piegowata9
17.09.10, 21:20
O różnych zwyczajach i modach ślubnych słyszałam, ale dziś mnie zamurowało!
Brat ma chrześnicę, która wkrótce wychodzi za mąż. Wcześniej utrzymywał z nią normalne kontakty, w miarę potrzeby pomagał. Później dziewczyna dorosła i kontakty w naturalny sposób uległy rozluźnieniu. Niedawno otrzymał zawiadomienie o ślubie. Ucieszył się i oczywiście postanowił uczestniczyć w tej uroczystości. Nikt nie był zdziwiony brakiem zaproszenia na wesele, bo wiedzieliśmy, że wcześniej rodzina dziewczyny miała problemy finansowe, więc raczej trudno było oczekiwać wystawnego weseliska.
Ostatnio w ślad za zawiadomieniem poczta doręczyła list, w którym przyszła młoda panna informuje, że po ślubie organizują przyjęcie dla baaardzo wąskiego grona rodziny. Do tego miejsca ok, można to potraktować jako formę wyjaśnienia sytuacji.
Do listu dołączona była jednak oddzielna maleńka karteczka z prośbą o poinformowanie... na jak duży prezent młoda para może od chrzestnego liczyć!
I tu mi kopara opadła. Czy w ślad za potencjalną deklaracją jest szansa na przekalkulowanie potencjalnych zysków i strat i ew. zaproszenie do stołu, czy jak to należy rozumieć? Czy też to jakiś nowy zwyczaj, z którym ja - baba ze wsi - jeszcze nie miałam okazji się spotkać? Zamiast np. listy prezentów rodem z amerykańskich seriali?
A może ja się po prostu czepiam? Z bratem jeszcze nie rozmawiałam, ale wygląda na to, że chyba entuzjazm do towarzyszenia chrześnicy podczas ślubu nieco mu opadł...