smoczejajo
12.02.13, 16:58
ematki, chcę was prosić o skomentowanie.
nasz znajomy poprosił wczoraj o pożyczenie mojego samochodu. samochód jest 2-letni, kosztował ponad 100 tys.
znajomy jakieś 2 lata temu pożyczył nam auto, wyjeżdżaliśmy i potrzebowaliśmy "upakować" do auta 5 osób, a każde z naszych 2 aut zarejestrowane jest na 4 osoby. jechaliśmy do miejscowości odległej o 250 km. samochód pożyczony od sąsiada wart był ok. 15 tys., nie miał autocasco, w razie wypadku byliśmy w stanie oddać mu kwotę równą wartości samochodu.
sąsiad 2 m-ce temu pożyczył moje auto, w ramach rewanżu czułam się do tego zobowiązana. i wczoraj znów podobna sytuacja.
sąsiad chciał pojechać na jakieś ważne spotkanie, 500 km w jedną stronę. mógł jechać pociągiem, mógł jechać swoim dośc starym autem (ale ono jest "do jeżdżenia po mieście", mógł pożyczyć samochód od siostry (ale "jej auto jest firmowe"). przypuszczam też , że chciał na tym spotkaniu "zrobić wrażenie", więc moje auto mogło mu w tym pomóc.
ja się zgodziłam (choć miałam wewnętrzne wątpliwości), wrócił mąż i powiedział, że się nie zgadza, co od razu zakomunikował uprzejmie sąsiadowi.
pracuję teraz w domu, dziecko chodzi do pobliskiej szkoły. auto wykorzystuję do jeżdżenia na zakupy, zawożę dziecko na zajęcia, jeżdżę do rodziny. w dłuższe trasy jeździmy mężowskim autem. auto nie było mi potrzebne, więc spokojnie mogłam je pożyczyć. no ale miałam wątpliwości.
pożyczyłybyście?
co myślicie o takiej przysłudze?
czy to się mieści w ramach takie zwykłej ludzkiej przysługi?
dodam, że wyświadczamy sąsiadowi od czasu do czasu inne przysługi i nie jest to pożyczanie cukru, ale nie chcę o tym pisać. on także jest w stosunku do nas uprzejmy, ogólnie mamy dobre relacje.