kobieta306 mam pytanie 12.02.12, 21:24 a nie jest czasami tak, że dane nowej rodziny , która adoptuje dziecko, pozostają tajne? Skąd masz nazwisko i adres tej rodziny? Odpowiedz Link Zgłoś
niutaki Re: mam pytanie 12.02.12, 21:36 bo była to adopcja ze wskazaniem? i zeby nie bylo: nie znam sie na prawie, to slowa autorki postu. Odpowiedz Link Zgłoś
kobieta306 Re: mam pytanie 12.02.12, 22:06 no ok, tez się nie znam, dlatego pytam. Nie czytałam całości. A jak wyglądała ta adopcja, dlaczego ta właśnie rodzina? Byłam przekonana, że jednak rodzina adopcyjna ma prawo do ukrycia swoich danych, by w przyszłości nie być narażonym na kontakt z rodzicem biologicznym. Dowiedziałam się w takim razie czegoś nowego. Odpowiedz Link Zgłoś
prawdziwy_ewelina22 Re: a ja jeszcze myślę 12.02.12, 22:19 , że autorka dlatego się zdecydowała i dlatego też teraz tak cierpi, bo sama zaznała w życiu mało miłości. Piszecie, miałam dziecko w kawalerce, na strychu, nie mieliśmy nic, a mi się wydaje, że właśnie, kiedy sami zostajemy rodzicami, to tak potrzebne jest nam wsparcie emocjonalne najbliższych. Jak je mamy, to możemy wszystko, nawet zakładać rodzinę nie mając nic. Nie ma co wydziwiać i krytykować i porównywać typu" że gdybyś naprawdę chciała, to miałabyś je pod mostem" bo takie słowa okropnie ranią. Ja myślę że emilia.anna ma bardzo ciężką sytuację materialną, zero wsparcia swoich najbliższych (o których nic nie pisze), trudnego męża uzależnionego od mamusi i teściową wampirzycę. Dodatkowo na moje przypuszczenia potwierdza fakt, że dała się wmanewrować w taki układ. Normalna kobieta mająca poczucie własnej wartości w normie nie poszłaby na coś takiego. Ja myślę, że autorka bardzo cierpi, bo czuje się oszukana przez życie (bo sobie nie zdaje sprawy, że zaistniała sytuacja wynika właśnie z braku wsparcia najbliższych i to nie aktualnie teraz braku wsparcia, tylko takiego od zawsze, które podkopało jej własne poczucie wartości), a jednocześnie widzi na nk obraz szczęścia - który też częściowo został stworzony sztucznie na potrzeby tego portalu - w końcu nikt nie wrzuca fot na nk, żeby się poskarżyć, jak mu dziecko daje w kość co rano, tylko żeby się pochwalić. I czuje się okradziona ze wszystkiego. Proponuję faktycznie może pomoc psychologa w zbudowaniu poczucia własnej wartości. Jeszcze nie wszystko stracone. 30 lat to jeszcze jesteś młoda. Odpowiedz Link Zgłoś
bez_seller Re: a ja jeszcze myślę 12.02.12, 22:27 prawdziwy_ewelina22 napisała: > , że autorka dlatego się zdecydowała i dlatego też teraz tak cierpi, bo sama za > znała w życiu mało miłości. Tak, to sa slowa rozumnego, wrazliwego czlowieka. Dzieki wielkie. Zapamietam Twoj nick. Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: a ja jeszcze myślę 13.02.12, 08:05 że gdybyś naprawdę chciała, > to miałabyś je pod mostem" napisałam to nie dlatego, żeby zranić autorkę, ani też - aby potępić jej decyzję - tylko dlatego, że podejrzewam, że tak naprawdę za decyzją o nieposiadaniu dziecka stało coś więcej, niż tylko względy materialne. Lęki? Paskudne dzieciństwo? Brak wsparcia? Naprawdę - jeśli ktoś koniecznie chce dziecko, to je ma - wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew wszelkim 'ale', wbrew radom wszystkich krewnych i znajomych królika. (typu: jeszcze możecie poczekać/po co wam drugie(trzecie/dziesiąte)/chyba zgłupieliście/nie stać was) Bo moim zdaniem decyzja o posiadaniu dziecka nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem (wręcz mu przeczy ). Odpowiedz Link Zgłoś
babicka_pl Re: słusznie zrobiłaś, trzeba żyć dalej 13.02.12, 09:13 a ja bym, nie potępiała tak autorki. W życiu każdego człowieka może wystąpić sytuacja która, go przerośnie, która wydaje się bez wyjścia. Trzymam autorko za ciebie kciuki na pewno przyjdzie kiedyś czas gdy ten paskudny los obróci się na lepszy. Swojej decyzji już nie zmienisz, niech pozostanie poczucie słuszności sprawy, dziecko ma dobrze jest kochane, wasza decyzja według was była słuszna. Trzeba się ogarnąć żyć dalej, starać się nie rozpamiętywać (ja wiem, że łatwo jest napisać, większość ludzi odpowiadających na twój wątek, nie może sobie wyobrazić co czujecie, dlatego mylnie was oceniają nie bierz tego do siebie). Każdemu nie dogodzisz, ludzie; usunąć źle, oddać do adopcji źle, nie dopilnować źle, a przecież to wszystko rzeczy ludzkie, nawet nie wiecie, że kiedyś wy również możecie stanąć przed podobną decyzją. Tak wszyscy macie idealnie, wszyscy opływacie w luksusy, wszyscy cieszycie się dobrym zdrowiem, jesteście nieśmiertelni??? Są rzeczy, których człowiek nie dopuszcza do swoich myśli, są sytuacje losowe które burzą cały ład i porządek świata, obyście nigdy nie musieli cierpieć i dokonywać trudnych wyborów, obyście nigdy nie oceniali nie znając powodów niektórych zachowań. Z boku wszystko wygląda inaczej, większości z nas przydałoby się więcej pokory. Odpowiedz Link Zgłoś
araceli Udana prowokacja 13.02.12, 09:45 Pięknie pokazane, dlaczego kobiety w Polsce wolą zabić swoje dziecko, niż przyznać się do adopcji i znosić publiczny lincz. Bo przecież każda na forum jest 'ta lepsza' i ona by dziecka nie oddała! Smutne to strasznie Odpowiedz Link Zgłoś
bez_seller Re: Udana prowokacja 13.02.12, 15:53 Jesli "te lepsze" z tego forum uznaja poaborcyjna depresje, bo zdarza sie ona niektorym, bez wzgledu na to, z jakiego powodu dokonana zostala aborcja, to musza tez uznac depresje poadopcyjna, bez wzgledu na powod oddania do adopcji. Mowienie, ze sama sobie winna i nie ma jej co za bardzo wspolczuc jest podejsciem "bab z magla", a nie podejsciem wyksztalconych, nowoczesnych, swiadomych kobiet. Rany sie leczy, nawet gdy sa wynikiem glupoty rannego, a nie saczy sie w nie jad i trucizne. A stawianie siebie za przyklad moralnego postepowania, to juz jest prosze pan czysta dulszczyzna. Odpowiedz Link Zgłoś
me-lissa Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 17:02 To wcale nie jest tak jak sugerują niektórzy, że odbywa się tu lincz na autorce za oddanie dziecka do adopcji. Tych którzy krytykują jej decyzję nie oburza fakt oddania dziecka (szlachetny gest niewątpliwie) ale motywy jej decyzji. I nawet nie oburza tylko zdumiewa... Autorka oddała własne dziecko nie z powodu skrajnej nędzy, poważnej choroby itp tylko dlatego że metraż mieszkania za mały a z jej skromnej pensji trzeba teściową utrzymać (męża plecy bolą więc do lepszej pracy nie pójdzie). No dla mnie kosmos, babcie mojej córeczki prędzej popełniły samobójstwo niż pozwoliły nam ją oddać żebyśmy mogli finansować im leki, a argument o małym mieszkaniu zupełnie pominę bo jest absurdalny. To napisawszy, ja autorce strasznie współczuję. Bo jeśli nie troluje to oznacza że jest ofiarą przemocy psychicznej w rodzinie, teściowa i jej potrzeby to absolutny priorytet, mąż - synuś mamusi woli oddać własną córkę niż zrezygnować z ograniczenia pomocy jej (te wizyty parę razy w tygodniu), a autorka musi oddać swoje nowonarodzone dziecko bo inaczej teściowej pogorszyłby się standard życia. Do autorki - trzymaj się dziewczyno, nie mam pojęcia co pomogłoby Ci wyjść z tej sytuacji, może psycholog..? Nie wiem. I postaraj się nie szukać info o Twojej córeczce, co sie stało to się nie odstanie a ona jest szczęśliwa. Ściskam. Odpowiedz Link Zgłoś
ira_07 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 21:02 > To wcale nie jest tak jak sugerują niektórzy, że odbywa się tu lincz na autorce > za oddanie dziecka do adopcji. O toto. Ale fajnie jest komuś zarzucić hipokryzję (bo każdy kto się dziwi motywom kobiety na pewno naskakiwał na matkę Magdy czemu nie oddała), no i oczywiście zwalić winę za złe samopoczucie autorki na przeciwników aborcji, bo na 100% wiadomo, że po aborcji by kobieta nie cierpiała i o dziecku nie myślała. No i wiadomo, że przeciwnicy aborcji ją siłą nakłonili do rodzenia, nieważne, że sama napisała, że PODJĘŁA DECYZJĘ o urodzeniu. Myśl o tym, że Twoje dziecko jest szczęśliwe, jeśli faktycznie czuliście, że nie dacie rady, nie macie warunków, to dobrze zrobiliście. Odpowiedz Link Zgłoś
to_ja_tola Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 20:52 no proszę cię....Oddałaś dziecko bo mieszkałaś na kawalerce???!!!Co za brednie?! Szanowny małżonek nie mógł wziąć się za inną/drugą robotę,żeby zapewnić byt rodzinie?! Nie rozumiem,bo jak zaszłam w pierwszą ciążę,mąz był bez pracy,wynajmowaliśmy kawalerkę i żyliśmy skromnie,ale nie pomyślałam,żeby oddać z tego powodu dziecko do adopcji. To,że ciebie nie było by stać na wypady z córką nad morze czy za granicę nie oznacza,że to jej tak bardzo potrzebne do życia.Ona o was nie wie,ale podejrzewam,że podawrowałaś sobie wyrzuty sumienia do końca zycia..... Nie rozumiem ciebie.... Odpowiedz Link Zgłoś
schere Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 21:13 Drogie e-mamy naprawdę wierzycie w taką, łagodnie rzecz ujmując, mocno naciąganą historię? Dwoje dorosłych, wykształconych ludzi (nauczyciele o ile dobrze rozumiem), oddaje dziecko uzasadniając to mieszkaniem w kawalerce..... Przecież to orydynarna podpucha jest. Odpowiedz Link Zgłoś
lily-evans01 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 21:36 Nie, nie wierzę za bardzo. Bo pomijając kwestię adopcji, za którą mogą stać poważniejsze motywy niż ta nieszczęsna kawalerka (może nawet nie uświadomione), to kto normalny zgodziłby się, żeby na nim żerowała tak teściowa i niemrawy mężuś? Która normalna babka postawiłaby interes leniwej dwójki pasożytów nad interesem swoim i swojego dziecka? W każdym razie ten dziwny wątek paradoksalnie poprawił mi humor. Przez chwilę postawiłam się w sytuacji autorki wątku, postawiłam się też w sytuacji dziecka... które kiedyś skonfrontuje się może z bio rodzicami i dowie się, że głównym motywem oddania go był za mały metraż. I tak sobie myślę, że nawet jak zdarzają się trudniejsze chwile, to dzieci tak naprawdę nie dbają o to, ale zależy im na tym, żebyśmy my, rodzice, byli przy nich. I je kochali. I wiem, że cokolwiek się zdarzy w moim życiu, to córka będzie czuła, że jest dla mnie ważna i nie pozbyłabym się jej za żadne skarby świata. Odpowiedz Link Zgłoś
agamamaoli Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 22:25 Możliwe, że to jest prawda. Możliwe, że autorka została tak zmanipulowana przez męża. Jej życie rysował w takiej beznadziei, nie dał żadnych szans na poprawę ich sytuacji, że nie widziała innej rady, niż oddać dziecko. Dla mnie akurat niepojęte, bo powód brak mieszkania to nic. Teraz nie ma co rozpaczać, będzie ciężko, ale staraj się nie zaglądać na nk, nie oglądać małej. Tak jak dziewczyny radzą idź na terapię, może pozwoli ci stanąć na nogi, przejrzeć na oczy. Podsumuj życie i zastanów się jaka przyszłość cię czeka u boku męża. Raczej nie ma co liczyć na prawdziwą rodzinę z tym panem. Wydaje mi się, że sprawa oddanej córki podzieli was w końcu. Teraz cierpisz i cierpieć będziesz, a mu to zupełnie obojętne. Zero emocji. Odpowiedz Link Zgłoś
lily-evans01 Re: oddałam córkę do adopcji... 14.02.12, 12:07 Aga, ja tu właśnie jednego nie rozumiem. Autorka wątku nie jest rencistką z orzeczeniem o trwałej niepełnosprawności, osobą umierającą na raka, pańcią z podstawowym wykształceniem itp. Myślę, że tysiącom Polek zdarzają się wpadki i dzieci nie zawsze pojawiają się w tym właściwym momencie, kiedy już wszystko osiągnęliśmy i sobie poukładaliśmy. Ale młodzi ludzie... Kobieta, która wykonuje jeden z najbardziej chronionych przed bezrobociem zawodów i będzie miała sporo czasu po pracy, żeby zająć się dzieckiem... Która będzie miała pierwszeństwo w otrzymaniu przedszkola dla dziecka, bo sama jest przedszkolanką... Ludzie nie takie mankamenty pokonują, jak muszą, to załatwiają żłobki, niańki i pracują, nawet na czarno. Nie wszyscy zaczynają od 2-poziomowego apartamentu, wielu już na starcie zaciąga naprawdę wieloletnie kredyty. Jakoś argumentacja autorki wydaje mi się płaska i niewiarygodna. I prawdę mówiąc postawa pana małżonka sprawia, że otwiera mi się nóż w kieszeni - facet nie chce kiwnąć palcem o palec, żeby poszukać lepszej pracy i oddaje własne dziecko do adopcji. Powiem szczerze, nie byłabym w stanie być dłużej z facetem, który nie podejmuje żadnych działań, żeby wziąć odpowiedzialność za rodzinę, jak ja jestem w ciąży albo zajmuję się noworodkiem. Oby ta para już więcej dzieci nie miała... Odpowiedz Link Zgłoś
reszka2 Re: oddałam córkę do adopcji... 13.02.12, 22:27 Autorko wątku - co na to twoja teściowa? Przecież wiedziała, że jesteś w ciąży? A twoi rodzice? Pracodawca? Ciąża zniknęła i .. nic? Myślę, że na forum nie byłoby takiego pomiotu, gdyby twoja historia trzymała się choć trochę tzw. kupy. ale się nie trzyma. Ostatni gw specjalizuje się w wątkach na zamówienie, które popierają Jedynie Słuszną Linię Redakcji. Zupełnie jak Nasz Dziennik. Odpowiedz Link Zgłoś
emilia.anna Re: oddałam córkę do adopcji... 14.02.12, 19:38 Zdaję sobie sprawę, że ciężko jest opisać precyzyjnie całą sytuację rodzinną w jednym poście. Pozwólcie, że doprecyzuję kilka rzeczy, bo widzę ze mój wpis wzbudził wiele negatywnych emocji. Dziękuję jednocześnie tym, którzy nie oceniają mnie ani mojej rodziny. Teściowa choruje na Alzheimera, spora część naszych dochodów idzie więc na leki, ale przede wszystkim na całodobową opiekę. Mąż jeździ do matki na 2-3 dni co tydzień, niestety nie ma rodzeństwa i na niego spada ciężar opieki nad chorą matką. W dodatku sam ma problemy ze zdrowiem. Uwierzcie mi, nie jest to łatwe, i czasem sama mam wszystkiego serdecznie dość. Moi rodzice natomiast mieszkają daleko, na drugim końcu Polski, i widzimy się jedynie z okazji świąt. Od razu uprzedzam, że są niezamożni i raczej nie możemy oczekiwać od nich żadnej pomocy finansowej. Nikt nie wiedział o mojej ciąży, oprócz męża i koleżanek z pracy. Wiedziały, że dziecko zostanie oddane do adopcji. Reakcje? Cóż, różne. Większość odradzała, ale właśnie jedna z nich pomogła mi znaleźć rodzinę adopcyjną przez stronę internetową… Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zaczynam żałować oddania córeczki, mimo, iż wiem, że dziecko ma teraz świetne warunki. Oczywiście, nie zamierzam nic robić, nie będę nachodzić rodziny adopcyjnej, o co niektóre z Was mnie posądzały. Chciałam się po prostu wygadać, ale chyba sama nie wiem, czego po tym forum oczekiwałam. Tyle się mówi , że lepiej urodzić i oddać, niż usunąć. Ja też tak uważałam, ale to było kiedyś. Teraz wiem, że jest to cholernie ciężkie. Aha, i jest to irytujące, że praktycznie w każdym wątku dopatrujecie się trolla. Nawet nie chce mi się tego komentować. Odpowiedz Link Zgłoś
bez_seller Re: oddałam córkę do adopcji... 14.02.12, 23:19 Teraz, kiedy adopcja jest faktem, postaraj sie znajdowac tylko dobre strony Waszej decyzji. Zranilas siebie, bo oddanie dziecka pozostawia rane, czasem mala, czasem ogromna, ale masz szanse na normalne zycie, jesli odetniesz sie emocjonalnie od tego dziecka, co nie znaczy, ze zapomnisz. Jestem przekonana i bardzo Ci tego zycze, ze kiedys odzyskasz corke. Ale jedno powinnas zawsze pamietac, ze to bedzie nie tylko Wasza corka. Poszukaj grupy wsparcia, jakiegos forum, moze psychologa jesli nieodplatnie. Nie jestes jedyna matka na swiecie, ktora oddala dziecko do adopcji. Nie zyj w poczuciu winy, a jedynie w poczuciu, ze chcialas dla dziecka jak najlepiej. Nawet gdyby decyzja oddania do adopcji byla spowodowana niechecia do wychowywania dziecka, to tylko chwala Ci za to, co zrobilas. Zycie z matka, ktora, z tego czy innego powodu, nie chce dziecka, jest dla niego koszmarem. Trzymaj sie i nie daj sie nikomu ranic. Podnies glowe i patrz przed siebie smialo. Moze popelnilas blad (bo cierpisz), ale nie popelnilas niczego zlego. Odpowiedz Link Zgłoś
angami Re: oddałam córkę do adopcji... 15.02.12, 11:25 przeczytałam Twój post i mam bardzo mieszane uczucia bo gdyby każdy miał oddawać dziecko z powodów które wymieniłaś, to przepraszam bardzo ale połowa naszego społeczeństwa by musiała oddawać dzieci do adopcji, dwie nauczycielskie pensje i własne ( no dobra wynajęte ale jednak osobne) lokum....sorry ale jakoś mnie to nie przekonuje. Nie mi jednak dane to oceniać. To był Wasz wybór....czy słuszny....twierdzisz że dziecko będzie miało lepiej w zamożnej rodzinie, z ludźmi którzy je kochają...życzę szczerze Waszemu dziecku aby tak było. Choć wiem że zamożność nie zawsze idzie w parze, ze szczęśliwym dzieciństwem. Czasem dzieci z ubogich rodzin wyrastają na uczciwszych, zaradniejszych i szczęśliwszych ludzi. Odpowiedzialność to coś więcej niż "pozbycie się problemu", to chęć podjęcia trudu, odwaga i wykrzesanie z siebie maximum sił, dążenie do doskonałości w roli, w której nas los postawił. Przykre, że dwoje dorosłych,wykształconych ludzi pojmuje ten fakt zupełnie inaczej....mam tylko nadzieje, ze nie będziecie uczyć przystosowania do życia w rodzinie.... a teraz obiektywnie: podjęliście z mężem taką a nie inną decyzję, wobec czego musicie ją zaakceptować, musicie się z tym pogodzić, nie ma sensu płakać nad "rozlanym mlekiem", to już nie jest Wasze dziecko, ono ma nowych rodziców, nie polecam śledzić profilu tamtych ludzi, lepiej dla Ciebie żebyś nawet nie wiedziała jak wygląda córka. Chyba rzeczywiście najlepiej byłoby udać się na jakąś terapię do psychologa...Twoje życie na pewno już nigdy nie będzie takie było kiedyś, stało się i się nie odstanie. Ale to nie znaczy że masz się zamartwiać do końca swoich dni i żyć w poczuciu winy, nikogo nie zabiłaś...uszczęśliwiłaś bezdzietnych ludzi, może takie myślenie byłoby lepsze...? Trzymaj się.. Odpowiedz Link Zgłoś
prawdziwy_ewelina22 Re: autorko 15.02.12, 12:27 jak widzisz po ostatnim wpisie, założenie wątka na tym forum było błędem. Ludziska en_masse są obrzydliwi i nie należy się z nimi dzielić cząstką swojej prywatności choćby_nie_wiem_jak_było_ciężko. Chocbyś nie wiem jak jasno opisała swoją sytuację, że już jaśniej nie sposób, to zawsze znajdzie się ktoś mający notabene o niebo lepszą sytuację, jak np. forumowiczka angami, kto się wysili na obrzydliwy komentarz. Pozdrawiam cię serdecznie, trzymaj się ciepło. Nb. jeżeli jesteś wierząca, to na portalu bodajże opoka jest ramka, w której można zgłosić intencję modlitewną i siostry karmelitanki modlą się w tej intencji. Poproś o modlitwę za siebie. Lepsze to niż łykanie pomyj wylewanych przez garkotłuki na tym forum. Odpowiedz Link Zgłoś
angami prawdziwy ewewlina 15.02.12, 17:20 co masz do mojego wątku? napisałam co myślę, czuję...odkąd wczoraj przeczytałam ten wątek ( a rzadko się udzielam i w ogóle rzadko tu bywam) to o niczym innym nie myślałam, jakoś mnie to poruszyło i tyle. Na swoj sposób współczuję autorce, ale mam prawo wyrazić swoje zdanie, nawet jeśli wydaje się Wam złośliwe, mimo wszystko dobrze życzę autorce... a tak poza tym nie wiesz nic o moim życiu, i nie wiesz jaką mam/miałam sytuację czy lepsza czy gorszą itd. więc sama mnie nie oceniaj... Odpowiedz Link Zgłoś
emilly4 Opieka po adopcji. 16.02.12, 00:55 Mam pytanie. Czy w trakcie i po calym procesie adopcyjnym mialas kontakt z odpowiednim specjalista, ktory pomogl ci przez to przejsc? To musi byc strasznie ciezka decyzja i straszny stan ducha by zyc dalej. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś