Dodaj do ulubionych

uzależnienie / chyba straciłam robotę

18.07.12, 20:06
Piszę pod zmienionym nickiem. Od 10 lat pracuję w domu. Sama wychowuję dziecko. Początkowo wszystko było dobrze. W pracy muszę korzystać z internetu. Czułam się samotna (chyba) i chyba sobie za dużo przerw w pracy robiłam. W każdym razie ok. 4 lata temu nastąpił kryzys, straciłam najpierw 1 bardzo ważnego klienta, w sumie straciłam 5 klientów - w tym 3 dosyć ważnych. Strata polegała na tym, że po prostu przestałam od nich dostawać zlecenia, więc domyślam się, że widać nie byli z czegoś zadowoleni, a z czego to sobie sama mogę dopowiedzieć.
Kilka dni temu źle się obliczyłam czasowo (nie miało to bezpośrednio związku z netem) i spóźniłam się z oddaniem zlecenia dla mojego top klienta w tej chwili. Kiedy je kończyłam wiedziałam że jest późno i widać w pośpiechu przeoczyłam coś. Dzisiaj była reklamacja. Strasznie się zdenerwowałam. Zrobiłam ją superstarannie i chyba za starannie, bo za dużo mi to czasu zajęło. Potem zrobiłam kolejny błąd, bo zamiast zawiadomić, że już skończyłam, żę jadę i za 0,5 h im przekażę, po prostu pojechałam i zostawiłam na recepcji mówiąc dla kogo. Miałam pecha, bo recepcja im natychmiast tego nie przekazała, dopiero po ok. 0,5h. Napisałam maila do osoby kontaktowej w tej sprawie i nawet nie dostałam odpowiedzi, więc musi być nieziemska hryja.
Jestem załamana tak, że nie mogę się zebrać, żeby skończyć kolejne ważne i trudne zlecenie, które mam na jutro na 15.00.
nienawidzę siebie i nie mam z kim o tym porozmawiać. Chodziłam do psychologa(ów) i mówiłam mu o swoich problemach z organizacją pracy, ale nie dostałam żadnej konstruktywnej porady.
Osoby mające ochotę się powytrząsać nade mną proszę o powstrzymanie się od komentarzy, zresztą i tak nie zrobią na mnie wrażenia, niejednego tu się można naczytać.
Obserwuj wątek
    • wrednadziewucha Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 18.07.12, 20:32
      Czyli to uzależnienie to od sprawdzania kompulsywnie rzeczy w internecie?

      Może to jakiś problem ze skupieniem uwagi? Ja mam podobnie, nie mogę się za nic zabrać pracując przy komputerze zanim nie posprawdzam paru stronek. W czasie pracy też tak mam, że często robię przerwy, w efekcie siadam do roboty po południu, a kończę w nocy. Z tym że ja nie mam domu i dziecka na głowie, nie zarabiam w ten sposób na zycie tylko czasami biorę zlecenia (jestem na etapie obierania drogi życiowej)...

      Moi znajomi i rodzina śmieją się że to niezdiagnozowane ADHD. Ja tam się nie znam na tym, ale wiedz, że dużo jest ludzi z takim problemem. Co poradzić? Może spróbuj być przede wszystkim uczciwa wobec samej siebie. Umów się ze sobą na cos: np. póki nie skończę tego fragmentu to nie sprawdzę fejsa/pudelka/poczty/wiadomości. Albo: wstaję o 7, ogarniam chałupę i dziecko i od 11 do 15 siedzę i ryję robotę (z przerwą na jedzenie). Nagradzaj się i rozmawiaj ze sobą. Uporządkuj siebie i znajdź jakieś hobby, żebyś miała jeszcze mniej czasu do marnowania. Jak powiesz sobie ze godzinę dziennie przeznaczasz na hobby, to od razu mniej czasu masz na głupoty i wiekszą mobilizację do pracy, bo bardziej Ci się koło dupy pali. Ot, takie małe rady.

      Trzymaj się mocno i pomóż sobie sama-bo Ty znasz siebie najlepiej. Myśl pozytywnie, na pewno Ci ciężko bo sytuacja odbije się na Twoich finansasch, ale jak dojdziesz do łądu ze swoim stylem pracy, to na pewno się odkujesz, tak się nastaw!
    • notting_hill Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 19.07.12, 11:25
      To raczej nie uzależnienie a prokrastynacja.
      Przeczytaj jakiś dobry poradnik, np. "Eat That Frog" Briana Tracy, pogooglaj jakieś angielskojęzyczne strony i zacznij nad tym pracować.
      Musiałabyś trafić na jakiegoś naprawdę dobrego psychologa behawioralno- poznawczego, żeby Ci skutecznie pomógł.
    • bella_roza Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 19.07.12, 12:16
      masz bardzo trudną sytuację. żeby pracować w domu, bez szefa stojącego nad głową trzeba mieć mnóstwo samodyscypliny. a co do uzależnienia od netu, na pewno niejedna ematka tutaj ma co najmniej początki. ze swojej strony moge polecić robienie na każdy dzień list rzeczy do załatwienia, nawet najmniejszych dupereli żeby o niczym nie zapomnieć. jeśli dasz radę to wyznacz sobie okresy pracy bez korzystania z internetu, sprawdzania poczty - to b. rozprasza. terapeutów uzależnienia od netu chyba jeszcze w PL nie ma, mechanizm co prawda jest podobny jak przy innych uzależnieniach. musisz sobie odpowiedzieć na pytanie co Cię w tym tak wciąga, jakie potrzeby Ci zaspokaja. może dobry terapeuta "zwykły" da radę. powodzenia!
    • asia_i_p Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 19.07.12, 12:56
      Poczekaj, może nie jest tak źle. Nie musi być chryi, wystarczy, że ta osoba nie ma dostępu do Internetu/ nie ma czasu pisać.
      Tu już nic nie zrobisz. Włącz sobie opcję Scarlett "pomyślę o tym później". I bierz się za to ostatnie zlecenie. Jeśli je skończysz na czas, utrzymasz klienta i poprawisz sobie samopoczucie. Powiedz sobie ostro, że nie myślisz, co było do jutra do 15-tej, tylko robisz to zlecenie, które zrobione musi być. Jak masz bujną wyobraźnię, wmów sobie, że to twój pierwszy klient, sama sobie otwórz czystą kartę.

      Co to za robota? Jesteś tłumaczem? Projektantem?

      I kup sobie "7 nawyków skutecznego działania" Coveya, albo "Najpierw rzeczy najważniejsze" - bardzo pomaga na organizację czasu, bardzo mądry facet.
    • analist73 Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 19.07.12, 13:37
      Mnóstwo projektów ma opóźnienie, nawet jeśli była chryja, zwłaszcza jak nie jest nagminne to pewnie wszystko się uspokoi. A teraz zabieraj się za drugi projekt.
    • fragile_f Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 19.07.12, 19:43
      modraszek63 napisała:

      > Piszę pod zmienionym nickiem. Od 10 lat pracuję w domu. Sama wychowuję dziecko.
      > Początkowo wszystko było dobrze. W pracy muszę korzystać z internetu. Czułam s
      > ię samotna (chyba) i chyba sobie za dużo przerw w pracy robiłam. W każdym razie
      > ok. 4 lata temu nastąpił kryzys, straciłam najpierw 1 bardzo ważnego klienta,
      > w sumie straciłam 5 klientów - w tym 3 dosyć ważnych. Strata polegała na tym, ż
      > e po prostu przestałam od nich dostawać zlecenia, więc domyślam się, że widać n
      > ie byli z czegoś zadowoleni, a z czego to sobie sama mogę dopowiedzieć.

      Mam taka sama sytuacje - z 3-4 stalych klientow zrobil sie jeden, ktory tez sie powoli wycofuje. Tez pracuje (a raczej pracowalam, bo teraz zmienilam branze i przenioslam sie do biura) z domu. Nie biore tego do siebie, czasami zmienia sie w firmie osoba na stanowisku nadzorujacym Twoja prace i chce zatrudnic jakiegos znajomego. Albo nie maja na Ciebie juz kasy i szukaja kogos tanszego, studenta czy cos. W moim przypadku ostatni klient po prostu zatrudnil kogos na etat i nie jestem juz potrzebna (zwlaszcza, ze etatowy pracownik ma duzo szerszy zakres obowiazkow. To wcale nie musi byc Twoja wina.


      > Kilka dni temu źle się obliczyłam czasowo (nie miało to bezpośrednio związku z
      > netem) i spóźniłam się z oddaniem zlecenia dla mojego top klienta w tej chwili.
      > Kiedy je kończyłam wiedziałam że jest późno i widać w pośpiechu przeoczyłam co
      > ś. Dzisiaj była reklamacja. Strasznie się zdenerwowałam. Zrobiłam ją superstara
      > nnie i chyba za starannie, bo za dużo mi to czasu zajęło. Potem zrobiłam kolejn
      > y błąd, bo zamiast zawiadomić, że już skończyłam, żę jadę i za 0,5 h im przekaż
      > ę, po prostu pojechałam i zostawiłam na recepcji mówiąc dla kogo. Miałam pecha,
      > bo recepcja im natychmiast tego nie przekazała, dopiero po ok. 0,5h. Napisałam
      > maila do osoby kontaktowej w tej sprawie i nawet nie dostałam odpowiedzi, więc
      > musi być nieziemska hryja.

      Pol godziny nie znaczy absolutnie nic. Tyle to mogla ta osoba nawet na kibelku spedzic albo jesc obiad wink

      > Jestem załamana tak, że nie mogę się zebrać, żeby skończyć kolejne ważne i trud
      > ne zlecenie, które mam na jutro na 15.00.
      > nienawidzę siebie i nie mam z kim o tym porozmawiać. Chodziłam do psychologa(ów
      > ) i mówiłam mu o swoich problemach z organizacją pracy, ale nie dostałam żadnej
      > konstruktywnej porady.
      > Osoby mające ochotę się powytrząsać nade mną proszę o powstrzymanie się od kome
      > ntarzy, zresztą i tak nie zrobią na mnie wrażenia, niejednego tu się można nacz
      > ytać.


      Mam wrazenie, ze bardzo przejmujesz sie swoja praca. I nie dziwie sie, to wazny element zycia. Powiem Ci jedno - twoje polgodzinne spoznienia nie znacza absolutnie nic dla pracownikow etatowych. Oni siedza w pracy 10-18 i te trzydziesci minut nie robi im naprawde zadnej roznicy. Serio smile

      Co do internetu - tez mialam z tym problem, potrafilam pol dnia przebimbac. Rada jest prosta - popros kogos, kto sie na tym zna, zeby zablokowal Ci na komputerze allegro (ebay, amazon, forum - cokolwiek, co zzera Ci tyle czasu) w godzinach 10-18. Tak, zebys nie znala hasla etc.
      • peggy1 Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 19.07.12, 21:18
        "Pol godziny nie znaczy absolutnie nic. Tyle to mogla ta osoba nawet na kibelku spedzic albo jesc obiad wink"


        Mogła tez pół godziny siedzieć, czekać i wkurzać się i szukać nowego podwykonawcy który nie bedzie się spóźniał. Mógł też nad tą osobą ktoś stać i truć, dlaczego zlecenia jeszcze zrobionego nie ma....


        "Mam wrazenie, ze bardzo przejmujesz sie swoja praca. I nie dziwie sie, to wazny element zycia. Powiem Ci jedno - twoje polgodzinne spoznienia nie znacza absolutnie nic dla pracownikow etatowych. Oni siedza w pracy 10-18 i te trzydziesci minut nie robi im naprawde zadnej roznicy. Serio smile"


        Masz jak dla mnie dziwne podejście. Dla mnie każde 30 minut mojej etatowej pracy jest bardzo cenne. Mam ją zaplanowaną i bardzo nie lubie jak ktoś sie spóźnia... Lubie jak ktos sie ze mna umawia np na godzinę 16:00 bo dokonczenie czegostam zajmuje mi godzinę (ja wychodzę o 17:00 bo do 18:00 mam swietlice a dojazd po syna zajmuje mi niecala godzine wiec terminarz napiety). No i załóżmy że laska się pol godziny spóźnia, pół godziny leży to coś na recepcji - przychodzi 17:00 a przede mna godzina nadprogramowej pracy na juz na która ja juz czasu nie mam. Ja upierdliwa jestem i bym dzwonila jak kot z pecherzem co minute jakby mi zalezalo.

        A potem tłumaczenie samemu sobie dlaczego firma podwykonawcow zmienia ....
    • kosc_ksiezyca Re: uzależnienie / chyba straciłam robotę 19.07.12, 20:57
      Znam to. Piąty rok pracuję w domu, acz nie do końca bez nadzoru, zazwyczaj muszę coś zrobić "na teraz", ale często zdarza się, że przesuwam wszystko na ostatnią chwilę. Albo i poza nią smile

      Największy sajgon jest, kiedy przychodzą sesje (dwie dzienne), wesoło było w czasie, kiedy musiałam napisać i obronić pracę mgr, zaliczyć ostatni rok na pierwszych studiach i jeszcze przygotować się do egzaminu wstępnego na studia doktoranckie. Spięłam dupę i jakoś poszło, ale faktycznie było tak, że wstawałam o 7. i pisałam, pisałam, pisałam (no ibiblioteka, czytanie + inne), czasem się odmóżdżając, ale miałam jakiś tam wewnętrzny imperatyw, że trzeba zrobić i choćby uj na uju, jak mawiał mój kochany dziadek, zrobić to trzeba.

      Z tym, że sytuacja, w której ja mam nóż na gardle, jest już sytuacją niepożądaną i należy jej unikać. Tylko jak? Pracuję na tym, staram się. Zapisuję w kalendarzu, chcę się wywiązywać, odznaczam zrobione i cieszy mnie, kiedy coś się udało zrobić. Może od tego warto zacząć?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka