Dodaj do ulubionych

jak się skończyła historia tych rodziców,

15.08.12, 23:42
którzy zostawili dziecko na lotnisku?
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 08:35
      Rozeszło się po kościach...
      • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 08:36
        Tez sie ostatnio nad tym zastanawialam.
      • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 10:01
        Wątpię Kropko. Tobie by dyndało gdyby na Ciebie i Twoją rodzinę ktoś zrobił medialną nagonkę?
        Gdybyś była wyzywane przez obcych ludzi w necie od wyrodnych matek z powodu jednego, nie tragicznego w skutkach ani też nie bardzo poważnego zaniedbania? Gdyby Cię opluwali w necie, w telewizji, gdyby osoby medialne (np. Owsiak) jeździły po Tobie jak po łysej kobyle?
        Ta cała medialna nagonka zrobiła dużo dużo złego, zarówno w odniesieniu do tych nieszczęsnych rodziców, jak i do starszego dziecka.
        Ja po czymś takim leczyłabym się chyba psychiatrycznie jakiś czas, nie zdziwiłabym się gdyby tamta matka też nie wylądowała u psychiatry z silną nerwicą sad
        Te osoby są z małej miejscowości.
        • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 10:10
          O ile wiem to nazwiska i twarzy nie pokazano, ale ja Faktu nie czytam. Rozeszło się po kościach, czyli rodzice nie poniosą żadnej konsekwencji. Nadal uważam, ze źle wybrali, ale to już pewnie sami wiedzą. Mogę im tylko życzyć aby nigdy więcej nie byli w takiej sytuacji i aby dzieciom takich sytuacji nie gotowali.
          • kolteta Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 11:00
            Nie wiem jak w Fakcie, ale w Faktach TVNu pokazali dom dziadków dziecka i wypowiedzi ludzi z miejscowości, z której pochodzą.
            • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 11:48
              Nie oglądam TVN. Przesadzili.
            • to_ja_tola Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:08
              kolteta napisała:

              > Nie wiem jak w Fakcie, ale w Faktach TVNu pokazali dom dziadków dziecka i wypow
              > iedzi ludzi z miejscowości, z której pochodzą.

              j...ny tefałen....
          • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 11:38
            Miejscowość z której pochodzili ujawnili, to mała miejscowość, około 4000 ludności, myślisz, że nikt nie skojarzył, że to oni? W telewizji pokazywali też dom dziadka.
            Po co to komu? Po co? Aby pognębić tę rodzinę?
            • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 11:50
              Tu się zgadzam. Niepotrzebnie podano te dane i pokazywano dom.
        • deelandra Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 10:55
          gazeta a dobrze im tak, dziecka się nie zostawia jak psa, bo to jest najzwyklejsza w świecie podłość i tyle
          moja osobista opinia jest taka, że "rodzice" powinni dostać po uszach (jakkolwiek bym nie była wyrodną matką, co widać w sygnaturce, to bym tak nie postąpiła, moje twarde, jak kamień serce by prędzej pękło), a służby po odpowiednim sklepaniu uszu powinny wrócić solidniej do swoich zajęć, by bronić dzieci naprawdę krzywdzonych (takich jest mnóstwo), na podłość niestety paragrafu nie ma
          • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 16:34
            Oni dziecka nie zostawili w lesie jak "osoby" które na wakacje pozbywają się psów (skoro do tego nawiązujesz) tylko pod opieką bliskiej znanej dziecku z rodziny osoby - dziadka.
            • deelandra Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 16:48
              a ja widzę sporo podobieństw i tak
    • irima2 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 09:32
      Wiem tylko, że skrócili pobyt i wrócili po tygodniu a nie dwóch.
      • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 10:04
        I tłuszcza miała radochę, że zepsuli im i ich dziecku (tak, 6-latek to też dziecko i pewnie na nim też się odbije ta medialna nagonka) wakacyjny wyjazd.
        A przypominam koniec końców rozbiło się o cztery minuty podczas których dziecko było pod opieką personelu.
        • thorgalla Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 10:50
          >>cztery minuty
          Tylko 4? Jakiś czas pisałeś o 12.
          Za parę tygodni będą to tylko sekundy?
          • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 11:42
            Thorgalla, na samym początku afery było mówione o pół godziny, w ramach nakręcania się afery i sprawdzania szczegółów dziwny trafem czas się kurczył.
            Potem było:

            -20 minut
            -15 minut
            -10 minut (niecałe)

            Ostatecznie wyszło, że pomiędzy zostawianiem u personelu a przybyciem opiekunów były całe cztery minuty.
            Ale tłuszcza wyszumiała się na samym początku, jakoś pod koniec gdy okazało się że chodziło o ledwie cztery minuty, nawet największe pieniaczki z wątków nabrały wody w dziób.
        • deelandra Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 10:57
          > I tłuszcza miała radochę, że zepsuli im i ich dziecku (tak, 6-latek to też dzie
          > cko i pewnie na nim też się odbije ta medialna nagonka) wakacyjny wyjazd.
          nie sześciolatek a 9 latek
          > A przypominam koniec końców rozbiło się o cztery minuty podczas których
          > dziecko było pod opieką personelu
          nie 4 minuty, tylko 20 minut, po ktorych to pojawiła się policja, a nie opiekun, im dalej w las tym więcej przekręcania tongue_out, opiekun był po niespełna pół godzinie
          • mamaemmy Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 16.08.12, 16:48
            daliby im spokoj i wsadzili Kasiunie W tam gdzie jej miejsce.
          • woman_in_love szczerze mam nadzieję, że ktoś zajmię sie twoimi 18.08.12, 12:35
            metodami wychowawczymi - teściowa, sąsiedzi itp. i kiedyś (tylko dlatego że coś nie będzie się im podobało) skieruje również sprawę do prokuratora i gazet
            • deelandra Re: szczerze mam nadzieję, że ktoś zajmię sie two 20.08.12, 08:42
              nie mogę się doczekać tongue_out
    • myszmusia Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 12:24
      www.tvn24.pl/matka-mai-zostawionej-na-lotnisku-byla-bezpieczna-w-kazdej-sekundzie-zrobilabym-to-samo,271579,s.html
      • ciastolina84 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 12:38
        myszmusia napisała:

        > www.tvn24.pl/matka-mai-zostawionej-na-lotnisku-byla-bezpieczna-w-kazdej-sekundzie-zrobilabym-to-samo,271579,s.html

        Przeczytałam sobie ten artykuł i obejrzałam film i jestem zbulwersowana faktem iż nie ma tu słowa o ojcu dziecka tylko cała wina spada na matkę. Czemu o nim nikt się nie wypowie jako o wyrodnym ojcu co zostawił dziecko na lotnisku? chyba tak samo decydował jak ona że zostawiają dziecko i lecą na wakacje?
        • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 12:42
          Dokładnie, ojcowie to takie misie co z dzieckiem tylko geny mają wspólne.
    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 12:50
      Zrobiono z duzej chmury mały deszcz.
      Histeryczna reakcja ematek dobitnie pokazała, jak lud daje sie manipulowac mediom.
      Matka ma racje- wybrala mniejsze zlo i nie powinna miec sobie nic do zarzucenia,.
      • aurita Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 15:28
        lola211 napisała:

        > Zrobiono z duzej chmury mały deszcz.


        No ja bylam akurat na wakacjach i nie sledzilam calej sprawy ale przedstawione to bylo jako "porzucona jak pies dwulatka", z materialu wyglada, ze nie byla porzucona.
        No coz , radio ma ryja a telewizja klamie...

      • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 22:21
        A Ty Lola nadal swoje.
        Jak pamiętam z wątku na temat, większość pisała, że nie ma znaczenia czas, na jaki dziecko zostało pod opieką pań na lotnisku, tylko fakt takiego, a nie innego wyboru. Jakie to uleganie manipulacji? Zmienia się tylko to, że teraz wiadomo, ile czasu trwało 'przechwycenie' dziecka. Fakt zostawienia - a to jest krytykowane - zmianie NIE ulega.
        • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 11:13
          Owszem, dalej swoje, bo od poczatku pisalam, ze to sztucznie nakrecona afera.
          Czas jest wazny, nawet najwazniejszy, bo pisano ze to dziecko zostalo bez wlasciwej opieki, zdane na pastwe losu.Ze pracownice lotniska zostały zaskoczone i odbylo sie to bez ich zgody.I mase jeszcze innych farmazonów na poparcie tezy, ze rodzice to bezduszni debile.
          A okazuje sie,jak zwykle,ze media rozdmuchały cała sprawe i podawany falszywe dane.
          Bywaja sytuacje, gdy dziecko sie zostawia pod opieka innych osob niz rodzice i ta sytuacja jest jedna z nich.
          • iwles Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 11:22

            no ale przeciez przyznalas, że ty jako osoba dorosla, nie chciaabys sie znaleźć w sytuacji takiej, jak to dziecko, prawda? Więc o co ci chodzi? ano o to caly czas, że każdym wpisem probujesz udowodnić swoja teorię, że dwulatek ma uczucia i emocje na poziomie reklamowki. Zgadłam ?
            • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:07
              Dwulatek z pewnoscia nie mysli jak dorosły,a takie snuto wizje.Wyobraznia pracowała, ze hej.
              Nikt zapewne nie chcialby sie znalezc w takiej sytuacji, no ale co z tego? Skoro sie znalazł, to trzeba znalezc optymalne wyjscie.I znaleziono.
              • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:21
                Zapewne młoda miała i przelot za darmo i miejsce w hotelu taniej lub tez za darmo. Wybrali optymalnie finansowo wyjście aby nie robić strat. Nie dziwne, ze ma się skojarzenie, ze potraktowali dziecko jak niewygodny nadbagaż, który kosztuje. Gdyby rodzice pomyśleli o czymś więcej niż tylko o finansach zrobili by inaczej. I tak, dzieci to obciążenie i zawsze trzeba się liczyć, ze w ostatniej chwili trzeba będzie zmienić plany. Takie życie. I o ile, nie popieram łażenia TVN za nimi i jakiś durnych wywiadów, to decyzja moralnie niska.
                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:28

                  Czy gdyby lecieli we trójke,zostawiajac dziecko z dziadkiem, by nie tachac go ze soba, to tez rozumiem byłoby zle?No bo jak mozna bez dziecka w ogole sie gdzies ruszyc? Jak mozna chciec pobyczyc sie na plazy bez 2 latka? Ano mozna.I wielu rodzicow tak robi.
                  To dziecko nie zostało porzucone, mialo zapdewniona opieke tylko i wyłacznie medialna histeria doprowadziła do uznania tej sytuacji za nadzwyczajna.
                  • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:34
                    Lola, myśląca kobieta z Ciebie, a głupoty piszesz, że aż zęby bolą.
                    Jak nie widzisz różnicy między 'jedziemy na wakacje' w ostatniej chwili zmienione na 'ty nie jedziesz', a OD POCZĄTKU konkretnym planem, to naprawdę nie ma o czym rozmawiać.
                    Zostaw tak kiedyś córkę - w końcu to nie problem. A potem opisz jej reakcję.
                    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:37
                      To 2 latek,nie zapominaj.Dla niego cos takiego jak wakacyjne plany to mgliste pojecie.
                      • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:39
                        Owszem, wakacyjne plany to mgliste pojęcie.
                        Ale wyjazd z rodzicami, w ostatniej chwili zamieniony na czas jakiś (na początku nie wiadomo jaki, a dla dziecka czas to mgliste pojęcie) na pobyt z obcą panią to faktyczne emocje. Lajcik zapewne.
                        • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:51
                          Takie same, jak np zostawienie na chwile w szpitalu.Albo w kazdym innym nieznanym miejscu.2 latki doswiadczaja takich sytuacji niekoniecznie na lotnisku.
                          • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:06
                            I Ty mi mówisz o nieadekwatności porównań? Widząc analogię między zostawieniem w szpitalu (gdzie generalnie rodzic z dzieckiem zostać może i w 99% przypadków zostaje), a wyjazdem na wakacje?
                            • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:14
                              Ja sie pytam-czym sie roznia te sytuacje z punktu widzenia dziecka?
                              99% rodziców lecacych na wakacje nie zostawi na lotnisku dziecka, bo moga je zabrac ze soba.Pytanie-co w przypadku tego 1%?
                              • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 15:27
                                Poważnie trzeba Ci wyjaśniać różnicę między wakacjami i szpitalem?
                                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 16:47
                                  Czyli jak twierdzilam- najwazniejsze w tym wszystkim nie dziecko tylko wakacje wlasnie..
                                  • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 16:58
                                    Dla tych rodziców - dokładnie tak.
                                    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:14
                                      Dla was,dla was.
                                      Gdyby dziecko nie bylo dla nich wazne, z góry by go nie brali. Bo to jednakl balast -ani czlowiek dobrze nie odpocznie ani sie nie pobawi.
                                      • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:20
                                        Dla was - tzn. dla kogo? Ja się tutaj w swoim imieniu wypowiadam jedynie.
                                        I widzę różnicę między szpitalem - sprawą zazwyczaj nagłą, nieplanowaną i nieprzyjemną, ale przymusową, a wakacjami, które się planuje itd, a elementem planowanie jest m.in. sprawdzenie ważności dokumentów.
                                        W temacie wakacji z dzieckiem - cóż, dla mnie moje własne dziecko balastem nie jest. Dla tych rodziców chyba też nie było, skoro plan był taki, żeby je zabrać. Ale dali ciała, a zapłaciło dziecko. Kropka.
                                        • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:39
                                          Dla frakcji oburzonych i potepiajacych decyzje rodziców.
                                          Dla dziecka naprawde nie ma roznicy czy sie je zostawilo na te kilka minut na lotnisku czy w innym miejscu-a przeciez domniemana trauma dziecka byla koronnym argumentem.
                                          Dziecku nic sie nie stało,fakt- nie zaznalo przyjemnosci wakacji, no ale celowo tego nie zrobili.
                                          • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 22:50
                                            a skąd wiesz, ze nic sie nie stało? bo nie ma ran cielesnych? przerażasz mnie totalnie kobieto. dla Ciebie dziecko to taka kłoda drewna, na ktorej jedyne ślady to mogą być co najwyżej fizyczne. i ta twoja arogancja - DZIECKU NIC SIE NIE STAŁO. normalnie zrobiłas pogłebione badania psychologiczne tej dziewczynki i jeszcze zajrzałas jej w przyszłośc. jestes totalną analfabetką emocjonalną i zamiast się doedukowac, jestes z tego dumna.
                                            • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 23:19
                                              claudel6 napisała:
                                              > a skąd wiesz, ze nic sie nie stało? bo nie ma ran cielesnych? przerażasz mnie t
                                              > otalnie kobieto. dla Ciebie dziecko to taka kłoda drewna, na ktorej jedyne ślad
                                              > y to mogą być co najwyżej fizyczne. i ta twoja arogancja - DZIECKU NIC SIE NIE
                                              > STAŁO

                                              A skąd wiesz, że dziecku cokolwiek się stało? No skąd? Przeprowadziłaś telepatycznie 'pogłębione badania psychologiczne'? To jest dopiero arogancja!!
                                              • iwles Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 11:07

                                                chodzi o to, że została stworzona sytuacja, że dziecku mogło się coś stać. I sytuację tę stworzyli dziecku sami rodzice (a zadaniem rodziców wydawało mi sie, jest chronić dziecko nie specjalnie narażać). W dodatku bez możliwości sprawdzenia, czy z dzieckiem jednak wszystko w porządku (przynajmniej do czasu wylądowania na miejscu, a to kilka godzin).
                                                • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 13:04
                                                  > chodzi o to, że została stworzona sytuacja, że dziecku mogło się coś sta
                                                  > ć.

                                                  Co takiego mogło się stać dziecku w tej konkretnej sytuacji? Mogło zostać zgwałcone przez pracownicę lotniska czy zjedzone z frytkami przez bagażowego?

                                                  > W dodatku bez możliwości s
                                                  > prawdzenia, czy z dzieckiem jednak wszystko w porządku (przynajmniej do czasu w
                                                  > ylądowania na miejscu, a to kilka godzin).

                                                  Wiedzieli, że dziecko jest ze swoją opiekunką jeszcze przed wylotem, więc nie dorabiaj faktów.
                                                  To nie była historia jak ta, gdzie ojciec zostawił chyba rocznego maluszka samiutkiego w mieszkaniu, bo się spieszył na pociąg, a opiekunka zaspała i dopiero miała dojechać. Niestety, nie dojechała, bo miała po drodze wypadek. Dzieciak całą dobę był sam.
                  • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:34
                    Nie, nie było by źle. Bo to oznacza, ze zatroszczyli się o własne "szczenię", a nie na łapu capu zostawili nie dopilnowawszy wcześniej formalności.

                    Tak samo jak nie popieram podrzucania dziadków do szpitala aby pojechać na wakacje. Rozumiem, ze można być zmęczonym opieką. Zawsze można się zatroszczyć o dom starców dla niedołężnego członka rodziny.
                    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:42
                      To łapu capu wynikalo z sytuacji.Zapewne,gdyby starczyło czasu, odstawiliby to dziecko sami.
                      Mnie tez zdarzalo sie na cito szukac opieki do dziecka, bo mi nagle cos waznego wyskakiwalo.Nie kazdy zyje w trybie przewidywalnym na 100%.
                      • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:49
                        Tak dana chwila wymagała szybkiej decyzji. Co nie znaczy, ze każda decyzja w sytuacji jest dobra.

                        Należysz do bytów na tym forum, które nie raz i nie dwa udowodniły, ze liczy się tylko moje dobro i w danej chwili można złamać przepisy, naciągnąć jak żyłkę bezpieczeństwo i tak dalej. Nie dziwię się, ze nie rozumiesz.
                        • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:34
                          No wlasnie rozumiem -rodziców, ktorzy znalezli sie w trudnej sytuacji.
                          • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:01
                            No ok, ja też rozumiem, że sytuacja niefajna i nie zazdroszczę. Tyle. Potem widzę tylko dorosłych ludzi, którzy postanowili pozbyć się balastu. No jak rany, dorosłość i bycie rodzicem jednak do czegoś zobowiązuje. Pewnie bardziej zatroszczyłabyś się o swojego psa niż oni o dziecko. Chyba, ze się mylę i zostawiasz psa byle komu na lotnisku... Nie, prawda? Szukasz mu opieki wcześniej pewnie.
                            • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:44
                              Oni tez tej opieki szukali.I znalezli.Nie zostawili tego dziecka na srodku płyty, tylko zapewnili dozór dorosłych, upewniajac sie jak sie okazuje, ze opiekun je odebrał.
                              • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:47
                                Zostawiłabyś psa tak jak oni obcym ludziom na x minut?
                                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:05
                                  Owszem.Ostatnio pojechalam na cmentarz z psem w samochodzie.Zostawiłam sunie pod opieka ochroniarza na czas odwiedzenia grobu.Calkiem obcemu facetowi, zatrudnionemu w tym przybytku.
                                  Przezyli- i on i pies.
                                  • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:08
                                    To w sumie dobrze, ze nie traktujesz lepiej psa niż dziecko big_grin
                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:33
                  A moze nie mysleli tylko o finansach? Moze mysleli takze o drugim dziecku?A moze boja sie latac sami opcja przelotu solo nie wchodzila w gre?
                  Musili na pewno znalezc na szybko plan awaryjny.I znalezli.
                  Zamiast odstawiac jakies szopki z kombinowaniem wylotu na raty podjeli decyzje, ze poleca razem, a dziecko zostanie w kraju z dziadkiem.Nie potwierdziły sie doniesienia o długotrwałym porzuceniu, o niebezpieczenstwie czyhajacym na to biedne malenstwo.A to przeciez było kluczowym argumentem.Oraz straszna ponoc trauma,bo rodzice znikneli dziecku z oczu.
                  • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:36
                    Drugie dziecko mogło polecieć z jednym rodzicem.
                    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:34
                      Byc moze nie mogło-z powodów, ktorych nie znasz.
                      • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:02
                        A to ciekawa teoria. Rozwiń.
                        • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:46
                          Wystarczy,ze np jedno z nich jest na cos chore,np.ma padaczke.Czy to mozna wykluczyc? Nie.
                          • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:50
                            To czemu matka o tym w wywiadzie nie wspomniała? Taka wstydliwa jest? Wiesz, ze dziecko tez mogło dostać napad padaczki. Moja córka pierwszy dostała zupełnie niespodziewanie. Co by wtedy ci rodzice już w samolocie zrobili?
                            • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:16
                              kropkacom napisała:

                              > To czemu matka o tym w wywiadzie nie wspomniała? Taka wstydliwa jest?

                              No sorry, ale szlag mnie właśnie trafił. Dobrze się czujesz czy upały Ci dokuczają? Co Cię do k..wy nędzy obchodzi czyjeś prywatne życie i jego prywatne decyzje, że tak debilne pytania zadajesz?
                              • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:20
                                Sorki, rzucaj się dalej. Dyskutuje z lolą. Nie z tobą. Miłego dnia.
                            • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:28
                              Po pierwsze- tyle wiemy,ile przedstawia media.A one co na tym przykladzier widac czesto po prostu kłamia.Po drugie- skad pomysl,ze musza sie publicznie spowiadac?
                              • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:32
                                Ale wiesz, ze ta pani udzieliła wywiadu.
                                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:41
                                  Co nie znaczy,ze musi wszystko wywlekac.
                                  • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:49
                                    No oczywiście, ze nie. Mogła nawet wywiadu nie udzielać. Czyli teraz obstajesz, ze tam jakaś tajemnica jest skoro oboje polecieli?
                                    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:54
                                      Nic nie obstawiam, bo nie rozmawialam z tymi rodzicami.
                                      Przedstawilam tylko mozliwy scenariusz, jeden z wielu,tak samo prawdopodobny.
                                      Ferowanie wyroków na podstawie info z mediów wlasnie tak sie konczy jak w tej sprawie- podano wiele nieprawdziwych faktow, ematki dorobiły do tego swoja ideologie i afera gotowa.
                                      A prawda okazala sie jak zwykle duzo bardzej prozaiczna i pozbawiona tego dramatyzmu,ktory dawal forumkom oręż.
                                      • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 19:07
                                        No ale ta pani była w mediach. Nie był to aktor. Powiedziała, że gdyby sytuacja się powtórzyła zrobiła by to samo. Zostawiłaby dziecko pod opieką obcych osób, których dziecko nie znają. Zresztą zostawmy panią, dziwi mnie, ze nadal twierdzisz, ze dzieckiem do x lat nie trzeba się specjalnie przejmować, bo jak coś w ogóle czuje to na bank nie zapamięta. Trochę szokujące.
                                        • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 19:18
                                          Tyle szokujace, co nieprawdziwe.Interpretujesz na swoj sposób.Nigdzie nie napisalam,ze nie nalezy sie przejmowac.Bo tak nie mysle.Napisalam, ze 2 letnie dziecko odbiera inaczej swiat niz starsi,ze przesada jest snucie wizji o rozgoryczeniu dziecka na skutek zmiany planów.Dla 2 latka wakacje w Grecji to abstrakcja i nie jest w stanie czuc rozczarowania, ze tam nie polecial.A takie teorie przeciez tu krążyły.
                                          Uwazam,ze chocby dlatego rodzice zdecydowali sie na takie rozwiazanie, bo gdyby dziecko było starsze i bardziej kumate, duzo gorzej by te sytuacje zniosło.
                                          • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 19:38
                                            Dwuletnie dziecko dobrze rozumie, ze plany się zmieniają. Owszem, może dojrzalsza scenę zrobiłoby dziecko starsze. Jednak przestaje rozumieć o co ci chodzi. Przecież sama napisałaś, ze podjęli taką decyzję bo to mały grzdyl, a nie starsze dziecko. To w końcu jak? Dwulatka można przestawiać jak mebel i zostawiać Bóg wie z kim?
                                          • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 20:15
                                            Otóż to, dwulatek oczywiście jest człowiekiem (bo zaraz pewnie pojawią się teorie, że ci co bronią rodziców uważają, że dwulatek nie jest człowiekiem albo porównania do Holocaustu i traumy dzieci podczas II wojny światowej), ale jest jeszcze dość bezrozumny.
                                            • zuwka Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:45
                                              i nie kuma, że mamusia robi "papa", my se jedziemy a po ciebie przyjdzie ktoś inny? no bez jaj
                                        • araceli Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:10
                                          kropkacom napisała:
                                          > Zostawiłaby dziecko pod opieką obcych osób,
                                          > których dziecko nie znają.

                                          To ja proponuję zlinczować wszystkich rodziców, którzy zostawiają dzieci na placach zabaw w Ikei czy marketach. Skandal, bo przecież pod opieką OBCYCH ludzi! Albo pierwszego dnia w żłobku. Albo jak pielęgniarka zabiera je na badanie. Lincz!!

                                          IMO histeria w tym temacie jest totalnie bezsensowna. Dziecko zostało pod opieką obcej osoby na 4 minuty a rodzice przed wylotem wiedzieli już, że jedna z osób, które jechały na lotnisko jest już na miejscu.
                                          • gazeta_mi_placi Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:17
                                            Nie mówiąc o matkach które będąc same z dzieckiem w domu idą do toalety na grubszą sprawę, a nie daj Bóg mają skłonność do zatwardzeń. Dziecko nawet całe 5 minut może być kompletnie bez opieki.
                                          • kropkacom Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:20
                                            Dobrze, ale te osoby (w tych kącikach, żłobkach) są gotowe do opieki nad dziećmi, to jest ich jedyne zajedzie i one biorą całkowitą odpowiedzialność za dziecko w tym czasie.
                                            • kropkacom Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:21
                                              Jedyne zajęcie - miało być.
                                            • gazeta_mi_placi Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:26
                                              W jakimś wątku o wizytach u ginekologa lub innego lekarza matek małych dzieci (jak one sobie wtedy radziły) matki opowiadały jak to radziły sobie w ten sposób, że prosiły na czas wizyty w gabinecie o rzucenie okiem na dziecko - inne pacjentki czekające w kolejce bądź recepcjonistkę.
                                              Jak się oburzałam (jak to ja big_grin), że inne pacjentki ani recepcjonistka to nie opiekunka ani niania do dzieci twierdziły, że każda się zgadzała i nie robiła pretensji.
                                            • araceli Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:27
                                              kropkacom napisała:
                                              > Dobrze, ale te osoby (w tych kącikach, żłobkach) są gotowe do opieki nad dziećm
                                              > i, to jest ich jedyne zajedzie i one biorą całkowitą odpowiedzialność za dzieck
                                              > o w tym czasie.

                                              Owszem ale nie zostawiasz tam dziecka na parę czy kilkanaście minut. Osoby, z którymi została dziewczynka zgodziły się na tę opiekę. Nie trzeba mieć super zdolności pedagogicznych żeby zająć się dwulatką przez tak krótki czas.
                                              • kropkacom Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:31
                                                Ale przecież nie wiadomo było jaki to będzie czas.
                                                • araceli Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 20:57
                                                  kropkacom napisała:
                                                  > Ale przecież nie wiadomo było jaki to będzie czas.

                                                  Wiadomo było. Jechały 3 osoby i rodzice wiedzieli skąd i gdzie są. Czekali też do ostatniej możliwej chwili.
                                                  • kropkacom Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 21:07
                                                    Nie, rodzice ufali, ze ktoś znany dziecku pojawi się jak najszybciej. Gdyby sytuacja była ok nie pojawiłaby się policja, nie byłoby problemu i nie byłoby afery. Media nie biegały jeszcze wtedy za tą rodziną.
                                                  • araceli Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 21:50
                                                    kropkacom napisała:
                                                    > Nie, rodzice ufali, ze ktoś znany dziecku pojawi się jak najszybciej.

                                                    Wmawiaj sobie. Rodzice kontaktowali się telefonicznie z TRZEMA osobami, kŧóre jechały na lotnisko. Pierwsza z nich dotarła 4 minuty po zostawieniu dziecka. 4 MINUTY. Rodzice jeszcze przed odlotem wiedzieli, że dziecko jest już z kimś mu znanym.
                                                  • kropkacom Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 22:00
                                                    Ja nic sobie nie wmawiam. Ty widzisz szklankę do połowy pełną, a ja do połowy pustą. Gdyby wszystko było ok nie byłoby szumu i policji. Nie chodzi już nawet o to konkretne dziecko i tych rodziców, ale o to czemu ktoś broni takich decyzji. Dziecko to nie nadbagaż. Aż strach pomyśleć jak traktujecie swoje dzieci. Przejmujecie się jakimiś czapeczkami, czy szalikiem nie ubranym przez berbecia na plac zabaw. Phi, a tu się okazuje, że dziecko można zostawić obcemu (który nie weźmie jakby co odpowiedzialności za dziecko) i to tak na łapu capu polecieć do Grecji.
                                                  • araceli Re: Obcy, obcy, obcy 20.08.12, 08:28
                                                    kropkacom napisała:
                                                    > Gdyby wszystko było ok nie byłoby szumu i policji.

                                                    No i dobrze. Policja stwierdzi, że dziecko nie było narażone na niebezpieczeństwo, że wszystko było OK. Odszczekasz wtedy to co napisała? Przeprosisz tych rodziców?

                                                    > Aż strach pomyśleć jak traktujecie swoje dzieci.

                                                    I to jest właśnie to o czym piszę. Ciebie g... obchodzi to dziecko. Znalazłaś sposób, żeby poczuć się lepsza i komuś dowalić. Najpierw tamtym rodzicom teraz piszącym tutaj. Strasznie to małostkowe, zawistne i histeryczne. To ja też pozwolisz powspółczuję Twoim dzieciom takiej mamuśki big_grin
                                                  • kropkacom Re: Obcy, obcy, obcy 20.08.12, 08:37
                                                    Kochana, ja nie mam kamienia w ręce. Ja się najwyżej cieszę, że dziecku nic nie jest i z rodzicami tego dziecka nie dyskutuje. Dyskutuje z tobą. Dyskutuje o decyzji jaką moglibyśmy sami podjąć w identycznej sytuacji. Jeśli tego nie ogarniasz to już nie wiem co ci napisać.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: Obcy, obcy, obcy 20.08.12, 11:07
                                                    Ale prokuratura już dawno stwierdziła, że dziecko nie było narażone w żaden sposób i oni nie mają żadnych podstaw do działań.
                                                  • robitussin Re: Obcy, obcy, obcy 19.08.12, 23:37
                                                    araceli napisała:

                                                    > kropkacom napisała:
                                                    > > Nie, rodzice ufali, ze ktoś znany dziecku pojawi się jak najszybciej.
                                                    >
                                                    > Wmawiaj sobie. Rodzice kontaktowali się telefonicznie z TRZEMA osobami, kŧ
                                                    > óre jechały na lotnisko. Pierwsza z nich dotarła 4 minuty po zostawieniu dzieck
                                                    > a. 4 MINUTY. Rodzice jeszcze przed odlotem wiedzieli, że dziecko jest już z kim
                                                    > ś mu znanym.

                                                    No ale wiesz, jak to dziecko będzie miało kiedyś 30 lat i problemy emocjonalne, to pierwsza rzecz, jaka wyjdzie na kozetce psychoanalityka to właśnie te 4 minuty. Tak więc nie bagatelizuj.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: Obcy, obcy, obcy 20.08.12, 10:10
                                                    Ja myślę, że nie dożyje tych 30-lat. Jako nastolatek na skutej owej czterominutowej traumy wpadnie w alkoholizm i narkomanię z której już nie wyjdzie.
                                        • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 20:18
                                          Ale oni się przejmują, nie zostawali dziecka na mrozie, w chłodzie i głodzie, ale pod opieką znanych dziecku osób, opiekunki i dziadka.
                                    • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 20:32
                                      Różnie może być w życiu Kropko.
                    • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:11
                      kropkacom napisała:

                      > Drugie dziecko mogło polecieć z jednym rodzicem.

                      No więc gdy Ciebie spotka taka historia*, to w ten sposób rozwiążecie problem.
                      Oni rozwiązali go inaczej. Nikomu KOMPLETNIE NIC ZŁEGO się nie stało, więc znów to samo - po kija osądzać tę rodzinę?

                      * a nie, przepraszam, Ciebie zapewne nie spotka, bo jesteś jedną z tych Mam Idealnych, Nie Popełniających Żadnych Błędów i z pewnością nie dopuściłabyś do takiego zaniedbania w papierach smile
              • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 16:25
                lola211 napisała:

                >Skor
                > o sie znalazł, to trzeba znalezc optymalne wyjscie.I znaleziono.
                >

                Optymalnym wyjsciem uwzgledniajacym dobro wszystkich czlonkow rodziny byłoby pozostanie jednego z rodzicow z mała. Mogę zrozumiec, że rodzice, w stresie i pośpiechu, nie wpadli na to. Nie moge zrozumiec komentarzy, ze nic się nie stalo.
                Staloby sie nawet wtedy, gdyby dziadek lub opiekunka zdążyli. Problem nie polega na czterech czy czterdziestu minutach na lotnisku, ale na tym, że rodzice w wyjatkowo drastyczny sposob zawiedli dziecko.
                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 16:48
                  Twoja opinie znam juz z tamtego watku i sie po prostu z nia nie zgadzam.Jak dla mnie to tragizujesz i wyolbrzymiasz.
                  • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:05
                    Lola, to od ilu lat trzeba się twoim zdaniem liczyć z dzieckiem? Kiedy to to zaczyna czuć, pamiętać twoim zdaniem?
                    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:41
                      Wszystko zalezy od sytuacji oraz stopnia rozwoju dziecka.Inaczej postepuje sie z niemowlakiem czy 2 latkiem, a inaczej z bardziej kumatych kilkulatkiem.Liczyc sie trzeba zawsze, natomiast w sytuacjach awaryjnych wybiera sie rozne opcje, uwzgledniajac miedzy innymi wiek dziecka.
                      • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:45
                        Lola, nawet z niemowlak czuje. Ba, niemowlęta poznają twarze bliskich. Nie oszukuj się...
                        • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:48
                          Czy ja twierdze, ze nie czuje? To oczywiste, ze ma zmysły i sie nimi posługuje.No ale co to ma do stanu UMYSŁU?
                          • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:59
                            Normalnie. Dzieci tez czuja strach, niepokój i tak dalej...
                            • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:46
                              Owszem.
                              Natomiast doskonale wiem tez, jak zachowuja sie male dzieci zostawione w obcym miejscu,zajete przez kogos dorosłego.Nie raz i nie dwa zajmowałam uwage dzieci w pracy czy np. w szpitalu,gdy towarzyszyłam córce.Wystarczyło kilka sztuczek by pol godziny mineło maluchowi na zabawie, a nie na rozpaczy za rodzicem.
                              • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:53
                                No ale tutaj rodzice nawet nie wiedzieli jak zajmie się dzieckiem babka, która (uwaga!) była w pracy? Jak dziecko zareaguje.
                                • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 20:23
                                  W innym wątku o tej sprawie jakaś forumowiczka opowiadała, że nieraz w jej miejscu pracy rodzice zostawiali dziecko (aby móc w spokoju wybrać jakieś specjalistyczne towary których wybranie dość długo zajmowało czasu) pod opieką jej i jej kolegów (a jakby wśród nich był pedofil?) w części biurowej sklepu choć też nie leżało to w jej kompetencjach (nie było tam osobnej opiekunki do dzieci klientów zatrudnianej tylko do tego celu), a dzieci na ogół przebywały tam 30-45 minut bo tyle na ogół trwał wybór tych towarów przez rodziców (w innej części rzecz jasna niż tam gdzie zostawiali dzieci).
                                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 19:34
                                  Rodzice dzieci, ktorymi sie zajmowalam, tez nie wiedzieli-nie jestem przedszkolanka.
                    • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:52
                      kropkacom napisała:

                      > Lola, to od ilu lat trzeba się twoim zdaniem liczyć z dzieckiem?

                      Ty też jesteś z frakcji mam, co to uważają, że 2-latek został poważnie rozczarowany, bo go pozbawiono wyjazdu do Grecji? Że był w pełni świadomy tego, co mu umknęło? Że go cholernie skrzywdzono, bo został z opiekunką znaną mu jak własna kieszeń?
                      Bo doprawdy nie rozumiem w jaki Twoim zdaniem sposób rodzice "nie liczyli się" ze swoim dzieckiem w tej sytuacji.

                      > Kiedy to to zaczyna czuć, pamiętać twoim zdaniem?

                      A Ty pamiętasz cokolwiek z okresu 2-lat? Jeśli tak, to chylę czoła. Większość ludzi pierwsze wspomnienia zachowuje dopiero po ukończeniu 3 czy nawet 4 lat.
                  • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:06
                    Masz rację - Ty uwazasz, że tragizuję i wyolbrzymiam, ja ze Ty calkowicie lekcewazysz emocje dzieci i wyobrazasz sobie, że dwulatek istota ktora nie mysli, nie czuje, nie rozumie.
                    • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:22
                      Cóż, kiedyś uważano, że noworodki i wczesne niemowlęta nie odczuwają bólu i je na żywca krojono. Drobiazg.
                      • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:29
                        Wiem. Mnie wstrzykiwano podskornie wodę, bo - jako noworodek - nie chcialam jesc. Po latach zobaczylam, jak na takie zastrzyki reagowal moj pies.
                      • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:58
                        e_r_i_n napisała:

                        > Cóż, kiedyś uważano, że noworodki i wczesne niemowlęta nie odczuwają bólu i je
                        > na żywca krojono. Drobiazg.

                        Nie no dyskusja jak widzę ewoluuje w stronę absurdu w postępie geometrycznym uncertain
                    • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:42
                      Gdyby brac powaznie to co piszesz 2 latki wysyłano by do szkoły.Z jakiegos jednak wzgledu nie ma to sensu.
                      • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:05
                        gdyby brac powaznie to co piszę, może nie przybywaloby z roku na rok siedmioloatkow, które emocjonalnie i społecznie w ogole sie do szkoly nie nadają.
        • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 12:24
          > tylko fakt takiego, a nie innego wyboru.

          Ale to jej sprawa, jakiego dokonała wyboru.
          Dziecku nie stała się żadna krzywda, więc o co to bicie piany?
          • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:08
            Podejrzewam ze o to, ze to był wylot do Grecjismile.
            • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:29
              Ale że co niby ta Grecja ma do rzeczy?
              • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:40
                To jest najwazniejsze wlasnie- ze smiali leciec mimo wszystko na wakacje.Jakby lecieli do UK do pracy to znalezliby zrozumienie na tym forum- cóz, sila wyzsza.No ale wakacje? Taki zbytek?
                • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:42
                  Nie, bardzo potrzebna sprawa. Ale nie pierwsza potrzeba. Dlatego porównywanie do przedszkola jest tak samo absurdalne, jak Twoje porównanie tej sytuacji do planowanego samodzielnego wyjazdu.
                  Po to nie o sam fakt wyjazdu bez dziecka chodzi. Tylko o to, kiedy i w jaki sposób zapadła decyzja.
                  • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:48
                    A jak inaczej miala zapasc? Masz jakis pomysl?
          • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:30
            Fakt, fizyczna krzywda się nie stała.
            A że rodzice pozbyli się kłopotu, to drobiazg.
            Rozumiem, że też byś zostawiła tak swoje dziecko - cóż, rodzice są różni.
            • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:36
              Jakie kurna, pozbyli?
              Nie znasz nikogo,kto na wakacje jezdzi/ lata bez dziecka? Bo ja znam- i sa to normalni,kochajacy rodzice.Dzieci moga spedzac czas nie tylko z ojcem i matka, dalsza rodzina spokojnie jest w stanie maluchem zajac sie na tyle dobrze, ze mu sie krzywda nie stanie.
              • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:37
                Już to napisałam, ale powtórzę - ja widzę różnicę miedzy od początku planowanym samodzielnym wyjazdem bez dziecka (i nie widzę w tym niczego dziwnego i złego), a pozbyciem się kłopotu w postaci dziecka bez dokumentu na lotnisku.
                Jeśli Ty nie - to skorzystaj z propozycji, którą Ci opisałam. Ciekawa jestem emocji.
                • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:50
                  No Erin, ale przeciez tu nie moglo byc planowania, bo ich to zaskoczylo.
                  Co do propozycji-nie porównuj 14 latki z 2 latka, bo to absurd jest.
                  • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:08
                    Zaskoczyło ich - dorosłych, którzy nie dopełnili obowiązku zapewnienia dziecku dokumentu, konsekwencje poniosło dziecko.
                    I robi się aferę, że służby odpowiednie sprawdzają, czy rodzice nie przekroczyli prawa.
                    Biedaki.
                    EOT, bo nie lubię się powtarzać.
                    • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:30
                      > Zaskoczyło ich - dorosłych, którzy nie dopełnili obowiązku zapewnienia dziecku
                      > dokumentu, konsekwencje poniosło dziecko.

                      Wymyślasz. Nawet nie było świadome tego, co się wydarzyło.
                      Uważasz, że gdyby spostrzegli kilka godzin wcześniej, że dokumenty są nieważne i opiekunka przyjechałaby do nich do domu, to różnica byłaby dla tego dziecka znacząca?
                      • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:39
                        > Uważasz, że gdyby spostrzegli kilka godzin wcześniej, że dokumenty są nieważne
                        > i opiekunka przyjechałaby do nich do domu, to różnica byłaby dla tego dziecka z
                        > nacząca?

                        Tak, róznica bylaby zasadnicza.
                        Zastanawiam sie, co uniemożliwia pojecie tak prostego faktu.
                        • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:47
                          > Zastanawiam sie, co uniemożliwia pojecie tak prostego faktu.

                          Może to, że nie tak dawno temu miało się "na stanie" trzech 2-latków i bardzo dobrze pamięta się ich postrzeganie świata z tego okresu.
                      • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 21:09
                        Myślę, że jednak by miało.
                        Chociaż tak czy siak to dziecko poniosłoby konsekwencje dupowatości rodziców.
            • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:25
              e_r_i_n napisała:

              > Fakt, fizyczna krzywda się nie stała.

              A psychiczna niby jaka? Została pod opieką osoby, z którą notabene wcześniej spędzała tyle samo czasu, co z rodzicami, więc znała ją doskonale. Naprawdę sądzisz, że 2-latka była w stanie ogarnąć całą tę sytuację, więc pozostawienie jej od razu w domu z opiekunką byłoby mniej traumatyczne? A tak ludzie o zgrozo robią - wyjeżdżają odpocząć sami lub ze starszymi dziećmi, młodsze pozostawiając pod opieką zaufanych ludzi. Co w tym strasznego?

              > A że rodzice pozbyli się kłopotu, to drobiazg.
              > Rozumiem, że też byś zostawiła tak swoje dziecko - cóż, rodzice są różni.

              Nie istotne, co JA bym zrobiła.
              Napisałam tylko, że to był JEJ wybór i nic nam do tego.
              • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 22:47
                2-letnie dziecko w 100% ogarnia sytuację, w której jego matka i ojciec jej uciekają zostawiając z obą sobą. i nie ma żadnego znaczenia dla tego dziecka, na ile czasu zostało zostawione, bo ono NIE ROZUMIE dlaczego tak się stało, jedyne co wie, to, że zostało porzucone przez najbliższe mu istoty. i tak, mozesz się z tego wyśmiewać, ale to tylko świadczy o Twojej niewiedzy w temacie - takie wydarzenie moze być trauma dla takiego dziecka i może zostawic ślad do końca życia, na co dowodem jest chociażby historia, którą przytoczyła w tamtym wątku jakas matka. nie ma żadnego znaczenia, ze to był wyjazd do Grecji i nie o to tu chodzi i w poprzednim wątku zostało napisane nieskonczoną ilość razy. nikt nie pisał o zawodzie z powodu Grecji, tylko o traumie z powodu porzucenia i zostawienia z obcym. dziadek, który został postawiony przed faktem dokonanym też nie jest osobą, z która takie małe dziecko będzie się czuło dobrze - co z tego że jest rodziną, dla tej dziewczynki mógł być równie bliski i znany co listonosz.
                • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 23:17
                  claudel6 napisała:
                  > 2-letnie dziecko w 100% ogarnia sytuację, w której jego matka i ojciec jej ucie
                  > kają zostawiając z obą sobą. i nie ma żadnego znaczenia dla tego dziecka, na il
                  > e czasu zostało zostawione, bo ono NIE ROZUMIE dlaczego tak się stało, jedyne
                  > co wie, to, że zostało porzucone przez najbliższe mu istoty.

                  Postuluję zatem kamienować rodziców zostawiających dzieci w żłobku. Skandal dopuszczać robienie takiej traumy dziecku!

                  > dziadek, który został postawiony przed faktem dokonanym też nie jest
                  > osobą, z która takie małe dziecko będzie się czuło dobrze - co z tego że jest
                  > rodziną, dla tej dziewczynki mógł być równie bliski i znany co listonosz.

                  Naprawdę ta histeria przekroczyła już wszelkie możliwe granice absurdu!
                  • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 00:14
                    sobie postuluj co chcesz. żlobki są smutna koniecznością. wyjazd na wakacje nie.
                    ja osobiście dziecka w żlobku nie zostawiałam, dokładnie z tych powodów. ale jakbym miała wybór nie mieć dochodu albo zostawić w żlobku - to bym była zmuszona. żlobki to jest przymus ekonomiczny, nie przyjemność.
                    • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:17
                      claudel6 napisała:
                      > sobie postuluj co chcesz. żlobki są smutna koniecznością. wyjazd na wakacje nie

                      I to boli - cudze WAKACJE big_grin
                      • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:26
                        A co ciebie boli, araceli? Bo czemu Lola ma takie, a nie inne zdanie to wiem.
                        • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:31
                          kropkacom napisała:
                          > A co ciebie boli, araceli? Bo czemu Lola ma takie, a nie inne zdanie to wiem.

                          Mnie nie boli - mnie kwoki przerażają suspicious
                          • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:42
                            Aha, czyli nie chodzi ci o rodziców tej dziewczynki. Mimo iż ciągle dramatycznie piszesz o jakiś linczach. Chodzi zapewne o to, że decyzja tych ludzi cię nie razi, bo podobnie traktujesz swoje dzieci. Zakładam, ze takowe posiadasz.
                            • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:48
                              kropkacom napisała:
                              > Aha, czyli nie chodzi ci o rodziców tej dziewczynki. Mimo iż ciągle dramatyczni
                              > e piszesz o jakiś linczach. Chodzi zapewne o to, że decyzja tych ludzi cię nie
                              > razi, bo podobnie traktujesz swoje dzieci. Zakładam, ze takowe posiadasz.

                              Nie - ja bym sprawdziła paszporty. I nie wiem o jakie 'traktowanie' Ci chodzi, bo zabrzmiało to tak, jakby co najmniej je katowali. Zrobili błąd ale nie uważam, żeby ten błąd musiał być powodem do takiej medialnej nagonki, publicznego linczu i histerii ematek. Dorosłe kobiety a wykazują palpitacje jak pensjonarki.
                              • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:55
                                Moja droga to ty się rzucasz ponad miarę. Ja napisałam, że nagonki medialnej nie potrzebuje. Ba, dziwie się babce, ze zgodziła się na wywiad.

                                To, ze dziecko nie jest traktowane tak jak mu się to należy nie oznacza, ze jest bite, wykorzystywane seksualnie i tak dalej.
                    • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:54
                      Niekoniecznie, któraś z tutejszych forumek sama mówiła, że dziecko w wieku około 6-miesięcy odstawiła do żłobka bo w domu już się dusiła z niemowlęciem i z tego powodu wróciła do pracy.
                      A ile matek narzekających na siedzenie w domu z niemowlakiem dostaje rady (tu, na tym forum) aby może wcześniej wróciła do pracy (mimo, że przymusu ekonomicznego nie ma).
                    • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 09:25
                      > żlobki to jest przymus ekonomiczny, nie przyjemność.

                      Ale to Tobie się tak wydaje. Multum matek oddaje dzieci do żłobka czy przedszkola, ponieważ ma ochotę na odrobinę świętego spokoju w ciągu dnia i to jest ich wolny wybór i nic nikomu do tego.
                      Zostawienie dziecka pod opieką innej osoby, niezależnie od okoliczności, nie jest niczym, co świadczyłoby o demoralizacji rodzica. To Wyście sobie urobiły taką chorą teorię.
                  • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 09:08
                    Araceli, może przez przypadek zalogowałyśmy się na forum nie E-mama ale Stali Pacjenci Psychiatryka?
                • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 09:21
                  Może zapoznaj się ze szczegółami tej historii.
                  Wymyślanie niestniejących faktów i prowadzenie dyskusji na ich kanwie nie jest najlepszym pomysłem.
    • sueellen Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 19:11
      Matka Mai:
      Mam nadzieję, że nikomu nigdy nie przyjdzie do głowy, żeby wyciągnąć artykuły z gazet czy internetu i nikt tego nie pokaże Mai mówiąc: zobacz, jak kochali cię twoi rodzice - mówi matka dwulatki. Jak zachowałaby się, gdyby jeszcze raz została postawiona w takiej sytuacji?

      - Maja była bezpieczna w każdej sekundzie, w której to zdarzenie miało miejsce. Zrobiłabym to samo. Wybrałabym mniejsze zło.

      Mniejsze zlo byloby gdyby jeden rodzic polecial z synem a drugi zostal z dziewczynka. Nie wyobrazam sobie innego wyboru.
      • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 19:36
        Dlaczego poczuwasz sie do okreslania ,co jest dobre dla innych? Ty bys zrobila inaczej,oni zrobili tak, jak uwazali za słuszne w swojej sytuacji.
        W swietle tego, co teraz pisza uwazam ze postapili racjonalnie.
        • sueellen Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 18.08.12, 22:03
          racjonalnie? A co tam bylo racjonalnego? jednego dzieciaka zostawili w samolocie, drugiego w informacji, a sami poszli dzwonic. Jeden rodzic powienien zostac ze starszym w samolocie, drugi z młodszym czekac na opiekun dziadka, opiekunkę czy kolegę. Gdyby nikt się w porę nie zjawił - trudno, zostaje się zdzieckiem w kraju i ewentualnie dolatuje następnym samolotem.

          Tak to powinno wyglądac, bo tak nakazuje zwykla przyzwoitosć i szacunek dla własnego dziecka. Rodzice potraktowali córkę jak zgniłe jajko i zadne tłumaczenia tu nie pomogą.
          • 3-mamuska Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 01:51
            sueellen napisała:

            > racjonalnie? A co tam bylo racjonalnego? jednego dzieciaka zostawili w samoloci
            > e, drugiego w informacji, a sami poszli dzwonic. Jeden rodzic powienien zostac
            > ze starszym w samolocie, drugi z młodszym czekac na opiekun dziadka, opiekunkę
            > czy kolegę. Gdyby nikt się w porę nie zjawił - trudno, zostaje się zdzieckiem w
            > kraju i ewentualnie dolatuje następnym samolotem.

            Ta doleciec drugim samolotem, juz to widzę, może nie mieli kasy zeby zapłacić za drugi lot.
            Mieszkają w małym miasteczku i myślisz ze it taki kupują nowy bilet.
            No ludzie pewnie zbierali na ten wyjazd cały rok i szkoda po prostu szkoda im było.
            Ale syty głodnego nie zrozumie , jak ktoś ma kasę to nie pomyśli ze ci rodzice nie chcieli stracić pieniędzy.
            Pewnie zaraz ktoś napisze ze kasa ważniejsza. Ale to nie kasa ale trzeba tez tych ludzi zrozumieć.

            Może dasz tej rodzinie kasę na drugi bilet?

            > Tak to powinno wyglądac, bo tak nakazuje zwykla przyzwoitosć i szacunek dla wła
            > snego dziecka. Rodzice potraktowali córkę jak zgniłe jajko i zadne tłumaczenia
            > tu nie pomogą.

            Przyzwoitości śmieszne, jak mamusie zostawiają w przedszkolu krzyczące dziecko 1-2 dnia , to radość wielka ze dziecko sie samodzielności uczy i cieszą sie ze dostały miejsce. A zostawiają dziecko z obca osoba, w obcym miejscu na dłużej niż 4-30 minut.

            Ja sie ciesz ze nic im nie zrobili, nie było podstaw do tego bo dziecko było bezpieczne pod opieka dorosłej osoby.
            >
            • sueellen Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 08:27
              > Ta doleciec drugim samolotem, juz to widzę, może nie mieli kasy zeby zapłacić z
              > a drugi lot.
              > Mieszkają w małym miasteczku i myślisz ze it taki kupują nowy bilet.
              > No ludzie pewnie zbierali na ten wyjazd cały rok i szkoda po prostu szkoda im b
              > yło.

              Mnie naprawdę nie interesuje ile na ten lot zbierali i czy mieli czy nie mieli kasy. Niedługo przed tym lotem byli za granicą, więc mają kasę naprzeloty. A jak nie mają, to jeden rodzic zostaje w kraju z mlodszym dzieckiem i ma nauczkę by na drugi raz sprawdzić wazność dokumentów.

              > Może dasz tej rodzinie kasę na drugi bilet?

              A co ta ja jestem organizacja charytatywna wspierająca niemyślacych z własnej woli?


              > Przyzwoitości śmieszne, jak mamusie zostawiają w przedszkolu krzyczące dziecko
              > 1-2 dnia , to radość wielka ze dziecko sie samodzielności uczy i cieszą sie ze
              > dostały miejsce. A zostawiają dziecko z obca osoba, w obcym miejscu na dłużej n
              > iż 4-30 minut.
              >


              W przedszkolu sa wykwalifikowane osoby, które dziecko ZNA. Najczęściej dziecko wcale nie ryczy tylko się bawi, a jak ryczy to znak, że coś jest nie tak. Z reszta, to nie wątek o przedszkolach.


              > Ja sie ciesz ze nic im nie zrobili, nie było podstaw do tego bo dziecko było be
              > zpieczne pod opieka dorosłej osoby.

              ... która, jak się okazało, wcale nie chciała się tym dzieckiem zajmować. Ciekawa jestem, czy gdyby dziewczynka miała 5 -6 lat i lecieli nie do Grecji, a Disneylandu też by ja tak zostawili?

              I co najbardziej rzuciło mi się w tej sprawie - rodzice przyklejeni do siebie jak rodzeństwo syjamskie. Nie mogli się rozdzielić by zapewnic opieke obojgu dzieciom? Zostawili jednego ryczącego przerażonego dzieciaka w samolocie, drugiego ryczącego na informacji bo oni musieli być RAZEM.
              • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 12:37
                > gdyby dziewczynka miała 5 -6 lat i lecieli nie do Grecji, a Disn
                > eylandu

                "Sprawdzić, czy nie ksiądz" suspicious
                Ona nie miała 6 lat i nie leciała do Disneylandu. Więc po grzyba ta tania demagogia?
                Właśnie m.in. dlatego, że ma zaledwie 2 lata i "wakacje w Grecji" mają dla niej mniej więcej taki sam wydźwięk jak "whisky z lodem", rodzice widocznie zdecydowali tak, a nie inaczej.

                > I co najbardziej rzuciło mi się w tej sprawie - rodzice przyklejeni do siebie j
                > ak rodzeństwo syjamskie.

                Ale co Ci do tego? To ICH prywatna sprawa, dlaczego załatwiali to razem.

                > Mnie naprawdę nie interesuje [...]

                To niech Cię najlepiej w ogóle to nie interesuje, bo w tej sprawie nikomu Twoje prywatne opinie nie pomogą.
          • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 11:17
            Tak powinno wygladac, bo ty tak postanowilas?
            Zrobili co mogli,by dziecko bezpiecznie przekazac opiekunom.Zabraklo troche czasu,by odbylo sie to bezposrednio.
            Nie ty bedziesz decydowac, co dorosli ludzie maja robic.
            • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:32
              Pewnie, pewnie, dorośli ludzie i mogą decydować.
              O dawaniu klapsa także.
              • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:38
                Nie porównuj przemocy do tej sytuacji, bo nie sa adekwatne.
                Dzieci -bywa- rodzice zostawiaja pod opieka kogos innego i to nie jest zadne przestepstwo.
                • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:40
                  Tyle, że tutaj nie chodzi o zorganizowane i planowane pozostawienie dziecka z osobą obcą.
                  Skoro rybka im, czy dziecko leci, czy nie, to mogli od początku go nie brać.
                  • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:44
                    To dziecko i tak by nie polecialo- na to juz nie mieli wpływu.Dla niego na tym lotnisku wyprawa sie zakonczyła.
                    • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:45
                      Owszem. I to właśnie mam na myśli pisząc o pozbyciu się kłopotu.
                      • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:52
                        No to zle myslisz.
                        Oni sie tego dziecka nie pozbyli.
                      • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:35
                        e_r_i_n napisała:

                        > Owszem. I to właśnie mam na myśli pisząc o pozbyciu się kłopotu.

                        W imię czego tak usilnie wyolbrzymiasz tę sytuację?
                        • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 21:38
                          W ogóle nie wyolbrzymiam. Opisuję swoje zdanie na temat - a jest, jakie jest.
                          Owszem, dziecko miewa stresy, których się nie da uniknąć, jak szpital czy adaptacja w przedszkolu. Ale są takie, których uniknąć można i ta sytuacja właśnie do takich należy - to, co rodzice zrobili, nie było najlepszym, moim zdaniem, wyjściem i tę opinię w tym wątku wyrażam.
                          Nie uważam, że należy ich za to sadzać do więzienia czy odbierać im dziecko. Myślę, że karę już ponieśli. Nie zmienia to jednak faktu, że się zachowali nieodpowiedzialnie.
                          • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 22:05
                            Ale wiesz Erin, dla większości malutkich dzieci samolot i sama podróż jest dużym stresem (dzieci płaczą, czasem wymiotują, sam samolot nie jest zbyt komfortowy nawet dla dorosłych), a jakoś rodzice nie zważając na to ciągną swoje malutkie dzieci na wakacje w tropiki i nikt nie mówi, że to nieodpowiedzialne i że myślą tylko o sobie (choć tu akurat to prawda bo dziecku do pewnego wieku obojętne jest to gdzie spędza wakacje).
                            • lauren6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 09:18
                              Sprostuję: latanie samolotem to jest dla małych dzieci nie tyle stres, co okropny ból fizyczny. Małe dziecko nie potrafi sobie poradzić ze zmianą ciśnienia gdy samolot się wznosi. Nie wie, że trzeba przełykać ślinę, nie przetłumaczysz tego niemowlęciu czy nawet 2-latkowi. W tym czasie małe kości w uszach zaczynają na siebie nachodzić powodując okropny ból. Kto przechodził kiedyś zapalenie ucha to wie o czym piszę. Stąd się bierze ten dziki wrzask dzieci w samolocie.

                              Druga sprawa to to o czym napisałaś. Wywożenie polskiego malucha z zazwyczaj jasną karnacją w temperaturę 40 stopni to w mojej opinii głupota. Sama jeździłam o tej porze roku do ciepłych krajów i widziałam matki polki poukrywane z dziećmi pod drzewami w cieniu, gdy inni dorośli i starsze dzieci się bawili się w basenie. Super wakacje, warte wydania tysięcy złotych.
                              • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:00
                                > Druga sprawa to to o czym napisałaś. Wywożenie polskiego malucha z zazwyczaj ja
                                > sną karnacją w temperaturę 40 stopni to w mojej opinii głupota. Sama jeździłam
                                > o tej porze roku do ciepłych krajów i widziałam matki polki poukrywane z dziećm
                                > i pod drzewami w cieniu, gdy inni dorośli i starsze dzieci się bawili się w bas
                                > enie. Super wakacje, warte wydania tysięcy złotych.
                                O, to bardzo ważny temat poruszyłas, zaslugujacy na osobny wątek. Starsi lekarze odradzają wyjazdy z bardzo malymi dziećmi (do okolo 3 lat), z wiekszymi owszem - ale na dluższy czas, dwa tygodnie to minimum, ale lepiej na trzy.
                                Mam wrażenie, że ostatnio w ogole ignoruje sie problem takiej na przyklad aklimatyzacji, nawet w wysokich gorach. wypoczynek organizowany jest z myslą o cięzko pracujacych doroslych, nie o małych dzieciach - (chcialam napisac, że potrzeba im rożnych rzeczy, ale po namyśle wcale nie jestem taka pewna).
                                "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                          • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 23:56
                            e_r_i_n napisała:

                            > W ogóle nie wyolbrzymiam.

                            Wyolbrzymiasz pisząc, że pozbyli się kłopotu, że zostawili jak psa (bo to chyba Ty pisałaś).
                            A moim zdaniem jest to przerost formy nad treścią. W tej sytuacji żadne rozwiązanie nie było dobre, więc wybrali takie, które dla nich WSZYSTKICH byłoby najkorzystniejsze. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, dlaczego piętnuje się matkę, która uznała, że woli polecieć razem z mężem i starszym dzieckiem, wiedząc, że młodszemu nie stanie się żadna krzywda (i nie stała się!). Gdyby to było starsze, rozumiejące dziecko, któremu obiecano super wycieczkę i nagle tej atrakcji pozbawiono, to zupełnie co innego. Gdyby to była sytuacja, że zostawiają maluszka pod opieką dopiero co znalezionej, faktycznie obcej opiekunki, to również co innego. Ale żadna z tych sytuacji nie miała miejsca.
                            2-letni maluch nie ma pojęcia, że szukuje mu się wylot na wakacje, bo dla niego to abstrakcja. Pojechał z rodzicami na lotnisko, skąd zabrała go znana mu doskonale opiekunka. Równie dobrze mogliby się pożegnać w parku czy w miejscu pracy rodziców.

                            > Nie zmienia to jednak faktu, że się zachowali nieodpowiedzialnie.

                            Nieodpowiedzialnie zachowaliby się mając w d....e, co się stanie z dzieckiem po ich wylocie.
                            Zapewnili mu najlepszą opiekę, jaką mogli w tamtym momencie zapewnić.
                            Nieodpowiedzialność w tej sytuacji to jedynie niedopilnowanie ważności dokumentów, ale tak czy siak rozpatrzyłabym to raczej w kategorii błędu niż celowego zaniechania.
                            • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 00:44
                              > 2-letni maluch nie ma pojęcia, że szukuje mu się wylot na wakacje, bo dla niego
                              > to abstrakcja. Pojechał z rodzicami na lotnisko, skąd zabrała go znana mu dosk
                              > onale opiekunka. Równie dobrze mogliby się pożegnać w parku czy w miejscu pracy
                              > rodziców.
                              > pozosawienia t



                              Pies i kot wiedzą, że ktoś z wspolmieszkańcow wybiera sie w podroż - wiedzą i niepokoją sie, zdarza się, że siadają na walizkach albo obok, nie spuszczają z oka wlasciciela, etc. Uwazasz, że dwuletnie dziecko jest mniej kumate od dwuletniego psa?
                              Calkowicie pomijasz kontekst pozostawienia dziewczynki na lotnisku. Wyobraź sobie - rodzina pakuje sie, przyjeżdża na lotnisko, wszystko przygotowane, tylko wsiąść do samolotu - i nagle urzędnik mowi, że corka nie może leciec. szok, stres, zaskoczenie - ile par na sto nie zacznie klócic sie, kto zawinil? A nawet jeśli nie, zacznie sie pełna nerwow romzmowa - najpierw z urzędnikiem, potem między rodzicami - co zrobić z dzieckiem? - potem rodzicow z dziadkiem, nianią, znajomym. dziecko jest obok, doskonale uświadamia sobie napiecie (wierz mi, dzieci są w tym nieporownywalnie lepsze od doroslych), rozumie, ze to ono jest przyczyną zamieszania, zdenerwowania, może kłótni - i na koniec rodzice zostalwiaja je na lotnisku i znikają.

                              Juz nie wiem, jak pomoc Wam zrozumieć, o co chodzi.
                              • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 08:23
                                nangaparbat3 napisała:
                                > Juz nie wiem, jak pomoc Wam zrozumieć, o co chodzi.

                                Ale wszyscy rozumieją o co chodzi. Niektórzy po prostu nie uważają, że jest to powód do histerii i kamieniowania rodziców. Moim zdaniem taka reakcja jest mocno przesadzona i służy jedynie wyżyciu się przez niektóre osoby i daniu poczucia wyższości nad 'złymi' rodzicami. Takie małostkowe dowalanie.
                                • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 09:13
                                  Nie. Ta dyskusja nie dotyczy juz konkretnych rodzicow, ale naszych wyobrażeń o tym, co czuje i czego dowiadcza dwuletnie dziecko.
                                  Dla konkretnych rodzicow ta dyskusja nie ma żadnego znaczenia, dla dzieci osob, które uwazaja, że "dwulatek i tak wszystko zapomni" - ma znaczenie zasadnicze.
                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 09:58
                                    nangaparbat3 napisała:
                                    > Nie. Ta dyskusja nie dotyczy juz konkretnych rodzicow, ale naszych wyobrażeń o
                                    > tym, co czuje i czego dowiadcza dwuletnie dziecko.

                                    No nie dotyczy bo jak się okazało, że tamtym rodzicom nie można dowalić to trzeba sobie znaleźć inny obiekt wyżywania się.

                                    I nie 'niektórzy' nie uważają, że 'dwulatek i tak wszystko zapomni'. Dwulatek rozumie o wiele mniej i zapomina o wiele więcej. I tak - należy się liczyć i zajmować uczuciami dwulatka tylko, że w tym przypadku rodzice zrobili błąd (nie sprawdzili dokumentów) a decyzja którą podjęli nie jest aż tak drastyczna jak niektórzy chcieliby ją wiedzieć. Sugerowanie, że fakt, że dwulatka nie pojechała na wakacje z rodzicami i tydzień była pod opieką dziadków i opiekunki uczyni jej trwałe szkody psychiczne jest po prostu śmiechu warte. Głupia histeria i tyle.

                                    Wyolbrzymiacie sprawę i na siłę szukacie problemu gdzie tylko się da.
                                    • iwles Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 10:02

                                      nie chodzi o wielką dożywotnią traumę, ale o tę konkretną sytuację, o te konkretne chwile o i te konkretne w danej chwili przeżycia, uczucia i emocje.
                                      • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:03
                                        Gdzie zgłosić fakt, że matka nie chce kupić dziecku danej rzeczy, na skutek tego dziecko na DANĄ chwilę, w tej konkretnej sytuacji histeryzuje, płacze i trwa to dłużej niż cztery minuty, dziecko cierpi, matka nieugięta sad
                                        • iwles Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:17

                                          Jeżeli matka dziecku coś obiecała, a potem z własnej winy zaniedbała, bo np., zapomniała i wydała te pieniądze na siebie (jakiś ciuch, fryzjer, kosmetyczka), to uważasz, że sytuacja jest fair, a dziecko to tylko dziecko, gó...arz, który nie ma nic do gadania? Dziecko nie ma prawa czuć się oszukane, zaniedbane i mało ważne dla matki ? Myślisz, że można z dzieckiem tak postąpić, olać je i spokojnie z czystym sumieniem robić tak dalej, nie zważając na uczucia dziecka ?
                                          • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:26
                                            iwles napisała:
                                            > Jeżeli matka dziecku coś obiecała, a potem z własnej winy zaniedbała, bo np., z
                                            > apomniała i wydała te pieniądze na siebie (jakiś ciuch, fryzjer, kosmetyczka),
                                            > to uważasz, że sytuacja jest fair, a dziecko to tylko dziecko, gó...arz, który
                                            > nie ma nic do gadania? Dziecko nie ma prawa czuć się oszukane, zaniedbane i mał
                                            > o ważne dla matki ? Myślisz, że można z dzieckiem tak postąpić, olać je i spoko
                                            > jnie z czystym sumieniem robić tak dalej, nie zważając na uczucia dziecka ?

                                            A jeżeli matka zwyczajnie ZAPOMNIAŁA - wyleciało jej z głowy? Jeżeli nie wydała tej kasy 'na siebie'? To co? Ukamienować?
                                          • mary_lu Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:27
                                            Dwulatek?

                                            O matko, miałam kiedyś iść z moim dwulatkiem do National Gallery, ale był straszany ścisk, więc mały został z moją kuzynką 3 godziny pod budynkiem. Nie pomyślałam, jaka to dla niego trauma...
                                            • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:31
                                              Jak mogłaś sad
                                          • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:29
                                            Tam było dwoje dzieci, nie jedno. Może 6-latek też bardzo chciał wakacji z obydwojgiem rodziców?
                                            A rodzice zostawiający dziecko z dziadkami bo chcą wyjechać sami na weekend albo na wakacje? Też wszak "nie zważają na uczucia dziecka"...
                                            A matki (nawet nie jedna z tego forum) które wracają z wyboru (nie z finansowego musu) do pracy po kilku miesiącach bo "z niemowlęciem w domu już nie wytrzymywały" i niemowlę do żłobka lub opiekunki? Albo te które nie chcą (z wyboru) karmić naturalnie i wciskają niemowlętom gotowe sztuczne mieszkanki bo nie chcą być ciągle "uwiązane"?
                                    • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 10:05
                                      araceli napisała:

                                      > Sugerowanie, że fakt, że dwulatka nie pojechała na wakacje z rodzicami i tydzień była pod > opieką dziadków i opiekunki uczyni jej trwałe szkody psychiczne jest po prostu śmiechu
                                      > warte. Głupia histeria i tyle.

                                      Cóż, my (? - bo ja jednoosobowo występuję) może wyolbrzymiamy, za to Ty masz problem z czytaniem na pewno. NIKT nie napisał, że problemem jest niepojechanie na wakacje czy tydzień z dziadkami.
                                      Jak zrozumiesz, o czym się tutaj pisze, to wypowiedz się jeszcze raz.
                                      • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 10:28
                                        e_r_i_n napisała:
                                        > Cóż, my (? - bo ja jednoosobowo występuję) może wyolbrzymiamy, za to Ty masz pr
                                        > oblem z czytaniem na pewno. NIKT nie napisał, że problemem jest niepojechanie n
                                        > a wakacje czy tydzień z dziadkami.
                                        > Jak zrozumiesz, o czym się tutaj pisze, to wypowiedz się jeszcze raz.

                                        'Wy' wszędzie widzicie problem. Na siłę.
                                        • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 10:37
                                          Mhm
                                    • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 10:15
                                      Da capo:
                                      Calkowicie pomijasz kontekst pozostawienia dziewczynki na lotnisku. Wyobraź sobie - rodzina pakuje sie, przyjeżdża na lotnisko, wszystko przygotowane, tylko wsiąść do samolotu - i nagle urzędnik mowi, że corka nie może leciec. szok, stres, zaskoczenie - ile par na sto nie zacznie klócic sie, kto zawinil? A nawet jeśli nie, zacznie sie pełna nerwow romzmowa - najpierw z urzędnikiem, potem między rodzicami - co zrobić z dzieckiem? - potem rodzicow z dziadkiem, nianią, znajomym. dziecko jest obok, doskonale uświadamia sobie napiecie (wierz mi, dzieci są w tym nieporownywalnie lepsze od doroslych), rozumie, ze to ono jest przyczyną zamieszania, zdenerwowania, może kłótni - i na koniec rodzice zostalwiaja je na lotnisku i znikają.
                                      • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 10:57
                                        Ale gdyby nawet matka (lub ojciec) została by z dzieckiem to przecież też (matka) czułaby zdenerwowanie, napięcie (że jednak nie leci i musi zostać z dzieckiem), nie sądzę żeby spłynęłoby po matce jak po kaczce, że jednak nici z od dawna planowanego urlopu plus głupio stracone z tego powodu pieniądze i dziecko (skoro takie wrażliwe) też by czuło nastrój matki, co by negatywnie na nie wpływało (tu akurat zgadzam się, że dziecko wyczuwa nastroje rodziców). Zatem d...a zbita, aby być rodzicem trzeba wyzbyć się negatywnych emocji bo dziecko wyczuwa, trzeba być ciągle zadowolonym, nie podenerwowanym bo dziecko wyczuje i d...a zbita, będzie się stresowało.
                                        • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 13:38
                                          Masz racje, w calej tej sytuacji dziecko najmlodsze, najslabsze i calkowicie niewinne - oberwie. Natomiast co do emocji - z tego co czytałam, bardziej szkodzi dziecku poczucie bycia zignorowanym lub porzuconym niz zlość rodzica (jasne, ze trzymajaca sie w jakichś granicach czasowych i natężenia).
                                          • mary_lu Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 13:41
                                            Ignorowanym i porzucanym. Stan ciągły, częsty. Nie bycie porzuconym na cztery minuty.
                                            • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 13:46
                                              Bzdura.
                                              Nie ma zadnego porównania miedzy sytuacja jak ta z lotniska a pozostawieniem dziecka u dziadkow, z niania czy w przedszkolu. "Cztery minuty" nie maja tu nic do rzeczy, nie w liczbie minut problem.
                                              Coraz bardziej nabieram przekonania, że to dyskusja ze ślepym o kolorach.
                                              • mary_lu Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 13:52
                                                Liczba minut rzeczywiście ma znaczenie tylko dla pracowników lotniska - byli w stanie przez tyle czasu przypilnować dziecka, obarczanie kogos pracującego półgodzinną opieką to może byc duże przegięcie.

                                                Dwulatek nie rozumie pojęcia czasu, nie wie nawet co to znaczy "potem". Jeżeli akurat źle reaguje na rozstanie z matką, to przepłakuje swoje cztery minuyu nawet pod drzwiami toalety. Co nie oznacza, ze jest to dla niego trauma.
                                                • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:11
                                                  Po raz piećdziesiaty to napisze: dziecko bylo świadkiem, a raczej uczestniczką, kolejnych scen rozgrywajacych sie na lotnisku. To co z nich zrozumialo to z pewnościa tyle, że ono jest powodem zamieszania, zdenerwowania, moze klótni, wreszcie zrozumialo, ze ono w jakis sposob zawinilo i skutkiem jest pozostawienie go przez brata i rodziców, nagłe i niespodziewane, wśród zdenerwowanych obcych ludzi.

                                                  Jak juz napisałam, rodzicom dziewczynki nalezy sie za medialna nagonke zadośćuczynienie.
                                                  Ale to nie powód by bagatelizowac sytuacje jak ta, ktora miala miejsce na lotnisku.

                                                  Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim, ojciec tam, syn tu, to nie wiedzieć, jako się było bić. J.Ch. Pasek
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:26
                                                    > To co z nich zrozumialo to z p
                                                    > ewnościa tyle, że ono jest powodem zamieszania, zdenerwowania, moze klótni, wre
                                                    > szcie zrozumialo, ze ono w jakis sposob zawinilo i skutkiem jest pozostawienie
                                                    > go przez brata i rodziców, nagłe i niespodziewane, wśród zdenerwowanych obcych
                                                    > ludzi.

                                                    Czy Ty masz może za sobą jakieś nowatorskie studia z psychologii rozwojowej dzieci? Bo doprawdy nie wiem, skąd czerpiesz takie rewelacje na temat świadomości i psychiki DWULATKA. Cechami, jakie usilnie przypisujesz takiemu maluchowi, nie charakteryzują się nawet i starsze dzieci (świadomość planowanego wyjazdu zagranicę, zrozumienie, że jest się przyczyną zamieszania, w końcu poczucie winy! - co za bzdury, bo już nie wiem, jak inaczej to nazwać), więc po co ta demagogia? Czemu i komu to ma służyć? Bo na pewno ani tym rodzicom ani temu dziecku.

                                                    > Ale to nie powód by bagatelizowac sytuacje jak ta, ktora miala miejsce na lotni
                                                    > sku.

                                                    I nie powód, by ciosać ludziom kołki na głowie, choć kompletnie nic się nie stało*. To ich dziecko i to oni, a nie Ty czy dziesięć innych przekupek, doskonale wiedzą, jak może/mogło zareagować na takie sytuacje.

                                                    * a jeśli uważasz, że się stało, to proszę - udowodnij, podaj fakty świadczące o tym, że dziecko doznało głębokiej traumy z powodu tej sytuacji i odbije się to na całym jego życiu
                                                  • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:34
                                                    To jest zupełnie podstawowa wiedza - nie unoś sie, tylko pofatguj do pierwszej z brzegu biblioteki.
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:50
                                                    nangaparbat3 napisała:

                                                    > To jest zupełnie podstawowa wiedza - nie unoś sie, tylko pofatguj do pierwszej
                                                    > z brzegu biblioteki.

                                                    Unoszę się, bo wypisujesz czyste, niczym nie poparte głupoty i robisz ludziom wodę z mózgu.
                                                    Jeśli ktoś miałby się pofatygować do biblioteki, to na pewno nie ja.
                                                  • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 23:06
                                                    niemożliwe, żebyś miała (czy miał) dziecko.
                                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:32
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > Po raz piećdziesiaty to napisze: dziecko bylo świadkiem, a raczej uczestniczką,
                                                    > kolejnych scen rozgrywajacych sie na lotnisku. To co z nich zrozumialo to z p
                                                    > ewnościa tyle, że ono jest powodem zamieszania, zdenerwowania, moze klótni, wre
                                                    > szcie zrozumialo, ze ono w jakis sposob zawinilo i skutkiem jest pozostawienie
                                                    > go przez brata i rodziców, nagłe i niespodziewane, wśród zdenerwowanych obcych
                                                    > ludzi.

                                                    Uwielbiam mamuśki, które 'z pewnością' wiedzą wszystko, szczególnie co myślało/czuło/wiedziało zupełnie obce im dziecko big_grin

                                                    A poczucie 'winy' za zamieszanie u dwulatki rozłożyło mnie totalnie big_grin
                                                  • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:39
                                                    Naprawde to taka egzotyka? A jak sądzisz, jak to sie dzieje, że dzieci czują sie winne rozwodowi rodzicow? Ale moze o tym też nie czytalas?
                                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:48
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > Naprawde to taka egzotyka? A jak sądzisz, jak to sie dzieje, że dzieci czują si
                                                    > e winne rozwodowi rodzicow? Ale moze o tym też nie czytalas?

                                                    DWULATKI???
                                                  • aneta-skarpeta Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:29
                                                    moj syn przezyl rozwod jak mial mniej niz 2 lata

                                                    i moje spostrzezenia są nastepujące
                                                    - jako dziecko neispełna roczne doskonale wyczuwał moje nastroje- mialam wtedy fatalny okres z powodu kłótni, awantur, podejmowania decyzji etc- jak ja bylam roztrzesiona automatycznie moje dziekco bylo nerwowe i płaczliwe

                                                    ok 2 lat potrafilo przychodzic mnie pocieszac, gdy płakałam i sie przytulac- co zresztą zostało mu do dzis- tak jakby czuł sie w obowiązku mnie wspierac i mnie chronic

                                                    dzieci bardzo, bardzo duzo czują
                                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:34
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > ok 2 lat potrafilo przychodzic mnie pocieszac, gdy płakałam i sie przytulac- co
                                                    > zresztą zostało mu do dzis- tak jakby czuł sie w obowiązku mnie wspierac i mni
                                                    > e chronic
                                                    > dzieci bardzo, bardzo duzo czują

                                                    Tak - Twój syn na pewno rozumiał, że się rozwodzicie i na pewno winił siebie. Od ilu lat chodzi na terapię? Pomaga mu chociaż?
                                                  • aneta-skarpeta Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:42
                                                    nie podniecaj się.

                                                    ja staram sie rozmawiac normalnie, nigdzie nie napisalam ze siebie winił i nie widze powodu, abys sie na mnie wyzłosliwiała- domyslam sie ze za inne forumki

                                                    stwierdzialam tylko, ze dzieci 2 letnie mogą byc bardzo emocjonalne i wyczuwają bardzo wiele rzeczy, choc nie do konca je rozumieją.

                                                    ja sie nie wyzywam na tych rodzicach, choc nie rozumiem ich postepowania- jesli dalabym dupy z paszportem to zostalabym ja lub mąż i dojechala do nich na drugi dzien chocby autokarem- gdybym nie miala kasy na samolot etc

                                                    ale ja tez z tych co nie jezdzą na wakacje za ostatnie grosze, mam uciułane pare zlotych na rozne sytuacje np nagły wydatek zagranicą etc

                                                    moim zdaniem najwazniejsze ze nic sie nie stalo, ale dziwę się ze tak postąpili.
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:46
                                                    > ja staram sie rozmawiac normalnie, nigdzie nie napisalam ze siebie winił

                                                    No to może zwróć uwagę na to, nad czym się dyskutuje w tej gałęzi wątku, bo wyrwałaś się teraz ze swoją historią jak filip z konopi.
                                                  • aneta-skarpeta Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:52
                                                    nie wiem czy zauwazylas, ze po 1 drzewka juz nie ma, a odpowiedzialam na dyskusje z nanga, która twierdzi, ze
                                                    1. dwulatki odczuwają negatywne sytuacje i ogólna atmosferę wokół nich- panikę, nerwy, kłótnie

                                                    po czy powiedziala, ze potrafią tak przezyc rozwod rodzicow, ze z czasem moga szukac winy w sobie- irracjonalnie oczywiscie

                                                    i ja na to odpisałam ze moj syn przezyl rozwod moj w bardzo wczesnym wieku i sporą cenę za to zapłacił- oczywiscie nalozylo sie na to wiele czynników około ojcowskich, ale świadczy to o tym, ze 1-2-3 latki mają silne odczucia i mocno odbierają otaczającą je rzeczywistosc

                                                    tak wiec odpowiedziałam jaknajbardziej na temat, a tak naprawdę to Wy jestescie nastroszone we dwie i atakujecie na oslep domagajac sie idiotyczne zbiorowej odpowiedzialnosci.

                                                    kazda z nas moze miec kompletnie inne zdanie na temat tej sytuacji i nie musimy absolutnie uzgadniac jednej wersji

                                                    tak wiec- bez podniety- to jest dyskusja, wymiana podgladów, a nie wojna
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 16:00
                                                    > po czy powiedziala, ze potrafią tak przezyc rozwod rodzicow, ze z czasem moga s
                                                    > zukac winy w sobie

                                                    O jakim poczuciu winy u 2-latka mówisz? Dziewczyny, z całym szacunkiem, ale zajrzyjcie sobie do pierwszej lepszej psychologii rozwoju i przestańcie wciskać ludziom kit.

                                                    > i ja na to odpisałam ze moj syn przezyl rozwod moj w bardzo wczesnym wieku i s
                                                    > porą cenę za to zapłacił

                                                    Twój syn zareagował co najwyżej na Twoje/Wasze emocje, a nie przeżył Wasz rozwód biorąc na siebie odpowiedzialność za taki stan rzeczy.

                                                    > tak wiec- bez podniety- to jest dyskusja, wymiana podgladów, a nie wojna

                                                    Ok, ale dyskutujcie z sensem, a nie wymyślajcie idiotycznych argumentów o poczuciu winy 2-latka z powodu tego, że matka nie zabrała go na wakacje albo poczuciu utraconej atrakcji w postaci Grecji. Głupszych rzeczy już dawno nie czytałam.
                                                  • aneta-skarpeta Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 16:08
                                                    ja słowa nangi zrozumialam nieco inaczej- trzeba sie spytac nangi czy slusznie czy nie

                                                    nanga w poscie o rozwodzie nie mówila o poczuciu winy u 2 latka, tylko o tym, ze 2latki potrafia tak silnie odczuwac emocje, ze w perspektywie jakiegos czasu np kilku lat czuj a sie winne za rozwó ktory mial miejsce gdy, one bylo małe.

                                                    dlatego odpowiedzialam, bo mimo ze moje dziecko nie czulo sie winne to dlugo za nim sie ciagnelo to co przezyl jako dziecko 1-2 letnie. wiet teoria nangi ( ze tak powiem) nie jest tak do końca z dupy
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 16:20
                                                    aneta-skarpeta napisała:

                                                    > ja słowa nangi zrozumialam nieco inaczej- trzeba sie spytac nangi czy slusznie
                                                    > czy nie

                                                    Słowa nangi:
                                                    dziecko [...] zrozumialo, ze ono w jakis sposob zawinilo i skutkiem jest pozostawienie go przez brata i rodziców, nagłe i niespodziewane, wśród zdenerwowanych obcych ludzi.
                                                    Nie wiem, jak inni, ale ja się do tej konkretnej głupoty odniosłam i dziwię Ci się, że podałaś przykład poczucia winy swojego 1-2 rocznego dziecka z powodu Waszego rozwodu. Owszem, dzieci niekiedy mają takie poczucie winy, ale to się tyczy najwcześniej 5-7 latków, a nie takich maluchów, o których tu mowa.

                                                    > nanga w poscie o rozwodzie nie mówila o poczuciu winy u 2 latka, tylko o tym, z
                                                    > e 2latki potrafia tak silnie odczuwac emocje, ze w perspektywie jakiegos czasu
                                                    > np kilku lat czuj a sie winne za rozwó ktory mial miejsce gdy, one bylo małe.

                                                    No opad rąk po prostu sad

                                                    > dlatego odpowiedzialam, bo mimo ze moje dziecko nie czulo sie winne to dlugo za
                                                    > nim sie ciagnelo to co przezyl jako dziecko 1-2 letnie.

                                                    Co konkretnie się zanim ciągnęło? Może przeanalizuj jednak Wasze zachowania, jakie miały miejsce przed, w trakcie i po rozwodzie, jak się do siebie odnosiliście, jakie emocje okazywaliście i jak długo to trwało. Nie twierdzę, że maluch nie reaguje na takie skrajne sytuacje. Ale kłótnie w domu, napięta atmosfera, a w końcu rozwód rodziców, opuszczenie przez ojca to nie 4 minuty opieki pani z obsługi lotniska, więc porównanie jest cokolwiek nie na miejscu.
                                                  • mary_lu Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 16:34
                                                    Daj spokój, to są nieporównywalne zdarzenia. Do poczucia winy trzeba trochę więcej zdarzeń, atmosfery w rodzinie - o to łatwo przy rozwodzie, przy przeterminowanym paszporcie to lekka przesada.
                                                  • nangaparbat3 to ja opowiem 20.08.12, 20:12
                                                    oczywiscie pomysl, że dziecko zazwyczaj (pamietam, ze autor uzyl slowa "zawsze")czuje sie winne rozwodu rodzicow nie jest moj - czytałam o tym wiele lat temu, ze 20. W pierwszym odruchu nie uwierzyłam, ale niedlugo potem pojechalam z corka i jeszcze wtedy mężem na wakacje. Corka miała rowniusieńko dwa lata. Szlismy Krupowkami, nagle zobaczyłam toczacy sie przede mną pomidor, pomyślalam, ze wypadl z siatki idacej przed nami pani, chcialam podnieść i oddac, ale bylam wkurzona i zamiast podnieść i oddac - kopnełam. Pomidor eksplodowal, a ja wpadlam w histerię - mialam w glowie co staloby sie z moją dlonią, gdybym jednak podniosla, ze obok bylo moje malutkie dziecko. Maż tulil mnie i uspokajał, ludzie coś krzyczeli, afera byla na całego. Kiedy sie uspokoilo, córka spytala:
                                                    - Mamusiu, to ja szczelilam?
                                                    Pytanie - calkiem nieglupiej i wyjatkowo zrownowazonej dwulatki - bylo tak absurdalne, ze zaniemowilam. Ale ta historia przekonala mnie do pogladu, że wiele dzieci moze czuc sie winnymi za zdarzenia, na ktore nie miały najmniejszego wplywu.
                                                    Dziewczynka z lotniska byla w dośc podobnej sytuacji - tyle że awantura JAK NAJBARDZIEJ DOTYCZYLA JEJ BEZPOŚREDNIO i dlatego jestem przekonana, że czula sie winna (przeciez w rozmowach musialo padac jej imie, wielokrotnie, a nie byly to rozmowy spokojne) - ze miała przekonanie, ze to ona zrobiła coś, co awanture wywołało. Pozostawienie jej na lotnisku mogło to przekonanie tylko potwierdzić.
                                                    ---------

                                                    A tam jakieś zabiegi masarskie zostają wykonane na zawodniku - sprawozdawca Eurosportu o masowaniu jednego z gimnastyków.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: to ja opowiem 20.08.12, 20:41
                                                    Dlaczego pomidor eksplodował?Miał bombę w środku?
                                                  • nangaparbat3 Re: to ja opowiem 20.08.12, 21:05
                                                    Tam chyba byl kapiszon albo co - miejscowe nastolatki sie zabawiły.
                                                  • araceli Re: to ja opowiem 20.08.12, 20:56
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > - Mamusiu, to ja szczelilam?
                                                    > Pytanie - calkiem nieglupiej i wyjatkowo zrownowazonej dwulatki - bylo tak absu
                                                    > rdalne, ze zaniemowilam.

                                                    Czyli generalnie to w ogóle wszyscy rodzice powinni się zbiorowo powiesić bo przecież co dzień dzieją się rzeczy, które dziecko może wziąć do siebie. Skandal! Odebrać wszystkim prawa rodzicielskie!

                                                    Mam nadzieję, że zapewniłaś córce odpowiednie wsparcie psychologiczne, żeby Twoja histeryczna reakcja nie naznaczyła jej na całe życie. Choć może już wcześniej była naznaczona skoro tak to odebrała. Może już było dla niej za późno ale mam nadzieję, że terapia jej pomogła.
                                                  • nangaparbat3 Re: to ja opowiem 20.08.12, 21:07
                                                    jej pomogła, ale dla ciebie nie ma nadziei
                                                  • araceli Re: to ja opowiem 20.08.12, 21:15
                                                    nangaparbat3 napisała:
                                                    > jej pomogła, ale dla ciebie nie ma nadziei

                                                    Dzięki Bogu!
                                                  • gazeta_mi_placi Re: to ja opowiem 20.08.12, 21:12
                                                    Podobno do tej pory nie weźmie pomidora do ust, a przechodząc obok stoiska z warzywami na widok pomidora dostaje histerycznych spazmów.
                                                    Najbliższe otoczenie i miejscowe przedszkolanki są uczulone na to aby nie śpiewać przy niej znanej piosenki o pomidorach.
                                                    Cała rodzina stara się nie używać przy niej słowa "pomidor", zabawa w "pomidora" oczywiście też zabroniona.
                                                  • iwles Re: to ja opowiem 20.08.12, 21:21

                                                    to podobno zupelnie jak ty, na widok atrakcyjnej kobiety !
                                                  • nangaparbat3 Re: to ja opowiem 20.08.12, 21:21
                                                    big_grin

                                                    Oczywiscie nic sie z tego powodu nie stało. Ale może byłoby inaczej, gdyby rodzice zostawili ją wowczas - zanim zadala pytanie - na najblizsze dwa tygodnie, nawet z ukochanymi dziadkami. znikneli natychmiast po - a nawet w trakcie - awantury. w miejscu, gdzie to wszystko sie rozegrało.
                                                  • robitussin Re: to ja opowiem 21.08.12, 09:49
                                                    nangaparbat3 napisała:

                                                    > oczywiscie pomysl, że dziecko zazwyczaj (pamietam, ze autor uzyl slowa "zawsze"
                                                    > )czuje sie winne rozwodu rodzicow nie jest moj - czytałam o tym wiele lat temu,
                                                    > ze 20. W pierwszym odruchu nie uwierzyłam, ale niedlugo potem pojechalam z cor
                                                    > ka i jeszcze wtedy mężem na wakacje. Corka miała rowniusieńko dwa lata. Szlismy
                                                    > Krupowkami, nagle zobaczyłam toczacy sie przede mną pomidor, pomyślalam, ze wy
                                                    > padl z siatki idacej przed nami pani, chcialam podnieść i oddac, ale bylam wkur
                                                    > zona i zamiast podnieść i oddac - kopnełam. Pomidor eksplodowal, a ja wpadlam w
                                                    > histerię - mialam w glowie co staloby sie z moją dlonią, gdybym jednak podnios
                                                    > la, ze obok bylo moje malutkie dziecko. Maż tulil mnie i uspokajał, ludzie coś
                                                    > krzyczeli, afera byla na całego. Kiedy sie uspokoilo, córka spytala:
                                                    > - Mamusiu, to ja szczelilam?
                                                    > Pytanie - calkiem nieglupiej i wyjatkowo zrownowazonej dwulatki - bylo tak absu
                                                    > rdalne, ze zaniemowilam. Ale ta historia przekonala mnie do pogladu, że wiele d
                                                    > zieci moze czuc sie winnymi za zdarzenia, na ktore nie miały najmniejszego wply
                                                    > wu.

                                                    Ty tak poważnie? Bo o ile jeszcze wczoraj miałam wrażenie, że jesteś w miarę normalną, choć dość przewrażliwioną osobą, to teraz poważnie w to zwątpiłam.
                                                  • nangaparbat3 Re: to ja opowiem 21.08.12, 10:16
                                                    A możesz wyartykułować, w czym rzecz?
                                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 17:03
                                                    robitussin napisał:
                                                    > Ok, ale dyskutujcie z sensem, a nie wymyślajcie idiotycznych argumentów o poczu
                                                    > ciu winy 2-latka z powodu tego, że matka nie zabrała go na wakacje albo poczuci
                                                    > u utraconej atrakcji w postaci Grecji. Głupszych rzeczy już dawno nie czytałam.

                                                    Idąc tym tokiem myślenia (poczucia winy u dwulatka) to może lepiej, że oni polecieli bo jakby dziecko sobie 'uświadomiło' że w 'jakiś sposób przez nie' rodzice i brat nie polecieli na wakacje to dopiero mogłoby w depresję z tego 'poczucia winy' wpaść big_grin
                                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 17:06
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > po czy powiedziala, ze potrafią tak przezyc rozwod rodzicow, ze z czasem moga s
                                                    > zukac winy w sobie- irracjonalnie oczywiscie
                                                    > i ja na to odpisałam ze moj syn przezyl rozwod moj w bardzo wczesnym wieku i s
                                                    > porą cenę za to zapłacił- oczywiscie nalozylo sie na to wiele czynników około o
                                                    > jcowskich, ale świadczy to o tym, ze 1-2-3 latki mają silne odczucia i mocno od
                                                    > bierają otaczającą je rzeczywistosc

                                                    Czyli generalnie sama siebie powinnaś ukamienować, że taką traumę jak rozwód dziecku zafundowałaś. Wstydź się!
                                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:51
                                                    aneta-skarpeta napisała:
                                                    > ja staram sie rozmawiac normalnie, nigdzie nie napisalam ze siebie winił i nie
                                                    > widze powodu, abys sie na mnie wyzłosliwiała- domyslam sie ze za inne forumki

                                                    Nie 'wyzłośliwiam' się - to Ty podpisujesz się w odnodze wątku, pod moim postem, gdzie ja odrzucam kwestię winienia się dwulatka za rozwód rodziców.
                                                  • aneta-skarpeta Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:58


                                                    jestes tak zaślepiona atakiem na osoby o odmiennym zdaniu niz Twoje, ze nie łapiesz całosci dyskusji?

                                                    rozmawa była o wrażliwosci dzieci w tym wieku oraz reakcji 2 latków na rozwód

                                                    ja nigdzie nie napisalam, ze moj syn czuł sie winny, ale podejmując temat rozwodu i 2latków powiedzialam, ze dzieci w tym wieku potrafią bardzo silnie go odczuc i to negatywnie- jak najbardziej w temacie
                                                  • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:55
                                                    Ponieważ rozwód to jeszcze większa trauma dla dziecka niż jednorazowe zostawienie pod opieką personelu lotniska czemu nie odbiera się dzieci ludziom rozwodzącym się? Albo przynajmniej publicznie napiętnuje takich rodziców?
                                                  • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:55

                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:07
                                                    nangaparbat3 napisała:

                                                    > Naprawde to taka egzotyka? A jak sądzisz, jak to sie dzieje, że dzieci czują si
                                                    > e winne rozwodowi rodzicow? Ale moze o tym też nie czytalas?

                                                    2-latki? Kobieto, błagam, nie kompromituj się.
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:06
                                                    > Uwielbiam mamuśki, które 'z pewnością' wiedzą wszystko, szczególnie co m
                                                    > yślało/czuło/wiedziało zupełnie obce im dziecko big_grin
                                                    > A poczucie 'winy' za zamieszanie u dwulatki rozłożyło mnie totalnie big_grin

                                                    Mnie to raczej przeraża, bo ludzie w ten sposób, swoimi niczym nieuzasadnionymi ocenami sytuacji, robią krzywdę innym.
                                                    Przypomniała mi się od razu taka przewrażliwiona matka w autobusie, która rozpłakała się (sic! poważnie!) ze słowami "czy pani nie ma sumienia? niech pani coś zrobi z tym maleństwem, niech ono nie płacze tak strasznie, bo nawet mi się serce kraje, jak można być tak wyrodną i nieczułą matką?"
                                                    Maleństwem był mój zbuntowany 3-latek, który nie uznał mojej decyzji o powrocie do domu za zasadną i postanowił urządzić scenę histerii wraz z rzutami na ziemię nie reagując kompletnie na nic (a ja doskonale wiedziałam, że najlepszym rozwiązaniem jest obojętność, bo młody za 2-3 minuty sam się uciszy). Panią ową zbyłam milczeniem (choć nóż mi się otwierał, bo zdążyła już zrobić ze mnie potwora), ale ona nie dając za wygraną, usiłowała sama udobruchać mojego syna nachylając się do niego i szczebiocząc coś słodkiego. Miała pecha, bo nie dość, że dostała piąstkę prosto w okulary, ponieważ młody po prostu się jej wystraszył, to jeszcze wywołała większą awanturę.
                                                    Po prostu kocham takie mamuśki i takie sytuacje.
                                                  • lauren6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:16
                                                    To faktycznie matka była? Bo zachowała się jak idiotka, która 3-latka widziała co najwyżej w telewizji, a o wychowywaniu dzieci pojęcia zielonego nie ma.
                                                    Ja również uwielbiam ludzi (nie tylko matki, w moim przypadku prym wiodą podstarzali faceci), którzy zawsze muszą wtrącić swoje trzy grosze w wychowanie cudzego dziecka.
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 15:50
                                                    > To faktycznie matka była? Bo zachowała się jak idiotka, która 3-latka widziała
                                                    > co najwyżej w telewizji, a o wychowywaniu dzieci pojęcia zielonego nie ma.

                                                    Matka jak sądzę, bo u jej boku stała ok. 6-letnia dziewczynka, a w wózku spało niemowlę. Pani zareagowała wręcz groteskowo - ten jej wybuch płaczu po prostu mnie osłabił i tylko dlatego dałam jej spokój, nie wdając się w dyskusje.
                                                • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 22:59
                                                  moja dwulatka wie, co znaczy "potem". ale akurat zgadzam się, ze nie ma poczucia czasu i dla dwulatka 4 minuty takiej sytuacji - to wieczność.
                                              • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:07
                                                > "Cztery minuty" nie maja tu nic d
                                                > o rzeczy, nie w liczbie minut problem.

                                                To w czym w końcu? Może ustalcie to miedzy sobą raz, a dobrze i przyjmijcie jeden punkt odniesienia, bo na razie każda podaje inne argumenty.

                                                > Coraz bardziej nabieram przekonania, że to dyskusja ze ślepym o kolorach.

                                                Też tak sądzę. Robisz (robicie) widły z igły i dziwisz się, że niektórzy nie widzą powodu, by przyłączyć się do tej durnej nagonki. Ci piętnowani po stokroć ludzie już dawno przeszli do porządku dziennego, a Wy nadal jak te zdewociałe mohery będziecie deliberować czy dziecko ucierpiało i czy już potrzebuje pomocy specjalisty czy dopiero za 30 lat.
                                                • iwles Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:23

                                                  a czemu mamy ustalac jeden front? Przecież to jest forum, każdy się wypowiada w swoim imieniu.

                                                  I owszem, nie w 4 minutach, tylko w sposobie załatwienia sprawy jest "problem". Rozumiem, że ty przygotowując dziecko do przedszkola mówiłaś: kochanie idziemy do twojej ukochanej babci Krysi. Po czym w drzwiach przedszkola szybko pozbywałaś się zdziwionego, nic nie rozumiejącego i płaczącego, bo przecież miało być inaczej, dziecka ?
                                                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:49

                                                    > a czemu mamy ustalac jeden front? Przecież to jest forum, każdy się wypowiada w
                                                    > swoim imieniu.

                                                    No tak, ale w końcu tak naprawdę nie wiadomo, co konkretnie było takiego traumatycznego w tej sytuacji, bo każdy podaje inne powody.

                                                    > I owszem, nie w 4 minutach, tylko w sposobie załatwienia sprawy jest "problem".

                                                    No patrz, a jeszcze wczoraj to czas był tym największym problemem.

                                                    > Rozumiem, że ty przygotowując dziecko do przedszkola mówiłaś: kochanie idziemy
                                                    > do twojej ukochanej babci Krysi. Po czym w drzwiach przedszkola szybko pozbywa
                                                    > łaś się zdziwionego, nic nie rozumiejącego i płaczącego, bo przecież miało być
                                                    > inaczej, dziecka ?

                                                    Jeśli nie widzisz różnicy między tym, co nie jest abstrakcją (babcia Krysia, którą dziecko doskonale zna i wie, czego się spodziewać), a tym, co jest dla 2-latka czymś kompletnie nienamacalnym (jakaś tam Grecja - czy to ciocia? czy to coś do zjedzenia czy jeszcze coś innego?), to ręce opadają.
                                                    Dla takiego malca samo lotnisko mogło być po prostu tą bliżej nieokreśloną Grecją, ponieważ nie ma on jeszcze tak rozbudowanej percepcji otaczającego go świata, żeby powiązać to z czymś konkretnym. A tym bardziej, by mieć poczucie, że coś konkretnego utraciło.
                                                  • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 20:24
                                                    "Grecja" czy "wakacje" nie były abstrakcją - były czymś, na co rodzice i brat czekali z radościa, o czym mowili jak o czyms dobrym, miłym, przyjemnym, gdzie bedą wszyscy razem.
                                                  • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 20:35
                                                    Ok, ale myślę że gdyby nie ta cała afera z nagonką medialną myślę, że cała trójka miałaby super wakacje zamiast kupy stresu ciągnącego się zapewne jeszcze długo po ich powrocie.
                                                    A dwulatka tak czy owak byłaby bezpieczna pod opieką dziadka.
                                                  • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 21:17
                                                    No ja akurat od poczatku piszę, że w kwestii bezpieczeństwa fizycznego malej nie mialam najmniejszych zastrzeżen.
                                                    A nagonka - nie pierwsza, na pewno nie ostatnia. Mozna powiedzieć: nie czytaj, nie wypowiadaj sie, nie ogladaj. Ale to niestety zapewni tylko (albo aż) powstrzymujacym sie czyste sumienie, natomiast niczego nie zalatwi. Wolna ręka rynku wyprodukuje kolejne nagonki. Bo to przeciez znowu o to chodzi - o kase. I dlatego uwazam, że ten kto udostępnil film z lotniska, i telewizja, która ten film w kołko emitowala, powinni - o ile tylko prawo na to pozwala - zostać tak ukarani (finansowo), żeby im w piety poszlo.
                                                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 14:50
                                                    iwles napisała:
                                                    > I owszem, nie w 4 minutach, tylko w sposobie załatwienia sprawy jest "problem".
                                                    > Rozumiem, że ty przygotowując dziecko do przedszkola mówiłaś: kochanie idziemy
                                                    > do twojej ukochanej babci Krysi. Po czym w drzwiach przedszkola szybko pozbywa
                                                    > łaś się zdziwionego, nic nie rozumiejącego i płaczącego, bo przecież miało być
                                                    > inaczej, dziecka ?

                                                    Czyli oskarżasz teraz rodziców, że specjalnie nie zadbali o dokumenty i celowo 'wmawiali' dwulatce, że leci na wakacje, żeby ją oszukać?

                                                    Absurd goni absurd big_grin
                                    • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 22:56
                                      czyli co, na opiekunkę ich było stać, a na bilet nie?
                                      • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 09:10
                                        W małych miejscowościach opiekunki nie biorą Bóg wie jakiej kasy, w wątku o stawkach opiekunek wiele osób twierdziło, że w małych miejscowościach często są to kwoty rzędu 5-6 zł za godzinę, to nie Warszawa.
                                • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:10
                                  Ale cóż zrobić Kochana skoro odnośnie Katarzyny W. już sprawa nieco ucichła, a nowych rodziców do kamieniowania póki co nie ma? Bierze się co jest, nie było ostatnio żadnej głośnej sprawy zakatowania dziecka to niech od biedy będzie ta para od wycieczki do Grecji, cóż zrobić...
                              • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 11:13
                                Masz rację, ale i jakby od początku było ustalone że dziecko zostaje z dziadkami też by pewnie czuło podenerwowanie (bo zawsze to jakiś stres, zwłaszcza jeżeli pierwszy raz zostaje tak długo), prawda?
                                • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 13:33
                                  Jest róznica miedzy ewentualnym podenerwowaniem spowodowanym perspektywą pozostania a stresem z powodu awantury, ktorej dziecko (w swojej świadomosci) jest winne, zakończonej nagłym zniknieciem rodziców i pozostaniem w miejscu wśród obcych ludzi (znajomy rodzicow - nawet najzacniejszy - to dla malucha prawie na pewno też obcy człowiek).
                                  • mary_lu Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 13:39
                                    Awantura a potem zniknięcie rodziców i pozosatnie z obcą osobą - jak nic poranek malucha z wielodzietnej rodziny (starszaki wyprawiane do szkoły, stą półgodzinny poranny wrzask) pozostawianego w przedszkolu/żłobku.
                            • e_r_i_n Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 08:15
                              robitussin napisał:

                              > Wyolbrzymiasz pisząc, że pozbyli się kłopotu, że zostawili jak psa (bo to chyba
                              > Ty pisałaś).

                              Nie, nie ja pisałam o psie.
                              I dla mnie jest to pozbycie się kłopotu, bo założenie było takie, że dziecko MA lecieć. A nie poleciało, bo rodzice dali ciała.
                              • lauren6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 10:14
                                Taka zagadka. Kiedy za kilka lat Maja pójdzie do psychoterapeuty na co będzie narzekać:
                                a) Gdy miała 2 lata spotkało ją traumatyczne przeżycie, borodzice zostawili ją na kwadrans pod opieką obcych ludzi. Nie poleciała na wymarzone wakacje pod palmami, które miała obiecane i od roku tak na nie czekała.
                                b) Po tamtym wydarzeniu główne media polskie pokazały jej rodzinę w bardzo niekorzystnym świetle. Przez lata miała powtarzane, że jest TĄ Mają, która ma wyrodnych rodziców, którzy od dawna powinni mieć odebrane prawa rodzicielskie, siedzieć w więzieniu, ale taką mamy słabą władzę, że się na to nie zdecydowała. Pewnie nie raz usłyszy od sąsiadów, że mama jej nie kocha, bo wolała wakacje w Grecji od siedzenia z córką w Polsce.
                                • araceli 10/10 ;) 20.08.12, 10:31
                                  lauren6 napisała:

                                  > Taka zagadka. Kiedy za kilka lat Maja pójdzie do psychoterapeuty na co będzie n
                                  > arzekać:
                                  > a) Gdy miała 2 lata spotkało ją traumatyczne przeżycie, borodzice zostawili ją
                                  > na kwadrans pod opieką obcych ludzi. Nie poleciała na wymarzone wakacje pod pal
                                  > mami, które miała obiecane i od roku tak na nie czekała.
                                  > b) Po tamtym wydarzeniu główne media polskie pokazały jej rodzinę w bardzo niek
                                  > orzystnym świetle. Przez lata miała powtarzane, że jest TĄ Mają, która ma wyrod
                                  > nych rodziców, którzy od dawna powinni mieć odebrane prawa rodzicielskie, siedz
                                  > ieć w więzieniu, ale taką mamy słabą władzę, że się na to nie zdecydowała. Pewn
                                  > ie nie raz usłyszy od sąsiadów, że mama jej nie kocha, bo wolała wakacje w Grec
                                  > ji od siedzenia z córką w Polsce

                                  Lauren - strzał w dziesiątkę big_grin Jak niektórzy nadgorliwcy wmówią dziecku traumę to tę traumę będzie mieć. I wtedy będą z siebie zadowoleni!
                                  • gazeta_mi_placi Re: 10/10 ;) 20.08.12, 10:44
                                    Otóż to, tyle że w punkcie b dodałabym jeszcze coś o sytuacji starszego synka, to już dziecko kumate, ma kolegów i koleżanki z podwórka, pewnie też wiedzą o aferze bo w tym wieku dzieci już kumają, oglądają telewizję, a i sami rodzice lubią plotkować o innych.
                                    Będzie naznaczone, że to ten "Tomek" od tej paskudnej rodzinki co siostrę zostawiła na pastwę lotniskowych potencjalnych pedofilów i co tam jeszcze....
                                    A dzieci bardzo przeżywają to co inne dzieci mówią o ich rodzicach (nawet jeśli faktycznie mają naprawdę paskudnych rodziców) sad
                      • 3-mamuska Pozbywanie sie kłopotu.. 19.08.12, 21:55
                        e_r_i_n napisała:

                        > Owszem. I to właśnie mam na myśli pisząc o pozbyciu się kłopotu.

                        Ta tak samo jak zostawiając dziecko pod sklepem to porzucenie , aborcja to tez pozbycie sie kłopotu, oddanie do adopcji to tez pozbycie sie kłopotu.
                        Wysłanie dziecka z dziadkami na wakacje i na kolonie to tez pozbycie sie kłopotu.
                        Wysłanie dziecka do przedszkola jeśli matka nie pracuje ( a są tu takie na forum) to tez pozbycie sie kłopotu.
                        Niania do dziecka to tez pozbycie sie kłopotu.

                        Masakra , mała nie zdaje sobie sprawy co ja ominęło, więc nie ma za czym tęsknić.
                        Tęsknila pewnie za rodzicami ale była z rodzina, jak nie jedno dziecko mam z forum.
                        -----------------------
                        Myśl o tym co mówisz...
                        Nie mów tego co myślisz...
                        • e_r_i_n Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 19.08.12, 22:02
                          Niebardzo wiem, co na celu ma ten wywód, skoro ja nie neguję opcji zostawienia dziecka z rodziną, tylko sposób, w jaki ci konkretni rodzice to zrobili i z jakiego powodu.
                          Po raz kolejny - szukanie analogii do przedszkola, planowanego samodzielnego wyjazdu (swojego czy dziecka) itd jest bezsensowne i bezcelowe. Bo tej analogii nie ma.
                          • gazeta_mi_placi Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 19.08.12, 22:11
                            Rozumiem, że gdyby dziecko nie mogło jechać na wakacje, ale ze względu na jakiś błąd pracownika biura podróży (który nie dopełnił formalności odnośnie konkretnie tego dziecka i jego rezerwacji), jakiś błąd systemu itp., a nie dlatego, że rodzice zapomnieli sprawdzić datę ważności paszportu i rodzice zachowaliby się dokładnie tak samo (czyli organizują opiekę na lotnisku do czasu przybycia opiekuna docelowego) to wtedy byłoby ok, tak? Nie jest ok, bo niedopatrzenie formalności było po ich stronie?
                            • e_r_i_n Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 19.08.12, 22:36
                              gazeta_mi_placi napisała:

                              > Rozumiem

                              Nie, nie rozumiesz smile
                            • iwles Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 11:26

                              nie wierzę, że ty, jako pierwszy, nie poleciałbyś złożyć skargi i nie domagał się ukarania tego pracownika, przez niedopatrzenie którego twoje dziecko nie pojechałoby na wakacje. No nie uwierzę, że byłbyś zadowolony i tłumaczył dziecku, że oj tam, nic się nie stało, przestań dziecko beczeć, najważniejsze, że twoi koledzy mają fajne wakacje, ty nie musisz. big_grin
                          • 3-mamuska Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 19.08.12, 23:04
                            e_r_i_n napisała:

                            > Niebardzo wiem, co na celu ma ten wywód, skoro ja nie neguję opcji zostawienia
                            > dziecka z rodziną, tylko sposób, w jaki ci konkretni rodzice to zrobili i z jak
                            > iego powodu.
                            > Po raz kolejny - szukanie analogii do przedszkola, planowanego samodzielnego wy
                            > jazdu (swojego czy dziecka) itd jest bezsensowne i bezcelowe. Bo tej analogii n
                            > ie ma.
                            >

                            Jest celowe na twój argument na pozbywanie sie kłopotu opieki nad dzieckiem/samego dziecka.

                            Wiele osób pozbywa sie kłopotu i ich sie nie potępia.
                            • e_r_i_n Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 19.08.12, 23:12
                              3-mamuska napisała:

                              > Jest celowe na twój argument na pozbywanie sie kłopotu opieki nad dzieckiem/samego
                              > dziecka.

                              Twój wpis jest tak absurdalny, że trudno cokolwiek napisać.
                              Nie będę prosiła o przedstawienie toku Twojego myślenia, który doprowadził Cię do takich wniosków, bo to kosmos będzie zapewne.
                          • robitussin Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 00:03
                            > Po raz kolejny - szukanie analogii do przedszkola, planowanego samodzielnego wy
                            > jazdu (swojego czy dziecka) itd jest bezsensowne i bezcelowe. Bo tej analogii n
                            > ie ma.

                            A dlaczego? Tu chęć zrobienia sobie dobrze i tam chęć zrobienia sobie dobrze.
                            Nie każdy oddaje dziecko do przedszkola, bo musi iść do pracy. Jest multum kobiet, które to robią, bo chcą mieć odrobinę spokoju w życiu i wara innym od ich prywatnych decyzji.
                            Ta matka też widocznie nie chciała rezygnować ze wspólnych wakacji i co nam do tego? Może powiesz, że jest egoistką. Owszem, każdy rodzic ma prawo być egoistą, bo nie wszystko i zawsze musi się kręcić wokół dziecka. A jeśli jeszcze jest sytuacja, gdy dziecku bynajmniej krzywda się z powodu tego egoizmu nie dzieje, to ponownie zapytam - o co to bicie piany?
                            • e_r_i_n Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 08:16
                              Już powiedziałam i powtórzę po raz ostatni - ponieważ to dziecko MIAŁO lecieć na wakacje i taką miało świadomość (o tym już Nanga świetnie napisała). I nie poleciało PRZEZ RODZICÓW.
                              • robitussin Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 11:46
                                > ponieważ to dziecko MIAŁO lecieć na wakacje i taką miało świadomość

                                Tak, oczywiście suspicious
                                2-latek nie ma świadomości tego, że mama zostawiając go w przedszkolu wróci za kilka godzin (co to znaczy kilka i co to jest godzina??) czy że święta BN są w grudniu (co to w ogóle jest grudzień??), a Wy chcecie wmawiać, że ma świadomość takiej abstrakcji jak planowane wakacje w Grecji?
                                Z całym szacunkiem, ale z tym się nawet polemizować nie da.

                                > (o tym już Nanga świetnie napisała).

                                A Nanga to niby kto? Psycholog rozwojowy czy przyjaciel rodziny?
                                Bo akurat ja mam swoje zdanie na temat świadomości 2-latków i opinie bliżej mi nieznanej Nangi niewiele mnie wzruszają. Przypuszczam, że mamy tej dziewczynki takie opinie nie wzruszają tym bardziej.
                                • mary_lu Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 11:56
                                  Mój dwulatek nie pamietał po dwóch miesiącach, ze leciał samolotem (a uwielbia samoloty), ani, że był u ulubionej cioci w domu, gdzie był kot (następne elementy, które w kazdej opowieści, czy na zdjęciu wywoływały jego ogromny entuzjazm).

                                  Ale nawet wiedząc, że chodzi o 4 minuty, nie zostawiłabym dwulatka pod opieką nieznajomych. Nie potrafiłam wtedy zostawić mojego dziecka w żadnym punkcie opieki nawet na chwilę. Wiem, że zrezygnowałabym z wakacji, na które zbierałam rok, ale przed przyjazdem rodziny na lotnisko nie zostawiłabym dziecka. Ale to ja, a decyzję tamtych rodziców uważam za bardziej racjonalną.
                                  • robitussin Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 13:52
                                    mary_lu napisała:

                                    > Mój dwulatek nie pamietał po dwóch miesiącach, ze leciał samolotem (a uwielbia
                                    > samoloty), ani, że był u ulubionej cioci w domu, gdzie był kot (następne elemen
                                    > ty, które w kazdej opowieści, czy na zdjęciu wywoływały jego ogromny entuzjazm)

                                    Mój młodszy syn, jako 3-latek doskonale pamiętał pobyt w Legolandzie przez pierwszy miesiąc od powrotu - opowiadał dziadkom co robił, co mu się podobało. Potem część rzeczy pozapominał, a po roku praktycznie wszystko wyparowało mu z głowy. Dziś wie, że był tam tylko ze zdjęć i opowieści. I ma pretensje, że zabraliśmy go na taką wycieczkę, jak był taki mały, bo nie ma żadnych wspomnień.
                                    Ja nie pamiętam kompletnie, że przez pierwsze 2 lata zajmowała się mną babcia.
                                • e_r_i_n Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 18:16
                                  robitussin napisał:

                                  > a Wy chcecie wmawiać, że ma świadomość takiej abstrakcji jak planowane wakacje w
                                  > Grecji
                                  ?
                                  > Z całym szacunkiem, ale z tym się nawet polemizować nie da.

                                  Bo i nie ma z czym polemizować, ponieważ ja nigdzie nie piszę, że dziecko ma traumę, bo nie poleciało do Grecji. Fakt, dziecko nie ma świadomości, co to ta Grecja.
                                  Natomiast jak najbardziej miało świadomość, że jedzie z rodzicami gdzieś. I miało świadomość, że nie pojechało. Z tym chyba już polemizować nie będziesz?

                                  > A Nanga to niby kto? Psycholog rozwojowy czy przyjaciel rodziny?
                                  > Bo akurat ja mam swoje zdanie na temat świadomości 2-latków i opinie bliżej mi
                                  > nieznanej Nangi niewiele mnie wzruszają. Przypuszczam, że mamy tej dziewczynki
                                  > takie opinie nie wzruszają tym bardziej.

                                  A Ty kto? Psycholog rozwojowy?
                                  Na temat emocji, które przeżywać mogła dziewczynka, wypowiadali się psychologowie i dziwnym trafem ich wypowiedzi są zbieżne z tym, co pisze Nanga (nie psycholog, ale myślący człowiek). Wymieniałam się również opiniami nt z moją mamą, psychologiem dziecięcym i znowu - wow - jej zdanie też jest takie, że sytuacja ta (nie brak wakacji w Grecji, tylko nagła zmiana planów - czyli brak wyjazdu, zostawienie z obcymi ludźmi - a sama piszesz, że dziecko poczucia czasu nie ma) na pewno dla dziecka nie była bez znaczenia i bez emocji.
                            • nangaparbat3 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 09:17
                              Moze chodzi własnie o to, ze im mlodsze dziecko, tym bardziej wszystko sie powinno wokol niego kręcić? Tym bardziej nalezy je chronic? wydawaloby sie, że chronienie tak małego dziecka przed bólem i stresem jest instynktowne - okazuje sie, ze wazniejsze jest chroninie jedenastolatka i doroslych.
                              • gazeta_mi_placi Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 11:05
                                Starsze dziecko miało 6-lat, a nie 11.
                                Heh, no cóż... Zawsze twierdziłam że wartość i ważność człowieka spada wraz z wiekiem. Nie sądziłam jednak, że tyczy to się już dzieci 6-letnich.
                                • nangaparbat3 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 13:41
                                  jeszcze jeden dowod, ze jestes facetem - lenistwo. Nawet Ci sie nie chcialo wysluchac wywiadu z matka
                                  www.tvn24.pl/matka-mai-zostawionej-na-lotnisku-byla-bezpieczna-w-kazdej-sekundzie-zrobilabym-to-samo,271579,s.html
                                  • gazeta_mi_placi Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 16:17
                                    11-latek to dalej dziecko, w sumie ma bardziej teraz przez tę medialną nagonkę prz....rane wśród kolegów, bo 11-latkowie mają na ogół swobodny dostęp do internetu, czytają portale, wiadomości i komentarze.
                                    Na pewno będzie mu łatwo przez medialną nagonkę pójść do szkoły, wyjść do kolegów...
                                    Pięknie panie psycholog i pan rzecznik wypowiadają się o "traumie" dwulatki, która jest w takim wieku, że zaraz zapomni o owym "porzuceniu", czemu jednak pomijają starsze dziecko? Ono teraz ma (i będzie miało) najbardziej chyba przerąbane (nie ze względu na fakt, że nie pojechało z siostrą, rzadko który chłopiec w tym wieku przepada za towarzystwem tak małego rodzeństwa, ale ze względu na medialną nagonkę na jego rodziców).
                                    Aż strach pomyśleć, bo to duży chłopiec jak się czuje to dziecko gdy wchodzi na internet i czyta te brednie co piszą "idealni" rodzice o jego rodzicach sad
                                    • e_r_i_n Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 18:19
                                      gazeta_mi_placi napisała:

                                      > 11-latkowie mają na ogół swobodny dostęp do internetu, czytają portale, wiadomości i
                                      > komentarze.

                                      Chyba jakieś kompletnie niedopilnowane.
                                      • gazeta_mi_placi Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 20:43
                                        Strony dla dorosłych można zablokować, ale chyba 11-latek ma dostęp do internetowych ogólnych wiadomości na zwykłych portalach typu Interia chociażby (oczywiście o ile ma komputer i internet)?
                                    • claudel6 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 23:54
                                      no to 11-latek z tych mediów będzie miał okazje się nauczyc empatii wobec swojej malutkiej siostry, której najwidoczniej ta "porządna" rodzina go nie nauczyła. skoro nie miał nic przeciwko takiemu zachowaniu rodziców.
                                      • nangaparbat3 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 23:57
                                        skoro nie miał nic przeciwko takiemu zachowaniu rodziców.

                                        Nie wiemy, czy nie mial.
                                        • claudel6 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 21.08.12, 00:11
                                          matka powiedziała, ze jemu bardzo zależało na wyjeździe - przedstawiła to tak, ze zostawili te dwulatkę ze względu na 11-latka, który bardzo chciał jechać. ale tak w ogóle to mój wpis był ironiczny wobec idiotyzmów gazety, który jak zawsze najbardziej sie przejmuje najmniej pokrzywdzonymi.
                                          • gazeta_mi_placi Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 21.08.12, 09:01
                                            W mojej ocenie 11-latek bardziej jest pokrzywdzony całą tą medialną nagonką na jego rodzinę (sąsiedzi przychodzą i wytykają ich palcem jak mówiła matka) niż owa 2-latka.
                                            Założę się, że jak wróci we wrześniu do szkoły to i koledzy dadzą mu nieźle popalić. Wiem jak to jest nawet na osiedlach w dużych miastach gdy ktoś przez chwilę w neutralnym programie pojawi się na 10 minut w telewizji, a co dopiero w małych miejscowościach i sprawa aż tak nagłośniona i kontrowersyjna.
                                            Ale 11-latek (i każda osoba inna niż niemowlę i małe dziecko) to takie g....o nic nie warte....
                                        • aneta-skarpeta Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 21.08.12, 06:17
                                          rzecznik praw dziecka o zachowaniu rodzicow

                                          Egzamin z odpowiedzialności zdany na jedynkę. Tak Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak skomentował fakt pozostawienia przez rodziców na lotnisku dwuletniej córki

                                          - Dziecko potrzebuje ciągłej opieki, szczególnie kiedy jest małe. My dorośli musimy przewidywać konsekwencje naszych działań i zaniechań oraz określać priorytety. Co może być ważniejsze od młodego człowieka, który może poczuć się opuszczony?"


                                          powiedzial tez, ze to smutn, ze matka nie wyciagnela zadnych nauk z zaistnialej sytuacji i postąpilaby tak ponownie
                                          ------------------------------------------------

                                          ja osobiscie bylabym głeboko zdziwiona gdyby społeczenstwo po zobaczeniu takiego newsa " zostawili dziekco na lotnisku i polecieli do grecji" pomysleli- a no spoko, fajnie, wiadomo, wakacje są bardzo drogie

                                          oczywiscie media nakrecily aferę, ale ja oglądając pierwsze zajawki po prostu zbaranialam, że ktos wpadl na taki pomysł
                                          • araceli Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 21.08.12, 08:18
                                            aneta-skarpeta napisała:
                                            > - Dziecko potrzebuje ciągłej opieki, szczególnie kiedy jest małe.

                                            A w którym momencie opieka była 'nieciągła'?
                              • robitussin Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 11:39
                                nangaparbat3 napisała:

                                > Moze chodzi własnie o to, ze im mlodsze dziecko, tym bardziej wszystko sie powi
                                > nno wokol niego kręcić?

                                Owszem, ale to "wszystko" też ma swoje granice. Ja akurat nie jestem zwolennikiem podporządkowywania całej rodziny bez względu na okoliczności najmłodszemu jej członkowi, bo nie widzę żadnego uzasadnienia.

                                > Tym bardziej nalezy je chronic? wydawaloby sie, że chro
                                > nienie tak małego dziecka przed bólem i stresem jest instynktowne

                                I tak też zrobili.
                                Nie zostawili go na pastwę losu, tylko pod opieką znanej mu osoby.
                            • claudel6 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 23:46
                              ale dlaczego wara od prywatnych decyzji? skąd to wzięlaś, z jakiejś utopii? krzywdzenie dziecka jakby nie było tez jest prywatna decyzją, ale tak się składa, że żyjemy w państwie, w którym dzieci nie są własnością rodziców i rodzicom nie wolno robić z dziecmi, co im się żywnie podoba, nie zważając na ich dobro.
                              • claudel6 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 23:51
                                co to w ogóle za absurdalny postulat z tą prywatnością? od kiedy prywtaność jest dobrem nadrzędnym nad wszystkim? nie wiem, czy zdajesz sobie sprawe, ale skręcenie karku dzieciakowi i wrzucenie go do stawu jest jak najbardziej prywatną decyzją. lanie go kablem od żelazka również. w kwestii ochrony dzieci państwo ma daleko posunięte środki ingerencji w rodzinę i jej prywatność, czy właściwie zasada "wolnoć tomu w swoim domku" nigdy, w żadnym cywilizowanym państwie nie jest nadrzędna wobec dobra dziecka.
                                • gazeta_mi_placi Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 21.08.12, 09:05
                                  Zabicie dziecka jest przestępstwem, tak samo jego katowanie, w przypadku tej sprawy nie było przestępstwa, przecież prokuratura już dawno to orzekła (niemal na samym początku sprawy).
                                  A najgorsze w tym wszystkim, że w tym czasie gdy wszyscy zajęci są traumą zadbanej 2-latki z niepatologicznej rodziny wiele dzieci z prawdziwie patologicznych rodzin z wódą na co dzień i żyjących z zasiłków faktycznie krzywdzi swoje dzieci.
                                  Im zrobić wiochę i nagonkę medialną.
                                • robitussin Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 21.08.12, 10:14
                                  claudel6 napisała:

                                  > co to w ogóle za absurdalny postulat z tą prywatnością? od kiedy prywtaność jes
                                  > t dobrem nadrzędnym nad wszystkim?

                                  Odpowiedź znajdziesz w momencie, gdy urzedas zabierze Ci dziecko, ponieważ jego zdaniem popełniasz w jego wychowaniu poważne błędy. I nieważne, że Ty będziesz uważać, że wszystko jest w porządku. Istotne będzie to, że inni mają inne zdanie, bo tak odgórnie ustaliła banda idiotów.

                                  > nie wiem, czy zdajesz sobie sprawe, ale skrę
                                  > cenie karku dzieciakowi i wrzucenie go do stawu jest jak najbardziej prywatną d
                                  > ecyzją.

                                  Tak i za taką "prywatną decyzję", niezależnie od tego, czy to dziecko, dorosły czy pies otrzymuje się karę. Jeśli nie odróżniasz zabicia dziecka od posłania go do przedszkola z powodu widzimisię jego matki to stań przy ścianie i kilka razy szybko się ukłoń, może pomoże Ci taka kuracja.

                                  > w kwestii ochrony dzieci państwo ma
                                  > daleko posunięte środki ingerencji w rodzinę i jej prywatność,

                                  I jest to chore w momencie, gdy zamiast zajmować się marginesiem społecznym i patologią, owe państwo dręczy normalne rodziny. Coś na kształt policji skarbowej, która woli zajmować się babciami sprzedającymi drożdżówki, zamiast firmami pokroju Amber Gold.
                              • robitussin Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 21.08.12, 10:07
                                claudel6 napisała:

                                > ale dlaczego wara od prywatnych decyzji? skąd to wzięlaś, z jakiejś utopii?

                                A Ty byś chciała, żeby jakaś banda kretynów wtrącała się do Twojego życia i sposobu, w jaki wychowujesz swoje dziecko, bo się komuś ubzdurało, że Twoje dziecko cierpi ponieważ ma 3 lata, a Ty - dajmy na to- już nie karmisz go piersią? Chciałabyś? Nie zapominaj, że to broń obosieczna, a kryteriów "cierpienia" nie ustalasz Ty sama.

                                > krzywdzenie dziecka

                                Jakie krzywdzenie dziecka przewrażliwiona histeryczko?
                                O czym Ty w ogóle piszesz?

                                > jakby nie było tez jest prywatna decyzją, ale tak się składa,
                                > że żyjemy w państwie, w którym dzieci nie są własnością rodziców i rodzicom nie
                                > wolno robić z dziecmi, co im się żywnie podoba, nie zważając na ich dobro.

                                Dzieci nie są też własnością państwa, a już tym bardziej takich osób, jak Ty, którym się wydaje, że wiedzą lepiej, co jest dla cudzego dziecka dobre a co nie. Zajmij się swoją zagrodą, bo bardzo często zdarza się tak, że ci, którzy wsadzają nos do cudzych spraw, na własnym poletku mają poważne zaniedbania.
                        • claudel6 Re: Pozbywanie sie kłopotu.. 20.08.12, 23:44
                          a za kim miała tęsknić? może w tym sęk, ze nie chodziło o utratę czegoś, ale kogoś.
          • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 12:28
            Całe szczęście, że na świecie istnieją takie ideały bez skazy jak Ty, zawsze dokonujące jedynych słusznych wyborów wobec własnych dzieci. Powinnaś sobie samej ołtarzyk zrobić i co wieczór dziękować za swoje mądrości życiowe smile
    • czar_bajry Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 02:25
      adwarp napisała:

      > którzy zostawili dziecko na lotnisku?

      Zamknęli ich w kazamatach a dzieci do ochronki zabrali...
      • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:30
        A ja tak mysle i mysle i po przeanalizowaniu tego wszystkiego bede bronic matki i stac po jej stronie. Wybrala mniejsze zlo.
        Sama nie wiem jakbym sie zachowala i co bym zrobila bo mam mieszane mysli. Byc moze zrobilabym to samo gdybym byla na 100% pewna ze moja bliska rodzina ktora dziecko bardzo dobrze zna dzieckiem i dziecko zna ich, sie zaopiekuje dzieckiem. Ale pewna nie jestem smile
        Ale napewno tej matki nie potepiam. Dziecku sie krzywda nie stala. Bylo po opieka od poczatku do konca.
        • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:31
          Rodzicow nie potepiam. Zeby nie bylo ze wine na matke zwalam.
          • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:46
            Jedynie za co ich potepiam to za to ze odpowiednio wczesniej nie sprawdzili wszystkich paszportow, ich waznosci, dat itp. To jest podstawa !! To jest pierwsza rzecz ktora powinno sie zrobic wykupujac wczasy. Wtedy by problemu nie bylo. Przynajmniej ja bym sprawdzila te dokumenty zwlaszcza jesl chodzi o dzieci bo wiadomo ze paszport jest tylko wazny 1 rok dla tak malego dziecka! A rok rok to nie 10 lat.
            • iin-ess Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:55
              tu nie chodzi o ważność paszportu, tylko zmienilo sie prawo teraz dzieci nie mogą być wpisane do paszportu rodziców i teraz musza mieć swoje i oni mieli tak. Tylko, ze było o tym głośno przez długii czas, ciągle mówili w telewizji i wszędzie nie sposób było o tym nie usłyszeć.
              • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 13:56
                Moze nie maja tv?
                Mogli nie wiedziec.
                • iin-ess Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:12
                  lola211 napisała:

                  > Moze nie maja tv?
                  > Mogli nie wiedziec.

                  Nie mogli bo do wszystkich osób które miały dziecko w swoim paszporcie bylo wysłane pismo. Więc to mnie dziwi.

                  Ale wracając do sprawy uważam nadzieję, że ci ludzie wytoczą mediom proces i będą domagać się odszkodowania za straty moralne i przeprosin na antenie. Media wprowadziły tu opinię publiczną w błąd. Przyznam, ze w pierwszym momencie też byłam zbulwersowana no ale jak w faktach uslyszłam, że matka( no właśnie matka, a o ojcu nic) chcąc spokojnie wyjechac na wakacje zostawiła swoje dziecko w przechowalni bagażu, trudno nie być zbulwersowanym.
                  • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:16
                    Wystarczy,ze zmienili adres zamieszkania.Albo zameldowani sa gdzies indziej.Naprawde- nie ma 100% pewnosci,ze mogli sie dowiedziec.
                    • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:26
                      Bylo jasno powiedziane ze dziecko mialo niewazny paszport!
                      A nie ze dziecko bylo wpisane w paszport rodzica i to bylo niewazne.
                      Naprawde trzeba by mieszkac w buszu zeby nie wiedziec ze dziecko musi miec swoj paszport.
                      Przeciez o tym sie wszedzie slyszy czy slyszalo od znajomych, w tv, gazecie, radiu, internecie i nie wierze ze nie maja tych medii.
                      Moje dzieci paszportow nie maja, nie interesowalam sie tym nigdy a od dawna wiem ze dziecko musi miec swoj. Bo slyszalam od znajomych, w tv, radiu, internecie itp.
                      A pozatym ok, nawet jesli nie wiedzieli to chyba wypadaloby sie dowiedziec czy ten wpis w paszporcie jest nadal wazny (no bo przeciez skoro no nie maja medii to wypadaloby sie dowiedziec jakie sa swieze przepisy) suspicious
                      • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:28
                        Ale pewnie sa zalatanymi karierowiczami i nie mieli czasu sie tym zainteresowac suspicious
                        Albo mysleli ze paszport jest tak samo wazny jak dowod ze 5 lat suspicious
                      • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:37
                        > Naprawde trzeba by mieszkac w buszu zeby nie wiedziec ze dziecko musi miec swoj
                        > paszport.

                        No ja np. nie mam o tym pojecia.Poza tym-kilkukrotnie spotkalam sie z sytuacja, gdy ludzie w ostatniej chwili sprawdzali dokumenty,w ogole ich szukali.Bo ludzie to istoty omylne i im sie zdarza.
                      • 3-mamuska Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 22:20
                        bbuziaczekk napisała:

                        > Bylo jasno powiedziane ze dziecko mialo niewazny paszport!
                        > A nie ze dziecko bylo wpisane w paszport rodzica i to bylo niewazne.
                        > Naprawde trzeba by mieszkac w buszu zeby nie wiedziec ze dziecko musi miec swoj
                        > paszport.


                        Wpisanie do paszportu nie jest wazne juz 5 lat, wtedy to juz robiłam synowi paszport i nie można było.
                        Jeśli dziecko na 2 lata nie mogła być wpisana do paszportu.

                        Mało tego paszport do 5 r.z trzeba robić co rok.
                  • 0ldjoanna Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:29
                    Ja też mam nadzieję, że ci ludzie wytoczą debilnym mediom proces. I tyle w temacie.
              • sueellen Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 14:49
                > tu nie chodzi o ważność paszportu, tylko zmienilo sie prawo teraz dzieci nie mo
                > gą być wpisane do paszportu rodziców i teraz musza mieć swoje i oni mieli tak.
                > Tylko, ze było o tym głośno przez długii czas, ciągle mówili w telewizji i wszę
                > dzie nie sposób było o tym nie usłyszeć.

                dziewczynka ma dwa lata, prawo zmienilo sie WCZESNIEJ. Musiala miec swoj paszport bo wczesniej juz z nia latali.
                • iin-ess Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 15:06
                  To prawo w Polsce zmienilo się jakos teraz w lipcu. I było o tym bardzo głośno przez jakiś miesiąc.
                  • wioskowy_glupek Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 16:20
                    Od początku byłam po stronie rodziców w tej sytuacji ale teraz po obejrzeniu tego materiału z matką dziecka, jestem wręcz oburzona tą nagonką medialną...

                    Po pierwsze :

                    "Maja pod opieką pracownic punktu informacyjnego była niespełna cztery minuty - potwierdza to prokuratura." Więc skończcie wreszcie bredzić o porzuceniu dziecka na 20 min czy pół godziny...

                    Po drugie, matka dziecka już po odprawie, jeszcze przed wylotem miała telefon od opiekuna Mai, że dziecko jest już u niego na rękach bezpieczne ! Nie było więc narażone na ataki porywaczy i pedofili z lotniska jak imputowały forumowe histeryczki...

                    Dziecku nic się nie stało, ale wg. maralizatorek świętszych od Papieża, na co dzień ziejących nienawiścią do grubych, palaczy a szczególnie własnej teściowej, najlepiej matkę do łagrów razem z Pussy Riot skierować. No i odebrać prawa rodzicielskie... Jak dobrze, że żyję wśród tylu dobrze sytuowanych jematek, pełnych tolerancji, bez grzechu, zawsze patrzących żeby dziecko traumy nie miało... Chyba że ma powyżej 10 lat, wówczas przestaje być dzieckiem i każde mazanie się, świadczy o tym, że nie jest prawdziwym "menszczysnom" i nie uczy się dorosłości...
                    • kropkacom Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:10
                      Nie matka, a rodzice dali ciała. Tu nie chodzi o moralizowanie i żądanie Bóg wie jakiej kary. Tak, sobie teraz gadamy o (uwaga!) priorytetach i odpowiedzialności za dzieci.
                    • kawka74 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:21
                      Moje dziecko ma w tej chwili dwa i pół roku, więc jestem mniej więcej na bieżąco z emocjami i odczuciami dzieci w zbliżonym wieku i - słowo honoru - dwulatek nie jest istotą pozbawioną systemu nerwowego.
                      Kwestia bezpieczeństwa dziecka to tylko część sprawy i wcale nie najważniejsza.
                      Druga sprawa jest taka: dziecku się pewnych rzeczy nie robi. Nie porzuca się go jak uciążliwego bagażu, nie traktuje jak zawalidrogi; dziecko nie jest pozycją w bilansie korzyści i strat, pozycją o niższej wartości, niż zagraniczna wycieczka.
                      • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:52
                        Jak to wszystko mozna sprowadzic do absurdu..
                        Oczywiscie -bez wzgledu na wszystko bierze sie bohatersko na klatę wszelkie niedogodnosci i porzuca wszelkie plany, byleby tylko dziecko nie zostało z dziadkiem,gdy rodzice beda moczyc tylki w Grecji.Dla zasady.
                        • kawka74 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:56
                          > Jak to wszystko mozna sprowadzic do absurdu..

                          Można, umiesz to robić doskonale.
                          Wybacz, ale nie będę z Tobą dyskutować, bo dla mnie jesteś jak kosmitka - totalnie nie z tej planety.
                          • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:02
                            Cale szczescie, to oznacza, ze wszystko ze mna w porzadku.
                        • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 23:58
                          nie dla zasady. zasady nie mają żadnego znaczenia. dla własnego dziecka. nierobienia mu emocjonalnej krzywdy.
        • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 23:56
          a dla kogo mniejsze zło? konkretnie? chyba dla siebie, choć wyglada na to, ze karma ją i tak dopadła.
          mniejsze zło to by wybrała, gdyby puściła 11-latka z ojcem na wakacje - chyba by sobie poradzili, a sama została z malutką córką.
    • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:26
      Obejrzalam program. Myślę sobie - skoro brat malej byl bliski histerii, co musiala czuć dziewczynka, wiedzac, że to ona jest powodem zamieszania - rodzice cos krzyczeli, denerwowali się, wydzwaniali, słyszala swoje imię wypowiadane w zdenerwowaniu, pośpiechu, rozumiala, ze ją zostawiają - i zostawili.
      jednoczesnie nie potępialabym rodzicow - w pośpiechu i stresie robimy rzeczy, ktore sami potem uznajemy za niepotrzebne, podejmujemy blędne decyzje.
      Wg mnie decyzją optymalną byloby pozostanie jednego z rodziców z malą. Z jakiegos powodu tak sie nie stalo, wiec wg mnie źle sie stało. Że matka powtarza ze drugi raz postąpilaby identycznie, jest moz tylko wynikiem nagonki i postawa obronna, chyba calkiem zrozumialą. Uwazam, ze rodzicom nalezy sie za tę nagonke zadośćuczynienie.
      I tyle o Mai.
      Natomiast widze inny, naprawdę powazny problem - podzielane przez wiele osob przekonanie, że dziecko nie wie, nie rozumie, nie myśli, nie czuje. Że można obiecać, a potem obietnicę zlamać (i to w najwazniejszej sprawie), bo czlowiek ma lat dwa, a nie trzydzieści dwa.
      • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 17:53
        32 latek by pojał,ze musi zostac.2 latek nie załapie.No taka roznica.
        • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:07
          Tym wiekszą krzywdę wyrzadzasz dwulatkowi.
          • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:10
            Mysle, ze nie bez powodu natura to tak wymyslila, ze niewiele z dziecinstwa sie pamieta.Te 4 minuty na lotnisku nie poczynia w psychice dziecka spustoszenia i naprawde, ma szanse na szczesliwe zycie.
            • kowalka33 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:24
              Tak jestem ciekawa czy dziecko można zostawić na moment z obcą panią czy panem gdy np . spotkamy koleżankę (której nie widzielismy pare lat ) i ulotnimy się do pubu albo skoczymy na moment do kolezanki obejrzeć jej chatę po remoncie zostawiajac dziecko z obca panią na placu zabaw -no ciekawe czemu raczej nikt myślacy tego nie robi ....A tak w ogóle to gdyby zostawili pieska czy kotka to obrończynie tych zabawnych rodziców pewnie tego nie wybaczyły tak lekko , no bo dwulatek jest głupi z natury a piesek czy kociaczek....
              • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 18:50
                Obsługa lotniska to nie przypadkowy przechodzien.
                Jesli kolezanka ma chate na miejscu oraz tu znajduje sie pub to latwiej zorganizowac opieke dziecku niz komus,kto za chwile odlatuje za granice.
                • afro.ninja Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 19:57
                  Skoro wszystko bylo cacy i rodzice wiedzieli z kim zostawiaja dziecko, czemu wezwano policje? Nie wierze, ze oni pierwsi zostawili dziecko na lotnisku, wiec na pewno cos bylo nie halo w tej sprawie...
                  Szkoda, ze w podsumowaniu tej historii ojca nie widac, znowu- "bo to zla matkA byla".
                  • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 20:39
                    Tez bym wezwala, jako pracoswnik.Aby policja formalnie potwierdzila tozsamosc osoby odbierajacej dziecko.Na wszelki wypadek.
                  • robitussin Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 00:12
                    afro.ninja napisała:

                    > Skoro wszystko bylo cacy i rodzice wiedzieli z kim zostawiaja dziecko, czemu w
                    > ezwano policje?

                    Bo zapewne zrobiły to równie rozhisteryzowane osoby, jak niektóre mamy w tym wątku.
                    Takie same jak ta kobitka w Zielonej Górze, która zgłosiła na policję fakt, że ojciec krzyknął na dzieciaka w sklepie. Takim ludziom wydaje się, że swoją obywatelską postawą robią dobrze. Chyba tylko sobie samym.
              • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 20:38
                Pani na placu zabaw jest anonimowa, personel lotniczy nie jest anonimowy, jest znany z imienia, nazwiska, adresu zamieszkania i akurat wiem, że nawet ten niższego szczebla (miałam znajomego który pracował na lotnisku) musi być niekarany. Osoby karane nie są tam przyjmowane.
                A z tymi porównaniami do kotka czy pieska to już w ogóle czad. Nikt na tym forum (ani nawet na typowo zwierzęcych forach) nie potępia osób, które na czas wakacji oddają psy pod opiekę znajomych, osób z rodziny czy do specjalnych hoteli dla zwierząt.
                Potępiane są osoby które wyrzucają psy z pędzących samochodów lub przywiązujących je do drzewa bez żadnej opieki rzecz jasna na niemal pewną śmierć głodową.
                • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 20:56
                  A moze policje wezwali przypadkowi gapie ktorzy tam akurat byli i wszystko widzieli i slyszeli. Bo chyba latwo zauwazyc biegajacych, zdenerwowanych ludzi z dzieckiem i bagazami robiacych szum. Wiec napewno to ktos z ludzi wezwal policje. Tak samo napewno ktos z gapiow powiadomil tez media.
                  Bylam niedawno w okolicach tego lotniska wiec weszlismy poogladac i na taras widokowy dzieciom samoloty pokazac i tam jest mnostwo ludzi, ktorzy przylatuja i odlatuja. Lotnisko pelniutkie.
                  • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 21:05
                    Wiec napewno to ktos z ludzi wezwal policje.
                    > Tak samo napewno ktos z gapiow powiadomil tez media.

                    Podaj źródlo tych informacji.
                    • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 21:15
                      A swoją drogą ciekawa naprawdę jestem co za menda podkablowała ich do prasy i mediów?
                      Panienka z informacji która sama zgodziła się na opiekę? Jej kierownik?
                    • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 22:14
                      A czy ja napisalam ze to gdzies przeczytalam ?????
                      Tak sobie "gdybam!" No bo niby kto by ich powiadomil ?
                      Albo obsluga lotniska albo ludzie/gapie. Predzej obstawiam ludzi/gapiow
                      • lola211 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 19:59
                        Normalnie mnie rozsmieszylas tym ..gdybaniem.
                        • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 20.08.12, 23:15
                          Uwazaj zeby ci zeby nie powypadaly od tego smiechu big_grin

                          A skoro jestes taka madra i wiesz kto wezwal policje to sie wypowiedz....tylko prawde napisz a nie 30-sta plotke.....pewnie pilot samolotu ?
                  • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 21:21
                    Wątpię, że gapie, na lotnisku widok podenerwowanych ludzi z bagażami (z dzieckiem lub nie) to żaden nadzwyczajny widok.
                    Inni ludzie też są zajęci swoim lotem, swoją odprawą, też często podenerwowani samą czekającą podróżą, nie mają czasu ani chęci na gapienie się na ludzi, poza tym ci ludzie (rodzice) chyba nie awanturowali się zatem tym bardziej kto by tam zwracał uwagę na rodziców z dzieckiem rozmawiających z personelem.
                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 21:52
                    bbuziaczekk napisała:
                    > A moze policje wezwali przypadkowi gapie ktorzy tam akurat byli i wszystko widz
                    > ieli i slyszeli. Bo chyba latwo zauwazyc biegajacych, zdenerwowanych ludzi z dz
                    > ieckiem i bagazami robiacych szum. Wiec napewno to ktos z ludzi wezwal policje.
                    > Tak samo napewno ktos z gapiow powiadomil tez media.

                    Tak jassssne. 'Na pewno'. Może poczytaj informacje zamiast snuć domysły?
                    • bbuziaczekk Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 19.08.12, 22:16
                      Z informacji nic jasno nie wynika suspicious kto powiadomil policje i media, wiec nie mam co czytac. Pozostaje snuc domysly.
            • claudel6 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 00:06
              natura to tak wymyśliła, ze wydarzenia z pierwszych dwóch lat dziecka odbijają sie takim śladem na jego emocjach i psychice, że potrafią zmienić strukturę mózgu, wpłynąć na niedorozwoj pewnych ośrodków mózgowych i np. wykastrowac dorosłe osobniki z uczuc wyższych, z empatii, ze zdolności kochania i odbierania miłości. radzę poczytac o zespole RAD, z którym zmaga się masa rodziców adopcyjnych, również dzieci adoptowanych jako niemowlaki, zanim się zacznie mówić, że dzieci do lat 2 nic nie pamietają. pamietają, ale nieświadomie. maja nieodwracalnie przeorane mózgi tymi wydarzeniami, tak bardzo pamiętają.
              • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:19
                claudel6 napisała:
                > natura to tak wymyśliła, ze wydarzenia z pierwszych dwóch lat dziecka odbijają
                > sie takim śladem na jego emocjach i psychice, że potrafią zmienić strukturę móz
                > gu, wpłynąć na niedorozwoj pewnych ośrodków mózgowych i np. wykastrowac dorosłe
                > osobniki z uczuc wyższych, z empatii, ze zdolności kochania i odbierania miłoś
                > ci. radzę poczytac o zespole RAD, z którym zmaga się masa rodziców adopcyjnych,
                > również dzieci adoptowanych jako niemowlaki, zanim się zacznie mówić, że dziec
                > i do lat 2 nic nie pamietają. pamietają, ale nieświadomie. maja nieodwracalnie
                > przeorane mózgi tymi wydarzeniami, tak bardzo pamiętają.

                To przywiąż dziecko łańcuchami do siebie i nawet do kibla z nim chodź. To może trwać przecież dużej niż 4 minuty i zrobisz mu trwałą krzywdę na psychice!

                Matki kwoki-histeryczki... brrrrr...!!
                • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:39
                  Mamy sobie wymyślać? Na niezdolność do empatii też jest słowo.
                  • araceli Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:51
                    nangaparbat3 napisała:
                    > Mamy sobie wymyślać? Na niezdolność do empatii też jest słowo.

                    Empatia też ma swoje granice - nazywają się ZDROWYM ROZSĄDKIEM.

                    W życiu dzieją się różne rzeczy - jak Ci się dziecko przewróci na placu zabaw to też urządzasz 'empatyczną' histerię i drzesz sobie włosy z głowy, że jesteś złą matką i traumę dziecku zapewniłaś bo nie podleciałaś z poduszką? Ryczysz pół dnia?

                    Nie zachowujecie się jak dorośli ludzie.
              • mmitaa00 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:55
                Glupoty piszesz ze az szczypie!
                To w takim razie wszystkie zlobkowe dzieci ktore chodza do zlobka ponizej 2 roku zycia wg ciebie i twoich teori tez musza miec mozgi przeorane bo przeciez rodzice tez zostawiaja je na kilka godzin obcej osobie w obcym miejscu.
                • mmitaa00 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:56
                  Do claudel6 mialo byc
                • nangaparbat3 Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 09:44
                  Silny stres doświadczony w bardzo wczesnym dziecinstwie moze wywrzeć nieodwracalny wpływ na funkcjonowanie człowieka do końca zycia. I to sie dzieje na poziomie reakcji biochemicznych mozgu, jest badane i opisywane przez naukowcow. Zamiast sie unosić, uzupełnij wiedze.
                  -------------
                  A tam jakieś zabiegi masarskie zostają wykonane na zawodniku - sprawozdawca Eurosportu o masowaniu jednego z gimnastyków.
                  • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 09:49
                    Owszem, silny stres np. sytuacja dzieci w czasie Holocaustu albo regularnie katowanych przez konkubenta matki.
                    Pod tę kategorię chyba nie łapie się jednorazowy stres polegający na zostaniu przez cztery minuty przez obcą osobę nie robiącą dziecku krzywdy?
              • gazeta_mi_placi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:57
                A jak się mają owe nieszczęsne dzieci z domów dziecka (na ogół ich rodzice to też nie szczyt geniuszów na ogół i nie szczyt dbania o siebie w ciąży stąd być może problemy późniejsze w rodzinach adopcyjnych) do zadbanej dwulatki z niepatologicznej rodziny pozostawionej na cztery minuty pod opieką obcych osób?
    • mia_siochi Re: jak się skończyła historia tych rodziców, 21.08.12, 08:06
      Pewnie ktoś wrzucał, ale nie chce mi się czytać wink

      wiadomosci.onet.pl/kraj/zostawili-dziecko-na-lotnisku-matka-zachowalabym-s,1,5222324,wiadomosc.html
      • premeda Po obejrzeniu wypowiedzi tej matki 21.08.12, 08:34
        postanowiłam i ja się wypowiedzieć. Nie komentowałam tej sprawy na bieżąco wychodząc z założenia, że nie znamy szczegółów, a łatwo taką sytuację przeinaczyć zupełnie na odwrót. Po obejrzeniu wypowiedzi mamuśki stwierdzam jednak, że lepiej by zrobiła jakby siedziała cicho. Brakuje mi po pierwsze zapewnienia, że dopilnuje, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła, że niedopilnowanie paszportu małej to ich wina. Ja będąc codziennym kierowcą już trzy razy sprawdzałam, kiedy kończy mi się przegląd techniczny (a wiem bardzo dobrze, że kończy się w samiuśką wigilię). Tak samo jak daje moje auto chłopu to też zawsze upewniam się, że dałam mu potrzebne dokumenty. A tutaj taka istotna sprawa jak paszport, nie sprawdzony, zwłaszcza, że często latali. Za to obwinia obsługę lotniska, bo nie chciała przesunąć lotu, panie z punktu informacji, bo przecież się zgodziły etc. etc. Druga rzecz jedno dziecko rozhisteryzowane w samolocie, drugie na lotnisku a mama twierdzi, że jakby co to powtórzyłaby całą akcję. Czy ona ma wszystkie klepki po kolei? Nie mam dzieci ale nie zafundowałabym czegoś podobnego nawet obcym, nielubianym dzieciom. Inną sprawą jest, czy mała będzie to zostawienie na lotnisku pamiętać? Wy się tu kłócicie, a ja chcę przypomnieć taki wątek z najwcześniejszymi wspomnieniami. Większosć bardzo dobrze pamięta pobyty w szpitalu. A szpital jeśli chodzi o ilość obcych osób jest łatwiejszy do ogarnięcia. Tam na łóżku obok co minutę pacjenci się nie zmieniają. Rozpisałam się ale krótko się nie da.
        • lauren6 Re: Po obejrzeniu wypowiedzi tej matki 21.08.12, 09:04
          > A tutaj taka istotna sprawa jak paszport, nie sprawdzony, zwłaszcza, że często latali.

          Ja uznaję, że rzeczą całkowicie ludzką jest zapominać. Ani się nie dziwię, ani nie potępiam tych rodziców, bo zapomnieli o paszporcie. Natomiast dziwi mnie postawa obsługi lotniska, która widząc zabieganą rodzinę z małym dzieckiem dosłownie postawiła ich pod ścianą. Przesunięcie lotu byłoby najlepszym rozwiązaniem, a wcześniej dano im do zrozumienia, że taka możliwość jest. No ale po co iść na rękę klientowi.
          Trudno mi się przyczepić tej matki. W takich warunkach, w tak krótkim czasie nie da się podjąć decyzji, która zadowoliłaby wszystkich.
          • adwarp Re: a mnie zastanawia coś innego 21.08.12, 09:24
            w związku z wypowiedzią matki, że starsze dziecko było już w samolocie, a oni, czyli rodzice nie byli jeszcze odprawieni, może mi to ktoś wytłumaczyć? tzn jak dziecko odprawili i poszło samo do tego samolotu...dziwne to wszystko



            p.s.
            samolot to nie samochód i nie można sobie tak dowolnie kombinować, że wyleci pół godziny później...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka