panna_migotka2
30.06.04, 14:34
Pisze tutaj po raz pierwszy, chcoc czytam was od dawna. Ale teraz szczególnie
potzrebuje wsparcia i porady. Moim problemem są rodzice, a raczej tata. Moj
tata jest alkoholikiem. Boże jak to brzmi. Nigdy nie sądziłam ze przejdzie mi
to przez gardło, że cos takiego bede w stanie napisac. Ale taka jest prawda.
Mój tata jest przedobrym człowiekiem. Jest wykształcony, pracuje na uczelni.
Jest bardzo inteligentny, mądry, oczytany, dobry.Uwielbia swoje wnuczki.
I pije. Pije juz bardzo długo. Dopiero jednak od kilku lat zdaję sobie
sprawe ze to jest alkoholizm. Tata ma okresy kiedy nie pije w ogóle np. nie
pił przez cały post. Może tez nie pic przez np. tydzien ale to juz żadziej.
Najczęsciej pije od poniedziałku do piatku, w sobote sie leczy, w niedziele
odpoczywa i idzie do kościoła,a w poniedziałek... Tata nie upija sie jak
zwykły pijany lump. Tata pije po kryjomu, njaczesciej piwo, w garazu, albo
wychodzi co chwile z psem i wraca za kazdym razem bardziej pijany. Wystarcza
mu juz 2-3 piwa dziennie i chwieje sie na nogach. Nigdy nas nie uderzył,
nigdy nie jest agresywny. Ale nie mozna sie z nim porozumiec, gada jakies
niestworzone rzeczy, ma o wszystko pretensje, uzala sie nad soba, czasem
obraza mame, jej rodzine. Tata ma bardzo słaba psychike - byle problem
powoduje u niego cug. Teraz okazja był pogrzeb w naszej rodzinie, tata pije z
żalu.
A mama? Mama nie ma juz sił. Jest znerwicowana, chorą kobieta. Wszsytko jest
na jej głowie, cały dom, rachunki, porzadki, remonty, awarie, zakupy -
wszystko. Tata nie pomaga jej praktycznie w niczym, bo we wszystkim widzi od
razu jakis problem a co za tym idzie...
Kiedy tata po kolejnej awanturze jest przez jakis czas "grzeczny" jest miedzy
nimi wzlednie dobrze. Ale nie potrafia sie ze soba porozumiec, nie potrafia
juz wspólnie usiąśc i wypic kawe, porozmawiać, pożartowac, poradzic sie. Sa
obok siebie, każde ze wsoim zyciem. Zupełnie sie oddalili.
Po ostatnim cugu taty, kiedy mama praktycznie przez tydzien płakała mi do
słuchawki, postanowiłam zgłosic go do leczenia. Mama nie miała na to siły,
jest za słaba na takie drastyczne kroki jak rozwód czy separacja, choc wiele
razy ja na to namawiałam. Zresztą sama nie wiem czy tego bym chciała - kocham
tate gdy jest tzrźwy, jest przekochanym dziadkiem, tak jak pisłam mądrym i
dobrym. Nie chciałabym tego starcic a wiem ze tata by sie stoczył gdyby mama
odeszła. Wiec zgłosiłam go do leczenia przymusowego. Pierwsze wezwanie
przyszło jak tata był akurat w delegacji, wiec nie mógł sie stawic. Potem był
okres jego chwilowej abstynecji wiec mama nic mu nie mówiła. Az do teraz ,
kiedy znów sie zaczeło, bo tata pije teraz z zalu nad soba i swoim losem...
Powiedzcie, jak sie zachowac,w stosunku do kogos kogo sie kocha i nienawidzi
jednoczesnie. Wiem ze dla taty to bedzie straszny cios, kedy sie dowie ze ma
byc leczony przymusowo. Kiedy bedzie trzeźwy bedzie miał do nas żal. A ja sie
boje jego wzroku pełnego wyrzutów i smutku, jak mogłysmy mu to zrobić. Jak
sie zachowac? Boje sie że bede zbyt słaba by to przetrzymac jak zobacze jak
cudnie sie bawi z moja córcią...
Jesli macie jakies doswaidczenia w tej kwesti to piszcie. Bardzo potrzebuje
teraz wsparcia i rady. Chce byc silna dla mamy, chce ja podtrzymac na duchu,
upewnic ze dobrze robimy. Tylko jak? Jak przekonac tate ze to dla jego dobra.
Dzieki ze mnie wysłuchałyscie. Czekam na kazdy list.