Znać własne dziecko

21.03.12, 08:55
Trafiłam dziś rano na bardzo ciekawy artykuł i chciałam się z wami nim podzielić:

mcw.bloog.pl/id,330941373,title,TO-NIEMOZLIWE-MOJE-DZIECKO-TEGO-NIE-ZROBILO,index.html?ticaid=6e211
    • wendd Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 08:59
      Bea ten link nie działasmile
      • bea.bea Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 09:02
        u nie działa ale daje jeszcze raz smile

        mcw.bloog.pl/id,330941373,title,TO-NIEMOZLIWE-MOJE-DZIECKO-TEGO-NIE-ZROBILO,index.html?ticaid=6e211
    • broceliande Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 09:18
      Jakieś to płytkie... wszyscy w jednym worku, tylko kupujemy, a nie wychowujemy.
      To nie artykuł (gdzie byłyby jakieś statystyki), tylko blog, w dodatku jakiś mentorski i niesprawiedliwy..
      • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:02
        Statystycznie to ja i mój pies mamy po trzy nogi...Statystycznie to przeciętny wynik na teście kompetencji szóstoklasistów wyniósł 21,5 punktu, Basia napisała na 36/40 a Jacuś na 18/40.
        Statystyki nie opisują rzeczywistości, wiesz?
        Blog ma to do siebie, ze zawiera subiektywny opis rzeczywistości. Możesz się nie zgodzić z obrazem jaki przedstawia. Ale zarzucanie blogowi, że jest blogiem, to żadna argumentacja.


        • broceliande Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:09
          W pierwszej wypowiedzi była mowa o "artykule", a tam tylko takie frazesy, że "dziecko, to nie mebel"sad
        • ciezka_cholera Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:16
          Statystyka jak najbardziej opisuje rzeczywistosc, ale statystyka to nie tylko srednia arytmetyczna. Stawianie miedzy nimi znaku rownosci, to tak jakby stawianie znaku rownosci miedzy ogrodnictwem a lopata.
          • broceliande Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:20
            Liczyłam na jakieś konkrety, przypominam, że miał być artykuł.
            Na przykład ilu nastolatków skarży się na brak zainteresowania, ilu rodziców rozmawia z dziećmi 15 minut dziennie.
            A nie takie pretensje do rodziców en masse.
            Nie mam zamiaru kiwać zgodnie głową, że jaki ten wpis na blogu mądry.
            • ciezka_cholera Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:48
              broceliande napisała:

              > Liczyłam na jakieś konkrety, przypominam, że miał być artykuł.
              > Na przykład ilu nastolatków skarży się na brak zainteresowania, ilu rodziców ro
              > zmawia z dziećmi 15 minut dziennie.
              > A nie takie pretensje do rodziców en masse.
              > Nie mam zamiaru kiwać zgodnie głową, że jaki ten wpis na blogu mądry.

              Ja, o pszebuk, nie bronie tego nieszczesnego artykuliku (czy tez wpisu na blogu), ktory z reszta ze statystyka nie ma nic wspolnego. Po prostu protestuje przeciwko zrownywanie calej dziedziny wiedzy z jednym z bardzo wielu jej narzedzi.
              • broceliande Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:51
                Czytałam tam niżej, co pisałaś.
                Ja w ogóle normalnie nie czytam blogów. Jakoś nie interesuje mnie, co ktos ma do powiedzenia subiektywnie.
                Dla mnie ma być jakiś inny punkt widzenia (na przykład dzieci) , jakieś "jednak", jeśli nie statystyka.
          • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:04
            Statystyka jak najbardziej opisuje rzeczywistość -

            Nawet statystyka nie pojmowana jako średnia arytmetyczna (z tym psem to oczywiście żart, bo takie wyliczenie ze statystyką nie ma nic wspólnego), ale całościowo nie opisuje rzeczywistości, a jest w stanie jedynie wykazać pewne trendy jakie się pojawiają. Za pomocą badań statystycznych dowiemy się czy np. szóstoklasiści piszą w kolejnych latach testy lepiej lub gorzej, w porównaniu z ubiegłymi rocznikami.
            Nie mamy szans jednak dowiedzieć się czy powiedzmy trend ogólnej poprawy wyników i równoczesne pogorszenie się wyników grupy najsłabszej jest efektem np. zmiany kryterium oceniania, poprawy warunków nauki, mniejszej liczebności klas czy obniżenia wymagań (co mogło zdemotywować najsłabszych uczniów do nauki, bo i tak zdadzą - co wyjaśniałoby dany przypadek - ogólną poprawę i pogorszenie słabych).
            O Małgosi i Jasiu oczywiście nie dowiemy się nic.
            Tak z statystyka nie opisuje rzeczywistości.
            • ciezka_cholera Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 12:27
              twojabogini napisała:
              (...)
              > O Małgosi i Jasiu oczywiście nie dowiemy się nic.
              > Tak z statystyka nie opisuje rzeczywistości.

              Wiem, co masz na mysli, ale sie nie zgadzam. O Malgosi i Jasiu dowiemy sie na przyklad, ze relatywne ryzyko ich smierci w wyniku wypadku drogowego jest mniejsze, jesli beda mialy zapiete pasy, a jeszcze mniejsze, jesli beda jechac w fotelikach. Dowiemy sie, ze czterokrotnie zwieksza swoja szanse na studia X jesli skoncza liceum Y. Dowiemy sie, ze lekarstwo Z pomoze z prawdopodobienstwem rownym A na chorobe B. Dowiemy sie, ze jezeli Jas i Malgosia wykazuja cechy D i E, to ich szansa na chorobe F wzrasta trzy razy, wiec moze warto zainwestowac w badania przesiewowe (pierwszy z brzegu przyklad, jasna cera, blond lub rude wlosy + opalanie --> zwiekszone prawdopodobienstwo raka skory, antidotum wysokie filtry, ograniczenie opalania). Dowiemy sie, ze jesli Malgosia bedzie brala srodki anty hormonalne przez rok, to z prawdopodobienstwem rownym G nie zajdzie w ciaze. Itd itd. Tak to wlasnie statystyka opisuje rzeczywistosc oraz jednostki (poprzez zastosowanie prawdopodobienstwa, ktore choc powszechnie lekcewazone, jest rownie powszechnie stosowane i traktowane jako tak zwany zdrowy rozsadek).
              • ciezka_cholera Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 12:30
                ciezka_cholera napisała:

                > Wiem, co masz na mysli, ale sie nie zgadzam. O Malgosi i Jasiu dowiemy sie na p
                > rzyklad, ze relatywne ryzyko ich smierci w wyniku wypadku drogowego jest mniejs
                > ze, jesli beda mialy zapiete pasy, a jeszcze mniejsze, jesli beda jechac w fote
                > likach. Dowiemy sie, ze czterokrotnie zwieksza swoja szanse na studia X jesli s

                poprawka:
                beda mieli
              • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 12:58
                Popełniasz typowy błąd w interpretacji wyników: odnosisz je do jednostek. Ponownie powtórzę - o Jasiu i Małgosi nie dowiemy się z badań statystycznych niczego.

                O Malgosi i Jasiu dowiemy sie na p
                > rzyklad, ze relatywne ryzyko ich smierci w wyniku wypadku drogowego jest mniejs
                > ze, jesli beda mialy zapiete pasy, a jeszcze mniejsze, jesli beda jechac w fote
                > likach.

                Nie - ze statystyk dowiemy się jedynie, że dzieci jadące w pasach częściej przeżywają wypadki niż te bez, a współczynnik bezpieczeństwa wzrasta przy zastosowaniu fotelików. Jednak przechodząc na pole jednostki - nie możemy oprzeć na statystyce twierdzenia, że w tej konkretnej podróży hipotetyczna Małgosia będzie w foteliku bezpieczniejsza. Może okazać się coś przeciwnego - Małgosia zginie właśnie dlatego, że zapięto ja w fotelik (dziecko jadące luzem przy uderzeniu wypadłoby z auta, co daje szanse na przeżycie, a tak zostało zmiażdżone - takie wypadki też się zdarzają).

                Dowiemy sie, ze czterokrotnie zwieksza swoja szanse na studia X jesli s
                > koncza liceum Y.

                Co nie oznacza, że Jaś ucząc się w tym liceum zapewni sobie indeks, albo zwiększy na niego szansę. Być może źle znosi presję i znacznie lepiej opanuje materiał LO i przygotuje się do egzaminów w ogólniaku o poziomie średnim, ze słabszymi statystykami.

                Dowiemy sie, ze lekarstwo Z pomoze z prawdopodobienstwem rowny
                > m A na chorobe B.

                Co znów nie znaczy, że pomoże Małgosi nawet jeśli pomogło 80% Małgosi i 85 % Jasiów.

                Dowiemy sie, ze jezeli Jas i Malgosia wykazuja cechy D i E, t
                > o ich szansa na chorobe F wzrasta trzy razy, wiec moze warto zainwestowac w bad
                > ania przesiewowe (pierwszy z brzegu przyklad, jasna cera, blond lub rude wlosy
                > + opalanie --> zwiekszone prawdopodobienstwo raka skory, antidotum wysokie
                > filtry, ograniczenie opalania).

                Tu ocena prawdopodobieństwa jest dokonywana w oparciu o cechy jednostkowe a nie o statystykę. Statystyka jedynie pozwoliła opisać pewien trend - wyższą zachorowalność osób o określonych cechach. Znów - nie wiemy czy dany Jaś spełniając kryteria podwyższonego ryzyka zachoruje. Małgosia uspokojona statystyką, bo jest ciemnowłosą posiadaczką ciemnej karnacji może dostać czerniaka już w następnym sezonie.

                Dowiemy sie, ze jesli Malgosia bedzie brala sr
                > odki anty hormonalne przez rok, to z prawdopodobienstwem rownym G nie zajdzie w
                > ciaze.

                Co nie stoi na przeszkodzie, aby bez żadnego wspomagania stała się wbrew statystyce mamą trojaczków, albo szóstki dzieci rok po roku.

                Itd itd. Tak to wlasnie statystyka opisuje rzeczywistosc oraz jednostki
                > (poprzez zastosowanie prawdopodobienstwa, ktore choc powszechnie lekcewazone,
                > jest rownie powszechnie stosowane i traktowane jako tak zwany zdrowy rozsadek).

                Ocena prawdopodobieństwa oparta na danych statystycznych jest nic nie warta. Jednym z czynników oceny prawdopodobieństwa nastąpienia lub nie nastąpienia określonych zdarzeń jest uwzględnienie maksymalnej ilości aktualnych i indywidualnych cech sytuacji/danego zjawiska/osoby. Statystyczne dane zawsze odnoszą się do przeszłości.

                Ponownie - dane statystyczne pomagają uchwycić pewne trendy w rzeczywistości i w żaden sposób nie przekładają się na sytuację jednostki. Co nie przeszkadza mi zapinać dzieci w fotelikach. Ogólny trend statystyczny wykazuje, że w ten sposób zwiększam ich bezpieczeństwo. jestem tez głęboko przekonana, że nie zapinając ich narażałabym je na niebezpieczeństwo (przekonanie to opiera się nie tyle na statystykach co bardzo skutecznych kampaniach edukacyjnych, artykułach, crash testach - ale przecież te opierają się na statystykach).
                Przekładając jednak sprawę na płaszczyznę oceny prawdopodobieństwa wypadku - równie skuteczna (lub nie) może okazać się modlitwa. Jesteśmy notorycznie poddawaniu praniu mózgu i jako ogół ludzkości doszliśmy do etapu w którym statystykę traktujemy jako opis rzeczywistości, nawet wiedząc, że z nauką nie ma to nic wspólnego.

    • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 09:21
      No racja, uczestniczyć nie oznacza kontrolować: ocen (czy dobre), cuchów (czy czyste), porządku w pokoju i takich tam. Uczestniczyć oznacza spędzać razem aktywnie czas: wspólnie oglądać tv, grać, rozmawiać (także o d..Maryni), plotkować, żartować.

      Natomiast, i tak się nie da uniknąć niebezpieczeństw. Ja nabrałam pokory, odkąd moje starsze dziecię weszło w wiek późnonastoletni i pokazało, co potrafi. A sadziłam, że mamy wystarczająco dobry kontakt, bo dużo czasu razem, i rozmów. A jednak..
      Z młodszym nastolatem jest na razie ok, ale szykuję się na niespodzianki wieku odpowiedniego big_grin

      .
      • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:11
        To co wyprawiają nastolatki wynika z tego, że są nastolatkami. Nastolatek chętnie sięgnie po alkohol, zapali papierosa lub skręta, będzie chciał spędzać nocą czas poza domem, nie zawsze będzie miły dla rodziców, spróbuje dostępnych mu substancji odurzających. Do tego chętnie przeżyje jakieś erotyczne uniesienia. Z głupoty może naruszyć też prawo.

        Nie zgadzam się z autorem artykułu, ze dobre zaangażowane wychowanie chroni dzieci przed tego rodzaju zachowaniami. Każdy nastolatek odczuwa takie pokusy. Nastolatek, który ich nie odczuwa, albo ma lęk przed rodzicami tak silny, że nic nie zbroi, albo też taki, który nie ma kumpli więc nie ma gdzie i z kim rozrabiać - to nastolatek złamany w "procesie wychowawczym". Żaden sukces rodziców.
        Jednak zaangażowane wychowanie jest potrzebne, bo zaangażowany rodzic będzie umiał wychwycić moment gdy coś zacznie iść nie tak. Bez potrzeby nieustannej kontroli. Dzieci zaangażowanych rodziców mają większe szanse na wyjście cało z etapu eksperymentów. Większość z nich potrafi też utrzymać granicę bezpieczeństwa.
        • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:30
          O mi chodzi mniej więcej smile Niemniej...
          moje dziecię prawa nie złamało, ale przeszliśmy: upicia, całonocne imprezy z ogłuszająca muzyką (wolna chata), marychę, wyrwanie po pijaku lampy (ale ją na drugi dzień wkopali w ziemię), wagary (nie kryje, ale nie czuje się winny), arogancję wobec nauczycieli.
          Na plus: nie kłamie (złapany przyznaje się), nie pyskuje, zwierza się z tarapatów miłosnych, daje komunikaty typu: u mnie dobrze, wyporostowało się, albo: jest ch..jowo, kiełbasi sie- bez szczegółów, ale mniej więcje wiem, czy jest źle czy dobrze. No i mamy umowę, że jakby co nabroił poważnie, to przyjdzie i powie. jUff...
    • antyideal Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 09:52
      Wzruszyłam sie, gdy na etyce w ub.roku, w 1 kl., mial narysowac swojego najlepszego przyjaciela i narysowal mnie..Mimo, ze ma bliskiego kolege i nie jest odludkiem.
      Najprzyjemniejszy dla mnie czas to gdy leze kolo niego wieczorem i rozmawiamy szeptem, półgłosem. Pieknie umie mowic o uczuciach, analizowac swoje emocje, opowiada o roznych zdarzeniach w klasie, i nie tylko, wspolnie zastanawiamy sie dlaczego ktos tak sie zachowal a nie inaczej, opada mi czasem szczęka, jak potrafi postawic sie w czyjejs sytuacji, zrozumiec go, znalezc wytlumaczenie. Niesamowita wrazliwosc, empatia, która moze za pare lat, w okresie dojrzewania obróci sie przeciwko niemu. Nie bedzie łatwo, więc na razie, póki mogę, cieszę się chwilą smile
      • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 09:54
        Bywa różnie, ponoć nie musi być z niespodziankami wink
        • antyideal Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:09
          Z jednej strony byloby dobrze, gdyby okres burzy i naporu minał bezbolesnie,
          z drugiej jednak obawialabym się potem, że w srodku kryje się bomba, która nie została zdetonowana w odpowiednim czasie..wink
          • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:16
            Niby tak, bo to "należny" biol-psych okres burzy i naporu smile Ale ponoć można go przejść lajtowo. Na razie stoję na stanowisku, że skoro już ma być, to lepiej wcześniej niż później, bo później to trudniej ogarnąć- młodszego łatwiej (chyba ogarnąć). Tylko, że także i tym nie da się sterować, można sobie co najwyżej...chcieć big_grin
            • antyideal Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:32
              ..Ale że, wbrew przyslowiu, chcieć to nie zawsze znaczy móc, pozostaje tylko czekac, jak skazancowi marzącemu o lagodnym wymiarze kary..z nadzieją, ze czas poswiecony dziecku, spedzony na rozmowach, byciu razem, zostanie doceniony i potraktowany jako okolicznosc lagodząca wink
    • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 09:58
      Faktycznie - sensowna wypowiedź. Wielu rodziców dzieci po prostu "ma", a w ramach sprawowanie opieki po prostu "na nie" zarabia. Gdyby jednak takim rodzinom, które "posiadają" dzieci przyjrzeć się uważniej - to autor nie był do końca sprawiedliwy. Część tych rodziców dzieci wychowuje, aby w przyszłości wyrosły na dobrych ludzi.
      Ponieważ dysponują czasem dla dzieci wyłącznie w weekendy i wieczorami to wychowanie jest ekspresowe. Ponieważ nie znają swoich dzieci, bo gdy ukończyły góra pół roku powierzyli je nianiom, babciom i żłobkom - to ich działania wychowawcze nie uwzględniają ani etapu rozwoju dziecka, ani jego usposobienia, ani motywacji zachowań.
      Tak że dzieci, których rodzice "muszą" ciężko pracować (na te dzieci oczywiście) są krzywdzone nie tylko traktowaniem na równi z autem, plazmą i nowym mieszkaniem, ale również czymś co określane jest "wychowaniem".
    • kropkacom Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:04
      I tu kłania się czas poświęcony dzieciom. Tak, prywatny, osobisty czas. Znam swoje dzieci. Owszem w pierwszym zrywie bronię jak lwica, bo to odruch serca. Jedak wiem na co je stać i wiem kiedy kłamią na przykład.
      • broceliande Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:17
        Ja nie wiem, jak to będzie. Z jednej strony nie wierzę, że wychowam (spędzam dużo czasu z dzieckiem, nie podrzucałam nianiom, nie zapycham gadżetami, bla bla bla wbrew tym pretensjom z bloga) kogoś, kto kogoś pobije czy dopuści się kradzieży.
        Z drugiej strony trzeba to będzie jakoś unieść.
    • triss_merigold6 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:18
      Muj borze! Rozumiem, że w czasach PRL, kiedy dominował nienerwowy stosunek do pracy, a kobiety równo siedziały po kilka razy na trzyletnich urlopach wychowawczych, nastolatki nie sięgały po alkohol i papierosy, nie podkradały drobnych i nie biły się z rówieśnikami?
      • kropkacom Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:36
        Znajomość własnego dziecka to nie jest pewność, że "on tego nie zrobi". To wiedza o tym co może zrobić.
    • ciezka_cholera Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:36
      Ow tekst jest tak plytki, ze az glupi. I zawiera kilka tez zupelnie nieprawdziwych. Po pierwsze, wychowanie, wplywanie rodzicow na dziecko, to stosunkowo swiezy wynalazek, wiec skad to:
      >>Niestety możliwe, bo jeśli dobre rodzicielstwo zaczyna polegać na kupieniu, zapewnieniu dobrych warunków życiowych, a nie na wychowywaniu, spędzaniu czasu z dzieckiem, kształtowaniu młodego człowieka, to skąd to zdziwienie, że kochany maluszek wyrósł na wyrostka, który kijem przywalił koledze i próbował zgwałcić koleżankę. Coraz częściej z taką rzeczywistością mamy do czynienia,<< Wiem wiem: swiat sie stacza, a ludzie dziczeja wink.
      Druga sprawa, nie kazde niepowodzenie rodzicielskie mozna zlozyc na karb zlego wychowania lub jego braku. Co najmniej kilku czynnikow autorka nie uwzglednila. A wybieranie z rzeczywistosci waskich wycinkow przy kompletnym ignorowaniu reszty, jest po prostu glupie. No nic nie poradze, ze nie chce mi sie uzywac eufemizmow.
      Trzecia kwestia - nie jest mozliwa precyzyjna ocena jak nasze czyny wplynely na ksztaltowanie sie rzeczywistosci, gdyz nie mamy skali porownawczej. Mozna wyznaczyc trendy, ale warto zachowac troche pokory, gdyz nasze wlasne dziecie moze sie kompletnie nie chciec wpisac w trend.

      Ja wcale nie neguje potrzeby, ba wrecz koniecznosci, spedzania czasu z dziecmi i nawiazywania z nimi aktywnego kontakty, warto jednak miec swiadomosc, ze pewne sprawy i tak moga nam sie wymknac.

      PS juz widze jak autorka siedziala pod lozkiem w domach tych niewychowanych dzieci i mierzyla czas im poswiecony. Glupia picza chciala sie dowartosciowac cudzym kosztem i tyle.
      • triss_merigold6 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:40
        BTW w sporze naukowców "geny czy wychowanie", szala przechyla się jednak na korzyść genów. Odpowiednia socjalizacja może wzmacniać albo tonować/osłabiać określone cechy i modyfikować zachowania ale nie jest receptą na uniknięcie problemów z nastolatkiem.
        • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 12:12
          To masz nieaktualne dane.

          Po pierwsze spór już dawno przestał być rozpatrywany w wąskim aspekcie geny-wychowanie, a uogólniono go do zagadnienia geny-środowisko (którego elementem jest wychowanie.

          Po drugie: )Najnowsze badania dowodzą, że genotyp nie jest niezmienny. Wręcz przeciwnie, pewne sekwencje genów aktywizują się, a inne wyłączają w ciągu życia. Procesem tym da się sterować, poprzez wpływy środowiskowe - dieta, poziom aktywności fizycznej, poziom stresu, a także całokształt przeżyć (także psychicznych) danej jednostki. Proces jest silnie powiązany z psychiką. Można zatem wytrenować odporność, inteligencję, uniknąć zachorowania na "rodzinną" chorobę itd.

          Najpełniejsze opisy tych badań w języku polskim osoby zainteresowane znajdą w zeszłorocznych numerach Forum, które aż trzy razy w ubiegłym roku uczyniło z nowych badań w tym kierunku lejtmotyw numeru. Tłumaczenia wykonane są rzetelnie i odsyłają do oryginalnych badań.

          Zapewne i te twierdzenia zostaną uszczegółowione lub wręcz obalone - na polu genetyki dopiero raczkujemy. Tymczasem wahadełko w sporze "geny czy środowisko" wychyliło "się ponownie w stronę "środowisko".

          Badaniami w tym kierunku interesuję się z racji zawodu. W wychowaniu takich sporów w ogóle nie biorę pod uwagę. Zadaniem rodzica nie jest znać najnowsze trendy w pedagogice (bywają naprawdę dziwaczne), tylko zapewnić jak najlepsze środowisko wychowawcze. Geny dziecko już ma. Jeśli dobre środowisko jest w stanie zmodyfikować i poprawić geny - tym lepiej dla nas rodziców.

          Co do rodziców powołujących się na argument, ze i tak geny przeważą, a ich rola nie ma aż takiego znaczenia - to naiwne samousprawiedliwienie i w dodatku nieaktulane.

          • bez_seller Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 13:32
            twojabogini napisała:

            > Co do rodziców powołujących się na argument, ze i tak geny przeważą, a ich rola
            > nie ma aż takiego znaczenia - to naiwne samousprawiedliwienie i w dodatku niea
            > ktulane.

            Nie mam potrzeby usprawiedliwiania sie, bo moja corka jest fajnym czlowiekiem, ale moja rola w jej wychowaniu byla znikoma. Nawet zepsuc jej mi sie nie udalo. To samo ze mna. Mojej matce, choc bardzo sie starala, bardzo, bardzo, tez nie udalo sie mnie zepsuc. Mam po prostu inny zestaw genow niz ona i juz.

            Czytalam kiedys historie rodzin z dziecmi adoptowanymi. Te dzieci pochodzily z rodzin patologicznych. Byly adoptowane w niemowlectwie. W okresie dorastania, powielaly schemat zycia swoich biologicznych rodzicow, a nie rodzicow adopcyjnych. To byly naprawde wielkie tragedie.
            • triss_merigold6 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 14:00
              Znane są badania dotyczące bliźniąt jednojajowych rozdzielonych jako małe dzieci i wychowywanych w odmiennych warunkach - okazało się, że jako dorośli mieli podobne lub identyczne zainteresowania, preferencje, poglądy, wykonywali podobne lub identyczne zawody, mieli identyczne gusta etc.
      • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:49
        Nie, no fakt, że wytłuszczony przez Ciebie tekst to nadmierne uogólnienie. Ale jakaś racja w nim mimo wszystko jest, albowiem czasy się zmieniły w tym sensie, że młodzi ludzi przez dostępność w mediach mają więcej..inspiracji. Ku dobremu i złemu, niestety też.
        I racja jest także w tym, że potrzeb więcej niż kiedyś rozmów, bo rzeczywistość jawi im się (młodym) jako bardziej złożona. To i do rozumienia jest więcej. I do objaśniania, albo wspólnego dochodzenia do objaśnień. Lub choćby wyłuszczenia wątpliwości, na które nie ma (jeszcze?) odpowiedzi. sama widzę, ile czasu zajmują nam rozmowy z młodym -inspirowane przez niego. Dotyczące funkcjonowania świata.
        I uważam, że warto o tym przypominać, bo łatwo o tym zapomnieć w kieracie codzienności.
        • ciezka_cholera Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 12:11
          Czasy sie zmieniaja bardzo wieloplaszczyznowo. I nie na gorsze, na inne po prostu. Niosa tylez nowych zagrozen, co ulatwien. Ludzie zas nie zmieniaja sie na coraz gorszych, powiedzialabym jest dokladnie odwrotnie, w miare upowszechniania sie dobrobytu ludzie raczej wrazliwieja - co jest zgodne z piramida potrzeb Maslowa - potrzeby wzniosle (w tym altruizm) latwiej realizowac z pelnym brzuchem.
          Wracajac do linkowanego tekstu - sama glupota mnie nie razi, glupota w polaczeniu z arogancja juz tak. Oczywiscie, ze optymalnie by bylo, gdyby ludzie poswiecali czas swoim dzieciom, ale tez uczyli te dzieci, ze nie kazda chwila rodzica jest dla nich, zeby dzieciaki czuly, ze ich towarzystwo jest rodzicom mile, ale tez ze maja oni prawo do czasu tylko dla siebie nawzajem. Czas, jak wszystko inne, jest zasobem ograniczonym, takie to trywialne, a jednak nie dla wszystkich oczywiste. Ciekawe czy w istocie dzieciaki bylyby take przeszczesliwe, gdyby glodne i w lachmanach, caly dzien mogly rozmawiac z rodzicami o swiecie, zyciu i wartosciach. Podkreslam, ze nie popieram calkowitego braku zainteresowania wlasnymi dziecmi, popieram zdrowy rozsadek i nie robienie z zapracowanych rodzicow potworow winnych wszelkiemu zlu. I pisze to ja - leniwa kura domowa smile.
          • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 12:54
            Nie napisałam, ze czasy zmieniły się na gorsze. Uważam, ze na lepsze. napisałam o skomplikowaniu się obrazu świata.Tyle i aż.
            Nie napisałam też o całkowitym poświęcaniu się rodzica dziecku. Nigdzie a nigdzie.
    • zlotarybka_1 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:48
      "artykuł" masakra.
      Nie tylko słaby stylistycznie, ale i treść pozostawia wiele do życzenia.
      Wyświechtane, stare frazesy. Nic a nic odkrywczego, wałkuje to samo co jest wałkowane od 20 lat, czyli odkąd ludzie masowo zaczęli robić karyjery w korporacjach i biegać za pieniądzem. To samo można przeczytać w co drugim kolorowym pisemku (tyle, że może sprawniej napisane).
      • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 10:53
        Owszem, frazesy. Ale czy szkodzi o czymś przypomnieć?
        Trochę mnie dziwi Wasze oburzenie. Ja jako rodzic z przygodami się na takie (może i płytkie) uwagi nie obruszam. Naprawdę racja w tym jest, że ważne są i jakość spędzanego razem czasu z dzieckiem i ilość. Nie wydaje mi się, by to była jakaś nagminna praktyka- to wartościowe spędzanie czasu z dziećmi- sądząc nawet po ilości czasu spędzanego w pracy. I warto o tym czasem przypomnieć.
        • zlotarybka_1 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:11
          nabakier napisała:

          > Owszem, frazesy. Ale czy szkodzi o czymś przypomnieć?

          nie szkodzi, absolutnie. Podyskutować zawsze można.

          Nie oburzam się tylko dziwię, że ktoś na nowo tworzy takie gnioty, no dosłownie nie znalazłam w tym tekście pół zdania, które by mnie zaskoczyło czy dało do myślenia. Zjawisko materialistycznego podejścia do wychowania dzieci jest powszechnie znane, o tym, że dziecku należy poświęcać czas a nie traktować jak plazmę też wiadomo. Odkrycie sprzed paru dobrych dekad.
          • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:58
            To, że parę lat temu i teraz obserwuje się podobną postawę wielu rodziców nie oznacza, że obserwacja taka stała się frazesem, tylko, że sytuacja niewiele się zmieniła.
            Artykuł na blogu (bo wpisy na blogu są artykułami) ma to do siebie, że nie jest pisany językiem literackim, ani nawet "gazetowym". Czepianie się stylistyki w odniesieniu do formy wypowiedzi, która z założenia jest astylistyczna jest bez sensu.

            Co do potrzeby sygnalizowania takich zjawisk jak materialistyczne podejście do dzieci i dyskutowania o nich - jest wciąż aktualna. Fajnie, że ktoś nadal nie składa broni i podejmuje temat, nawet jeśli czyni to niezgrabnie.

            Parę dni temu trwała na tym forum dyskusja o siedzeniu z dzieckiem w pierwszych latach życia. Wiele mam zaprezentowało bardzo materialistyczne podejście - wskazując, iż wybór pracy jest uzasadniony dobrem dziecka, bo przecież musi ono "z czegoś żyć". To typowy przykład materialistycznej postawy, w której liczy się to co dziecko będzie posiadać i na jakim poziomie będzie żyć rodzina, a nie to co dziecko dostanie w wymiarze niematerialnym.



            • zlotarybka_1 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 12:43
              twojabogini napisała:
              > Artykuł na blogu (bo wpisy na blogu są artykułami) ma to do siebie, że nie jest
              > pisany językiem literackim, ani nawet "gazetowym". Czepianie się stylistyki w
              > odniesieniu do formy wypowiedzi, która z założenia jest astylistyczna jest bez
              > sensu.

              no ale skoro jest artykułem to chyba mam prawo "czepiać" się stylistyki?
              Oceniam ten artykuł bardzo nisko - z uwagi na styl właśnie oraz bardzo małą kreatywność w doborze tematyki.
              Autorka wątku oceniła go jako bardzo ciekawy - ja wyrażam swoją (przeciwną) opinię.
              • twojabogini Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 13:14
                zlotarybka_1 napisała:

                > no ale skoro jest artykułem to chyba mam prawo "czepiać" się stylistyki?
                > Oceniam ten artykuł bardzo nisko - z uwagi na styl właśnie oraz bardzo małą kre
                > atywność w doborze tematyki.
                > Autorka wątku oceniła go jako bardzo ciekawy - ja wyrażam swoją (przeciwną) opinie

                Prawo oczywiście masz. Tylko, ze to tak jakbyś czepiała się że bohaterowie reymonta mówią niepoprawnie.
                • zlotarybka_1 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 13:37
                  twojabogini napisała:
                  > Prawo oczywiście masz. Tylko, ze to tak jakbyś czepiała się że bohaterowie reym
                  > onta mówią niepoprawnie.

                  jeszcze raz: nie czepiam się, wyrażam opinię.
                  Co do Reymonta: mam w sobie na tyle pokory, że nie zdobyłabym się na negatywne opiniowanie bohaterów noblisty (literackiego).
    • rosapulchra-0 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:05
      Napisałam długi post na temat moich dzieci i.. skasowałam go, bo po przeczytaniu doszłam do wniosku, że jest zbyt osobisty na to forum.
      Potrafię przewidzieć niektóre reakcje moich dzieci na moje pewne działania. Wpajam im wartości, które uważam za ważne i potrzebne do życia, daję im bardzo dużo swobody, mamy z nimi dobry kontakt, ale myślę sobie, że w większości to nie moja, czy męża zasługa, ale właśnie naszych dzieci.
      • katus118 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:08
        Ja też wpoiłam swojemu dziecku pewne wartości.
        Jak każdy chyba.
        • rosapulchra-0 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:15
          Tak, tak.. znamy twoje wartości, zdążyłaś się już nimi pochwalić.
          • katus118 Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:18
            Nie mają one akurat absolutnie nic wspólnego s sąsiednim wątkiem, ale tutaj każdy wie lepiej za każdego.
        • nabakier Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 11:18
          Ale nie każdy wpaja tak podłe zasady, jak Ty. Miejmy nadzieje, że Twoje dzieci sie od tych "zasad" uwolnią.
    • aquuaa tendencyjne, zaczepne i bezrefleksyjne n/t 21.03.12, 11:37
      .
    • feniks_z_popiolu Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 13:08
      Im starsze dziecko tym trudniej je znaćsad. Przestaje być tylko pod wpływem rodziców, coraz bardziej identyfikuje się z rówieśnikami. Ma swoje sekrety.
    • echtom Re: Znać własne dziecko 21.03.12, 15:07
      Tekst słaby i złożony z samych frazesów. Co do tytułowego meritum - to zupełnie naturalny mechanizm, że chcemy dobrze myśleć o ludziach, których kochamy, i trudno nam przyjąć do wiadomości, że zrobili coś złego. Poza tym występki bliskich, nie tylko dzieci, bardzo naruszają nasze poczucie wartości.
Pełna wersja