ciągle mi smutno...

16.04.04, 17:22
Nie wiem ,czy mam w ogóle jakiś problem-nawet nie wiem jak go sprecyzować. Po
prostu ciągle mi smutno, chce mi się płakać nawet teraz. Niby wszystko ok,
mam pięknego, 4 miesięcznego syneczka, mężczyznę, który mnie kocha...
Strasznie łatwo się rozklejam, szczególnie gdy czytam czy oglądam coś o
małych dzieciach, chociaż nie tylko. Może to dlatego, że przeprowadziłam się
do nowego miasta, chociaż mieszkam tu już pół roku nie czuję się jak u
siebie, nie mam tu przyjaciół...Wszystko zostawiłam w swoim rodzinnym
mieście - a tam okropnie daleko. Cały dzień siedzę sama z dzieckiem i czasami
mi się wszystkiego odechciewa, a mój mąż jak wróci chce tylko iść spać, o
rozmowie czy przytuleniu nie ma nawet mowy.Poradźcie-co mam robić??? Czy to
jakaś depresja???
    • madzia59 Re: ciągle mi smutno... 16.04.04, 19:03
      To zrozumiałe,że czujesz się obco w nowym mieście.Nie dość,że dzidzia zmienia
      dotychczasowe życie i wszystko staje do góry nogami,to jeszcze daleko od
      najbliższych.Powinnaś chyba wygadać się swojemu mężuchowi,może zaproś do siebie
      na trochę mamę,czy kogoś bliskiego.I pomoże przy dzidzi i wesprze.A poza tym
      napisz skąd jesteś,może znajdziesz emamy z tego miasta i znajdziesz nowe
      przyjaźnie?Nie martw się,wiosna piękna za oknem,słonko grzeje,życie jest
      przecież pięknesmile))Pozdrawiam ciepło i wiosennie,M.
      • malenka200 Re: ciągle mi smutno... 16.04.04, 19:14
        Dzięki za pocieszenie... Z moim mężem rozmawiałam, owszem, potakuje, ale nic
        nie zmienia!!! Nic w domu nie robi, bo uważa, że dom i dziecko to kobiece
        zadanie. Wychodzi z założenia, że "pracuję, mam prawo odpoczywać". Ja nie
        pracuję, więc nie mam tego prawa... Oboje jesteśmy jeszcze b. młodzi, ja mam 20
        lat a on 22. Tylko ja musiałam dojrzeć do bycia mamą, a on chyba jeszcze nie. A
        jestem ze Zwolenia - jeśli jest jakaś emama z tych okolic, to zapraszam -
        piszcie do mnie maile - może się jakoś skontaktujemy.
    • krateczka28 Re: ciągle mi smutno... 16.04.04, 20:56
      mysle ze to nie koniecznei musi byc depresja moze po prostu zmeczenie i wlasnei
      samotnosc , sprobuj znalezc sobie jakas przyjaciolke bratnia dusze z ktora
      bedziesz mogla obgadac wszystkei smutki mysle ze to powinno bardzo pomoc i do
      Twojego serduszka znow zagosci radosc bo masz sie czym cieszyc smile pozdrawiam
      • mamanatali Re: ciągle mi smutno... 17.04.04, 22:02
        Maleńka,nie smuć się.Ja też mieszkam sama w wielkim mieście,mój mąż plecie to
        samo,też mam wszystkich daleko(ale pojęcia nie mam gdzie jest Zwoleń).Moja
        córcia ma 15 miesięcy i jest największą radością mojego życia.Mnie też dopadają
        smutki i czasem nawet córcia mnie lekko wkurza swoim zachowaniem,ale idę
        dalej.Może poznasz jakąś fajną mamę na spacerku z maluszkiem?Będzie
        dobrze,zobaczysz.Nie martw się,jak miałam depresję poporodową,a później cięzkie
        dni,bo malutka musiała iść do szpitala,to mój teść mnie pocieszał:"pierwsze
        śliwki-robaczywki".I rzeczywiście,wszystko się jakoś powoli toczy i chyba jest
        coraz lepiej,zwłaszcza,że poznałam miłe mamuśki,które mieszkają
        niedaleko.Trzymaj się ciepło i nie daj się!
    • malenka200 Re: ciągle mi smutno... 19.04.04, 13:17
      Kochane jesteście, drogie mamusie... Już mi lepiej, weekend spędziłam bardzo
      milo i te wszystkie głupie myśli i poczucie wyobcowania jakoś minęły. Mam
      nadzieję, że wszystko sie potoczy, tak jak mi tego życzycie. Pozdrawiam!!!
    • madzia59 Re: ciągle mi smutno... 19.04.04, 14:45
      i tak trzymaćsmile))
    • magda1711 Re: ciągle mi smutno... 19.04.04, 15:34
      Wiesz co, najważniejsze to się nie martwić i być pozytywnie nastawionym, wiem
      że czasami niełatwo ale warto próbowaćsmile Jestem w podobnej sytuacji jak Tysmile
      Mam 5-miesięcznego synka, sama mam 20 lat a mój mąż 22 smile Nie mieszkam w swoim
      mieście(ale niedaleko mam do rodzinnego domu).I też jak Ty często się
      rozklejam... Całymi dniami siedzę sama w domu z Bobasem, Mąż wychodzi do pracy
      o 9 a wraca o 19, także wszystko w domu jest na mojej głowie i czasami mam taką
      ochote żeby nic nie robić tylko po prostu położyć się i w spokoju poleżeć, żeby
      ktoś bez proszenia przyniósł mi herbatę... smile Ale po prostu wiem że na męża
      mogę liczyć i kiedy tego potrzebuję to mnie przytuli albo najzyczajniej sama
      podejdę i się przytulęsmile Spróbuj tak zrobić, sama wyciągnij rękę, nie czekaj aż
      przestanie byc zmęczony tylko się przytul i jeżeli Cię coś trapi, to powiedz że
      potrzebujesz rozmowy po ciężkim dniu w domu, tak jak on potrzebuje snu po dniu
      w pracy. I uśmiejchnij sięsmile) A wszystko będzie dobrze i smutki miną!
Pełna wersja