nie, nie mojej
rzecz będzie o teściowej mojej bratowej, w skrócie - mojej mamie

moja mamcia świętą kobietą jest, nieba by dzieciom przychyliła i pozostałemu społeczeństwu też

ogólnie kobieta dzieciom życie poświęciła (sama dzieciństwa nie miała fajnego, łagodnie rzecz ujmując)
przez te lata poświęceń zrobiła się trochę toxic (wstawka angielska ku chwale bi-scotti, uwielbiam jej wtrącenia

), ale nie ujmuje to jej świętości, bo to naprawdę dobra kobieta jest
I ta oto święta kobieta mówi mi dziś w tonie wyrzutu, oburzenia i niezgody na istniejący stan rzeczy: "a X. (moja bratowa) nie wstaje rano i nie robi Y. (mój brat) kanapek do pracy!!!". Brat z bratową małżeństwem są lat ponad 15, a dziś się dopiero kobiecie kanapkowo ulało

Cyklicznie pojawiają się wstawki "a X. nie kupi Y. nowego garnituru!" - przy czym do znudzenia można jej powtarzać, że Y. ma w zadku nowy garnitur i do sklepu się nie da zagonić.
Żeby nie było - moja mamę ową X. lubi, kołków nad głową jej nie ciosa, wszystkie uwagi przekazuje mi, bo wie że nie rozpaplam dalej (no, pisania na forum nie przewidziała). Ale jak już zacznie swoją śpiewkę to wychodzi na to, że brat głęboko nieszczęśliwy jest i ratować go trzeba jakoś (np. kanapki robić tudzież garnitur na odległość kupić

) Brat zdziwiony byłby skalą swojego nieszczęścia, gdyby tylko się o nim dowiedział.
Rozpisałam się, za co przepraszam, ale po ponad 15 latach słuchania i mi się ulało