Postanowienie, że weźmiemy ślub wzięliśmy, kiedy okazało się, że jestem w
ciązy. Tak pewnie by się ciągnęło jeszcze jakis czas to nasze "chodzenie".
Oboje jesteśmy przeszczęśliwi, nasze rodziny również.
Mieliśmy wszelkie dokumenty, które zwalniały nas z tzw. nauk
przedmałżeńskich, ale to, co przeżyliśmy w ostatni piatek u księdza szybko
nie zapomnimy. Ksiądz przedstawił nam masę pytań, na które musieliśmy
odpowiadać "tak" albo "nie". Na pewno wiekszość z Was je zna, ale naprawdę
nie byłam przygotowana na to, że będą pytania typu: jak długo się znamy,
kiedy były zaręczyny?; czy nasi rodzice się znają?; czy ewentualnie jeśli
pojawią się kłopoty w naszym małżeństwie zakładamy rozwód lub separację, albo
czy bralismy osobno jakieś kredyty pieniężne?! Cholera! Nie muszę dodawać,
że "zła" odpowiedź przerywa spisywanie protokołu i wyklucza zawarcie związku
(tak powiedział ksiądz). Uważam, że ktoś powinien się do tego dobrać. My
wyszliśmy stamtąd potwornie zniesmaczeni, zażenowani i zwyczajnie źli - mimo,
że udało nam się "dobrze" odpowiedzieć na wszystkie pytania i ślub bierzemy
za parę tygodni.
No i że wspomnę o opłatach.
-za otrzymanie licencji, czyli tzw. półślubek - 400.00zł
- za zapowiedzi - 150.00zł
-sam ślub - 1000.00 zł.
+ kwiatki i organista i czerwony dywan - jeszcze nie wiemy
Dodam, że to nie jest co łaska, tylko cennik ustanowiony przez kurię (tak
powiedział nam ksiądz)
Fajne, co?
Kurczę, a dziwiłam się mojej młodszej kuzynce, jak mówiła, że nie stać jej na
ślub kościelny