Dodaj do ulubionych

Dziecko na smyczy

19.01.12, 17:14
Pewnie był już kiedyś podobny wątek - tak mi się majaczy.
Widziała wczoraj w centrum handlowym mamę prowadzącą dziewczynkę, dwuletnią może na smyczy. Takiej rozwijanej, typowej smyczy dla psa.
Prowadzila ją przy nodze.
Rozwiązanie jest niewątpliwie skuteczne, dziecko nie oddali się w niewiadomym kierunku, gdy mama będzie buszowała wśród dogorywających wyprzedaży.
Jakoś mi to jednak nie pasuje.
Choć z drugiej strony, czym różni się prowadzenie na smyczy od wsadzania do kojca, czyli klatki?
Obserwuj wątek
    • princy-mincy Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:22
      ja nie mialam smyczy, ale mialam szelki i uzywalam ich zawsze, gdy bylam z corka w jakims bardzo zatloczonym miejscu- na bulwarze przy plazy, na jarmarku, czy w CH (akurat tu bywamy bardzo rzadko)
      nie widze w tym nic zlego, dziecku krzywda sie nie dziala a mialam pewnosc, ze mi nie ucieknie i sie nie zgubi w tlumie
      na psiej smyczy pewnie bym nie prowadzila, ale nie widze w szelkach nic zlego
      • aneta-skarpeta Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:30
        ja widzialam kiedys blizniaki na smyczach i powiem szczerze, ze wcale się nie dziwię
        natomiast znam dzieci, pojedyncze, ktore po prostu potrafią w najmniej oczekiwanym momencie dac nogę i nie patrzec gdzie leci- i naprawde nie trzeba do tego specjalnie buszowac między półkami

        dzieci bywają naprawde rózne, jakos sobie radzic trzebawink
    • graue_zone Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:26
      Smycz jest świetna. Dopinana do szelek, genialny wynalazek. Sama jako dwulatka byłam prowadzana na smyczy, traumy nie mam, a w miejscach, gdzie dziecko może się zgubić to bardzo dobre rozwiązanie.
      • konwalka Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:30
        zaraz sie zacznie histeria, ze mam trzymac morde na kłodkę skoro juz wyemigrowałam, ale powiem jak jest na zgniłym Zachodzie
        w UK praktycznie maluchy nie chadzaja po mieście bez smyczy
        nie mówię tu bynajmniej o psich smyczach
        w kazdym sklepie typu agd mozna dostac takie ustrojstwo dla dzieci
        • kandyzowana30 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:58
          to chyba jednak zalezy gdzie, bo w miastach w ktorych ja mieszkalam, jednak byla to zdecydowana mniejszosc.Obecnie w miescie pod Londynem na 20-30 dzieci widuje jedno, dwa na uwiezi.
    • kawka74 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:33
      Odkąd mam dziecko, pasuje mi, i to bardzo.
    • maggi9 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:42
      Jak byłam mała moja matka mnie prowadzała na czyms w rodzaju szelek-smyczy.Twierdziła, że było to o tyle wygodne, bo po pierwsze nie dawałam nogi np na ulicę a po drugie jak uczyłam się chodzić to mnie trzymała "w pionie" a nie musiała półzgięta latać za dzieckiem uczącym sie chodzić,które wiadomo jak wygląda.
      Nie mam jej tego za złe wink a obcując z małymi dziećmi uważam to za całkiem niezły pomysł.
    • kotbehemot6 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:48
      hehe brzmi niewątpliwie śmiesznie, niemniej zapewne jest szalenie praktyczne. Pytanie czy nastęþnym etapem bedzie kaganiec, żeby dziecie nie brały nic niewłaściwego do buzi? smile
    • imasumak Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:48
      Bardzo praktyczne rozwiązanie smile
    • duch_mariana W przypadku dziewczynki to świetny patent 19.01.12, 17:52
      Stosować najlepiej do pełnoletności albo i przez całe życie. Najlepiej gdyby smycz trzymał mężczyzna, bo prowadzenie przez kobietę niewiele tu zmienia. Prowadząc autobus po warszawskich ulicach i obserwując wyczyny dziewczynek, ich mamuś, babć, a także nastolatek, zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno kobiety nie rodzą się z czymś co można określić jako Zespół Wrodzonego Upośledzenia Komunikacyjnego. Objawia się to tym, że nie patrzy gdzie lezie, nagle zmienia kierunek marszu włażąc komuś pod nogi, zatrzymuje się i zawraca w miejscu, najpierw wlezie na pasy wprost przed autobus, a potem patrzy, czy nic nie nadjeżdża. Nastolatki dodatkowo zatykają uszy słuchawkami i patrzą w wyświetlacz komórki, więc chyba tylko syrena okrętowa jest w stanie taką niunię przywołać na chwilę do rzeczywistości i zwrócić jej uwagę na drobny, osiemnastometrowy szczegół na drodze. Smycz to w takich przypadkach rewelacyjne rozwiązanie poprawiające ogólne bezpieczeństwo.
      • dorotakatarzyna Re: W przypadku dziewczynki to świetny patent 20.01.12, 08:58
        Mój ojciec jeździ autobusem po szczecińskich ulicach. Ma podobne spostrzeżenia - ale bez podziału na płcie, mężczyźni są równie bezmózgowi, zwłaszcza po alkoholu... Duchu Mariana, czy ty też po powrocie z pracy codziennie zadręczasz rodzinę opowieściami o upiornych pasażerach??? big_grin My już powoli mamy dość wink
        • gazeta_mi_placi Re: W przypadku dziewczynki to świetny patent 20.01.12, 09:20
          Mów za siebie, a nie za innych forumowiczów. Ja na przykładam nie mam dość i chętnie jeszcze wysłucham więcej.
          • dorotakatarzyna Re: W przypadku dziewczynki to świetny patent 20.01.12, 10:05
            Ale czego wysłuchasz? Pytanie było osobiste, o rodzinę i pracę.
            Kolejny raz widzę, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, gazeto tongue_out
    • mika_p Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:55
      Smycz na szelkach stosowałam przy obojgu.
      Za rękę małe isc nie chciało, na smyczy miało iluzję wolności i szło całkiem grzecznie.
      W sytuacjach, keidy potrzebne mi były obie ręce (bankomat, płacenie za zakupy), odpinałam jeden koniec smyczy od szelek i przypinałam do szlufki spodni. Lepsze to niz blokowanie dziecka kolanem wink
    • nangaparbat3 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 17:55
      Może to i praktyczne, ale szczęśliwie bez większej traumy i umeczenia odchowałam dziecko prowadzając je za rączkę - z pewnością ten sposób prowadzenia bardziej niż smycz wymusza na dorosłym dostosowanie się do tempa dziecka, i chocby z tego powodu jest lepsze.
      • eliszka25 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 18:08
        hm, dla kogo lepsze, dla tego lepsze. moj starszy byl raczej malo problemowy w tym wzgledzie i nie potrzebowalam smyczy. za to mlodszy prowadzony za reke drze sie na cale gardlo "sssssssiiiiiiiiaaaaaaaaaaaaaaammmmmmm". w szelkach idzie "sam", wiec idzie spokojnie. oczywiscie nie chodzi tylko na smyczy, ale czasem jak mu za bardzo odwala i zamiast normalnie isc, musze go ganiac, bo mi ucieka, to smycz sie przydaje. mysle, ze zarowno dla niego, dla mnie, jak i dla wszystkich postronnych przechodniow zdecydowanie lepiej jest, kiedy spokojnie idzie na smyczy niz kiedy trzymam go za reke, a ten sie wyrywa i wrzeszczy ile tylko ma sily.
      • atowlasnieja Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 18:45
        Dostosować tempo do dziecka? Mój siostrzeniec był nadaktywny, gdy się nauczył poruszać na dwóch nogach od razu chciał biegać.
        No i ta postawa "za rączkę" wcale nie jest dobra ani dla dorosłego (wzrost dziecka na niektórych dorosłych wymusza przygarbienie) ani dla dziecka (wiszenie za rękę)
      • kawka74 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 19:48
        z pewnością ten sposób prowadzenia bardzie
        > j niż smycz wymusza na dorosłym dostosowanie się do tempa dziecka, i chocby z t
        > ego powodu jest lepsze.

        No - biegi w skłonie są na pewno lepsze smile
      • dzoaann Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 20:04
        masz jedno dziecko, zapewne spokojna dziewczynke, to tyle na ten temat... warto przyjac do wiadomosci, ze dzieci sa rozne i ze pewne znakomita wiekszosc znaczaco sie rozni od twojego.
        Ja w okresie miedzy poltoraroku, a dwa lata prowadzalam na szelkach cala moja trojke dla mojego spokoju. I dostosowywalam sie do ich temopa, bo szelki czy smycz to nie ciaganie dzieciaka za soba na sile. Moje po prostu w tym wieku nie chcialy chodzic za reke. Moglabym z nimi walczyc, stresowac siebie i dzieci, ale wolalam zakupic szelki i chodzic na mile spacerki wiedzac, ze dzieciak mi nagle na ulice nie wyboiegnie, ani ikomu pod nogi w zatloczonym miejscu nie wpadnie.
        • eliszka25 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 01:40
          no dokladnie, to nie chodzi o tempo. mi bieganie mojego malucha nie przeszkadza. zawsze biore poprawke na dziecko i jak trzeba, to biegamy, a jak trzeba, to ide wolno, zeby obejrzec kazdy kamyk. problem pojawia sie wtedy, kiedy np. mlody idzie ze mna normalnie po chodniku i nagle zaczyna biec prosto na ulice lub zrobi nieoczekiwany zwrot w zupelnie inna strone niz idziemy i np. zniknie mi w tlumie ludzi. starszy takich numerow nie robil i nie musialam go prowadzac ani za reke, ani na szelkach. z mlodszym niestety sprawa juz nie jest taka prosta. no i mam pod opieka dwojke dzieci, a biec w dwoch przeciwnych kierunkach rownoczesnie za bardzo sie nie da.
      • slonko1335 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 09:33
        Może to i praktyczne, ale szczęśliwie bez większej traumy i umeczenia odchowała
        > m dziecko prowadzając je za rączkę

        o takie mądrości też pisałam zanim mi się syn urodził, bez najmniejszego problemu córkę odchowałam bez szelek, przy synu błogosławiłam za takie przydatne urządzeniesmile
        • nangaparbat3 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 15:15
          Różnie bywa. Moja mama często powtarza, że byłam o wiele żywszym dzieckiem niż moj brat. Moja córka też miała motorek w pupie. Nie wiem skąd to przeświadczenie, że jak dziewczynka, to spokojna - oczywiście może tak się zdarzyć, ale nie sądzę, by to była jakas reguła.
          • slonko1335 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 15:49
            a nie, nie ja tam diabelskich dziewczynek znam kilka i chłopców jak aniołki teżwink u mnie akurat córka to oaza spokoju,a syn....no cóż aniołkiem na pewno nie jest.
            • nangaparbat3 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 15:55
              To u Ciebie po bożemu smile
    • demonii.larua Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 18:27
      Uwielbiałam smycz w zatłoczonych miejscach czy blisko ulicy, zwłaszcza jak młode miały etap pt. "co mi zrobisz jak mnie złapiesz"a nie używałam już wózka. Na zlocie żaglowców gdy zapomniałam smyczy, junior był do mnie przywiązany sznurkiem takim 3m, oboje byliśmy obwiązani w pasie. Wolałam głupawe spojrzenia ludzi, które mnie bawiły w sumie niż bieganie w tłoku za uciekającym maluchem. Sprawdziły się świetnie i nie musiałam używać ich zbyt długo, bo szybko okazywały się niepotrzebne
    • atowlasnieja Narobiłam wstydu teściowej 19.01.12, 18:56
      Na spacerze spotkałyśmy jej młodą sąsiadkę pomykającą za uciekającym na ulicę 1,5 latkiem. Dziewczynę wyraźniej bolał już krzyż. Gdy doradziłam jej kupno szelek i smyczy właśnie na takie okazje (temat sprawdzony na moim siostrzeńcu) teściowa zaczerwieniła się ze wstydu i zaczęła tłumaczyć, że to takie wielkomiejskie wymysły... Minęło pół roku, wnuczek będący na wychowaniu u babci wszedł w odpowiedni wiek i teściowa sama zaczęła prowadzić dziecko na smyczy smile .
    • tosterowa Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 19:55
      ten wątek zainspirował mnie do odgrzebania szelek dla mojego dwulatka. Jutrzejszy spacer będzie inny niż wszystkie smile
    • marghe_72 Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 19:57
      ja swoją prowadzałam w szaliku, szelkach od wózka..
      Smyczą też bym nie pogardziła. Ale akurat nie posiadałam
    • asia_i_p Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 21:49
      No może kojarzy się źle. Ale podobno przy takiej różnicy wzrostu jest o niebo zdrowsze dla stawów dziecka niż prowadzenie za rączkę.
    • sanrio Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 22:03
      w Koglu-Moglu był taki moment, że babcia prowadziła Piotrusia na lody na smyczy, gdyż bardzo dynamiczne dziecko to było, a babcia prawdziwa damawink Uwielbiałam ten kawałek, widok bezcennybig_grin
    • hankam Re: Dziecko na smyczy 19.01.12, 22:05
      Ja jakoś lubiłam prowadzić za rękę i ewentualnie gonić uciekającą córkę, ale byłam jednokrotną i późną matką.
      Trzymanie za rekę, jak mi się wydaje, jest "elementem budującym więź", niemniej argument o kręgoslupach też wydaje mi się sensowny.
      A teraz proszę się nie śmiać i nie oburzać - nie zamierzam nikogo obrazić, to tylko luźne skojarzenie i ladny obrazek.
      Kiedyś w zoo obserwowałam pawiany. Dwie pawianice z dziećmi usiadły na brzegu oddzielającej je od publiczności fosy. Iskały się i wyglądały prawie, jakby plotkowały. Jedna trzymała niemowlę na reku, druga rozbrykanego pawianka za ogon. Uznalam wtedy, że ogon jest przy dzieciach bardzo przydatny. : )
      • eliszka25 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 01:43
        hehe, dobre z tymi pawianami smile. gdyby moj 2-latek mial ogon, to tez byloby mi czasem latwiej go zlapac wink
        • bi_scotti Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 02:03
          A jak chodza male sloniki za mama? Traba-ogon i w droge big_grin
          www.charlottecameraclub.com/large%20photos/1_baby_elephant_walk_large.jpg
    • hamerykanka Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 03:15
      My tez przez jakis czas prowadzalismy na smyczy, najpierw doczepionej do plecaczka-misia, potem typu nadgarstek-smycz-nadgarstek. Mala nienawidzila chodzic za reke, zaraz probowala ja wyrwac, darla sie albo probowala polozyc sie na ulicy.
      Ta druga smycz sprawdzila sie swietnie na lotniskach przy tlumach ludzi nie patrzacych pod nogi i spieszacych sie. Rowniez przy kolejce do immigration, kiedy kilkuste ludzi stoi przez dwie godziny, a corce sie nudzilo i chciala sobie polatac miedzy kolejkowiczamismile.
      • paliwodaj Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 05:39
        super rozwiazanie, zamiast poszukiwac dzieciaka miedzy wieszakami, wypadac za nim na ulice, zakladamy smycz, ktora najmniejszej krzywdy nie robi i wiemy ze dziecko gdzies tu jest
        Polecam, chociaz sama jakos na ten temat nie wpladlam , gdy moje dzieci byly w wieku smyczowym, a szkoda, bo wiele stresu moglo mi to zaoszczedzic, np, gdy syn wyrwal mi sie w wielkim szpitalu i zwial. Nie wiadomo czy do jednej z 4 wind, ktore obstawila ochrona po zaalarmowaniu ze dzieciak zaginal, czy w ktorys z rozlicznych korytarzy, czy moze wyszedl juz na ruchlowa ulice, ale drzwi tez momentalnie pilnowane byly przez ochrone, wiec nie Stres nie do opisania, a wystarczylo posiadac smysz....
    • feniks_z_popiolu Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 06:08
      wiem, że budzi niefajne skojarzenia. nawet w wielkim mieście.ale jest smycz jest wygodna dla matki/ojca/babci i dla dziecka.daje mu oprócz zwyczajnej wygody poczucie wolności.moje dzieci były spokojne na spacerach, do galerii handlowych nie chodziły, na lotniskach i dworcach zawsze był ze mną także ktoś dorosły. szelki ze smyczą były w użyciu tylko wtedy gdy uczyły się chodzić. wygodniej mi było je pionizować po upadkachsmile
    • bea.bea Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 07:49
      smile smile było wczoraj o uczłowieczaniu zwierząt , a dziś o traktowaniu dzieci ja psy tongue_out tongue_out
      tak, mój syn chodził na smyczysmile i do tego miał taką 3 metrową dla rodwailera smile
      on czuł sie samodzielnie, a ja bezpiecznie...kagańca nie musiał ubierac...to raczej mnie mąż proponuje smile
      • nabakier Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 08:55
        big_grinbig_grinbig_grin
        KA-GA-NIEC! KA-GA--NIEC! A dla nastolatów może być? Dzięki za pomysł wink
        • bea.bea Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 09:03
          dla nastolatków ? smile elektryczna obroża smile nie nie...lepiej antyszczekowa obroża, żeby za dużo nie pyskowały smile smile
          • bea.bea Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 09:15
            kochana, ale mnie zainspirowałaś smile ...pomyśl o gadżetach dla teściowej smile smile...uuuu...już szperam...
          • nabakier Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 12:48
            Antyszczekowa obroża- KUPUJĘ - powieszę na ścianie, jak dawniej wieszano dyscyplinę wink
            • nabakier Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 12:50
              hm...teściowa..gadżet dla niej...hm....[uczyniłaś mi dzień] big_grinbig_grin
    • nabakier Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 08:52
      Prowadzałam tak moje ledwo chodzące berbecie (szelki i smycz), lepsze to niż upadek w błoto czy na inszy chodnik. Trzyma się toto napięte i po sprawie. Przestawaliśmy używać w wieku ok. trzech lat, jak już rozumniejsze były.
      Polecam.
    • sarling Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 09:09
      Bardziej pasuje mi dziecko na smyczy niż piesieciek w ubrankutongue_out
    • gazeta_mi_placi Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 09:22
      Bardzo dobry pomysł, bezpieczny dla dziecka.
      Widziałam taką matkę z dzieckiem (około 1.5-2 lat) na lotnisku. Dzięki temu dzieciak nie właził innym pod nogi.
      Kiedyś inna dwulatka wlazła mi pod nogi, oczywiście się przewróciła i w ryk. Nie moja wina, odeszłam.
      Było też skorzystać ze smyczy.
    • nangaparbat3 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 09:42
      Oczywiście rozumiem, że przy więcej niż jednym dziecku i w sytuacjach awaryjnych (konieczność pójścia z dzieckiem do galerii nie sztuki) smycz jes bezcenna.
      Natomiast wydaje mi sie, że stałe prowadzenie dziecka za smyczy ogranicza jego więź z dorosłym, ilość interakcji, wreszcie uczenie się odpowiedzialnego zachowania poza domem.
      Miałam dziecko spokojne ale bardzo żywe, spacery od kiedy nauczyła sie chodzić (na początku przypominała wańkę-wstańkę, ale tym w ogóle się nie przejmowalismy, ona też nie) przez pierwsze pół roku polegały głownie na jej ucieczkach i moim gonieniu tudziez braniu pod pachę, po pół roku umarł (dla niej: zniknął) pies i z dnia na dzień z uciekinierki zmieniła sie w dziecko samo szukające ręki matki.
      Smycz uwalnia dużą część uwagi dorosłego, a dziecko niemal całkowicie zostaje zwolnione z odpowiedzialnosci za to, co robi. Kontakt między dzieckiem a dorosłym jest o wiele mniejszy.
      Jednak w tym wątku najbardziej mnie dziwi dysproporcja między liczba matek deklarujących używanie smyczy a tym co widze w realu. Dziecko na smyczy widziałam kilka razy w życiu, a ostatnie ponad rok temu - na Heathrow. Dziecko sie potknęło i upadło i wtedy prowadząca je dama po prostu pociągnęła smycz do góry (nie, nie była obładowana bagażami). Moja mama, która z wiekiem osiągnęła stan pogodnego stoicyzmu, była autentycznie wzburzona (ją naprawdę mało co wzburza).
      • hankam Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 10:17
        Tak, z wszystkich argumentów powyżej ten o kręgoslupie wydaje mi się najbardziej sensowny.
        Chociaż pokolenia wychowały się prowadzone za rękę bez wielkiej dla zdrowia krzywdy, może gorzej z prowadzającymi je babciami.

        Ja nie mialam potrzeby odrywania uwagi od dziecka, wydawało mi się, że moja uwaga dwulatkowi się nalezy. Myślę też, że dziecko między innymi po to ucieka, żeby mieć pewność, że ktoś, kto je kocha je zlapie. To jest ważne.
        • yenna_m Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 11:56
          a gdybyś miała dwoje, rok po roku, uwielbiające równocześnie uciekać w przeciwpołożne strony świata? wink
          • hankam Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 15:07
            Nigdy nie widziałam matki prowadzącej dwoje dzieci na smyczy. To w galerii handlowej było w ogóle pierwsze.
            Jakoś do tej pory dzieci chowały się bez smyczy, nawet jeśli były bliźniętami.
            Uciekające dziecko, jeśli już kompletnie mialabym dość, wsadziłabym do wózka.
        • hanalui Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 16:07
          hankam napisała:
          > Ja nie mialam potrzeby odrywania uwagi od dziecka, wydawało mi się, że moja uwa
          > ga dwulatkowi się nalezy. Myślę też, że dziecko między innymi po to ucieka, żeb
          > y mieć pewność, że ktoś, kto je kocha je zlapie. To jest ważne.

          Cieszymy sie twoim szczescie ze nie mialas innych spraw na glowie to raz.
          Dwa...uciekanie dziecka zeby go lapac to troche starszy wiek niz 2 lata. Dla malucha to raczej zeby gonic, gonic, byle prosto i przed siebie, nie wazne w jakim kierunku i nie wazne czy ktos za nim...no chyba ze to jakas bojdupa i maminsynek...ale to wtedy raczej od spodnicy sie nie odrywa wiec i smych/szelki sa zbyteczne.
      • asia_i_p Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 10:58
        Ale smycz nie jest od kontaktu.
        Od kontaktu jest ten moment, kiedy siadacie na ławce i sobie pokazujecie wiewiórki albo karmicie kaczki nad stawem. Albo kiedy przyjdzie i samo wciśnie ci łapkę w rękę.
        Smycz jest od swobodnej eksploracji, żeby dziecko miało iluzję wolności, a ty jednak jakąś kontrolę. Czyli od tych sytuacji, kiedy bez smyczy gonisz dziecko albo prowadzisz za rączkę, a ta rączka się wije, żeby się wyrwać z twojej ręki. Ja nie używałam, bo mam nieuciekające, ale przy moim rodzeństwie nieraz odczuwałam potrzebę.
        • bea.bea Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 11:08
          wg pewnych teorii, porozumiewanie się ze zwierzętami nie zawsze jest czysto werbalne, przekazywanie energii poprzez smycz działa ( sprawdzałam). Więc czy dzieci nie odbierają naszego spokoju i asertywności poprzez smycz smile smycz jako przekaźnik energii w przypadku ludzi nie działa smile smile
          na spacerze z mężem ...smile..nie działa...chyba ze energia nie ta smile
        • nangaparbat3 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 11:21
          asia_i_p napisała:

          > Ale smycz nie jest od kontaktu.
          Dokładnie. Smycz redukuje kontakt, i bezpośredni, trzymanie za rękę, i głosowy (nie trzeba drzeć się na dziecko), w ogóle redukuje liczbę interakcji miedzy dorosłym a dzieckiem. A dla małego dziecka to nie jest dobre.
          > Od kontaktu jest ten moment, kiedy siadacie na ławce i sobie pokazujecie wiewió
          > rki albo karmicie kaczki nad stawem. Albo kiedy przyjdzie i samo wciśnie ci łap
          > kę w rękę.
          Te momenty też. Ale może też powinno doświadczyć odrobiny przemocy (ja łapałam i wsadzałam pod pachę, one się darła i wierzgała, ale też trudno jaśniej jej powiedzieć, kto rządzi, kto panuje nad sytuacją i kto w razie czego zaprowadzi porządek - a taka wiedza dziecku też potrzebna). Wydaje mi się też bardzo wazne co powyżej zostało napisane: że dla dziecka to istotne, że kiedy ucieka, ktoś kto je kocha za nim gna.

          > Smycz jest od swobodnej eksploracji, żeby dziecko miało iluzję wolności, a ty j
          > ednak jakąś kontrolę.

          No więc iluzja wolności jakos wydaje mi się szkodliwa. Wydaje mi się, że od iluzji lepsza wiedza, że wolności mamy troszke, całkiem dużo w parku czy na placu zabaw, a niewiele albo zero na ulicy czy w markecie. Że wolność ma granice dość jasne i wynikające z sytuacji i okoliczności, i że poszerza się wraz ze zmianą zachowania samego dziecka, stopniowo, maluskimi kroczkami.


          Czyli od tych sytuacji, kiedy bez smyczy gonisz dziecko
          > albo prowadzisz za rączkę, a ta rączka się wije, żeby się wyrwać z twojej ręki.
          > Ja nie używałam, bo mam nieuciekające, ale przy moim rodzeństwie nieraz odczuw
          > ałam potrzebę.

          Przy rodzeństwie ma się też mniejszą gotowość poświęcania uwagi smile

          Mnie się zdaje, że smycz jest od sytuacji nadzwyczajnych, wyjątkowych - wtedy kiedy jej zalety ewidentnie przeważają nad wadami.
          • hanalui Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 16:33
            nangaparbat3 napisała:
            > Dokładnie. Smycz redukuje kontakt, i bezpośredni, trzymanie za rękę, i głosowy
            > (nie trzeba drzeć się na dziecko), w ogóle redukuje liczbę interakcji miedzy do
            > rosłym a dzieckiem. A dla małego dziecka to nie jest dobre.

            Pewnie...bo jak sie nie drze dzieciaka za reke i na niego nie wydziera to znaczy ze sie nie ma z nim kontaku...bosz...co za brednie

            > Ale może też powinno doświadczyć odrobiny przemocy (ja łapałam
            > i wsadzałam pod pachę, one się darła i wierzgała, ale też trudno jaśniej jej po
            > wiedzieć, kto rządzi, kto panuje nad sytuacją i kto w razie czego zaprowadzi po
            > rządek - a taka wiedza dziecku też potrzebna).

            No tak...koniecznie trzeba pokazac kto tu rzadzi.
            Za pomoca szelek/ smyczy osiaga sie to sama bez tej agresji, tego wierzgania i darcia...ale co kto lubi. No i na koncu smyczy jest rodzic ktory tez rzadzi...
            Poza tym ta niby wiedza i potrzeba agresjii ktora ma niby dziecie doswiadczac to akurat w wieku szelkowo-smyczowym jest dziecieciu do niczego potrzebna bo i tak ma ta wiedze w 4 literach i nie wiele z tego rozumie wiec po co sobie i dziecieciu nerwy szarpac? Jak ktos lubi sztuke dla sztucki to czemu nie....za pol roku - rok szelki mozna spokojnie sciagnac i obyc sie bez tej niby koniecznej przemocy

            > Wydaje mi się też bardzo wazne c
            > o powyżej zostało napisane: że dla dziecka to istotne, że kiedy ucieka, ktoś kt
            > o je kocha za nim gna.

            Tak...bo jak uzywa ktos smyczy to wyrodny i nie ocha swojego dzieciaka...co za madrosci sie czlek dowie z forum

            > No więc iluzja wolności jakos wydaje mi się szkodliwa. Wydaje mi się, że od ilu
            > zji lepsza wiedza, że wolności mamy troszke, całkiem dużo w parku czy na placu
            > zabaw, a niewiele albo zero na ulicy czy w markecie. Że wolność ma granice dość
            > jasne i wynikające z sytuacji i okoliczności, i że poszerza się wraz ze zmianą
            > zachowania samego dziecka, stopniowo, maluskimi kroczkami.

            I dzieciak szelkowy swietnie ta wiedze nabywa w dokladnie tym samym wieku co dzieciak raczkowy...tylko roznica jest taka ze jedno musi wierzgac, wrzeszczec, byc nieszczesliwe bo mu tego czy tamtego nie wolno, a mama musi zdzierac struny, a drugi szelkowy na spokojnie big_grin bez awantur, z poczuciem ze caly czas mialo ta konieczna w wieku eksplorowania i nabywania niezaleznosci wolnosc
            • nangaparbat3 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 16:41
              roznica jest taka ze jedno musi wierzgac, wrzeszczec, byc nieszczesliwe bo mu tego czy tamtego nie wolno, a mama musi zdzierac struny, a drugi szelkowy na spokojnie big_grin bez awantur, z poczuciem ze caly czas mialo ta konieczna w wieku eksplorowania i nabywania niezaleznosci wolnosc

              To rozumiem że jak leci w strone jezdni, spokojnie mu tę smycz wydłużasz, niech eksploruje?

              Poza tym nie zgadzam się z ani jednym Twoim słowem, ale juz nie mam czasu ani siły ani cierpliwości argumentować.
              • hanalui Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 20:56
                nangaparbat3 napisała:
                > To rozumiem że jak leci w strone jezdni, spokojnie mu tę smycz wydłużasz, niech
                > eksploruje?

                Nie kochana...wtedy otwieralm usteczka i nawiazywalam kontakt slowny, ktory ty negujesz jakoby przy smyczy nie istnial, i tlumaczylam ze tam nie wolno.
                I szczerze to moje dziecie bardzo szybko nauczylo sie ze spaceruje sie chodnikiem, a nie jezdnia...moze ile chcialo moglo sobie w strone tej jezdni isc a ja nie musialam sie szarpac z dziecieciem ani drzec w panice ze mi sie wyrwie, ze cos sie stanie. Jezdnia byla dozwolona do kontrolowanego eksplorowania, nie kojarzyla sie z niedozwolonym owocem zakazanym i przestala byc interesujaca bardzo szybko
          • asia_i_p Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 21:01
            > Przy rodzeństwie ma się też mniejszą gotowość poświęcania uwagi smile
            To chyba nie tylko to. Ja mam w sumie dosyć dobry przekrój, bo rodzeństwa mam czworo, a jeszcze się trochę kuzynów napilnowałam. I z całej tej uzbieranej próbki statystycznej smycz byłaby mi bardzo potrzebna przy dwójce - najstarszej z moich młodszych sióstr, tej rodzonej, i przy moim młodszym bracie. Przy obydwojgu w pewnym momencie chciałam, żeby juz sobie rozbili tę głowę, bo wiedziałam, że to nieuchronne, a to stałe napięcie przed katastrofą było już nie do zniesienia wink.
      • kawka74 Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 21:16
        > Jednak w tym wątku najbardziej mnie dziwi dysproporcja między liczba matek dekl
        > arujących używanie smyczy a tym co widze w realu

        Nanga, chyba nie myślisz, że uznanie dla smyczy przejawia się w prowadzaniu dziecka na niej nawet do wucetu we własnym domu?
        Są miejsca, gdzie można się obejść bez tego typu rozwiązań, ale są też miejsca, gdzie lepiej zaryzykować utratę więzi/kontaktu czy inne dysfunkcje emocjonalne potomka, niż jego życie. O ile mogę pozwolić córce na bieg w stronę dowolną, jeśli spacerujemy po naszej stronie osiedla (najwyżej wdepnie w psią kupę, wkurzające, ale niegroźne), o tyle po przeciwpołożnej, gdzie są sklepy, parkingi, uliczki, jest to wykluczone, a wtedy smycz (nienawiść do wózka i do spacerów za rękę jest w mojej córce ugruntowana) jest doskonałym rozwiązaniem.
    • pszczolaasia Re: Dziecko na smyczy 20.01.12, 11:31
      jako matka blizniakow korzystalam bez wstydu. moje dzieci po skonczeniu roku odmowily stanowczo jezdzenia w wozku i trzeba bylo je spacyfikwoacsuspicious
      zazdroszce strasznie rodzicom ktore do 4 roku zycia bez mala woza dzieci wozkiem i moga zrobic zakupy w spokoju...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka