Odebrałem dziś syna z trzydniowej wycieczki klasowej. Ledwie dzieciaki wysypały się z autokaru i przywitałem się z moim, wychowawczyni poprosiła mnie na stronę. Dowiedziałem się, że mój syn był „pomysłodawcą i inicjatorem” gry w rozbieranego pokera, że powinienem z nim porozmawiać i skąd on w ogóle ma takie pomysły. Trochę mnie przytkało, bo w pokera sam go nauczyłem grać, ale o rozbieraniu nie było mowy. W drodze do domu syn mi wytłumaczył, że zanim zaczęli pokera, włożyli na siebie wszystkie przywiezione ubrania, więc szczytem rozebrania było zdjęcie koszulki, kiedy pod spodem miało się jeszcze dwie, a moje dziecko – ogrywające wszystkich, a jakże

– do końca siedziało w kurtce. Tu już nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem. Reprymendy nie dostał, bo uznałem, że nie ma za co, poradziłem tylko, żeby z rozbieranym pokerem wstrzymał się do matury.
Ale pani wychowawczyni nie zauważyła czegoś, co ojcowskie oko wytropiło nawet pod fantazyjnie zawiązanym szalikiem. Dziecko przywiozło malinkę na szyi. W pierwszym odruchu miałem ochotę poklepać go po plecach z nieprzystojnym śmiechem, ale się powstrzymałem – nie chcę być takim ojcem, bo za 3 lata będę miał w domu garsonierę. Potem zacząłem się zastanawiać, czy to jednak nie za wcześnie (13 lat). Nie powiedziałem nic. Kiedy wróciliśmy do domu, poszedł się przebrać i wrócił w zapiętej pod brodę bluzie z wysokim kołnierzem. Opowiadał o wycieczce, co zwiedzali, co ciekawego mówili koledzy, kto z kim był w pokoju, że gadali pół nocy, że przekradli się do dziewczyn, ale za głośno się śmiali i nauczyciel ich nakrył itd. itd. Opowiadał dużo i szczegółowo, ale w tej kwestii – cicho-sza. Strój też wyraźnie wskazywał na to, że stara się, żebym nie zauważył. Albo nie chce ze mną o tym rozmawiać, albo się wstydzi. Tematu nie zacząłem, bo uznałem, że to w końcu jego intymna sprawa i nie musi chcieć się tym ze mną dzielić. Ale teraz się zastanawiam... Wcześniej to się nawet trochę martwiłem, że może ma zahamowania w stosunku do płci przeciwnej, bo po domu wciąż się kręciły jakieś dziewczęta-koleżanki, a on się tak niby przyjaźnił, przyjaźnił i nigdy nic. A tu taki numer. Nie chcę wchodzić z butami w tak osobiste sprawy, ale wolałbym wiedzieć, że wszystko OK. Może jednak powinienem zagadać? Co sądzicie?