Dodaj do ulubionych

moja przyjaciółka grubaska

12.09.10, 10:59
moja przyjaciółka jest wspaniałym,dobrym ,ciepłym człowiekiem,pomogła w życiu mnóstwu ludzi,zawsze można na nią liczyć.Bardzo ją lubię i ostatnio bardzo też martwię się o nią.Po urodzeniu dwa lata temu synka przytyła do wagi 125 kg przy wzroście 164cm.Puchną jej nogi,boli kręgosłup,z trudem się porusza.Do lekarza iść nie chce,mówiąc,że i tak na początku każe jej schudnąć.Co tydzień postanawia wziąć się za siebie i co tydzień tę walkę z samą sobą przegrywa.Głównym jej problemem są słodycze.Potrafi przynieść do mnie na "babską kawkę" pół kilo ptysiów z bitą śmietaną i dwie czekolady i sama to wszystko zjeść w ciągu godziny.Może nie jeść śniadań,obiadów,kolacji-tylko te słodycze.Bardzo chciałabym jej jakoś pomóc,wszyscy martwimy się o nią,ostatnio zaczęła powłóczyć prawą nogą,mówi,że nie może czasem na niej stanąć,przypuszczam,że to przez kręgosłup.Ona twierdzi,że chyba nigdy nie schudnie i że już się z tym pogodziła.Ja jednak sądzę,że nie ma innego wyjścia jak schudnąć,bo to i zdrowie,serce też ją pobolewa,jej synek też chciałby mieć mamusię zdrową.A poza tym prowadząc tryb życia jak do tej pory jeszcze przytyje!! co już będzie katastrofą!! co robić?? macie jakieś pomysły??
Obserwuj wątek
    • apriljana Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 11:05
      > Ona twierdzi,że chyba nigdy nie schudnie i że już się z tym pogodziła.
      Na pewno nie schudnie jeśli będzie się dalej tak obżerać. Możesz z nią porozmawiać, zaproponować pomoc, wspólne ćwiczenia i ogólne wsparcie ale jeśli Twoja przyjaciółka nie będzie chciała nic zrobić (a wygląda na to, że nie chce) to nic nie zdziałasz.
      • sowa_hu_hu Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 11:13
        Może poradź sie jakiegoś dietetyka, myśle że powinna sie tam udać. A może problem leży gdzieś głębiej...? Może powinna porozmawiać z profesjonalistą, niestety rozmowy z przyjaciółmi nie zawsze pomagają...
        • rikol Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 14:44
          Mnie sie zdaje, ze pomoglby psycholog. Zaczela tyc w zwiazku z dzieckiem. Siedziala pewnie w domu, nudzila sie, to zaczela jesc. Potem to sie stalo nawykiem i uzaleznieniem. Byc moze ma tez jakies problemy malzenskie (bo przy tej wadze nie jest atrakcyjna), co skutkuje jeszcze gorszym nastrojem i objadaniem sie. Niektorzy ludzie jedza z powodu stresu. W kazdym razie nie sadze, zeby gadanie w stylu 'jedz mniej' pomoglo.

          Warto by tez bylo, zeby poszla na badania hormonow, szczegolnie tarczycy. To tez moze miec wplyw na nastroj i apetyt (niedoczynnosc powoduje nadwage oraz pogorszenie nastroju.). Czesto problemy z tarczyca zaczynaja sie w ciazy lub po porodzie.
          • ryszard_mis_ochodzki powiedz jej mężowi zeby ja rzucił w pizdu 16.09.10, 16:02
            jesli jeszcze tego nie zrobił

            albo przynajmniej niech na jej oczach zabawia sie z kolezankami (koniecznie szczuplymi)

            jesli to nie zadziala to juz nic nie zadziala
            • imasumak Ech Rysiek 16.09.10, 18:38
              Mam nadzieję, że nie jesteś niczyim mężem. Małżeństwo ma się wspierać, a nie dowalać sobie wzajemnie.
              • ryszard_mis_ochodzki Re: Ech Rysiek 16.09.10, 22:34
                tak w ramach wsparcia proponuje nowa paczuszke rafaello

                nadaje sie juz na męża?
                • rannie.kirsted Re: Ech Rysiek 17.09.10, 09:36
                  rada brutalna ale prawdziwa. czesto kop w tylek pomaga, w przeciwienstwie do poklepywania po glowce ktore nie pomaga prawie nigdy. moja znajoma po tym jak ja rzucil facet (rzucil tez przez to ze w ciagu ich 4 letniego zwiazku przytyla do 100kg - zadne dziecko ani choroba tylko po prostu zarla bez opamietania), tak sie wziela na ambicje ze schudla ponad 30kg.
                  okazuje sie ze czynnik psychiczny jest najwazniejszy. musi byc motywacja od wewnatrz. a ona dostala tej motywacji po tym jak ja facet rzucil.
                  zmiana wagi nie spowodowala powrotu meza - no ale posrednio dzieki temu ze odszedl, dziewczyna jest teraz wysportowaną, zdrową szczupla laską a nie otylym wscieklym babonem.
        • rikol Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 14:45
          Dodam, ze tego typu sposob zywienia (czyli glownie slodycze) bardzo zle wplywa na psychike. Takze to jest zamkniete kolo. Zeby sie lepiej poczuc psychicznie i fizycznie, ona powinna zaczac zdrowo sie odzywiac. Brak witamin i mikroelementow tez moze powodowac hustawki nastroju itd.
        • rikol Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 15:13
          Jesli chodzi o konkretna diete, wydaje mi sie, ze dobra jest weight watchers. To sie opiera na grupach wsparcia, sa regularne spotkania osob na diecie. Mozna jesc wszystko, wiec nie ma poczucia, ze sobie czegos odmawia - ale oczywiscie slodycze i produkty wysokokaloryczne mozna jesc tylko w ograniczonych ilosciach. Pozytywny efekt tego jest taki, ze po zakonczeniu diety czlowiek nie rzuca sie na tort, bo w czasie diety tez mogl kawalek zjesc, tylko raz na jakis czas. W sumie jest to zdrowa dieta, zaden cudowny sposob; wazniejsza jest chyba grupa wsparcia.
        • rikol Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 15:16
          A czy kolezanka lubi psy? Jesli tak, to niech sobie wezmie jakiegos. Pies poprawia humor (co oznacza, ze bedzie miala mniej powodow do objadania sie), trzeba z nim wychodzic na spacery, to bedzie miala troche ruchu (no i w tym czasie bedzie z dala od lodowki, co tez jest pozytywne). Dobrze, zeby pies byl maly, bo duzego nie da rady wybiegac. w najblizszym schronisku na pewno jej podpowiedza, jaki bedzie dla niej dobry.
    • jagoda56 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 11:14
      Powinnaś szczerze porozmawiać tzw.kubeł zimnej wody.Spytaj czy chce,żeby synek zbyt wcześnie stracił mamę.Pewnie będą łzy,ale Ty jako przyjaciółka musisz tak na poważnie.Najpierw wizyta u lekarza,później ćwicz z nią.Współne spacery i basen.Zaproponuj,że pomożesz jej przygotowywać zdrowe posiłki.
    • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 11:17
      Podsuń jej stronę do przeczytania. Moim zdaniem, koleżance potrzebne są na początku odchudzania widoczne efekt, to jej doda sił do dalszej walki. Bardzo widoczne efekty na początku diety są przy odchudzaniu metodą Dukana
      • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 11:19
        I jeszcze forum
      • apriljana Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 13:21
        > Podsuń jej stronę do przeczytania.
        > Moim zdaniem, koleżance potrzebne są na początku odchudzania widoczne efekt, to
        > jej doda sił do dalszej walki. Bardzo widoczne efekty na początku diety są prz
        > y odchudzaniu metodą Dukana

        Kobieta ma problemy ze zdrowiem a Ty proponujesz dietę która dodatkowo rozwali jej wątrobę? Brawo!
        • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 15:15
          apriljana napisała:

          Kobieta ma problemy ze zdrowiem a Ty proponujesz dietę która dodatkowo rozwali
          jej wątrobę? Brawo!


          Wątrobę? Co za bzdury? Poczytaj trochę o tej diecie zanim się wypowiesz.
          • ichi51e Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 15:57
            sama poczytaj - dieta wysokoproteinowa nie jest wskazana dla ludzi na dluzsza mete.
            • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 16:05
              To nie jest dieta, to jest program odżywiania na całe życie. Ludzie zrzucają na niej dziesiątki kilogramów (kobieta, której bloga zalinkowałam schudła już 50 kg) i mają świetne wyniki. Z pewnością jest lepsza, niż "dieta", która doprowadziła do otyłości.
              • iwona371 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:17
                "To nie jest dieta, to jest program odżywiania na całe życie"
                Masz racje, to nie jest dieta, ale program WYNISZCZAJĄCY. Niszczy nie tylko wątrobę, ale przede wszystkim nerki. Owszem, na tej diecie się szybko chudnie, ale nie ma ona nic wspólnego ze zdrowa, zbilansowana dietą.
                Tu komentarz dietetyka:
                www.natemat.com.pl/pl/diety/diety-odchudzajace-zdrowotne/dukan.html
                • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:23
                  Tak, dietetycy są jej przeciwnikami, bo zabiera im ona klientów wink.
                  Nie jest to dieta bez wad, ale przy prawidłowym stosowaniu, omija się również problemy z nerkami. Tylko trzeba coś więcej o tej diecie wiedzieć. Z pewnością jest ona lepsza, niż jedzenie kilograma ptysiów i dwóch czekolad na raz, tak to robi bohaterka wątku.
                  • nutka07 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:29
                    Tak, bo jedyna alternatywa dla obzarstwa jest dukan.
                    • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:39
                      Ja tak nie twierdzę, ale przeczytaj co pisze autorka wątku. Jej przyjaciółki wołami nie zaciągnie się do lekarza. A dukan jest znośny dla obżartuchów dlatego między innymi, że nie stawia ograniczeń ilościowych w zakresie dozwolonych produktów.
                      • nutka07 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:46
                        Montignac tez nie stawia ale nie chodzi o to zeby sie obzerac nawet normalnym jedzeniem.
                        • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:54
                          Ależ oczywiście, że nie o to chodzi. Ale cały sekret jedzenia białek polega na tym, że oprócz wspomagania spalanie tłuszczu, ograniczają w sposób znaczny apetyt.
                          No i trzeba pamiętać, że dukan to nie tylko proteiny, ale już od fazy naprzemiennej, czyli najpóźniej od 11 dnia diety, mnóstwo warzyw.
                          • nutka07 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:59
                            Ale tez nie codziennie.
                            Mnie takie wynalazki nie przekonuja, ale nie neguje ze dzialaja.

                            W przypadku tu opisanym mysle, ze pierwsze kroki kobieta powina zrobic do psychologa.
                            • aniontek Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 13:37
                              Zgadzam się, w opisanym przypadku na pierwszy plan wysuwa się problem natury psychologicznej. Kobitkę najpierw trzeba zaciągnąć do psychologa, potem dopiero lekarz, a na końcu dietetyk. Tak myślę...
                          • kiddy Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 21:31
                            Ograniczają apetyt? A wiesz, jak się na takiej diecie poczuje osoba, która praktycznie żywi się węglowodanami prostymi? Ta dieta to szarlataneria. Są ludzie (tacy jak ja na przykład), którzy w diecie potrzebują sporej dawki zdrowych węglowodanów, bo bez nich robią się agresywne, otępiałe, nerwowe, spada im wydolność organizmu i praktycznie niemożliwa jest jakakolwiek aktywność umysłowa. I co im po ograniczeniu apetytu? Organizm daje sygnały, czego potrzebuje. Wmuszając w siebie coś, czego on nie potrzebuje, niebezpiecznie idziesz w kierunku obżarstwa - w końcu i tak pękniesz i zjesz to, czego chce twój organizm, i to w dawce kilkakrotnie większej, niż potrzeba.
                            Co do przyjaciółki autorki, to konieczna jest wizyta u lekarza. Najpierw powinna mieć zrobione badania, a potem powinna zapaść decyzja co do diety i aktywności fizycznej. Nie próbujcie nic na własną rękę - twoja przyjaciółka ma bardzo poważną otyłość, do tego problemy zdrowotne. Wiecej można zaszkodzić, niż pomóc.
                            • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 21:42
                              "Ta dieta to szarlataneria"

                              Powiedz to ludziom, dla których była ostatnią deską ratunku, z sukcesem ją stosowali i stosują nadal, bo tak jak pisałam, jest to program na całe życie.
                              Poza tym bez przesady, nie jest to dieta wykluczająca węglowodany, a jedynie ograniczające je.
                              Ale zgadzam się, dukan nie jest dla wszystkich, przede wszystkim nie mogą jej stosować osoby, które chorują na nerki.
                            • madzioreck Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 02:11
                              > Ograniczają apetyt? A wiesz, jak się na takiej diecie poczuje osoba, która prak
                              > tycznie żywi się węglowodanami prostymi? Ta dieta to szarlataneria. Są ludzie (
                              > tacy jak ja na przykład), którzy w diecie potrzebują sporej dawki zdrowych węgl
                              > owodanów, bo bez nich robią się agresywne, otępiałe, nerwowe, spada im wydolnoś
                              > ć organizmu i praktycznie niemożliwa jest jakakolwiek aktywność umysłowa

                              To się nazywa insulinooporność i to się leczy.
                            • peryklejtos Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 13:05
                              kiddy napisała:
                              Organizm daje sygnały, czego potrzebuje.

                              To chyba największa bzdura jaką słyszałem. Sugerujesz, że jej organizm potrzebuje ptysiów ze śmietaną i czekolady. A jak ktoś pije colę litrami to znaczy, że czego jego organizm potrzebuje - ton cukru i kwasu fosforowego? To nie organizm, ale mózg przyzwyczajony do tego, że po niektórych pokarmach podwyższa się poziom np. serotoniny i polepsza samopoczucie. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistymi potrzebami organizmu, lecz z zachciankami mózgu. Od słodyczy można się uzależnić.
                              • evilkath Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 13:57
                                hehe nie powiem że się nie zgadzam w 100%, bo oczywiście masz rację, część wynika z zachcianek mózgu, ale jak wytłumaczysz to, że idę czasem do sklepu po jakiś deser a wychodzę z kapustą kiszoną, cytryną i tonikiem?

                                Prawdą jest, że cukier wpływa na mózg w specyficzny sposób i potem mózg wysyła sygnały, że chce kolejny "high". Ale czy tak samo wpływa np wit. C? Albo jeśli mam ogromną ochotę na jajecznicę, też mózg chce "kopa"?

                                Myślę, że nie masz zupełnej racji i jednak nie wzięłaś pod uwagę wszystkich opcji oraz wszystkich dziwnych zachcianek organizmu smile

                                Organizm WIE co jest mu potrzebne, mózg niekoniecznie.
                              • evilkath Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 13:58
                                @peryklejtos- przepraszam za zwracanie się do Ciebie w formie żeńskiej. Drobna pomyłka.
                              • iluminacja256 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 08:39
                                > jak ktoś pije colę litrami to znaczy, że czego jego organizm potrzebuje - ton cukru i kwasu >fosforowego?

                                Nie, cukru i kofeiny czyli szybiego zastrzyku energetycznego. Znikąd się mi to nie bierze, ze jak pcham wozek iwalidzki po górach dołach i polskich krawęznikach , to po 4 godzinach dam sie zabić za colę. Własnie za colę, a nie pełnozoarnistą bułkę. Takze niestety, ale to nie tylko przyzwyczajenie mózgu
                  • crises Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 21:48
                    > Tak, dietetycy są jej przeciwnikami, bo zabiera im ona klientów wink.

                    Pieprzenie z gatunku "a onkolodzy to twierdzą, że amigdalina/cieciorkowanie/vilcacora nie leczy raka, bo zabiera im klientów".

