Dodaj do ulubionych

wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rodziców

25.10.12, 15:03
byłam przekonana że chodziłam do szkoły sama od 1 klasy a moja matka twierdzi że dopiero od 3. i z wieloma innymi rzeczami też tak jest. mam wrażenie że ona mija się z prawdą i to celowo (zarzuca mi że zezwalam na nadmierną samodzielnosc syna) ale nie mam jak sprawdzic. z drugiej strony sama się przyznała do karygodnych praktyk że zostawiała mnie jak byłam malutka śpiącą w domu i szła do kina.
macie taki rozziew czy nie? przyjmujecie za dobrą monetę to co rodzice mówią o Waszym dziecinstwie?
Obserwuj wątek
    • zoe7 Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 25.10.12, 15:07
      Ja nie wierzę, ani Mamie, ani Teściowej. Za dawno to było.
    • default Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 25.10.12, 15:08
      Moja matka podobnie mi wmawiała.
      - Mamo, a nie pamiętasz, jak latałam z kluczem na szyi, jak zjadałam na obiad kanapki, które mi rano szykowałaś, a obiad był dopiero wieczorem, jak wracałaś z pracy ?
      - Skąd. Nic takiego nie było (foch).
      • swiecaca Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 25.10.12, 15:14
        o to to! ja też pamiętam jak po powrocie ze szkoły siedziałam głodna a obiad był późno mimo że matka nie pracowała. po prostu jej się nie chciało wstać rano, dopiero koło południa.
    • olena.s Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 25.10.12, 15:24
      Twoja matka zakłamuje wspomnienia z lewej, a ty je zkłamujesz z prawej. Normalne, wszyscy tak robimy, bo mózgi mamy dziurawe i uzupełniamy te dziury z fantazji.
      Mi się wydawało, że idąc do szkoły czytałam absolutnie biegle (i mniej więcej tak było), ale po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że to czytanie nie mogło być kompletnie lekkie i idealne, bo jakiegoś "Ryżego Placka" przeczytałam lekkim twistem w ciągu godziny czy półtorej dopiero jakoś na początku trzeciej/w końcu drugiej klasy. Czyli czytaam biegle, ale teksty krótsze.
    • peggy_su Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 25.10.12, 15:33
      Rozjazdu u nas nie ma. Ja po prostu wielu rzeczy nie pamiętam, a pamięta je moja mama. I dopiero jak o tym rozmawiamy to O! faktycznie, jak mogłam o tym i tamtym zapomnieć. Są to rzeczy w stylu: pierwszy chłopak w zerówce i to jak się bawiliśmy, jak uciekłam ze szkoły w pierwszej klasie, z kim pojechałam na jakąś wycieczkę itd.

      Czasem się rozmijamy w jakichś wspomnieniach, ale to raczej wynika z tego, że inaczej postrzegałam coś ja jako dziecko, inaczej ona jako mama, np. ja pamiętam że mama mi czegoś zabroniła (a pamiętam bo było to dla mnie ważne). Mama natomiast kojazy że ja po prostu nie chciałam (bo to nie była soprawa zycia i smierci, wiec ona nie miała powodu zapamietywac jak było).
    • kamelia04.08.2007 Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 25.10.12, 23:42
      oj, moja ma nie tylko pamięc wybiórcza, a do tego nosi ja jeszcze fantazja i potrafi sobie dopowiedziec, to czego nie było.

      A jak potrafi siebie wspaniale tłumaczyc i usprawiedliwiac.....
      • bi_scotti Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 26.10.12, 00:00
        Oooo ... a ja myslalam, ze watek bedzie o tym, ze moja mama miala burzujskie dziecinstwo z kucharka i pokojowka a ja pracujaco-inteligencko-prl-owskie z zabawami w "Czterech Pancernych" tongue_out
        Co do wspolnych wspomnien to mialam z matka takie rozmowy, ktore konczyly sie jej kategorycznym stwierdzeniem, ze ja czegos tam nie mam prawa pamietac, bo bylam za mala (2 latka, 3 latka) a ja pamietam - kompletnie bezprawnie wink
    • azcza78 Re: a mój przemocowiec sam postanowił odejść 26.10.12, 00:28
      nowy99 napisał:
      <Zastanowilo mnie np.dlaczego facet mówi do zony, ze jest zimna ryba. Zastanowilo mńie, dlaczego w kółko sie obraza i są ciche dni.>

