Bu, źle mi. Nie lubię siebie. Okropnie się przed chwilą zachowałam.
Moja Julcia ma trzecie w tym roku zapalenie ucha (czwarte wogóle) i znowu
przyjmuje antybiotyk. Rzecz w tym, że nawet nie chce spojrzeć na łyżeczkę.
Wczoraj po długim namawianiu, wypiła lekarstwo. Mąż przytrzymywał rączki, żeby
mi niechcący nie wytrąciła łyżeczki, ja podałam lek. Długo trwało, ale udało
się. Dziś (kilka minut temu) podawałam sama (mąż jest w pracy) i zabrakło mi
cierpliwości. Julcia odrącała moją rękę i płakała, a ja... podałam jej na
siłę. A ona tak płakała. Czuję się jak kat i teraz ja ryczę. Żeby było mało
nawrzeszczałam na nią (zdarzyło mi się chyba 3 czy 4 raz w życiu niestety), a
potem w przypływie rozpaczy i poczucia winy sama się walnęłam w głowę (i teraz
mnie boli). Julia się wystraszyła. Czy ja jestem niezrównoważona??
Kolejną dawkę mam podać wieczorem (i tak jeszcze przez 9 dni). Jak przekonać
roczną dziewczynkę, że to dla jej dobra. Już kiedyś musiałam jej podawać ten
lek na siłę (miała 7 miesięcy). Jak sobie poradzić? Staram się nigdy jej nic
nie wmuszać na siłę, jeśli odmawia jedzenia, nie zmuszam, picia, nie zmuszam.
Zdecydowała, że mierzenie temperatury w pupie jej nie odpowiada, będę mierzyć
w inny sposób, ale lek muszę podać

((
Chyba jestem ostatnio kłębkiem nerwów. Jestem w 21 tygodniu ciąży i właściwie
nie czuję ruchów malucha, to mnie stresuje strasznie i nie mam cierpliwości,
bo jestem ciągle zmęczona.
Teraz Julcia bawi się i coś do siebie mówi (albo do zabawek), przed chwilą
uśmiechała się do mnie podczas zmiany pieluszki, a ja... Ja czuję do siebie
niechęć. Na domiar złego wczoraj w nocy zjadłam 4 pałeczki Twixów a du...a
rośnie, a brzuszek ma rosnąć przecież. Buuuuuuuuu
Czy ja jestem wstrętnym babskiem i okropną matką?
Zdołowana Cytrynka, która ma ochotę sama sobie dokopać