                    (Nie, nie trudź się odpowiadaniem na pytanie, dlaczrgo niby onkolodzy nie mieliby zarabiać na amigdalinie/cieciorkowaniu/vilcacorze, a dietetycy na diecie Dukana.)
                    • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 23:08
                      crises napisała:

                      Pieprzenie z gatunku

                      A nie można by grzeczniej? tongue_out

                      I jednak się potrudzę - z tak dużą otyłością idzie się bariatry, a nie do dietetyka. Dietetyk nie jest od leczenia otyłości, podobnie jak zielarz od leczenia raka.
                      I owszem, przyjaciółka autorki wątku powinna iść do lekarza bariatry, ale jak wynika z postów autorki nie pójdzie. A Dukan, który przypomnę nie jest szarlatanem, a dyplomowanym lekarzem z wieloletnim doświadczeniem ułożył dietę, która jest doskonałą alternatywą dla wszelkich pomysłów dietetyka. A skoro dziewczyna i tak nie pójdzie ani do lekarza, ani do dietetyka, to lepiej, żeby spróbowała metody Dukana, którą od ponad 30 lat stosuje z powodzeniem wiele osób.
                      • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 15:46
                        Ale po co się kłócić? Dukan to była tylko propozycja. Dla mnie ta dieta to był strzał w dziesiątkę, dla mojej matki nie, dla mojego kolegi tak, dla siostry nie. Ile ludzi tyle organizmów, potrzeb itd. Dla każdego co innego, niech się skonsultuje z lekarzem to po pierwsze.
                        • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 15:55
                          Ależ ja się nie kłócę, odpieram tylko zarzuty wink
                          • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 16:06
                            Akurat w tym wątku pobocznym o Dukanie wszyscy jacyś nerwowi. Albo twierdzenie, że to dieta najlepsza na świecie, albo najgorsza na świecie, a przecież żadne z tych twierdzeń nie jest prawdziwe, bo nie odnosi się do ogółu ludzi, tylko dla pojedynczych przypadków.
                            • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 16:28
                              Przeczytaj uważnie moje wpisy - nigdzie nie napisałam, że Dukan to najlepsza w świcie dieta smile
                      • nightmaress Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 06:39
                        >A Dukan, który przypomnę nie jest szarlatanem,
                        Wedlug Ciebie

                        >crying...) a dyplomowanym lekarzem z wieloletnim doświadczeniem...
                        J. Mengele rowniez byl...
          • apriljana Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:52
            > Wątrobę? Co za bzdury? Poczytaj trochę o tej diecie zanim się wypowiesz.
            Poczytaj lepiej COKOLWIEK na temat zdrowego odżywiania zanim zaczniesz doradzać osobie, o której zdrowiu nic nie wiesz. Przy dużej nadwadze, z jaką tu mamy do czynienia, każda niskokaloryczna zbilansowana dieta zacznie szybko przynosić rezultaty a przynajmniej nie zniszczy kobiecie zdrowia. Tak się przypadkiem składa, że na ten temat wiem sporo gdyż często mam do czynienia z ofiarami kolejnych modnych "diet na całe życie".
            • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 21:27
              Dukan, gdy się ściśle stosuje zalecenia, nie jest dietą wyniszczającą. Widać, że mało wiesz o tej diecie.
              • apriljana Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 23:08
                > Dukan, gdy się ściśle stosuje zalecenia, nie jest dietą wyniszczającą. Widać, ż
                > e mało wiesz o tej diecie.
                Niestety Ty nic nie wiesz o zasadach zdrowego odżywiania. Widać wystarczy ci tylko, że szybko działa. Jesteś po prostu kolejną ofiarą tej idiotycznej mody na dziwaczne superdiety, naczytałaś się historii, może sama szybko schudłaś i uwierzyłaś w te wszystkie brednie o nowym, rewelacyjnym planie "zdrowego stylu życia". To są wszystko bzdury dla pragnących szybkiego i niewymagającego wyrzeczeń efektu. Zamiast ruszyć tyłek, lepiej siedzieć, obżerać się i naiwnie cieszyć się, że łatwo poszło. Poczekaj kilka lat to porozmawiamy, na razie nie ma o czym, nie masz zielonego pojęcia co znaczy zdrowe odchudzanie.
                Twoje zdrowie, Twoja sprawa ale doradzanie tego gó@$^a komuś kto i tak ma problemy ze zdrowiem jest zwyczajnie nieetyczne.
                • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 23:15
                  Oho, uniosła się się panienka. A Twój post dowodzi tego, że jednak nic nie wiesz. A może warto by się zainteresować czymś, skoro się chce to potępiać.
                  Na marginesie, Dukan zaleca ruch, a jego dieta, chociaż w zasadzie nie stawia ograniczeń ilościowych, nie jest obżeraniem się - człowiek nie jest w stanie zjeść dużej ilości białka, powinnaś to wiedzieć, skoro jak twierdzisz masz tyle informacji na temat diet.
                  • apriljana Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 23:30
                    > Oho, uniosła się się panienka. A Twój post dowodzi tego, że jednak nic nie wies
                    > z. A może warto by się zainteresować czymś, skoro się chce to potępiać.
                    > Na marginesie, Dukan zaleca ruch, a jego dieta, chociaż w zasadzie nie stawia o
                    > graniczeń ilościowych, nie jest obżeraniem się - człowiek nie jest w stanie zje
                    > ść dużej ilości białka, powinnaś to wiedzieć, skoro jak twierdzisz masz tyle in
                    > formacji na temat diet.
                    Może porównanie brutalne dosyć ale ktoś kto jest członkiem sekty najczęściej nie zdaje sobie sprawy z tego, że dał się zmanipulować, dopóki nie znajdzie się na zewnątrz.
                    Nie napisałam, że zbieram informacje na temat diet ale że mam do czynienia z ofiarami tychże i to daje mi pewność, że moja opinia na temat tego typu diet jest słuszna niestety. Powtórzę jeszcze raz: Twoje zdrowie, Twoja sprawa, porady dotyczące konkretnych zaleceń żywieniowych pozostaw tym, którzy się na tym znają, na przykład lekarzom.
                    • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 23:45
                      No cóż, mogłam się spodziewać, że zastosujesz tego typu retorykę (przykład sekty wink)
                      A ja Ci powiem z kim masz do czynienia - nie z ofiarami diety Dukana, a z ofiarami nieprawidłowo stosowanej diety Dukana.
                    • madzioreck Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 02:13
                      porady do
                      > tyczące konkretnych zaleceń żywieniowych pozostaw tym, którzy się na tym znają,
                      > na przykład lekarzom.

                      Hm... wielu lekarzy nadal twierdzi, że od jajek rośnie cholesterol wink
                    • iberka szkoda nawet komentować :/ 13.09.10, 14:52
                      ale napiszę,że kocham tą swoją sektę Dukana wink))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                      iza
                    • iwoniaw :-DDD 13.09.10, 18:13
                      CytatPowtórzę jeszcze raz: Twoje zdrowie, Twoja sprawa, porady do
                      > tyczące konkretnych zaleceń żywieniowych pozostaw tym, którzy się na tym znają,
                      > na przykład lekarzom.



                      No dobra, dyplomu medycznego i lat praktyki w zawodzie u Dukana nikt nie kwestionuje, pochwal się swoim big_grin
                      • aurita Re: :-DDD 15.09.10, 08:22
                        tak sobie czytam wasza dyskusje o Dukanie....
                        i zajadam wlasnie dukanowe danie: gotowany kurczak, warzywa (brokuly, troche marchewki, papryka, pomidor, ogorek) w galarecie.
                        Przed dieta kupowalam bulke (biala) z szynka (hmmm)

                        Na obiad mam PIECZONEGO kurczaka z etoufee des legumes (jak sie danie ladnie nazwie to inaczej smakuje) czyli rozniastymi warzywami: cukinia zielona zolta, papryka, cebula, pieczarki
                        Przed dieta poszlabym do stolowki (?)

                        a wieczorem nie podjadam nic bo juz mam dosyc tych serkow i jogurtow a wczesniej bym zjadla cos slodkiego

                        chyba jednak jem zdrowiej niz poprzednio smile oczywiscie gorzej jest w tygodniu tylko proteinowym
                        • bri Re: :-DDD 15.09.10, 09:44
                          Lepsze wrogiem dobrego. Mogłabyś jeść i zdrowiej i przyjemniej na montingacu czy south beach. Dukan to na naprawdę nie jest najlepsza dieta na świecie. Ja np. nie byłabym w stanie jeść kurczaka nawet dwa dni z rzędu, że nie wspomnę o jedzeniu go dwa razy dziennie. Wolałabym nie jeść nic. Skoro Wam ta dieta odpowiada, faszerujcie się kurczakiem do woli, ale nie musicie wszędzie nieść dobrej nowiny wink
                          • iwoniaw O co ci chodzi tak naprawdę? 15.09.10, 11:49
                            Wątek jest o grubej koleżance, która do lekarza nie chce iść, tak?
                            Kilka dziewczyn poleciło dietę, na której schudły bez strasznego wysiłku, tak?
                            I za to zostają napadnięte, że źle, że głupi pomysł, że szkodliwe. No doprawdy, mniej szkodliwe będzie kontynuowanie opisanego w pierwszym poście stylu życia/jedzenia.

                            Dukan dla niektórych to właśnie _będzie_ najlepsza dieta na świecie, innym, owszem, _może_ nie pasować, ma też swoje minusy i zagrożenia i można i należy jak najbardziej o tym dyskutować. Ale nie tobie sądzić, czy ktoś "musi" czy "nie musi", jak to ujęłaś, "nieść wszędzie dobrej nowiny". Możesz nie czytać, a forum jest właśnie po to, żeby porozmawiać - także o diecie. Zwłaszcza w wątku o odchudzaniu.
                            • bri Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 15.09.10, 11:59
                              O to mi chodzi, że już mam dosyć dukanowców, których spotykam na każdy kroku, którzy po trzech dniach na tej diecie pieją o jej niesamowitej skuteczności. To jest jakaś zbiorowa histeria wink Gdyby wszyscy, którzy spróbowali diety Dukana mieli takie wstrząsające efekty, jakie się obiecuje, nie znałabym ani jednej osoby z nadwagą.

                              doprawdy,
                              > mniej szkodliwe będzie kontynuowanie opisanego w pierwszym poście stylu życia/
                              > jedzenia.

                              Tego akurat nie wiesz. Może laska ma zaawansowaną cukrzycę (boląca stopa też na to wskazuje) i wziąwszy pod uwagę, że się nie leczy, bez regularnych dostaw węglowodanów dostałaby zapaści?
                              • iwoniaw Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 15.09.10, 12:15
                                No, jeśli ma zaawansowaną cukrzycę i nie jest pod kontrolą lekarza ani do żadnego się nie wybiera, to wkrótce ją tam zawiozą nieprzytomną i może wtedy coś do niej dotrze (oby miała jeszcze okazję). "Dostawy węglowodanów" w opisanej postaci szybko bez dostaw insuliny doprowadziłyby w zaawansowanej cukrzycy do tragedii.

                                Oczywiście, że nie wiem, jaki jest stan zdrowia opisywanej pani. Wiem jednak, że przechodząc na dietę D. (zresztą na inne też) zgodnie z jego własnym zaleceniem trzeba najpierw zrobić badania, żeby wykluczyć choroby uniemożliwiające jej stosowanie/ wymagające modyfikacji diety. A już to dałoby pani dużo, nieprawdaż?
                                • bri Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 15.09.10, 12:30
                                  Jak sama zauważasz przechodząc na każdą dietę wg ogólnych jej zaleceń należy zrobić badania, więc akurat pod tym względem Dukan nie jest żadnym wyjątkiem. A czy Ty zrobiłaś kompleksowe badania zanim przeszłaś na Dukana? wink

                                  Mam w pracy chyba z pięć osób, które się odchudzają przy pomocy tej diety i żadna z nich nie uznała za stosowne skonsultować się z lekarzem. Jedna poszła do lekarza, owszem, ale dopiero jak pękło jej naczynie krwionośne w odbycie, po tym jak po dwóch tygodniach diety udało jej się wreszcie wydalić pewną porcję stolca zbitego w twardą jak skała pigułę.
                                  • aurita Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 15.09.10, 13:16
                                    czy ty uwazasz ze grubasom PRZED jakakolwiek diete robia kompleksowe badania? smile w Polsce? smile

                                    Ps na zaparcia trzeba jesc otreby i duzo pic.
                                    • bri Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 15.09.10, 15:00
                                      Nie, ale dopóki dieta polega na jedzeniu mniej, unikaniu słodyczy, unikaniu prostych węglowodanów czy nawet nie łączeniu w jednym posiłku tłuszczów i węglowodanów raczej krzywdy nikomu nie zrobi. Inaczej natomiast z ograniczeniem się tylko do białek przez 10 dni z rządu.

                                      > Ps na zaparcia trzeba jesc otreby i duzo pic.

                                      Żeby uniknąć zaparć trzeba dbać o urozmaiconą dietę bogatą w błonnik i o ruch. Dwie łyżki otrębów dla osoby, która ma do tego skłonności to jest śmiech na sali.
                                    • madzioreck Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 03:02
                                      > Ps na zaparcia trzeba jesc otreby i duzo pic.

                                      Wkurza mnie, jak bzdury wypisują i zwolennicy, i przeciwnicy diety... otręby owsiane jednym na zaparcia pomogą, a innych zatkają jeszcze bardziej. Wkurza mnie rzucanie takich jedynie słusznych twierdzeń bez rzetelnego podejścia do tematu.
                                      • aurita Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 07:42
                                        otreby sa znanym sposobem na zaparcia od wiekow. I nie ma to nic wspolnego z Dukanem. Dwie lyzki otreb pokrywaja 1/3 zapotrzebowania dziennego na blonnik. To ze blonnik wplywa korzystnie na prace jelit tez kwestionujesz?
                                        Nie sugerowalam zywienia sie otrebami ani diety otrebowej popularnej w latach 80
                                        I nie jestem "zwolnnikiem" diety Dukana. Nikomu jej nie zalecalam.


                                        A tak przy okazji (to do postu powyzej) jaka to dieta zaleca samo mieso przez 10 dni?
                                        • bri Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 11:19
                                          Tak, błonnik jest potrzebny, niezbędny. Zdrowa dieta dostarcza go organizmowi pod dostatkiem. Zachowując zdrową dietę nie ma potrzeby sztucznie go suplementować dwoma łyżkami otrębów dzień w dzień. Ciekawe czemu jest to konieczne na diecie Dukana... Hm.... Czyżby dlatego, że jest to dieta bardzo uboga w błonnik?

                                          > A tak przy okazji (to do postu powyzej) jaka to dieta zaleca samo mieso przez 1
                                          > 0 dni?

                                          Nie mięso a białko, bo można spożywać również chude przetwory mleczne. Pierwszy etap diety Dukana zaleca takie odżywianie (plus 2 łyżki otrębów w razie zaparć wink przez okres do 10 dni (ilość dni uzależniona od tego, ile potrzebujemy schudnąć). Koleżanka, która skończyła z krwawiącym odbytem była dzielna, potrzebowała dużo schudnać i wytrzymała całe 10 dni. smile
                                          • aurita Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 11:54
                                            > ie Dukana... Hm.... Czyżby dlatego, że jest to dieta bardzo uboga w błonnik?
                                            tak , wlasnie dlatego ze jest to dieta uboga w blonnik. Bingo smile

                                            > wink przez okres do 10 dni (ilość dni uzależniona od tego, ile potrzebujemy schu
                                            > dnąć).

                                            nie mam ksiazki pod reka, ale nie wydaje mi sie aby Dukan zalecal 10 dni a maks 7. Sprawdze w domu.
                                            Niestety niektore jednostki sa nadgorliwe.
                                            • bri Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 12:33
                                              No sama widzisz. Zdrowa dieta = dużo błonnik. Dukan = mało błonnika. A zatem Dukan nie jest zdrowa dietą. cbdo

                                              Dukan zalecal 10 dni a mak
                                              > s 7. Sprawdze w domu.

                                              7 - 10 nie robi żadnej różnicy. U tamtej dziewczyny skończyłoby się podobnie pewnie nawet po 5. Nie udało jej się wypróżnić od drugiego dnia diety.
                                              • aurita Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 20:02
                                                Oczywiscie ze Dukan nie jest zdrowa dieta. Nikt tak chyba nie twierdzil? Chcialam tylko zwrocic uwage na fakt, ze stosujac Dukana niektorzy (np niestety ja) i tak jedza zdrowiej niz na "normalnej diecie". Grubasy nie odzywiaja sie zdrowo (zarowno ilosciowo jak i jakosciowo), nie byli by przeciez grubasami.
                                                Na zaparcia Dukan zaleca otreby i kaze duzo pic, poniewaz zdaje sobie sprawe, ze jest to dieta zatwardzajaca,
                                                I wrocilysmy do punktu wyjscia

                                                > 7 - 10 nie robi żadnej różnicy. U tamtej dziewczyny skończyłoby się podobnie pe
                                                > wnie nawet po 5. Nie udało jej się wypróżnić od drugiego dnia diety.

                                                Sprawdzilam i Dukan nie zaleca 10 ani nawet 7 dni (sugeruje taka mozliwosc wylacznie pod kontrola lekarza, w wyjatkowych przypadkach! jest to wyraznie napisane). Tak wiec 5 czy 10 to ogromna roznica!. Dukan zaleca srednio 5 dni, kolezanka nie stosowala Dukana, tylko wlasne ulepszenia. Moze otrebow tez nie stosowala?

                                                PS. Zadna dieta odchudzajaca nie jest zdrowa: z zasady ma doprowadzic do utaty wagi smile
                                                • bri Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 20:26
                                                  Mam przed sobą ksiażkę jego autorstwa (taka różowo-zielona "metoda doktora dukana"): aby stracić ponad 20 kg można przedłużyć fazę uderzeniową do 7 a nawet 10 dni. Koniec cytatu.

                                                  Widać koleżanka uznała, że jej ten wyjątkowy przypadek dotyczy. Szkoda, że dr Dukan nie może konsultować wszystkich swoich pacjentów na całym świecie osobiście, wtedy z pewnością nikt nigdy nie dostałby zaparcia. Przecież jest niezawodny lek: otręby!!! wink

                                                  Grubasy nie odzywiaja sie zdrowo
                                                  > (zarowno ilosciowo jak i jakosciowo),
                                                  I właśnie dlatego powinni raczej zacząć odżywiać się zdrowo zamiast pakować w kolejny bardzo trudny do utrzymania na dłuższą metę reżim.

                                                  Dziękuję za uwagę. Jak dla mnie eot.
                                                  • aurita Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 22:00
                                                    > e, wtedy z pewnością nikt nigdy nie dostałby zaparcia. Przecież jest niezawodny
                                                    > lek: otręby!!! ;
                                                    Otreby sa zalecane przez lekarzy i dietetykow osobom majacym zaparcia (ogolnie a nie tylko fanom Dukana), nie rozumiem wiec po co ta zlosliwosc?
                                                    W starszej ksiazce wyraznie napisane jest ze "pod nadzorem lekarza mozna ewentualnie I faze przedluzyc do 7 dni, ewentualnie do 10" (cytuje z pamieci), Twoja kolezanka byla nadgorliwa, moze "interwencje" na biedulce stosowalas i sie zestresowala?
                                                  • imasumak Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 22:17
                                                    bri napisała:

                                                    Mam przed sobą ksiażkę jego autorstwa (taka różowo-zielona "metoda doktora dukana"): aby stracić ponad 20 kg można przedłużyć fazę uderzeniową do 7 a nawet 10
                                                    dni. Koniec cytatu.


                                                    Aha. Czyli uważasz, że ktoś, kto przeczytał zaledwie wstęp książki (twój cytat jest ze strony 16 książki), może startować z tą dietą. W takim razie nie dziwię się, że są ludzi, którzy ją nieprawidłowo stosują.
                                                    Tym czasem w tej samej książce (różowo-zielonej), już na stronie 28 jest wyraźnie napisane:

                                                    W przypadku poważnej otyłości, kiedy chcemy zrzucić ponad 20 kilogramów, można przedłużyć fazę uderzeniową do 7, a nawet do 10 dni, oczywiście za zgodą lekarza.

                                                    Koniec cytatu.



