patronka.slonka
25.03.11, 10:15
Mam taki problem. Ciężko mi dogadać się ze swoją szwagierką. To bliska rodzina, dość często się widujemy, dlatego chciałabym wreszcie coś zrobić, żeby te kontakty stały się znośne.
Moja szwagierka jest osobą samą, ma 10 letnie dziecko. Faktem jest, że jej sposobu życia nigdy nie akceptowalam. Nie powiedziałam jej tego wprost, natomiast między wierszami zdarza mi się coś tam przemycić. Zresztą myślę, że to się da wyczuć.
Jak urodziła dziecko, oddala je na wychowanie swojej mamie, sama siedziała w tym czasie w domu, albo jeździla z mężem imprezować. Jak dziecko miało 2 lata mąż ją zostawił, tzn powiedział, że mogą oficjalnie dla dobra dziecka być razem, ale on będzie prowadził swoje życie. Nie zgodziła się. Rozstali się w zgodzie. Przez te 8 lat ona przyprowadzała do domu kilku facetów, ale zawsze coś jej nie pasowało - jej święte prawo. Raz zamieszkała z facetem, którego polubiła cała rodzina, on bardzo interesował się jej synem, chcial go z nią wychowywać jak własne. Ale to wiązałoby się z tym, że ona musiałaby postawić się ojcu dziecka, a to nie wchodzi w grę - ma z niego kasę. Więc po chyba 3 latach facet się wyprowadził, ale seks-spotkania trwają nadal (to też jej święte prawo, nic mi do tego).
Syna wiecznie gdzieś podrzuca, a to do jednej babci, a to do drugiej, a to do ojca, a to do szwagierki swojej. Byle mieć wolny weekend. Ostatnio wyjechała sama na narty - oficjalnie bo wygrała wycieczkę, okazało się, że pojechała z tym facetem "sekspartnerem". Dziecko jej dogadało nawet na ten temat.
Jesteśmy różne we wszystkim. Ona - matka "zimny wychów", ja - kwoka. Ona wiecznie gdzieś dziecko podrzuca, ja praktycznie wcale - cenię sobie moje dziecko w domu, nie przeszkadza mi ono; ona jest najmądrzejsza we wszystkim, ja nie lubię takich mądrali, sama nie zabieram głosu jak się na czymś nie znam; ona konfliktowa, ja - łagodna, unikam konfliktów; ona "wszystko zawdzięcza sobie", ja przyznaję, ze dzieckiem opiekuje mi się babcia, nie mam problemu z oddaniem co komu zawdzięczam; ona wiecznie umęczona opieką nad dzieckiem (bo lekcje itp)- o wolnych weekendach nie wolno wspomnieć; ja nie narzekam.
Jej matka twierdzi, że ma bardzo trudny charakter, nigdy nie wiadomo z której strony kopnie.
Ogólnie mogłabym temat olać, ale nasze spotkania są już tak naelektryzowane, że kiedyś coś wybuchnie.
Problem polega też na tym, że ostatnio jej dziecko głupio się zachowuje wobec mojego (młodsze), jak zwrócę mu uwagę to ona jest obrażona.
Generalnie jej dziecko przez to, że jest takie podrzucane jest bardzo zamknięte w sobie, smutne. Kiedyś powiedział, że gra w Simsy. Zapytałam kogo ma w swojej rodzinie w grze? Odpowiedział, że psa i tatę. Zapytałam "a co z mamą, babcią?", a on na to: "mama nie żyje, a babcię oddałem do domu starców bo jej jedzenie nie smakowało". Ja przeżyłam szok jak to usłyszałam, a szwagierka na to "nie wygłupiaj się"...To tak dla zobrazowania sytuacji.
Napiszcie czy widzicie jakąś możliwość zgody? Na jakie ustępstwa powinnam pójść?