asia_i_p
09.02.13, 13:29
Zainteresował mnie ten artykuł Aktywistka w obronie eksmitowanych
Co myślicie o postulacie całkowitego zakazu eksmisji?
Ja mam mieszane uczucia. Należę do małej wspólnoty mieszkaniowej - dwa bloki - i ostatnio podpisaliśmy zgodę na wszczęcie wobec dłużników postępowania komorniczego. Które może się skończyć licytacją mieszkań, a potem eksmisją.
A teraz wyjaśniam, czemu jesteśmy tacy okropni. Dla małej wspólnoty trójka dłużników to już jest zdecydowany problem. Ja mam w tej chwili nadpłatę na koncie spółdzielni w wysokości mniej więcej czynszu. Uzbierało się z nadpłat za wodę. Teoretycznie moglibyśmy to odebrać nie płacąc jednego czynszu. Praktycznie przypominam mężowi, że w momencie wpłynięcia pierwszej pensji ma od razu płacić, bo na klatce wisi karteczka, że spółdzielnia ma na koncie około 700 złotych a olej opałowy się kończy. Chcę mieć ciepło, więc płacę, a potem i tak marznę, bo ktoś inny nie zapłacił, i powoli zaczynam mieć dość.
Sąsiad, który jest w zarządzie, był u tych dłużników. Dał się przekonać, żeby jeszcze nie nadawać sprawie biegu prawnego, pod warunkiem, że bieżący czynsz będzie wpłacany regularnie, a reszta w małych ratach. I w tej minucie, w której się na to zgodził, lokatorka zaczęła natychmiast dalsze negocjacje "Ale przecież może się tak zdarzyć, że w którymś miesiącu", itd. I tak jest w kółko - umowa, że już będzie dobrze, trzy miesiące regularnego płacenia, więc nikt nie oddaje sprawy do prawnika, a wtedy lokator znowu przestaje płacić.
Niby słusznie, że mieszkanie to nie towar, tylko prawo. A ponieważ nie może być prawem dla wszystkich, więc dla bogatszych towar, dla biedniejszych prawo - i to jeszcze łykam. Ale mam wrażenie, że w tej chwili to nie jest kwestia, kto jest biedniejszy, tylko kto bardziej wytrzymały psychicznie (żeby nie powiedzieć bezczelny). Emerytom w naszym bloku naprawdę się nie przelewa - a płacą. Nam na samym początku, kiedy kupiliśmy to mieszkanie, było diabelnie ciężko, bo ja byłam jeszcze na wychowawczym, a rata stanowiła połowę pensji męża - i płaciliśmy. No nie podoba mi się, że lokatorzy sami wyznaczają sobie granicę dochodu, przy której mieszkanie przestaje być towarem, a zaczyna prawem, po czym oczekują ochrony od tych, dla których jest wciąż towarem.