pieprzisol
12.09.10, 10:59
moja przyjaciółka jest wspaniałym,dobrym ,ciepłym człowiekiem,pomogła w życiu mnóstwu ludzi,zawsze można na nią liczyć.Bardzo ją lubię i ostatnio bardzo też martwię się o nią.Po urodzeniu dwa lata temu synka przytyła do wagi 125 kg przy wzroście 164cm.Puchną jej nogi,boli kręgosłup,z trudem się porusza.Do lekarza iść nie chce,mówiąc,że i tak na początku każe jej schudnąć.Co tydzień postanawia wziąć się za siebie i co tydzień tę walkę z samą sobą przegrywa.Głównym jej problemem są słodycze.Potrafi przynieść do mnie na "babską kawkę" pół kilo ptysiów z bitą śmietaną i dwie czekolady i sama to wszystko zjeść w ciągu godziny.Może nie jeść śniadań,obiadów,kolacji-tylko te słodycze.Bardzo chciałabym jej jakoś pomóc,wszyscy martwimy się o nią,ostatnio zaczęła powłóczyć prawą nogą,mówi,że nie może czasem na niej stanąć,przypuszczam,że to przez kręgosłup.Ona twierdzi,że chyba nigdy nie schudnie i że już się z tym pogodziła.Ja jednak sądzę,że nie ma innego wyjścia jak schudnąć,bo to i zdrowie,serce też ją pobolewa,jej synek też chciałby mieć mamusię zdrową.A poza tym prowadząc tryb życia jak do tej pory jeszcze przytyje!! co już będzie katastrofą!! co robić?? macie jakieś pomysły??