      Czemu się tak obraża w kółko sama chciałam dość długo wiedzieć.
      A tak serio. To pewnie, że mam jakieś tam wady, ale akurat do obrazu Twojej mamy w ogóle nie pasuję.
      Przede wszystkim nie krzyczę, nawet nie podnoszę głosu. Jak raz według męża powiedziałam do niego coś za głośno, powiedział, że mam tak nie robić, bo u niego w domu były krzyki i tego nie lubi. Zatem bardzo się pilnuję by mieć spokojny ton głosu. Nie wyzywam też. W myślach sobie czasem poprzeklinam, ale tylko w myślach. Czegoś takiego jak awantura nigdy nie zrobiłam. Nie marudzę też. Co zresztą jest właśnie u nas problemem. Gdyż jak muszę po raz 10 prosić by powiedział czy może zostać/wyjść/zanieść itp. coś to zaczyna to być marudzenie i mi jest z tym źle. Podobnie jest z kwestią sprzątania i w z zasadzie w ten sposób zwalił na mnie prawie wszystko. Mogłam prosić po raz enty/marudzić, albo zrobić sama. Napastliwe gadanie - to też raczej nie moja przypadłość. Tak przynajmniej mi się wydaje. Histeryczką też nie jestem.

      A byłam zombie gdyż... Zaraz po urodzeniu małej wróciłam do pracy, ale próbując wyrobić półtora etatu opiekując się jednocześnie dzieckiem, skończyło się sporymi zaległościami. Do tego sypnęła mi się tarczyca. I rzeczywiście koniec zeszłego roku kojarzę jak przez mgłę. I mówiąc zombie, mam na myśli to, że byłam non stop zmęczona, wypadały mi włosy, nie miałam prawie paznokci, nastrój też byle jaki, rzeczywiście częściej płakałam niż zwykle i cały czas niemal krwawiłam jakbym miała okres. Ale normalnie pracowałam, zajmowałam się małą, sprzątałam, był seks (rzeczywiście rzadziej przez te krwawienie, ale był) itp.

      A określenie "zimna" pojawiło się gdy ja zaczęłam rozmowę na temat tego, że traktuje mnie ostatnio jakbym była przedmiotem, jeżeli chodzi o seks. Że powiedzenie, "to może seks" i przejście do rzeczy, nie zastępuje gry wstępnej - oczywiście mówiłam to bardziej oględnie i delikatniej, że fajnie by było gdyby czasem ..... To mnie zaatakował właśnie takimi teksami i konkluzją, że zasłużyłam sobie na bycie traktowaną jak przedmiot, bo właśnie taką zimną kłodą czy rybą byłam.

      Pewnie mam swoje wady, ale na prawdę bardzo dużo robiłam, żeby nie dawać powodów do obrażania się, ale byłam tu bez szans. On się potrafił wkurzyć na mnie, że mu w prezencie kupiłam coś co chciał, ale jak się okazało dałam w nieodpowiednim momencie. Chociaż akurat dawane mu prezenty najczęściej ignorował lub komentował tekstem "tylko to" albo "a po co to kupiłaś".
    • azcza78 Re: wspomnienia z dzieciństwa nasze a naszych rod 26.10.12, 00:37
      Sorry za poprzedni post. Pisałam gdzie indziej, a wpisało mi tutaj sadsad sad

      A odnośnie tematu, to moja mama jest mistrzynią w takich rzeczach. Potrafi każde wspomnienie przerobić do sytuacji.
      Np. jak rozmowa dotyczy tego jak często moja siostra zostawia u niej swoja córkę, to słyszę jak to ona mnie na całe tygodnie jako niemowlaka zostawiała u babci, i nic mi nie jest.
      Ale jak ten temat pojawia się w kontekście, że musiała to robić, bo tata jej nie pomagał albo że korzystała z pomocy babci dużo, to oczywiście byłam tam tylko kilka dni i co jakiś czas.
      Jakieś niekorzystne dla niej wspomnienie- totalnie wyparte albo pamięta to tak inaczej niż cała reszta naszej rodziny, że czasem to myślę, że to chyba już jakaś choroba jest.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka