Dodaj do ulubionych

Alkoholizm i jego dno

29.11.12, 14:19
Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno. Czyli co, ma stracic pracę, zdrowie, rodzinę, życie? Co jest tym dnem? Czy to nie jest tak, ze im więcej traci, tym bardziej chce wszystko stracić? Przecież ma coraz mniej, przestaje mu zależeć. Przecież "dno" to nieszczęście nie tylko dla niego, ale też dla jego rodziny(czy to żony, jak jeszcze jest, czy rodziców/rodzeństwa). Znacie przypadki, ktore z teorią nie zgadzają się?
Obserwuj wątek
    • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:23
      Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno.

      a skad taka teoria? tzn sugestie sa ze jak osiagnie to z tego wyjdzie potem czy jak?

      Wielu zapewne osiaga to dno i tamze zostaje.
      Mamy pijakow i alkoholikow. Tym pierwszym moze przejsc.
      Alkoholizm moim zdaniem jest nieuleczalny. Rzadko kiedy "zaleczalny.", bo byle stres i zapach kapsla znow przywlecze te same demony alkoholu.

      Moja rada jest taka by z alkoholikami sie nie zenic i nie bawic sie w "alkoholowa rodzine" gdzie zona placze i usiluje wywlec meza z tego tylko... rozwiesc sie. Kazdy ponosi odpowiedzialnosc za siebie samego. Pomagac mozna ale... do czasu.
      • aqua48 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:26
        Zgadam się z tym, że alkoholizm to dno nie tylko dla alkoholika, ale również dla jego rodziny...Nie słyszałam o alkoholiku, którego picie nie oddziaływałoby na tę rodzinę negatywnie.
      • alfa36 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:38
        princesswhitewolf napisała:
        Pomagac mozna ale... do czas
        > u.
        Tylko pewnie trudno ocenić, kiedy ten czas. Obserwuję trudną sytuację w rodzinie i widzę, że dzieje się coraz gorzej. Facet mieszkając z rodziną jeszcze się w jakis sposob kontrolował. Od kiedy nie mieszka jest coraz gorzej (dla niego). Jakoś mam zdanie, że każdego człowieka szkoda...
        • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:41
          Jakoś mam zdanie, że każdego człowieka szkoda...

          pewno, dlatego zona nie powinna poswiecac swojego zycia takiemu przypadkowi tylko ratowac siebie. A jesli chodzi o ratowanie tego alkoholika powinna to zostawic specjalistom- skierowac na odwyk prywatnie czy panstwowo
      • nowel1 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:45
        princesswhitewolf napisała:

        > Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno.
        >
        > a skad taka teoria? tzn sugestie sa ze jak osiagnie to z tego wyjdzie potem czy
        > jak?

        Z doświadczenia.

        >
        > Wielu zapewne osiaga to dno i tamze zostaje.
        > Mamy pijakow i alkoholikow. Tym pierwszym moze przejsc.
        > Alkoholizm moim zdaniem jest nieuleczalny.

        Rzadko kiedy "zaleczalny.", bo byle
        > stres i zapach kapsla znow przywlecze te same demony alkoholu.

        Bywa; chyba że alkoholik rzeczywiście osiągnął swoje "dno" i chce z tego wyjść.

        >
        > Moja rada jest taka by z alkoholikami sie nie zenic i nie bawic sie w "alkoholo
        > wa rodzine" gdzie zona placze i usiluje wywlec meza z tego tylko... rozwiesc si
        > e. Kazdy ponosi odpowiedzialnosc za siebie samego. Pomagac mozna ale... do czas
        > u.

        No, chyba że chodzi o alkoholika / alkoholiczkę abstynenta.

        A tak poza wszystkim, widać, że niewiele wiesz o tej chorobie, a wypowiadasz się dość autorytatywnie.
        • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:49
          Bywa; chyba że alkoholik rzeczywiście osiągnął swoje "dno" i chce z tego wyjść.

          "zaleczony" bedzie ale nigdy nie wyleczony.

          No, chyba że chodzi o alkoholika / alkoholiczkę abstynenta.

          "zaleczony" to sie nazywa.

          > A tak poza wszystkim, widać, że niewiele wiesz o tej chorobie, a wypowiadasz si
          > ę dość autorytatywnie.


          nietrafione zupelnie. wypowiadam sie jak kazdy. A ty byles/as alkoholikiem alkoholiczka, ze wiesz wiecej? Ja nie i nigdy nie bylam.
          W rodzinie niestety mialam przypadek.
          • nowel1 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 15:09
            princesswhitewolf napisała:


            >
            > No, chyba że chodzi o alkoholika / alkoholiczkę abstynenta.
            >
            > "zaleczony" to sie nazywa.

            Ale "się nazywa" gdzie?

            A ty byles/as alkoholikiem alko
            > holiczka, ze wiesz wiecej? Ja nie i nigdy nie bylam.
            > W rodzinie niestety mialam przypadek.

            Uważasz, że trzeba być alkoholikiem, żeby wiedzieć więcej?

            • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 15:17
              nowel1,

              najpierw marudzisz ze z pewnoscia ja wiem mniej niz ty na ten temat i sugerujesz iz wiesz " z doswiadczenia"
              A jak ci sie pytam czy z doswiadczenia z pierwszej reki to odpowiadasz glupio: " Uważasz, że trzeba być alkoholikiem, żeby wiedzieć więcej?", i czepianie sie zwrotow starajacych sie cos opisac.... czyli rozmowa na poziomie gimnazjalnym bo to oczywiste ze nie trzeba byc alkoholikiem aby cos wiecej wiedziec, bo sa i inne mozliwosci poznania tematu teoretycznie czy z doswiadczenia.

              Jakas konkurencja muskulow kto wie wiecej? Wyluzuj...nerwowy/ nerwowa jestes.

              Alkoholizm nie jest w Polsce jakas niebywale rzadka choroba aby kazdego forumowicza podejrzewac ze ma zerowe pojecie o tym, bo w prawie kazdej rodzinie sie ktos blizszy czy dalszy trafi z tym utrapieniem
              • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:03
                princess- ale skoro wiesz, że się nie znasz, to po co siejesz zamęt i wprowadzasz terminy, których nie ma?

                Jest alkoholik trzeźwiejący, nie ma alkoholizmu zaleczonego, alkoholikiem jest się do ostatniego dnia życia. Jest jeszcze abstynencja i trzeźwość- 2 kompletnie różne rzeczy niekoniecznie się ze sobą pokrywające. Ale to już wyższa szkoła jazdy.
                • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:12
                  princess- ale skoro wiesz, że się nie znasz,

                  a ty sie znasz? pracujesz jako psycholog zajmujacy sie alkoholikami czy jak? Pracujesz w osrodku AA? Skad wiesz ze sie nie znam bo.... skoro mam nick princess to niewatpliwie pochodze z arystokracji ??smile))) Skad takie bzdurne wnioski poparte o swoje "wizje" co do anonimowej osoby w necie?

                  > Jest alkoholik trzeźwiejący, nie ma alkoholizmu zaleczonego, alkoholikiem jest
                  > się do ostatniego dnia życia.


                  widac zupelnie nie rozumiesz co napisalam. Napisalam slowo zaleczony w cudzyslowie. celem tego bylo naswietlenie faktu, iz nigdy nikt nie jest alkoholikiem wyleczonym bo alkoholikiem jest sie cale zycie. Stad napisalam "zaleczony" ale widac jakos nie bardzo co niektorzy potrafia zrozumiec znaczenie tego slowa w tym kontekscie. Tlumacze oczywistosci jakie kazda inteligentna osoba zrozumie wprost.
                  • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:18
                    Nie muszę Ci się spowiadać, skąd wiem, bo to nie Twój interes. Ale jeśli ktos pisze bzdury, to aż skręca i muszę poprawić. Po co wprowadzać ludzi w błąd. To co się Tobie wydaje nie ma większeggo znaczenia. Nie ma czegoś takiego jak zaleczony lub 'zaleczony' alkoholizm... I te Twoje teorie o tym, żeby lepiej się nie wiązac z alkoholikiem i już. No żesz k.wa złota myśl roku. Gdybyś wiedziała co to DDA, to byś inaczej śpiewała. Odsyłam do wujka googla.
                    • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:29
                      przeczytaj ci co nizej napisalam. Prosze nie mow mi ze czegos nie znam z doswiadczenia jesli mnie nie znasz. Nie jestes jasnowidzem.
                      • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:35
                        princesswhitewolf napisała:
                        Prosze nie mow mi ze czegos nie znam


                        Ależ mówię i podtrzymuję. To, że znasz kogoś, kto jest alkoholikiem, nie oznacza, że cokolwiek o tej chorobie wiesz. Raczej działasz intuicyjnie i bardziej Ci się wydaje niż wiesz. A to nie jest prosty temat, szczególnie jeśli chodzi o współuzależnienie, DDA, DDD. Dużo trudniej z tego się wygrzebać niż z samego alkoholizmu.
                        • burina Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 23:43
                          Ja, na ten przykład, rozumiem słowo 'zaleczony' tak samo jak Princess. Owszem, po Twoich wyjaśnieniach będę już wiedziec, że nie jest ono zbyt profesjonalne. Ale...
                          1. W polskim kręgu kulturowym o alkoholizmie jednak dużo się wie. Nie sądzę żeby, zwłaszcza tutaj, trzeba było objawiać, że tego nie da się wyleczyć. A że nie każdy zna fachową terminologię...

                          2. Emama jest miejscem, gdzie można nuczyć się/dowiedzieć wielu rzeczy. Jesli z jakichś powodów wiesz coś lepiej i więcej niż poprzedni wypowiadający się, to może zamiast zarzucania złej woli i ataków personalnych, dla dobra ogółu, uściślij wypowiedź Princess. Sama chętnie dowiedziałabym się, jaka jest różnica między 'trzeźwy' a 'abstynent' i z jakiego powodu używanie 'zaleczony' jest aż takim wykroczeniem, a póki co, to jestem świadkiem rozkręcającej się jatki.

                          3. Owszem, możemy się do upadłego kłócić o każde słówko, o każdy przecinek. Obecne na pokładzie polonistki pewnie miałyby dużo do powiedzenia. Tylko czy będziemy umieli nie stracić z oczu pierwotnego tematu rozpoczęcia rozmowy? Każda z emam ma jakieś pole specjalizacji, naprawdę może okazać się, że już nie można na żaden temat się odezwać, bo zaraz ktoś bezpardonowo zruga.

                          Więcej konkretów! Mniej 'wiem, ale nie powiem'!
                          • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 09:23
                            burina - odniosę się tylko do różnicy między alkoholikiem trzeźwiejącym a abstynentem. (choć i tak bardzo pobieżnie, bo to temat dość trudny i raczej na specyficzne fora)

                            Oczywiście i jeden stan i drugi jest jakimś tam sukcesem osoby uzależnionej, ale...

                            trzeźwość to stan umysłu. Alkoholik nie spożywa alkoholu w żadnej postaci (poinformowani są lekarze, bo w wielu lekach jest alkohol), ale tez ciężko pracuje nad sobą ( w grupie i indywidualnie). Spędza czas z osobami trzeźwymi, unika imprez alkoholowych, utożsamia się z osobami trzeźwiejącymi , a nie z pijącymi, nie tłumaczy pijaków, wyrzucił wszystkie kieliszki ze swojego domu, ale przede wszystkim- odbudowuje swoje (zniszczone) emocje, pracuje nad swoim (uszkodzonym) umysłem, odbudowuje (niszczone przez lata) kontakty z rodziną, rozwija swoje pasje, uczęszcza na mityngi AA, może należeć do Klubu Abstynenta, i tak dalej i tak dalej.Jednym słowem- zmienił całe swoje życie, wywrócił je o 180 stopni. Myśli trzeźwo i chce być trzeźwy. Nie tęskni za alkoholowymi imprezami i dawnymi kolegami od picia (usunął ich numery z tel). Zaakceptował w pełni swoją chorobę, wie, co zagraża jego trzeźwości i unika tego.

                            Abstynent- po prostu nie spożywa alkoholu w żadnej postaci. Często uczęszcza na mityngi, ale nie utożsamia się z zasadami tam panującymi ani z innymi trzeźwiejącymi, tęskni albo wręcz szuka kontaktu z osobami pijącymi, chodzi na imprezy alkoholowe (choć sam nie pije). Często w rozmowach usprawiedliwia pijaków. Ale przede wszystkim- zachowuje się jak osoba pijana, to jest tzn 'suche picie'. Czyli stan jak upojenie alkoholowe, ale bez alkoholu. Często żony alkoholików, którzy nie piją po kilka lat, mówią, ze życie z nimi jest nie do wytrzymania, są agresywni, nieprzyjemni, leżą na kanapie wręcz bełkocząc, jak to robili wcześniej. Nie wiem, czy po postu nie wszystkim jest dane wytrzeźwieć, czy jest to kwestia UCZCIWEJ i ciężkiej pracy nad sobą, nieustającej pracy. Osoby, które są tylko abstynentami często wracają do picia, nawet po kilku, kilkunastu latach nie picia, a życie z nimi nie należy do łatwych.
                    • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:32
                      I te Twoje teorie o tym, żeby lepiej się nie wiązac z alkoholikiem i już. No żesz k.wa złota myśl roku.
                      Mysl roku jaka jednak pracuje.
                      Moj pierwszy zwiazek byl z facetem pijacym. Znajac temat po prostu uwazalam ze nie jest warty kontynuowania zwiazek tym bardziej iz byl to typ niereformowalny i agresywny po alkoholu. Wymiksowalam sie po 6 miesiacach i nie zaluje ani dnia.
                      Jesli ktos chce tkwic w alkoholowym zwiazku to prosze. Ale niestety to cale rodziny sa uzaleznione no i te "poswiecajace sie" matki.
    • solaris31 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:32
      mmoment, kiedy przychodzi opamiętanie i relfekcja, jest dla kazdego nałogowca inny. nie ma co dyskutowac, co to za moment, bo to bardzo indywidualne.

