Dodaj do ulubionych

pracująca zawodowo mama - druga strona medalu

15.11.11, 08:38
Właśnie sobie poczytałam w sąsiednim wątku, jakie korzystne dla mnie i dla mojego dziecka jest to, że pracuję zawodowo. I cholera, akurat dzisiaj ciężko mi się do tego przekonać.

Dziecko ma trudne początki w szkole - przejmuje się, brzuszek je boli, nowa grupa, nowe warunki, a ona jest nieśmiała. Albo pasożyty, czego też nie wykluczamy, ale do nerwicy szkolnej łatwiej się podpiąć z poczuciem winy, więc się podpinam.

Gdybym nie pracowała, dziecko spędzałoby w tej szkole pięć godzin i chorowałoby w domu, aż do doleczenia ostatniego przysłowiowego katarku. Ponieważ pracuję, dziecko siedzi w szkole siedem, a dwa razy w tygodniu osiem godzin, z tego dwie-trzy w świetlicy - i niewiele da się z tym zrobić, bo ja mam przeważnie na rano, a ona na popołudnie. I teraz jest wywieziona do babci, bo jeszcze kaszlała, a u mnie w szkole olimpiada i wystawienie ocen proponowanych.

I cholera, te wszystkie zalety pracy zawodowej matki nie pomagają. Mam dzisiaj na później i zamiast się rozkoszować przedpołudniem przy sprawdzaniu listów siedzę i ryczę jak głupia, że dziecko chore u babci, a nie ze mną i że jak wróci, to znowu będzie siedzieć w świetlicy. Teraz, kiedy koleżanka wróciła do pracy i nie mam już części jej godzin, w poniedziałek dziecko będzie miało przed szkołą tylko zuchy, które lubi, a we wtorek będzie chodziło wprost na lekcje, ale ja mam wrażenie, że to za mało, że w tym pierwszym roku nauki ona potrzebuje więcej mojej uwagi i więcej odciążenia od przebywania między ludźmi. Mam po prostu wrażenie, że ją zawodzę, żę nie ma mnie przy niej, kiedy mnie bardzo potrzebuje, a roboty nie zostawię, bo kredyt się sam nie spłaci i na pozorowany zdrowotny nie pójdę, bo nie mam sumienia tego zrobić. Niania na ranne godziny byłaby sporym obciążeniem finansowym + kolejną nowością dla małej.

Dobra, wygadałam się, biorę się w garść i biorę się za listy. W zasadzie wiem, że trzeba jak najbardziej wykorzystać układ, który jest, zamiast płakać nad tym, czego nie może być - ale mam doła.
Obserwuj wątek
    • mamameg Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 08:55
      Mnie się wydaje, że trochę przesadzasz, dziecko idące do szkoły to już nie jest maluch oddawany do żłobka albo malutki przedszkolak. A świetlica może się okazać całkiem fajna, mój syn jak szedł do pierwszej klasy na początku też nie mógł się dogadać z dziećmi w klasie, bo się przeprowadziliśmy z innej dzielnicy a w klasie były zgrana grupa dzieci znających się z przedszkola czy zerówki. I właśnie w świetlicy znalazł sobie kolegów i dzięki temu polubił szkołę(a w II klasie zaprzyjaźnił się z kolegami z własnej klasy).
      Ja jestem na wychowawczym z rocznym maluchem i z jednej strony owszem, super być cały czas z dzieckiem ale z drugiej bardzo mi brak towarzystwa dorosłych osób i samej pracy.
    • agni71 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:05
      Ja akurat z tych niepracujących i odbierających dziecko po lekcjach, ale powiem ci, ze 95% pierwszaków siedzi w świetlicy po lekcjach (u nas klasy I-III mają tylko na rano). I żyją, i uczą się dobrze w większości, więc nie może byc az tak zle. Nie wiem czy cie pocieszyłam....
      • lejdi111 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:08
        a ja marzę o tym aby zacząć pracować i zapisać dziecko do świetlicy.
      • asia_i_p Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:13
        Pocieszyłaś. U nas w Trzebnicy jesteśmy w mniejszości - kiedy raz wyjątkowo poszła do świetlicy także po lekcjach (miała je skrócone, a ja nie mogłam odwołać zajęć projektowych) i odebrałam ją dwadzieścia po czwartej, byłam ostatnia.

        O to, czy się będzie dobrze uczyć, ja się nie martwię, tylko czy się będzie dobrze czuć. Dałam ją sześcioletnią do pierwszej klasy, bo wydawała się gotowa, a jej przedszkolna grupa rozpadała się i tak, i zmieniały się panie, więc chciałam uniknąć dwóch zmian rok po roku - a teraz mi jej żal i mam wyrzuty sumienia. Ja wiem, że nie można się na tym skupiać, tylko trzeba na wesoło wesprzeć dziecko, a ono się w końcu jakoś zaaklimatyzuje - tylko tak mi jakoś dzisiaj rano optymizm nawalił. Już mi lepiej.
    • moofka Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:12
      nerwica szkolna to nie jest problem organizacyjny
      pracujesz w szkole i tak masz mniej problemu niz ci, ktorzy pracuja po 8 godzin i maja 26 dni urlopu na rok
      w swietlicy dziecko zazwyczaj swietnie sie bawi i uczy
      w szkole je cieple sniadania i obiady
      masz chetna do pomocy babcie
      rozumiem listopadowy dolek, ale chyba przesadzasz wink
      • asia_i_p Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:18
        > nerwica szkolna to nie jest problem organizacyjny
        Pewnie, ale jednak byłby łatwiejszy do opanowania organizacyjnie, gdybym nie pracowała. Rzeczywiście jako nauczyciel mam mniej problemu z wakacjami i feriami, ale w zwykły dzień, nie wiem jakim cudem, kiedy raz odebrałam dziecko dwadzieścia po czwartej, byłam ostatnia. Nie wiem, czy w Trzebnicy jest tyle niepracujących matek, czy wszyscy mają babcie na miejscu, czy zatrudniają nianie - ale jestem w mniejszości. Babcia chętna do pomocy, ale mieszka we Wrocławiu, a my w Trzebnicy, więc odpada pomoc w postaci zaprowadzenia dziecka na później.
        Jasne, że to listopadowy dołek i swój dołek bym łyknęła, przywykłam do własnych histerycznych skłonności w ciągu tych 35 lat - martwi mnie dołek dziecka. No i pewnie za nią zwyczajnie tęsknię.
    • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:15
      Wiesz co, żeby się nie rozpisywać za bardzo napiszę Ci jedno - dziecko w wieku od ok. 5-6 r.ż. potrzebuje kontaktu z rówieśnikami i grupą BARDZIEJ niż kontaktu i ciągłej obecności rodzica. I to nie jest żaden wymysł, to naturalny fakt wynikający z rozwoju. Nie oddajesz do żłobka 9-miesięczniaka, któremu grupa rówieśnicza nie jest potrzebna, prowadzisz do szkoły dużą pannę, której różnorodny i częsty kontakt z dziećmi w klasie i świetlicy pomoże zaadoptować się w grupie, w nowych warunkach, pozwoli na umocnienie więzi, na przyjaźnie itd. A żeby nauczyć się żyć w szkole i nawiązać przyjaźnie musi mieć na to czas, siedząc z mamą w domu zaraz po lekcjach nie miałaby go tyle, prawda? smile
      Ty masz problem z poczuciem winy, ale na ten temat można by epistoły pisać, bo chyba 90% matek ma w obecnych czasach, niestety uncertain Należałoby całą pseudopsychologię ostatniej dekady wystrzelić w kosmos, bo narobiła nam straszną krzywdę.
      A tak btw - dziecko chodziło do przedszkola? Ile tam siedziała?
      I jeszcze jedno - jak byłam mała miałam bóle brzucha na tle nerwowym właśnie w wieku 5-6 lat - po prostu miałam. A wiesz co jest najlepsze? Że mama siedziała ze mną w domu, nie pracowała i poświęcała mi każdą minutę. Nie chodziłam jak inne dzieci do przedszkola a ze szkoły byłam zabierana zaraz po lekcjach. Wiem, że mama chciała dla mnie dobrze, ale do dziś pamiętam, jak bardzo zazdrościłam grupie dzieci, która zżyta zostawała jeszcze na zabawę w świetlicy, a ja z mamą jechałam samotnie do domu.
      • asia_i_p Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:21
        Teraz to mnie naprawdę pocieszyłaś, zwłaszcza drugą połową postu. Wiem, że poczucie winy to ślepa uliczka.
        Chodziła do przedszkola jeden rok, siedziała tam po 6-7, do 8 godzin (jak na złość, kiedy ona miała na rano, ja miałam przeważnie na później, w tym roku dla odmiany ona ma na popołudnie, a ja na rano). Bez entuzjazmu i bez dramatów - ona jest raczej domatorka, ale dawała radę.
        • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:32
          asia_i_p napisała:

          > Teraz to mnie naprawdę pocieszyłaś, zwłaszcza drugą połową postu. Wiem, że pocz
          > ucie winy to ślepa uliczka.
          > Chodziła do przedszkola jeden rok, siedziała tam po 6-7, do 8 godzin (jak na z
          > łość, kiedy ona miała na rano, ja miałam przeważnie na później, w tym roku dla
          > odmiany ona ma na popołudnie, a ja na rano). Bez entuzjazmu i bez dramatów - on
          > a jest raczej domatorka, ale dawała radę.

          Oczywiście, że jest to ślepa uliczka, dobrze, że masz tego świadomość. Zatem w tym momencie dziecko spędza w placówce wink tyle samo czasu, co w zeszłym roku - nie będzie miała żadnych problemów z aklimatyzacją. A że (być może!) trochę się denerwuje - to normalne, prawda? Ty, jako dorosła osoba, jakbyś poszła do nowej pracy, też miałabyś bóle brzucha z nerwów, i nie ważne, czy pracowałabyś na pełny etat czy na pół, prawda? smile
          Podpisuję się jeszcze całkowicie pod postem joanny (poniżej).
          A poza tym zauważ potworny absurd - pracujesz zawodowo, bo utrzymujesz siebie i dziecko, zapewniasz wam byt oraz sobie przyszłość (!!) - a rozpatrujesz sens tej pracy właśnie w kontekście dobra dziecka (które, nota bene, jest po prostu w SZKOLE a nie na zsyłce wink) - ale nie dobra faktycznego, tylko wyimaginowanego przez ciebie i dyktowanego ci wyrzutami sumienia. Naprawdę brniemy w ślepy zaułek, wszystkie pracujące matki (swoją drogą określenie "pracująca matka" jest kolejnym chorym wymysłem współczesnych czasów - jakby to był jakiś oksymoron), które uważają, że pracując (zapewniając byt sobie i rodzinie i tymże dzieciom) robią dzieciom krzywdę...
          Odpuść już, naprawdę smile
        • donkaczka Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:34
          wiesz, najlepiej byloby moc brac kilkumiesieczne urlopy w takich momentach, tylko tak sie nie da
          albo pracujesz i sie gryziesz, albo jestes z dziecmi i tez kota chwilami dostajesz
          okresy kiedy bywa kryzysowo nie trwaja zazwyczaj dlugo, w pozostalym czasie teskni sie za praca i marzy o wyjsciu do ludzi
          tak zle i tak niedobrze
      • mamameg Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 10:03
        Ja przed pójściem do szkoły byłam w domu z babcią i mimo że babcia była cudowna i kochałam ją jak mamę, to bez innych dzieci czułam się samotna. Potem się wyprowadziliśmy od babci i mój młodszy brat chodził do przedszkola i bardzo mu zazdrościłam.
    • joana.mz Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:22
      ja to widzę jednak inaczej

      Moje córki (zerówka i przedszkolak) są szczęśliwe jak je odbieram późno (przedszkole do 17-tej) bo mają czas na zabawy z rówieśnikami. Nie wiem do prawdy co miałabym z nimi robić powiedzmy od 13-tej gdybym nie pracowała i odbierała je po przedszkolnym obiedzie? Nie mam drygu do zabaw z dzieciakami, nie potrafię i w ciekawy sposób zorganizować czasu. Czasem zabieram je na zakupy czy załatwianie spraw domowych uczą się w ten sposób również, poznają nowe rzeczy, ale nie wyobrażam sobie czegoś takiego na co dzień.
      • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:36
        Dokładnie tak, a jeszcze dodajmy do tego taki obrazek:
        matka rezygnuje z pracy, aby móc odbierać dziecko o 12 ze szkoły, siedzi z nim, robi mu obiadek itd i tak to się kręci... przez pierwszą klasę. A teraz szybki rzut okiem na klasę 3, 4 - dziecko wpada po lekcjach do domu, wsuwa obiad (który mamusia mu pichciła siedząc w domku i czekając na dziecię) i wypada do koleżanki, nie rzucając nawet "dziękuję" wink
        A matka sprząta z tego stołu, strapiona, zmywa, wyciera ręce w fartuszek i z westchnieniem zasiada przy stole z portmonetką i liczy, czy jej starczy do pierwszego wink)) (Normalnie Mostowiakowa).
      • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 10:06
        joana.mz napisała:

        > ja to widzę jednak inaczej
        >
        > Moje córki (zerówka i przedszkolak) są szczęśliwe jak je odbieram późno (przeds
        > zkole do 17-tej) bo mają czas na zabawy z rówieśnikami. Nie wiem do prawdy co m
        > iałabym z nimi robić powiedzmy od 13-tej gdybym nie pracowała i odbierała je po
        > przedszkolnym obiedzie? Nie mam drygu do zabaw z dzieciakami, nie potrafię i w
        > ciekawy sposób zorganizować czasu. Czasem zabieram je na zakupy czy załatwiani
        > e spraw domowych uczą się w ten sposób również, poznają nowe rzeczy, ale nie wy
        > obrażam sobie czegoś takiego na co dzień.

        Joanna, jestem pod wrażeniem twojego postu, bo jest tak strasznie prawdziwy, ale mało kto by się jasno przyznał, że wbrew dzisiejszym trenodm w poradnikach dla rodziców nie spędza z dzieckiem każdej wolnej sekundy na rozwijających zabawach i zajęciach manualno-ruchowo-słowno-jakichśtam i nie jest przy tym jednocześnie absolutnie szczęśliwy, zrelaksowany i ma ogarniętą chałupę big_grin
      • sarling Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:32
        Mój zaskakujący pięciolatek prosi, żeby go zabierać później, bo chce się na świetlicy wybawić smile
        Niekoniecznie Twoja córka cierpi tak bardzo, jak to sobie wyobrażasz lub adekwatnie do Twojego smutku.
        Ja pracuję 3 dni w tygodniu, 2 dni robię za domową kwokę, wcześniej pracowałam 5 dni albo wcale i wiesz co, dzieci są tak samo zadowolone wink
        Pocieszam i przytulam, bo widać, że TOBIE jest ciężko.
      • izabellaz1 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:47
        Przedszkole i szkoła to jednak coś zupełnie innego. Po powrocie siadasz z dzieckiem do lekcji i ani się obejrzysz, a już 19 i trzeba przebierać się w piżamkę.
      • mnb0 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 16.11.11, 14:36
        > Nie wiem do prawdy co m
        > iałabym z nimi robić powiedzmy od 13-tej gdybym nie pracowała i odbierała je po
        > przedszkolnym obiedzie? Nie mam drygu do zabaw z dzieciakami, nie potrafię i w
        > ciekawy sposób zorganizować czasu. Czasem zabieram je na zakupy czy załatwiani
        > e spraw domowych uczą się w ten sposób również, poznają nowe rzeczy, ale nie wy
        > obrażam sobie czegoś takiego na co dzień.
        To smutne, ze nie lubisz spedzac czasu z wlasnymi dziecmi. Znam takie rodziny, gdzie lubie niby sie kochaja, ale... sie nie lubia. Po prostu nie lubia przebywac w swoim towarzystwie. Dorosle dzieci jakos sie nie garna odwiedzac dom rodzinny, chociaz mieszkaja o rzut beretem.
        • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 16.11.11, 18:24
          W odpowiedzi joanny zupełnie o co innego chodziło, niż o nielubienie spędzania czasu z dziećmi.
          Dzieci od pewnego wieku mają swoje sprawy i niekoniecznie chcą do nich mieszać rodziców. Rodzice mają być rodzicami, troszczyć się, kochać, wspierać (gdy dziecko tego potrzebuje), rozmawiać, uczyć życia ale wcale nie muszą spędzać godzin na dywanie pośród klocków z dużymi już dziećmi.
          • mnb0 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 16.11.11, 23:44
            Joanna pisze: "po przedszkolnym obiedzie". To sa duze dzieci, ktore maja wlasne sprawy?
            • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 08:51
              mnb0 napisała:

              > Joanna pisze: "po przedszkolnym obiedzie". To sa duze dzieci, ktore maja wlasne
              > sprawy?

              Nie, to są malutkie dzieci, taki drobiazg, na cycusiu mamusi wink)

              mnb0, nie popadajmy w skrajności. Przedszkolaki są pod pewnymi kątami małe i wymagają opieki, ale pod innymi są już całkiem dużymi dziećmi (zwłaszcza, że Joanna napisała o zerówkowiczu), które tak, mają swoje sprawy, swoje zabawy, swoje bajki i filmy, swoje gry i swoich kolegów. Jeśli 6letnie dziecko nie ma kompletnie nic do roboty oprócz zabaw zorganizowanych mu przez mamę to nie jest to nic dobrego.
              • mnb0 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 11:03
                > maja swoje zabawy, swoje bajki i filmy, swoje gry i swoich kolegów.
                No cos ty? Dobrze, ze mnie uswiadomilas.

                Co do drobiazgu na cycusiu mamusi, to niemowleta tez ludzie oddaja do zlobka.
                • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 11:19
                  mnb0 napisała:

                  > > maja swoje zabawy, swoje bajki i filmy, swoje gry i swoich kolegów.
                  > No cos ty? Dobrze, ze mnie uswiadomilas.
                  >
                  > Co do drobiazgu na cycusiu mamusi, to niemowleta tez ludzie oddaja do zlobka.

                  Bo może nie mają innego wyjścia?
                  Z mojej strony koniec dyskusji, bo to tylko bicie piany jest i argumentami można sypać jak z rękawa w nieskończoność i odbijać piłeczkę również.
    • kali_pso Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:24

      Masz trudny okres, więc nic dziwnego, że wszlkie złe i posępne myśli się Ciebie chwytają.
      Pracujesz przede wszystkim dla siebie, jak mniemam- co ma do tego dziecko?
      Czy wszystko co robisz w zyciu, robisz pod jego kątem?
      pewnie, że w pewnym okresie jego życia czy kariery szkolnej fajnie by było mu miec matkę w domu...ale w szerszej perspektywie? Sama wiesz, że róznie bywa a wyjątki to...tylko wyjątki...zostaje czesto pusty dom, puste konto...

      Pomyśl o plusach- masz chętną do pomocy babcię, nie martwisz sie oto co z dzieckiem zrobisz. To dużo.
      Wyjrzy słońce będzie lepiejsmile
    • asia_i_p Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:36
      Fajnie, że jesteście. I to, co piszecie, bardzo pomaga. Dziękuję.
    • dorek3 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:50
      Jeśli Cie to pocieszy to moi synowie są w szkole (lekcje +świetlica) od 8 do 16/17. Jak chorują to trzymam w domu tyle ile potrzeba ale faktycznie mam do opieki dziadka i babcie.
      Znając obciążenie czasowe nie wysyłam na żadne zajęcia dodatkowe w tygodniu. Muszą mieć czas aby się zwyczajnie ponudzić.
      ale frustracji po nich nie widzę. Raczej ciężko ich wyciągnąć ze szkoły. Wiedząc, że tak to będzie wyglądać przykładałam dużą wagę do wyboru szkoły także ze względu na świetlicę.
      • joanna_poz Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 10:27
        > Jeśli Cie to pocieszy to moi synowie są w szkole (lekcje +świetlica) od 8 do 1
        > 6/17.

        Raczej ciężko ich wyciągnąć ze szkoły. Wiedzą
        > c, że tak to będzie wyglądać przykładałam dużą wagę do wyboru szkoły także ze w
        > zględu na świetlicę.



        moj syn tak samo (w zeszłym roku był I-klasistą 6-latkiem, teraz jest już w II klasie).
        z jego klasy tylko 2 osoby były odbierane od razu po lekcjach, reszta korzysta ze świetlicy.

        czasem syn mnie prosi, żebym go odebrała wcześniej. przy czym wg niego wczesniej to godz 15smile na szczescie lubi świelicę, ma w godzinach świeltlicowych trochę zorganizowanych zajęć + czas na swobodną zabawę, ktorej też mu brakuje.
        dla niego jest to dośc oczywiste, ze w szkole spędza 8-9 godzin - bo i w przedszkolu tyle spędzał (zdarzało się, ze jak przyjeżdzalam wczesniej to mnie odsyłał do domu i kazał przyjechac przed 17).
    • lusitania2 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 09:59
      Obowiązku pracy nie ma, o co ci chodzi?
      Chcesz siedzieć i chuchać na 6?7? latka to się zwolnij i chuchaj.
      • zuzanna56 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 10:24
        Asia, masz teraz pewnie gorszy czas, będzie lepiej. Też pracuje w szkole, od paru lat więcej, na ponad 1,5 etatu, kiedyś gdy dzieci były młodsze, miałam goły etat, czasami nawet niepełen. Ale i tak czasami było mi żal dzieciaka, bo siedział w świetlicy albo z lekkim katarem szedł do szkoły.
    • kura28 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 10:48
      Moi rodzice oboje pracowali - chodziłam do żłobka, do przedszkola na cały dzień i oczywiście na świetlicę w szkole. Pamiętam że wolałam siedzieć na świetlicy, niż z babcią w domu. W ogóle jakoś nie mam żalu do rodziców, że mnie do placówek porzucali wink Jakoś mi się to wtedy wydawało oczywiste.
      • nullik Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:12
        kura28 - ja podobnie jak ty, sporo czasu spędzałam w przedszkolu i potem w szkolnej świetlicy... Przeżyłam i wiem, że to nie było złe.
        Teraz mam synka 4,5 roku, chodził do żłobka, teraz chodzi do przedszkola. Siedzi tam codziennie po 8 - 9 godzin. Oboje ja i mąż pracujemy od 7 do 15 - babcia zajeta, no więc przedszkole to dla nas najlepsze rozwiązanie.
        W tym roku w naszym przedszkolu otworzono oddział popołudniowy, w którym realizuje sie unijny projekt Przedszkolaki na start. Zapisałam młodego na zajęcia dla młodych naukowców i konstruktorów - oznacza to, że jeden raz w tygodniu siedzi w przedszkolu 11 tgodzin od 7 do 18. I zaczął sie problem ... to dla niego stanowczo za długo ... Codziennie wieczorem mamy jęczenie, że on jutro do przedszkola nie chce iść, że chce w domu zostać. Rano wyciągam go z łózka na siłę, w szatni płacz, czy przyjdę po niego wczesniej ... Masakra...
        Na te zajęcia są przyprowadzane również dzieci odbierane po obiedzie ... Zadowolone, szczęśliwe... , bo zamiast siedzieć w domu przed telewizorem, mogą sie jeszcze pobawić z rówieśnikami.
        No i jakoś tak sobie tłumaczę, że krzywda mu sie przecież nie dzieje ... ale... serce boli.
        • dorek3 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:30
          Jeśli taka Wasza organizacja wynika z niemożności zapewnienia innej to trudno, ale w innym przypadku naprawdę nie dziwiłabym się dziecku. Jednak jest różnica czy 8-latek siedzi w szkole 8 godzin czy 4,5 latek 11 w przedszkolu. To drugie jest dla mnie nieakceptowalne.
    • dora_ko Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:16
      Kiedy poszłam do pracy i oddałam moją 2,5 letnią córeczkę do przedszkola, miałam wyrzuty sumienia. Teraz po kilku latach wiem, że wtedy zrobiłam to, co powinnam i był to dobry wybór. Gdy miała 6 lat, zostałyśmy same, a ja nie musiałam wyciągać ręki do męża z prośbą o „datki”. Mała przeszła przez świetlice i opiekunki. Nie było mi łatwo, szczególnie wtedy, gdy słyszałam, że połowę pensji oddaję opiekunce, a wystarczyłoby „położyć uszy po sobie” i godzić się pokornie z wybrykami pana i władcy. Teraz córka chodzi do 5 klasy, jest bardzo samodzielna, sama odgrzeje sobie zupe (robię je wieczorem na następny dzień), umie zrobić sobie jajecznice, ugotować kluski np. śląskie, sama musi odrobić lekcje – jak czegoś nie wie pyta. Jest mi bardzo miło, gdy wracam do domu, a tu posprzątane i razem np. coś pichcimy (obie lubimy gotować). Ale ponieważ uczy się średnio, nie jest orłem ale nie jest też nieukiem, to słyszę od „tatusia”, że gdybym nie pracowała to mała uczyłaby się lepiej. Może i tak, ale ma koleżanki, których mamy siedzą w domu, ciągle narzekają na brak pieniędzy, a dzieci i tak nie są orłami. Czas szybko płynie, Twoja mała z każdym miesiącem, będzie sobie radziła coraz lepiej, a Ty głowa do góry – mnóstwo mam jest zdanych same na siebie, a my jesteśmy w tej szczęśliwej grupie, że do tego mamy pracę. Nie poddawaj się, trzymam za Ciebie kciuki smile
    • gazeta_mi_placi Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:24
      Uważam, że miejsce kobiety jest przy dziecku i domu. Wyjątkiem są kobiety faktycznie wybitnie uzdolnione w danym kierunku, mogące zrobić prawdziwą karierę.
      Prawda jest jednak taka, że większość Pań nie jest szczególnie uzdolniona, nie robi karier i najczęściej zarabia o wiele mniej od mężczyzn, dlatego lepiej już przydają się w domu przy dziecku.
      A już kuriozum dla mnie jest chodzenie do pracy takiej Pani i jednocześnie opłacanie pozostawionemu w domu dziecku opiekunki równowartością tego co Mama zarobi bądź jak ktoś pisał w innym wątku po opłacaniu opiekunki do dziecka z pensji takiej Mamy zostaje 200 zł.
      Żenada.
      • penelopa40 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:43
        żenujące komentarze gazeta-mi-placi pozostawię bez komentarza...
        jestem kobietą, pracowałam i pracuję zawodowo, nie wiem czy jestem wybitnie uzdolniona, nie robię oszałamiającej kariery, ale NIE uważam ze miejsce kobiety jest tylko w domu i przy dziecku, dlaczego mężczyzna może, ba! ma, a nawet musi pracować a kobieta nie? kobieta do dzieci, garów i miotły, szkopuł, ze nie każda lubi... nie trzeba robić wielkiej "kariery" żeby nieźle zarabiać, sporo kobiet teraz zarabia więcej od mężów, znam takie,ja zarabiałam i zarabiam więcej od małżonka, sporo więcej... dlaczego kobietom odmawia się "prawa" do pracy zawodowej ... zresztą temat wałkowany milion razy...
        współczuję autorce wątku rozterek, ja akurat ich nie mam, nie wyobrażam sobie życia bez pracy zawodowej, a po pracy poświęcam czas rodzinie, skupiam się na ewentualnym rozwiązaniu problemów szkoła, zajęcia, babcia, dom, świetlica, kiedy, kto, jak...itp najlepiej jak można a nie zastanawianiu się jak mi źle bo dziecko siedzi u babci... kontakt z innymi osobami niż matka też jest ważny...
      • dora_ko Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:08
        Jasne – a miejsce mężczyzny często niezaradnego życiowo i mającego pretensje do całego świata, który podobno rzuca mu kłody pod nogi i nie docenia to gdzie jest? Nie jestem super specem, ale radę sobie daje. I mam straszną frajdę, że nie wyciągam do nikogo ręki a mój eks, nie może zrozumieć jak to jest, że śmiem radzić sobie bez niego i do tego wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że o wiele lepiej – jego mina BEZCENNA
      • mamaemmy Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 09:24
        gazeta_mi_placi napisała:

        > A już kuriozum dla mnie jest chodzenie do pracy takiej Pani i jednocześnie opła
        > canie pozostawionemu w domu dziecku opiekunki równowartością tego co Mama zarob
        > i bądź jak ktoś pisał w innym wątku po opłacaniu opiekunki do dziecka z pensji
        > takiej Mamy zostaje 200 zł.
        > Żenada.

        I znów musze sie pod tym podpisać smile
        • zuzanna56 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 10:44
          Równowartość tego co zarobi??? To znaczy ile zarabia nauczyciel? 500 zł?
        • asia_i_p Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 13:02
          W stabilnym świecie to byłoby kuriozum. W świecie, w którym ojcowie dzieci tracą pracę, umierają lub odchodzą, to tylko zabezpieczanie się.
          Łatwiej jest dostać podwyżkę lub znaleźć inną pracę, niż znaleźć nową pracę po dłuższej przerwie.
    • iwoniaw Listopad, listopad jak nic ;-) 15.11.11, 11:37
      Generalnie zgadzam się, że dziecku (młodszemu zwłaszcza) milej i wygodniej, gdy je ma kto odebrać bezpośrednio po zajęciach, a zabawy na świetlicy pozostają dobrowolną opcją, a leczyć się to w ogóle we własnym łóżku bezkonkurencyjnie, ale nie zmienia to faktu, że Wasza sytuacja i tak jest lajcikowa (chętna do pomocy babcia, mama nauczyciel mająca wolne w dni wolne od szkoły itd.), a im Mała będzie starsza, tym układ będzie mniej problematyczny (za parę lat katar wyleczy już w domu nawet bez babci np.)

      A w ogóle to im dłużej to obserwuję na żywo w różnych konfiguracjach, tym bardziej jestem przekonana, że nie można dziecku dać czegoś nie zabierając mu czegoś innego. Nie ma takiej opcji, żeby chodziło na świetlicę i siedziało z matką w domu jednocześnie, nie będzie zawodowym sportowcem i muzykiem jednocześnie itd. Trzeba dokonywać wyborów i brać na klatę i tyle. Dajesz dziecku ile możesz, jesteś uważną i refleksyjną matką i to musi starczyć.
    • gaskama Asiu, a może student/studentka na kilka godzin 15.11.11, 11:38
      w tygodniu byłby rozwiązaniem. Mój syn nie chce siedziec na świetlicy. Znalazłam studenta, który go odbiera po zajęciach. Wspólnie odrabiają lekcje, grają w planszówski in na PSP do mojego przyjścia. To nie jest wielki wydatek. Może mogłabyć znaleźć kogoś takiego na te dwa najdłóższe dni? Moi znajomi znaleźli uczennicę, która mieszka w tym samym bloku, co oni.
      • asia_i_p Re: Asiu, a może student/studentka na kilka godzi 15.11.11, 15:09
        Brzmi nieźle, ale może być trudno, bo u nas to nie jest kwestia odbierania ze szkoły, tylko przejęcia rano i zaprowadzenia do szkoły - dziecko ma na popołudnie, a ja w większość dni na ósmą i na świetlicy siedzi przed lekcjami. Poza tym, to jest jednak przyzwyczajanie się do nowej osoby i na początku byłoby raczej dodatkowym obciążeniem dla dziecka niż ulgą.
        Na razie będę czekać i ją obserwować.
        • zuzanna56 Re: Asiu, a może student/studentka na kilka godzi 15.11.11, 15:32

          asia_i_p napisała:

          dziecko ma na popołudni
          > e, a ja w większość dni na ósmą i na świetlicy siedzi przed lekcjami.

          I to jest ból - dzieci chodzące do szkoły na popołudnie.
          U moich na szczęście tego nie było, no może raz w tygodniu na 8.45 a raz na 10.00, poza tym na 8.00. Moja córka teraz 3 razy w tygodniu czeka na lekcje ponad godzinę rano bo mają na 2 lekcję a ja muszę na 8.00 być w pracy. A mieszkamy daleko, więc ją wożę. Żal mi jej trochę no ale odbieram ją ok. 14.00, nie codziennie ale często. Nie czeka w świetlicy, ale pod salą, często przychodzi też jedna koleżanka, więc nie jest sama.

          Asia, nie dałoby się u ciebie w szkole jakoś dogadać co do planu, teraz pewnie nie, ale od półrocza, tak, abyś ty zaczynała później i była rano z dzieckiem?
          • asia_i_p Re: Asiu, a może student/studentka na kilka godzi 15.11.11, 17:09
            Szanse są. Nie za duże, bo nie wiadomo jakie będa zmiany, no i języków starają się zazwyczaj nie ruszać, bo się robi efekt domina - ale jakieś szanse są, od przyszłego roku jeszcze większe, bo dawno o nic nie prosiłam wink.
            • zuzanna56 Re: Asiu, a może student/studentka na kilka godzi 15.11.11, 17:18
              To dobrzesmile
    • kropkacom Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:44
      Każdy sposób na życie ma swoje zalety i wady. Tak, każdy. Chyba, że się nie ma dzieci. A i wtedy różnie bywa.

      Ja nie mam złej sytuacji finansowej i baaarodzo doceniam, że nie muszę wybierać między. Między tym, czy pójść do pracy, czy zostać w domu z chorym dzieckiem. Mogłam być z nim w szpitalu i dzisiaj też spokojnie pojechać do szpitala. Poza tym w takim układzie nie mijamy się z mężem, a to tez DLA NAS ważne.
      • kropkacom Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:46
        Oczywiście trzymam kciuki, Asiu, aby wszystko się tak ułożyło abyś było szczęśliwa.
    • izabellaz1 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 11:46
      Mam dokładnie takie same przemyślenia.
      Praca zawodowa jest fajna, satysfakcjonująca, ale minusem jest jednak ten czas niespędzony z dzieckiem (w przypadku całego etatu).
      • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:20
        izabellaz1 napisała:

        > Mam dokładnie takie same przemyślenia.
        > Praca zawodowa jest fajna, satysfakcjonująca, ale minusem jest jednak ten czas
        > niespędzony z dzieckiem (w przypadku całego etatu).
        >

        Ale to chyba często jest minus tylko dla mamy, prawda? Nie sądzę, żeby dziecko w wieku lat 6 i starszemu matka była niezbędna do szczęścia 12 h w ciągu dnia...
        • kropkacom Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:23
          Doba ma 24 godziny. W tym połowa na sen. Może rodzice są nam w ogóle zbędni...

          > Nie sądzę, żeby dziecko
          > w wieku lat 6 i starszemu matka była niezbędna do szczęścia 12 h w ciągu dnia.
          • joanna_poz Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:29
            > Doba ma 24 godziny. W tym połowa na sen

            znasz kogoś, kto nie jest niemowlakiem i śpi 12 godzin - od godz19 do 7 rano, albo od 18 do 6 rano?

            więc trochę jednak z tej doby - nawet po 8 godzinach pracy i szkoły dziecka i uwzględniając średnio 8/9 godzin snu - daje się wykroić na wspolne potrzeby.
            • izabellaz1 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:36
              Nie uwzględniłaś dojazdów. Nie każdy ma 5 minut do domu z pracy.
              Tak w skrócie:
              - 6:30 bodudka bo na 8 do szkoły. W szkole trzeba być o 7:50.
              - powrót z pracy o 17
              - odrabianie lekcji, nauka do 18
              O 19 córka przebiera się już w piżamę, bo jak zaśnie o 21 to będzie rano nieprzytomna. Potrzebuje snu, bo dopiero zaczęła szkołę.
              W tym czasie ugotuj obiad, ogarnij mieszkanie, no cokolwiek innego.
              Naprawdę tak dużo tego czasu zostaje na wspólne jego spędzenie?
              • kropkacom Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:44
                Zgadzam się, przesadziłam. Widać rodzina Joanny akurat dobrze w tych godzinach funkcjonuje. Nie wmawiajmy jednak, ze rodzice to dzieciakowi są zbędni. Nawet jak dzieciak duży. W końcu z domu moglibyśmy wtedy wyfruwać już po zrzuceniu pieluch, prawda?
                • eniac_woman Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:47
                  kropkacom napisała:

                  Nie wmawiajmy jednak, ze rodzice to dzieciakowi są zbędni. Nawet j
                  > ak dzieciak duży. W końcu z domu moglibyśmy wtedy wyfruwać już po zrzuceniu pie
                  > luch, prawda?

                  O matko, nikt nie mówi, że rodzice są zbędni.
              • joanna_poz Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 13:07
                dojazdy mi akurat trochę zajmuję, ale w związku z tym uszczknęłam sobie etat do 7/8.

                przy dziecku chodzącym spać o 19 jest to duży problem, przyznaję.

                moj syn za czasów przedszkolnych chodził spać o 22, teraz w szkole o 21 jest w łóżku najwcześniej, raczej jest to 21:30.
                jesli odbieram go o 16 - 16:10 ze szkoły to trochę czasu jednak mamy i staramy się go na maksa wykorzystać.
                (zrobienie obiadu to akurat u mnie pozycja obowiązkowa; ale sprzataniem poza szybkim ogarnięciem w tygodniu głowy sobie nie zaprzątam).

                oczywiscie, bezdyskusyjnie mam tego czasu mniej niż mam odbierająca dziecko o godz. 13smile
                • izabellaz1 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 13:22
                  joanna_poz napisała:

                  > dojazdy mi akurat trochę zajmuję, ale w związku z tym uszczknęłam sobie etat do
                  > 7/8.

                  No ja na razie nie mogę smile

                  > przy dziecku chodzącym spać o 19 jest to duży problem, przyznaję.

                  Ona nie tyle chodzi spać o 19, co się przebiera i wycisza. Czytamy jeszcze książki. Ale generalnie najlepiej jest wyspana jak zasypia o 20.

                  > moj syn za czasów przedszkolnych chodził spać o 22

                  Moja też smile Tyle, że w przedszkolu nic się nie stało jak dojechaliśmy na 8:30 na przykład, a w szkole się już tak nie da. W dodatku dochodzi ten wysiłek intelektualny w postaci ogarnięcia wiadomości z dnia szkolnego i odrobienia lekcji.

                  > oczywiscie, bezdyskusyjnie mam tego czasu mniej niż mam odbierająca dziecko o g
                  > odz. 13smile

                  Żeby to choć 15 była, to byłoby super smile
                • jajko54 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 16.11.11, 09:44
                  joanna_poz napisała:

                  > dojazdy mi akurat trochę zajmuję, ale w związku z tym uszczknęłam sobie etat do
                  > 7/8.
                  > moj syn za czasów przedszkolnych chodził spać o 22, teraz w szkole o 21 jest w
                  > łóżku najwcześniej, raczej jest to 21:30.
                  > jesli odbieram go o 16 - 16:10 ze szkoły to trochę czasu jednak mamy i staramy
                  > się go na maksa wykorzystać.

                  dla mnie to super układ i jak na pracującą matkę dużo czasu z dzieckiem. a przy okazji zmniejszenia etatu zmniejszyli Ci ilość obowiązków czy tylko pensję? wink
                  • joanna_poz Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 16.11.11, 09:49
                    > dla mnie to super układ i jak na pracującą matkę dużo czasu z dzieckiem. a przy
                    > okazji zmniejszenia etatu zmniejszyli Ci ilość obowiązków czy tylko pensję? ;-

                    nie zmniejszyli mi zakresu obowiązków - więc nie bylo mowy o zmniejszeniu pensjismile po prostu mam się wyrobić.
                    dodatkowo muszę oddac to mojemu pracodawcy, że w zależnosci od mojej sytuacji "życiowej" pozwolił mi dobrac sobie godziny pracy - wiec w czasach przedszkola bylo mi wygodniej pracowac od 9 do 16, za to jak zaczela się szkola zmienilam sobie na 8:30 i 15:30.
        • izabellaz1 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:32
          Ja swojemu dziecku jestem potrzebna. Byłoby dla mnie i dla Niej bardziej komfortowe gdybym mogła odebrać Ją ze świetlicy np. o 15, zabrać do domu, razem zjeść, odrobić lekcje, pograć w gry, poczytać. Naprawdę uważasz, że można to wszystko zrobić w ciągu dwóch godzin po powrocie o 17 do domu?? Jeśli tak, to chylę czoła.
      • jajko54 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:32
        izabellaz1 napisała:

        > Praca zawodowa jest fajna, satysfakcjonująca, ale minusem jest jednak ten czas
        > niespędzony z dzieckiem (w przypadku całego etatu).
        >
        ja też się pod tym podpiszę. cały etat + dojazdy w dużym mieście, to problem z czasem nie tylko dla dziecka ale na życie po prostu. wszystko kosztem czegoś, np wizyta u lekarza kosztem odrabiania lekcji z dzieckiem.
        dla mnie ideałem jest praca na 1/2 lub 3/4 etatu, niestety bbbb trudno taką znalezc. a jawet jak się znajdzie to po jakims czasie pracodawca nalega żeby się przeszło na cały (mój przypadek). a te 2-3 godziny dziennie robią wielką różnicę w ilości czasu dla rodziny i dla siebie.
        • izabellaz1 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 12:38
          jajko54 napisała:

          > te 2-3 godziny dziennie robią wielką różnicę
          > w ilości czasu dla rodziny i dla siebie.

          A ja podpiszę się pod tym. 2 h więcej czasu w ciągu dnia i byłoby idealnie.
    • zabulin Uznaję argument rzeczowy 15.11.11, 12:01
      w tej kwestii, bądź co bądź , kontrowersyjnej.
      Co lepsze dla dziecka?
      Pewnie mama w domu. Nie dyskutuję. Znam takie mamy.
      Moja Mama pracowała, ale w domu była babcia. Zawsze była.
      Jak chorowałam, jak były wakacje, ferie, jak trzeba było zaprowadzić i odebrać ze szkoły. Pelen komfort,.

      Myslałam, ze moj syn tez tego doświadczy. Moja Mama byla zakochaną we wnuku babcią i wiem, ze jego dzieciństwo byłoby podobne do mojego. Nistety, zmarła i liczymy na siebie.

      Syn poszedl do przedszkola (jest tam od 7:45- 8.00 do ok. 16.00).Potem pojdzie do zerówki i czeka go świetlica do końca szkoły. Będzie problem z wakacjami i feriami. Szkoda, naprawdę szkoda, ze nie będzie mial tak fajnie jak ja.

      Ale dla mnie opcja siedzę w domu nie wchodzi w grę.
      Siedziała w domu z dziećmi (troje) znajoma. Mąż miał świetnie prosperujaca firmę. Ptasiego mleka nie brakowało. Niestety, zmarl nagle w wieku 44 lat.
      A ona ma na utzrymaniu siebie, troje dzieci. Ma 38 lat i nigdy nie pracowąla. Szuka pracy już rok. Oszczędności starczają na jakiś czas. Potem lipa.


      Ja bym się bała w dzisiejszych czasach nie pracować. Nie mieć żadnego doświadczenia zawodowego. Kilkunastoletną lukę w cv. Ja bym się bała.
      I to jest dla mnie argument decydujący.
      • kropkacom Re: Uznaję argument rzeczowy 15.11.11, 12:16
        > Ja bym się bała w dzisiejszych czasach nie pracować. Nie mieć żadnego doświadcz
        > enia zawodowego. Kilkunastoletną lukę w cv. Ja bym się bała.
        > I to jest dla mnie argument decydujący.

        To jest poważny argument. Jak dodamy do tego jeszcze, że małżeństwo co któreś tam się rozpada... Dla mnie jednak ważniejsze jest to aby dzisiaj wszystko grało. Nie uznaje rozwiązań, które w najlepszym wypadku doprowadzą do kryzysu z którego może wyjdziemy obronną ręką. Każda decyzja ma swoje określone konsekwencję. Będziesz w pracy dziesięć godzin? Na bank kontakt z dzieckiem będzie mniejszy. Czy to zrobi mu krzywdę? Może nie. A może tak.
        • kropkacom Re: Uznaję argument rzeczowy 15.11.11, 12:21
          I tu nie chodzi tylko o prace matki. O niee... Ojcowie, którzy prawie nie spędzają ze swoimi dziećmi i żoną czasu to też ryzyko. A kariera... No cóż, dla jednego ważna, dla drugiego nie. Moment przegięcia jest wtedy kiedy dochodzimy do ściany i stwierdzamy, ze jednak coś jest nie tak.
        • zabulin Re: Uznaję argument rzeczowy 15.11.11, 12:26
          Dokładnie.
          Część decyzji podejmuje się też na bazie własnych doświadczeń zyciowych.
          Moja Mama pracowąła zawodowo odkąd skończyłam 5 m-cy. Dzięki Babci, która się mną opiekowała.
          Kontakt między nami?? Daj Boże, kazdemu żeby się tak przyjaźnił z Mamą jak ja smile
          No, ale ja do Niej żalu nie miałam o nieobecność, bo zawsze była Babcia, która strasznie kocham.
    • bea.bea Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 15.11.11, 13:22
      Pracuje na dwa etaty i czasem jak mam projekty to i po nocach, i nie podoba mi się mój dom zabagniony dom, dziecko dopilnowane albo i nie, bo zwyczajnie nie mam siły.
      Jestem kobietą domową, kiedy siedziałam w domu miałam super i ta opcja jest miłym wspomnieniem.
      Zgadzam sie z autorką
      • azile.oli Re: widziane od strony dziecka... 15.11.11, 16:55
        I to dziecka dość wrażliwego, jakim jest prawdopodobnie córka autorki.
        Ja byłam takim dzieckiem i nie tyle cierpiałam z powodu nieobecności matki, co cierpiałabym , gdybym musiała siedzieć ileś godzin w szkole. Zbawieniem było to, że mieszkałam blisko i po szkole szłam sobie zwyczajnie do domu. Po prostu odliczałam te godziny, kiedy będę mogła opuścić szkolny budynek . Czas organizowałam sobie nieźle, w budynku obok zazwyczaj b yła babcia, ale jak jej nie było, to też żaden problem. Po prostu siedząc tyle godzin w szkole byłabym zwyczajnie zmęczona. Nie wszystkie dzieci lubią ruch i gwar w świetlicy.
        Ja wolałam pobawić się z koleżanką u niej lub u mnie w domu.
        Kiedy mama przychodziła z pracy, ja b yłam zwyczajnie wypoczęta i odstresowana, lekcje odrobione, można rozmawiać, spędzać wspólnie czas.

        W przypadku autorki wątku jest problem, bo dziecko w tej świetlicy być musi i myślę, że się po prostu męczy. Ale i tak bywa. Moje dzieci na świetlicy nie siedziały, ale wrócić do domu same teżź nie mogły, na szczęście, jak się samemu jest szefem, to można odebrać po lekcjach. Ale b yły dni, gdy musiały siedzieć z nami w pracy i widziałam, że były zmęczone brakiem zwykłego, domowego komfortu i luzu. Też miałam wtedy wyrzuty sumienia, bo skoro ja byłam zmęczona, to dzieci tym bardziej.
        Ale głowa do góry - dziecko będzie coraz starsze, może wreszcie będzie miało na rano.
        W każdym razie - powodzenia.
        • alfa36 Re: widziane od strony dziecka... 16.11.11, 10:15
          Mam podobnie... Wieczne kombinacje, żeby mlody mial z kim zostac, jak chory. W przedszkolu do 16, bo to 6 late, więc jeszcze luzik. Mam natomiast wielki obawy, jak to będzie w kolejnym roku. Na pewno moje dziecko będzie przesiadywalo w swietlicy. Czasem może go zabrac wujostwo, ale to też do swojego domu. Mam jeszcze opcje, że zabiorę go do "swojej " szkoły, ale swietlica i tak go nie ominie, bo ja pracuję do 15. Tyle, że wiem, że to dobra swietlica, że pracują tu fajne/ pomocne nauczycielki. Ale z kolei dziecko będzie osamotnione w swojej miejscowosci (wlasciwie to juz jest, bo chodzi do "mojego" przedszkolasmile). Życie to ciągłe wybory....
    • jestem_fajnou_mamou Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 16.11.11, 13:37
      Czemu dzisiaj jest ważniejsze mieć dużo przyjaciół niż mieć dobre kontakty z własną rodziną?
      Mam kilka przykładów z życia: mój mąż nigdy nie chodził do przedszkola, bo miał młodsze rodzeństwo, mama była w domu. Potem młodsi podrośli i poszli do przedszkola, mój M do szkoły a mama do pracy. I teraz w życiu dorosłym okazuje się, że chociaż wszyscy mają poprawne relacje to właśnie mój M spośród rodzeństwa ma najlepszy kontakt z domem rodzinnym i najbardziej jego tam ciągnie.
      Odwrotny przykład moja ciotka postawiła na karierę, ma taką samą ilość dzieci, każde po urlopie macierzyńskim zapisywała do żłobka i wracała do pracy. Jej dzieci bardzo szybko się odizolowały od rodziny, zamieszkały w różnych krańcach Polski, średni kontakt mają między sobą i z rodzicami, których odwiedzają góra 2 razy w roku po wielokrotnym zapraszaniu, bo z własnej inicjatywy wcale. W wieku nastoletnim zawsze woleli zostać w domu albo towarzstwo kolegów niż „starych” ciotek i kuzynostwa. Nie mam pojęcia jak im się wiedzie, bo zwyczajnie nie mam z nimi kontaktu. Ciotka jedynie czasem coś napomknie z dumą o wnukach ale praktycznie ich nie widuje i nie zna, synowie wolą w wakacje załatwić niańkę niż zaprosić mamę do siebie do opieki czy dzieci wysłać do niej (sama się prosi o wysłanie wnuków na wakacje). Dobrze, że nastały czasy NK i FB to wie jak wyglądają.

      Nie mam zamiaru potępiać którejś ze stron (pracującej, czy niepracującej) sama jestem na początku wychowywania potomstwa. Nie twierdzę, ze trzeba zakopać się w obiadkach i praniu, tylko tak mnie ostatnio naszła refleksja, że bardziej się dba o to, żeby mieć dużo przyjaciół a relacje w rodzinie często są takie sobie lub wcale.
      • jajko54 kontrprzykład... 16.11.11, 13:44
        ja nie chodziłam do przedszkola a z rodzicami mam relacje średnie. teściowa od razu po macierzyńskim poszła do pracy, mąż żłóbek przedszkole itp i ma dużo lepszy kontakt ze swoją matką. sam fakt pracowania/niepracowania jeszcze o niczym nie przesądza. natomiast zgodzę się że 10 czy 12 godzin poza domem codziennie to za dużo. niestety dzisiejszy rynek pracy wymusza takie sytuacje.
    • panikorbka-to-ja Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 16.11.11, 14:45
      a ja od II klasy podstawówki sama wracałam do domu i urzędowałam potem z psem na polu albo w mieszkaniu, gdzie te czasy..
      a z innej perspektywy, ja nie wiem czy układ taki mama+ dziecko w domu jest taki dobry, nie mówimy o niemowlaku rzecz jasna, ale to jest nienaturalne, kiedyś były duże wielopokoleniowe rodziny, młodym się zajmowało rodzeństwo i babcia, a matka albo leżała w połogu z kolejnym, albo ogarniała całą czerede, a teraz to takie spolaryzowane
      • alise111 Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 10:38
        Ja osobiście zazdroszczę Tobie autorko wątku, że masz pracęsmile
        Sama szukam juz prawie rok w edukacji i doopasad pozdrawiam
        lepiej chyba mieć pracę, niz jej nie mieć...
    • mamablue Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 11:36
      Rozumiem Twoje rozterki, każda z mam pracujących to ma, jednego dnia mniej drugiego bardziej, a Ciebie akurat wyrzuty sumienia naszły.
      Otóż moja starsza jest odbierana przez babcię ok. 15, również ze świetlicy dla sześciolatków, tylko ostatnio okazało się, że to ... za wcześnie. Bo ona się bawi, bo pani świetliczanka wymyśla jakieś konkursy, itp. Więc babcia dostała od mojej córki polecenie przychodzenia później. Wcześniej w przedszkolu siedziała do ok. 16 - 16:30.
      Ja w domu jestem od ok. 18, błeeeee
      Tylko że w domu mam jeszcze roczniaka... I tu to naprawdę mam wyrzuty sumienia i doła średnio co 2 dni, że zła ze mnie matka. I że jak ktoś musi pracować tak długo, to dzieci mieć nie powinien, bo skutki tego, co teraz fundujemy maluchom okażą się za kilka lat.
      Powiało optymizmem, no nie?
      • asia_i_p Re: pracująca zawodowo mama - druga strona medalu 17.11.11, 13:07
        Czuję ten ból i w ogóle łyso mi, że narzekam na moją 15-tą, w porywach 16-tą do 16:30. Podziwiam pracę przy roczniaku, bo pamiętam, że byłam wtedy właśnie wychodząca z depresji poporodowej, nieprzesypiająca nocy i w ogóle do niczego.
        I znam te wyrzuty sumienia, tylko co robić? Kiedy z jednej pensji nie da się normalnie żyć albo da się żyć na styk i nic się nie odkłada, albo nie ma się gwarancji, że w razie wypadku losowego znajdzie się szybko pracę?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka