modraszek63
18.07.12, 20:06
Piszę pod zmienionym nickiem. Od 10 lat pracuję w domu. Sama wychowuję dziecko. Początkowo wszystko było dobrze. W pracy muszę korzystać z internetu. Czułam się samotna (chyba) i chyba sobie za dużo przerw w pracy robiłam. W każdym razie ok. 4 lata temu nastąpił kryzys, straciłam najpierw 1 bardzo ważnego klienta, w sumie straciłam 5 klientów - w tym 3 dosyć ważnych. Strata polegała na tym, że po prostu przestałam od nich dostawać zlecenia, więc domyślam się, że widać nie byli z czegoś zadowoleni, a z czego to sobie sama mogę dopowiedzieć.
Kilka dni temu źle się obliczyłam czasowo (nie miało to bezpośrednio związku z netem) i spóźniłam się z oddaniem zlecenia dla mojego top klienta w tej chwili. Kiedy je kończyłam wiedziałam że jest późno i widać w pośpiechu przeoczyłam coś. Dzisiaj była reklamacja. Strasznie się zdenerwowałam. Zrobiłam ją superstarannie i chyba za starannie, bo za dużo mi to czasu zajęło. Potem zrobiłam kolejny błąd, bo zamiast zawiadomić, że już skończyłam, żę jadę i za 0,5 h im przekażę, po prostu pojechałam i zostawiłam na recepcji mówiąc dla kogo. Miałam pecha, bo recepcja im natychmiast tego nie przekazała, dopiero po ok. 0,5h. Napisałam maila do osoby kontaktowej w tej sprawie i nawet nie dostałam odpowiedzi, więc musi być nieziemska hryja.
Jestem załamana tak, że nie mogę się zebrać, żeby skończyć kolejne ważne i trudne zlecenie, które mam na jutro na 15.00.
nienawidzę siebie i nie mam z kim o tym porozmawiać. Chodziłam do psychologa(ów) i mówiłam mu o swoich problemach z organizacją pracy, ale nie dostałam żadnej konstruktywnej porady.
Osoby mające ochotę się powytrząsać nade mną proszę o powstrzymanie się od komentarzy, zresztą i tak nie zrobią na mnie wrażenia, niejednego tu się można naczytać.