alfa36
17.08.10, 22:42
Wyjechalam z 5 letim synkiem, moją siostrą i jej dzieckiem na
dzialkę rodzicow nad jezioro. W sobotę niespodziewanie odwiedzil nas
moj mąż. W niedzielę w poblskiej miejscowosci byl odpust, na ktory
pojechalismy. I nasze dziecko trzy razy zapytalo ojca, kiedy
pojdziemy do domu. Mąż zdenerwowany za trzecim razem powiedzial
dziecku, ze nic mu nie kupi na odpuscie, bo prosil mlodego, zeby byl
grzeczny a ten nie byl. No i nie kupil, zrobilam to ja, bo dla mnie
dziecko bylo grzeczne, bo nie biegalo, nie krzyczalo , stalo
spokojne, choc bylo zniecierpliwione. Rozmawialismy o tej sytuacji
potem i powiedzialm to samo mążowi (że uwazam, ze mlody wcale nie
byl niegrzeczny). Moja siostra dodala wtedy cos w
stylu... "najlepiej wychodzi ci robienie płotów a nie wychowywanie
dzieci" (wykanczamy dom i małż wlasnie skonczy robic plot). Na to
moj małż obrazil się i kiedy poszlysmy na plażę (bo moj mąż
przyjechal na weekend naj jezioro.... bez spodenek, bez kąpielowek)
odjechal nie żegnając się z nikim. Dzis wrocilam i uslyszalam, ze
mam się nad sobą zastanowic, że moja siosta jest wazniejsza od
niego, że jej slucham...
Kurcze, ja czuje się obrażona... to on postąpil
niewlasciwie...zachowując się jak gó...arz. Z siostrą dogaduję się
super, choc rzeczywisie o facetach ma czasem zle zdanie, tyle, że
akurat to co powiedziala, nie powiedziala w zlej wierze.
Co myslicie? Slusznie sie obrazil? Mi się wydaje, że mój małż ma
male poczucie wartosci.