mama_izabelki
03.12.11, 19:54
Idą święta, a ja zupełnie o tym zapomniałam. Jest biednie. Nierozkręcone kaloryfery, mała chodzi w kurteczce po domu. Kolacji nie ma, tylko dla męża, gdy wróci ze zmiany. Dziecko jest dzieckiem domowym, bo nie wydamy 140 zl na jej obiady w przedszkolu. Kiedyś jeszcze tam chodziła, ale było za drogo. Za tą kwotę wyżywiamy siebie i ją przez 10 dni. Ja nie jadłam od 3 dni. Mezowi nie powiem nic. Przymusi mnie obietnicą awantury, zeby mu pasztecik kupić, albo kilka plasterków szynki, ale choćby mnie zatłukł na śmierć, niczego wiecej mu nie dam. Bo niby skąd? Pomaga sąsiadka. Starsza Pani. 84 lata. Mieszkamy drzwi w drzwi i często do niej popukuję i proszę, a to o kromkę chleba z masełkiem dla malej, a to o polówkę jabłuszka bez skorki.
Przepłakane noce i przepłakane dni. Teraz wiem, że bieda ma większe oczy niż strach.