Jakiś czas temu przeprowadziliśmy się do nowego bloku. Przed blokiem sa dwa parkingi. Jeden na którym parkuję się "kopertowo" na drugim ukośnie... Sprawa ma się tak:
1) zaparkowałam ukośnie obok samochodu gdzie ja mogłam swobodnie wyciągnąć dziecko z fotelikiem nie opierając oczywiście drzwi na drugim samochodzie, po czym następnego dnia zaczepił mnie właściciel auta obok którego zaparkowałam i delikatnie pisząc opierniczył mnie, że nie mógł wejść i drzwi otworzyć. Na to mu odparłam, że widocznie trzeba się odchudzić skoro ja i dziecko w foteliku mogłam się zmieścić to tylko ratuje Pana dieta

2) zaparkowałam na parkingu wzdłuż chodnika za samochodem zaparkowanym przede mną. Do owego auta miałam jakieś pół metra no i dalej sznurek samochodów a za mną zostało miejsce na którym kolejne auto nie zmieści się. rano patrze a za wycieraczką karteczka żebym parkowała na jednym miejscu parkingowym bo parkuje jak ciężarówka;/
W poprzednim miejscu zamieszkania nie było podobnych problemów. Wiekszość sąsiadów była nauczona parkować jak najbliżej siebie, żeby jak najwięcej samochodów mogło się zmieścić...
Kurde mam dosyc juz tych sąsiadów którym zawsze coś nie pasuje... Normalnie starzy ludzie są upierdliwi