      ale niestety - prawdą jest, że trzeba sięgnąć dna, żeby się od niego móc odbić...
      • kinder0610 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:45
        Dla każdego alkoholika dno jest na innym poziomie. Dla jednego utrata rodziny, dla innego kradzieże, dla następnego picie denaturatu. I myślę, że żeby z tego wyjśc to oprócz sięgnięcia dna musi mieć kogoś/ coś z spowoduje, że będzie się chciał od tego dna odbić. Znam alkoholika niepijącego od 30 lat, znam alkoholika w trakcie terapii. Dno obu było zupełnie inne.Wydaje mi się, że alkoholik sam musi zrozumieć cel leczenia, ale bez wsparcia otoczenia nie wyjdzie z tego.
        • alfa36 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:55
          kinder0610 napisała:
          Wydaje mi się, że alkoholik sam
          > musi zrozumieć cel leczenia, ale bez wsparcia otoczenia nie wyjdzie z tego.
          I to jest dla mnie nieco zagadkowe; bo jak gosc np miesiąc po terapii zapił, to on zrozumiał cel leczenia czy nie? Trzeba mu pomóc czy nie?
          • kinder0610 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 15:03


            alfa36 napisała:

            > kinder0610 napisała:
            > Wydaje mi się, że alkoholik sam
            > > musi zrozumieć cel leczenia, ale bez wsparcia otoczenia nie wyjdzie z te
            > go.
            > I to jest dla mnie nieco zagadkowe; bo jak gosc np miesiąc po terapii zapił, to
            > on zrozumiał cel leczenia czy nie? Trzeba mu pomóc czy nie?

            Wiesz terapia u alkoholika to trwa przez całe życie. Właśnie dlatego potrzebne jest wsparcie innych,czy to rodziny, przyjaciela, ośrodka. Ten co nie pije 30 lat tez może kiedys po alkohol sięgnąć. Tak jak ktoś pisał to choroba nieuleczalna.
            • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:10
              kinder, nie myl terapii z mityngami AA. To dwie różne sprawy.
      • roks30 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:54
        Dla każdego alkoholika dno wygląda inaczej. Dla jednego będzie to utrata pracy, dla innego pobyt w izbie wytrzeźwień, dla jeszcze innego spowodowanie wypadku pod wpływem. Jest to bardzo indywidualna sprawa. Alkoholizm jest chorobą nieuleczalną i śmiertelną. Dopóki dana osoba nie osiągnie w jej mniemaniu dna dopóty nie będzie się leczyć. Alkoholikiem jest się do końca życia. I od alkoholika zależy jakie to życie wybierze (trzeźwiejąc, czy pijąc). W pewnym momencie pozostaje wybór pomiędzy życiem, a śmiercią. Na końcu jest leczenie, a jeśli nie, to szpital psychiatryczny, więzienie, śmierć, innej drogi nie ma.
        • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 14:59
          Alkoholikiem jest się do końca życia.

          dokladnie -zgadzam sie w pelni. Dlatego ja uzylam slowa "zaleczony" bo wyleczyc sie na dobre nie mozna. Nigdy nie ma bowiem pewnosci..
        • inez21 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 15:10
          To wszystko zalezy od tego jak długu ten alkoholik pijesad Jeżeli rzeczywiscie wieeele lat to niestety alkohol niszczy w mózgu głównie płat czołowy. tam sa osrodki odpowiedzialne za uczucia i emocje.
          Jeżeli tych ośrodków juz nie ma to dla kogoś takiego nie ma juz dna. Nie liczy się rodzina,dzieci,żona ani praca...tylko jedno alkohol...taki ktoś moze obiecywac poprawe itp.ale to nie działa bo poczucia wstydu też juz nie masad
          dzisiaj koleżanka opowiadał mi o swoim mężu juz byłym na szczęście. dziecko było chore w szpitalu 2 miesiące a tatus nie miał czasu wytrzeźwieć i odwiedzić małego w szpitalu. To o jakim dnie możemy mówić!!!!????
          Pomóc takiej osobie też w zasadzie nie mozna dopóki sama nie zechce...gadanie, tłumaczenie nie daje efektu. Jeżeli ktoś pije wiele lat i osiągnął dno to świadomość o potrzebie leczenia się racej do niego nie dotrze. Jest juz odmóżdżony i dobrze mu z tym.Znam tylko jeden przypadek faceta który przez wiele lat chlał wszystko łącznie z denaturatem a teraz rzucił definitywnie i od kilku lat jest wzorowym dziadkiem i mężem. Przyczyną odmiany były powazne kłopoty zdrowotne. Ale na niektórych i to nie działa.
          W naszym kraju zresztą trudno wogóle zerwać z alkoholem Jest na picie społeczne przyzwolenie i alkohol wszędzie leje się strumieniami. Jeżeli ktoś odmawia z gruntu jest podejrzany...
      • lily_evans11 Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 15:23
        Przecież czasami nie ma już możliwości odbicia się, bo jest zrujnowane zdrowie, długi nie do spłacenia, bezdomność, wyroki itp.
    • diodeo1 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 15:07
      "Dnem" jest moment, gdy uzalezniony nie znajdzie obok siebie osoby ktora wesprze jego uzależnienie i będzie musiał decydować co dalej. Od dna można się odbić albo o nie rozbić. Dopóki pija a zawsze jakaś matka, żona, maz z niego/nią załatwią potrzebane jej do życia i picia potrzeby (jedzenie, ubranie,mieszkanie,pieniądze) i zwolnią go z odpowiedzialności za siebie samego - to będzie pił dalej. Większośc pijaków po odstawieniu ich od cycka pójdzie pod sklep i stoczy się całkiem. Lecz życie z kimś kto nie chce przestać pić spowoduje stoczenie się razem z nim jeszcze pozostałych członkow rodziny. Więc dla tych rodzin najzdrowiej jest odciąć strupa który każdorazowo wybiera wódkę. By samym nie dać się pociągnąć na dno.
      Jeśli alkoholik nie zamierza nic ze swoim nałogiem robić to jego wybór. I choćby rodzina go ciągnęła za uszy to mu nie pomoże bo i tak będzie pił. Tylko jemu zapewni komfort picia a sobie obniżenie znaczne standardu (finansowego,emocjonalnego) życiA.
      Od rodziny zalezy, czy chce się "poświęcić" (współuzależnienie) i zamieść alkoholizm pod dywan a pijaka ubierać, karmić, pilnować by do domu wracał i by jakoś to wyglądało przed sasiadami. Ale rodzina może też powiedzieć wprost -albo terapia i koniec picia, albo koniec naszego wsparcia i pomagania. Wtedy możliwe, że alkoholik się zmobilizuje i podejmie wyzwanie, albo wybierze alkohol a nie rodzinę i popłynie całkiem. Jego wybór i jak będzie chciał pić, to nikt go nie uratuje.
      • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:07
        I to jest fachowa wypowiedź, autorko. O zaleczeniu i innych rewelacjach nawet nie słuchaj.
        • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:14
          zaleczeniu i innych rewelacjach nawet n
          > ie słuchaj.


          czytaj jesli juz. Tu nie ma dzwieku.

          A naomi niech czyta ze zrozumieniem i zastanowi sie dobrze co znaczy "zaleczony" w cudzyslowie i nie myli z wyleczony.
          • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:20
            zastanowi sie dobrze co znaczy "zaleczony
            > " w cudzyslowie i nie myli z wyleczony.

            tragedia.
            • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:28
              naomi19 i czepiasz sie nie wiadomo czego w tym slowie. Nie znasz mnie w ogole.

              Moj ojciec byl alkoholikiem. ( dziwna sprawa ale w jego zawodzie chirurg to czesta przypadlosc bywa). To byl dobry czlowiek ale chory. Czyli przeszedl odwyki, esperal ( to bylo kiedys), tabletki. Ogladalam dokladnie wszystkie fazy alkoholizmu od dziecka. Tak, w pewnym momencie "zaleczonym" czyli ryzyko powrotu do alkoholu istnialo zawsze. Zmarl na zawal dosc mlodo bo coz przy takim trybie zycia...
              Wychowala mnie i moja siostre praktycznie tylko moja matka jaka od poczatku miala zawod i pracowala dzieki bogu.. Zaluje tylko, ze "dla dzieci" sie niby poswiecila i nie rozwiodla z moim ojcem, ktory i tak przez swoja chorobe byl albo ojcem nieobecnym albo pozniej juz nie bylo go wsrod zywych. Dawne czasy.
              • alfa36 princesswhitewolf 29.11.12, 17:36
                Byłas na terapii? Czy może można nie być ddd mimo ojca alkoholika?
                • princesswhitewolf Re: princesswhitewolf 29.11.12, 17:41
                  > Byłas na terapii? Czy może można nie być ddd mimo ojca alkoholika?

                  wiesz, no gdyby to wplynelo na mojej siostry zycie jakos tak ze utrudnialoby nam byt to z pewnoscia byloby to sluszne. Terapia ma jak najbardziej sens jesli zycie jest trudne i cos bardzo doskwiera. Ale... juz jestesmy kobietami 40 i 45 letnimi. Moja siostra wyszla szczesliwie ( naprawde ) za maz bardzo wczesnie i ma juz dorosle juz corki.
                  Ja poza jednym zwiazkiem polrocznym nie tworzylam zwiazkow z alkoholikami ani poswiecajacych sie zwiazkow czy symbiotycznych czy innych dziwnych jakichs. Jestem w sumie calkiem szczesliwa w zyciu ( no tak normalnie "szczesliwa" bez jakiegos skakania ale zadowolona).
                • naomi19 Re: princesswhitewolf 29.11.12, 17:41
                  Czy może można nie być ddd mimo ojca alkoholika?

                  Nie słyszałam o takim przypadku (choć być może są!). Ojciec czynny alkoholik nie może być dobrym ojcem, niestety, to jest rodzina dysfunkcyjna. Matka w takiej rodzinie, to tez nie jest zdrowa osoba.
                  • princesswhitewolf Re: princesswhitewolf 29.11.12, 17:43
                    Ojciec czynny alkoholik nie może być dobrym ojcem, niestety, to jest rodzina dysfunkcyjna.

                    Moj ojciec od 30 lat w grobie lezy.

                    Matka w takiej rodzinie, to tez nie jest zdrowa osoba.


                    mama stworzyla inny calkiem sensowny zwiazek na wiele wiele latsmile
              • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:39
                Polecam terapię DDA.
                • princesswhitewolf Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:42
                  Polecam terapię DDA.


                  bo slowo "zaleczony" nie bylo z encyklopedii AA?
                  juz daj mi spokoj. naprawde.
      • mamusia1999 Re: Alkoholizm i jego dno 30.10.18, 00:06
        Tych ról wspierających grę w alkoholika jest więcej, matka zawsze da symboliczną zupę (dla mojego ojca to był brat), żona utyskuje, namawia na terapię i wspiera (to byłam ja, bo rozwiedzeni), jest kumpel ktory rozumie i pije (ew. za kasę delikwenta)
        Gra jest dopóki są współgracze (uzależnienie biochemiczne swoją drogą). Może i przy udziale fachowca da się uklad rozbroić nie zostawiając go na pastwę losu.
        Ale o dwóch rzeczach jestem przekonana: szanse alkoholika na trzeźwość są "w układzie" żadne, a bez niego "jakieś"
        Totalna abstynencja i AA (dane długookresowe) nakręca chorobę bo stawia olbrzymie wymagania i generuje po 1 kieluszku ogrome poczucie porażki. Obsuwy totalnych abstynentów wypadają dużo drastyczniej niż sytuacja wyjsciowa. Wydaje się na dziś że "łatwiej" i sensowniej nauczyć alkoholika kontrolowanego picia. Oczywiście w klinice a potem pod stałym wsparciem
    • falka32 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 15:08
      > Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno. Czyli co, ma stracic pracę
      > , zdrowie, rodzinę, życie? Co jest tym dnem?

      Teoria ta przecież mówi, co jest tym dnem smile - dno jest subiektywne po prostu. Dla jednej osoby niewyobrażalnym dnem będzie to, że nakrzyczała na dziecko będąc po alkoholu, dla innej nawet utrata pracy czy mieszkania nie będzie niczym wstrząsającym. Ludzie są różni po prostu. Dno to jest to, od czego TY się odbijesz.
    • bella_roza Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 15:21
      różne są dna. z bliskich mi osób: jedna osiągnęła swoje gdy odwrócili się przyjaciele po tym jak każda impreza zmieniała się w żenujący spektakl ratowania jej, mimo tego że potrzeby życiowe miała zabezpieczone przez nadopiekuńczą mamusię. inna była okresowo bezdomna, łapała choroby weneryczne, odeszła rodzina, straciła pracę na wysokim stanowisku zanim przestała pić.
    • peggy_su współuzależnienie? 29.11.12, 15:23
      Trochę z innej beczki - myślicie, że można żyć z uzależnionym i nie być współuzaleznionym? W sensie żyć z uzależnionym od czegoś ojcem, mężem czy żoną, ale przejść terapię własną i być na tyle świadomym i silnym, aby nie być współuzależnionym?
      Ktoś wie co na ten temat mówi teoria?
      • a.nancy Re: współuzależnienie? 29.11.12, 15:53
        w sensie, żyć z alkoholikiem i mieć to gdzieś?
        tylko po co wtedy z nim żyć?
        • peggy_su Re: współuzależnienie? 29.11.12, 23:51
          Akurat mialam na mysli inny nalog niz alkoholizm. Ale tak zastanawiam sie czy mozna byc z kins takim - bo sie go kocha bo ogolnie jest fajnie i dosc dobrze, bo w ogolnym rozrachunku wydaje sie ze zysku jest ciagle więcej niz strat. Wiadomo ze nalog wplywa na jakies tam sfery zycia ale zastanawiam sie czy mozna byc razem mimo to dbajac o siebie, swoje poczucie wartosci, nie dajac sie ranic.
      • bi_scotti Re: współuzależnienie? 29.11.12, 15:55
        Znam kilku trzezwych alkoholikow, trzezwych od ilus tam lat (przedzial mniej-wiecej 15/16 - 7/8) i zadna z tych osob nie osiagnela nigdy "dna" w takim klasycznym, spolecznym wyobrazeniu/znaczeniu. Nikt nie spal pod mostem, wszyscy zawsze pracowali (dla znakomitej wiekszosci alkoholikow utrzymanie stalego zrodla dochodu jest najwazniejsza sprawa w zyciu, wazniejsza niz rodzina, bo daje pieniadze na zaspokajanie nalogu), jeden spowodowal niegrozny wypadek samochodowy, w ktorym ucierpial tylko jego samochod wiec teoretycznie "nic takiego sie nie stalo" zeby mozna to bylo nazwac powodem do odbijania sie od dna. Ale gdzies tam, jakos tam kazda z tych osob podjela wewnetrzna decyzje, ze this is it. I poszukali pomocy, wszyscy zreszta sa AA i stale uczestnicza w spotkaniach. Bo kontrolowanie nalogu wcale nie jest easy, wymaga stalego i intesywnego wsparcia reszty swiata chocby wlasnie grupy AA - wiekszosc ma wpadki, zdarza im sie znow poplynac ALE najczesciej takie wpadki sa coraz krotsze i coraz rzadsze, w pewnym momencie staja sie porownywalne z tym jak ktos, kto nie jest alkoholikiem potrafi sobie raz na jakis czas odpuscic i "zapic" raz na ruski miesiac.
        Pracuje z co najmniej 3 osobami, ktore najprawdopodobniej pija nalogowo. Pisze "najprawdopodobniej", bo zadnych dowodow nie ma nikt, ale wszystko na to wskazuje. Przy czym, oczywiscie, ci ludzie sa w pracy ZAWSZE trzezwi i sa wysmienitymi pracownikami, bo jak wyzej - na pracy im bardzo zalezy. Kazdy z nas ma w sobie tego jakiegos demona lub demonka jakiegos tam nalogu - pecha maja ci, ktorzy swojego zaczynaja chodowac wczesnie i daja mu sie zniewolic ale to sie moze zdarzyc kazdemu, niekoniecznie z alkoholem.
      • naomi19 Re: współuzależnienie? 29.11.12, 17:15
        peggy- współuzależnienie to reakcja organizmu na czynnik patologiczny (także związek z trzeźwiejącym alkoholikiem jest bardzo ciężki, szczególnie jeśli jest tylko abstynentem, a nie trzeźwieje- nie pracuje nad sobą, tzn 'suche picie'). To reakcja obronna tegoż organizmu (fakt, że później samo współuzależnienie wykańcza). Oczywiście są kobiety, które nie wpadły we współuzależnienie albo, którym udało się z niego wyjść (po wielu latach bolesnej terapii i mityngów al-anon). To terapeuta (specjalista ds uzależnień) ocenia czy dana osoba jest wsółuzależniona czy nie.
        • peggy_su Re: współuzależnienie? 29.11.12, 23:59
          Naomi wiem o tym co napisałaś. Pytanie czy wyjscie ze wspoluzaleznienia musi sie rownac odciecie od uzależnione go? Czy tez mozna po terapii zyc z uzależnionym i nie wplatac sie w to znowu.
          • naomi19 Re: współuzależnienie? 30.11.12, 08:58
            Peggy- terapia współuzależnienia (i mityngi al-anon) nie muszą prowadzić do odcięcia od alkoholika tzn do wyprowadzki, rozwodu, odcięcia kontaktów. Ja sama znam osobiście kobietę, która żyje z czynnym alkoholikiem w 1 mieszkaniu, są małżeństwem od kilkudziesięciu lat, ale jest osobą bardzo wierzącą i ona nie chciała się rozwodzić, porzucać męża, bo byłoby to niezgodne z jej światopoglądem. I wyobraź sobie, że po bardzo trudnej drodze, pracy nad SOBĄ wygrzebała się ze współuzależnienia (czy do końca- tego nie wiem, ale jest w życiu szczęśliwa i samodzielna), co jest bardzo bardzo trudne, dużo trudniejsze niż odstawienie picia.
            Także jak najbardziej- można nauczyć się, jak żyć dla siebie (i dzieci), jak postępować z pijącym lub trzeźwiejącum alkoholikiem i jak samej zdrowieć (oraz chronić dzieci). Jest to jednak bardzo trudna i bolesna praca, nie ma też żadnej gwarancji, że się z tego wyjdzie, bo niestety nie wszystkim leczącym się współuzależnionym to się udaje. I trzeba rozróżnić terapię (na NFZ lub prywatnie ze specjalistą od spraw uzależnień - lista uprawnionych terapeutów jest w internenie, terapia jest indywidualna i grupowa) od mityngów al-anon (są to grupy samopomocowe, są po to, by wesprzeć, porozmawiać, ale nie leczą). Najlepszą opcją jest połaczenie tych dwóch form pomocy.
            • naomi19 Re: współuzależnienie? 30.11.12, 09:05
              I warto się zastanowić nad swoim domem rodzinnym- bo czasem od terapi DDA lub DDD trzeba zacząć... i bez tego ani rusz...
            • peggy_su Re: współuzależnienie? 30.11.12, 12:06
              A widzisz, nie znałam różnicy między terapią a grupą wsparcia. Dzięki za to info.
              W sumie dziwne, bo znam pewną osobę, która z uzaleznieniem zgłosiła się najpierw do terapeuty i ten wysłał ją na mityngi, a sam nie zaproponował terapii.
              Notabene to człowieka zniechęciło i zarzucił pomysł by się leczyć w ogóle.
              • diodeo1 Re: współuzależnienie? 30.11.12, 12:30
                A może ta osoba wybrała pierwszego z brzegu psychologa ( niekoniecznie specjalistę od terapii uzależnień który właśnie ma miejsce na nowych pacjentów) i jednostkową odmowę przeprowadzenia indywidualnej terapii przez tegoż - chętnie przyjęła za argument by terapii w ogóle nie podejmować? Jeśli odmowa jednego lekarza zniechęca by zawalczyć o całe swoje życie, to raczej twój znajomy sam nie miał przekonania do poddania się terapii.. Gdyby chciał to by konsultował się też u innego "lekarza".
                • peggy_su Re: współuzależnienie? 30.11.12, 12:44
                  Terapeuta na pewno był ze sporym starzem i niby specjalista w temacie uzaleznień.
                  Osoba natomiast wybitnie niechętna jakiejkolwiek terapii w grupie.
                  Na pewno masz rację, że gdyby osoba naprawę chciała to szukałaby dalej. Tyle że uzależnienie to tego typu przypadłość, gdzie zwłaszcza na początku nie chce się szukać pomocy, i człowiek twierdzi że poradzi sobie sam.
                  • naomi19 Re: współuzależnienie? 30.11.12, 12:55
                    Peggy, dlaczego próbujesz załatwiać sprawy za te osobę? Zastanawiasz się co myśli, dlaczego coś tam zrobiła, a dlaczego nie zrobiła. Tu już mi się zapala czerwona lampka, bo to jedna z cech współuzależnienia. Ty masz się zająć sobą, a uzależniony sobą, swoim leczeniem. I jeszcze jedno NIGDY, przenigdy nie wierz uzależnionemu. Dla niego kłamstwo w żywe oczy to pikuś.
                    • peggy_su Re: współuzależnienie? 30.11.12, 13:44
                      Wiem, że nikogo z uzależnienia nie wyciągnę. Ale chcę tej osobie pomóc zobaczyć że jest uzależniona i przynajmniej pokazać, gdzie i jak może szukać pomocy.

                      W przypadku alkoholizmu sprawa wydaje mi się w pewnym sensie prosta. Ale są też inne uzależnienia, gdzie na pierwszy rzut oka krzywdy najbliższych nie widać, gdzie uzaleznionego nikt nie napiętnuje bo społecznie nie uznaje się jeszcze czegoś za prawdziwy problem i uzaleznienie.

                      Jest uzależnienie od hazardu, od komputera, od seksu i pornografii, od zakupów i kilka innych. Jak alkoholik powie osobie z zewnątrz - piłem cały miesiąc. To spora szansa że usłyszy - jesteś uzalezniony, musisz się leczyć. Bo jakoś już jesteśmy społecznie na ten problem uwrazliwieni.
                      Jak ktoś powie - cały miesiąc poza wychodzeniem do pracy i kilkoma godzinami snu nie wstawałem od komputera, albo od dwóch miesięcy codziennie po pracy musze, po prostu musze kupić sobie kosmetyk albo ciuch, albo codziennie oglądam porno bo to i tylko to mnie relaksuje - to raczej nie usłyszy nic. Nie osiągnie tego sławnego dna, bo duża szansa że nigdy nie zaniedba swoich podstawowych obowiązków i będzie zachowywać pozory normalności. A nałóg po cichu będzie niszczyl tę osobę i relację w których pozostaje.
                      • naomi19 Re: współuzależnienie? 30.11.12, 14:38

                        peggy_su napisała:
                        chcę tej osobie pomóc zobaczyć
                        > że jest uzależniona i przynajmniej pokazać, gdzie i jak może szukać pomocy.

                        To błąd, Peggy.
                        Za rok będziesz płakać, za 2 będziesz błagać, za 3 będziesz grozić,a za 5 możesz popełnić samobójstwo, bo życie Ci się rozleci na kawałki. Jak na moje (być może zbyt wyczulone) oko już możesz być osobą współuzależnioną. W Internecie znajdziesz listę cech osób współuzależnionych. Jeśli na tej podstawie stwierdzisz, że możesz mieć problem, to udaj się do ośrodka terapii uzależnień. Tam otrzymasz pomoc. I jeszcze jedno- nie jesteś w stanie przekonać osobę uzależnioną do chęci podjęcia zmian, nie wyleczysz jej. To tylko wykończy Ciebie, ta chęć uratowania, wzmożona kontrola. Tak jak chirurg nie będzie operował swojej żony, tak i Ty nie wyleczysz swojego partnera. Polecam fora tematyczne, polecam wizytę w ośrodku, możesz nawet skorzystać z mityngów al-anon, nawet jeśli nie masz problemu typowo alkoholowego- jeśli prowadząca grupę wyrazi zgodę, to bedziesz mogła chodzić mimo to. Tam możesz uzyskać pomoc, bo Twoje problemy mogą być podobne do problemów, które mają w domu alkoholików. Możesz też uzyskać wsparcie, którego często brakuje w 'normalnym świecie'.
                        • peggy_su Re: współuzależnienie? 30.11.12, 15:00
                          Wiem że jestem w "grupie ryzyka" być może jestem współuzalezniona, ale nie o to chodzi.
                          Chodzi o to, że według tego, co piszesz nie ma sensu zajmować się uzależnionym. Nie ma sensu próbować, rozmawiać, namawiać na terapię, bo to i tak nie odniesie skutku, bo on musi chcieć sam. Jakoś nie mogę się zgodzić na takie podejście.
                          Lepiej się odciąć, niech sobie sam radzi, może kiedyś dojdzie do wniosku że coś jest z nim nie tak, w imię ochrony swojego dobrego samopoczucia za wszelką cenę?
                          • naomi19 Re: współuzależnienie? 30.11.12, 21:57
                            Peggy, musisz po prostu osiągnąć swoje dno, żebyś zrozumiała o czym piszę. Jeśli chcesz- zapraszam na priwa, możemy o tym porozmawiać. Ja rozumiem, że trudno Ci się pogodzić z tym, co piszę. JA TO ROZUMIEM. Ale przyjdzie też taki czas, niestety, że i Ty zrozumiesz mnie... Wtedy zapraszam, napisz do mnie, wtedy spróbuję pomóc. Powie Ci jednak tak- im wcześniej rozpoczniesz pracę NAD SOBĄ (a nie nad tym kiedy on zacznie się leczyć, czego on chce, co on mysli), tym łatwiej będzie Ci się z tego wygrzebać. Im później tym trudniej. I jeszcze jedno, musisz, podkreślam musisz zmienić myślenie, nastawienie, zyskac wiedzę po to, żeby łatwiej się żyło Tobie i Twoim ewentualnym dzieciom, ale poprzez takie twarde działanie i zajmowanie się sobą dajesz osobie uzaleznionej SZANSĘ na to, by zaczął zdrowieć. W zasadzie to, co robisz teraz to jest skazywanie go na najgorsze. Ja wiem, że Tobie wydaje się zupełnie inaczej, jeszcze jesteś na etapie ' ja go uratuję, ja mu pomogę, ja go oświecę'. Tylko, że to jest niemożliwe. Musisz uznać swoją bezsilność wobec alkoholu/ seksu/internetu/hazardu. Twoją, nie jego. I pamiętaj o sobie, choć to najtrudniejsze. Pamiętaj, że Tobie potrzebna jest pomoc. Powodzenia!
    • jopowa Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:06
      jedna pani w rodzinie mojego meza (nie chce tutaj pisac jej imienia) miala problem z alkoholem po utracie konkubenta,nie radzila sobie z ta sytuacja.Ale nie osiagnela dna, nie byla bnezdomna ani nic takiego,a jednak z tego wyszla.Teraz pije okazyjnie
    • amy.28 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 17:12
      Dno ma różne wymiary, ale jedno jest pewne - dopiero kiedy się je osiąga - do niektórych dociera powaga sytuacji. Jak z dzieckiem skaczącym po drzewie - dopóki skacze i upada - raz boleśniej, raz łatwiej ale upada - będzie to robić nadal. A jak w końcu tak zleci że połamie obie nogi to w końcu coś do niego dotrze i jest wtedy realna szansa że skakać przestanie.
      A problemem alkoholików jest to że spadają na 4 łapy. Mają dalej pracę, żony ich tłumaczą i wyrzucają puste butelki a dzieci wspierają no bo to przecież choroba. Dopóki każdy stoi za alkoholikiem murem, wspiera go i pomaga - utrwala w nim nałóg. Dlatego osiągnięcie dna to częśto możliwość przejrzenia na oczy - w innym wypadku ciężko, bo niby jak skoro picie nie powoduje żadnych negatywnych konsekwencji poza kacem? Znam sporo alkoholików - ci którzy dna nie osiągneli, piją nadal. Ci którzy do tego etapu doszli (wypadek, choroba, utrrata rodziny - nie piją.)
    • bombastycznie Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 18:02
      wydaje mi się, że dla każdego dno ma różne oblicze, niektórzy nawet tym dnem się nie przejmują i albo umierają, albo dalej brną w tym alkoholizmie i nie mają ochoty/odwagi się leczyć, mam w rodzinie bardzo bliską mi osobę, która od dobrych kilku lat nie pije, dla niego dnem było to że zdał sobie sprawę, że niczym nie różni się od żula spod monopolowego, który jest brudny, zarzygany i którego notorycznie zgarniają policjanci do izby wytrzeźwień, po prostu chyba zdał sobie sprawę, że życie mu ucieka, że alkohol zabiera mu przyszłość i że powinien coś z tym zrobić, cieszę się że doszedł do tego dna i że zrozumiał co jest ważniejsze.
    • kawka74 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 18:10
      Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno. Czyli co, ma stracic pracę
      > , zdrowie, rodzinę, życie? Co jest tym dnem?

      Dla każdego coś innego.

      Przecież "dno" to nieszczęście nie tylko dla niego, ale też dla jego
      > rodziny

      Już choroba jest nieszczęściem dla jego rodziny, dno nie jest konieczne.
      • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 19:21
        >
        > Już choroba jest nieszczęściem dla jego rodziny, dno nie jest konieczne

        Niekoniecznie Kawko. Osoba współuzależniona też musi osiągnąć swoje dno. Wtedy najczęściej sięga po fachową pomoc.
        • kawka74 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 19:43
          Mam na myśli to, że do tego, aby rodzina była nieszczęśliwa, alkoholik nie musi osiągnąć dna, wystarczą inne jego dokonania.
          • marynica Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 21:58
            Mozna pomóc alkoholikowi dotknąć dna. Tylko trzeba przestać mu pomagać, przestać go ratować, pozwolić mu na ponoszenie konsekwencji picia. Rodzina cierpi, przeżywa, walczy, a tak naprawde powinna go zostawić z jego problemem sam na sam. Nie tlumaczyć, nie załatwiać, nie łagodzić. Pozwolić mu na to, żeby obudził się we własnych wymiocinach i sam na sam ze swoim wstydem i problemami.Ta choroba ma takie mechanizmy, że nie pozwala alkoholikowi dostrzec, jak naprawdę wyglada jego sytuacja. Jego intelektualne zasoby pracują na rzecz choroby, a nie na rzecz człowieka. Fałszują rzeczywistość. Bez mocnego wstrząsu, mało który alkoholik jest w stanie zobaczyć choć na chwilę prawdę o sobie. Współuzależniona żona i reszta rodziny swoją szarpaniną z alkoholikiem też paradoksalnie wspiera picie. Kluczowym momentem dla żony jest uznanie bezsilności wobec picia męża i zaprzestanie walki. Tak samo jak dla alkoholika najważniejsze jest uznanie bezsilności wobec alkoholu. Dopiero wtedy jest możliwe zaprzestanie walki z alkoholem, bo to walka z góry przegrana. Alkoholik raz na zawsze utracił kontrolę nad swoim piciem. Przyjęcie tego i zaakceptowanie, to początek drogi do innego zycia. I nie jest to łatwe, bo jednak alkohol coś mu załatwiał, coś dawał. Po jego odstawieniu, problemy zostają i trzeba znależć inny sposó, by sobie z nimi radzić.W tym pomaga terapia i AA. To się nazywa TRZEŹWIENIE. A żonom terapia współuzależnienia i Al-Anon.

            Istnieje konkretna, opisana procedura dająca nadzieję bliskim.
            To nazywa sie "Interwencja kryzysowa w chorobie alkoholowej. Czyli jak pomóc komuś, kto nie chce pomocy. Autor - Wanda Sztander. Wydane jest to w formie książki. Warto się z nią zapoznać, bo krok po kroku pokazuje jak to się robi. Jak stosuje się w praktyce "twardą miłość" wobec bliskiego alkoholika. Polecam.
            • kawka74 Re: Alkoholizm i jego dno 29.11.12, 22:06
              Dzięki, ale mój ojciec już nie żyje - acz zdążył zatruć mojej matce i mnie jakieś dwadzieścia pięć lat.
              • princesswhitewolf Alkoholizm na wesolo 29.11.12, 22:12
                A teraz cos dla rozluznienia atmosfery- na wesolo

                STADIUM PIERWSZE - MĄDRY
                Nagle stajesz się ekspertem z każdej dziedziny. Wiesz, ze wiesz wszystko i chcesz przekazywać swa wiedze każdemu, kto Cię wysłucha. W tym stadium MASZ zawsze RACJĘ. No i oczywiście osoba, z która rozmawiasz, nigdy jej NIE MA. Rozmowa (kłótnia) jest bardziej interesująca, kiedy obie osoby są w stadium MADROSCI.

                STADIUM DRUGIE - PRZYSTOJNY
                Wtedy zdajesz sobie sprawę, ze jesteś najprzystojniejsza osoba w barze, wszystkim sie podobasz i każdy chciałby z Tobą porozmawiać. Pamiętaj, ze jesteś już MĄDRY, a wiec możesz porozmawiać z każdym na każdy temat.

                STADIUM TRZECIE - BOGATY
                Nagle stajesz się najbogatsza osoba na świecie. Stawiasz drinki wszystkim w barze, ponieważ pod barem stoi twoja ciężarówka - pełna kasy. Na tym etapie również robisz zakłady, a ponieważ ciągle jesteś MĄDRY, to wygrywasz. Nieważne ile obstawiasz, ponieważ jesteś BOGATY... No i stawiasz drinki wszystkim, którym się podobasz - w końcu jesteś NAJPRZYSTOJNIEJSZĄ osoba na świecie.

                STADIUM CZWARTE - KULOODPORNY
                W tym stadium jesteś gotów bić się z kimkolwiek, zwłaszcza z osobami, z którymi się zakładałeś lub kłóciłeś. A to dlatego, ze nic nie może Cię zranić. No i nie boisz się przegranej, ponieważ jesteś MĄDRY, BOGATY no i PIEKNIEJSZY niż cala ta hołota kiedykolwiek była!
                STADIUM PIATE - NIEWIDZIALNY
                Jest to ostatnie stadium pijaństwa. Możesz wtedy robić wszystko, ponieważ NIKT, CIE NIE WIDZI. Tańczysz na stole, żeby zaimponować tym, którzy Ci się podobają, no a pozostali tego nie widza. Jesteś tez niewidzialny dla tych, którzy chcieliby się z Tobą bić. Możesz iść przez ulice śpiewając ile sil, ponieważ NIKT cię NIE WIDZI i nie słyszy, a ty jesteś MĄDRY, PRZYSTOJNY, BOGATY I KULOODPORNY W ZWIAZKU Z CZYM WSZYSTKO CI WOLNO.
                • alfa36 Re: Alkoholizm na wesolo 30.11.12, 08:30
                  Toż to smutne jestsad
            • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 09:03
              Kluczowym momentem dla żony jest uznanie bezsilności wobec picia męża i zapr
              > zestanie walki.

              Otóż to. Tak samo jak alkoholik musi uznać BEZSILNOŚĆ wobec alkoholu, tak samo współuzależniona. Nie ma sensu podejmować walki z czymś, co jest od nas potężniejsze, gdzie każda nasza walka skończy się porażką.
          • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 09:28
            kawka74 napisała:

            > Mam na myśli to, że do tego, aby rodzina była nieszczęśliwa, alkoholik nie musi
            > osiągnąć dna, wystarczą inne jego dokonania.

            Oczywiście, wystarczy sam fakt picia. Nie potrzeba żadnych awantur, agresji, czy odchodów w każdym kącie. Rodzina alkoholowa zawsze będzie dysfunkcyjną. Niestety.
    • alfa36 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 08:38
      Tak mi sie przypomniało.... Znam gościa, podejrzewam, ze alkoholik, ktoremu zycie uratował... bardzo pozno zdiagnozowany nowotwor zlosliwy.
    • rosapulchra-0 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 12:53
      Nie ma jednego dna w alkoholizmie.
      Mój ojciec był alkoholikiem i takich den w swoim życiu osiągnął więcej niż wiele. Jeden mój znajomy jest alkoholikiem, ale nigdy dna nie osiągnął. Bardzo szkodliwe jest takie uogólnianie, bo każdy, dosłownie każdy przypadek jest inny. Znam chłopaka, który pije i to na umór tylko w łykędy. Dla wielu bycie alkoholikiem to wstyd, a to nieprawda. To są jedni z bardziej wartościowych ludzi, choć są jak tykające bomby - nigdy nie wiesz, kiedy wrócą do nałogu.
      • vinca Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 20:47
        Alkoholicy to jedni z bardziej wartosciowych ludzi???? Co właściwie masz na myśli??
    • szironna Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 15:18
      czytam to co piszecie i zastanawiam się.... ile tych den należy zaliczyć, by się podnieść. i czy w ogóle można? czy przejście 3 terapii (leczenie zamknięte) i 2-3 zapaści wystarczy? i jeśli jest przy tym fatalny stan psychiczny, użalanie się nad sobą i zniechęcenie? jest szansa pomóc takiej osobie? on uważa że pije, ponieważ nie jest w stanie sobie wybaczyć (zostawił żonę i syna dla innej kobiety). jego ojciec był alkoholikiem, nie mieszkał co prawda z nim od uk. 5r.ż., ale odwiedzał i bolało, że "nie ma ojca". matka zajęła się szukaniem sobie partnera, więc był trochę odstawiony, od 15rż sam już się utrzymywał. teraz sam ma 2 synów z dwoma różnymi partnerkami. z dziećmi kontaktu nie ma, ale i jak mieć może, skoro alkohol zdominował jego życie? nauczył się obwiniać innych, matkę, byłą drugą partnerkę (dla której niby poświęcił wszystko, narobił długów, a ona go okradła i zostawiła).
      czy taka osoba ma szansę się podnieść, można jej jakoś pomóc? obserwuję to wszystko z boku, proszono mnie o doradzenie co robić, a ja nie wiem. poradziłam psychiatrę i terapię (długofalową). tyle że ta osoba nie chce sama z siebie szukać pomocy, pozwala na to innym, ale motywacji nie ma. niby ma pod koniec grudnia iść na leczenie zamknięte do szpitala (właśnie dochodzi do siebie po kolejnej zapaści, następnej chyba już nie przeżyje, bo organizm się poddaje(trzustka, nerka, wątroba) - to opinia lekarza). tyle że już tam był chyba rok temu i nic to nie dało. człowieka mi bardzo szkoda, wiem że to co ma, ma niejako na własne życzenie. ale to mężczyzna przed 40rż, był ambitny, poukładany. zaczął "popijać" w samotności chyba w 2008-2009r., a od 2010 roku miał już ciągi "widoczne" dla innych. szybko idzie w dół i sam się zabija. czy takiej osobie można pomóc?
      • alfa36 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 16:05
        Alkoholizm zawsze z parze z nastojami depresyjnymi/ depresją? Tak czytam, co piszę szironna i mam takie wrazenie.
        • triss_merigold6 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 17:45
          Alkohol na dłuższą metę działa jak depresant.
        • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 22:02
          Tak, bardzo często.
      • naomi19 Re: Alkoholizm i jego dno 30.11.12, 22:06
        szironna- den może być i z tysiąc. Ale z takim nastawieniem, o jakim piszesz tj:

        tyle że ta osoba nie chce sama z siebie szukać
        > pomocy, pozwala na to innym, ale motywacji nie ma

        ja niestety nie widzę szans. Rodzina musiałaby zostać gruntownie przeszkolona, że załatwianie, szukaniem, pomaganiem tylko przeszkadza i zabiera jakiekolwiek szanse na jego wyzdrowienie. Obym się myliła. Przeczytaj, to co napisałam o abstynencji i trzeźwości powyżej. Jesli masz im coś poradzić, to zaproponuj jego rodzinie leczenie i mityngi al-anon. Jak dla mnie to jedyne wyjście z tej sytuacji.
    • black_magic_women Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 12:31
      alfa36 napisała:

      > Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno. . Znacie przypa
      > dki, ktore z teorią nie zgadzają się?


      Pan mnie pod sklepem, dalej nie trzeba szukać. Jak pił, tak pije...
      • black_magic_women Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 13:17
        black_magic_women napisała:

        > alfa36 napisała:
        >
        > > Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno. . Znacie przypa
        > > dki, ktore z teorią nie zgadzają się?
        >
        >
        > Pan mnie pod sklepem, dalej nie trzeba szukać. Jak pił, tak pije...

        Pan U MNIE pod sklepem...
        I tak, byłam w związku z młodą osobą z problem alkoholowym, chciało mi się kiedyś "pielęgniarzyć" na szczęście wyrosłam z tego. Najgorsze, że jego rodzina miała mi za złe, że uważam go za chorego, przecież nic mu nie jest! Na szczęście to dla mnie temat zamknięty. Nigdy więcej...
        • aankaa Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 13:20
          produkujesz się w wątku sprzed 6 lat
          • black_magic_women Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 14:42
            aankaa napisała:

            > produkujesz się w wątku sprzed 6 lat

            O żesz, znowu ktoś coś nawyciągał!?
            >
    • taki-sobie-nick Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 17:10
      A może być narkoman? Rodzice nie pozwolili mu osiągnąć dna, zawieźli siłą na terapię. Zadziałała.
    • vinca Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 20:45
      Myślę, że są egzemplarze które prędzej zapiją się na śmierć niż opamiętają. Parę lat temu mój wujek wylądował w szpitalu doslownie w ostatniej chwili: miał ciężkie zapalenie płuc (kompletnie olane i nieleczone), niemal się udusił. W szpitalu rzecz oczywista nikt mu wódki nie dawał i bardzo szybko zaczęła się delirium. To było po prostu straszne. Ze względu na jego bardzo zly stan ogolny lekarze wprowadzili go w stan śpiączki i tak jakoś przetrwał. Lekarze traktowali go jak śmiecia (i w sumie nie dziwię się im). Trwało to kilka miesięcy ale jakims cudem wyszedł z tego. Z cięzkimi zmianami osobowosci, zawieszkami ale udało mu się wrócić do domu. Myślalysmy z ciotką, że to go czegoś nauczy, że moze sie opamięta... a skąd. Przez to ze byl w spiaczce zupelnie nie pamieta tego koszmaru. Nie zdaje sobie sprawy z tego co sie z nim działo. Palić zaczął jeszcze w szpitalu. Do alkoholu wrócil bardzo szybko. Praktycznie nic nie je. Czekamy aż się zapije albo zejdzie na płuca.
      • alpepe Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 21:51
        Tak sobie myślę, im szybciej, tym lepiej.
    • bigzaganiacz Re: Alkoholizm i jego dno 29.10.18, 22:17
      dno dla kazdego jest czyms innym problemem jest posoadanie resztek czlowieczenstwa i chec walki z nalogiem , na marginesie alkoholikiem mozna byc cale zycie , poznalem milionera ktory co wieczor wali pol litra czystej , zyje ma sie dobrze zarabia kupe szmalu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka