vivaluna
27.09.11, 18:20
Przepraszam, że znowu o relacjach pies dzieci ale muszę...Byłam w niedzielę z psami na spacerze, pgoda ładna, park pełen ludzi ja chora. Siedzę sobie na brzegu bajorka, psy zmęczone po treningu więc całkowicie nieszkodliwe. Mała luzem, duża na smyczy obok mnie. Nagle z górki wybiega "parka"-chłopiec i dziewczynka i prosto do dużego psa. Przytrzymałam dużą za szelki aby nie wstała a dzieciom posłałam spojrzenie w stylu "ani kroku dalej" bo biegły w celach zagłaskujących a ja na głaskanie psów obcym nie pozwalam. Dzieci się zatrzymały a zza górki wyłonił się dzielny tata. Spojrzał na mnie, psa, dzieci i prowokacyjnie podszedł pod pysk suki, biorąc dzieciaki za ręce i czeka na nie wiadomo co. Nic nie mówię, suka odwróciła głowę w moją stronę i się położyła. Tata nic nie wskórał więc z dziećmi ruszył do małej suki, mała nie podchodzi do nikogo obcego, nawet na wołanie więc się odsunęła, tatko znowu do niej to mała odeszła dalej. Zniechęcony tatko, że prowokacja nie wyszła ruszył z ryjem do mnie, że psy to powinny tylko "na kagańcu". No ludzie-jeden na smyczy, kagańca mieć nie musi, drugi mały (poniżej 8 kg)nie wchodzący w relacje z ludźmi więc o co tatce chodziło?Może się nudził? Ludzie chcą aby dzieci głaskały obce psy a kaganiec ma być zabezpieczeniem przed nieodpowiedzialnością rodziców. Jeśli o mnie chodzi-niedoczekanie...