Witam wszystkich, nie pisze czesto na forum, ale tym razem potrzebuje obiektywnego spojrzenia na moja sytuacje. Postaram sie opisac bezstronnie. Ja, krotko po 30, moj M krotko po 40. Poznalismy sie rok temu, zaiskrzylo, no i jestesmy razem. Ja z przeszlosci wynioslam spory bagaz emocjonalny co sprawia ze mam wybuchy leku, glownie o to ze nikt mnie nie chce i mam tendencje do interpretowania sytuacji w sposob ktory potwierdza moje leki i oczywiscie je nakreca.
Moj M z kolei ma dorosla wersje ADHD co oznacza ze jest nieprzewidywalny, zapominalski, trudno mu zdecydowac co jest wazniejsze i trzymac sie planu. Efekt jest taki ze, poniewaz nie mieszkamy jeszcze razem (plany konkretne sa) trudno nam sie umowic. Ja narzekam ze za malo sie spotykamy i oczywiscie interpretuje sobie ze on nie chce. On nie moze sie skoncentrowac na jednej rzeczy wiec czesto zmienia plany co doprowadza mnie do lez i emocjonalnego wyczerpania. Jesli juz sie widzimy jest super.
Sytuacja z wczoraj: Nie widzielismy sie caly tydzien wiec w koncu umowilismy sie na piatek- bez konkretnej godziny. Ok 16.30 zapytalam o ktorej M bedzie, ale nie podal konkretnej godziny, powiedzial ze niedlugo powinien skonczyc (pomagal bratu w remoncie caly dzien). Nastepnego smsa dostalam o 20.30 ze przeprasza, ale dopiero skonczyli i ze jak tylko do jedzie do domu to wlaczy skype i pogadamy. O 22.00 odpisalam ze nadal na ten skype czekam i... cisza do rana. O 8.00 odezwal sie ze czekal na moja odpowiedz i zasna zmeczony po calym dniu pracy.
Pytanie do was, moi drodzy: Czy takie zachowania sa podstawa do zerwania rocznego zwiazku? Czy moze ja jestem przewrazliwiona i reaguje zbyt emocjonalnie? To nie sa pytnia retoryczne. Dodam ze wczoraj z tego powodu przeryczalam pare godzin.
Dziekuje za dotrwanie do konca