triss_merigold6
22.12.10, 10:30
Sądziłam, że uprzejme, klarowne i poparte stosownym pismem oświadczenie, wystarczy.
Ale nie, niedasię. Niedasię załatwić prostej sprawy grzecznie, tylko muszę się zmobilizować, wk....ć, wydatkować cenną energię, zaatakować wyższe instancje i zostać oceniona jako pieniaczka.
Na początku roku szkolnego poinformowałam obie wychowawczynie, że syn nie będzie chodził na katechezę. Złożyłam nawet oświadczenie na piśmie, czego wymaganie jest skądinąd niezgodne z prawem (o czym informowałam składając owe, ale odpuściłam sobie robienie zadymy).
Mimo tego, dziecko czasem podczas katechezy zostaje w sali, a czasem nie. Zorientowałam się po tekstach dzieciątka, a potem zapytałam panie wprost. No, czasem zostaje, ale siedzi przy innym stoliku i coś rysuje etc. Nie, nie o to mi chodziło. Ma NIE UCZESTNICZYĆ, również jako bierny słuchacz, bo nie jest upośledzony i wyłapuje przekaz. Panie twierdzą, że nie zawsze mogą go odprowadzić do innej grupy, bo katechetka sobie z dziećmi nie radzi (konkretnie z jednym chłopcem z ADHD) i potrzebny jest drugi nauczyciel w sali. Ponadto pani dyrektor zakazuje opuszczać nauczycielom same z czasie zajęć etc.
G.... mnie problemy organizacyjne szkoły i nauczycieli obchodzą. Nie muszą. Syn ma - zgodnie z moją rodzicielską wolą i prawem oświatowym - NIE CHODZIĆ NA KATECHEZĘ. Przedstawiłam w/w jeszcze raz, uprzejmie. I co? Wczoraj znów był, wrócił z obrazkiem.
Nie chcę świnić wychowawczyniom, ale jak się zmobilizuję po świętach to pójdę do dyrekcji ze stosowną groźbą przekazania uwag kuratorium i ewentualnie nadania mediom.
Sytuacja w której najpierw wszyscy przytakują, rozumieją, obiecują stosowanie się etc. po czym to olewają równo, zapienia mnie bardzo.