrażona... to on postąpil
niewlasciwie...zachowując się jak gó...arz. Z siostrą dogaduję się
super, choc rzeczywisie o facetach ma czasem zle zdanie, tyle, że
akurat to co powiedziala, nie powiedziala w zlej wierze.
Co myslicie? Slusznie sie obrazil? Mi się wydaje, że mój małż ma
male poczucie wartosci.
    • mikas73 Re: Moje dziecko w kosciele 17.08.10, 22:50
      Tytuł trochę nie pasuje do problemu.
      Wobec małego powinniście prezentować to samo zdanie a sprawę
      wyjaśnić miedzy sobą; inaczej ma młyn w głowie...
      W sumie to uwaga siostry chamska i też bym się obraziła...
    • patka_s Re: Moje dziecko w kosciele 17.08.10, 22:55
      Jeśli tylko się wiercił i był zniecierpliwiony to dla mnie był
      grzeczny, a twój mąż przesadza. Następnym razem owiedz mężowi, żeby
      skupił swoją uwagę na innych dzieciach w kościele, zwłaszcza 4-5
      latkach. Uważam za bardzo dobry zwyczaj zabieranie dziecka nawet
      maleńkiego do kościoła, ale bez przesady... Moja niespełna 4-latka
      jest grzeczna bo: nie gada, mówi do mnie po cichutku, siedzi gdy ma
      na to ochotę, często do niej mówię podczas mszy tłumacząc jej różne
      rzeczy, odmawiam modlitwy, śpiewam psalm do ucha smile Ale nie wymagam
      od niej postawy 40-letniego chrześciajnina...
      • ira_07 Re: Moje dziecko w kosciele 17.08.10, 23:33
        . Uważam za bardzo dobry zwyczaj zabieranie dziecka nawet
        > maleńkiego do kościoła, ale bez przesady...

        A ja uważam, że zły. Dziecko się nudzi, rodzic musi go pilnować, więc nie może
        się skupić a innym też przeszkadza. U nas ostatnio dzieciaki miały kredki i
        kartki pod chórem, bo nie było szkółki niedzielnej. Było spokojnie.
    • foczkaka Re: Moje dziecko w kosciele 17.08.10, 22:58
      a propos dziecka w kościele to ja sie zgadzam z Toba a nie z Twoim męzem. ALE
      rozumiem go - uwaga siostry zabrzmiała chamsko.
      Co innego wasze poglądy na wychowanie - pomijając że powinniscie ustalic wspolny
      front poza dzieckiem - a co innego wtrącanie się osób trzecich.
      • alfa36 Rzczywiscie, tytul kiepski 17.08.10, 23:29
        do tego posta. Tyle, ze chodzilo mi i o zachowanie męża wzgledem
        dziecka i o tą uwagę mojej siostry.
        Co do męża... nie zmienię go. Wielokrotnie tlumaczylam mu, że dzieci
        nie wychowuje się metodą kija i marchewki (a tak robi moj mąż). I
        niby moj mąz zanosil się na wzorowego ojca (kąpal, przewijal,
        spacerowal, bawil się), a teraz mu przeszlo. Bawi się i owszem, ale
        krotko, bywa, ze krzyczy, no i ma zupelny brak cierpliwosci. Mlody
        zadaje mnostwo pytan i ta cierpliwosc na pewno jest potrzebna. A
        swoją drogą to dziecko brak taty zauwazylo na wieczornym spacerze
        (zapytal, gdzie tata, a tata wyjechal wczesnym przedpoludniem). A co
        do siostry- nie jest dla mnie wyrocznią, choc, jak pisalam, o
        facetach ma zle zdanie (sama w związku przeżywa kryzys).
    • makaronnauszy Re: Moje dziecko w kosciele 17.08.10, 23:28
      Spróbuj się wczuć w sytuację męża.
      Jak byś się poczuła gdybyś zadeklarowała że czegoś dziecku nie kupisz a mąż i
      tak by to kupił.
      Tekst siostry był chamski nic dziwnego że mąż się obraził. Czy tobie taki tekst
      by nie przeszkadzał gdyby był wypowiedziany przez rodzinę męża w twoim kierunku?
    • dag_dag Re: Moje dziecko w kosciele 17.08.10, 23:38
      Według mnie: Ty zachowałaś się niewłaściwie, a Twoja siostra delikatnie pisząc
      prostacko.
      • alfa36 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:00
        dag_dag napisała:

        > Według mnie: Ty zachowałaś się niewłaściwie,
        Ja wszystko teoretycznie wiem...wiem, ze trzeba miec wspolny front i
        to tez tlumaczę mężowi, ale... poprzedniego wieczora mąż opowiadal
        dziecku co to kupią na odpuscie, rano dziecko jeszcze na wpol
        przytomne pytalo, czy to jest ten dzien, w ktorym jest odpust. A
        mlody zachowywal się grzecznie, poza tym tato nic dziecku o
        zachowaniu w kosciele nie mowil. Nasze dziecko o ile chodzi do
        kosciola to wlasnie z mężem i z reguly zachowuje się dobrze. Tu byl
        tak podekscytowany, że zapytal trzykrotnie, kiedy się skonczy msza.
        Ja mimo calej swojej wiedzy teoretycznej nie moglam zrobic dziecku
        aż takiej przykrosci. Co więcej mąż tego glosno nie powiedzial
        (nigdy nie przyznaje się do blędow), ale po minie widzialam, że
        chyba byl mi wdzięczny, ze jednak kupilam zabawkę mlodemu. Sam
        powiedzial ze zloscią, ze nie kupi (braklo mu ciepliwosci), więc nie
        chcial tego zrobic, żeby wlasnie dziecu w glowie nie mieszac.
        a Twoja siostra delikatnie pisząc
        > prostacko.
        Powinnam jej to uswiadomic? Przeprosic męża za siostrę? Ona
        z kolei tez nie uwaza, ze powiedziala cos nie tak. po akcie
        stwierdzila, ze moj mąż, jak każdy facet, jest przewrazliwiony na
        swoim punkcie.
        • dag_dag Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:51
          Naprawdę warto unikać takich durnych sytuacji, sami je sobie stwarzacie... Bez
          sensu, po co wam to? Warto trochę dorosnąć, fochy schować do kieszeni, więcej
          poczucia humoru, serio... Macie dzieciaka, który chłonie wasze zachowanie jak
          gąbka. Pomyśl, co on wyniósł z tego dnia i waszych zachowań?
          Ogólnie to oboje zachowaliście się dennie. Ale skoro już taka sytuacja wyszła,
          to trzeba było trzymać front męża, albo chociaż spróbować jakoś sprawę
          wyprostować, pogadać z nim na boku, jakoś rozładować to... Bo naruszanie jego
          autorytetu z Twojej strony było po prostu niewłaściwe, nic kompletnie to nie
          pomogło, tylko zaostrzyło sytuację. Twoja siostra dołożyła swoje. Niepotrzebnie
          się wtrąciła w Wasze sprawy i to jeszcze z tak chamską odzywką. Tego bym nie
          odpuściła, nie pozwoliłabym na coś takiego. Ale to ja. Ty sama powinnaś
          wiedzieć, jak sprawę z siostrą załatwić.
          Gdy emocje opadną - pogadaj z mężem o tym, co on palnął, co Ty palnęłaś... żeby
          na przyszłość takich sytuacji nie było.
        • memphis90 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 23:16
          > Powinnam jej to uswiadomic?
          Tak, powinnaś jej uświadomić, że wychowywanie Waszych dzieci to sprawa Twoja i
          męża, a nie jej. I nie powinna się wtrącać, jeśli nikt jej o zdanie nie pyta.

          >Przeprosic męża za siostrę?
          Przeprosić za kogoś się nie da, ale możesz powiedzieć mężowi, że rozumiesz, że
          mogło go to zaboleć. I że nie podzielasz zdania siostry (chyba, że podzielasz...)

          Ona
          > z kolei tez nie uwaza, ze powiedziala cos nie tak.
          Nie? Więc może niech mąż też zaszczyci ją swoją prywatną opinią do czego się
          siostra nadaje, a do czego nie... Może zrozumie.

          > stwierdzila, ze moj mąż, jak każdy facet, jest przewrazliwiony na
          > swoim punkcie.
          Aha, czyli siostra chamka, ale nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Jak komuś
          się nie podoba, to jego problem- ona jest tylko szczera, prawda?
      • saraanna Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:04
        Twoj maz zachowal sie beznadziejnie.Twoja siostra moze nie najlepiej
        sie wyrazila,ale jak by byl facetem z jajami, to by powiedzial jej
        zeby dala mu spokoj i nie robila wiecej takich glupich
        uwag.Natomiast pan zamiast zajac sie swoja rodzina i spedzic fajnie
        czas, obrazil sie na ciebie i na wlasne dziecko i sobie pojechal.A
        co do zachowania w kosciele to pewno zapomnial wol jak cieleciem
        byl,ciekawe czy on stal tez tak na bacznosc w kosciele jak mial 5
        lat.Nie dziwie sie autorce ,ze nie poparla meza,dziecko mozna karac,
        ale jak na to zasluzy a pan chyba zapomnial,ze jego syn ma tylko 5
        lat i pewne zachowania dla dzieci w tym wieku sa normalne.

        ------
        Gdy czegoś bardzo pragniesz,
        cały Wszechświat sprzęga się by Ci to dać * Paulo Coelho *
        • madzioreck Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 02:16
          Jak by się siostra nie wyraziła, to wpieprzyła się w cudze sprawy. Gdyby jakiejś
          emamie siostra męża powiedziała "lepiej nadajesz się do ..., niż do wychowywania
          dzieci", to polałaby się krew ;P
          • moofka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 09:18
            madzioreck napisała:

            > Jak by się siostra nie wyraziła, to wpieprzyła się w cudze sprawy.
            Gdyby jakiej
            > ś
            > emamie siostra męża powiedziała "lepiej nadajesz się do ..., niż
            do wychowywani
            > a
            > dzieci", to polałaby się krew ;P

            a tam wpieprzyla
            siostra pewnie pana meza zna nie od dzis i niejedna taka akcje w
            stosunku do pieciolatka widziala
            to bliska rodzina i sadze ze wolno jej powiedziec, co mysli w koncu
            to jej siostrzeniec
            koloru szwagrowskich gaci nie komentowala
            czy chlop to przemysli czy nie to juz inna kwestia

            i w tym wypadku absurdalna kara za nic nie zobowiazuje matki go
            grania w jego bramke jak tu ktos sugeruje
            • madzioreck Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 13:02
              > a tam wpieprzyla
              > siostra pewnie pana meza zna nie od dzis i niejedna taka akcje w
              > stosunku do pieciolatka widziala

              Wpieprzyła. O nas też ktoś może sądzić, że to czy tamto robimy źle, i że zna nas
              od lat i w związku z tym ma prawo...
    • ga-ti Re: Moje dziecko w kosciele 17.08.10, 23:56
      Po takim tekście mój mąż też by wyjechał i obraził sie śmiertelnie. A gdybym go zostawiła i poszła sama na spacer, na plaże (bo jak rozumiem, mąż do Was przyjechał na weekend, a Ty sama poszłaś nad jezioro) to obraził by się tez na mnie.

      Uważam, że Twój syn w kosciele zachowywał się w porządku. Pewnie, że szkoda dzieciaka bez prezentu z odpustu, ale trzeba było wcześniej "udobruchać" męża, pewnie by zmiękł i kupił coś małemu (mój by zmiękł sam z siebie, bez udobruchiwania).
      • alfa36 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:07
        ga-ti napisała:
        A gdybym go
        > zostawiła i poszła sama na spacer, na plaże (bo jak rozumiem, mąż
        do Was przyj
        > echał na weekend, a Ty sama poszłaś nad jezioro) to obraził by się
        tez na mnie.
        Kurcze, on nam zrobil niespodziankę, ale co to za niespodzianka,
        kiedy facet przyjeżdża nad jezioro bez kąpielówek? Po diabla mi on,
        jak z dzieckiem się nie pobawi w wodzie, a mlody aż rwie sie do
        wody. Powinnam z dzieckiem i z mężem siedziec na dzialce? Jak mam
        piękną pogodę i w poblizu cieple jezioro. Naprawdę ja zle zrobilam?
        • ga-ti Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:14
          Nie chodzi o to, że źle, ale zostawiłas wkurzonego faceta samego to tak, jakbyś właśnie trzymała strone siostry.
          Wiem, że dziecinnie to brzmi, ale faceci własnie tacy są - dziecinni.

          A że nie zabrał kąpielówek... to tez takie całkiem męski wink
          • kosher_ninja Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 07:16
            > Wiem, że dziecinnie to brzmi, ale faceci własnie tacy są - dziecinni.
            >
            > A że nie zabrał kąpielówek... to tez takie całkiem męski wink

            Taaa
            NO to w tym momencie siostra miała totalną rację - ten facet nadaje się jedynie
            do malowania płotów, bo trudno, żeby jedno dziecko wychowywało drugie dziecko.
            Żenujące jest dla mnie takie usprawiedliwianie. Jak faceci są dziecinni, to
            niech się nie biorą do zakładania rodziny, tylko zostaną w przedszkolu.
            • ga-ti Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 17:35
              Masz męża?
              • titta Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 15:09
                Podpowiem ci: nie wszyscy faceci sa dziecinni. Nie kazdy wiec to
                moze wiec zrozumiec.
              • kosher_ninja Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 17:05
                Mam męża, mam ojca, mam teścia, mam brata i żaden z powyższych nie zachowuje się
                jak dzieciuch. Może dlatego, że od pokoleń mamy normalne wzorce w naszych
                rodzinach - normalne, czyli dorośli faceci do dorośli faceci, a nie dzieciuchy.
        • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 01:09
          Kurcze, on nam zrobil niespodziankę, ale co to za niespodzianka,
          > kiedy facet przyjeżdża nad jezioro bez kąpielówek? Po diabla mi on,
          > jak z dzieckiem się nie pobawi w wodzie, a mlody aż rwie sie do
          > wody. Powinnam z dzieckiem i z mężem siedziec na dzialce? Jak mam
          > piękną pogodę i w poblizu cieple jezioro. Naprawdę ja zle zrobilam?

          Następnym razem dobrze się zastanowi zanim zrobi Ci niespodziankętongue_out
    • suazi1 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:22
      Według mnie słusznie się obraził. Powinniście grać w jednej
      drużynie, a nie szukać okazji do strzelenia sobie nawzajem gola. Ty
      tego gola strzeliłaś kupując dziecku prezent. Lepiej byś zrobiła
      niczego nie kupując dziecku, a następnie wyjaśniając całą sytuację z
      mężem w cztery oczy. A to niskie poczucie wartości mąż "zawdzięcza"
      zapewne takim akcjom, jak ta opisane.
      • alfa36 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:32
        suazi1 napisała:

        > A to niskie poczucie wartości mąż "zawdzięcza"
        > zapewne takim akcjom, jak ta opisane.
        Takie akcje zdarzają się niestety, tyle, że w przeciwnym kierunku.
        Częściej ja na kupno czegos nie pozwalam, mąż kupiuje i tlumaczy
        dziecku: to nasza tajemnica, widzisz, jaką minę ma mama...
      • laura_fairlie Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:32
        Ty
        > tego gola strzeliłaś kupując dziecku prezent. Lepiej byś zrobiła
        > niczego nie kupując dziecku,
        Czyli najlepiej dziecko ukarać nie wiadomo za co...
      • saraanna Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 00:47
        Jezeli juz to pan strzelil gola i to sobie samemu.Myslalam,ze
        obrazanie sie jest domena nastolatkow,ktorym hormony szaleja,a nie
        doroslych ludzi,ktorzy powinni ze soba rozmawiac i wyjasniac
        problemy.W tym wszystkim najbardziej pokrzywdzone jest dziecko,ktore
        nie wie o co w tym wszystkim chodzi.Pierw tatus obiecuje
        prezent,dziecko stara sie jak moze ,na miare swojego wieku,ale dla
        tatusia to za malo i strzela focha nie kupujac dziecku
        prezentu.Pozniej zamiast powiedziec siostrze autorki,co mysli o jej
        uwagach ,strzela drugiego focha i sobie jedzie,zamiast zajac sie
        wlasnym dzieckiem.A pozniej bedzie sie dziwil,ze dziecko nie ma do
        niego zaufania i mysli ,ze wlasny ojciec go nie lubi .
      • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 09:00
        suazi1 napisała:

        > Według mnie słusznie się obraził. Powinniście grać w jednej
        > drużynie, a nie szukać okazji do strzelenia sobie nawzajem gola. Ty
        > tego gola strzeliłaś kupując dziecku prezent. Lepiej byś zrobiła
        > niczego nie kupując dziecku, a następnie wyjaśniając całą sytuację z
        > mężem w cztery oczy. A to niskie poczucie wartości mąż "zawdzięcza"
        > zapewne takim akcjom, jak ta opisane.


        eee tam, bzdura
        pan się zachował idiotycznie a dziecko ma cierpieć? Sory ale kościół i msza
        zapewne minimum godzinna - bo to odpust był - to z lekka za dużo dla malutkiego
        dziecka.
        Poza tym jak to w życiu, chyba nie uważa pan, że przejdzie przez życie bez
        krytyki osób trzecich.
        A siostra autorki to nie obca osoba tylko najbliższa rodzina. Pan widocznie ma
        awersję na nią, bo....coś na rzeczy być musi, skoro aż tak zareagował.
        • memphis90 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 23:23
          > Poza tym jak to w życiu, chyba nie uważa pan, że przejdzie przez życie bez
          > krytyki osób trzecich.
          Wiesz, ja sobie jednak nie wyobrażam, że siedzę i sączę jady na mojego szwagra,
          ojca czy teścia. Nie mój mąż- nie mój problem. Mogę wysłuchać żalącej się
          kobiety, ale nie przyłączam się do szczekania. A tym bardziej nie wciskam się w
          sprawy małżeńskie. Z drugiej strony- nie pozwoliłabym nikomu na komentarze i
          obrażanie mojego małżonka, nawet, jeśli byśmy się pokłócili. Nasze niesnaski to
          nasza sprawa, a nie szwagierki, siostry czy koleżanki. Na tym polega lojalność.
          • babunia_wygodka Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 09:35
            memphis90 napisała:

            > obrażanie mojego małżonka, nawet, jeśli byśmy się pokłócili. Nasze
            niesnaski to
            > nasza sprawa, a nie szwagierki, siostry czy koleżanki. Na tym
            polega lojalność.

            Ale co ona może wiedzieć o lojalności, skoro dla niej mężczyzna to
            tylko pasożyt?
      • imasumak Suazi 19.08.10, 19:24
        Czyli uważasz,ze autorka powinna podreperować poczucie wartości męża kosztem
        dziecka? Kara byłą absurdalna, zupełnie nie współmierna do "winy".

        Inna sprawa, że to wszystko zostało załatwione źle, no i ta wtrącająca się z
        chamskimi tekstami siostrunia..
    • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 01:03
      Co myslicie? Slusznie sie obrazil? Mi się wydaje, że mój małż ma
      > male poczucie wartosci.

      Chyba słusznie, mój w takiej sytuacji też by się obraził i jeszcze dodał aby
      szwagierka nie wtrącała się w nie swoje sprawy.
      To Wy jesteście małżeństwem i rodzicami waszego dziecka a nie Twoja siostra i
      swoje spory powinniście rozstrzygać sami bez komentarzy z zewnątrz. Jeśli Twój
      mąż uznał iż młody nie zasługuje na "prezent" a Ty byłaś innego zdania o
      powinnaś przekonać męża aby zmienił zdanie a nie robić coś wbrew temu co on
      powiedział dziecku. Rodzice powinni trzymać wspólny front i nie podważać swoich
      decyzji gdyż w ten sposób robią krzywdę dziecku a na dokładkę jeszcze wtrąciła
      się Twoja siostra z niezbyt fajnym komentarzem. A Ty olałaś przyjazd swojego
      męża wzięłaś dupę w trok i poszłaś na plażę. Nie dziwię się że poczuł się
      niefajnie i wyjechał.
      Nawet sprawę braku kąpielówek można było załatwić.
      Widzisz mój mąż przyjechał nad morze także bez kąpielówek- kochana żona
      zapomniała spakowaćtongue_out
      ale nic to jutro sobie kupitongue_out
      Pomyśl nad tym na spokojnie i pogadaj z mężem. I nie róbcie własnemu dziecku
      wody z mózgu.
      A co do kościoła to mój syn w niedzielę palmową po skończonej mszy na polecenie
      siostry-przeżegnaj się powiedział głośno i wyraźnie do widzeniatongue_outźle
      zrozumiałbig_grin
      • laura_fairlie Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 01:49
        Rodzice powinni trzymać wspólny front i nie podważać swoich
        decyzji gdyż w ten sposób robią krzywdę dziecku

        Nie zawsze. I nie zawsze robią w ten sposób krzywdę dziecku.
        • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 10:52
          laura_fairlie napisała:

          > Rodzice powinni trzymać wspólny front i nie podważać swoich
          > decyzji gdyż w ten sposób robią krzywdę dziecku
          >
          > Nie zawsze. I nie zawsze robią w ten sposób krzywdę dziecku.

          Wiedziałam po prostu wiedziałam że zaraz znajdzie się głos sprzeciwu.
          Laura ta dyskusja toczy się o normalnej rodzinie a nie o takiej gdzie
          jedno z rodziców jest psychopatą albo zboczeńcem.
          Nie piszę tu o tym że jest powinno być przyzwolenie na katowanie dziecka albo na
          jego wykorzystywanie przez jedno z rodziców tylko o rodzinie gdzie są zdrowe
          układy i skoro jedno zabrania to drugie nie może tej decyzji kwestionować przy
          dziecku- owszem powinno się porozmawiać z partnerem na ten temat i osiągnąć
          porozumienie ale jeszcze raz powtarzam nie przy dziecku. A sytuacja
          opisana przez autorkę właśnie należy do takich które robią z dziecka wariata-
          tatuś zabrania a mamusia kupuje- cudo po prostu.
      • alfa36 czar bajry 18.08.10, 01:50
        Widzisz mój mąż przyjechał nad morze także bez kąpielówek-
        kochana żona
        zapomniała spakować
        ale nic to jutro sobie kupi

        Mąż przyjechal w sobotę wieczorem. Nie daloby rady nic kupic o tej
        porze i w tym miejscu.
        Pomyśl nad tym na spokojnie i pogadaj z mężem. I nie róbcie
        własnemu dziecku
        wody z mózgu.

        Wiesz, ja ochłonęłam, bo rzecz miala miejsce kilka dni temu. Mąż w
        poniedzialek zadzwonil, zapytal o dziecko, odpowiedzialam krotko
        konkretnie. Dzis jeszcze z wycieczki dalam mlodemu telefon, zeby sie
        pochwalil co zwiedzamy (na tym polega urok wypoczynku z moją
        siostrą, nie mozna się nudzic... jak nie plaza, to wycieczki w
        ciekawe miejsca). Dzis wieczorem wrocilam a tu tekst o
        zastanawianiu się...
        Niestety, z moim mężam nie da się rozmawiac. Dalo się jeszcze jakis
        czas temu, a moze po prostu nie bylo powodow do klotni. Każdą probę
        rozmowy ucina mówiąc cos w stylu, ze tak ma byc i koniec. Fakt,
        jestesmy zmęczeni, bo przeciagająca się budowa domu, mnostwo spraw
        do zalatwienia, a do tego jesienią mąż ma operację i będzie przez 3
        miesiące na zwolnieniu lekarskim i czeka go rehabilitacja. Nie
        potrafię z nim rozmawiac. Wszystko jest dobrze, jak jest po jego
        mysli.
        • czar_bajry Re: czar bajry 19.08.10, 11:06
          Mąż przyjechal w sobotę wieczorem. Nie daloby rady nic kupic o tej
          > porze i w tym miejscu.

          Ale to jeszcze nie koniec świata.
          Czy Tobie nigdy nie zdarzyło się zapomnieć o czymś, czegoś nie wzięłaś?
          Jeśli nie to szczęśliwa z Ciebie osoba-masz mało obowiązkówtongue_out Mając wiele" na
          głowie" często zdarza się o czymś zapomnieć o czymś błahym bo o tych ważnych
          rzeczach pamiętamysmile


          Wiesz, ja ochłonęłam, bo rzecz miala miejsce kilka dni temu. Mąż w
          > poniedzialek zadzwonil, zapytal o dziecko, odpowiedzialam krotko
          > konkretnie. Dzis jeszcze z wycieczki dalam mlodemu telefon, zeby sie
          > pochwalil co zwiedzamy (na tym polega urok wypoczynku z moją
          > siostrą, nie mozna się nudzic... jak nie plaza, to wycieczki w
          > ciekawe miejsca). Dzis wieczorem wrocilam a tu tekst o
          > zastanawianiu się...

          Mam wrażenie że siostra Cię ustawia any- mężowi i on to czuje.
          Jej się nie udało to wzięła się za Ciebie - pomyśl o tym.

          Niestety, z moim mężam nie da się rozmawiac. Dalo się jeszcze jakis
          > czas temu, a moze po prostu nie bylo powodow do klotni. Każdą probę
          > rozmowy ucina mówiąc cos w stylu, ze tak ma byc i koniec. Fakt,
          > jestesmy zmęczeni, bo przeciagająca się budowa domu, mnostwo spraw
          > do zalatwienia, a do tego jesienią mąż ma operację i będzie przez 3
          > miesiące na zwolnieniu lekarskim i czeka go rehabilitacja. Nie
          > potrafię z nim rozmawiac. Wszystko jest dobrze, jak jest po jego
          > mysli.

          Sama sobie na to odpowiedziałaś, Twój mąż jest przepracowany i wychodzi na to że
          znerwicowany, praca, budowa i zbliżająca się operacja to trochę dużo nie sądzisz?
          Nie potrafisz z nim rozmawiać- a próbowałaś chociaż? Przytul go, powiedz że
          rozumiesz i że może na Ciebie liczyć, daj mu do zrozumienia że doceniasz to co
          robi- przecież ten dom to dla Was ma być.
          Twój mąż się boi- jak każdy facet jest przerażony perspektywą położenia się pod
          nóż chirurga.
          Jeśli Ci zależy na małżeństwie i kochasz męża to to zrozumiesz.

          • lacitadelle Re: czar bajry 19.08.10, 11:15
            > Mam wrażenie że siostra Cię ustawia any- mężowi i on to czuje.
            > Jej się nie udało to wzięła się za Ciebie - pomyśl o tym.

            Ano właśnie i to jest sedno problemu, bo ustawia z niezłym skutkiem, brak
            reakcji żony na taką chamską odzywkę oznacza, że autorka ma podobne zdanie, co
            jej siostra, co jeszcze potem podkreśla zostawieniem męża samego w domu (podczas
            zaledwie weekendowej wizyty).
            • alfa36 Re: czar bajry 19.08.10, 13:15
              lacitadelle napisała:

              > brak
              > reakcji żony na taką chamską odzywkę oznacza, że autorka ma
              podobne zdanie, co
              > jej siostra, co jeszcze potem podkreśla zostawieniem męża samego w
              domu (podcza
              > s
              > zaledwie weekendowej wizyty).
              Ależ ja męża nie zostawilam samego w domu. On dziecko odprowdzil na
              plażę, co więcej donioslam mu nawet leżak, bo myslalam, ze z nami na
              tej plaży, choc w dzinsach, zostanie. On jednak, nawet nie mowiąc do
              widzenia, poszedl do domku, pozegnal sie z moim ojcem i odjechal.
          • alfa36 Re: czar bajry 19.08.10, 11:16
            Dzięki. Przemyślę. Wdrożęsmile
      • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 09:03
        czar_bajry napisała:


        > Widzisz mój mąż przyjechał nad morze także bez kąpielówek- kochana żona
        > zapomniała spakowaćtongue_out

        a pan nie mógł sam tego zrobić? big_grin

        • triss_merigold6 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 09:06
          Nie, żona powinna była mu przypomnieć. Umysł pana zajmują ważne dla
          ludzkości kwestie: woja w Afganistanie, ekspansja gospodarcza Chin,
          zmiany klimatyczne, biust Joanny Krupy, błędy trenerskie Maradony
          etc.
          • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 09:13
            to niech miś zejdzie na ziemię i trochę zwykłymi, codziennymi, realnymi sprawami
            się pozajmuje
            smile
            • babunia_wygodka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 13:52
              attiya napisała:

              > to niech miś zejdzie na ziemię i trochę zwykłymi, codziennymi,
              realnymi sprawam
              > i
              > się pozajmuje
              > smile

              Takimi jak na przykład zatankowanie samochodu, wytarganie namiotu i
              pontonu z piwnicy, załadowanie walizek do bagażnika, sprawdzenie czy
              gdzieś po drodze na wakacje nie ma jakichś remontów które warto by
              było ominąć? Albo może chodzi o kupienie biletów na pociąg dla
              rodziny? A może choćby o banalne wyjście z dzieckiem do kina żeby
              nie właziło na głowę przy pakowaniu plecaków, lub skoszenie trawnika
              żeby po powrocie nie trzeba było chodzić po ogrodzie z maczetą?

              Rozumiem że nawet gdyby facet się zajmował tymi sprawami to i tak
              powinien jeszcze koniecznie spakować bagaże, bo przecież to straszny
              wyzysk żony, że wkładała jego skarpetki do torby, tak?

              Boszszsz, jakie to zawsze głupie jest jak w sytuacji ewidentnego
              podzielenia się obowiązkami między meżem i żoną natychmiast ktoś się
              wyrywa "a nie mógł on sam tego zrobić?".
              • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 14:34
                babunia_wygodka napisała:


                > Boszszsz, jakie to zawsze głupie jest jak w sytuacji ewidentnego
                > podzielenia się obowiązkami między meżem i żoną natychmiast ktoś się
                > wyrywa "a nie mógł on sam tego zrobić?".
                no wiesz, skoro ty misiowi świata przychylasz kosztem siebie to twój problem
                mój miś akurat ma dwie zdrowe łapki, więc nie widzi problemu w pakowaniu swoich
                majtek i skarpetek, tak jak ja pakuję swoje
                bo skoro miś przed ślubem tak doskonale te sprawy wykonywał a nagle po ślubie
                nie wie gdzie są jego skarpetki to chyba nie oznacza, że jego mózg zaczął
                wstecznie działać?
                • babunia_wygodka Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 09:33
                  attiya napisała:

                  > babunia_wygodka napisała:
                  >
                  >
                  > > Boszszsz, jakie to zawsze głupie jest jak w sytuacji ewidentnego
                  > > podzielenia się obowiązkami między meżem i żoną natychmiast ktoś
                  się
                  > > wyrywa "a nie mógł on sam tego zrobić?".
                  > no wiesz, skoro ty misiowi świata przychylasz kosztem siebie to
                  twój problem
                  > mój miś akurat ma dwie zdrowe łapki, więc nie widzi problemu w
                  pakowaniu swoich
                  > majtek i skarpetek, tak jak ja pakuję swoje
                  > bo skoro miś przed ślubem tak doskonale te sprawy wykonywał a
                  nagle po ślubie
                  > nie wie gdzie są jego skarpetki to chyba nie oznacza, że jego mózg
                  zaczął
                  > wstecznie działać?

                  Jak ktoś nie umie przeczytać ze zrozumieniem paru zdań to też zawsze
                  głupio wygląda. Dostałaś wyliczenie kilkunastu czynności którymi (na
                  rzecz całej rodziny) może się zajmować ten twój pogardzany "miś" w
                  czasie kiedy jego pani i władczyni pakuje bagaże dla całej rodziny.

                  Nie zrozumiałaś z tego nic i dalej widzisz tylko jedną opcję: facet
                  rozparty w fotelu przed telewizorem i kobieta przygotowująca
                  samotnie cały wyjazd. Nie wiem skąd masz takie wzorce, czy to jest z
                  domu rodzinnego czy z twojego małżeństwa, ale wzpółczuję.
                  • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:15
                    babunia_wygodka napisała:



                    > Jak ktoś nie umie przeczytać ze zrozumieniem paru zdań to też zawsze
                    > głupio wygląda.

                    nieprawdaż, dobrze, że jeszcze umiesz do tego przyznać się

                    Dostałaś wyliczenie kilkunastu czynności którymi (na
                    > rzecz całej rodziny) może się zajmować ten twój pogardzany "miś" w
                    > czasie kiedy jego pani i władczyni pakuje bagaże dla całej rodziny.
                    jeśli u ciebie jest taki podział to piej ze szczęści, że misiowi chce się
                    żarówkę wymienić, ja akurat nie czekam na misia aby to zrobił, tylko sama to
                    robię, też mam dwie rączki.

                    >
                    > Nie zrozumiałaś z tego nic i dalej widzisz tylko jedną opcję: facet
                    > rozparty w fotelu przed telewizorem i kobieta przygotowująca
                    > samotnie cały wyjazd. Nie wiem skąd masz takie wzorce, czy to jest z
                    > domu rodzinnego czy z twojego małżeństwa, ale wzpółczuję.

                    ale to ty dziecino taki obraz z domu wyniosłaś. Ja na szczęście nie muszę memu
                    mężowi mówić co ma robić przed wyjazdem. Ale ty widzę paluszkiem mu wskazujesz
                    choć raczej pyłki mu z drogi zdmuchujesz coby łapek sobie nie zabrudził ciężką
                    robotą zwaną pakowaniem

                    zawsze podobał mi się tekst o czytaniu ze zrozumieniem -szczególnie jak juz
                    argumentów brakuje big_grin
                    • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:30
                      attiya napisała:

                      ale to ty dziecino taki obraz z domu wyniosłaś. Ja na szczęście nie muszę memu
                      > mężowi mówić co ma robić przed wyjazdem. Ale ty widzę paluszkiem mu wskazujesz
                      > choć raczej pyłki mu z drogi zdmuchujesz coby łapek sobie nie zabrudził ciężką
                      > robotą zwaną pakowaniem
                      >

                      Oj attiya ograniczone masz horyzonty, nie chcesz przyjąć do wiadomości że różnie
                      ludzie żyją, różne mają zajęcia i nie koniecznie jest to wyzysk jednej osoby
                      przez drugą.
                      Z moim mężem dzielimy się obowiązkami tak jak nam w danej chwili pasuje a ja nie
                      stawiam sobie za punkt honoru zagonić go do pakowania po ciężkim dyżurze,
                      chociaż przecież mogłam kazać się pakować przed pracą- jakiś tydz. wcześniej
                      zanim wiedzieliśmy że wyjeżdżamy a ja biedna żonka jeszcze przyznaję się do tego
                      że go spakowałamsmile
                      • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:37
                        czar_bajry napisała:


                        >
                        > Oj attiya ograniczone masz horyzonty, nie chcesz przyjąć do wiadomości że różnie
                        > ludzie żyją, różne mają zajęcia i nie koniecznie jest to wyzysk jednej osoby
                        > przez drugą.

                        czar bajry a Ty rozumiesz, ze zdarzają się też takie małżeństwa, gdzie nie ma
                        potrzeby komuś całe życie palcem pokazywać? Ze jednak panowie myślą, umieją,
                        potrafią? I że dobrze to pan może spakować walizki, torby i inne czemadany a
                        pani iść z dzieckiem na spacer i też w tym nic złego nie ma? To chyba nie wymaga
                        jakiejś szczególnej wyobraźni i nie jest jednocześnie ograniczeniem. Co nie
                        znaczy, że jeśli u kogoś jest inaczej to nie przyjmuję tego do wiadomości.

                        > Z moim mężem dzielimy się obowiązkami tak jak nam w danej chwili pasuje a ja nie
                        > stawiam sobie za punkt honoru zagonić go do pakowania po ciężkim dyżurze,
                        > chociaż przecież mogłam kazać się pakować przed pracą- jakiś tydz. wcześniej
                        > zanim wiedzieliśmy że wyjeżdżamy a ja biedna żonka jeszcze przyznaję się do tego
                        > że go spakowałamsmile
                        jasne, zę nie ma w tym nic złego jak i w tym, że pan jednak w miarę wcześniej to
                        zrobi. Poza tym bierz też pod uwagę, że i ty mogłaś wrócić po ciężkim dniu
                        pracy i nie mieć siły na pakowanie się.
                        • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:43
                          czar bajry a Ty rozumiesz, ze zdarzają się też takie małżeństwa, gdzie nie ma
                          > potrzeby komuś całe życie palcem pokazywać? Ze jednak panowie myślą, umieją,
                          > potrafią? I że dobrze to pan może spakować walizki, torby i inne czemadany a
                          > pani iść z dzieckiem na spacer i też w tym nic złego nie ma? To chyba nie wymag
                          > a
                          > jakiejś szczególnej wyobraźni i nie jest jednocześnie ograniczeniem. Co nie
                          > znaczy, że jeśli u kogoś jest inaczej to nie przyjmuję tego do wiadomości.

                          Ale czy ja napisałam gdzieś że mój mąż nie umie się spakować???

                          Poza tym bierz też pod uwagę, że i ty mogłaś wrócić po ciężkim dniu
                          > pracy i nie mieć siły na pakowanie się.

                          Biorę to pod uwagę tyko że ja mam urlop od 8 sierpnia.
                          Więc weź pod uwagę to że nie każda zona pakująca swojego męża jest
                          wykorzystywana i zrobiła ze swojego misia, faceta mającego papkę zamiast mózgu.
                          >
                    • babunia_wygodka Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 12:58
                      attiya napisała:

                      > babunia_wygodka napisała:
                      > Dostałaś wyliczenie kilkunastu czynności którymi (na
                      > > rzecz całej rodziny) może się zajmować ten twój pogardzany "miś"
                      w
                      > > czasie kiedy jego pani i władczyni pakuje bagaże dla całej
                      rodziny.
                      > jeśli u ciebie jest taki podział to piej ze szczęści, że misiowi
                      chce się
                      > żarówkę wymienić, ja akurat nie czekam na misia aby to zrobił,
                      tylko sama to
                      > robię, też mam dwie rączki.

                      A dlaczego nie czekasz na misia z wynianą żarówki, za to czekasz z
                      zapakowaniem walizki?

                      > > Nie zrozumiałaś z tego nic i dalej widzisz tylko jedną opcję:
                      facet
                      > > rozparty w fotelu przed telewizorem i kobieta przygotowująca
                      > > samotnie cały wyjazd. Nie wiem skąd masz takie wzorce, czy to
                      jest z
                      > > domu rodzinnego czy z twojego małżeństwa, ale wzpółczuję.
                      >
                      > ale to ty dziecino taki obraz z domu wyniosłaś. Ja na szczęście

                      Ja? Ja pzrecież właśnie podaję ci listę przykładowych czynności
                      które może wykonywać mąż, kiedy akurat żona pakuje torby. A ty się
                      obciachowo dowalasz do każdej z osobna z głupawymi argumentami że
                      nie każdy ma trawnik więc koszenie trawnika nigdy nie podpada pod
                      podział zadań.

                      nie muszę memu
                      > mężowi mówić co ma robić przed wyjazdem. Ale ty widzę paluszkiem
                      mu wskazujesz

                      Twoja fantazja jest rozbrajająca. Wszystkie przykładowe wymienione
                      przeze mni zajęcia przykładowy mąż może wykonywać z własnej
                      inicjatywy, a nie tak jak twój ojciec - sterowany przez żonę.

                      > choć raczej pyłki mu z drogi zdmuchujesz coby łapek sobie nie
                      zabrudził ciężką
                      > robotą zwaną pakowaniem

                      Daj spokój z tymi projekcjami własnych nieudanych związków z
                      mężczyznami na innych. Ileż razy można ci tłumaczyć że się mówi o
                      podziale zadań? A podział zadań to nie jest, tak jak nauczyłaś się w
                      swojej rodzinie, robienie wszystkiego przez żonę, tylko wspólnie.

                      (Dla inteligentnych dodatkowa uwaga, że jeżeli tak się przypadkiem
                      składa, że kierowcą jest tylko mąż, a do przejechania jest pół
                      Polski, to jak najbardziej rozsądne jest maksymalne odciążenie go i
                      wpuszczenie na ten fotel przed telewizorem, żeby nie jechał zmęczony.
                      Nieintelignetne oczywiście uznają że to uległość i upodlenie dla
                      kobiety (która w czasie jazdy może się nawet przespać, ale to się
                      nie liczy smile )

                      > zawsze podobał mi się tekst o czytaniu ze zrozumieniem -
                      szczególnie jak juz
                      > argumentów brakuje big_grin
                      • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 14:08
                        babunia_wygodka napisała:


                        > A dlaczego nie czekasz na misia z wynianą żarówki, za to czekasz z
                        > zapakowaniem walizki?
                        >

                        oj,babunia - nomen omen
                        bo żarówka świeci dla wszystkich a w bokserkach chodzi tylko pan, no chyba, że
                        pani lubi
                        bo rozumiem, że ten nick to tylko tak dla zmyłki, czy naprawdę trudno pomyśleć big_grin

                        >
                        > Ja? Ja pzrecież właśnie podaję ci listę przykładowych czynności
                        > które może wykonywać mąż, kiedy akurat żona pakuje torby. A ty się
                        > obciachowo dowalasz do każdej z osobna z głupawymi argumentami że
                        > nie każdy ma trawnik więc koszenie trawnika nigdy nie podpada pod
                        > podział zadań.
                        >
                        no bo nie każdy ma trawnik big_grin
                        i nie tłumacz się obciachowo bo jakoś nędznie wychodzi ci to big_grin

                        > Twoja fantazja jest rozbrajająca. Wszystkie przykładowe wymienione
                        > przeze mni zajęcia przykładowy mąż może wykonywać z własnej
                        > inicjatywy, a nie tak jak twój ojciec - sterowany przez żonę.
                        >
                        naprawdę mąż może wykonywać to z własnej inicjatywy ? - o mamo ! I naprawdę nie
                        wskazujesz mu tego paluszkiem? I jak często ta inicjatywa pojawia się?
                        I dlaczego mieszasz w to mojego ojca i matkę, o nich nie było tu jakoś mowy.
                        Wiesz, żyje jeszcze moja babcia, może i ją tu wplączesz?

                        >
                        > Daj spokój z tymi projekcjami własnych nieudanych związków z
                        > mężczyznami na innych.

                        buahaha big_grin
                        ale masz fantazję big_grin

                        Ileż razy można ci tłumaczyć że się mówi o
                        > podziale zadań? A podział zadań to nie jest, tak jak nauczyłaś się w swojej
                        rodzinie, robienie wszystkiego przez żonę, tylko wspólnie.
                        >

                        nie wiedziałam, że pakowanie męża to robienie wszystkiego wspólnie, bo rozumiem,
                        że w ramach tej wspólności - jak masz oczywiście męża - to on pakuje twoje majtasy?

                        > (Dla inteligentnych dodatkowa uwaga,

                        no to pewnie nie dla ciebie akurat, choć ty to napisałaś big_grin

                        że jeżeli tak się przypadkiem
                        > składa, że kierowcą jest tylko mąż,

                        a jak przypadkowo jest to kobieta, bo pan ma dwie lewe łapki do kierowania
                        samochodem?

                        a do przejechania jest pół
                        > Polski, to jak najbardziej rozsądne jest maksymalne odciążenie go i
                        wpuszczenie na ten fotel przed telewizorem, żeby nie jechał zmęczony.


                        > Nieintelignetne oczywiście uznają że to uległość i upodlenie dla
                        > kobiety (która w czasie jazdy może się nawet przespać, ale to się
                        > nie liczy smile )
                        >
                        o to to - ale tego już nie musiałaś pisać, bo my to wiemy big_grin

                        • babunia_wygodka Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 14:27
                          attiya napisała:

                          > babunia_wygodka napisała:
                          >
                          >
                          > > A dlaczego nie czekasz na misia z wynianą żarówki, za to czekasz
                          z
                          > > zapakowaniem walizki?
                          > >
                          >
                          > bo żarówka świeci dla wszystkich a w bokserkach chodzi tylko pan,
                          no chyba, że

                          Cóż za rozbrajająca logika. Rozumiem że na zakupy oddzielnie
                          chodzisz ty, a oddzielnie twój mąż, bo on nie znosi kabanosów więc
                          musisz je kupować sama, a za to ty nie jadasz ementalera, więc on go
                          sobie musi kupić sam?
                          Zaraz oczywiście odpowiesz że wcale nieprawda, bo uwielbiasz
                          ementaler.

                          > > Ja? Ja pzrecież właśnie podaję ci listę przykładowych czynności
                          > > które może wykonywać mąż, kiedy akurat żona pakuje torby. A ty
                          się
                          > > obciachowo dowalasz do każdej z osobna z głupawymi argumentami
                          że
                          > > nie każdy ma trawnik więc koszenie trawnika nigdy nie podpada
                          pod
                          > > podział zadań.
                          > >
                          > no bo nie każdy ma trawnik big_grin

                          Tak, tak. Nie każdy ma trawnik, dlatego nawet u tych co mają
                          koszenie trawnika to zadanie wyłącznie dla faceta. Przepełnia mnie
                          podziw dla twojej logiki.

                          > > przeze mni zajęcia przykładowy mąż może wykonywać z własnej
                          > > inicjatywy, a nie tak jak twój ojciec - sterowany przez żonę.
                          > >
                          > naprawdę mąż może wykonywać to z własnej inicjatywy ? - o mamo ! I
                          naprawdę nie
                          > wskazujesz mu tego paluszkiem? I jak często ta inicjatywa pojawia
                          się?

                          No, przy każdej sytuacji kiedy jest potrzebna. Nie rozumiem twojej
                          zgryźliwości, czyżbyś naprawdę miała z mężczyznami tak straszne
                          doświadczenia że wierzysz tylko we wskazywanie palcem?

                          > I dlaczego mieszasz w to mojego ojca i matkę, o nich nie było tu
                          jakoś mowy.
                          > Wiesz, żyje jeszcze moja babcia, może i ją tu wplączesz?

                          Skądś musisz brać te patologiczne wzorce które wszystkim
                          przypisujesz, więc najpewniej w twoim domu rodzinnym właśnie tak
                          było - ojciec z nosem w gazecie, a matka ze szmatą na kolanach i
                          serią czekających w kolejce prac. To jest oczywiście głupota i nie
                          każdy tak ma w domu, ale ty się trzymasz tej wersji z całych sił,
                          więc musiałaś się w nią dobrze wżyć.

                          > > Daj spokój z tymi projekcjami własnych nieudanych związków z
                          > > mężczyznami na innych.
                          >
                          > buahaha big_grin
                          > ale masz fantazję big_grin

                          Są udane? Czyli lubisz jak facet leniuchuje, a ty pracujesz? Twoje
                          prawo.

                          > Ileż razy można ci tłumaczyć że się mówi o
                          > > podziale zadań? A podział zadań to nie jest, tak jak nauczyłaś
                          się w swo
                          > jej
                          > rodzinie, robienie wszystkiego przez żonę, tylko wspólnie.
                          > >
                          >
                          > nie wiedziałam, że pakowanie męża to robienie wszystkiego
                          wspólnie, bo rozumiem

                          A widzisz, a jednak. Pakowanie męża podczas gdy on przygotowuje
                          rodzinie posiłek żeby nie ruszać w drogę na głodno właśnie
                          jest "robieniem wszystkiego wspólnie". Wspólnie przygotowuje się
                          wyjazd.

                          > że jeżeli tak się przypadkiem
                          > > składa, że kierowcą jest tylko mąż,
                          >
                          > a jak przypadkowo jest to kobieta, bo pan ma dwie lewe łapki do
                          kierowania
                          > samochodem?

                          To analogicznie. Kobieta odpoczywa, a pakuje głównie facet. Żeby
                          osoba kierująca mogła jechać wypoczęta.

                          • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 20:19
                            babunia_wygodka napisała:


                            > Zaraz oczywiście odpowiesz że wcale nieprawda, bo uwielbiasz
                            > ementaler.
                            >

                            oczywiście, że nie prawda, bo nie cierpię serów big_grin

                            >
                            > Tak, tak. Nie każdy ma trawnik, dlatego nawet u tych co mają
                            > koszenie trawnika to zadanie wyłącznie dla faceta. Przepełnia mnie
                            > podziw dla twojej logiki.
                            >

                            pacz pani, a mi jakoś korona nie spada z głowy jak koszę sobie trawnik big_grin

                            > No, przy każdej sytuacji kiedy jest potrzebna. Nie rozumiem twojej
                            > zgryźliwości, czyżbyś naprawdę miała z mężczyznami tak straszne
                            > doświadczenia że wierzysz tylko we wskazywanie palcem?
                            >

                            moje doświadczenia są na szczęście w niezłym porządku, także nie martw się big_grin


                            > Skądś musisz brać te patologiczne wzorce które wszystkim
                            > przypisujesz, więc najpewniej w twoim domu rodzinnym właśnie tak
                            > było - ojciec z nosem w gazecie, a matka ze szmatą na kolanach i
                            > serią czekających w kolejce prac.


                            masz fantazję haha
                            poza tym fakt, moja teściowa po tylu latach ubolewa jak bardzo nasza rodzina
                            stała się patologiczną, gdzie jej syn musi gotować a ja po prostu leże i pachnę smile

                            To jest oczywiście głupota i nie
                            > każdy tak ma w domu, ale ty się trzymasz tej wersji z całych sił,
                            > więc musiałaś się w nią dobrze wżyć.
                            >
                            ale masz fantazję big_grin
                            >
                            > Są udane? Czyli lubisz jak facet leniuchuje, a ty pracujesz? Twoje
                            > prawo.

                            och nie, ja się skłaniam do bycia wonną leliją z fochem od czasu do czasu,
                            działa wierz mi big_grin

                            >
                            > > Ileż razy można ci tłumaczyć że się mówi o
                            > > > podziale zadań? A podział zadań to nie jest, tak jak nauczyłaś
                            > się w swojej
                            > > rodzinie, robienie wszystkiego przez żonę, tylko wspólnie.
                            > > >
                            patrz, dotarło to do ciebie w końcu? smile
              • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:19
                Dzięki babunia może jak przeczytają moje odpowiedzi to coś do nich dotrze.
                A żeby było jaśniej: mąż jest strażakiem nad warszawą szalały burze i
                porywiste wiatry, wiele drzew było wyrwanych z korzeniami,zalanych ulic i piwnic
                i do tych wszystkich błahych spraw ludzie wzywają straż Przed samym wyjazdem był
                na służbie
                .
              • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:27
                babunia_wygodka napisała:

                >
                > Takimi jak na przykład zatankowanie samochodu,
                faktycznie, bardzo męskie zajęcie, zapewne ty mylisz ON z Pb więc mąż koniecznie
                musi zatankować, po co później wydawać kasę na naprawę silnika
                wytarganie namiotu i
                > pontonu z piwnicy,
                na szczęście już nie wszyscy z dziećmi pod namiot jeżdżą więc miś nie musi
                swoich muskułów napinać

                załadowanie walizek do bagażnika, sprawdzenie czy
                > gdzieś po drodze na wakacje nie ma jakichś remontów które warto by
                > było ominąć?

                a pani tego nie może zrobić? Chyba, ze to ponad jej możliwości

                Albo może chodzi o kupienie biletów na pociąg dla
                > rodziny?

                a po co jak się jedzie samochodem?

                A może choćby o banalne wyjście z dzieckiem do kina żeby
                > nie właziło na głowę przy pakowaniu plecaków,

                nie każde dziecko wymaga maksymalnej opieki aby można było te plecaki spakować,
                nie przesadzaj i nie wymyślaj na siłę zajęć dla pana

                lub skoszenie trawnika
                > żeby po powrocie nie trzeba było chodzić po ogrodzie z maczetą?
                >

                nie każdy ma trawnik

                > Rozumiem że nawet gdyby facet się zajmował tymi sprawami to i tak
                > powinien jeszcze koniecznie spakować bagaże, bo przecież to straszny
                > wyzysk żony, że wkładała jego skarpetki do torby, tak?
                >

                a to panu wg ciebie - widzę, że nadal się upierasz - korona z głowy spadnie jak
                się spakuje? Nadal uważam, że pan potrafi i umie takie rzeczy robić, chyba, że
                to pani z niego idiotę robi i uważa, że tylko ona to dobrze zrobi.

                > Boszszsz, jakie to zawsze głupie jest jak w sytuacji ewidentnego
                > podzielenia się obowiązkami między meżem i żoną natychmiast ktoś się
                > wyrywa "a nie mógł on sam tego zrobić?".

                nie wiedziałam, ze pakowanie pana to dzielenie się obowiązkami
            • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:13
              attiya napisała:

              > to niech miś zejdzie na ziemię i trochę zwykłymi, codziennymi, realnymi sprawam
              > i
              > się pozajmuje
              > smile

              dobrze kotku przekażę mu Twoją radę tylko jak kiedyś będzie Ci straż potrzebna
              to nie dzwoń gdyż mogą być zajęci pakowaniem gacitongue_out
              • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:21
                czar_bajry napisała:



                >
                > dobrze kotku przekażę mu Twoją radę tylko jak kiedyś będzie Ci straż potrzebna
                > to nie dzwoń gdyż mogą być zajęci pakowaniem gacitongue_out

                ale to w czasie pracy owe gacie będzie pakował? Chyba raczej nie big_grin
                • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:32
                  ale to w czasie pracy owe gacie będzie pakował? Chyba raczej nie big_grin

                  widzisz jak Ty nic nie potrafisz zrozumieć.
                  Całe szczęście że gacie mojego misia to nie Twój problemtongue_out
                  • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:38
                    czar_bajry napisała:

                    > ale to w czasie pracy owe gacie będzie pakował? Chyba raczej nie big_grin
                    >
                    > widzisz jak Ty nic nie potrafisz zrozumieć.
                    > Całe szczęście że gacie mojego misia to nie Twój problemtongue_out
                    a ja widzę, że nie załapałaś żartu, wyluzuj trochę big_grin
                    I dobrze byłoby gdybyś przyjęła, ze twój punkt widzenia nie jest jedynym słusznym
                    • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:49
                      a ja widzę, że nie załapałaś żartu, wyluzuj trochę big_grin

                      nie załapałamtongue_out


                      I dobrze byłoby gdybyś przyjęła, ze twój punkt widzenia nie jest jedynym słuszn
                      > ym

                      To samo można powiedzieć o Tobie.
                      Ja rozumiem że można inaczej i można myśleć inaczej tylko chciała bym tego
                      samego względem siebie.
          • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:12
            triss_merigold6 napisała:

            > Nie, żona powinna była mu przypomnieć. Umysł pana zajmują ważne dla
            > ludzkości kwestie: woja w Afganistanie, ekspansja gospodarcza Chin,
            > zmiany klimatyczne, biust Joanny Krupy, błędy trenerskie Maradony
            > etc.

            Nie mniej przyziemne kwestie go zajmowały, takie jak: usuwanie skutków ostaniach
            nawałnic które przeszły nad Warszawą.
        • czar_bajry Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 11:10
          attiya napisała:

          > czar_bajry napisała:
          >
          >
          > > Widzisz mój mąż przyjechał nad morze także bez kąpielówek- kochana żona
          > > zapomniała spakowaćtongue_out
          >
          > a pan nie mógł sam tego zrobić? big_grin
          >
          Widzisz pan nie mógł tego sam zrobić gdyż był w pracy na 24h dyżurze i po jego
          powrocie od razu wyjeżdżaliśmysmile wcześniej miał dobę wolną odpoczynku po 48h
          godz. pracy tak więc pakowanie padło na mnietongue_out
      • titta Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 15:06
        "Wspolny front" i nie podwazac swoich decyzji - to tylko przed
        dzieckiem. I tylko wtedy gdy nie dzieje sie jawna krzywda. Bo bywa,
        ze w imie "wspolnego frontu2 jeden z rodzicow toleryje przemoc
        (fizyczna lub psychiczna) lub totalny brak empati.
    • 18_lipcowa1 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 08:14
      Siostra zachowala się jak idiotka, co miał znaczyć ten komentarz?
      • rosapulchra-0 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 13:45
        takie komentarze jak siostry autorki wątki kojarzą mi się z takim szczekaniem,
        co to ugryźć nie może to przynajmniej poszczeka suspicious
    • triss_merigold6 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 08:40
      Dziecko zachowało się normalnie, podekscytowanie i zniecierpliwienie
      nie jest "niegrzecznością". Męża za focha bym op.... z góry do dołu.
      Nie jestem fanką wspólnego frontu rodziców w każdej sytuacji i za
      wszelką cenę. Pan ma chyba za mało dystansu do siebie.
      Siostra niepotrzebnie rzuciła uwagę, ale w sumie miała rację.
      • an_ni Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:27
        absolutnie sie zgadzam
        ojciec zachowal sie jak obrazalski gowniarz
        • rosapulchra-0 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 13:47
          z tym że po takim komentarzu miał pełne prawo się obrazić, ale nie powinien się
          wyżywać na żonie, tylko z jej siostrą rozwiązać problem.
    • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 08:56
      ale pan mąż tak reaguje na Twoją siostrę czy na wszystkie nie pasujące mu uwagi?
      Nie dziwię się synkowi, że tak pytał się o tę zabawkę, bo cóż takiego
      pasjonującego jest w nudnej i długiej mszy? To przecież dziecko i jak każde
      normalne dziecko bardziej jest zainteresowane zabawkami niż słuchaniem
      zawodzenia w kościele.
      Uwaga siostry brutalna ale zapewne coś w niej na rzeczy być musi. Bo ktoś inny
      zapewne uwagę przyjąłby, skomentował w zależności od sytuacji i sprawę zamknął.
      Chyba każda z nas przynajmniej kilka razy w życiu usłyszała niemiłą uwagę. Ktoś
      DOROSŁY albo polemizowałby z nią albo zwyczajnie pominą milczeniem. A zachowanie
      Twojego męża bardziej dziecinne niż twego syna, który bardziej dorosło się
      zachowa niż jego ojciec. Poza tym często się słyszy jak to synowe są besztane
      przez rodzine męża i słowa się nie odzywają a tu ktoś śmiał skrytykować pana i
      władcę. I obraził się misio.
      Współczuję męża autorko.
      • memphis90 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 23:31
        Poza tym często się słyszy jak to synowe są besztane
        > przez rodzine męża i słowa się nie odzywają
        ...ale dziwnym trafem wszystkie mają potem pretensje do męża, że nie stanęli w
        obronie. I jest to IMO słuszna pretensja. Od małżonka oczekuje się lojalności -
        sprawy małżeńskie załatwia się w małżeństwie i nie pozwala innym wtrącac się w
        rzeczy prywatne.

        a tu ktoś śmiał skrytykować pana i
        > władcę. I obraził się misio.
        Ja też nie przyjmuję krytyki sposobu wychowywania moich dzieci od osób
        postronnych. A tym bardziej wyrażonych w taki chamski sposób.
    • jowita771 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:03
      Moim zdaniem, Twój mąż nie miał racji nie kupując dziecku zabawki, ale to nie
      usprawiedliwia tekstu Twojej siostry. Nie powiedziałaś nic na ten komentarz
      siostry, a gdyby Twój mąż jej odpowiedział, żeby się nie wtrącała w nieswoje
      sprawy, to też byś nie zareagowała, czy wzięłabyś stronę siostry? Bo może
      faktycznie jesteś bardziej związana z siostrą niż z mężem, skoro ona sobie
      pozwala na takie chamskie odzywki do Twojego męża. Nie ma nic do rzeczy, że ma
      takie czy siakie doświadczenia z facetami, chyba, że chodzi jej o to, żeby Tobie
      się nie układało w małżeństwie, bo jej się nie układa.
      Jakbyś się czuła, gdyby ktoś (np. teściowa) krytykował Ciebie jako rodzica za
      aprobatą Twojego męża?
      • moofka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:06
        > Jakbyś się czuła, gdyby ktoś (np. teściowa) krytykował Ciebie jako
        rodzica za
        > aprobatą Twojego męża?

        no dobrze ale gdzie sie konczy swietokrowosc rodzicow?
        czy jezeli rodzic postepuje ewidentnie glupio i z krzywda dla
        dziecka
        to naprawde nie wolno NIC powiedziec?
        nawet najblizszej rodzinie?
        • jowita771 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:16
          Najbliższej rodzinie wolno, ale siostra żony czy męża to nie jest najbliższa
          rodzina. Poza tym, tutaj nie było próby rozmowy, delikatnego zwrócenia uwagi,
          tylko chamski tekst, który miał na celu wytknięcie, że ojciec jest do niczego.
          Inaczej by brzmiało, gdyby powiedziała "słuchaj, Gienek, myślę, że nie masz
          racji, dziecko się starało siedzieć grzecznie, tylko po prostu nie mógł się
          doczekać tego odpustu, czekał na to od kilku dni. Myślę, że trochę za bardzo go
          ukarałeś", ale ona wolała powiedzieć, że facet jest do doopy ojcem.
          • moofka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:22
            jego nie
            a dziecka tak
            oczywiscie forma pozostawia wiele do zyczenia
            natomiast ja kwestionuje sam FAKT nie mowienia niewtracania sie
            itd
            w koncu kto jesli nie najblizsza rodzina ma o tym dyskutowac
            z baba w sklepie nie bede
            ale matce siostrze czy tesciowej nawet daje prawo wypowiedzenia sie
            co sie z tym zrobi to inna sprawa
            czasem do refleksji a czasem jednym uchem
            • lacitadelle Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 11:21

              > natomiast ja kwestionuje sam FAKT nie mowienia niewtracania sie
              > itd

              W naszych rodzinach ustaliła się niepisana zasada - moi krewni dyskutują ze mną,
              a męża - z nim. Np. jeżeli moja Mama ma jakieś uwagi do zachowania męża, to
              przekazuje je mi, a ja decyduję, czy je przekazać mężowi smile Może to dziwne, ale
              póki co - działa.
              • iuscogens Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 15:42
                lacitadelle napisała:

                >
                > > natomiast ja kwestionuje sam FAKT nie mowienia niewtracania sie
                > > itd
                >
                > W naszych rodzinach ustaliła się niepisana zasada - moi krewni dyskutują ze mną
                > ,
                > a męża - z nim. Np. jeżeli moja Mama ma jakieś uwagi do zachowania męża, to
                > przekazuje je mi, a ja decyduję, czy je przekazać mężowi smile Może to dziwne, ale
                > póki co - działa.

                mam tak samo i potwierdzam, że działa wink
                i w drugą stronę tak samo, jak jest jakaś dziwna sytuacja związana z moją
                rodziną, to ja rozmawiam, a jak z rodziną narzeczonego, to on.
                • annvangier Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 17:26
                  oo i to całkiem sluszne, ja znam swojego m. i wiem jak mu coś przekazać, tak jak
                  znam swoją rodzine i kto np może z rozpędu (nie złej woli) sypnąc złośliwością i
                  tak unika się takich niereczych sytuacji a ewentualne nieporozumienia rozwiązuje
                  sie a nie kumuluj głupie urazy

                • solejrolia Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 19:19
                  > > W naszych rodzinach ustaliła się niepisana zasada - moi krewni dyskutują
                  > ze mną
                  > > ,
                  > > a męża - z nim.


                  u nas to nie działa.
                  moja mama lubi się wtrącać, tak w ogóletongue_out
                  siostra i szwagier są fatalnie dobraną parą, a do tego siostra łatwo daje się podpuścić mamie. i w efekcie moja mama wiele razy nabruździła w małżeństwie mojej siostry.
                  a ja na takie coś nie godzę się, więc jak słyszę, że mam coś swojemu mężowi przekazać, to mnie zaraz strzyka, od razu ucinam krótko: mamo, masz coś do M., to mu sama powiedz!
                  i tego samego oczekuję od teściowej. wściekłabym się, że M. robi za listonosza.
                  na całe szczęście M. z moją mamą żyją w zgodzie, podobnie jak ja z teściowąbig_grin
          • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:30
            jowita771 napisał:

            > Najbliższej rodzinie wolno, ale siostra żony czy męża to nie jest najbliższa
            > rodzina.

            no proszę Cię, a kto to jest ? Przecież rodzone rodzeństwo, rodzice, dzieci to
            właśnie najbliższa rodzina.

            Poza tym, tutaj nie było próby rozmowy, delikatnego zwrócenia uwagi,
            > tylko chamski tekst, który miał na celu wytknięcie, że ojciec jest do niczego.

            przecież siostra nie wydarła się na niego, nie wyzwała od dupków itd

            > Inaczej by brzmiało, gdyby powiedziała "słuchaj, Gienek, myślę, że nie masz
            > racji, dziecko się starało siedzieć grzecznie, tylko po prostu nie mógł się
            > doczekać tego odpustu, czekał na to od kilku dni. Myślę, że trochę za bardzo go
            > ukarałeś", ale ona wolała powiedzieć, że facet jest do doopy ojcem.
            • jowita771 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:59
              > no proszę Cię, a kto to jest ? Przecież rodzone rodzeństwo, rodzice, dzieci to
              > właśnie najbliższa rodzina.
              >

              Siostra męża to też najbliższa rodzina?
              • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 11:03
                dla męża? oczywiście że tak, przecież to jego siostra
                a dla żony - no cóż - jeśli jakowąś głupotę zrobi, to dlaczego nie można się
                odezwać? Każda konstruktywna krytyka powinna dać do myślenia. A obrażają się
                małe dzieci i tyle.
              • laura_fairlie Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 11:12
                > Siostra męża to też najbliższa rodzina?
                Chyba żartujesz wink
            • babunia_wygodka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 11:22
              attiya napisała:

              > Poza tym, tutaj nie było próby rozmowy, delikatnego zwrócenia
              uwagi,
              > > tylko chamski tekst, który miał na celu wytknięcie, że ojciec
              jest do nic
              > zego.
              >
              > przecież siostra nie wydarła się na niego, nie wyzwała od dupków
              itd

              Zawsze mnie zastanawia jak można twierdzić że obelga nie jest obelgą
              tylko dlatego, że nie została wykrzyczana i nie było w niej użyte
              słowo "c*uj" lub "k*rwa".

              Jak do kogoś powiesz konwersacyjnym tonem "Moja droga Małgosiu, nie
              myjesz się i rozkładasz nogi przed każdym kto się napatoczy, byle
              tylko ci postawił piwo" to naprawdę jest to coś innego niż
              wykrzyczane "Gośka, ty tania brudna k*rwo"?
              • moofka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 11:31
                no kfilka
                to co gosia robi ze swoja prywatna dupa po godzinach to jej i tylko
                jej wlasna sprawa
                natomiast w tym przypadku mamy jeszcze 5 letnie dziecko, ktore stary
                krzywdzi pod pretekstem wychowania
                • annvangier Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 17:27
                  ej niekupienie popierdółki z odpustu to krzywdzenie?
                  • imasumak Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 19:34
                    annvangier napisała:

                    ej niekupienie popierdółki z odpustu to krzywdzenie?

                    Dla dziecka to nie pierdółka, to poważna sprawa.
              • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 13:32
                no chyba raczej nie da się tego porównac, nieprawdaż? big_grin
                poza tym trzeba się dobrych stron doszukiwać w tym co siostra powiedziała - np.
                to, że jej szwagier ekstra płot sam zrobiłbig_grin
                • babunia_wygodka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 13:42
                  attiya napisała:

                  > no chyba raczej nie da się tego porównac, nieprawdaż? big_grin

                  Czego? Obu zaproponowanych przeze mnie wersji obelgi w stosunku do
                  przykładowej fikcyjnej Małgorzaty? Ależ można, czemu nie?

                  Czy też obelgę "Gośka, ty tania k*rwo" z obelgą "Krzychu, jesteś
                  g*wno a nie ojciec"? Ależ także można, moim zdaniem są zupełnie
                  porównywalnej wagi. A przecież ta druga to właśnie przekaz jaki
                  otrzymał ten ojciec z opisanej historii od swojej szwagierki.

                  > poza tym trzeba się dobrych stron doszukiwać w tym co siostra
                  powiedziała - np.
                  > to, że jej szwagier ekstra płot sam zrobiłbig_grin

                  Rozumiem że jak ktoś Cię nazwie "cichodajką" to się ucieszysz że
                  jego zdaniem jesteś na tyle atrakcyjną kobietą, że możesz uprawiać
                  ten zawód?
            • memphis90 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 23:35
              > przecież siostra nie wydarła się na niego, nie wyzwała od dupków itd
              Mylisz chamstwo z wulgarnością. Tekst był chamski i mogła wypowiedzieć go tylko
              chamka. Wydzierania się szwagierki z powodu odmowy kupienia zabawki w ogóle
              sobie nie wyobrażam. Z taką osobą zerwałabym kontakty, po prostu.
        • attiya Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:17
          podpisuję się
          siostra aż tak nic złego nie powiedziała, poza tym jednak siostra to bliższa
          rodzina a mąż to mąż - obcy facet, ojciec dziecka autorki.
          I tak jak wcześniej pisałam, widocznie coś jest na rzeczy, skoro takie słowa padły.
          • memphis90 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 23:38
            > I tak jak wcześniej pisałam, widocznie coś jest na rzeczy, skoro takie słowa pa
            > dły.
            Acha, czyli ojciec jest d..pa, bo tak autorytatywnie twierdzi ciocia-chamka?
      • karolinkaa3a Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 10:29
        Moim zdaniem jedyną osobą która zachowała się w tym wszystkim odpowiednio do
        swojego wieku jest Wasze dziecko.A Twoja siostra miała rację i wcale nie
        uważam,że powinna siedzieć cicho i udawać,że nic nie widzi.Poza tym jeśli
        zwróciła mu uwagę to pewnie nie był to pierwszy raz kiedy tatuś robi z dziecka
        wariata
        • kanga_roo Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 11:09
          uwielbiam teksty o wspólnym froncie rodziców wobec dziecka. zwłaszcza w
          kontekście mojego męża, który ma wyskoki wypisz wymaluj jak pan z tego
          wątku. w sytuacji kościelno-odpustowej opisanej powyżej ciekawe, czemu
          mąż nie uzgadniał z żoną, że obiecanego prezentu nie będzie, tylko
          zdecydował sam, a od żony oczekuje się wspólnego frontu.
          siostra może i miała rację, ale lepiej by było, gdyby się nie wtrącała.
          to było nietaktowne i sama wypowiedź też nieadekwatna do sytuacji.
          • alfa36 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 12:01
            Cy byście zrobiły na moim miejscu? Mąż obrażony. Dziecko z radoscią
            wrocilo do taty, tata z radoscią je zobaczył.
            • rosapulchra-0 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 13:54
              porozmawiałabym z mężem, ale na spokojnie, przyznała mu rację, że siostra nie
              zachowała się w porządku, ale również i jego zachowanie wobec Ciebie również nie
              było O.K., no i nie zapomnij od czego się to wszystko zaczęło.
              • konwalka Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 15:37
                ja po tekscie, ze bardziej nadaje sie do mycia podlog niz
                wychowywania dzieci sprzedalabym strzala w ryj, nie zwracajac uwagi
                na pokrewienstwo, wiek, stopien sprawnosci osoby mowiacej, dajac
                swiadectwo mojego chamstwa, buractwa, prostactwa,blablablablabla....
                nie dziwie sie autorce watku, ze jej maz jest obrazalski, jesli
                trafila mu sie taka szwagierka
                rzygam madralinami, ktore daja sobie prawo do wyglaszania opinii na
                moj temat nieproszone o wypowiedz
                ale ja, jak wspominalam niedawno, postarzalam sie, zbrzydlam, utylam
                i zrobilam sie zgrzybialym koorwiszczem
                a kazdy wiek, jak wiadomo, ma swoje prawa...
                • iuscogens Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 15:53
                  Dla mnie trochę dziwne jest tłumaczenie, że mąz nie miał kąpielówek, wiec nie
                  był Ci do niczego potrzebny, bo nie mógł się z dzieckiem pobawić. To mąż Ci
                  tylko do zabawy z dzieckiem jest potrzebny???
                  Przecież mogliście razem pójść na tą plażę, na plaży w ubraniu też da się
                  przeżyć. W sumie nie dziwę mu się jakoś specjalnie, skoro przyjechał do was, a
                  ty go olałaś i z siostrą poszłaś.
                  Z tego co zrozumiałam to siostra jest caly czas, a mąz tylko na chwilę dojechał.
                  Może z mężem nie ma takich atrakcji jak z siostrą smile
                • rosapulchra-0 konwalka 18.08.10, 16:05
                  konwalka napisała:
                  ale ja, jak wspominalam niedawno, postarzalam sie, zbrzydlam, utylam
                  i zrobilam sie zgrzybialym koorwiszczem

                  aż mi się chce coś napisać suspicious
                • memphis90 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 23:43
                  > ja po tekscie, ze bardziej nadaje sie do mycia podlog niz
                  > wychowywania dzieci sprzedalabym strzala w ryj,
                  Otóż to. I miałabym żal do męża, gdyby po takim tekście niezależnie od mojej
                  reakcji nie powiedział szwagierce/teściowej/mojej siostrze/komukolwiek innemu,
                  że to nie jej/jego sprawa i ma się nie wtrącać. Bo siedzenie z buzią w ciup
                  oznacza aprobatę, bryknięcie z wygłaszającym chamstwa na plażę, jakby nigdy nic-
                  tym bardziej.
    • annvangier Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 17:32
      przyda sie tobie i meżowi szczera rozmowa - widze jakies problemy z szacunkiem
      do siebie nawzajem
      a szwagierka wypaliła on przesadnie sie obraził - ale jakos nie twierdzisz ze
      jednak twój małż jest dobrym ojcem , a przynajmniej lepszym niż malarzem płotów
      i to musiało go zabolec
      z tresci postu nie wynika zebyś powiedziała
      - ej nie przesadzajcie do obydwu
      Tata z surowością wobec syna ,a siostra z ocenianiem jego wychowywania dzieciaka
      serio jej zdanie zabrzmiało jakby
      ojciec dziecka zawsze olewał, opuszczał okłamywał, o biciu i innych nie wspomnę
    • memphis90 Re: Moje dziecko w kosciele 18.08.10, 23:11
      Myślę, że kwestie wychowywania dzieci i nieporozumienia małżeńskie wyjaśnia się
      na osobności. Siostra nie musiała przy tym uczestniczyć i wtrącać swoich 3
      groszy, szczególnie, że była przy tym wyjątkowo niegrzeczna. W kwestii
      grzeczności/niegrzeczności dziecka Ty miałaś rację, maluch był grzeczny i nie
      zasłużył na karę.
    • nutka07 Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 14:47
      Trzeba bylo wziac meza na strone i mu powiedziec, ze uwazasz ze syn jest
      grzeczny i moze jednak cos mu kupicie. Najlepiej zeby to zrobil tata.
      Siostra lepiej zajelaby sie swoim zwiazkiem a nie komentowala i to w taki sposob.

      Poza tym to super, ze sie z nia tak dobrze rozumiesz ale uwazaj, bo ona ma teraz
      kryzys i stad zapewne taki a nie inny stosunek do mezczyzn. Gdyby byla swiezo
      zakochana albo poprostu szczesliwa moze rzucilaby dobra, konstruktywna rade
      zamiast rzucac prymitywne teksty.
      Nie chlon jej nastrojow wink
    • titta Re: Moje dziecko w kosciele 19.08.10, 15:02
      Chyba warto z mezem powaznie porozmawiac. Zeby jasno zdefinowal
      czego oczekuje od dziecka. co to znaczy "grzeczny" i skad dziecko ma
      wiedziec co to znaczy?
      Mam wrazenie, ze caly problem polega na braku komunikacji i jasno
      srecyzowanych oczekiwan. Gdyby tatus jasno sprecyzowal o co chodzi
      (a nie o ogolne "zadowolenie go2, czy "nie denerwowanie" moze
      latwiej bylo by mu uswiadomic sobie jaki to wysilek dla dziecka.
      Czy sam jako dziecko byl w stanie wytrzymac godzine w spokoju i
      skupieniu? (naprawde, a nie w swoich wyobrazeniach).
Pełna wersja