Czy podejście "kontrola podstawą zaufania" jest naprawdę takie dziwne?
Druga ciąża, druga amniopunkcja, poradnia genetyczna właśnie powiedziała, że wynik prawidłowy. Usg, z połówkowym teraz, robiłam w sumie u 3 lekarzy - nawet najlepszy specjalista bywa omylny i może czegoś nie zauważyc, przy 3 ryzyko błędu mniejsze.
Na tematy ciążowe z wieloma osobami rozmawiałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy i dość regularnie słyszałam pytanie "po co amnio?", "po co usg u kogoś innego niż lekarz prowadzący?".
Naprawdę tak trudno pojąć, że minimalizowanie ryzyka daje mi pewien komfort psychiczny?
Ostatnio dobitnie wyjaśniałam zdziwionemu koledze z pracy - stary, jakbys samochód kupował to byś sprawdził co najmniej kilka ofert, przetestował u znajomego mechanika, chciał znac historie wozu etc. Ciąża to POWAŻNA SPRAWA, znacznie poważniejsza niż wybór butów (a panie potrafią kilka centrów handlowych obejść, żeby znaleźć te idealne), nabycie samochodu czy wybór miejsca na wakacje, nie mówiąc juz o odpowiednim ubezpieczeniu.
Ludzie potrafią mnóstwo czasu i zaangażowania poświęcić na w/w, a badanie się wzdłuż i wszerz w ciąży budzi zdumienie. I mnie to jednak dziwi.