                                                  • imasumak Sorry 16.09.10, 22:19
                                                    Zrobiłaś nawet coś gorszego. Bo przytoczyłaś część cytatu, bez kluczowego "oczywiście za zgodą lekarza".
                                                    Tak się właśnie rodzą bzdurne opinie.
                                                  • aurita Re: Sorry 16.09.10, 22:23
                                                    > Zrobiłaś nawet coś gorszego. Bo przytoczyłaś część cytatu, bez kluczowego "oczy
                                                    > wiście za zgodą lekarza".
                                                    > Tak się właśnie rodzą bzdurne opinie.

                                                    no ladnie...czego sie nie zrobi aby miec ostatnie slowo sad
                                                  • bri Re: Sorry 17.09.10, 09:33
                                                    Uzyskanie zgody lekarza wygląda tak. Idzie się do internisty, który od progu robi uwagi na temat otyłości. Mówisz:
                                                    - "Panie doktorze, ale ja chcę iść na dietę. Myślałam o diecie Dukana".
                                                    - "A co to za dieta?" - pyta lekarz.
                                                    - "Oparta na produktach białkowych i warzywach. I tu mam problem czy mogę pierwszą fazę diety przedłużyć do 10 dni?",
                                                    - "A jest pani zdrowa?"
                                                    - "Zasadniczo tak"
                                                    - "10 dni nie powinno stanowić żadnego problemu"
                                                    - "Dziękuję panie doktorze"

                                                    Do pozostałych, które pieją nad otrębami jako niezawodnym remedium na zaparcia. Do Waszej informacji: niektórzy ludzie po otrębach mają jeszcze gorsze zaparcia niż zazwyczaj, w innych przypadkach otręby nie działają w ogóle. Niektórym pomogą, ale nie wszystkim.

                                                    Są diety mniej i bardziej ryzykowne. Czy tego chcecie czy nie Dukan należy do tych drugich. Owszem czasem warto podjąć ryzyko, ale nie jest to uniwersalne i idealne narzędzie, które sprawi, że cały świat pozbędzie się otyłości. Nie mam nic przeciwko tej diecie, niech ją sobie stosuje kto chce, ale czemu wszyscy na raz? wink Nie widzicie, że to po prostu hype nakręcany przez wydawców książek?
                                                  • aurita Re: Sorry 17.09.10, 11:18
                                                    Jestes zalosna. Udowodniono ci manipulacje a ty zamiast powiedziec "przepraszam" nadal wyglaszasz swoje madrosci. Nie rozumiesz ze sie spalilas jako partner do rozmowy?
                                                  • bri Re: Sorry 17.09.10, 11:45
                                                    Nie musisz ze mną rozmawiać w ogóle, proszę nigdy więcej ani słowem się do mnie nie odzywaj na temat diety Dukana. To nie była żadna manipulacja - w książce jest przecież jeszcze masę innych zaleceń i obwarowań, które znalazły się tam tylko po to, żeby nikt nie mógł dr Dukana pozwać do sądu jak mu wątroba wysiądzie czy odbyt rozerwie. Nigdzie nie twierdziłam, że przytoczyłam wszystkie. Czy tego chcecie, czy nie, przypuszczam, że nie ma ludzi, którzy stosowaliby się do każdego polecenia dr Dukana, a nawet wtedy ta dieta nie należy do najbezpieczniejszych.
                                                  • bri Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 17.09.10, 12:01
                                                    >Aha. Czyli uważasz, że ktoś, kto przeczytał zaledwie wstęp książki (twój cytat jest ze strony 16 książki), może startować z tą dietą

                                                    Nie, uważam, że nikt nie powinien startować z tą dietą, niezależnie od tego ile stron przeczytał.
                            • the_dzidka Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 13:49
                              > Wątek jest o grubej koleżance, która do lekarza nie chce iść, tak?
                              > Kilka dziewczyn poleciło dietę, na której schudły bez strasznego wysiłku, tak?

                              Wiesz co, pogadamy z tymi, które tak schudły, za rok. Stawiam miesięczną pensję, że wszystkie kilogramy im wrócą, a dukan okaże się tym, czy jest - kolejną modną dietą. Jedynym sposobem trwałego schudnięcia jest stała zmiana sposobu odżywiania, nieobżeranie się i ruch. Jako osoba z nadwagą dobijającą już do poziomu otyłości wiem co mówię, i wiem też, że niestety trwale schudnąć jest szalenie trudno.
                            • rikol Re: O co ci chodzi tak naprawdę? 16.09.10, 14:56
                              Chodzi o to, ze ta kolezanka ma problemy zdrowotne. Dieta wysokobialkowa rozwala nerki. Chudnac na jakiejs szalonej diecie moze ten, kto ma kilka kg do zrzucenia, schudnie w 2 tygodnie i potem wroci do normalnego jedzenia. Tutaj mowimy o progrmie odchudzajacym trwajacym rok, jesli nie dluzej. Tutaj potrzebny jest lekarz, dietetyk, psychiatra, pewnie tez endokrynolog.
                              • iwoniaw Oczywiście, że tak 16.09.10, 17:24
                                No ale skoro dziewczyna mówi "nie" lekarzom, to wątek w ogóle można wsadzić w buty, bo jest ona w takim stanie, że zarówno wszelkie nieskonsultowane przez lekarza (tzn. przeprowadzane bez wcześniejszych badań) diety jak i zbyt forsowny ruch może jej zaszkodzić, ale dotychczasowe obyczaje jedzeniowo-ruchowe szkodzą jej na pewno, więc dziewczyny rzucają różne propozycje. Nie kupuję tego, że spośród nich tylko jedna dieta jest be (i należy obrażać jej zwolenniczki); nikt nikogo do żadnej diety przecież i tak nie zmusi, a rady dawane są w dobrej wierze, więc może jednak wystarczyłoby powstrzymać się od komentarza albo napisać coś w stylu "uważam tę dietę za niezbyt dobry i korzystny dla zdrowia pomysł". Dyskusja idzie w jakimś absurdalnym kierunku, przecież wszystkim w wątku chyba chodzi o to, żeby po pierwsze dziewczynę przekonać do pójścia do lekarza?
    • jeza_bell Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 11:18
      Jeżeli dziewczyna sama siebie nie przekona, że CHCE- daremny cudzy trud.
      A i samo ograniczenie jedzenia nic nie da, dopóki nie zwiększy wysiłku fizycznego. Nie macie w pobliżu jakiejś poradni o tematyce otyłości? Rozmowa z ekspertem, który zazwyczaj nie owija w bawełnę mogłaby coś pozytywnego wnieść.
    • wieczna-gosia Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 11:44
      zaczac od tego ze gdy przyniesie te ptysie na te babska kawe to jej to zabrac. Ja tez jestem lasuch i to akurat byla moja inicjatywa ale znajomi bliscy wiedza- zadnych slodkosci a jesli oni jedza- kazdy bierze do lapy i nic luznego sie nie zostawia w moim zasiegu ba zagapie sie i siegne. Na takiej samej zasadzie przed niepijacym alkoholikiem nie stawiasz wodki a bylemu palaczowi nie dmuchasz w twarz.

      Ponadto jesli jestescie przyjaciolkami- mozesz jej kilka razy wyrabac. Postawic przed lustrem, wrzasnac. I powiedziec mala jestes moja przyjaciolka wiec jesli bedzie ci zle to zawsze mozesz dzwonic i sie wyplakac i poopowiadac jak tesknisz za tym ptysiem. Ale nie moge biernie siedziec jak ty sie zabijasz wiec za grzechy bedziesz zbierac ochrzan. Niestety duzo wiecej zrobic nie mozesz.

      o wiem co jeszcze mozesz zrobic smile namowic ja do kupienia sobie glukometru i zobaczyc czy sztuczne slodziki podnosza jej poziom cukru- bo mi np nie wszystkie. I sa takie produkty light np Cola smile ktore moge wypic bezkarnie, troche ssaie na sdlodkie to przytlumia no i poza tym mozna saczyc jak inni tego ptysia jedza smile

      Mozesz tez odwrocic jej uwage od otylosci na rzecz dolegliwosci- masz chory kregoslup, nogi, moze basen, moze spacery, nordic walking. Niech nie rzuca sie na odchudzanie systemem diety tylko jutro zje dietetyczne sniadanie. Niech sobie ustawi komorke na trzy godziny po ledzeniu i sprobuje wytrzymac do dzwonka. A pomiedzy niech pije wode (powiedziala gosia ktora pije za malo i ma ustawiony alarm co godzina bo plynu szklaneczke trzeba). male kroczki. Nie oparla sie i zjadla- na spacer. A jak synek zasnie w wozku nie siadamy i gazetka tylko muza w sluchawki i wyciagamy nogi zwawym marszem. I BYC MOZE schudnie- ba schudnie najprawdopodobniej smile ale prorytet to powinno byc zdrowie- prawidlowa waga to produkt uboczny zdrowego ciala ze zdrowym duchem.

      Ponadto przestalam zajadac problemy gdy zaczelam sie nimi dzielic. Kiedy sie wyje czlowiekowi w sluchawke i szlocha nie da sie nic jesc bo sie mozna udlawic. Kiedy sie szlocha w podoszke- da sie a nawet trzeba. Moze jest cos co ona zajada?

      I rozumiem twoja przyjaciolke. Ludzie genialnie chudna na dunkanie? ja w fazie uderzeniowej nie schudlam nic a po dwoch tygodniach schudlam 2 kilo. I w zasadzie wszystko. Ludzie chudna na montignacu, ktory de facto jest bardzo zdrowym trybem zywienia swietnej jakosci produktami- od dwoch lat schudlam moze 3 kilo. Ale prawda jest taka ze czuje sie o wiele lepiej, jestem zdrowsza, odporniejsza, mam wieksza swiadomosc i chociaz trudno mi wytlumaczyc dlaczego synowi nie kupie slodkich kuleczek nestle- po tym jak zobaczylam jak genialny wplyw na ma nie odstawienie tego syfu- kupuje mi je raz na 2-3 miesiace na niedzielne folgujace sniadanki i finito.
      • wj_2000 Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 17:53
        wieczna-gosia napisała:
        > Ludzie chudna na montignacu, ktory de facto jest bardzo zdrowym tr
        > ybem zywienia swietnej jakosci produktami- od dwoch lat schudlam moze 3 kilo. A
        > le prawda jest taka ze czuje sie o wiele lepiej, jestem zdrowsza, odporniejsza,...

        Poznałem dietę (raczej metodę) Montignaca 3 lata temu i jestem najszczęśliwszym człowiekiem! Całe życie walczyłem z nadwagą (już na pierwszej lekcji w szkole nauczycielka powiedziała, że wyglądam jak pączek w maśle i pseudonim Pączek przywarł do mnie aż do matury - potem wyjechałem ze swojego miasta), ocierałem się o granicę otyłości i dietami wysoko-proteinowymi zbijałem wagę do normy, by powoli znów się "nadważyć".
        A na Montignacu (rozpoczętym w fazie po wykańczającym psychicznie zbiciu wagi) jadam wspaniałe potrawy, NIGDY nie czuję głodu, i powoli jeszcze dalej wyszczuplam się dochodząc do wagi optymalnej dla mojego wieku i wzrostu.
        Fakt, że Montignac jest raczej kosztowny, trochę czasu trzeba poświęcić na przygotowanie potraw, ale dla emeryta to tylko wspaniała okazja do wypełniania nadmiaru czasu (oprócz emerytury, która może nie wystarczyłaby na dziki ryż czy quinoę, czy montignacowe konfitury, zgromadziłem sporawe oszczędnoścismile.
        Owo "raczej" oznacza, że można przestrzegać zasad Montignaca i za skromniejsze pieniądze, ale wtedy zakres pokarmów dozwolonych jest dość ubogi, a jadłospis monotonny.
        • aneta-skarpeta Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 09:55
          > Poznałem dietę (raczej metodę) Montignaca 3 lata temu i jestem najszczęśliwszym
          > człowiekiem!

          my z męzem tez od dawna na MM. ja 8 lat temu, po urodzeniu dziecka weszłam na uproszczonego MM, czyli diete rozłączną- 12 kg w rok, bo nie chcialam szybciej chudnąc.... po 6 latach wrociło z 4, ale z powodu totalnego ignorowania diety jakiejkowliek- po prostu niezdrowo, neiregularnie, bylejak

          znowu jestesmy na MM, obecnie jest to nasz sposob zywienia, a przestepstwa zywieoniowe są niwelowane i nie zostawiaja skutków ubocznych- oczywiscie przestepstwa nie są 3 razy dziennie, tylko raz na kilka dni

          wink

          osobiscie nie wiem jak mozna jesc tak jak w dukanie, choc kogo nie spotkam to jedzie na nim i efekty są ogromne, ale ja juz przezyłam odchudzanie uderzeniowe i mam dosyc
    • aurita Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 12:04
      Jakie straszliwe choroby ma twoja kolezanka po zaledwie dwoch latach otylosci... ( z ta noga to zasugeruj jej ze moze miec ostrogi: przykra dolegliwosc bardzo czesta po ciazy i po przytyciu).

      Szczerze ? to nie mozesz nic zrobic: to osoba dorosla ktora o sobie decyduje i musi dorosnac do decyzji zeby podjac jakies kroki.
      Osobiscie nie cierpie jak mi ktos tlumaczy co powinnam (lub nie powinnam) zrobic z moim osobistym tluszczem. Za pierwszym razem dziekuje grzecznie za rady, ciezoko wzdychajac, za drugim jestem bardziej asertywna.
      Niestety "wylewanie kubla zimnej wody" na niektorych dziala jak plachta na byka i wcale nie a terapeutycznych wlasciwosci.
      Mozesz natomiast zadac aby nie przynosila ptysiow bo TY sie odchudzasz.
      • pieprzisol Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 12:18
        tak,po głębokim zastanowieniu się zdecydowałam się na metodę pt."kubeł zimnej wody na łeb".Przyjaciółka uwielbia swojego synka,świata poza nim nie widzi,więc może w ten sposób do niej dotrę?? postaram się pilnować jej podczas zakupów,często jeździmy po duże,tygodniowe zakupy razem,żeby nie kupowała hurtowych ilości słodyczy.może wyciągnę ją na rower? może jeszcze coś wpadnie mi do głowy
        • marzeka1 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 12:26
          Przy takiej wadze i obżeraniu się ona zwyczajnie nie doczeka dorosłości tego dziecka.
          I najgorsze co mogłaby robić, to odchudzać się na własną rękę, niech idzie do dietetyka. Pomaga, u mnie w rodzinie kobieta schudła w ten sposób 38 kg, a miała duże już problemy zdrowotne z powodu tuszy.
      • beataj1 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 12:37
        Zgadzam się z Toba. Jak by mi ktoś zaserwował wrzaski, gadanie i straszenie śmiercią to ograniczyła bym kontakty bardzo skutecznie. Nie mam 5 lat i nikt nie będzie mi tu wrzasków urządzał. Można mi coś raz bądź dwa razy powiedzieć że trzeba o zdrowie dbać i lepiej schudnąć. Ale prawda jest taka że jestem dorosła i to ja podejmuje wysiłek schudnięcia a nie przyjaciółeczka od dobrych rad. I dopóki ja nie będę chciała tego zrobić inni mogą sobie gadać do upojenia.

        N
    • nomya Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 13:17
      Przyjaciółkę wyślij tutaj:
      otylosc.org/ Tam znajdzie i porady i forum, nie tacy ludzie tam bywają, bo są nawet jeszcze gorsze przypadki. Proponowanie tak otyłej osobie w dodatku z problemami zdrowotnymi (stawy, kolana) jakichkolwiek ćwiczeń czy rowerka to głupota. Tak samo uważam, że konsekwentne przestrzeganie diety to już nie ten "etap" otyłości- musiałaby mieć naprawdę sporo samozaparcia, by wytrwała. Dziewczyna jest zwyczajnie zrezygnowana i zapewne taka waga powoduje u niej dodatkowe frustracje i złe samopoczucie psychiczne. Dowalanie jej na zasadzie wstrząsu może przynieść odwrotny skutek- jeszcze gorsze obżeranie się. 125 kg przy wzroście 164 cm to już nie są żarty. W PL przy tak dużej otyłości chirurgicznie zmniejszają żołądek na NFZ. Niech koleżanka spróbuje.
      • rosapulchra-0 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 13:35
        dokładnie!
        dodam od siebie, że jestem po takiej operacji, w ciągu roku schudłam 69 kg, z tym, że teraz jest zdecydowanie lepsza opieka pooperacyjna (dietetyk, psycholog) niż 6 lat temu, gdy ja przechodziłam przez to. kolejki tylko coraz dłuższe, ja byłam operowana u dr Paluszkiewicza w szpitalu na Banacha w Warszawie.
        • kawka74 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 18:20
          A jak wygląda sprawa skóry po takiej operacji? Przy tak szybkiej utracie wagi istnieje, tak sądzę, ryzyko, że skóra nie nadąży.
          • rosapulchra-0 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 18:50
            kawka74 napisała:

            > A jak wygląda sprawa skóry po takiej operacji? Przy tak szybkiej utracie wagi i
            > stnieje, tak sądzę, ryzyko, że skóra nie nadąży.

            operację wycięcia skóry z brzucha miałam rok później, wszystko w ramach NFZ
      • rikol Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 15:01
        Operacje zmniejszania zoladka swietnie dzialaja, natomiast sa niebezpieczne. Kilka procent ludzi umiera w wyniku tej operacji (m.in. dlatego, ze operacje te przeprowadza sie na ludziach otylych, a otylosc zawsze zwieksza ryzyko powiklan).
    • truscaveczka Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 14:48
      Jako osoba cierpiąca na BED piszę - psycholog (koniecznie!) i bariatra. Nie dietetyk, nie rodzinny, nie samodzielna walka, bo może sobie zrobić krzywdę. Psychologa można znaleźć w poradni leczenia uzależnień - bo takie jedzenie jest uzależnieniem. Poradnie bariatryczne są w większych miastach.
      • verdana Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 15:12
        Kubeł zimnej wody na głowę to najlepsza metoda do zabicia przyjaciółki. Ona nie jest idiotka i świetnie wie, że waga jej szkodzi - sama o tym mowi. Je, bo ma jakiś problem, a systematyczne dodawanie jej stresu i wpedzanie w poczucie winy jeszcze te problemy pogłębi. Takie obżeranie się to nie jest kwestia braku silnej woli, to są już zaburzenia odżywiania, które trzeba leczyć, a nie nalegać, aby dziewczyna sobie sama poradzila. To tak, jakby uznać, ze anorektyczce wystarczy parę razy powiedzeć "Jedz, bo się rozchorujesz i umrzesz" i będzie OK.
        Namow dziewczyne na wizytę u psychiatry lub psychologa, specjalisty od zaburzeń odźywiania.
        • croyance Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:02
          No i faktycznie, przy takiej tuszy nie radzilabym sie odchudzac samemu. To musi jednak ktos poprowadzic.
    • myelegans Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 16:56
      Najgorszy problem to zmotywowanie do dzialania i podjecie leczenia, tak jak ze wszelkimi nalogowcami. Decyzje musi podjac ONA, nikt za nia tego nie zrobi.
      Moze na poczatek zasugeruj zeby zrobila sobie badania: waga, cisnienie, chemia krwi: trojglicerydy, cholesterol itd, wtedy zobaczy, ze biologicznie jest 10 lat starsza i jest chodzaca bomba zegarowa. Tu nie o estetyke i wage chodzi, ale o zdrowie. Jezeli tak bardzo kocha dziecko, niech to zrobi dla niego, bo moze nie doczekac do jego matury.
      • pieprzisol Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:07
        tak,tylko że ona NIE CHCE i na pewno nie pójdzie do żadnego lekarza,parę razy rozmawiałyśmy na ten temat,gdy narzekała na bolący kręgosłup czy nogi.Ona nawet dziecko chętnie urodziłaby sama w domu,ma jakąś schizę na punkcie lekarzy,przychodni itp.Regularnie chodzi tylko do dentysty i raz na dwa miesiące na kontrolę do ginekologa.O psychologu a tym bardziej o jakiejkolwiek operacji mowy nie ma.
        • triss_merigold6 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:30
          No to umrze. Przy takiej nadwadze szanse na dożycie pełnoletności dziecka ma nikłe.
          • bi_scotti Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:57
            Decyzji o zmianie odzywiania i/lub trybu zycia za nia nie podejmiesz, do lekarza i/czy psychologa i/czy dietetyka za nia nie pojdziesz, ALE pare drobnych rzeczy mozesz zrobic.
            Np. babskie gadanie mozecie uprawiac nie przy kawie i ptysiach ale na energicznym spacerze po parku czy nad rzeka. I gdy pisze "energiczny" to taki wlasnie mam na mysli - taki spacer, przy ktorym w pewnym momencie jest lekka zadyszka i juz trudno gadac, bo sie trzeba skupic na lapaniu oddechu smile Pol godziny takiego spaceru co drugi dzien to najpiekniejszy prezent jaki mozesz przyjaciolce zaoferowac tej jesieni.
            Mozesz tez ja zachecic do wspolnego zapisania Was obu i Waszych dzieci na basen - skoro kocha synka, uzyj argumentu "dla dobra dziecka" wink Chodzcie razem - zawsze to dobre dla motywacji. Jak sie bedzie bronic, ze nie ma kostiumu czy inne takie wymigiwanie, wykaz sie sprytem i pomyslowscia caly czas stawiajac na to jaki basen jest dobry dla dzieci - sprawnosc, odpornosc, kontakt woda itd. itd.
            Zorganizujcie weekend w dwie rodziny gdzies w plenerze ze z gory zaplonowanym "ruszaniem sie" i BARDZO skromnym prowiantem - zero slodyczy, jedzenie tylko basic, to co naprawde potrzebne do przetrwania przez dwa dni, zero alkoholu (kalorie!!!). Wasi faceci tez sie musza w to wlaczyc - mam nadzieje, ze mezowi przyjaciolki zalezy na zdrowiu zony i bedzie wspieral wszelkie sugestie pomocy. Sprobujecie zaplanowac takie weekendy raz na miesiac.
            Jeszcze jedna wspolna rzecz, ktora mozecie razem robic to jakis madry kurs zdrowego gotowania/odzywiania sie. Grubasom zawsze latwiej gdy robia cos z kims i sa motywowane - to jest to, co naprawde mozesz przyjaciolce dac - motywowanie przez wspoludzial.
            • zuzia.zet Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 19:40
              bi_scotti napisała:

              > babskie gadanie mozecie uprawiac nie przy kawie i ptysiach ale na energiczn
              > ym spacerze po parku czy nad rzeka. I gdy pisze "energiczny" to taki wlasnie ma
              > m na mysli - taki spacer, przy ktorym w pewnym momencie jest lekka zadyszka i j
              > uz trudno gadac, bo sie trzeba skupic na lapaniu oddechu smile Pol godziny takiego
              > spaceru co drugi dzien to najpiekniejszy prezent jaki mozesz przyjaciolce zaof
              > erowac tej jesieni.

              Chyba żartujesz! To nie jest najpiękniejszy prezent, to najkrótsza droga, aby sobie całkiem załatwić i tak już nadwerężone stawy i kregosłup.

              > basen
              > - skoro kocha synka, uzyj argumentu "dla dobra dziecka" wink Chodzcie razem - za
              > wsze to dobre dla motywacji. Jak sie bedzie bronic, ze nie ma kostiumu czy inne
              > takie wymigiwanie, wykaz sie sprytem i pomyslowscia caly czas stawiajac na to
              > jaki basen jest dobry dla dzieci - sprawnosc, odpornosc, kontakt woda itd. itd.
              >

              Osoba tak bardzo otyła prawdopodobnie nie będzie miała odwagi rozebrać się na basenie ogólnodostępnym.

              Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, co doradzić. Jedyne co przychodzi mi do głowy to osobista znajomość z kimś, kto takie problemy miał i zwalczył je skutecznie w porozumieniu z fachowcami - lekarz, dietetyk, psycholog. Może taki przykład dałby motywacyjnego kopa w podjęciu decyzji o skorzystaniu z pomocy profesjonalistów, bo samodzielnie przy tej wadze chyba nie ma szans na sukces.
              • bi_scotti Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 21:25
                zuzia.zet napisała:

                to najkrótsza droga, aby s
                > obie całkiem załatwić i tak już nadwerężone stawy i kregosłup.
                >
                > Osoba tak bardzo otyła prawdopodobnie nie będzie miała odwagi rozebrać się na b
                > asenie ogólnodostępnym.
                >

                Nie przeadzajmy! 125 kg przy 164 cm wzrostu to nie jest jeszcze zadne monstrum, to jest normalnie funkcjonujacy, otyly czlowiek. Gdyby wazyla z 200 kg to chodzenie juz faktycznie mogloby byc problemem choc znam i takie, ktore i przy 180 kg sa calkiem sprawne i bywaja szybkie, bestie wink
                Nie wiem jak w PL, ale ja widuje na publicznych basenach kobiety wazace zdecydowanie wiecej niz 125 kg pluskajace sie radosnie i korzystajce z dobrodziejstwa aqua fitness i innych mozliwosci basenowych. Jesli kobita sie wstydzi to nalezy ja wspierac zeby przestala a nie zakladac, ze nie ma sensu.
                Chodzenie i plywanie to najlepsze formy aktywnosci fizycznej niezaleznie od wagi, a dla ludzi planujacych/zaczynajacych poprawe sylwetki sa wrecz niezbedne.
                Kwestia jest taka, ze ona nie musi byc szczupla - wazne zeby byla sprawna i zdrowa. jest wielu ludzi, ktorzy zawsze beda miec "wartswe ochronna" a ich wyniki badan serca, poziomu cholesterolu, cisnienia tetniczego beda zawsze lepsze niz niejednego "szczuplaka", ale geny pomagaja w tym tylko czesciowo i do czasu - na to trzeba jednak pracowac. A najlepsza praca jest zdrowy wysilek fizyczny, ktorego najlepszymi formami sa chodzenie i plywanie, zima narty biegowe lub snow shoes. To nie jest zadna tajemnica smile
                • verdana Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 23:38
                  Ja mam obecnie 55 kg przy 150 cm wzrostu i olbrzymie opory, aby rozebrać się na basenie ogólnodostepnym, bo przecież przy takiej wadze - jestem obrzydliwa.
                  Nie jest wazne, ile człowiek wazy, tylko jak się z tym czuje.
                  • bi_scotti Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 00:10
                    verdana napisała:

                    > Ja mam obecnie 55 kg przy 150 cm wzrostu i olbrzymie opory, aby rozebrać się na
                    > basenie ogólnodostepnym, bo przecież przy takiej wadze - jestem obrzydliwa.
                    > Nie jest wazne, ile człowiek wazy, tylko jak się z tym czuje.

                    Oczywiscie masz racje!
                    Moj maz jest wolontariuszem prowadzacym program aqua fit dla kobiet po odjeciu jednej lub obu piersi i dla ofiar wielkich oparzen - kwestia rozebrania sie publicznie jest sprawa bardzo indywidualna i WIELU ludzi, niezaleznie od wagi, musi nad tym pracowac zanim sie odwaza. Dlatego ja bym "wykorzyatala" dziecko smile Uwazam bowiem, ze gdy sie namawia czlowieka do "ruszania sie", cel jednak uswieca srodki. A postawienie na emocjonalny "szantaz" miloscia do dziecka, dla ktorego basen JEST bardzo fajna sprawa, moze byc bardzo skuteczny w kontekscie kochajacej mamy. Czego mama nie zrobilaby dla siebie, to zrobi dla ukochanego synka! W ostatecznym rachunku zas, nie jest az tak wazne dlaczego ona sie rusza - wazne, ze sie rusza! I o to by chodzilo. Bo, jak wspomnialam wczesniej, do jakichs glebokich decyzji zyciowo-zywieniowych ta przyjaciolka autorki watku musi dojsc sama, ale autorka watku moze jej pomoc w drobnych, codziennych decyzjach dotyczacych spedzania wolnego czasu razem. To zawsze lepsze niz nic.
                    • imasumak Bi_scotti 13.09.10, 22:57
                      Mas sporo racji. Ja w ogóle nie wiem skąd się bierze to przeświadczenie, że ludzie otyli nie są wstanie się poruszać. Owszem, są sporty, których nie powinni uprawiać, ale marsz, pływanie, ćwiczenia rozciągające, a nawet jazda na rowerze, są jak najbardziej wskazane.
                • velluto Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:29
                  bi_scotti napisała:
                  > Nie przeadzajmy! 125 kg przy 164 cm wzrostu to nie jest jeszcze zadne monstrum,
                  > to jest normalnie funkcjonujacy, otyly czlowiek.

                  Chyba sobie jaja robisz, to nie otyłość, tylko gigantyczne, potworne zapasienie.
                  Moja koleżanka dobija 100 kg a jest znacznie wyższa - wygląda niestety strasznie i trudno jej się ruszać, mimo że całe życie była wysportowana i prowadzi aktywny tryb życia. Niestety jej stawy odczuwają ciężar. A przy 20 cm mniej to już musi być dramat, i estetyczny i funkcjonalny.
                  Nie ma co się łudzić, że da się być sprawnym i zdrowym będąc górą sadła.

                  • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 22:50
                    Twoja koleżanka ma wzrost 184 cm? To jej BMI wynosi w granicach 29. Sporo, ale to zaledwie nadwaga, a nie otyłość. Może problemy ze stawami i ogólnie z ruszeniem są spowodowane czym innym? Bliski kolega mojego męża ma BMI powyżej 40 i nie ma żadnych problemów z poruszaniem. Owszem, wygląda bardzo grubo, ale jest całkowicie sprawnym facetem.
                    • myelegans Re: moja przyjaciółka grubaska 14.09.10, 02:55
                      imasumak napisała:

                      Bliski kolega mojego męża ma BMI powyżej 40 i n
                      > ie ma żadnych problemów z poruszaniem. Owszem, wygląda bardzo grubo, ale jest c
                      > ałkowicie sprawnym facetem.

                      Jeszcze jest sprawnym, ale to chodzaca bomba zegarowa, w kazdej chwili bez ostrzezenia, moze dostac rozleglego zawalu i sie juz nie podniesc, albo cukrzycy, albo raka, albo wiencowki, ot obudzi sie pewnego dnia z bolem pod lewa lopatka.
                      Na zasadzie, a "moj dziadek palil 60 lat i zmarl jak mial 80 bo go samochod potracil"
                      To kwestia statystyki, ktora w przypadku ludzi otylych przechyla sie niebezpiecznie na ich niekorzysc.
                      • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 14.09.10, 10:22
                        Czy ja to kwestionuje? Ja tylko argumentuje, że osoba nawet z BMI powyżej 40 jest w stanie się normalnie poruszać. Nasz znajomy chodzi po górach i pływa, notomiast ktoś powyżej twierdzi, że przy takim BMI nie powinien nawet spacerować :-0
          • aurita Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 08:12
            > No to umrze. Przy takiej nadwadze szanse na dożycie pełnoletności dziecka ma ni
            > kłe.

            a ty przepraszam nie umrzesz? chudzi sa ogolnie zdrowi? nie cierpia na zadne dolegliwosci?
        • pierwszy_poruszyciel Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:39
          A to jest powszechny problem ludzi otyłych. Dlaczego? Bo jak wchodzą do lekarza, to pierwsze co słyszą to "ale pani gruba - musi pani schudnąć". I wszelkie problemy zdrowotne są zrzucane na wagę. Mojej siostrze, kiedy pojechała na ostry dyżur ze złamanym śródstopiem (jak się później okazało) lekarz powiedział, że to nadwyrężona kostka ze względu na wagę. Ma schudnąć to przejdzie. Jak chodziła do lekarza rodzinnego z kaszlem/bólem gardła, to wychodziła z diagnozą - schudnąć. Nie żeby pani doktor poleciła specjalistę czy zleciła badania. I siostra nie chce za nic w świecie do lekarzy chodzić. Oczywiście, otyłość jest przyczyną wielu chorób. Ale to nie znaczy, że otyłym ludziom nie należy się leczenie. I to nie są tylko doświadczenia mojej siostry. Nie raz widziałam moją ciocię, kobietę po 60-tce, płaczącą po wyjściu od lekarza. Bo metoda "na krzyk" i "kubeł zimnej wody" NIC nie daje. Co najwyżej wpędza ochrzanianego w większe problemy psychiczne.
          Jak pomóc koleżance? Nie dam Ci recepty, bo cały czas takiej nie znalazłam. Próbowaliśmy z siostrą różnych metod - razem z rodzicami jeździła na wczasy odchudzające, były diety normalne i cud - nic na dłuższą metę nie pomogło. Dodam że sytuacja o tyle ciężka, że mowa o wrażliwej nastolatce. Teraz siostra chodzi do psychiatry, bierze antydepy i czekamy, aż zaczną działać. Od października dziewcze idzie na studia i ma zacząć terapię, wtedy też pomyślimy o lekarzu-dietetyku itp.
    • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 17:42
      Nie wtryniaj sie nie w swoje sprawy. jej waga jej zycie. Grubasy sa przeczulone na punkcie swojej wagi, to ze jej dopieprzysz (tzw" kubel zimnej wody") jedyne co sprawi to to ze pojdzie ona do domu i tam zaje depreche przez ciebie spowodowana.
      Grubasy maja takie same prawo do zycia jak chca, jak kazdy inny. Jezeli bedzie chciala cos ze swoja waga zrobic, to zrobi - i nie mam na mysli idiotyzmow typu wizyty za gruba kase u nawiedzonego dietetyka (zaden dietetyk jeszcze nie odchudzil nikogo trwale, ani z wiekszej nadwagi). Jestes jej przyjaciolka to ja wspieraj, a nie wytykaj slabosci - no chyba ze chcesz uslyszec cos pod swoim adresem co ci sie niekoniecznie spodoba, a tez powiedziane w ramach "zimego kubla wody" (np twoj gach to skonczony dupek).
      • rosapulchra-0 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 18:55
        ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam napisała:

        zaden dietetyk jeszcze nie odch
        > udzil nikogo trwale, ani z wiekszej nadwagi


        i tu się mylisz, osobiście znam dziewczynę, która dzięki dietetykowi i stosowaniu się do jego rad, schudła ponad 20 kg, bo o tyle była za ciężka, proces chudnięcia trwał ponad rok, a dziewczyna jest po dobrze po 40, wygląda tak, że niejedna 30latka może jej zazdrościć.
        • rosapulchra-0 Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 18:57
          aa! akcja chudnięcia była jakieś 3 lata temu, nie ma efektu jo-jo, bo dziewczyna nie skończyła na samym odchudzaniu, ale również zastosowała się do 'wychodzenia' z diety i stosując się do rad dietetyka zachowuje cały czas odchudzoną wagę.
          • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 20:02
            Za to ja znam conajmniej 3 osoby ktore nie schudly dzieki wymyslom dietetykow - wiec jednak skkutecznosc 1 do 3 nie skutecznych to dosc mala efektywnosc. Mozna powiedziec ze jezeli sie chce schudnac to i dietetyczka nie jest potrzebna - za to zniechecic do odchudzania dietetyk moze skutecznie swoim podejsciem. Dlatego ostatnia osoba do ktorej bym poslala grubasa to dietetyk. Predzej do lekarza, psychologa, ba nawet do ksiedza predzej bym poslala.
            • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 16:04
              To nie dietetyk ma za nas chudnąć, nie psycholog ma rozwiązywać nasze problemy. Sami mamy to robić, a te osoby mają jedynie czuwać, ewentualnie wskazywać drogę.
              • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 20:56
                owszem, ale o ile wiedza psychologa poparta jest jakas faktyczna wiedza, tak dietetycy opieraja sie jedynie na swoim widzimisie i innych idiotyzmach, bardziej szkodza niz pomagaja.
                • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 22:05
                  No ale dietetyk też ma odpowiednie wykształcenie, a co za tym idzie wiedzę i umiejętności. No chyba, że mówimy o takich niby dietetykach, ale partaczy można znaleźć w każdym zawodzie, czy to lekarz, murarz, ksiądz, czy nauczyciel. Natomiast dobry specjalista kosztuje i to też może być dla wielu ludzi problem.
    • foczkaka Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 18:02
      a ja polecam książkę Doroty Saneckiej "Dlaczego chcę być gruba?". Nie ma tam nic o koloejnych dietach, a o aspekcie psychicznym. NIc skomplikowanego, zadne wymądrzanie sie. Mi osobiscie ta książka pomogła inaczej spojrzec na kwestie mojego odchudzania sie całymi latami i na siebie w ogóle. Naprawde polecam kupic przyjaciółce tę książkę.

      Nie polecam natomiast kubła zimnej wody. Nie znam grubasa który doskonale nie zdawał sobie sprawy z tego jak wygjąda i co powinien zrobić, załoze sie ze Twoja kolezanka tez wie. Mysle ze nie odwołuj sie do jej poczucia własnej warrtosci, nie ow o jej wyglądzie. Jesli juz to o zdrowiu, o tym ze jej dziecku nalezy sie zdrowa i w pełni sprawna mama, no i o tym ze szkoda zycia.
      Jesli jestescie blisko ze sobą, moze sama najpierw przeczytaj ksiazke o ktorej pisałam, bedziesz wtedy wiedziała jak pomoc przyjaciółce jesli zdecyduje sie na walke z otyłoscią.
      • foczkaka Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 18:06
        Co do diet - przy tej wadze nic ponizej 1200-1500 kcal dziennie. Żadne monoskładnikowe. No i Dukan bez opieki lekarskiej tez raczej nie, bo jednak obciąza wątrobę. Zdrowe są diety oparte na niskim Indeksie Glikemicznym - MOntignac lub South Beach. No a naljepiej wizyta u lekarza i dietetyka oczywiście.
        • pieprzisol Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 19:49
          ja_w _twoim_wieku _nie _jadłam-wg ciebie troska o przyjaciółkę to wtrynianie nosa w nie swoje sprawy?? ja chcę,żeby długo żyła i cieszyła nas swoją obecnością,bo ją po prostu KOCHAMY!!! co do tekstu o gachu-nie znasz jej,ona nigdy w ten sposób do nikogo by się nie odezwała,nie potrafi nawet się kłócić-jest cudowną osobą,jakich teraz mało.Wylewaj swoją żółć może gdzie indziej? mam nadzieję,że nie jesteś podobna do pani,która wypowiedziała słowa "ja w twoim wieku nie jadłam" -moja przyjaciółka wygląda od niej dużo gorzej
          • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 20:05
            Moze ona o tobie tez tak mysli - "to super osoba wiec moze nie przypieprzy mi nic na temat mojego wygladu" . Zajmij sie czym innym a nie wtryniaj nosa w nie swoje sprawy. Naprawde uwazasz swoja kolezanke za tak glupia albo tak slepa ze nie wie jak wyglada i do czego taka waga prowadzi? (choc IMO to dosc wyolbrzymione wymysly, mozna byc szczuplym i pasc na zawal przed 30).
            • pieprzisol Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 20:27
              nie,tak nie jest,nic o niej nie wiesz
              • marminia Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 21:38
                Niech poczyta sobie forum "mama cud"! Tam dziewczyny chudną w grupie, wspierają się wzajemnie. Czasem można odnaleźć siebie w ich historiach. No i można to robić zza komputera, gdzie nikt nie będzie oceniał jej wyglądu. Niezły IMHO jest też pomysł, żeby zamiast na babskie kawki umawiać się na spacery, może na basen (naprawdę nie chodzą tam same super laski!). Chodzi bardziej o zmianę trybu życia niż o dietę cud.
                • czar_bajry Re: moja przyjaciółka grubaska 12.09.10, 23:26
                  Przyznam się że po przeczytaniu tytułu wątku myślałam ze będzie kolejny typu "jaka ona okropna bo gruba" , zaskoczyło mnie pozytywnie to iż autorka martwi się o koleżankę.
                  Wydaje mi się że problem jest w jej psychice, spróbuj na początek namówić ją do tego o czym pisze marminia- bardzo sensownie. Jednak bez lekarza chyba się nie obejdzie bo to już nie nadwaga tylko porządna otyłość. Weź ją pod włos : że młoda i dzieci ma więc powinna dbać o siebie itp.
                  • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 16:12
                    Ech, szkoda, że takie teksty też nie działają, mówię to na przykładzie mojej matki. Próbowaliśmy nakłonić ją do odchudzania już dawno temu, ale nigdy się nie zmotywowała dostatecznie. U niej dieta trwała najdłużej kilka dni. I zawsze są jakieś wymówki. A teraz to już twierdzi, że jest za stara i wszystko jej jedno jak wygląda i czy umrze za 10 czy za 20 lat. Smutno się tego słucha. A najlepsze jest to, że sama pracuje w poradni dla diabetyków i uczy ludzi zdrowej diety przy cukrzycy smile To tak samo jak z lekarzami, którzy mówią o szkodliwości palenia, a sami kopcą jak lokomotywy.
              • ja_w_twoim_wieku_nie_jadlam Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 20:54
                poplacz sie
          • rikol Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 15:09
            Jesli ona nie potrafi sie klocic, to masz tu odpowiedz, czmue sie objada. To zastepuje jej wyladowanie zlosci i ogolnie negatywnych uczuc. Jesli ktos tlumi w sobie uczucia, one musza gdzies 'wyjsc'. Tym bardziej pomoze jej psycholog czy psychiatra. Ona moze miec depresje poporodowa. Zreszta badania sa konieczne, wiadomo, ze przez internet sie nie zdiagnozuje.
    • ila79 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 00:53
      Tutaj nic nie zdziałasz perswazją, tłumaczeniem, namawianiem. To tak, jakbyś chciała namówić alkoholika, żeby przestał pić. Zaprowadź lepiej przyjaciółkę do psychologa. Jej jest potrzebna terapia, byc może grupowa dla osób kompulsywnie objadających się. Po opanowaniu psychiki można dopiero wziąć sie za ciało i zdrowie fizyczne.
    • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 09:06
      jestem gubaską.

      martwię się o siebie, bo też mam dzieci. trudo mi schudnąć, bo przytyłam po lekach hormonalnych.

      i powiem Ci tak - z własnego doświadczenia.

      grubas walkę ze sobą musi stoczyć sam. bez niczyjej pomocy. tłumaczenia rzeczy oczywtistych tylko grubasa zranią. myślisz, że przyjaciółka jest idiotką i nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje? na bank tak nie jest. ona dobrze wie... i nie jest jej z tym dobrze.

      co możesz zrobić? nie mówić jej niczego, nie serwowac pogadek o zdrowiu i wyglądzie, bo zranisz tylko dziewczynę. zamiast tego zapiszcie się razem na basen czy aerobik. idżcie razem na spacer albo na kurs nordic walking. tylko tak możesz dziewczynie pomóc.
      • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:20
        myślisz, że przyjaciółka jest idiotką i nie
        > zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje?

        Nie jest idiotką, wszystko wskazuje, że jest chora, uzależniona. Nawet jeśli sobie z tego zdaje sprawę to nie znaczy, że uda jej się poradzić z tą chorobą bez pomocy specjalisty.
      • imasumak Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:46
        Areobic? Przy takim balaście?
    • zebra12 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 09:33
      Otyłość to poważna choroba. Nic nie da porada: żryj mniej. Ta choroba jest w mózgu. Kobieta potrzebuje przede wszystkim porady psychologa i wsparcia najbliższych. Potem dopiero dieta. Ale najlepsze efekty daje połączenie psychologa z dietą i operacją bariatryczną. Nie wiem czy w PL są refundowane, ale warto się dowiedzieć.
      Koniecznie jednak zacznijcie od psychologa spacjalizującego się w takich problemach.
      • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:00
        operacje bariatryczne są w Polsce refundowane powyżej BMI 40.
        • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:16
          Są refundowane, znam osobiście dwie kobiety po takich operacjach. Niestety w Polsce jak zwykle zaczyna się od dupy strony, czyli od operacji. W pierwszej kolejności potrzebna jest psychoterapia. Obie dziewczyny, które znam po operacji zmniejszenia żołądka dużo schudły. Ta która miała tą operację wcześniej zdążyła już utyć prawie tyle, ile schudła. Druga jeszcze nie, ale też już znacznie utyła i wszystko wskazuje, że w jej przypadku też operacja nie przyniesie spodziewanych efektów.
    • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 09:43
      Wiem, że wobec takich osób stosuje się metody podobne do leczenia innych uzależnień, czyli zaczyna sie od interwencji: grupa bliskich osób, najlepiej pod kierownictwem kogoś, kto już ma doświadczenie w przeprowadzaniu interwencji, spotyka się i prosi ją, żeby rozpoczęła leczenie tłumacząc, jak bardzo martwią się konsekwencjami jej uzależnienia.
      • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 09:59
        Bri, to nic nie daje!

        ile to rodzin z problemem alkoholowym prosi i tłumaczy, ile matek prosi i tłumaczy dzieciom - narkomanom - i nic! nie tędy droga niestety. pieprzenie o skutach nałogu jest dla osoby uzaleznionej zwykłym pieprzeniem, a pierwsze, co taka osoba powie - ja nie jestem uzalezniony, mam kontrolę, wiem, co robię itd.

        osoba uzależniona musi sama się stoczyc i sama zrozumieć. a potem bardzo potrzebuje wsparcia i wtedy jest pole do popisu dla psychologów i rodziny , a także grup wsparcia. ale nic się nie da zrobić, jeśli delikwent sam nie chce. niestety sad
        • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:11
          Nie wiesz na czym polega interwencja. Nie chodzi o to, żeby prosić bez końca. W trakcie interwencji spotykają się wszyscy bliscy uzależnionej osoby i tworzą wspólny front. Najpierw proszą, jeśli osoba uzależniona zgodzi się podjąć leczenie mają dla niej gotowy pakiet: odwyk (ropozczynający się od zaraz), potem kompleksowe leczenie, przede wszystkim psychologiczne.

          Jeśli uzależniona osoba nie chce się zgodzić podjąć leczenia rodzina oświadcza, że od tej chwili przestaje jej uzależnienie wspierać. Uzależniony ma się np. wyprowadzić z domu rodziców, czeka go rozwód, przyjaciele nie będa się z nim więcej spotykać, dzwonić, pomagać w żaden sposób; od nikogo nie dostanie pieniędzy, nikt nie będzie regulował jego zobowiązań, jeśli wsiądzie do samochodu nietrzeźwy rodzina natychmiast poinformuje policję, tak samo jeśli zauważą u niego narkotyki itd.

          Zgadza się, że osoba uzależniona musi sama stoczyć walkę ze sobą i sama zdecydować się na leczenie. Problem polega na tym, że zwykle masę osób pomaga jej w kontynuowaniu nałogu i interwencja ma jej uświadomić, że to się skończy i od tej pory będzie z tym tematem sama, chyba, że podejmie leczenie.
          • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:20
            Bri, ja się zajmuję uzależnieniami fachowo / konkretnie alkoholizm/ i wiem z doświadczenia, jaki odsetek ludzi uzaleznionych reaguje na takie interwencje. to znikomy procent, a nawet jeśli taka osoba podejmuje leczenie, w 99% przypadków po jakimś czasie w nie wpada z powrotem. mam masę takich osób w ośrodku. jedynie ci, którzy sami dojrzeli do pewnych spraw są w stanie utrzymać się w trzeźwości.

            osoba uzalezniona musi się sama przed sobą przyznać i dojrzeć do tego, że ma problem. nikt tego nie załatwi.

            a co do kontnynuacji nałogu - to owszem, masz rację. dopóki są linki, które potrzymują, chronią i bronią przed konsekwencjami - nic się nie da zrobić.
            • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:34
              Nawet jeśli znikomy procent reaguje na interwencję, to jest to jedyna rzecz, jaką bliscy takiej osoby mogą zrobić, jeśli widzą, że ktoś w rodzinie jest ewidentnie chory. Sorry, ale nie wyobrażam sobie patrzeć jak bliska mi osoba wykańcza się w szybkim tempie i nie zareagować, bo "tylko sprawię jej przykrość".

              Wiem, że leczenie uzależnienia to jest bardzo trudny proces, który najczęściej kończy się porażką, ale jeśli bliscy mogą coś zrobić, żeby pomóc, to jest to właśnie interwencja.
    • jot_ka Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:01
      Podrzuć jej linka do strony
      www.anonimowizarlocy.org/index.php
      To jest wspólnota pokrewna AA, opierająca się na tej samej idei, ale dla osób któe nie radzą sobie z jedzeniem a nie alkoholem. Może zetknięcie się z ludźmi, któzy przechodzili albo przechodzą przez to samo zmotywuje ją do leczenia. Bo niewątpliwie jest chora.

      Jeśli w Twoim mieście jest mityng AŻ
      www.anonimowizarlocy.org/mitingi.php
      to zawsze możesz pójść razem z nią na ten, któy nazywa się "otwartym".
    • jo-asiunka Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:19
      Problem z objadaniem to problem z psychiką, wysłałabym ją do psychologa. Serio. Potem dopiero dieta.
    • annvangier Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:25
      moze oprocz dietetyka terapueta bo koleznak chyba jest uzalezniona od slodyczy jak inni od wódy, czy internetu
      • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:31
        to prawda, że słodycze uzalezniają i mechanizm wchodzenia w uzależnienie jest niemal identyczny jak przy nikotynie czy alkoholu.

        ale można być grubym bez jedzenia słodyczy. mozna nie chudnąć będąc na diecie.

        ja wiem jedno - pogadanka zdrowotna tylko tę dziewczynę zrani niepotrzebnie. do psychologa też trzeba chcieć pójść. nie każdy ma ochotę na rozmowę o sprawach osobistych z całkiem obcą osobą.
        • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 10:40
          Lepiej po prostu robić krzywe miny widząc jak pochłania kolejny kilogram cukru ze smalcem. Jeśli sprawa jest naprawdę poważna chowanie głowy w piasek to idiotyzm, który nie dość, że nie pomógłby tej dziewczynie, to jeszcze zaszkodził mi. Nie wiem jak Ty się zajmujesz tym leczeniem uzależnień, skoro Twoim zdaniem szczere wyznanie swoich uczuć i obaw względem bliskiej osoby nie ma sensu.
          • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 12:28
            ja nie leczę uzależnień. pomagam uzaleznionym, a to różnica. nie ma wyleczenia z uzaleznienia. uzaleznionym sie jest na całe życie.

            dla pomagania z wyjścia z uzależnienia jakiekolwiek słowa -owszem. nie mają sensu. można zapewniac o miłości, o tym, że się chce pomóc i tak dalej - ale to tylko słowa, które dla osoby uzaleznionej brzmią w uszach przez jakieś 10 minut. a potem to wszystko gdzieś tam przebrzmiewa, po czym alkoholik idzie po kojelną butelkę, a grubas zagryza czekoladką. nikt nie wyszedł z uzaleznienia dla kogoś bliskiego. zawsze robi się to dla siebie. i dlatego jest to tak strasznie trudne.

            Bri, ja wiem - chcesz dobrze. ale nie wiesz, jak działają mechanizmy uzależnienia i proces wychodzenia z nałogu . słowa niczego nie zmienią. niestety. gdyby tak było, nie byłoby tylu uzależnionych.

            podpowiedziałam autorce, co może zrobić dla koleżanki. jako osoba, która sama walczy z tłuszczem wiem, że nie ma nic lepiej nie motywuje jak spadająca waga. luźniejsze ciuchy. spodnie o rozmiar mniejszy. autorka może spróbować ruszyć swoją przyjaciółke, a potem się z nią cieszyć z tych luźniejszych portek i wspierać w dalszej walce. przyjaciółka z czasem sama zrozumie, że warto i zacznie walczyć samodzielnie.
            • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 12:57
              ale nie wiesz, jak działają mechanizmy uzależnien> ia i proces wychodzenia z nałogu

              A skąd wiesz, że ja nie wiem? Do Twojej informacji mam całkiem sporo informacji na ten temat.

              Nie twierdzę, że ma sens codzienne robienie kazań chorej osobie. Interwencja ma sens i temu chyba zaprzeczyć nie możesz. Interwencja sama w sobie nikogo nie uleczy, to dla mnie absolutnie jasne. I też interwencja to nie tylko słowa, muszą za nią iść czyny.

              To co proponujesz, czyli zaproszenie koleżanki na spacer albo na basen, to jest jak oferowanie alkoholikowi ciepłego obiadku w każdą niedzielę, żeby ratować jego wątrobę. Da to tyle, że on i cała reszta dłużej będzie mogła się łudzić, że nie jest tak źle.

              jako osoba, która sama w
              > alczy z tłuszczem

              Tłuszcz to jest problem wtórny w opisanej sytuacji i dziwię się, że tego nie rozumiesz.
              • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 14.09.10, 08:59
                > A skąd wiesz, że ja nie wiem?

                czytam, co piszesz wink dużo w Twoich słowach emocji, co zrozumiałe, ale mało wiedzy jak pomóc, żeby pomóc skutecznie wink

                >Tłuszcz to jest problem wtórny w opisanej sytuacji i dziwię się, że tego nie ro
                > zumiesz.

                owszem, rozumiem. bo zajadam problemy jak większość grubasów. to nie jest żaden problem wtórny - naczynia połączone.

                myśl, co chcesz , Twoje pomysły skutecznie nie będą i tyle. grubas sam musi chcieć schudnąć , sam musi znaleźć motywację do działania, a potem wsparcie. pogadanki naukowe i burze mózgów nic nie dadzą. szkoda tylko dziewczyny, jej wstydu i ewentualnego urażenia własnej godnosci.
                • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 14.09.10, 10:15
                  dużo w Twoich słowach emocji, co zrozumiałe, ale mało wie
                  > dzy jak pomóc, żeby pomóc skutecznie wink

                  Jasne, za to Twoim zdaniem pomóc nie można w ogóle, trzeba tylko cierpliwie czekać, aż uzależniony sam znajdzie w sobie siłę, żeby porzucić nałóg. Nie można nawet powiedzieć mu, że zrywamy kontakty, bo jego nałóg niszczy także nas albo dodatkowo jeszcze nasze dzieci.

                  > owszem, rozumiem. bo zajadam problemy jak większość grubasów. to nie jest żad
                  > en problem wtórny - naczynia połączone.

                  Skoro sama masz podobny problem to Twoje zaprzeczenia, że cokolwiek można i trzeba zrobić są absolutnie zrozumiałe w świetle tego, co wiemy o uzależnieniach.

                  > myśl, co chcesz , Twoje pomysły skutecznie nie będą i tyle.

                  Ależ ja tego sama nie wymyśliłam, może to Cię uspokoi. To jest metoda stosowana przez ludzi, którzy zęby zjedli na pomaganiu uzależnionym w wyjściu z nałogu, zajmują się tym zawodowo przez pół życia i sami przeszli przez piekło uzależnienia. Interwencja nie leczy, interwencja ma spowodować, że uzależniony zgodzi się podjąć leczenie.

                  • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 14.09.10, 13:15
                    niepotrzebnie jestes sarkastyczna i złośliwa uncertain

                    nie czytasz dokładnie, a potem się pieklisz.

                    a skoro tyle wiesz, to proszę bardzo - kop leżącego. powiedz grubasowi, że jest gruby i niedługo zejdzie. doskonała metoda na poważny problem uncertain mnie do szału doprowadzały takie pogadanki. a jedyne, co z tego wynikło to conajwyżej kolejna tabliczka czekolady na poprawę humoru. Bri, to są metody NIESKUTECZNE! trzeba szukać gdzieś indziej.

                    żeby pomagać, trzeba wiedzieć JAK to robić skutecznie. poczytaj o 12 krokach. i ciekawe, jaką tam znajdziesz rolę rodziny...

                    prawda jest taka, że dopóki osoba uzalezniona od czegokolwiek sama nie dojrzeje do leczenia , absolutnie nikt nie jest jej w stanie pomóc. i powie Ci to kazdy terapeuta i każda osoba uzależniona, która się próbuje wyzwolić z nałogu. możesz zaprzeczać, ile chcesz. taka jest prawda, niestety bolesna , ale prawda.

                    pogaduszki nt - ojej, ale jesteś gruba, ojej, ile ty pijesz, ojej, znowu się naćpałaś - nie powinnać tego robić bo... - są nieskuteczne. ale czasem przychodzi taki moment, że osoba z problemem się może ocknąć i zacząć działać. u każdego może to być coś innego. ale niestety- to musi być praca nad sobą. i właśnie dlatego wychodzenie z uzależnień jest takie trudne. gdyby pomogła pogadanka rodzinna, nie trzeba byłoby tylu grup AA .

                    >Interwencja nie leczy, interwencja ma spowodować, że uzależniony zgodzi się podjąć leczenie.

                    statystyki które prowadzi mój ośrodek twierdzą jednoznacznie - minimalna ilość alkoholików ocknęła się po pogaduchach z rodziną. minimalna. dla tego minimum też warto - ale trzeba jasno powiedzieć - to nie jest skuteczne. nawet jeśli - to po leczeniu zdecydowana więszkość wraca do nałogu po kilku miesiącach, góra 2 latach. bo zmiana nie zaszła w głowie osoby chorej - osoba chora została zaleczona na jakiś czas.

                    przy kazdym uzależnieniu wystarczy jeden maleńki powrót do uzależniacza - i znowu staczamy się w dół. dlatego zmiany muszą nastąpić świadomie w głowie chorego, po to, żeby wiedział, że kazde potknięcie to jest wielkie niebezpieczeństwo i musi niestety pilnować się już do końca życia.

                    podobnie jest z dietą. ciekawe, dlaczego tyle ludzi ma słynny efekt jo-jo . odpowiedź jest prosta - choroba została zaleczona na jakiś czas, czujność chorego sie uśpiła, po okresie euforii osoba chora wraca do starych nawyków - i mamy jo-jo. odchudzanie to też jest sprawa na całe życie.

                    mnie się raz udało, po dzieciach i lekach wróciłam do starej wagi, walczę i znów mi się uda. ale o pizzy na kolację i tabliczce czekolady niestety będę musiała zapomnieć. taka jest cena szczupłej sylwetki w moim przypadku. każda osoba odchudzona musi pamiętać o diecie do końca życia.

                    ale żeby móc tej wielkiej sztuki dokonać i odmówić sobie tej pizzy, trzeba mieć świadomość tego, co się dzieje i wielką wole do walki.

                    skąd ja ją mam? wcale nie z rodziny, nie od dzieci. tylko od coraz mniejszego rozmiaru w pasie. dlatego proponuję to, co proponuję. dla grubasa nie ma większej nagrody i za tym motywacji jak mniejszy rozmiar i słowo człowieka - oj, ale schudłaś. świetnie wyglądasz. naprawdę.
                    • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 14.09.10, 14:08
                      Czy Ty w ogóle czytasz to co piszę? Gdzie napisałam, że pogdanka rodzinna uleczy uzależnionego? Zacytuj proszę.

                      Powtarzam po raz enty: nie ma sensu dogryzać i robić kazań grubasowi - nigdzie nic takiego nie radzę. Ale jeśli sprawa dotyczy uzależnienia, które prowadzi do utraty zdrowia, a nawet śmierci rodzina może przeprowadzić interwencję. Interwencja może, choć nie musi, nakłonić chorą osobę do leczenia. Nie ma następnie żadnych gwarancji, że leczenie zadziała, ani że uzależniony nie wróci do nałogu. Ale jeśli rodzina i bliscy chcą taką osobę ratować, to interwencja jest jedynym krokiem, jaki mogą podjąć. Nie twierdzę, że zadziała, ale lepsze to niż się przyglądać, jak ktoś się wykańcza.

                      statystyki które prowadzi mój ośrodek twierdzą jednoznacznie - minimalna ilość
                      > alkoholików ocknęła się po pogaduchach z rodziną. minimalna. dla tego minimum
                      > też warto

                      To w końcu jednak zgadzasz się ze mną, tak?

                      > podobnie jest z dietą. ciekawe, dlaczego tyle ludzi ma słynny efekt jo-jo . odp
                      > owiedź jest prosta - choroba została zaleczona na jakiś czas, czujność chorego
                      > sie uśpiła, po okresie euforii osoba chora wraca do starych nawyków - i mamy j
                      > o-jo. odchudzanie to też jest sprawa na całe życie.

                      Odchudzanie leczy otyłość, ale nie leczy uzależnienia od jedzenia. Uzależnione od jedzenia są przezroczyste jak cień anorektyczki, szczupłe bulimiczki, itp. Nie trzeba być grubym, żeby być uzależnionym od jedzenia.

                      Uzależnienia od jedzenia nie leczy się dietą, tak samo jak detox nie leczy z alkoholizmu czy narkomanii. Oczywiście uzależniony musi przede wszystkim chcieć się leczyć, mieć motywację do zmiany: interwencja ma tej motywacji, przynajmniej początkowej, dostarczyć.

                      > skąd ja ją mam? wcale nie z rodziny, nie od dzieci. tylko od coraz mniejszego r
                      > ozmiaru w pasie. dlatego proponuję to, co proponuję. dla grubasa nie ma większ
                      > ej nagrody i za tym motywacji jak mniejszy rozmiar i słowo człowieka - oj, ale
                      > schudłaś. świetnie wyglądasz. naprawdę.

                      Wprawdzie to jest zupełnie off-topic, bo Twoje odchudzanie nie ma nic wspólnego z leczeniem uzależnień, ale pytam z ciekawości. Czemu zaczęłaś w ogóle się odchudzać? Bo przecież ten mniejszy rozmiar w pasie to była dopiero konsekwencja pewnej decyzji. Wiesz dlaczego pewnego dnia postanowiłaś: od dziś się odchudzam?

                      • aurita Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 08:31
                        Nie bardzo rozumiem porownanie otylego do alkoholika i propozycje tej samej (niskutecznej zreszta interwencji)
                        Alkoholizm niszczy i pijacego i jego bliskich, natomiast otylosc kolezanki chyba nie ma wplywu na zycie bliskich? a juz na pewno nie na zycie przyjaciol? Mam ciotke ktora powinna isc na operacje nogi, juz prawie nie chodzi. Jej najblizsi musza jej pomagac (np wozic samochodem w rozne miejsca), czy ja tez wywalilabys z domu? bo ciotka nie pojdzie na operacje bo nie chce.

                        Kubel "zimnej wody" to chyba najgorsza rzecz ktora mozna grubasowi zrobic. Wykazuje tylko zupelne niezrozumienie problemu.
                        • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 09:16
                          >Alkoholizm niszczy i pijacego i jego bliskich, natomiast otylosc kolezanki chyb
                          > a nie ma wplywu na zycie bliskich?

                          ma i to ogromne. kompleksy, wieczne niezadowolenie z siebie, nerwowość, niedosypianie - więc zmęczneie, bóle kręgosłupa, niższa aktywność ruchowa - to wszystko ma ogromne znaczenie dl a funkcjonowania najbliższej rodziny.

                          kazda choroba to choroba nie tylko osoby, ale całej rodziny. oczywiście, alkoholizm jest duzo bardziej destrukcyjny i groźny w sensie np. bicia czy molestowania, ale osoba otyła to prawdziwa omba zegarowa złych emocji. bardzo często wbrew temu, co o sobie mówi i jak się zachowuje. dlatego więszkość grubasów to bardzo sympatyczne, wesołe osoby - ale co siedzi w srodku, wie tylko grubas. podwójne zycie jest bardzo trudne.
                          • aurita Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 13:42
                            > ia, ale osoba otyła to prawdziwa omba zegarowa złych emocji.

                            a moze przez takie panienki typu "kubel zimnej wody"?

                            Oczywiscie ze kazda choroba ma wplyw na zycie rodziny. Gdybym nie miala nog tez wielu rzeczy bym nie mogla zrobic. Czy tylko absolutnie zdrowi powinny miec rodziny?
                            • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 15:06
                              Jeśli byś straciła nogi, bo po pijanemu wsiadłaś do samochodu albo usnęła na torach, i mimo to utrzymywałabyś, że sama sobie poradzisz z problemem (uzależnieniem od alkoholu) i nie chciała o tym z nikim rozmawiać, to owszem, nie każda rodzina byłaby w stanie to znieść. To jest właściwa analogia.

                        • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 09:34
                          Nie wiem czy to dotyczy konkretnie tej osoby, o której mowa w pierwszym poście. Za mało danych żeby stwierdzić czy jest uzależniona, może być po prostu chora fizycznie, ale zdecydowanie chorobliwe obżeranie się/głodzenie członka rodziny może być tak samo niszczące dla rodziny takiej osoby, jak alkoholizm. Jej bliscy przeżywają podobne emocje: lęk o jej zdrowie, wstyd przed obcymi, mają poczucie bezsilności itd. Osoba uzależniona od jedzenia traci bliskie kontakty z ludźmi, zwykle nie jest w stanie usiąść z nimi przy stole i wspólnie zjeść posiłku, osoba z duża otyłością nie pójdzie z dziećmi na basen i nie pogra w piłkę, często odmawia współmałżonkowi seksu, ukrywa przed światem swoje orgie obżarstwa, czy też prawdziwą wagę, wymioty, izoluje się, obżarstwo/anoreksja tak samo uniemożliwiają normalne życie jak alkoholizm itd. U podstaw tego uzależnienia mogą leżeć zjawiska bardzo podobne do tych leżących u podstaw alkoholizmu i podobnie można je leczyć. Nie wymyśliłam tego sama, takie podejście stosuje się powszechnie na świecie.

                          czy ja tez wywalilaby
                          > s z domu? bo ciotka nie pojdzie na operacje bo nie chce.

                          Ujmę to tak: gdyby mieszkała ze mną, to musiałaby iść na tą operację, skoro jest konieczna.
                          Rodzina Twojej ciotki może czerpać różne benefity z jej postępującego kalectwa i może dlatego nie nalegają, żeby zaczęła się leczyć.

                          Nie każdy grubas jest uzależniony od jedzenia. Interwencję sens jest stosować wobec osób uzależnionych.
                          • aurita Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 13:39
                            > Nie wiem czy to dotyczy konkretnie tej osoby, o której mowa w pierwszym poście.

                            Czy ty wogole znasz jakiegos grubasa? czy to twoje wyobrazenie o ludziach grubych?
                            Jestem otyla i siadam do stolu, chodze na basen (uwielbiam plywac), gram w pilke (dziecko mnie zmusza), uprawiam seks, nie trace kontaktow z ludzmi, pracuje... Czasami mam dola, ale to tez nie jest specyfika grubasow. To co opisujesz to jakis horror wart chyba ksiegi Guinnessa ?


                            > y przeżywają podobne emocje: lęk o jej zdrowie, wstyd przed obcymi,
                            wstydzisz sie grubej kolezanki? moze powiedz jej to, zapewniam ze uwolni cie od tej meki kopem w doope

                            > Ujmę to tak: gdyby mieszkała ze mną, to musiałaby iść na tą operację, skoro jes
                            > t konieczna.
                            bo jak nie to co? wszyscy musza skakac jak im zagrasz?

                            > Rodzina Twojej ciotki może czerpać różne benefity z jej postępującego kalectwa
                            > i może dlatego nie nalegają, żeby zaczęła się leczyć.
                            Ciotka i jej rodzina nie mieszkaja w Polsce i rodzina nie czerpie zadnych benefitow.
                            Poprostu sa ludzie ktorzy szanuja decyzje innych.
                            • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 16:11
                              Jeszcze raz powtórzę: interwencja dotyczy osób uzależnionych od jedzenia. Taka czy inna figura to jest rzecz wtórna wobec problemów psychicznych związanych z jedzeniem, postrzeganiem swojego ciała, potrzebą kontroli itd. Wiele osób z figurą daleką od ideału jest sprawnych, je normalnie, nie ma problemu z nawiązaniem bliskich relacji itd. Utyli wskutek fizycznej choroby, złego trybu życia, niezdrowej diety itp., ale nie myślą obsesyjnie o jedzeniu, są w stanie względnie się kontrolować, mimo tuszy dbają zdrowie, ich rodzina nie cierpi z powodu sposobu jaki jedzą itp. Takich ludzi też znam i nie widzę w tym jak wyglądają żadnego problemu. Ba, znam również osoby, które są uzależnione od jedzenia, a mimo to są moim przyjaciółmi, z tym, że nie zaprzeczają temu problemowi i leczą się.

                              Jeśli chodzi o moje wyobrażenie na temat grubych osób, to owszem znam parę otyłych osób. Do 50-tki zwykle fizycznie dają radę, potem zaczynają się problemy ze stawami, kręgosłupem, ciśnieniem, cukrzycą itd. Ja osobiście nie wstydzę się żadnej otyłej koleżanki, ale niektóre znajome dzieci wstydzą się swoich rodziców, niektórzy mężowie żon i odwrotnie.

                              Znam bardzo inteligentnego chłopaka, który właśnie z powodu tuszy (takiej amerykańskiej, jest chyba najcięższą osobą jaką znam) nigdy nie wszedł w żaden poważniejszy związek, myślę, że seksu nie uprawiał nigdy. Ba, nie może nawet wykąpać się w wannie, bo kiedy on do niej wejdzie to nie zostaje zbyt wiele miejsce na wodę; nie każdy chce go wozić swoim samochodem, bo niszczy się zawieszenie.

                              > bo jak nie to co? wszyscy musza skakac jak im zagrasz?
                              Bo nie mam zamiaru przyglądać się bezczynnie, kiedy bliska mi osoba rujnuje sobie zdrowie. I w takim przypadku byłabym bardzo stanowcza. I szczerze powiedziawszy, jeśliby ciocia oczekiwała mojej pomocy musiałaby najpierw pomóc sobie sama.

                              > Poprostu sa ludzie ktorzy szanuja decyzje innych.
                              Ależ to wcale nie oznaczałoby braku szacunku dla decyzji ciotki. Ciocia mogłaby zrobić, co chce, ale ja też. I albo się leczy i ja jej pomagam, albo się nie leczy i musi radzić sobie sama.

                              > Ciotka i jej rodzina nie mieszkaja w Polsce i rodzina nie czerpie zadnych bene
                              > fitow.
                              Jakie to ma znaczenie, gdzie mieszkają? Ja nie pisze o benefitach materialnych, a niematerialnych. Może ktoś czuje się potrzebny, odpowiada mu, że ciotka nie może sama się poruszać, bo lubi kontrolować innych, może ktoś chorej ciotki używa jako usprawiedliwienia dla faktu, że zaniedbuje swoje sprawy i swoje życie? Niektórzy ludzie tak się zachowują względem nałogowców - stają się oni treścią ich życia, wszystko się wokół nich i ich nałogu kręci. Nawet nazwa jest na to: współuzależnienie.

                              • aurita Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 08:02
                                > Jeszcze raz powtórzę: interwencja dotyczy osób uzależnionych od jedzenia. [ciach]
                                ale post zalozycielski mowil o doroslej kobiecie, ktora przytyla po ciazy i ktora nie ma zadnej diagnozy. Mam kolezanke ktora tak przytyla po ciazy i walczy z tym bezskutecznie od 5 lat (lekarz, dietetyk, sport), troche spadla ale do wagi sprzed ciazy dojsc nie moze. Ja doszlam hehe Inna po pol roku fitnesu, jest szczuplutka jak dawniej.

                                > żadnej otyłej koleżanki, ale niektóre znajome dzieci wstydzą się swoich rodzicó
                                > w, niektórzy mężowie żon i odwrotnie.
                                przepraszam ale w jakiej grupie spolecznej sie obracasz ? ja to chyba mam szczescie albo zyje we wlasnym matriksiesmile

                                > Bo nie mam zamiaru przyglądać się bezczynnie,
                                to sie pytam CO bys zrobila? W wielu krajach na leczenie potrzebna jest zgoda pacjenta. Ja z ciotka nie rozmawialam na ten temat, bo nie czuje sie az tak bliska jej osoba aby doradzac jej w sprawach osobistych.

                                > Jakie to ma znaczenie, gdzie mieszkają?
                                ma olbrzymie: w takich krajach istnieje wiele udogodnien dla osob niepelnosprawnych/ starych/kalekich itp. Ponadto ciotka wiele rzeczy jest w stanie oplacic (sprzatanie, fryzjer itp) lub zalatwic telefonicznie (recepte, sprawy urzedowe). W tym kraju na ulicach widac multum osob slepych, na wozkach, balkonikach itp itd. W razie czego spokojnie oplaci opiekunke. To nie jest opieka w wydaniu polskim. (to ze ty nie chcesz jej pomoc byloby zapewne dla wiekszosci niezrozumiale ale znalazl by sie ktos inny smile)

                                > Niektórzy ludzie tak się zachowują względem nałogowców - stają się oni treścią
                                > ich życia, wszystko się wokół nich i ich nałogu kręci. Nawet nazwa jest na to:
                                > współuzależnienie.
                                ciotka mieszka sama. Jej rodzina pracuje i ciotka napewno nie jest trescia ich zycia. Ale niewatpliwie jest jego czescia. Masz chyba problem z pojeciem "rodziny", niestety ludzie sie starzeja (niektorzy staja sie kalekami, niektorzy tyja), maja wypadki, choroby. Niektore sa moze uleczalne, inne nie... i po to jest rodzina/przyjaciele smile
                                • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 10:59
                                  > ale post zalozycielski mowil o doroslej kobiecie, ktora przytyla po ciazy i kto
                                  > ra nie ma zadnej diagnozy.

                                  Toteż nie każę jej obowiązkowo robić interwencji. Napisałam tylko, że w przypadkach uzależnienia od jedzenia coś takiego się stosuje. Czy ona do takich należy, nie mi oceniać na odległość. Zaznaczałam to już wcześniej, prawda?

                                  > > Bo nie mam zamiaru przyglądać się bezczynnie,
                                  > to sie pytam CO bys zrobila?

                                  Możliwe, że powiedziałabym (w skrócie): Ciociu, bardzo się martwię widząc, że się nie leczysz i jesteś coraz bardziej chora. Męczy mnie bezsilność i patrzenie na Twoje postępujące kalectwo. Dopóki nie zdecydujesz się na leczenie, nie będę się z Tobą kontaktować i proszę Ty też do mnie nie dzwoń.

                                  Jej rodzina pracuje i ciotka napewno nie jest trescia ich
                                  > zycia. Ale niewatpliwie jest jego czescia. Masz chyba problem z pojeciem "rodzi
                                  > ny", niestety ludzie sie starzeja (niektorzy staja sie kalekami, niektorzy tyja
                                  > ), maja wypadki, choroby. Niektore sa moze uleczalne, inne nie... i po to jest
                                  > rodzina/przyjaciele smile

                                  Nie znam Twojej rodziny i ich motywów. Napisałam tylko jakie mogą być możliwe motywy i jak się takie zjawisko nazywa w przypadku rodzin osób uzależnionych. Żeby uniknąć dalszych nieporozumień wyjaśniem, iż to nie oznacza, że uważam, że Twoja ciotka jest uzależniona, a jej rodzina współuzależniona. Może im po prostu nie bardzo na niej zależy, bo nie wyobrażam sobie takiego zachowania względem naprawdę bliskiej osoby. Zachowałabyś podobny spokój, gdyby Twój mąż fundował sobie kalectwo na własne życzenie?

                                  Nie mam żadnego problemu ze wsparciem osoby, która stała się niepełnosprawna wskutek nieszcześliwego wypadku itp, czy osoby, która choruje na nieuleczalną chorobę itd. Jednak właśnie jako przyjaciółka czy bliska osoba uważam za swój obowiązek zrobić, co w mojej mocy, żeby mój przyjaciel czy krewny leczył się, jeśli jest taka możliwość. Od razu uściślę, że nie chodzi mi o choroby typu katar czy grypa żołądkowa, a poważne sprawy, które w mojej ocenie mogą mieć wpływ na całe jego dalsze życie: depresja, uzależnienia, gangrena nogi wink itd.
                      • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 09:12
                        >Wiesz dlaczego pewnego dnia postanowiłaś: od dziś się odchudzam?

                        wiem wink bo sama chciałam. bo stoczyłam się na dno wagi. bo miałam zadyszkę wchodząc na schody. bo przestało mi to odpowiadać.

                        ale nie podjęłam decyzji dla rodziny, tylko dla siebie. i tak samo MUSI zechcieć przyjaciółka autorki. dla siebie.

                        mylisz się pisząc że odchudzanie nie ma nic wspólnego z wychodzeniem z uzależnienia. owszem, ma i to całkiem sporo. wystarczy przeczytać 12 kroków. a ta stronka podana wcześniej bardzo mi się podoba. jedzenie , dla przykładu taka czekolada naprawdę uzależnia, mechanizm wchodzenia i wychodzenia jest bardzo podobny.
                        • a.va Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 09:32
                          Solaris napisała:
                          > ale nie podjęłam decyzji dla rodziny, tylko dla siebie. i tak samo MUSI zechci
                          > eć przyjaciółka autorki. dla siebie.

                          Ale do tego zechcenia można ją zmotywować, namówić. I to powinien zrobić ktoś życzliwy, właśnie przyjaciel.
                          • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 09:55
                            > Ale do tego zechcenia można ją zmotywować, namówić. I to powinien zrobić ktoś ż
                            > yczliwy, właśnie przyjaciel.

                            to jest nieskuteczne, zawstydza, zniechęca i dołuje. jedyne, co może zrobić przyjaciel/rodzina to pomagać, wspomagać, być razem z tą osobą i nie zważać na jej dąsy na początku diety wink

                            ale zachęcić się nie da, zmotywować też nie - niestety, to jest praca, którą się musi wykonać samodzielnie nad sobą.
                            • a.va Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 14:12
                              Mylisz się, jestem najlepszym przykładem, że można kogoś zmotywować - opisałam to w poście niżej. Mój mąż zmotywował mnie do rzucenia palenia, którego ja sama w ogóle nie planowałam i ani trochę nie wierzyłam, że się uda. A co do ranienia - każdą rozmowę z bliską osobą można przeprowadzić tak, żeby nie zraniła.
                        • prawdziweja Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 02:10
                          Dziewczyno pleciesz farmazony, współczuje tym, którym pomagasz wyjść z uzależnienia.
                          Z Twoim podejściem nic dziwnego, że masz taką niską skuteczność. Może czas się nad tym zastanowić.

                          12 kroków to już zupełny kretynizm, sama jestem kompulsywnym (choć póki co szczupłym) obżartuchem i jako ateistka zupełnie odrzuca mnie tekst o powierzania swojego życia BOGU (sic!). Toż to ja myślałam, że nałogowiec ma życie wziąć we własne ręce w przeciwieństwie do przeszłości w której powierzył życie UŻYWCE.

                          Ponadto jak dla mnie interwencja to bardzo dobry pomysł. Jak ktoś zauważył nałogowiec ma "upaść na dno" i sam podjąć decyzję o swoim dalszym życiu i postępowaniu. Moim zdaniem te dwie rzeczy (interwencja i samodzielna decyzja) nie są ze sobą sprzeczne.

                          Po pierwsze: Interwencja może być właśnie tym impulsem, czynnikiem nakłaniającym delikwenta do przejrzenia na oczy i wzięcia życia we własne ręce.

                          Po drugie: Interwencja daje jasny obraz sytuacji. Pozwala zobaczyć równię po której dana osoba stacza się na dno. Życie w bezpiecznym świecie swojego nałogu i przy cichej akceptacji rodziny i przyjaciół zniekształca rzeczywistość osoby chorej.Taka osoba może mieć później głęboki żal do bliskich, dlaczego nikt nie podjął próby jej uratowania.

                          Po trzecie: Daje wybór. Albo osoba chora zobaczy przedsionek piekła w którym się znajdzie i spróbuje przy pomocy bliskich i lekarzy z niego wyjść albo wybierze dalsze życie z nałogiem - i dotknie mitycznego dna. Wtedy albo znajdzie siłę i wygra albo odejdzie.

                          Tu nie chodzi o wygląd dziewczyny tylko o jej życie ! O przyszłość jej syna ! Jej bliscy mają wręcz obowiązek SPRÓBOWAĆ jej pomóc ze względu na to DZIECKO !

                          Zakładanie z góry przegranej i defetyzm na samym wstępie z pewnością jej nie pomoże.

                          Jeżeli próba pomocy zostanie odrzucona wtedy można czekać na jej decyzję (patrz punkt 3), ale przynajmniej z czystym sumieniem możemy powiedzieć, iż zrobiliśmy wszystko co w naszej MOCY.

                          Pozdrawiam i proszę pomóc tej kobiecie, której kompulsywne obżarstwo (ale to trzeba oczywiście zdiagnozować u lekarza) i otyłość może zrujnować życie.

                          • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 09:43
                            ja nie jestem terapeutą, pracuję w ośrodku i widzę.

                            12 kroków to nie jest kretynizm. to program, który pozowlil wyjśc z dna wielu ludziom. owszem, osoba niewierząca może mieć problem, bo faktycznie sa odniesienia do Boga. ale to da się przejść, wystarczy chcieć.

                            Ponadto jak dla mnie interwencja to bardzo dobry pomysł. Jak ktoś zauważył nało
                            > gowiec ma "upaść na dno" i sam podjąć decyzję o swoim dalszym życiu i postępowa
                            > niu. Moim zdaniem te dwie rzeczy (interwencja i samodzielna decyzja) nie są ze
                            > sobą sprzeczne.
                            >
                            to ja zauważyłam to zejście na dno wink i zgadzam się, sprzeczności nie ma. nie o tym tu mowa. mowa o tym, że interwencje nie sa skuteczne. alkoholicy nie słuchają rodzin. a nawet jeśli podejmą dl anich leczenie, jest ono na dłuższą metę nieskuteczne, bo alkoholik musi się chcieć leczyć dla SIEBIE.

                            i o to słowo - SIEBIE - cały czas mi chodzi.

                            grubasowi interwencja i pogadanki nie pomogą. zawstydzą, sprowokują wstyd i niechęć do sooby, która "chce dobrze".

                            dwie osoby tutaj będące to jasno napisały. dwie osoby, będące grubasami, i które te interwncje przeżyły na własnej skórze. nie rozumiem, dlaczego nie jesteście w stanie uwierzyć osobom, które znaa problem z własnego zycia, że słowa tylko bolą , a niczego nie wnoszą.

                            za to mądre sa te, które sa szczupłe i nie mają pojęcia, co się dzieje w głowie grubasa sad
                            • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 10:08
                              Wszystko co piszesz potwierdza, że interwencji na oczy nie widziałaś i kompletnie nie wiesz na czym polega. Dlatego przestań może pleść bzdury, i weź odpowiedzialność za to co piszesz, bo przez Ciebie ktoś może zrezygnować z tej formy działania w przypadku, chociaż mogłaby wiele pomóc jego rodzinie. Ludzie którzy przeprowadzają interwencję twierdzą, że jeśli jest dobrze przygotowana jest skuteczna w 90% przypadków. Oczywiście to nie znaczy, że 90% uzależnionych po interwencji zdrowieje, ale zgadzają się przynajmniej na odwyk i rozmowę ze specjalistą, a to i tak bardzo dużo.

                              Może w przypadku osoby, która tyje nawet 20 kg rocznie nie ma to takiego znaczenia dla rodziny, ale rok z alkholikiem dla jego dzieci to może być koszmar, który zaważy na całym ich przyszłym życiu. Dlatego trzeba coś robić i to szybko, a nie czekać aż sam wpadnie na pomysł, żeby się leczyć.
                              • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 10:56
                                > Wszystko co piszesz potwierdza, że interwencji na oczy nie widziałaś i kompletn
                                > ie nie wiesz na czym polega

                                widzisz, tak się składa, że widziałam kilkadzisiąt interwencji, w kilkunastu uczestniczyłam. we własnym domu. nie pieprz więc, że nie znam problemu i nie wiem, co piszę. jestem DDA.

                                do tej pory nie chciałam tego pisać, bo od razu zostanę posądzona o pryzmat osobisty. trudno.

                                nie mówię nikomu, żeby interwencji nie podjemować. mówię, że persfazja rodziny jest nieskuteczna.

                                >Ludzie którzy p
                                > rzeprowadzają interwencję twierdzą, że jeśli jest dobrze przygotowana jest skut
                                > eczna w 90% przypadków.

                                i widzisz, sama sobie trochę przeczysz. bo rozmawiamy o roli rodziny, a Ty mieszasz specjalistów. rodzina sama nie da rady. i dlatego pogaduchy rodzinne skuteczne nie są. wciąz to powtarzam w każdym poście.

                                żebys nie wiem, jak na mnie bluzgała - zdania nie zmienię. osoba uzalezniona od czegokolwiek musi SAMA chcieć dac sobie pomóc. podjęcie leczenia dla kogoś spowoduje tylko uśpenie choroby i nawrót. to w głowie osoby uzaleznionej musi sie dokonac przełom, bo odwyk to jedno, a utrzymanie się w trzeźwosci to drugie. powie ci to każdy AA.
                                • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 11:54
                                  > i widzisz, sama sobie trochę przeczysz. bo rozmawiamy o roli rodziny, a Ty mies
                                  > zasz specjalistów. rodzina sama nie da rady. i dlatego pogaduchy rodzinne skut
                                  > eczne nie są. wciąz to powtarzam w każdym poście.

                                  Od początku piszę o interwencji - przeczytaj sobie wszystkie moje posty, używam słowa interwencja zgodnie z definicją, nie mam na myśli rodzinnych pogadanek, które Ty uparcie przywołujesz!!!! Jak wiadomo specjalista do rodziny sam nie przyjdzie. Rodzina musi się zgłosić do niego. Nie widzę tu żadnego mieszania. Jeszcze raz napiszę skoro do Ciebie nie dociera - nie radzę nikomu rodzinnych pogadanek, ale interwencję. Nie twierdzę, że odwyk to leczenie, ani że interwencja musi prowadzić do wyleczenia. Pisałam to już kilkanaście razy i zaczynam się zastanawiać czy w ogóle umiesz czytać. Pozdrawiam. Udanego leczenia Twoich wszystkich dolegliwości, życze trzeźwości w rodzinie.
                                  • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 12:37
                                    owszem, umiem czytać tongue_out

                                    przywołuję pogadanki, bo ze setka dziewczyn radzi pogadać z grubaską.

                                    ale faktycznie, nie możemy sie porozumieć, bo inaczej interpretujemy słowo interwencja. tyle, że ta setka dziewczyn tez mówi - interweniuj, powiedz jej coś, działaj. pomieszały się więc pojęcia, temu zaprzeczyć się nie da. stąd rozbieżności.

                                    tak czy siak - "leczenie" jest skuteczne, jeżeli osoba chce się mu poddać, niezależnie od interwencji czy pogadanek umoralniajacych, i pamięta, że to walka na całe zycie.

                                    osoba z problemem zniknęła nam z oczu i niech tak zostanie. mimo to oboje z mężem działamy w ośrodku prewencyjnym. ale ja zdaję sobie sprawę, że nawet z daleka ta osoba będzie nam bruździć, nawet po śmierci confused i taką wiedzą też dzielimy się z DDA i w DDA.

                                    a co do mnie - z otyłosci się nie wyleczę do końca zycia, ale zaczęłam walczyć z dziadostwem, waga zaczyna delikatnie ruszać w dół - będzie dobrze.
                                    • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 12:42
                                      Mi się żadne pojęcia nie pomieszały. Szczerze współczuję uzależnień w rodzinie.
                                      • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 12:58
                                        ale pomieszały się w wątku sad

                                        uzaleznienie to dla mnie choroba, jak kazda inna. tylko bardzo, bardzo ciężka.współczuć nalezy przede wszystkim osobom uzależnionym i współuzależnionym, ja do takich już się nie zaliczam. na szczęście wink acz konsekwencje jeszcze będą, nic to, poradzimy sobie i z tym problemem. w przeciągu tego, co już przeszliśmy, coś takiego to pikuś.

                                        zabezpieczyliśmy się prawnie przed konsekwencjami , zabezpieczymy sie po smierci delikwenta i to byłoby na tyle.
                            • prawdziweja Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 14:26
                              Myślę, że nie do końca się rozumiemy.

                              Obżeram się kompulsywnie i owszem jestem szczupła, ale jestem także byłą grubaską, a problem z jedzeniem pozostał do dnia dzisiejszego. Wiem także, że do końca życia będę musiała się z nim mierzyć

                              Ja właśnie swoją walkę z jedzeniem rozpoczęłam dzięki rodzinie (dziadkom), przyjaciółce i chłopakowi. Dzięki nim dzisiaj nie ważę 150 kilogramów. Niestety matka przyzwalała na moje obżarstwo, mimo iż doskonale widziała problem, nie wiem dlaczego.

                              Nikt nie każe przecież dziewczyny szkalować, czy obrażać. Ciepła rozmowa dot. problemu z jedzeniem (niekoniecznie dotykanie sprawy nadmiaru kilogramów) jest ważna i obowiązkowa. Problemy z jedzeniem może mieć także osoba szczupła taka jak ja, więc wybacz ale mniej więcej wiem, co może kompulsywnemu obżeraczowi w głowie siedzieć.
        • iamhier Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 14:31
          do solaris31-uzaleznienie do slodyczy? Nic takiego nie istnieje...Kolejna manipulacja prowadzac w konsekwencji do zaburzen odzywiania.Rownie dobrze mozna napisac,ze ktos kto lubi makarony jest uzalezniony od nie zdrowej kuchni,albo mieso...

          Czasami to latwy,dostepny pokarm.Nie widze powodu wpychania kogos w urojone uzaleznienie gdy mu to nie szkodzi...

          Nie widze zwiazku miedzy slodyczami,a alkoholizmem czy narkotykami.Zbyt daleko posunieta analogia,stanowczo za daleko.

          Ja osobiscie mysle,ze slodyczne sa zdrowe i bede je jadla.A kolejne cudze urojenie mnie nie interesuje!!
          • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 16:23
            Ojej, a myślałam, że ten wątek pozostanie wolny smile

            > Ja osobiscie mysle,ze slodyczne sa zdrowe i bede je jadla.A kolejne cudze uroje
            > nie mnie nie interesuje!!

            To smacznego, ale skoro cię nie interesuje czyjeś zdanie, to po co z nim polemizujesz, powinnaś po prostu zignorować.
          • very.martini Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 22:34
            > do solaris31-uzaleznienie do slodyczy? Nic takiego nie istnieje..

            Cukier przez wielu specjalistów od żywności uważany jest za najtańszy i najłatwiej dostępny narkotyk. Nie są to bynajmniej specjaliści po weekendowych kursach weekendowych.
            Za granicą osobom cierpiącym na choroby neurologiczne zaleca się odstawienie cukru (i generalnie tak zwanych złych węglowodanów) - właśnie z powodu wpływu, jaki ma na mózg.

            16%VOL
            22%VAT
          • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 09:37
            > do solaris31-uzaleznienie do slodyczy? Nic takiego nie istnieje...Kolejna manip
            > ulacja prowadzac w konsekwencji do zaburzen odzywiania

            istnieje uzaleznienie od słodyczy. człowiek czuje się identycznie jak po narkotykach - ma okres euforii i sperej dawki energii, bo ma super poziom glukozy we krwi. jak poziom glukozy się obniża, człowiek robi wszystko, żeby go podwyższyć. i nie sięga po sałatę tylko co coś, co go szybko doenergetyzuje. sa badania naukowe na ten temat. wystarczy poczytać wink
    • kolezanka_filizanka Re: moja przyjaciółka grubaska 13.09.10, 22:40
      mam podobny problem.. jeszcze nadwaga nie jest aż taka duża...ale...mam podobne tendencje jak Twoja koleżanka..i nie widzę zbyt dobrej przyszłości...
      zastanawiam się czy może nie lepiej by było, gdyby udała się do psychologa? na jakąś terapię? Bo ja ewidetnie zajadam emocje...i mam zerową motywacje do odchudzania ;/
      • wieczna-gosia Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 10:09
        zdecydowanie- posprzatasz glowe to i waga ruszy.
    • a.va Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 08:52
      Uważam, że powinnaś z nią porozmawiać i zaoferować swoją pomoc. Jeśli jesteście w przyjaźni, będziesz potrafiła zrobić to tak, żeby jej nie urazić. Wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście jej problem z jedzeniem jest głęboki, a wtedy bez pomocy z zewnątrz bardzo trudno jest dać sobie radę. Zaoferuj jej, że poszukacie razem najlepszego dietetyka, że będziesz ją wspierać, że pomożesz jej we wszystkim, w czym będzie potrzebowała pomocy (np. może do Ciebie zadzwonić i wypłakać się w słuchawkę w razie kryzysu w diecie, możecie razem zapisać się na jakieś zajęcia ruchowe itd.).

      Mam za sobą kilka podobnych doświadczeń (odchudzanie po sporej nadwadze spowodowanej braniem leków, rzucanie palenia itd.). Nie dałabym sobie rady, gdyby nie pomoc osób, którym na mnie zależało. Palenia np. w ogóle nie planowałam rzucać, bo byłam przekonana, że nie dam rady i bałam się nawet spróbować. To mój mąż namówił mnie na rzucanie i rzucał ze mną tak świetnie, że dałam radę. Namów ją (delikatnie!) na pomoc w odchudzaniu, ona jej ewidentnie potrzebuje, tylko pewnie nie wierzy, że jej się uda, nie umie tego zrobić, boi się itd.
    • donkaczka Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 09:44
      takie ssanie na slodycze bywa objawem candidy, poszukaj info w necie, sa nawet fora
      mialam to kiedys, nawet nie bylam szczegolnie gruba, ale slodycze musialam jesc, bo mi sie wszystko trzeslo
      po diecie, to chyba byla 10 dniowa warzywna dieta z zakwasem z burakow itp minelo na zawsze, teraz zjem kostke czekolady i styka, nie tabliczne 300g na raz

      zachec ja do przebadania najpierw, candide sie bada w gabinetach medycyny naturalnej, moze to bedzie pierwszy krok w przelamaniu sie i w koncu pojdzie do normalnego lekarza
      szokowej metody bym nie stosowala, moze raczej wzielabym na modle - martwie sie o ciebie, lubie cie i wierze w ciebie, umowilam wizyte i pojdziemy razem, zrob to dla mnie itp
      mozesz sobie badanie zrobic z nia wink pierwsze koty za ploty
      • conny25 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 10:07
        Przyjaciolka musi sama chciec sie odchudzac, nie da sie na to namowic. Ja sama po dzieciach mialam 30kilo za duzo na sobie i tez przez 3lata mi rodzina mowila ze mam sie odchudzac i to co niedziele na spotakniach, ale to nic nie da ze ci powiedzal jesli sama nie chcesz, a dla kogos nie schudniesz! Ja corka poszla do przedszkola i starsze dzieci mowily ze ma gruba mame to dalo i wtedy duzo myslenia i dieta byla dla mnie lekka jak nie wiem co bo chcialam sama to byl ten punkto co u mnie spowodowal ze "chce" i przez 7 miesiecy schudlam 35kilo i waze dzis 58kg.

        Moze idzcie do dobrego lekarza zeby dal jej plany jedzenia, to nie bedzie glodna a bedzie jesc zdrowo!!!
        Pozdrawiam
        • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 10:12
          > Przyjaciolka musi sama chciec sie odchudzac, nie da sie na to namowic.

          Conny, dzięki Ci za te słowa, ja od 2 czy 3 dni próbuję przekazać, że nikt nie jest w stanie potarmosic grubasem w kierunku odchudzania i że to tarmoszenie rodzinne nic a nic nie daje.

          ja tez chcę. i mam nadzieję, że sie uda. Gratuluję Ci wyniku, mam do zrzucenia jescze sporo, i mam nadzieję, że dojdę do celu.
          • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 10:28
            Ja pie..., ale przecież Connie właśnie tarmosili i to nie tylko rodzina, ale też koleżanki jej dzieci, które mówiły że ich mama jest gruba. Gdyby Connie nigdy ani słowem od nikogo nie usłyszała, że coś jest nie tak z jej wagą to równie dobrze mogłaby radośnie utyć kolejne 30 kg i nie zbudować żadnej wewnętrznej motywacji do zmiany zachowania.
            • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 11:15
              Bri, PRZECZYTAJ, co Connie napisała. 3 lata rodzina jej tłukła o odchudzaniu i bez żadnego rezultalu!!! przecież przez 3 lata słyszała, że coś jest nie tak i nic z tym nie robiła, radośnie tyjąc dalej!

              to, co powiedziały dzieci nie było odkryciem Ameryki. każdy grubas wie, że jest gruby, tylko nie zawsze się do tego przyznaje. dla Connie słowa dzieci stały się impulsem do działania. już o tym wczesniej pisałam. kazdy musi mieć ten moment zapaści. dla Connie były to słowa dzieci. i to spowodowało u niej chęć działania i zmotywowało do niego. ale ona zrobiła to całkiem SAMA i dla SIEBIE.

              Czy Ty wciąż nie widzisz róznicy?
              • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 11:16
                Conny - nie connie - sorry za przekręcenie nicka wink
              • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 11:32
                Jak to bez rezultatu? Rezultat był, właśnie po trzech latach, mimo że wybrali najgłupszą metodę czyli nieustanne brzęczenie jej nad uchem.
                • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 11:36
                  Jak to bez rezultatu? Rezultat był, właśnie po trzech latach, mimo że wybrali n
                  > ajgłupszą metodę czyli nieustanne brzęczenie jej nad uchem.


                  Alleluja! nareszcie się ze mną zgodziłaś wink przecież od tych 2 czy 3 dni niczego innego nie piszę, jak to, że pogadanki rodzinne i i sądy cioteczne są NIESKUTECZNE wink

                  rodzinka się nie przyłożyła do schudnięcia Conny. przyłożyło sie to, co usłyszała w przedszkolu. to ogromna różnica.
                  • bri Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 11:46
                    Że pogadanki rodzinne są mało skuteczne pisałam już parę razy, interwencja to zgoła co innego.

                    Dziękuję za uwagę, powodzenia w odchudzaniu tym i każdym kolejnym.
                    • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 15.09.10, 12:02
                      > Że pogadanki rodzinne są mało skuteczne pisałam już parę razy, interwencja to z
                      > goła co innego.
                      >
                      no widzisz, a dla mnie to to samo, i skutek podobny wink pisząc - pogadanki byłam conajmniej złośliwa, bo wciąz mam na myśli to samo - szkoda że tego nie dostrzegłaś wink
                      • a.va Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 14:28
                        Ależ, Solaris, w poście Conny masz kolejny przykład, że się mylisz. Jej pomogła właśnie motywacja zewnętrzna - koledzy jej dzieci się śmiali, więc to nakłoniło ją do odchudzania. Nie to, że ona sama chciała - ona zechciała dopiero wtedy, gdy oni zaczęli się śmiać. Namowy rodziny nie wystarczyły, potrzebowała widać silniejszego bodźca - ale okazał się skuteczny. Mimo że był z zewnątrz.

                        Twoja teza, że nie można spowodować, żeby ten ktoś zechciał, po raz kolejny się nie broni.
                        • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 14:35
                          > Ależ, Solaris, w poście Conny masz kolejny przykład, że się mylisz. Jej pomogła
                          > właśnie motywacja zewnętrzna - koledzy jej dzieci się śmiali,

                          nie. to jest zupełnie cos innego. sama Conny pisze, że rodzina latami z nią rozmawiała i nic to nie dało. dopiero impuls w przedszkolu...

                          co innego dostrzec to, że ktos sie śmieje, a co innego słuchac - jesteś gruba, weź się za siebie.

                          mam identyczne doświadczenia jak Conny, dlatego wiem, co mówię wink
                          • solaris31 Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 14:39
                            jeszcze jedno - ja nie neguję bodźcca z zwenątrz absolutnie. uważam tylko, że gadanie rodziny jest nieskuteczne.

                            kazdy z uzaleznionych potrzebuje boźcca, ale w ogromnej większości nie jest to słowo - zrób z tym coś, które często uzywa rodzina.
                            • a.va Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 18:30
                              To, że ty masz takie doświadczenia, nie oznacza, że nie ma możliwości, żeby namowy rodziny nic nie dały. To, że tobie się nie udało kogoś namówić, nie świadczy o tym, że to niemożliwe. Powtórzę to, co już napisałam w kilku postach w tym wątku - mnie się udało namówić kogoś, żeby przestał pić, z kolei mój mąż namówił mnie na rzucenie palenia, zdarzyło mi się też, że odchudziłam się pod czyimś wpływem. A więc jest to możliwe.
    • anorektycznazdzira Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 10:38
      Kup jej AquaSlim. Serio. Chrom plus karnityna, jeszcze coś tam, prawie blokuje łaknienie, przychodzi chęć na slodycze, jak dziewczyna da z siebie jeszcze chociaz 10% zaangażowania i zasatnowi się 30 sekund co nakłada na talerz (podstawowe pojęcie o diecie każdy ma), to będzie chudła w niezawrotnym tempie, nie wiem, może 2-4 kg na miesiąc. Co jest zdrowym tempem i po roku sprowadzi ją do mw normalnej wagi. Niech włączy jakieś minimum ruchu, który przyśpieszy, jak jej spadnie ta waga trochę, skoro kręgosłup nie wyrabia. Możesz z nią chodzić na fitness, bo sama na pewno pójdzie na co czwarty a na koniec w ogóle przestanie "bo to nic nie daje". Daje, daje, po jakichś trzech miesiącach. RAZEM, bo dziewczyna najwyraźniej nie ma pary uncertain
      • anorektycznazdzira Errata (!!!) 16.09.10, 10:39
        PRZECHODZI oczywiście chęć na słodycze, miało być.
    • wiwerna Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 12:11
      baaaardzo polecam bloga mojakoteria.blox.pl

      wpisy z kategorii Żarcie jak narkotyk

      mądre, przemyślane. nie głaszczące po głowie, a uświadamiające istotę problemu. Mnie swego czasu pomogły, jak nic innego - też miałam problem ze słodyczami.
      • jusmus Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 14:49
        Ja mysle tak -
        powiedz jej krotko przy najblizszej okazji, gdy bedziecie same i bedzie mogla tego dobrze wysluchac:
        Sluchaj, jestesmy przyjaciolkami, jestes dla mnie wazna. Obydwie wiemy, ze twoja nadwaga jest problemem. Wiem, ze nie cierpisz lekarzy, wiec nie bede cie na sile nigdzie ciagnac. Nie jestem tez w stanie cie stale kontrolowac, co i ile jesz. Widze, ze obzerasz sie slodyczami i podejrzewam, ze one sa bezposrednim powodem twojej tuszy. Ale mysle tez, ze twoj problem tkwi glebiej. Nie wiem, co nim jest i nie bede sie bawic w psychologa. Chce ci powiedziec tylko, ze bardzo zalezy mi na twoim zdrowiu i dobrym samopoczuciu i jestem gotowa ci pomoc. Sluze rozmowa i rada, czasem, jesli bedziesz chciala sie rozruszac, albo np. pojsc ze mna do lekarza. Jestem do twojej dyspozycji i mozesz na mnie liczyc. Pamietaj o tym. Nie bede wiecej poruszac tematu twojej wagi i zdrowia, chyba ze ty sama powrocisz do tej kwestii.

        Takie ujecie sprawy powinno dac jej do myslenia. Nawet jezeli na poczatku bardzo ci podziekuje za troske (albo nawet i nie) i na tym sie skonczy, to powinno to zaczac drazyc i w koncu sklonic do dzialania. Dasz jej pare sygnalow: 1. widzisz problem 2. zalezy ci na niej 3. jestes gotowa pomoc 4. nie bedziesz tego robic na sile

        Powodzenia!
    • amoniak2 Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 15:52
      "moja przyjaciółka grubaska" - chroń nas Boże od takich przyjaciół, tak mówisz o osobie kótra "jest wspaniałym,dobrym ,ciepłym człowiekiem,pomogła w życiu mnóstwu ludzi,zawsze można na nią liczyć". Coś między wami jest nie tak.


      Ale do rzeczy jeśli chcesz jej pomóc: wyciągaj ją z domu na jakieś aktywności fizyczne - najłatwiejsze: nordic walking, zwykłe spacery zamiast siedzieć przy kawuni i ciachu. Pomocna może być wizyta u ortopedy który może wytłumaczy koleżance że dyskopatia (prawdopodobnie) może skończyć unieruchomieniem na kilka miesięcy co przy mały dziecku będzie katastrofą dla całej rodziny - prawdopodobnie to będzie jak zimny prysznic.

      Byle z taktem (może ci brakować sądząc z tytułu postu) i pamiętaj - nie da się za kogos przeżyć zycia!

      • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 16:30
        > "moja przyjaciółka grubaska" - chroń nas Boże od takich przyjaciół, tak mówisz
        > o osobie kótra "jest wspaniałym,dobrym ,ciepłym człowiekiem,pomogła w życiu mn
        > óstwu ludzi,zawsze można na nią liczyć". Coś między wami jest nie tak.
        >

        A moim zdaniem ona jest dobra przyjaciółką. Martwi się o nią, broni jej przed atakami forumowiczów, piszących, że to idiotka itp. Nazwała ją grubaską, co nie jest wcale jakimś chamskim określeniem. Nie wiem jak inni, ale ja od przyjaciół oczekuję, że czasem strzelą mnie po twarzy dla opamiętania, a nie tylko, że będą mnie głaskać po głowie. Przyjaźń to też szczerość, czasem nawet do bólu.
        • amoniak2 Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 17:29
          Tak oczywiście .... Mówienie o swojej bliskiej przyjaciółce na forum publicznym per "grubaska" (co JEST chamskim określeniem) jest wzorcem przyjacielskich stosunków. hmmm...
          • e.i.t.h.e.l Re: moja przyjaciółka grubaska 16.09.10, 18:02
            Ale ta koleżanka, jest gruba, więc to zwyczajnie prawda, to co ona napisała. Nie napisała "moja koleżanka to świnia/słoń/baleron" itd. Nie było jej zamiarem obrażenie koleżanki, a jedynie nazwanie rzeczy po imieniu.
            • aneta-skarpeta Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 10:17
              ma przyjaciolke , ktora jest ode mnie duzo chudsza, teraz juz wyglada normalnie, ale miala fazę, że wazyla 43 kg przy 165

              i jakbym wtedy siedziala na forach to bym napisała- moja najukochansza przyjaciolka chudzielec nie chce jesc

              a jestesmy dla siebie jak siostry

              ona kiedys tez probowala namowic mnie na aktywnosc fizyczną gdy ja nie mialam na dietowanie, odchudzanie ochty, choc powinnambyła. mowiła mi wprost, ale przyjaznie. tego oczekuje od przyjaciolki, meza, brata, mamy- najblizszych osob

              raz da to efekt, raz nie da, ale jak kobita wazy 125 kg to jest grubaskiem i ja swojej przyjaciolce powiedzialabym- kochana, mam nadzieje że sie nie obrazisz, ale jestes po prostu za gruba, musisz cos z tym zrobic, jak chcesz moge ci pomoc, łatwo nie bedzie, ale moze sie uda

              nie znecalabym sie nad nią "grubaskowaniem", ale czasem trzeba nazwac rzeczy po imieniu, w imię przyjazni
              • aurita Re: moja przyjaciółka grubaska 17.09.10, 11:21
                > ma przyjaciolke , ktora jest ode mnie duzo chudsza, teraz juz wyglada normalnie
                > , ale miala fazę, że wazyla 43 kg przy 165

                tez mam taka przyjaciolke, znam juz ja na tyle ze nawet jej nie powiem "koncz to danie szybciej" (o namawianiu nie wspomne nawet) bo wiem ze wtedy przez kilka dni bedzie miala problem z przelknieciem czegokolwiek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka