Dodaj do ulubionych

Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie...

14.10.11, 11:13
Pobyt Małoletniej Starszej w szpitalu dostarczył mi okazji do pozazawodowych obserwacji (albowiem zawodowo na oddziałach pediatrycznych nie bywam). Oddział kliniczny specjalistyczny. Wiek pacjentów 2-17. I oto co zaobserwowałam:
- Mamusia. Zjawisko 24h na dobę przy łóżku małego dziecka jest zrozumiałe. Pytam jednakowoż, po co mamusia 7-8-9-10-11 latkowi, na dwudniowym pobycie diagnostycznym, tłumacząca się z każdego wyjścia do WC albo na obiad? Zaręczam, iż dziecięta nie były obłożnie chore, w normie intelektualnej, bez współistniejących rozpoznań z "F" w kodzie.
- Igła. Dość normalne, że nie jest przyjemna (i dla dziecka, i dla dorosłego). Dość normalne, że można się jej bać (przy iniekcji, czy pobraniu krwi), ale histeryzujący (regularnie histeryzujący, z trzymaniem na siłę, rzucaniem się na podłogę etc.) 10-13 latek (10-13 latka) przy kaniulacji naczyń obwodowych (wenflon) to przeginka. Skąd to się bierze????

Siedziałyśmy z Małoletnią Starszą (lat 9,5) obserwując to wszystko, Młoda z szeroko otwartymi oczami patrzyła na wszystko, wreszcie szepcze "Bożżżeeeee, dom wariatów, a to ponoć ja mam bliskie kontakty z psychiatrami...". Chwilę potem akcja: dziewczynka lat 10, tata musi wyjść na 3h, dziewczynka wpada w histerię maksymalną. Tata zostaje.
Pani pielęgniarka pyta mnie, czy potrzebuję polówkę do spania - robię oczy "ja śpię w domu". "A ona sama zaśnie?" Na to Małoletnia "No wie pani... ja nie mam 2 lat."
Kolejna sytuacja - pani pielęgniarka przynosi pojemniki na mocz i kał. Info "Proszę pani, tu jest pojemnik..." Przerywam "Czy pani potrzebuje, żebym to ja swoimi treściami je wypełniała?" "Nie...no, dziecka." "Aha, ale ja się za nią nie załatwiam. Ona jest pełnosprawna" "Tak.. nawet pani nie współuczestniczy w procederze?" "Nie. Dziecko jest samoobsługowe w 100%, dziecko ma 9 lat." Wobec tego pani pielęgniarka do Małoletniej "Proszę pani, tu jest pojemnik...." big_grin Dziecię pojemniki wypełniło czym trzeba. (nie jest to sytuacja zawężona do mojego dziecka, które - jak samo stwierdziło - ma bliskie kontakty z psychiatrami. Reguła - niezależnie od wieku pojemniki wędrowały do rodzica i to rodzic miał "łapać") Pod wieczór Małoletnia ma mieć zakładany wenflon, stwierdza, że jednak pewniej się poczuje, jeśli z nią pójdę i potrzymam za rękę - idę. Siada (panie zaskoczone, że nie na kolanach i nie unieruchomiona w uścisku przeze mnie), łapkę jedną daje pielęgniarce, drugą mnie, zaczyna śpiewać piosenkę. Zanim doszła do drugiej zwrotki, pobrano co trzeba, kaniulacja dobiegła końca. Wstała "dziękuję bardzo" i poszła. Mina pielęgniarek - bezcenna. Wobec powyższego diureza dobowa szacowana była bez mojego udziału, zostałam w przelocie poinformowana, że zbiórka trwa.

Przyznaję, że jestem zdziwiona maksymalnie takimi zachowaniami dzieci & rodziców. Te reakcje pielęgniarek świadczą o tym, że dziecko (normalne, zdrowe, pełnosprawne dziecko, na codzień chodzące do szkoły i radzące sobie samo w różnych sytuacjach) w momencie pójścia do szpitala doświadcza regresji do etapu niemowlęctwa dosłownie (samo się w toalecie nie ogarnie, samo się nie ubierze/ nie rozbierze do badania, bez rodzica nie przetrwa minuty). Zaczęłyśmy z Małoletnią z nudów snuć teorie, skąd to się bierze. Teoria moja: nadopiekuńczy rodzice, którzy full serwisem maskują swój paniczny lęk o dziecko i niepewność jutra (zasadniczo wyniki badań mogą być korzystne lub nie). Teoria małoletniej: "to musiało się zacząć tak, że rodzic dziecko oszukiwał, że nic nie będzie bolało... a dziecko poszło na szczepienie albo pobranie krwi, no i okazało się, że nieprawda, bo to boli... no i dziecko czuje się oszukane, nikomu nie ufa, a zwłaszcza białym fartuchom i igłom, no i rodzicowi nie ufa, bo skoro raz je oszukał, to nawet jak mówi że wychodzi na chwilę, to może oszukać jeszcze raz i np nie wrócić, więc niech tak siedzi przy łóżku cały czas...".

Ryzykując ematkowy lincz zapytam zatem: Widzicie zasadność tkwienia non stop przy łóżku waszego dziecka lat 7-8-9-10-11 wzwyż, jeśli nie jest ono cierpiące, chore, a w trakcie pobytu diagnostycznego? i drugie pytanie: Czy wasze dzieci w tym wieku też schizują przy kontaktach z lekarzami/ pielęgniarkami?
Obserwuj wątek
    • azjaodkuchni Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:25
      Nie wiem jakby było przy pobieraniu krwi, bo poza urodzeniem moje dziecko w szpitalu nie było, ale jestem pewna , że gdybym chciała mojemu dziecku te pojemniki w łazience trzymac to by mnie chyba zabiło... smile
    • czarnaalineczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:26
      >Wobec tego pani pielęgniarka do Małoletniej "Proszę pani, tu jest pojemnik...."
      pozdrow pania maloletnia big_grin


      kurde a ja myslalam ze to moi rodzice byli nadopiekunczy big_grin
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:32
        Dzięki smile No i faktycznie tak pielęgniarka do niej się zwróciła, z uśmiechem smile
    • agni71 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:26
      Moje dzieci nie schizują ani u lekarza ani u fryzjera (bo to tez chyba częsty problem wink

      I zarówno lekarze jak i fryzjerzy sie dziwia i chwalą. Mnie jest oczywiście miło i doceniam, ze tak sie latwiej funkcjonuje smile

      Tak sobie myslę, ze moze częśc tych dzieci histeryzujących ma za soba jakies traumatyczne przezycia związane z doświadczonym kiedys bólem czy lękiem przed porzuceniem (może były okłamywane, co do czasu nieobecnosci rodzica).
      • ceide.fields kojeny wątek 14.10.11, 11:34
        NORMALNEJ I SUPERPOUKŁADANEJ dziwiącej się ze swoich wyżyn "dziwnym" zachowaniom innych.
      • andaba Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:40
        Byłam z czteroletnią córką u okulisty kilka dni temu. Pani doktor chyba ze cztery razy powtórzyła "jaka grzeczna dziewczynka!". Zastanawiałam sie czemu, bo nic jej specjalnie nie robiła, poświeciła do oka, kazała usiąść przy jakimś aparacie i brodę oprzeć, popatrzeć w dół do góry i koniec. mała bez szemrania sełniała wszystkie polecenia, wale wydawało mi sie to naturalne, w końcu ma 4 lata, a nie 4 miesiące.

        Teraz juz wiem smile

        Nie nigdy nie przyszłoby mi do głowy siedziec w szpitalu z 10-letnim dzieckiem, histerii nie toleruję, ale jak mam być szczera nigdy nie widziałam takich dantejskich scen jakie opisujesz z udziałem tak duzych dzieci. Nie licząc pobierania krwi w przychodni u chłopaka 13 letniego (syn był ze mną, wiec mnie poinformował io wieku delikwenta), które trwało prawie 40 minut, bo panicz nie pozwalał sie tknąć. ale wydje mi się, że to odosobniony przypadek.
        • dziennik-niecodziennik Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 16:32
          > mała bez szemrania sełnia
          > ła wszystkie polecenia, wale wydawało mi sie to naturalne, w końcu ma 4 lata, a
          > nie 4 miesiące.

          Ty no wypraszam sobie, moje dziecię mając 4 miesiace u okulisty dało sobie bez żadnych protestów zakroplic oczy i wykonac niezbedne badania.
          ale za to w poczekalni siedziala pi razy drzwi siedmiolatka, ktora o dziwo dala sobie zakroplic srodki rozszerzające źrenice (a to wszak najmniej przyjemna czesc bada okulistycznych), natomiast na badanie wejsc nie chciala. za nic. cala poczekalnia ją namawiala, bo juz naprawde wszyscy mieli dosc. w koncu weszla z mama - jak sie okazalo, i tak nie dala sie zbadac, tyle ze mama sie umowila na nastepna wizyte.
          jak dla mnie masakra.
        • iwoniaw Ano właśnie - nie schizują i budzą szok 14.10.11, 19:26
          Dokładnie jak pisze Andaba - pojawienie się w przychodni/izbie przyjęć z dziecięciem, które nie histeryzuje, a nawet współpracuje, budzi szok i niedowierzanie.
          Natomiast same histerie dzieci mnie nie dziwią, odkąd będąc 24h/dobę w szpitalu z niemowlęciem miałam okazję obserwować rodziców straszących dzieci (dzieci muszące!!! przebywać w szpitalu i być poddawane procedurom różnym) lekarzami/zastrzykami/pobieraniem krwi; myślę, że nikły procent dzieci ma złe doświadczenia i uraz, natomiast zdecydowana większość jest nieźle nakręcona przez kochające mamusie/babcie/tatusiów/dziadków.
      • bi_scotti Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 17:13
        agni71 napisała:

        > Tak sobie myslę, ze moze częśc tych dzieci histeryzujących ma za soba jakies tr
        > aumatyczne przezycia związane z doświadczonym kiedys bólem czy lękiem przed por
        > zuceniem (może były okłamywane, co do czasu nieobecnosci rodzica).

        To juz moze predzej z tym drugim. Bo przyznam, ze z powodu Sredniego, mam doswiadczen dziecieco-szpitalnych na kilka pokolen i ilosc obserwacji podobna. Tak wiec z tych obserwacji wynika jednak, ze im mlody czlowiek mial/ma pecha czesciej i bolesniej bywac w szpitalach i innych placowkach medycznych, tym z wiekszym stoicyzmem podchodzi do ewentualnego bolu, dyskomfortu, rozstania z rodzicami (pod warunkiem, ze ukochana przytulanka moze powedrowac na sale zabiegowa/operacyjna smile ), zmiany diety etc. etc. Wiekszosc rodzicow jednak kazde wklucie w kregoslup przezywa jak to pierwsze czy nastepna serie chemo jak te pierwsza, bo czuja sie bezradni wobec cierpienia dziecka. Kazdy z nas chcialby to po prostu wziac na siebie a sie nie da. Niemniej na pewno i dzieciom, i rodzicom jest latwiej gdy jakis poziom stif upper lip jest utrzymywany - nie ma co sie wzajemnie nakrecac swoimi wspolnymi obawami i strachami.
        Gorzej jest z nastolatkami, ktore juz w ogole nie chca obecnosci rodzicow, bo sa takie dzielne i samodzielne. Wtedy rodzic zostaje sam na korytarzu i dopiero wyobraznia szaleje ... Ale tego sie dzieciom nie mowi - to jest mamy tajemnica smile
    • nika_75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:33
      Przeczytałam Twój długi, szczegółowy i pełem słusznej rzecz jasna dumy opis, ale choć nie przesadzałabym, że zasługujesz na lincz, to na pewno na upomnienie smile
      Twoja córka jest jak widać dojrzała i odważna i wielkie brawa za to.
      Ale nie zmienia to faktu, że 7-11 latek to przecież dziecko, nieważne że nie przedszkolak, ale wciąż dziecko, a dla dziecka pobyt w szpitalu to zawsze strach, rozpacz, osamotnienie. Co go obchodzi czy to w celu diagnostycznym czy leczniczym. Szpital to zimne ściany, rażące światło, metalowe łóżka, obcy ludzie, zamknięcie, piżama na okrągło, nieprzyjemne zabiegi. A najgorsza chyba jest noc, kiedy chce się płakać z tęsknoty.
      Dlatego obecność mamy na oddziale to wspaniała rzecz dla dziecka, nawet jeśli nie jest cierpiące fizycznie, bo z całą pewnością cierpi psychicznie. Chyba, że samo wyraźnie zaznaczy, że nie potrzebuje. Ale jeśli potrzebuje??
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:37
        OK - potrzebuje, wporzo. Ale reaguje histerią na oddalenie kilkuminutowe? - nonsens.
        Nawet nocleg - jestem w stanie "przełknąć", gdy dziecko normalnie mówi "zostań mamo", ale nie pojmuję wyrażania w tym wieku swoich potrzeb płaczem (ba - rykiem wręcz), przecież to już dzieci sprawne werbalnie!
        • rosapulchra-0 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 16:49
          lolinka2 napisała:

          > OK - potrzebuje, wporzo. Ale reaguje histerią na oddalenie kilkuminutowe? - non
          > sens.
          > Nawet nocleg - jestem w stanie "przełknąć", gdy dziecko normalnie mówi "zostań
          > mamo", ale nie pojmuję wyrażania w tym wieku swoich potrzeb płaczem (ba - rykie
          > m wręcz), przecież to już dzieci sprawne werbalnie!

          Odniosę się do powyższego: dziecko, które leży w szpitalu dłużej niż tydzień ma prawo reagować histerią na wszystko. Bo jest dzieckiem. Bo ma wykonywane nieprzyjemne i bolesne najczęściej badania, bo czuje się obco w szpitalu, bo jest chore i obolałe. A te histerie są po to, aby zwrócić na siebie uwagę, zatrzymać najbliższych przy sobie jak najdłużej. Żadne pluszaki, filmy, laptopy nie zastąpią obecności rodziców. Trońkę więcej empatii by ci się przydało.
          • rosapulchra-0 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 16:50
            Źle napisałam. Nie więcej niż tydzień. To bzdura. Ale jest zależność, że im dłużej dziecko jest w szpitalu, tym bardziej nerwowo reaguje.
          • bergamotka77 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 00:17
            rosa pulchra est smile Zgadzam sie z toba w calej rozciaglosci
            troche empatii lolinko!
      • angazetka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:39
        > Ale nie zmienia to faktu, że 7-11 latek to przecież dziecko, nieważne że nie pr
        > zedszkolak, ale wciąż dziecko, a dla dziecka pobyt w szpitalu to zawsze strach,
        > rozpacz, osamotnienie.

        Ale pamiętasz, że mowa o szpitalu, a nie o sali tortur? Jako dzieciak w tym przedziale wiekowym byłam w szpitalu dwa razy, traumy nie pamiętam. Wiedziałam, po co tam jestem, że jest to konieczne i że mama nie może ze mną być cały czas.
        • nika_75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:53
          Ale pamiętasz, że mowa o szpitalu, a nie o sali tortur?

          No widzisz a ja pamiętam swoje pobyty z lat dzicięcych, też dwa, aż do dziś. Przecież też piszę z własnego doświadczenia. Podejrzewam, że jesteśmy z podobnego przedziału wiekowego i leżałyśmy jako dzieci w tych samych czasach. Wtedy były w ogóle odwiedziny w określonych godzinach, poza nimi rodzice w ogóle nie mogli do szpitala zaglądać. Chociaż moi byli codziennie, to każdego dnia się bałam, że tym razem zapomną i nie przyjdą. To już był stres. Pamiętam jak baliśmy się pielęgniarek, które na nas krzyczały (niektóre) i pamiętam płacz w poduszkę wieczorami po zgaszeniu światła - raz zresztą zaczęłam ja, a potem już cała sala zaczęła ryczeć smile
          • angazetka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:33
            Nie bałam się, że mama nie przyjdzie (dlaczego miałaby zapomnieć?). Nie bałam się pielęgniarek. Nie bałam się ciemności. Nie płakałam. To, co piszesz, bardziej mi pasuje do dziecka przedszkolnego.
            • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:41
              ankagazetka, jeśli mama notorycznie okłamuje dziecko, to i z przyjściem może kłamać... to wg teorii mojej córki przyczyna takich zachowań dzieci.
              • nika_75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:53
                lolinka2 napisała:

                > ankagazetka, jeśli mama notorycznie okłamuje dziecko, to i z przyjściem może kł
                > amać...

                Ręce mi opadły.. smile
                • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:58
                  bo???
                  mama mówi "nie będzie bolało, kochanie" - a boli
                  mama mówi "zaraz wrócę" (w przedszkolu) - wraca po 8 godzinach
                  mama mówi "nic się nie stało" - a tu rozbite kochano napieprza dzieciaka
                  mama mówi "mikołaj prezent przyniósł" - a dziecko widziało prezent wcześniej w szafie u tatusia
                  mama mówi "w ogóle nie mam pieniędzy" (o kupnie zabawki) - a dziecko widzi jak płaci za moment za coś innego
                  mama mówi "tatuś cię kocha" - a tatuś dziecka nie widuje miesiącami
                  mama mówi "bo cię zaraz stłukę" - i tak sobie tylko mówi cały czas...

                  To są kłamstwa - jeśli dziecko przyłapuje rodzica na nich regularnie, to komu ma ufać? W jaką wizję świata uwierzyć? - chyba tylko taką, że ufać i polegać można wyłącznie na samym sobie....
                  • nika_75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:32
                    Ze wszystkim co napisałas się absolutnie zgadzam.
                    Tylko zdziwiłam się, bo jak to się miało do dziecięcego lęku że rodzice zapomną przyjść w odwiedziny? Zwyczajna wyobraźnia wystraszonego dzieciaka i tyle..
                    • angazetka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 14:23
                      JAK dziecko może sobie wyobrazić, że kochający, fajni rodzice o nim zapomną? Nie mówimy o przedszkolaku!
                      • verdana Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 14:39
                        Spokojnie. mój syn, wowczas lat sześć, został pozostawiony w hipermarkecie w sali zabaw. Ma rodziców, którzy nie spóźniali się nigdy, nigdy nie odebrali go ze złobka czy przedszkola pięć minut po czasie. I w tej sali zabaw zapytał panią, czy minęła już godzina - a pani powiedziała, że tak, pomylila się.
                        I dziecko tak sie przestraszylo, ze ten strach pomięta po dziesięciu latach jako jeden z największych koszmarów w życiu.
                        • gazeta_mi_placi Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 20:40
                          Gratuluję, zapewniłaś dziecku bardzo dobre i ciepłe (cieplarniane) dzieciństwo skoro największą jego traumą był jednorazowy lęk w salce zabaw.
                          Naprawdę życzę wszystkim dzieciakom aby największym koszmarem ich życia był jednorazowy lęk w sali zabaw bo Pani pomyliła się mówiąc ile czasu zostało smile
                          Życie wtedy byłoby takie piękne...
                          Ech...
                        • dlania Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 12:14
                          Ja mam doświadczenia z dwóch stron:
                          - jako 7-latka miałam operacje wyrostka z powiklaniami, prawie 3 tygodnie w szpitalu. Z wyjątkiem kilku pierwszych dni rodzice przychodzili na kilka godzin dziennie, na noc zawsze zostawałam sama, w sali z dorosłymi. Do dziś wspominam te noce strasznie. Pamietam jak łkałam w poduszke i podglaśniałam radio (z wieczorną dobranocką), żeby baby na sali nie słyszały. Straszliwie mi wtedy mamy brakowalo.
                          - mam dwie córki, razem wychowywane. Jedna sama wyciaga łapy do kłucia, szpitale, przychodnie uwielbi, dentystę ubóstwia i nie chce zamknąc paszczy po wszystkim. Druga dostaje histerii i bezsenności na wieść o szczepieniu, u dentysty skompli, podczas pobierania krwi piszczy, trzyma mnie kurczowo za rękę.
                          Czy to znaczy loli, że w stsounku do jednej jestem nadopiekuńcza, a do drugiej nie?
              • czarnaalineczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:54
                tez mi sie tak wydaje
                pierwszy raz bylam w szpitalu jako 4 latka
                do glowy by mi nie przyszlo ze rodzice mogliby mnie zostawic
                potem niecale 8 lat
                i to akurat super wspominam big_grin
                zamiast nudnej szkoly mialam wakacje w szpitalu big_grin
      • czarnaalineczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:48
        > Ale nie zmienia to faktu, że 7-11 latek to przecież dziecko, nieważne że nie pr
        > zedszkolak, ale wciąż dziecko, a dla dziecka pobyt w szpitalu to zawsze strach,
        > rozpacz, osamotnienie(...)Szpital to zimne ściany, rażące światło, metalowe łóżka, obcy >ludzie, zamknięcie, piżama na okrągło, nieprzyjemne zabiegi. A najgorsza chyba jest noc, >kiedy chce się płakać z tęsknoty.

        marnujesz talent
        • nika_75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:02
          > marnujesz talent

          No tak, trochę mnie poniosło literacko smile
    • foro-estupido Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:35
      Fajnie, że twoje dziecko mogło zostac samo....rozumiem,że duma cię rozpiera...A le qrfa zakładanie wątków o takich rzeczach mnie drażni....
      A to o czapeczkach wiosną,wczesną jesienią i tym podobnych przypadkach...
      Jedne mamy robią tak inne tak...po co się na forum opisywac,że ja tobię "lepiej" a inne matki "gorzej"
      Zez całym szacunkiemwink
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:39
        foro-estupido: widzisz się w roli trzymaczki prącia twojego syna lat - powiedzmy - 11, bo trzeba pobrać mocz do analizy, a synek tym rączek nie splami? Sytuacja obserwowana nagminnie na oddziale smile
        • foro-estupido Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:46
          Nie wiem co mnie czeka , więc nie mówię....Może i będę prącie mu trzymała w wieku 11lattongue_out
          Na razie dziwię się koleżance,ale nie wiem co czeka mniewink
      • kubek0802 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:44
        Brawo dla szpitala i personelu że rozumieją że nie wszystkie dzieci są odważne i pobyt na oddziale, bez względu na cel to luzik. Mam na myśli chociażby propozycję polówki. Mam 9 i pól latka i na pewno potrzebowałby pomocy w pobraniu do badań grubszej sprawy...W czym jeszcze pomoc czy obecność rodzica by się przydała wolałabym sie nie przekonywać.
    • katia.seitz Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:48
      Byłam w szpitalu w wieku lat ośmiu, przez dwa tygodnie. To były inne czasy, w dodatku szpital zakaźny (teraz już nie istnieje). Rodzice mogli mnie widywać przez szybę raz na kilka dni. To był dla mnie koszmar, choć byłam dzieckiem samodzielnym, a moi rodzice do nadopiekuńczych nie należeli.
      Pamiętam niemowlaki, zostawione w łóżeczkach w sali obok bez opieki. Darły się bez opamiętania, a pielęgniarki przychodziły raz na 2 czy 3 godziny, zmienić pieluchę i nakarmić. My, starsze dzieciaki, chodziłyśmy do dyżurki pielęgniarek informować, że te maluchy tak strasznie płaczą i czy jednak może by się do nich nie fatygowały - panie nas opieprzały, że nie nasza sprawa.
      To było raptem 20 lat temu - a zupełnie inny świat. Aż się wierzyć nie chce.
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:04
        Żeby nie było - jestem zdecydowanie ZA obecnością rodzica w szpitalu. Jestem też (a może przede wszystkim) za normalnością. Skoro w domu przy łóżku dziecka się nie koczuje non stop, to domyślam się, że wyjście rodzica na obiad nie jest traumą także w szpitalu. Skoro w domu z 11 latkiem nie idziesz do WC, to skąd zanik tej umiejętności w warunkach szpitalnych?

        Realia szpitali polskich sprzed dwudziestu-paru lat znam dobrze z doświadczeń własnych. Pamiętam nie widywanie rodzica w ogóle przez 2 tyg. I pamiętam CZD gdzie rodzic mógł być w godzinach 5-23 ustawowo, a w nocy też jeśli odpowiednio dużo cukru (kisielu, budyniu, żelków, czekolad, pomarańczy, bananów itp towarów deficytowych) dał personelowi smile I mojego Tatę koczującego na krześle całodobowo przy moim łóżeczku w izolatce (3 lata miałam, nie chodziłam po wypadku) też pamiętam. Stąd jak najbardziej zgadzam się, że postęp wykonano piękny. I osobiście, gdy Starsza Małoletnia miała rok, trzy i cztery lata byłam tzw upierdliwym rodzicem, który musiał wejść do gab. zabiegowego z dzieckiem na kaniulację albo inhalację i nie wyrażał zgody na takie zabiegi pod nieobecność rodzica (tj. gdy rodzicowi trzaśnięto drzwiami przed nosem - a próbowano).

        Piszę zatem o czymś innym - piszę o niesamodzielności dzieci w szpitalach (zatracają podstawowe umiejętności samoobsługowe), nadopiekuńczości rodziców (z lęku zapewne), o wyłącznie negatywnych skojarzeniach (rodziców i dzieci) z placówkami służby zdrowia i obstawiam, że przyczyną tych lęków jest niedoinformowanie - rodziców, a przede wszystkim dzieci, bo np. lekarza, który samorzutnie dziecku wyjaśni, co mu jest nie uświadczyłam na żadnym z oddziałów. Jednego kiedyś zmusiłam, żeby z moją córką porozmawiał, po tym jak rozmawiał ze mną za drzwiami na korytarzu (dziecko z sali to widziało) i uświadomiłam, że od informowania pacjentki o postępach leczenia i dalszych działaniach jest on, a nie ja. I porozmawiał - okazało się, że potrafi. Wytłumaczył dziecku (lat 4 wówczas) po co badania, do jakiego specjalisty pójdzie się konsultować i po co, i kiedy przewidywany wypis. Da się? Da się...

        Gdyby to nadrobić, to może byłoby lepiej (i ciszej...) na oddziałach.
      • ally Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:12
        Ja niecałe 20 lat temu leżałam na chirurgii, było całkiem spoko. Odwiedziny rodziców, przemiłe pielęgniarki, po nocach wyły tylko niektóre jednostki i większość dzieci reagowała na to pewnym zdziwieniem.
        • katia.seitz Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:38
          Ja byłam w "szpitalu zakaźnym", tam było gorzej niż w przeciętnym szpitalu. Rygory odwiedzinowe i takie tam.
          Ale zostawianie kilkumiesięcznego dziecka na 2-3 godziny bez opieki i nie dawanie możliwości rodzicowi zajęcia się nim (bo "szpital zakaźny") - to był fakt. Dość koszmarny.
    • dulcymea11 Ku chwale Twojej Maloletniej i Tobie 14.10.11, 11:49
      Poklony do stop i oklaski - ajajaj - alez Ty to potrafisz fantastycznie wychowac dziecko. I jaka to madra dziewczynka co igly ani samotnego nocowania w szpitalu sie nie boi. I prosze prosze - probki sama napelnia!

      Obydwie mozecie smialo pretendowac do tytulu: Najlepsza Mama i Najlepsza Corka 2011 !
      Ja w ciemno oddaje swoj glos.

      Co za motloch sie po tych szpitalach wloczy - ani to rozgarniete, ani godne, zeby 10-latki baly sie igly lub pozostawienia na oddziale noca. Skandal! Co za bachory rozwydrzone jakies a rodzice... no po prostu skonczeni idioci!

      Ps. Jaki tam lincz - przeciez nic tylko chwalic Cie i Twoja genialna Corcie pod Niebiosa!
      • gaskama To mój głos także! 14.10.11, 11:52
        Mama i córka roku! Chyba GALA coś takiego organizuje. Nie pamiętam.
        • bazylea1 Re: To mój głos także! 14.10.11, 12:06
          ja bym z moim prawie 9latkiem została w szpitalu (lub jego tata) bo wiem że by tego potrzebował. natomiast mojego 6latka zapewne nmogłabym zostawić na noc. dzieci są różne. a co do zwracania się pielęgniarki do rodziców, zdaje się że od paru lat jest kampania pt "jeśli masz zwrócić uwagę dziecku, rozmawiaj z rodzicem a nie z dzieckiem". może to są efekty .
          • kropkacom Re: To mój głos także! 14.10.11, 12:18
            Moja sześciolatkę swobodnie zostawiałam na noc. Ale przez dzień byłam jej łącznikiem z normalnym poza szpitalnym życiem. Nawet na spacer szłyśmy.
            • kropkacom Re: To mój głos także! 14.10.11, 12:19
              Wtedy sześciolatkę (jak była pierwszy raz na oddziale).
          • kocianna Re: To mój głos także! 14.10.11, 12:25
            Ja ostatnio musiałam trzymać za rączkę przy szczepieniu 24-latka, z którym byłam w charakterze tłumacza. Za obie rączki, bo uciekał i odruchowo odpychał strzykawkę.

            I tak sobie myślę, że to znakomicie, że rodzic może zostać w szpitalu z dzieckiem, ale... rodzica trzeba jakoś wychować. Pojęcia nie mam, jak. Bo chyba rodzice sprawiają o wiele więcej problemów, niż mali pacjenci.
            Pamiętam kłótnie na oddziale o otwieranie okna (na sali trójka dzieci, dwoje przestaje się dusić tylko przy temperaturze 15-18 stopni, ale trzecia mama protestuje, bo jej niemowlę ma zapalenie płuc - nasze ). Pamiętam kłótnie o czajnik, o słone paluszki, o zabawki. Wiem, że człowiek zestresowany, w ciasnocie, zdenerwowany zachowuje się mniej racjonalnie - i nie mam pomysłu, jak to rozwiązać.
            • kropkacom Re: To mój głos także! 14.10.11, 12:30
              Rodzice są różni. Łącznie w szpitalu spędziłam przy dzieciach trzy tygodnie. Hałaśliwi rodzice na szczęście nie warowali przy łózkach swoich dzieci. Przychodzili je denerwować w porach odwiedzin big_grin
              • kropkacom Re: To mój głos także! 14.10.11, 12:30
                Przepraszam cztery.
            • lolinka2 Re: To mój głos także! 14.10.11, 12:35
              To prawda - rodzice są problematyczni. Przykład (akurat nie z tego pobytu, a zawodowego): oddział ratunkowy szpitala. Przed chwilą cały zespół z poświęceniem ratował pacjenta (resuscytacja, trudny przypadek, bo po pęknięciu tętniaka aorty, w efekcie którego pacjent - ówcześnie prowadzący samochód - rozwalił się tymże autem na latarni). I chwilę potem przychodzi mama z córką (córka lat 17, brzuszek boli...) i zaczyna ujadać (dosłownie), że nikt się córeczką w ciągu 3 minut nie zainteresował (oni tego ustabilizowanego ledwo pacjenta szykują do przewiezienia na chir. naczyniową, czeka iluś innych pacjentów dodatkowo, mama z córką właśnie weszła i oto "ona się domaga" a "lekarze to nieroby" "piguły leniwe i głupie" itp itd.... Nie wytrzymałam - wytłumaczyłam mamusi a) czym się tu ludzie zajmują, b) że z brzuszkiem to do rejonu do pediatry można... c) na czym polega kolejka oraz segregacja pacjentów wg stanu zdrowia. Oburzona wyszła - ojj, chyba córeczka aż tak nie cierpiała...

              I to też niestety przykry standard.
              • bea.bea Re: To mój głos także! 14.10.11, 13:33
                wkurza mnie takie pisanie, bo ostatnio spędziłam 7 godzin z matka na izbie przyjęć, mama moja miała mieć natychmiast podaną kroplówkę z lekiem.....ale szpital marnował czas na przeprowadzanie miliona niepotrzebnych badań jakby wskazanie lekarza prowądzacego nie miało żadnego znaczenia...
                zmarnowali pieniądze szpitala czyli moje,czas personelu i mój...bo mieli tylko podać kroplówkę w ilościu podanej przez lekarza, paru ludziom nie wykonano badań bo wykonano je NIEPOTRZEBNIE mojej mamie.
      • bea.bea Re: Ku chwale Twojej Maloletniej i Tobie 14.10.11, 13:29
        Czasem dziecko jest dzielne , bo mama bedzie się gniewała jak popłacze przy pobieraniu krwi, tłumi w sobie uczucia zupełnie naturalne, mama jest dumna...ale czy powinna ? smile
    • mikas73 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 11:59
      po co mamusia 7-8-9-10-11 latkowi, na dwudniowym pobycie diagnost
      > ycznym, tłumacząca się z każdego wyjścia do WC albo na obiad?

      Ja akurat poinformowałabym syna, że wychodzę na obiad. Zwykłe zachowanie, nie tłumaczenie się.

      Starszy syn (13 lat), nigdy nie histeryzował przy pobieraniu krwi, szczepieniu. Owszem uprzedzałam, że będzie bolało. Jako 10 latek był sam miesiąc w sanatorium, a kiedy ja leżałam w szpitalu: załatwiał mi sprawy - robił opłaty i takie tam. Ale wiem, że jeszcze do tej pory nie obraziłby się gdybym zaproponowała,że prześpię się z nim w szpitalu i gdyby w nim leżał- chciałby żebym siedziała z nim na okragło, no chyba, że jakaś 13-latka krążyła by po oddziale wink

      Maluch za to (3,5) roku to większy histeryk, który dopiero teraz da się w miarę spokojnie ostrzyc - tylko tacie. Nie wiem ile czasu zajmie mi przygotowanie go do pobytów w szpitalu i przyjmowanie z luzem zastrzyków. No nie wiem, widze, że tu będzie duuużo trudniej i być może nie wyrobię się przed 7,8,9 rokiem życia.

      Tak do 10,11 roku to bym im darowała. Nastolatek rzucający się przed pobraniem krwi - rzeczywiście "dziwoląg". Ale znam takiego jednego - mojego brata. Kiedy miał 7 lat na żywca zerwali mu paznokieć. Kiedy widział biały fartuch dostawał ataku paniki.Teraz chłop pełną gębą.

      A więc różnie jest, nie wiesz co tam w każdym dziecku siedzi, tak jak inni nie wiedzą co siedzi w Twoim smile
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:08
        No więc była akcja, że tatuś powiedział dziewczynce lat 10, że wychodzi i za 3h wróci - po jakieś dokumenty do domu musiał podjechać. Dziewczę taki ryk pierdyknęło "ale ja nie chcę.. nie chcę... nie chcę..." (i non stop color) że tatuś został.
        • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:16
          Ja takich obserwacji nie mam. I jestem jak najdalej aby sobie historyjki do jakichkolwiek scen układać. Zwłaszcza w szpitalu.
    • jdylag75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:06
      Jeśli chodzi o histeryczne reakcje dzieci - większość winy leży po stronie personelu, który nie wyraża najmniejszych chęci wytłumaczenia dziecku co się będzie działo w szpitalu, podczas poszczególnych badań, po co to pobranie krwi, a po co sikanie do kubka. Gdyby jeden z drugim lekarz wytłumaczyli dzieciakowi o co chodzi, dzieci reagowałyby o niebo spokojniej.
      Dzieciaki wymieniają się informacjami n/t pobytu w szpitalach w placówkach, nakręcają, straszą, na izbie przyjęci lekarz winien powiedzieć jak to naprawdę będzie wyglądało. A ze sie straszą to wiem, bo mój 5 latek bał się testów alergicznych ponieważ porozmawiał o tym z kolegami w przedszkolu. Podczas wizyty lekarz z pielęgniarką bezceremonialnie chcieli się za młodego zabrać (zaczął uciekać - normalna reakcja), powiedziałam mu: Pani doktor nic nie zacznie robić dopóki dokładnie nie wytłumaczy an czym ma polegać badanie. Pani wytłumaczyła, dziecko siedziało spokojnie, choć nie miało zadowolonej miny. Da sie. Sama pewnie bym mu powiedziała gdybym wiedziała.
      Nie wymagałabym od dzieci spokojnych reakcji na pobyt w szpitalu, sama ryczałam, jak w ciąży musiałam leżeć na patologii, kiedy nikt mi nie mówił co mi jest tylko wszyscy się darli że mam leżeć a duża byłam.
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:22
        Dokładnie - tak sobie myślę, że gdyby rodzic wiedział więcej - to nie traktowałby dziecka jak umierającego wink a gdyby dziecko wiedziało więcej - też czułoby się pewniej.
        • jdylag75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:49
          No widzisz, ja akurat czytam sporo o schorzeniach swoich czy dziecka. Stąd moja wiedza, że lekarze nie uważają za stosowne powiedzieć czegokolwiek przez leczeniem czy konkretnym zabiegiem, a powinni, bo to uspokoiłoby i rodzica i dziecko. Kiedyś o mało z krzesła nie spadłam kiedy przyszedł do nas chirurg i opowiedział co po kolei będzie robił podczas operacji, ile to zajmie i czego sie spodziewa, denerwowaliśmy się, ale byliśmy też spokojni, ze wiemy że on wie co robi. To powinna być norma.
          • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:55
            mam bardzo podobne obserwacje, niestety.
            • sefirotek Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 20:53
              brak informacji, obojętnośc, założenie, że ma boleć gnojka i już, to są wszystko powody.

              Ale wkurza mnie ten wątek. Będąc matką dziecka, które było parę razy w szpitalu, zawsze brane w środku nocy i na sygnale, całkowicie to rozumiem, takie "godne potępienia' dla emam zachowania, które mają dzieci dzielne i będące w szpitalu na planowanym pobycie.

              Nie wiecie jaką kto ma historię, nie gadajcie. Też warowałam przy łóżku 10 latka, dzień i noc, którego nikt nie umiał zdiagnozować. I wiem, ze jeśli córka założycielki teraz ma zachwoania z których mama jest dumna, niestety, nie zawsze tak będzie.
              • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 20:59
                > Ale wkurza mnie ten wątek. Będąc matką dziecka, które było parę razy w szpital
                > u, zawsze brane w środku nocy i na sygnale, całkowicie to rozumiem, takie "godn
                > e potępienia' dla emam zachowania, które mają dzieci dzielne i będące w szpit
                > alu na planowanym pobycie.

                Ja też tego nie rozumiem i też mnie to irytuje.
      • konwalka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:22
        uuuuu\
        dołaczam sie do odp[owiedzi
        ja- matka trzynastolatka, ktory:robi na swoim rowerze takie rzeczy, że mi słabo
        jednego lata na nodze miał jednoczesnie ponad 70 siniaków
        wylądował na emergency, bo wbił sobie ołówek w okolice żeber:/, szycia ran - nie liczę; ajtualnie ma tylko jedno oko sine po meczu w rygby
        i tak dalej...
        odpowiadam tez jako matka trzynastolatka, który: na trzy pobrania krwi w zyciu trzy razy zemdlał i był cucony wodą z glukozą, zyskal w paierach dentystycznych nagłowek "trudny pacjent" i od tamtej pory jest leczony w szpitalu dla takich jak on anansaów, gdzie gaz, tiurlikanie i trzymanie za łapkę przez grono pielegniarek to standard; po obejrzeniu repotrazu o grypie hiszpance- lekko osłabł
        przyklady moge w nieskonczoność
        wiec- tak, bylabym z nim w szpitalu i robiła z siebie durnia przy pobraniu krwi
        tak jak jestem przy moim histeryzującym meżu, który do ekstrakcji jednego zeba zamiawia sobie znieczulenie ogolne
        jaki maju, taki pchaju, moja droga
        jeden Kaske, drugi Maryske, trzeci obie
        nie ubedzie mnie, kiedy trwam jak bogunka na gople w chwilach, gdy moi mężczyźni, dwaj błedni rycerze, maja chwile swojej słabosci
        • jdylag75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:42
          Dokładnie, ludzie są różni. Mój mąż wie, ze ja mimo, że medycznie wykształcona i zawsze oczytana n/t konkretnego schorzenia, ale boję sie zakładania wenflonu i zastrzyków, zawsze jest koło mnie sprawdza czy mi się krzywda nie dzieje.
          Odnośnie dzieci trudno mi sie wypowiadać bo jeszcze małe, ale syn ma bogatą historię szpitalną więc jesteśmy otrzaskani z polskimi realiami i raczej jeszcze długo nie zostawimy go samego z resztą jedej ze swoich schiz nabawił sie właśnie podczas takiego pobytu, kiedy dzieciaka nam wyrwano i pocwałowano do sali operacyjnej zatrzaskująć gromko drzwi, a ten sie darł, darł i darł. Nie mieliśmy sekundy na reakcję, mimo, że świadomi szpitalnie jesteśmy wink .
          • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:48
            jdylag75, no to się absolutnie nie dziwię schizie... to jest właśnie taka sytuacja, w której nie dawałam sobie wyrwać dziecka z rąk... i dokładnie dlatego - bo na bank nigdy potem by nie zaufało lekarzom i pielęgniarkom...
            Niestety, przy młodszym dziecku oczy dokoła głowy i patrzeć na ręce, ale z umiarem i wiedzą wink
    • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:08
      Córkę mam dzielną i przeszkoloną szpitalnie. Na neurologii leżała drugi raz. Awantur nie robi, co ma tez sama zrobi. Mimo to młoda chciała aby z nią ktoś był. Tak, ona chciała. A jej koledzy tez w wieku ośmiu lat cholernie za rodziną tęsknili. Jeden się poryczał jak matkę po tygodniu zobaczył. Tak, szpital nawet dla takich dzieciaków to nie zielona szkoła. Oczywiscie można być bohaterem. Zwłaszcza jak trzeba. Teraz myślę, że może dlatego córka się szpitala nie boi, bo wie że nie będzie tam źle i nie musi tęsknic? A niestety na odział może wrócić w każdej chwili...
      • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:13
        Dodam jeszcze, że córka na odział trafiła półprzytomna przywieziona karetką. I ona się SZPITALA mimo to nie boi.
    • donkaczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:09

      nie dziwia mnie twoje obserwacje, dzisiaj jest taki trend na ulatwianie, lagodzenie, ochrone maksymalna przed stresem/bolem, dziecko nie moze sie bac, dziecku nie moze byc przykro, osladzanie wszystkiego, byle sie dziecko z zyciem prawdziwym nie zetknelo, wyreczanie bo nie umie/zmeczy sie/zle zrobi
      i tak dzieci nie wiedza, ze czasem cos trzeba, choc sie nie chce, ze czasem zaboli, ale chwilke, w zyciu jest im zawsze milo latwo i przyjemnie, a rodzice staja na glowe, zeby klody spod nog usuwac
      ostatnio sporo mam obserwacji roznych niepozadanych zachowan u dzieci i dziwiacych mnie reakcji rodzicow, wlasnie podpadajacych pod taki trend

      i zanim ktos sie przyczepi - nie jestem fanka zimnego wychowu w nedzy i poniewierce
      ale nie tlumacze dziecku swiata w taki sposob, by zylo jak w bajce oderwane od realiow - nie wymyslam cudow i nagrod za chodzenie do przedszkola, spokojnie tlumacze, dlaczego chodzic MUSI, dlaczego czasem cos trzeba, co nie jest moze przyjemne, ale tak wlasnie w zyciu jest, poczynajac od mycia zebow, przez sprzatanie zabawek, chodzenie do przedszkola, wystawianie pupy do zastrzyku, zostanie samemu, bo rodzice musza wyjsc
      moje dzieci sa mlodsze, ale rozumieja, spodziewam sie, ze w analogicznej sytuacji zachowalyby sie jak twoja corka
      poki co mialam tylko doswiadczenie z 18 miesieczniakiem w szpitalu, ktory uparcie przygladal sie jak mu zakladaja wenflon i nie pisnal, a zostawiony sam na oddziale oczarowal pielegniarki tak, ze gdy wrocilismy lezala na podlodze w poczekalni z jedna z nich i puszczaly banki wink
      • a-ronka 9 latka i psychiatra 14.10.11, 12:22
        więc masz dziecko oraz siebie ( bo też podkreslasz,że korzystasz z usług lekarzy) już "zadomowione" z lekarzami. Mój 8 latek ,tez by w nocy chciałby mnie mieć obok siebie w obcym miejscu.
        Fajnie się pisze z pozycji " chodze do lekarza i wiem co to za twór" ale dzieci będące pierwszy raz w zyciu w szpitalu należy porzucić bo przeszkadzają i śmieszą panią lolinke ?
        • lolinka2 Re: 9 latka i psychiatra 14.10.11, 12:25
          czy ja gdziekolwiek napisałam, że należy je porzucić?
          Chyba ci udzielę typowo ematkowej wskazówki: czytaj ze zrozumieniem tongue_out
    • e_r_i_n Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:24
      Mój dziesięciolatek nie schizuje na widok lekarzy, daje sobie pobrać krew itd.
      Natomiast nie wykluczam bycia z nim w szpitalu non stop (jeśli by była konieczność hospitalizacji). Oczywiście nie przypuszczam, żeby był problem z wyjściem na chwilę (i, o zgrozo, poinformowałabym o tym, że wychodzę). Ale nie mam pojęcia, jak by w praktyce wyglądała okołoszpitalna obsługa. I mam nadzieję nie sprawdzać.
      • niutaki Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:38
        Ja bylam z corka w szpitalu, jak miala usuwany migdal w wieku 6 lat. Panie pielegniarki zachecaly do tego zeby zostac, bo bylo ich malo na caly oddzial i to byla dla nich ogromna pomoc. Moja corka nie histeryzuje, ale np po wybudzeniu z narkozy wszystkie dzieci, ale to absolutnie wszystkie plakaly, bolaly je gardla rowniez od intubacji, niektore wymiotowaly, innym leciala krew z nosa/uszu. Ogarnianiem tego wszystkiego zajmowali sie rodzice. Ale np na badanie sluchu przed zabiegiem to juz corka poszla tylko z pania ktora wykonywala badania, bo i po co ja tam? Przy pobieraniu krwi zawsze przy niej jestem, chowaja jej sie zyly i panie z reguly musza byc dwie.
        • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:40
          To jest jakaś taka właściwość znieczulenia ogólnego... nie widziałam dziecka wybudzającego się bez płaczu.
          • czarnaalineczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:48
            ja ku ogolnej uciesze personelu obudzilam sie po wycieciu wyrostka slowami ale czad tongue_out
            • czarnaalineczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:48
              4 lata mialm
              ale ja dziwne dziecko ooglnie bylamtongue_out
            • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 16:32
              Moja znajoma obudziła się po operacji ze słowami- Ale pan przystojny panie doktorze. Pół oddziału sie smiało bo wszystko o nim mozna było powiedziec ale nie to że jest przystojny. Lekarz tez miał ubaw.
          • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:31
            Moja córka nie płakała. Syn płakał.

            > nie widziałam dziecka wybudzającego się bez płaczu.
          • niutaki Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:32
            no ja bylam przygotowana, ze bedzie ryk. Zostalam uprzedzona przez znajoma, ale inni rodzice byli troche zaniepokojeni.
            • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 12:10
              na laryngologii, gdzie mnie operowano parę lat temu, leczono też dzieci i w standardzie rodzice byli uprzedzani, ze mają być przy wybudzeniu i że dziecko prawdopodobnie będzie zdezorientowane, wystraszone i płaczące - i że to norma.
    • an_ni Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:31
      nie da sie tego czytac, te pseudomedyczne wywody, nazewnictwo, to wywyzszanie sie jakas ty i twoja corka madre, dojrzale, spokojne i odwazne ... ja bym to nazwala inaczej, ale przemilcze

      ja widze zasadnosc (teoretyczna bo praktyki szczesliwie nie bylo) bycia z MOIM dzieckiem w szpitalu
      inne mnie nie obchodza i ich mamuski tez, takoz ich zwyczaje, niewazne czy sa histeryczne czy pseudo wyluzowane
      bylo poczytac ksiazke albo obejrzec cos na przenosnym dotwarzaczu zamiast gapic sie na cudze dzieci
      • donkaczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:38
        moze trzeba sie bylo jednak zmusic i przeczytac, bo nigdzie lolinka nie pisze o bezzasadnosci bycia w szpitalu
        • an_ni Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:29
          moze ty tez dokladniej przeczytasz moj post zamiast donkaczyc?
          • donkaczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 14:45
            przeczytalam dokladnie, tobie najwyrazniej przekaz nie przypadl do serca i zacmil zdolnosc rozumienia
            • an_ni Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 16:22
              donkaczysz nadal
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:38
        an_ni, boisz się terminologii? chcesz o tym porozmawiać?...

        Na codzień posługuję się takimi określeniami (konieczność zawodowa), więc proszę mnie nie podejrzewać o wywyższanie się w ten sposób.
        • an_ni Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:20
          a masz tu na forum koniecznosc zawodowa?
          ktos kto nie umie i nie chce dostosowac slownictwa do audytorium w pewien sposob sie wywyzsza
          • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 12:12
            raczej przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.
            Poza tym, oprócz przeglądarki z forum non stop chodzi mi wordfast smile i tam owszem konieczność istnieje smile zmieniając kartę aż tak szybko się chyba nie potrafię przetransformować
    • dootchka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:37
      no po prostu masz genialne dziecko i sama jestes genialna
    • lelija05 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:44
      Podejrzewam, że są to rodzice, którzy jako dzieci doświadczyli traumy po pobycie w szpitalu i teraz robią wszystko, by ich pociechy nie zaznały takich przeżyć.
      A może po prostu są tacy nadgorliwi.
      Leżałam jako dwunastolatka w szpitalu na jakiś badaniach, ze mną na sali ponurego, szarego, pozbawionego jakichkolwiek zabawek czy książek oddziału, leżała rok młodsza najbardziej dojrzała dziewczynka jaką miałam okazję poznać, oraz dwie dwulatki, jedna traktująca szpital jak dom (mama mająca bardzo krótkie włosy odwiedziła ją raz) druga chyba z zapaleniem płuc, płacząca bez przerwy. Myślicie, że ktoś tę małą pocieszył? la mnie to był szok, że można być tak niemiłym dla takiego małego dziecka. Z odwiedzinami też było kiepsko, nie wiem dlaczego w tamtych czasach był to taki problem.

      Myślę, że tacy rodzice pewnie by mnie wkurzali w skrytości ducha, ale chyba jestem w stanie ich zrozumieć.
    • ciociacesia Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 12:52
      > Dość normalne, że można się jej bać (przy iniekcji, czy pobraniu krwi), ale his
      > teryzujący (regularnie histeryzujący, z trzymaniem na siłę, rzucaniem się na po
      > dłogę etc.) 10-13 latek (10-13 latka) przy kaniulacji naczyń obwodowych (wenflo
      > n) to przeginka. Skąd to się bierze????

      nie wiem skad. moj brat do dzis ma zawroty glowy na widok zblizajacej sie do jego naczyń igły. w liceum zrywali sie z kolegami ze szkoly oddac krew coby uniknac sprawdzianu, ale jemu nigdy sie nie udalo dokonac tego do konca bo mdlał po wbiciu igły
    • kara_mia odpowiedz lolince 14.10.11, 12:59
      Skąd ?
      A stąd :
      Zwykle około 6:30 budzi się i widzi, że mnie już nie ma. Często przy tym budzi męża i pokazuje 'puste miejsce >po mamie<', oczywiście kończy się szlochem i rzewnym płaczemuncertain
      Myślałam, czy nie położyć mojego zdjęcia na poduszkę, na której zwykle śpię.


      forum.gazeta.pl/forum/w,851,129725890,129725890,Budzi_sie_a_mamy_nie_ma_.html
      ja już mam swoje lata i nie mam siły tego rozumieć. albo się wpieklam albo uciekam.
      • czarnaalineczka Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:03
        co ma piernik do wiatraka?
        • lolinka2 Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:05
          ucieczka bez wyjaśnienia? to ma wspólne? i brak zaufania na tej podstawie?
          • czarnaalineczka Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:16
            wolalabym zeby kara napisala co miala na mysli linkujac ten post smile
            • kara_mia Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:17
              właśnie napisałam, tylko długo, więc trwało.. smile
          • kara_mia Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:17
            Przepraszam, z nerwów napisałam zbyt skrótowo.. smile

            w tamtym wątku mama po prostu co rano wychodzi wcześnie do pracy i dziecko jeszcze śpi, zostaje z ojcem. sytuacja się powtarza i dziecko co zrozumiałe mówi że mamy nie ma i płacze...
            To zrozumiałe, dzieci płaczą czasami!
            A mamusia wpadła na pomysł , że by zostawiać swoje zdjęcie na poduszczę ..,. bo co dziecku d... odpadnie jak potęskni 30 min za mamą POD OPIEKA OJCA! w swoim domu!
            To nie jest opuszczenie.
            I milion innych mamuś włażących do d... dzieciaczkom, które NIC nie umieją zrobić. Tu na tym forum!!
            jak mama sama nie nauczy sama separacji dziecka to KTO ma to zrobić?
            do 18 będzie mu trzymała prącie do sikania? A po 18 zabroni innej trzymać, bo mamusia to robi najlepiej!
            HALO!!! kto tu oszalał????
            Tak jestem zła, tak wkurza mnie to wszystko. A najbardziej zjadliwe uwagi do lolinki - że ona to GEBNIALNA matka. Nie genialna. NORMALNA! a wy jej zazdrościcie , bo same się czujecie niekompetentne i dlatego najchętniej do 40 chowałybyście takie bamboccioni uwieszone waszego cycka.
            TFU!

            Pewnie to nic nie pomoże i nikt sobie nie przemyśli jak włazi do d... i zniewala dziecko ale przynajmniej sobie ulałam.




            • czarnaalineczka Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:24
              to teraz jeszcze bardzije nie rozumiem o co ci chodzi ?
              sugerujesz ze dzieci wczesnie odstawione od cyca i separowane od matki
              (spiace samemu ?)
              lepiej znosza pobyt w szpitalu?
              • ciociacesia kara sadzi 14.10.11, 13:37
                ze matki sie ostatnio zbyt certola z dziecmi i normalne uczucia typu tesknota ze mama wyszla chca jakos zaleczac.
                i cos w tym chyba jest. bo o ile ja sie certyole z moija jedynaczka jak nienormalna i widze te zgorszone spojrzenia otoczenia sugerujace ze 'wydziwiam' i 'kiedys pani tego nie bylo i sie dzieci wychowywalo' to nawet ja czuje i rozumiem ze dziecko moze za mna tesknic, moze plakac i to normalka i ze nic wiecej poza uprzedzenie ze wychodze i dotrzymanie obiecanej godziny powrotu zrobic nie moge. i zawsze jezdze po mojej matce kiedy probuje wciskac dziecku zeby nie plakalo, bo mi przykro. jest jej smutno, niech placze, to chyba normalne?
                • czarnaalineczka Re: kara sadzi 14.10.11, 13:42
                  ale serio bym od kary chciala przeczytac co kara sadzi big_grin
                • kara_mia Re: kara sadzi 14.10.11, 13:43
                  nooo. dzięki, właśnie tak
              • kara_mia Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:42
                Widać z tych nerwów spadła mi wyraźnie jasność wypowiedzi...

                Chodzi mi o to, że normalnie w życiu bywa, że trzeba się rozstać, trzeba być bez mamy, trzeba pobyć czasem w szpitalu i dawać sobie jakoś tam radę samemu.
                I od malutkiego dziecka mam powinna uczyć dziecko, że tak bywa. I powoli nabywa dziecko samodzielności i umie być i dawać sobie coraz bardziej bez mamy.

                A mamy , które każdą NAJMNIEJSZĄ drobna frustracje dziecka ( bo mama wyszła do pracy - jak co dzień i jest z tatą ) natychmiast zaczynają "leczyć" najlepiej wieczną swoja obecnością- na zdjęciu, w telefonie, w ubikacji - wszędzie.
                I w szpitalu zamiast poopiekować się dzieckiem potulić , pobawić, tkwią przy nim jak wrzód na d.. , najczęściej rozhisteryzowany ( to akurat widywałam zawodowo) , a można by to było wykorzystać na naukę samodzielności..
                Później dziecko ma 20 lat , otwiera lodówkę - a tam MAMA..
                czy to już trochę jaśniej napisałam..?
                • czarnaalineczka Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:46
                  to o wrzodzie kumam big_grin
                  ale co to ma do cyca i spania z mama?
                  • kara_mia Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 13:48
                    nie do spania z mamą , tylko do pomysłu mamusi, że mu zdjęcie na poduszce kłaść...
                    może płaskorzeźbę lepiej albo popiersie....
                • ciociacesia dobre checi 14.10.11, 13:55
                  > A mamy , które każdą NAJMNIEJSZĄ drobna frustracje dziecka ( bo mama wyszła do
                  > pracy - jak co dzień i jest z tatą ) natychmiast zaczynają "leczyć" najlepiej w
                  > ieczną swoja obecnością- na zdjęciu, w telefonie, w ubikacji - wszędzie.
                  i wlasne traumy czasem projektujemy na dzieci. i przewrazliwieni bywamy. no bosz faktem jest ze dzieci czasem bardzo zle znosza rozstanie i czasem potrzeba im jakos pomoc i jakos 'zaleczyc' ten zal i bol. wlasnie zdjeciem, pluszakiem czy czym tam sie da. czasem odwleczeniem o rok powrotu do pracy, bo dziecko na przedszkole jest niegotowe i juz. dzieci tez ludzie tez sa rozni. no i czasem z tej troski (i wlasnych przezyc z dziecinstwa) normalne reakcje interpretujemy juz jako krzywde wymagajaca intrwencji, i pomocy w postaci zdjecia czy nieopuszczania na krok.
                  • kara_mia Re: dobre checi 14.10.11, 14:03
                    zgadzam się z tobą, tylko nie umiem tak spokojnie o tym pisać.
                    Własne traumy- OK każdy ma, ale dziecko to nie jest szuflada, do której można "wrzucić traumy", to jest żywy człowiek, który jest od nas rodziców całkowicie zależny.
                    I takie zachowania zrobią mu krzywdę w przyszłości.
                    też miałam swoje strachy i chęci "chodzenia krok w krok" ale wsadziłam je sobie głęboko w d.. bo dziecku się należy normalna, wspierająca matka...

                    • ciociacesia no ale co to znaczy normalna? 14.10.11, 14:22
                      czego potrzebuje to konkretne dziecko? jedno potrzebuje zeby potrzymac za raczke inne zeby kopnac w dupe. serio dzieci to ludzie a nie ciasteczka z jednej sztancy.
                      tabakierka spytala na forum bo reakcja jej dziecka wydawala sie jej nienormalna. nie dziwne skoro to jej pierwsze dziecko nie? bo skad wiedziec jaka reakcja jest normalna a jaka nie? jakim emocjom warto zapobiegac? kiedys bylo normalne ze dzieciaki w szpitalu rycza a rodzice sa przez 2 godziny. i rodzice ktorzy probowali sie na to niegodzic byli nienormalni i nadopiekunczy, nie?
                      osobiscie jako najwieksza krzywde dziecka postrzegam brak pewnosci siebie i niskie poczucie wlasnej wartosci i na tym sie skupiam pewnie robiac dziury i szkody gdzie indziej, ale co mam zrobic skoro takie mam doswiadczenie. myslisz ze gdzies pod paryzem jest wzorzec 'normalnej matki' ktora sie memu dziecku nalezy?
                      • kara_mia Re: no ale co to znaczy normalna? 14.10.11, 14:33
                        myslisz ze gdzies pod paryzem jest wzorzec 'normalnej matki' ktora sie memu dziecku nalezy?

                        z wielka chęcią bym się z nim zapoznała... naprawdę..
                        to żart oczywiście. wiem, ze nie ma.
                        Ale czasem mi się wydaje, że "trzeba dziecku" staje się zasłona dla: "mnie trzeba , żeby dziecko tego potrzebowało"
                        i to już nie jest kompetentna matka.
                        Może i jestem przewrażliwiona. Ale tak mi często to wygląda.
                        • ciociacesia teraz z kolei ja mam wrazenie 14.10.11, 14:44
                          ze teraz ty projektujesz jakies swoje 'traumatyczne' doswiadczenia powstale wskutek kontaktow z nadopiekunczymi a niekompetentnymi matkami na bogu ducha winny ogol po prostu troskliwych matek - patrz temat tabakierki
                          • donkaczka Re: teraz z kolei ja mam wrazenie 14.10.11, 14:49
                            no to samo napisalam wczesniej, tylko szerzej
                            podpisuje sie
                            • kara_mia Re: teraz z kolei ja mam wrazenie 14.10.11, 14:54
                              cóż..
                              przemyśle. To co piszecie ma logikę.
                              na rozwój nigdy za późno
                            • przeciwcialo Re: teraz z kolei ja mam wrazenie 14.10.11, 19:36
                              Ja popieram was obie.
                • gaja78 Re: odpowiedz lolince 14.10.11, 22:32
                  kara_mia napisała:

                  > Widać z tych nerwów spadła mi wyraźnie jasność wypowiedzi...
                  >
                  > Chodzi mi o to, że normalnie w życiu bywa, że trzeba się rozstać, trzeba być be
                  > z mamy, trzeba pobyć czasem w szpitalu i dawać sobie jakoś tam radę samemu.
                  > I od malutkiego dziecka mam powinna uczyć dziecko, że tak bywa. I powoli nabywa
                  > dziecko samodzielności i umie być i dawać sobie coraz bardziej bez mamy.

                  Bzdura.
                  Im bardziej dopieszczane jest dziecko, im większym poczuciem bezpieczeństwa jest otaczane, tym szybciej się usamodzielnia. Tak działa człowiek. Samodzielność jest wpisana w rozwój każdego dziecka, tego nie trzeba uczyć, to się samo dzieje, jeśli dziecko ma dobre warunki. Epizody silnego stresu powodują regres.

                  Pokaż mi dorosłego, który dzięki epizodom silnego stresu osiąga większe sukcesy i prowadzi szczęśliwsze życie, niż człowiek prowadzący zrównoważone życie emocjonalne.
                • rosapulchra-0 Re: odpowiedz lolince 15.10.11, 08:31
                  kara_mia napisała:

                  > Widać z tych nerwów spadła mi wyraźnie jasność wypowiedzi...
                  >
                  > Chodzi mi o to, że normalnie w życiu bywa, że trzeba się rozstać, trzeba być be
                  > z mamy, trzeba pobyć czasem w szpitalu i dawać sobie jakoś tam radę samemu.
                  > I od malutkiego dziecka mam powinna uczyć dziecko, że tak bywa. I powoli nabywa
                  > dziecko samodzielności i umie być i dawać sobie coraz bardziej bez mamy.
                  Dzieci od maleńkości nabywają tej umiejętności, właśnie przez zostawanie bez mamy, przez pobyty w żłobkach, przedszkolach, z niańkami, babciami.
                  >
                  > A mamy , które każdą NAJMNIEJSZĄ drobna frustracje dziecka ( bo mama wyszła do
                  > pracy - jak co dzień i jest z tatą ) natychmiast zaczynają "leczyć" najlepiej w
                  > ieczną swoja obecnością- na zdjęciu, w telefonie, w ubikacji - wszędzie.
                  Bo jedna matka napisała posta, że jej dziecko płacze, gdy ona wychodzi, to już ogarnełaś wszystkie matki do jednego wora?? Gratuluję! suspicious

                  > I w szpitalu zamiast poopiekować się dzieckiem potulić , pobawić, tkwią przy ni
                  > m jak wrzód na d.. , najczęściej rozhisteryzowany ( to akurat widywałam zawodow
                  > o) , a można by to było wykorzystać na naukę samodzielności..
                  > Później dziecko ma 20 lat , otwiera lodówkę - a tam MAMA..
                  > czy to już trochę jaśniej napisałam..?
                  Szpital to bardzo specyficzne miejsce, które nawet dorosłym nie kojarzy się dobrze! Każde dziecko, podobnie jak dorosły, ma prawo bać się zabiegów na nim wykonywanych. Ma prawo bać się bólu i ma prawo do oczekiwania, aby ich najbliżsi jak najczęściej z nimi w tym szpitalu przebywali! Szpital i pobyt w nim to najgorsza z możliwych opcji uczenia dziecka samodzielności!
            • rosapulchra-0 Re: odpowiedz lolince 15.10.11, 08:19
              kara, a tobie co? chłopa dawno nie miałaś czy ke?
              Skąd w tobie tyle bezpodstawnej agresji? Może.. dorośnij wreszcie?
              suspicious
      • ciociacesia sory ale co sugerujesz? 14.10.11, 13:15
        ze ma go o tej 6 budzic czy prace rzucic?
        • kara_mia Re: sory ale co sugerujesz? 14.10.11, 13:19
          jeszcze raz przepraszam , bo napisałam zbyt skrótowo, wyjaśniłam wyżej.
    • bea.bea Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:25
      Każdy ma prawo sie bać, każdy inaczej reaguje na stres i ból.
      Dorośli chcą by ktoś bliski przy nich był w stresowych dla nich chwilach, co dopiero dziecko.
      Po co ojcowie przy porodach, nie dla niemowlaków ale dla ich matek, a one też róznie reagują, jedne w spokoju znoszą ból, inne histeryzują, płaczą cierpią, ale żadna z nich nie chce być sama, bo sie boi....
      Nie mamy prawa oceniać ich cierpienia jak i cierpienia dzieci, jak i zachowań rodziców.
      każdy ma prawo przeżywać własny strach we własny sposób.
    • sabciasal Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:29
      Jest znacząca różnica między dzieckiem 7 - letnim a 11-letnim. rozwazania proponowałabym ograniczyć do węższej grupy.
      odpowiadam jako matka 11-latki, którą obecnie zostawiłabym na noc i pewnie częśc dnia w szpitalu. pod warunkiem, że nie cierpiałaby, nie wymagałaby pomocy stałej, itp. Wiele zależałoby pd personelu. Gdy miała 7 lat - byłam z nią całą dobę i wiem, ze nie była gotowa do pozostania sama. Zresztą personel w tamtym szpitalu wręcz oczekiwał opieki rodziców nad dziećmi.

      A pozostałe kwestie, o których piszesz. No cóż ludzie są rózni i mają rozmaite doświadczenia. Moja starsza córka panicznie boi się pobierania krwi, to efekt nieumiejętnego postępowania w szpitalu w dzieciństwie. Młodsza bez problemu daje ręke. Zjawisko upupiania pacjenta (i dorosłego i dziecka) jest znane w szpitalach i za to chyba nie odpowiadają rodzice? A poza tym trochę chyba nad interpretujesz: fakt, że pielęgniarka tobie chciała wręczyć pojemnik na mocz nie oznacza, że miałaś go trzymac córce miedzy nogami.
    • jantarowo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 13:55
      oj tam...ja, jako 14 latka mialam problem zeby oddac krew do badania i mocz bo ...robilam to pierwszy razsmile nigdy wczesniej nie mialam robionych badansmile i co tu duzo mowic przypanikowalam ostro, co nie znaczy, ze nie bylam samodzielna- bylam i to bardzo. Pewnie gdybym mialam zostac sama w szpitalu tez bylby problem- nigdy jeszcze nie bylam, pierwsze dziecko urodzilam nie w szpitalu, teraz dopiero przy drugim tak naprawde bede...i jak sobie pomysle...smile zycie nie jest lekkie:p
      • verdana Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 14:51
        Lolinko, nie wiem, co jest Twojemu dziecku i jaki to oddział. Moja córka była mając sześć lat w szpitalu, dwa dni na diagnostyce, odwiedzilam ją jednego dnai na trzy godziny (a ona nie miała pojęcia, po co..) i tyle. Wszystkie badania miała robione sama, dobrze wspomina miłych lekarzy.
        Pięknie - tylko ona dobrze sie czuła, wiedziała, ze nawet najgorsze wyniki nie oznaczają niczego fatalnego, ze nie zostanie w szpitalu dlużej. część z dzieci, ktore mają badania jest po wielokrotnych pobytach w szpitalu, ma dosyć, boi się dalszego ciagu. Część dzieci czuje się tak fatalnie, ze być może nawet pomoc w toalecie jest wskazana (nikt nie dziwi sie, ze dorosłym chorym czasem trzeba pomóc, prawda?). Dziecko moze bać się wyników i nie chcieć zostać samo nawet przez chwilę.
        Co innego w miare zdrowe dziecko na badaniach, a co innego naprawde chore, czujące się xle, rozkojarzone i wystraszone.
        • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 17:16
          Zdziwiłabys sie jak dojrzale potrafią się zachowywac napradę chore dzieci.
          Lolinka ma racje- obecne dzieci sa niesamodzielne, upupione, uzależnione od obecności rodzica.
          • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 18:13
            Okrutne jest wymaganie od chorych dzieci tylko dojrzałych zachowań.
            • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 19:02
              Nikt tego nie wymaga ale one w chorobie bardzo szybko dorastaja.
              • gazeta_mi_placi Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 20:57
                Zgadzam się z Tobą.
                • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 21:01
                  Ludzie są różni. A dzieci też ludzie.
                  • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 21:04
                    I nawet jeśli choroba oznacza szybkie dorastanie do trudnych sytuacji nadal musi zostać miejsce na: mama chciałabym abyś ze mną tu posiedziała.
              • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 22:40
                przeciwcialo napisała:

                > Nikt tego nie wymaga ale one w chorobie bardzo szybko dorastaja.

                Dorastają do czego ? Do bycia szczęśliwym, otwartym człowiekiem ?
                • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 23:43
                  Czasami do tego aby swiadomie odejść.
                  • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 23:56
                    przeciwcialo napisała:

                    > Czasami do tego aby swiadomie odejść.

                    Ostatnią rzeczą, której oczekiwałabym od umierającego, czy to dziecka, czy dorosłego, to to, żeby do tego świadomego umierania dorósł uncertain
              • anilka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 23:28
                O tak, 7 latka, który ,, dorósł,, w chorobie można smiało zostawić samego sobie.
                A nie jest tak , że te dzieci jedynie przyzwyczajają się do tego, czego i tak nie mogą zmienić, obojętnieją? ale nie znaczy że się nie boją.
                Zostawmy i 3 latka, szybciej dorosnie.
                • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 23:38
                  Gdzie ja napisałam żeby przewlekle chore dziecko zostawić samo? No gdzie? nadinterpretacja straszna. Byłas kiedyś na oddziale chocby hematologicznym? Pewnie nie, więc nie wciskaj mi słów których nie napisałam. Mądrości zyciowej te dzieciaki chore, czasem bardzo chore mają więcej niz niektóre z was co pępowiny do 18 nie chca odciąć.
                  Nie chce mi się gadac z teoretykami, oby zadno wasze dziecko nie musiało tak dorastac.
                  • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 00:00
                    przeciwcialo napisała:

                    > Mądrości zyciowej te dzieci
                    > aki chore, czasem bardzo chore mają więcej niz niektóre z was co pępowiny do 18
                    > nie chca odciąć.

                    Ty Przeciwciało jako lekarz mylisz "dorosłość" z depresją. Powoduje to u mnie ciarki na plecach. Szczerze.
                    • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 07:50
                      Tak, Gaja, masz rację. Każde niehisteryczne zachowanie to depresja, każde zrozumienie konieczności zabiegów medycznych to depresja.
                      na forum modne jest naklejanie łatki depraesja *(zeby nie było że żartuje z choroby, to powazna sprawa) i przy byle pierdołce kierowanie na terapie.
                      Potwierdza się tylko że na polityce, medycynie i edukacji to kazdy się zna bo przeciez czyta gazety, leczy się u lekarza i do szkoły chodził.
                      • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 08:12
                        przeciwcialo napisała:

                        > Tak, Gaja, masz rację. Każde niehisteryczne zachowanie to depresja, każde zrozu
                        > mienie konieczności zabiegów medycznych to depresja.

                        Chwileczkę, rozmawiałaśmy o umierających dzieciach. Skierowałaś rozmowę na taki tor kiedy zapytałam, do czego dorastają dzieci w szpitalu. Twierdzisz, że umierające dzieci dorastają do świadomego odejścia. I to mnie szczerze szokuje, jak widzę obstawiasz przy swoim, że to takie cudowne, że umierające dziecko staje się "nad wiek poważne i mądre" uncertain
                  • gazeta_mi_placi Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 11:57
                    >Pewnie nie, więc nie wciskaj mi słów których nie napisałam. Mądrości zyciowej te dzieciaki chore, czasem bardzo chore mają więcej niz niektóre z was co pępowiny do 18 nie chca odciąć.

                    Też prawda sad
                • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 23:58
                  anilka napisała:

                  > A nie jest tak , że te dzieci jedynie przyzwyczajają się do tego, czego i tak n
                  > ie mogą zmienić, obojętnieją? ale nie znaczy że się nie boją.

                  Dokładnie tak.
                  Chemia mózgu jest jaka jest. Depresja występuje również wśród dzieci. Wtedy są taaaaakie "dorosłe" uncertain
                  • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 12:17
                    Dziecko depresyjne nie jest "dorosłe". Dziecko depresyjne jest megawkurzające, włażące człowiekowi pod nogi, poirytowane, dążące do konfrontacji i wiecznie znudzone.

                    Z doświadczenia wieloletniego w temacie.
                    • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 12:50
                      lolinka2 napisała:

                      > Dziecko depresyjne nie jest "dorosłe". Dziecko depresyjne jest megawkurzające,
                      > włażące człowiekowi pod nogi, poirytowane, dążące do konfrontacji i wiecznie zn
                      > udzone.
                      >
                      > Z doświadczenia wieloletniego w temacie.

                      Bzdura do kwadratu. Jest całe szerokie spektrum zachowań dziecka w depresji.
    • alinawk Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 14:49
      Hmmm, no więc masz dziecko supermądre, superodważne i superpoukładane z jednej strony. Az drugiej to supermądre i supergenialne dziecko wymaga kontaktów z psychiatrami?
      No widać bycie taką superodważną i suprmądrą ją tyle kosztuje.
      Ja bym sie nad tym zastanowiła. A może to ty masz parcie żeby ona była taka? I spełniając twoje oczekiwania psychika jej wysiada?
      • czarnaalineczka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 15:02
        ojp
      • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 17:17
        Błysnełaś ze az mi słów brakuje.
      • lolinka2 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 12:20
        alinawk, ja mam dziecko po roku terapii już smile
        szczęśliwie aktualne kontakty z psychiatrami (od 3 lat) to kontakty co pół roku w trakcie wizyty kontrolnej w celu "trzymania ręki na pulsie". I skoro specjaliści (psychiatra, psychoterapeuta) uznali, że jest OK, że ten aspekt jej zachowań nie podlega modyfikacji bo jest "jej własny" a nie jest to realizacja mojego "parcia", to pozwól że będę polegać na opiniach fachowców, a nie twojej.

        Btw, kontakty z psychiatrami mogą wynikać w wieku rozwojowym z 1001 przyczyny. Trochę głupio ferować wyroki nie znając sprawy, nie sądzisz?
    • trwe Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 15:02
      Nie no, bo pobyt w szpitalu to czysta przyjemnośc dla dziecka... Leżysz w wieku 10lat, nie wiedząc co ciebie za chwilę czeka. Mój brat po dwumiesięczym szpitalu ma uraz i od 10lat nie pokazuje się u żadnego lekarza. Byłam z synem w szpitalu 3tyg, w jednym z najlepszych szpitali w Warszawie i to co się tam naoglądalam wystarczy mi, żeby nie zostawiać mojego dziecka samego w tym miejscu. Wkuwanie na siłe wentflonu dziecku 2-letniemu, którego mamusia nie wiem gdzie w tym czasie była a pielegniarki ze stoickim spokojem kuły i kuły małego-a krzyk tego dziecka...dziękuję za takie przezycia. A potem dziwisz się ze 10latek boi się igły? Mój syn akurat sie nie boi, ale ja do dzisiaj mdleje na widok wentflonu i w wieku 10lat uciekałam z kozetki. To nie nadopiekuńczośc, to charakter człowieka. Fajnie, że twoje dziecko jest takie odważne-ale ja mojego nie zostawiłabym na pastwe szpitalowi. Nie ufam. Już słyszałam od znajomej historię, jak jej córce pielegniarka w szpitalu podawała insulinę, mimo iż mała nie cierpiała na cukrzycę i tłumaczyła (14lat) że nie jest na to chora. Ale kto tam będzie dzieciaka słuchał.
      Wredne pielęgniarki które pomiatają rodzicami, a co dopiero dzieciakami. Jestem przy swoi dziecku żeby je bronić i pilnować. Jak chce siedzieć mi na kolanach podczas pobierania krwi-proszę bardzo. Jak jest dzielne i nie płacze-tylko się cieszyć. Nikt nie ma chyba dobrych skojarzeń ze szpitalami, więc chyba nic dziwnego że jest to zawsze duże przezycie dla rodziców.
    • alabama8 lolinka2 napisała ... 14.10.11, 15:43
      Oj lolinka2, lolinka2 ...
      Ja tam u takich mądralińskich zawsze zerkam na historię postów ...
      Nie ciekawie to wygląda i wcale nie tak różowo.
      A wogóle to zafunduj swojemu 9-cio latkowi 2-godzinne szukanie żyły i 2-godzinne wielokrotne wkłuwanie igieł przez jedną, dwie, trzy, cztery pielęgniarki ... a dopiero potem opierd...j za schizy.
      • lolinka2 Re: lolinka2 napisała ... 15.10.11, 12:26
        alabama, ona we wczesnym dzieciństwie (1.5-3 lata) była kłuta regularnie z okazji alergii (przy każdej wizycie oznaczane IgE), bo uczulenie dawało mało fajne objawy, z kalibru tych, co mogą dziecia do piachu wtrącić.

        Szukanie naczynia było, może nie 2godzinne (mieliśmy zwykle szczęście do pielęgniarek), ale było. I ten typ tak ma, w swojej fascynacji służbą zdrowia (chyba mogę to tak nazwać), że od tego wczesnego wieku mówi wiersze i śpiewa piosenki na okoliczność kontaktów z igłami. Znaczy da się technikami behawioralnymi dziecko przygotować do konfrontacji z tym lękiem, i ono ma możliwość wychodzenia z nich obronną ręką.

        P.S. Jest mi niezwykle miło, że zadałaś sobie trud poznania mojej (nie)skromnej osoby, poświęcając swój cenny czas i zapoznając się z moją forumową "kartoteką".
    • ania_dentystka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 16:43
      Podpisuję się pod Twoimi słowami. I dodam jeszcze moje obserwacje z gabinetu stomatologicznego. Jak mam leczyć dziecko pokrywam się cała potem. bO najczęściej dziecko jeszcze nie siądzie na fotelu a już uskutecznia ryk, wrzask i tupanie, a nadopiekuńczy rodzice robią z lekarza/lekarza stomatologa/pielęgniarki potwora, który w wolnych chwilach obmyśla sposób skrzywdzenia ich potomstwa.
      Zaryzykuję stwierdzenie, że dzieci znacznie lepiej współpracują, zachowują sie, znoszą ból, zabieg gdy albo rodzice zachowują się normalnie- tak jak lOLINKA2 albo wręcz ich nie ma. Bo traktowanie dzieci jak niepełnosprawne istoty, lek, niedowierzanie personelowi powodują co najmniej histeryczne reakcje.
      Pozdrawiam mądrze kochających rodziców.
      • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 17:22
        Dokładnie Aniu. Dentystami dzieci się straszy, pielegniarakmi to samo.
        • kropkacom Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 18:15
          A jak się nie straszy a mimo to dziecko potrafi panikować? To jak to sobie tłumaczycie?
          • jdylag75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 20:33
            Niektóre dzieci nie lubią być dotykane przez obcych, podobnie jak dorośli.
            • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 20:45
              Bezdotykowo to leczy Kaszpirowski i jemu podobni.
              • gazeta_mi_placi Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 20:59
                big_grin big_grin big_grin
                I wg niektórych skuteczniej od lekarzy big_grin
              • jdylag75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 21:14
                Bardzo śmieszne, to ze ktoś nie lubi dotyku obcej osoby nie znaczy ze kwestionuje sposób leczenia, zwyczajnie nie lubi. Można? Czy należy z tym również udać sie do psychologa, by nie drażnić wrzaskiem dziecięcym usz personelu medycznego?
                • przeciwcialo Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 21:18
                  To trzeba przekonac dziecko że w zyciu czasem robimy rzeczy które nie zawsze sa fajne. Donkaczka fajnie to opisała. Dziecko nie lubi dotyku innych osób to co- pod narkoza chcesz go leczyc?
                  • gazeta_mi_placi Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 11:52
                    Współczesne dzieci są nadmierne rozpieszczone przez rodziców, wydelikacone przez cieplarniane wychowywanie gdzie największą traumą życiową "jest lęk w salce zabaw że je Mama zostawiła bo opiekunka pomyliła się w czasie".
                    Za moich czasów pamiętam obowiązkowe szczepienia w zerówce.
                    Rodzice byli w pracy, dzieci były tylko pod opieką Pani przedszkolanki i pielęgniarki czy też lekarki która robiła szczepienia.
                    Na całą 20 osobową grupę maluchów histeryzował tylko jeden jedyny chłopiec, cała reszta bez problemu dała się zaszczepić.
                    Owe maluchy śmiały się z tego histeryzującego chłopca, a potem go namawiały, żeby poszedł.
                    Potem od 7-10 lat były różne szczepienia w szkole, nikt (znowu za wyjątkiem tego jednego chłopca) nie histeryzował, czy to dziewczynka czy chłopiec, nikt nie chodził na te szczepienia z Mamą, Tatą i całą obstawą. Czasem szczepienia były między jedną lekcją a drugą, pielęgniarka raz dwa to załatwiała, a potem spokojnie wracało się na lekcje i do swoich zajęć.
                    Tak samo u szkolnej dentystki, nieraz 8-10-latki (czasem z mamą, często jednak same) chodziły zaplombować zęba, czasem wyrwać.
                    Nieraz na lekcji nauczyciel pytał "Gdzie jest Iksiński", ktoś odpowiadał, że był na przerwie u dentysty, Iksiński przychodził , przepraszał za spóźnienie i siedział na lekcji ze świeżo zaplombowanym zębem. Bez asysty rodziców.
                    A dzisiaj? Spotkania adaptacyjne u dentysty, oczywiście tylko z asystą rodziny. Potem dopiero drugie spotkanie już właściwe jeżeli dzieciak da sobie zajrzeć w gębę, stres dla całej rodziny, dzieciaka i dentystki muszącej obsłużyć histeryzującego uciekającego dzieciaka.
                  • jdylag75 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 16.10.11, 20:12
                    z mojej odpowiedzi nie wynika, że bronię dzieci przed jakimkolwiek leczeniem czy profilaktyką, stwierdziłam fakt, ze niektóre osoby nie lubią byc dotykane i gwałtownie reagują, a Ty teorie sobie dorabiasz. Życie nie jest usłane różami, nie znaczy to, ze należy olewac cudze odczucia.
      • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 14.10.11, 22:47
        ania_dentystka napisała:

        > Podpisuję się pod Twoimi słowami. I dodam jeszcze moje obserwacje z gabinetu st
        > omatologicznego. Jak mam leczyć dziecko pokrywam się cała potem. bO najczęściej
        > dziecko jeszcze nie siądzie na fotelu a już uskutecznia ryk, wrzask i tupanie,
        > a nadopiekuńczy rodzice robią z lekarza/lekarza stomatologa/pielęgniarki potwo
        > ra, który w wolnych chwilach obmyśla sposób skrzywdzenia ich potomstwa.

        Mam dwoje dzieci.
        Jedno miało długi czas reagowania histerią na stomatologa. Drugie regularnie zasypia podczas lakowania. Jak oceniłabyś mnie jako rodzica tej dwójki ? Pobieranie krwi czy szczepienia wyglądają podobnie. 6-latkę muszę smarować Emlą na noc, a i tak jest panika. Z 3-latką wystarczy 5 minut pogadać.

        Pierwsze dziecko jako wcześniak nie było przytulane przez pierwsze 2 tygodnie życia, za to regularnie (3-4 razy dziennie) było kłute igłami. Czemu się nie przyzwyczaiło ? Drugie - dopieszczane na maksa od pierwszego dnia życia. Może to nie ma związku z dzisiejszymi reakcjami na wszelkie zabiegi medyczne, a może ma - nie wiem, nie potrafię wykluczyć takiej możliwości.
        • ania_dentystka Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 15.10.11, 18:40
          Nie wiem, nie jestem psychologiem. Wiem natomiast, ze lek rodziców udziela się i dzieci przestraszonych rodziców albo straszone "białym personelem" reagują histerycznie.
          Jezeli mama trzyma dziecko na kolanach i ze strachem w oczach mówi "nie bój się" dziecko na mur beton boi się.
          Uważam, że leczenie, zwłaszcza dzieci, bez znieczulenia tam gdzie mozna znieczulić w marę nieinwazyjnie, jest niehumaniterne. I tak trzeba tłumaczyć- dostaniesz znieczulenie ( wyjasnienie adekwatne do wieku dziecka), żeby nie bolało. I już......
          • gaja78 Re: Szpitalnie-dzieciowo-pytanie-teorie... 16.10.11, 15:02
            ania_dentystka napisała:

            > Jezeli mama trzyma dziecko na kolanach i ze strachem w oczach mówi "nie bój się
            > " dziecko na mur beton boi się.

            Każdy, dokładnie każdy pracownik służby zdrowia, z jakim miały do czynienia moje dzieci (stomatolodzy również) mówili do dzieci te kretyńskie 3 słowa: "nie bój się". Niestety sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka