Dodaj do ulubionych

praca męża w innym mieście

27.02.13, 08:10
Zgodziłybyście się na pracę mężą w innym mieście?

- Zmiana pracy wiązałaby się z awansem, ale raczej już nie z wyższymi zarobkami.
- Teoretycznie (początkow zakłądają, że) partner wyjeżdżałby od pn do pt - weekendy w domu, 400 km oddalonego od miejsca pracy..
-Partnerce nie widzi się zmiana miejsca zamieszkania - dom na wykończeniu, dobra praca, przedszkole dziecka, rodzina..
-Z drugiej strony praca w mieście, w którym oboje dobrze się czują i w mieście o raczej dużych możliwościach..

Jak byście w tej sytuacji przeorganizowały swoje życie?
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:29
      nie pisalabym sie, jesli awans nie wiaze sie z konkretna podwyzka. Przyjecie tej oferty tak naprawde pogorszy wasza sytuacje finansowa, bo do pracy trzeba dojechac, trzeba tez prowadzic rownolegle dwa gospodarstwa , a to kosztuje. Nawet, jesli dostanie lokum za darmo, to musi jesc i dojechac. A ty zostajesz sama z calym majdanem, wykanczaniem domu, praca, dziecmi. Oferta warta rozwazenia, jesli ma byc kopniakiem w gore (blizej domu, za lepsze pieniadze, duzo lepsze pieniadze) lub jako paca tymczasowa (ale bez wyzszych zarobkow to kiepski interes, bedziecie dokladac do interesu).
      • a.nancy Re: praca męża w innym mieście 21.11.13, 16:29
        jak wyżej.
        a i to pod warunkiem, że nie ma dzieci. wychowaniem zajmujemy się oboje, mniej więcej po równo. poza tym przyznaję, że jestem kiepsko zorganizowana tongue_out więc tym bardziej mężowski wkład w domowe obowiązki jest dla mnie zbawienny.
    • gryzelda71 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:29
      Jak się ma partnera dość, a nie chce radykalnie zakończyć związku to dobry pomysł taka raca o 400km dalej.
    • mama766 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:33
      u nas by było: albo jedziemy wszyscy albo nie jedzie nikt smile zresztą co to za awans bez podwyżkismile
    • sylki Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:37
      to nie awans, to zesłanie
    • damajah Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:38
      Wielokrotnie stawaliśmy przed takim wyborem. Praca męża daleko od domu, również moja praca daleko od domu (w obu przypadkach w grę wchodziły DUŻO wyższe zarobki niż wtedy mieliśmy) Nigdy się na to nie zdecydowaliśmy i mam nadzieję że nigdy nie będziemy musieli. Kiedy w końcu uznaliśmy że aby mieć dobrą pracę trzeba zmienić miasto - po prostu przeprowadziliśmy się wszyscy razem. Tak, wbrew pozorom bardzo "po prostu". W ciągu jednego dnia znaleźliśmy fajne mieszkanie, w ciągu tygodnia spakowaliśmy nasz dobytek, ja w zaawansowanej ciąży, córka przed pierwszą klasą (wakacje, musieliśmy na hura załatwić dodatkowy wakacyjny egzamin do innej szkoły muzycznej) Całość przeprowadzki trwała 2 tygodnie i jesteśmy tu już prawie 5 lat - i nie żałowałam tej decyzji do tej pory. Wszystko się ułożyło.
      Związek na odległość jest zagrożony i marny.
    • moni692 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:41
      dokladnie.
      Poza tym dzieci i dom zostana calkowicie na twojej glowie, nie mowiac juz o dodatkowych kosztach ktore poniesiecie.
    • slonko1335 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:47
      Dziwi mnie, że ktoś żyjący w normalnej rodzinie w ogóle rozważa tego typu ofertę prawdę mówiąc...ja rozumiem jak jest duża podwyżka to można na kasę się połasić, jak brak pracy to taka konieczność, ale w tej sytuacji?
    • triss_merigold6 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 08:50
      Jak bez radykalnej podwyżki, to nie awans, to zesłanie.
      Nie zgodziłabym się.
    • 18lipcowa3 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 09:29
      Nie ma mowy. Nie jestem samotną matką.
    • volta2 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 09:44
      kiedyś - jak większość tu- napisałabym, że nie, bo nie jestem samotną matką.

      a jak doświadczyłam takiej rozłąki - to nawet mi się spodobało.

      oczywiście coś za coś, czyli nie mam chłopa fizycznie, ale kasa rekompensowała jego brak mnie i dzieciom, inna sprawa, że system łikednowy to za często, zbyt duża huśtawka między jest-nie ma. u nas było raz w miesiącu i to było znów za rzadko. ale tak co 3 tygodnie byłoby w sam raz.

      nie wiem, ile coś takiego mogłabym jeszcze "uciągnąć", my tak mieszkaliśmy od września do stycznia. i nie czułam się wypompowana, do tego, po dzieciach nie bylo widać że cierpią, a tego obawiałam się najbardziej.
      • vilez Re: praca męża w innym mieście 21.11.13, 16:45
        > oczywiście coś za coś, czyli nie mam chłopa fizycznie, ale kasa rekompensowała
        > jego brak mnie i dzieciom

        Dzieciom?? A niby w czym ta rekompensata?
    • jematkajakichmalo Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 09:45
      Juz nic nie trzeba chyba dodawac.. co to za awans bez podwyzki??
      Co z Toba i dzieckiem? Ze wszystkimi problemami zostajesz sama, zalatwiac musisz wszystko sama.
      Sama piszezs, ze na poczatku zakladaja... buhahah za chwile sie okaze, ze maz tak bedzie pracowal, ze co drugi weekend mu "wypadnie" i bedzie musial tam zostac.
      Co Wy bedziecie z niego mieli jak przyjedzie w piatek wieczorem i w niedziele juz bedzie wracal?
      Jezeli Was sytuacja nie zmusza to bym sobie odpuscila.
      • kai_30 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:09
        > Co Wy bedziecie z niego mieli jak przyjedzie w piatek wieczorem i w niedziele j
        > uz bedzie wracal?

        Dokładnie. Mój mąż jest teraz na miesięcznym szkoleniu na drugim końcu Polski, przyjeżdża na weekendy - tzn, z uwagi na odległość, w domu jest w sobotę rano, a w niedzielę już musi jechać z powrotem. To dopiero drugi tydzień, a ja jestem już naprawdę zmęczona tym, że wszystko jest na mojej głowie, że dziecko co rano pyta, czy już sobota, albo mówi, że śniło mu się, że tata już przyjechał i obiecał, że nigdzie nie będzie już wyjeżdżał, że muszę wstawać godzinę wcześniej niż zwykle, a kładę się później, bo nie wyrabiam ze wszystkim, poczynając od zaprowadzania dziecka do przedszkola, co zawsze robił mąż. Jest to do wytrzymania tylko i wyłącznie dlatego, że wiemy, że to tylko 4 tygodnie, no i obowiązkowe szkolenie w nowej pracy, która wiąże się z dużym wzrostem wynagrodzenia. W sytuacji autorki wątku żadnych plusów nie widzę.
        • mruwa9 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:18
          moj maz byl kiedys na 7-miesiecznym kursie na drugim koncu Polski,, przyjezdzal tylko na weekendy, i to nie zawsze. To byl hardcore, zwlaszcza w momencie, gdy caly misternie ustalony plan funkcjonowania domu runal, gdy jedno dziecko (lat 4) zlamalo reke, drugie (lat 2) wyladowalo w szpitalu nastepnego dnia, ja sama, zadnych dziadkow na podoredziu, a z konca swiata nie da sie dotrzec do domu w godzine. A w miedzyczasie praca. Byl taki tydzien, ze przez 3 doby oka nie zmruzylam, nie wiem, jak to przetrwalam. Jedynie swiadomosc, ze to sytuacja przejsciowa, dawala mi naped i tolerancje stanu rzeczy.
      • super-mikunia Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:14
        Finansowy aspekt tego awansu byłby minimlany, równie wysokie zarobki i bardziej stabilne, ale po odliczeniu kosztów prowadzenia 2 gospodarstw żaden. Nie liczę w ogóle wyższej podstawy i innych bonusów bo to generalnie rozbija się o chęć rozwoju zawodowego faceta, doświadczenie na stanowisku kierowniczym i to jest ten motor.
        • wuika Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:16
          Ta praca daleko to miałoby być na stałe? Bo na jakiś czas, jeśli plusy są jakieś konkretne (niekoniecznie tylko i wyłącznie finansowe, ale wspomniany tutaj rozwój i większa stabilność dochodów), to można się zastanowić. Jeśli od teraz do kolejnej wielkiej zmiany (sprzedaż domu? zmiana zupełna pracy?), to raczej bym się nie pisała.
          • wuika Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:17
            Znaczy: ja w mojej sytuacji w ogóle w żadnym przypadku, poza naprawdę krótkim okresem (miesiąc?), nie zgodziłabym się na dalszy wyjazd na całe tygodnie.
          • super-mikunia Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:58
            Teoretycznie rok, dwa jeżeli oczywiście wcześniej nie znalazłoby się czegoś na stanowisku kierowniczym w swoim regionie i oczywiście jeżeli chęci powrotu nadal by były big_grin
        • triss_merigold6 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:18
          Cóż, wyjaśnij mu, że jego chcenie koliduje z dobrem rodziny i związku.
        • verdana Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:19
          Z punktu widzenia żony - sprawa do rozwazenia, choć nie tylko nie ma korzyści finansowych, ale wydatki sporo większe.
          Z punktu widzenia dzieci - kanał. Faktycznie jest to dla nich równoznaczne z rozwodem. Ojciec będzie w weekendy, czyli jak dla nich - ojca zwyczajnie nie bedzie na codzień, przestanie być osobą szczególnie wazną.
          • iwoniaw No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 10:28
            "kasa rekompensowała mi brak męża, a dzieciom ojca" oraz "co tydzień przyjazd to byłoby za często" wink Osobiście nie widzę możliwości, by jakakolwiek kasa mi zrekompensowała powyższe, a widywanie się raz na tydzień z własnym mężem (i z ojcem przez małe dzieci) to dla mnie stanowczo niewystarczająca opcja - gdyby było inaczej, nie wychodziłabym za mąż, lecz zajęłabym się świadczeniem kosztownych usług, najlepiej dla zleceniodawcy pracującego 5 dni w tygodniu big_grin
            • volta2 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 11:25
              rozumiem, że żaden marynarz ma nie mieć żony, jedynie na kosztowne usługi jest skazany?
              no i dzieci oczywiście też mieć mie ma prawa. bo wypływa z domu na dłużej niż dobę?


              mój boże, co za prymitywizm
              • wuika Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 11:29
                Chyba nie chodzi o czas po prostu dłuższy niż dobę, ale zakładaną, oczywistą i długotrwałą nieobecność w życiu dziecka i rodziny. Tyle razy było jechanie po kobietach, które decydują się na dziecko z definicji pozbawione ojca, traktując go jedynie jako dostawcę materiału genetycznego. Ale tutaj jest przecież to samo - decyzja o dziecku i z góry zakładana nieobecność ojca, przez czas bliżej nieokreślony, ale na pewno długi.
              • iwoniaw Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 11:38
                A my tu o prawach marynarza czy o zastąpieniu żonie męża i dzieciom ojca przez kasę? Oraz preferencji, by tenże dostawca kasy za często nie pojawiał się pod rodzinnym dachem? big_grin
                • volta2 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 11:48
                  nie wiem o czym my, ale ty sprowadzasz dostawcę kasy(co czyni 90% mężów w każdej rodzinie przecież) do pozycji klienta a jego żonę do dziwki? jeśli tak, to jesteś, stety,niestety prymitywem, pora się z tym pogodzić.

                  nie wiem, czy miałaś doświadczenia z rodziną na odległość, ale tak - mąż który wchodzi w rodzinę po dłluższym funkcjonowaniu tejże rodziny, gdy ta ma ułożony rozkład dnia, tygodnia i miesiąca - powoduje rozchwianie tego funkcjonowania, zanim się to unormuje, to huśtawka nie służy nikomu, i zanim znów się nie unormuje, to fajnie nie jest.
                  stąd ja - sobie nie za bardzo wyobrażam "nalotów" męża co tydzień, mnie by to przeszkadzało. tobie nie musi, to twoja sprawa. (a ojciec, który wpada na półtora dnia by porozpieszczać pociechy, żeby im wynagrodzić nieobecnoś, zostawiając matce na głowie cały bałagan pedagogiczno-wychowawczy to żaden cymes)
                  • wuika Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 12:07
                    To po co taki mąż i ojciec? Który zaburza życie rodziny - w niej nie będąc? Tym jednym zdaniem podsumowałaś, gdzie jest miejsce ojca i męża, jeśli pracuje gdzieś hen hen daleko: poza rodziną. Co sprowadza pytanie o to, czy pozwolić mu na pracę ileś tam km od domu do tego, czy wywalić go z rodziny.
                    • volta2 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 12:13
                      To po co taki mąż i ojciec?

                      no oczywiście, że po nic. i dlatego nie powinien mieć rodziny(nawet na odległość) i należy z góry i na wszelki wypadek się z takim rozwieść.

                      i zamiast próbować odnaleźć się w takim układzie maksymalnie dobrze dla wszystkich, należy przykuć się kajdanami do siebie, i nie ruszyć dalej niż do somsiedniej wsi, nie dłużej niż na jeden roboczodzień.
                      • wuika Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 12:15
                        Z Twojej relacji wynika, że po to, żeby zrobił nalot, zdestabilizował życie rodzinie, no i przynosił kasę. To są Twoje słowa, nie moje. Nie czepiam się tego, że komuś może taki układ pasować, jednak nie jest to typowe rozumienie tego, jak rodzina powinna wyglądać.
                        • volta2 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 12:25
                          gdyby mi mąż przyjeżdżał w systemie proponowanym w wątku startowym -to tak, wolałabym, by przyjeżdżał rzadziej a na dłużej(właśnie związane jest to z wyżej wymienioną destabilizacją ) i my tak właśnie wybraliśmy. pomijam, że odległość była dłuższa i co tydzień by się nie dało fizycznie.

                          i raz na miesiąc to było za długo, i mimo że na kilka dni, to bardzo nas to wszystkich rozwalało. tego jeżdżącego też. (napięcia związane z otrzymaniem urlopu, bietami lotniczymi, przesiadkami, opóźnieniami itp, przyjemnościami)

                          ale to nie znaczy, że taki układ jest z góry do przekreślenia, co większość tu sugeruje.
                          a kasa jest rekompensatą za całe to zamieszanie, i tak, da się to zrekompensować - zarówno rodzinie(ten luskus, że stac nas na wszystko i nie ma strachu o jutro) jak i zarabiającemu(samoocena mu wzrasta, nie da się ukryć)

                          i
                  • iwoniaw Hola hola 27.02.13, 12:11
                    zanim zaczniesz wyzywać innych od prymitywów i zarzucać im, że to oni sprowadzają męża do tego czy tamtego, przeczytaj swoje posty.
                    To nie dla mnie przyjazd męża do domu jest "nalotem" i nie mnie "kasa rekompensuje jego brak".
                    • volta2 Re: Hola hola 27.02.13, 12:17
                      oczywiście że nie dla ciebie.

                      dla ciebie żona na odległość to dziwka, a jej mąż to klient,
                      znaczy ty wolałabyś być dziwką i szukać zleceniodawcy. ok, może źle odczytałam
                  • triss_merigold6 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 12:17
                    No, ja miałam z tym do czynienia w małżeństwie moich rodziców. Ojciec miał parę razy roczne kontrakty w dzikich krajach, pobyt z rodziną tam był wykluczony ze względów bezpieczeństwa i logistycznych.
                    Po obserwacji efektów powyższych wyjazdów dla życia rodzinnego, mogę powiedzieć po moim trupie.
                  • suazi1 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 21.11.13, 20:18
                    "mąż który wchodzi w rodzinę po dłluższym funkcjonowaniu tejże rodziny, gdy ta ma ułożony rozkład dnia, tygodnia i miesiąca - powoduje rozchwianie tego funkcjonowania" - bredzisz okrutnie. Ja akurat mam doświadczenie w temacie, bo zyjemy na dwa domy z przerwami od ok. trzech lat. To, że mąż wraca co tydzień do domu, nie powoduje jakiegoś drastycznego rozchwiania funkcjonowania. Córka też jakoś nie zaczęła traktować go jak obcego pana, nie przestał byc dla niej ukochanym tatusiem. Czasem mam wrażenie, że to ja jestem na drugim planie, bo mnie ma na codzień...
                • olena.s Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 28.02.13, 11:59
                  > kasę? Oraz preferencji, by tenże dostawca kasy za często nie pojawiał się pod r
                  > odzinnym dachem? big_grin

                  Kiedy coś w tym jest.
                  Rodzina jest pewnym układem. Jeżeli musi funkcjonować inaczej z powodu wyjazdu jednego z członków, to rzeczywiście sporo zależy od tego, na jak długo i jak często wraca.
                  Nie oszukujmy się, mamy inne potrzeby i preferencje. W sytuacji, kiedy mąż wybywa, na przykład mogę wreszcie przejść na kuchnię wegetariańską (wracać powoli z dzieckiem z przedszkola zamiast pędzić z obiadem, chodzić w środy na przedstawienia kukiełkowe zamiast do parku czy odwrotnie itp). I wolę robić odwyrtkę raz na miesiąc przez tydzień niż co weekend.
                  Nie mówiąc już o tym, że pewne kwestie wychowawcze łatwiej jest wyprowdzić w pojedynkę, niż kiedy uciśnione dziecko ma sąd apelacyjny pod bokiem. (U nas na przykład kiedy jestem sama z dzieckiem, daję radę zapakować je do łóżka o porze, jaką uznaję za stosowną i dzieciak śpi o dobrą godzinę dłużej, niż kiedy jesteśmy we trójkę. Za to kiedy mnie nie ma, podobno dziecko rano efektywniej i spokojniej szykuje się do szkoły. Czyli układ jeden rodzic z dzieckiem ma pewne zalety w stosunku do normalnej sytuacji).
                  Niemniej zgadzam się że takie układy są bardzo trudne i męczące dla wszystkich. Dla dziecka pewnie najbardziej.
            • 18lipcowa3 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 11:53
              iwoniaw napisała:

              > "kasa rekompensowała mi brak męża, a dzieciom ojca" oraz "co tydzień przyjazd t
              > o byłoby za często" wink Osobiście nie widzę możliwości, by jakakolwiek kasa mi
              > zrekompensowała powyższe, a widywanie się raz na tydzień z własnym mężem (i z o
              > jcem przez małe dzieci) to dla mnie stanowczo niewystarczająca opcja



              Napisała nawet że jej się to ''podobało''
              • volta2 Re: No wiesz, jedna forumka wyżej pisze 27.02.13, 12:07
                Napisała nawet że jej się to ''podobało''

                wiesz, że tak?
                romans skypowy z własnym mężem bardzo mnie jarał, mąż dzięki różnicy czasowej przyszedł z roboty, odpoczął, na spokojenie porobił co miał do zrobienia i zrelaksowany mógł mi się poświęcić. a ja w tym czasie zapędzałam dzieci do lekcji, ogarnęłam obiadek i też miałam czas dla niego.

                po rozmowie, szedł spać a ja się zabierałam za kolacje, spanie, pranie.
                czemu miałoby mi się to nie podobać? miła odmiana od codzienności.
        • mruwa9 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:21
          to niech szuka stanowiska kierowniczego blisko domu. Nie wierze, zeby to byla jedna, jedyna okazja rozwoju zawodowego.
          Facet ma cos nie tego z priorytetami, jesli w imie kariery zawodowej chce porzucic rodzine. Bo do tego tak naprawde zmierza sytuacja. Czy on o tym wie? Zaden nowy dom tego nie zrekompensuje.
        • 18lipcowa3 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 11:50
          bo to generalnie rozbija się o chęć
          > rozwoju zawodowego faceta, doświadczenie na stanowisku kierowniczym i to jest t
          > en motor.


          w sumie się mu nie dziwię że chce, każdy by chciał pobyć kawalerem od pon do pt
          trudno ,musi te chęci schować głęboko
    • iwoniaw W takiej opcji - nigdy w życiu 27.02.13, 10:23
      1. Nie chcę separacji teraz ani rozwodu za chwilę
      2. Co to za "awans" bez podwyżki?
      3. Nie jestem samotną matką ani dzieci półsierotami
      4. Mąż nie jest cyborgiem, żeby 5 dni w tygodniu pracować, a w weekend zamiast odpoczynku tydzień w tydzień robić 800 km
      5. Porzucanie lubianego miejsca zamieszkania (w tym własnego dokańczanego domu), dobrego przedszkola/szkoły dzieci i dobrej pracy mojej bez żadnej gwarancji przynajmniej porównywalnych opcji tam - NO WAY

      Albo podwyżka męża byłaby na tyle znacząca, że umożliwiałaby wspólną przeprowadzkę i rekompensowałaby moją pracę, przedszkole dzieci i utrzymywała taki sam poziom życia od zaraz, albo musielibyśmy mieć nóż na gardle, brak środków na jedzenie i rachunki i żadnej innej opcji, by być razem - wtedy _na czas określony ściśle_ (typu: max pół roku, zarabiamy na to i na to i rodzina z powrotem razem tu lub tu) jedno z nas mogłoby pracować i mieszkać z dala od rodziny.
    • lelija05 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:28
      Gdybym męża traktowała wyłącznie jako bankomat, to tak.
      Ale nie traktuję, więc nie ma takiej możliwości.
      Pomyślałabym, że chce uciec od rodziny.
    • kropkacom Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 10:30
      Mąż się nad tym zastanawia? Nie mówię, z koniecznością się nie dyskutuje, ale tutaj jest jakaś konieczność? Nie, prawda? Pan się chce wylogować z bycia mężem i tatusiem.
    • alfabetta Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 11:31
      "Zgodziłybyście się na pracę mężą w innym mieście?"

      A co chce mąż? Jakie sa jego plany dalszego rozwoju? Czy jest to dla niego ważne czy raczej szuka wymowki, żeby odmówić? Dla mnie to by była podstawa do podjęcia decyzji, a reszta to okoliczności towarzyszące...
      • super-mikunia Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 11:42
        Mąż bardzo chce. Zwątpił już, że znajdzie pracę na wymarzonym stanowisku w innej firmie nie posiadając wcześniej doświadczenia.. Jedyną szansą jest awansowanie w macierzystej firmie, atu na regionie brak takiej możliwości i tu się nic nie zmieni przez najbliższe lata jeżeli kiedykolwiek w ogóle. Pojawiał się wakat w innym regionie i pojawiały się zakusy na to stanowisko. Na obecnym zdobył już wszystko i pojawiła się nooda.
        A mąż nie wychowywał się w pełnej rodzinie. Często zmieniał miejsce zamieszkania.
        • iwoniaw Rozumiem, że jeśli tobie się zrobi nuuuudno 27.02.13, 11:47
          i nagle postanowisz wyjechać np. do Brukseli (samoloty latają, długo nie trwa, a nawet zdrzemnąć się po drodze można, wypoczęta wracałabyś...) zdobywać szlify w "doskonale opłacanym kiedyś tam w przyszłości być może" zawodzie, ale obiecasz regularnie przylatywać na weekendy, to mąż porzuci wszystkie swe pomysły i zostanie w obecnej pracy w obecnym domu i ogarnie pięć dni w tygodniu całość kibicując ci z całych sił?
          • volta2 Re: Rozumiem, że jeśli tobie się zrobi nuuuudno 27.02.13, 12:10
            i z
            > ostanie w obecnej pracy w obecnym domu i ogarnie pięć dni w tygodniu całość kib
            > icując ci z całych sił?

            mój by mi kibicował, twój nie?
            w szczególności, jeśliby nie musiał zmieniać fajnej roboty, w której jest od 15 niemal lat.
            • iwoniaw Re: Rozumiem, że jeśli tobie się zrobi nuuuudno 27.02.13, 12:14
              No widzisz, mojemu fajna robota nie rekompensowałaby separacji.
              • triss_merigold6 Re: Rozumiem, że jeśli tobie się zrobi nuuuudno 27.02.13, 12:18
                Od razu mogę powiedzieć, że mój by nie wyraził zgody. Sorry, nie po to tworzy związek, żeby żyć na odległość.
              • volta2 Re: Rozumiem, że jeśli tobie się zrobi nuuuudno 27.02.13, 12:38
                1. Nie chcę separacji teraz ani rozwodu za chwilę

                no jeśli praca na odległość u was skutowałaby tym co powyżej to nawet się nie dziwię, rodzina ważniejsza

                ale aż tak jesteście niestablni uczuciowo?
                • iwoniaw Nie udawaj idiotki 27.02.13, 12:46
                  Wyprowadzka męża/żony z domu i półdniowe wizyty w najlepszym razie co tydzień to JEST separacja, bez związku z uczuciami i ich stabilnością, czy ci się to podoba czy nie.
                  • triss_merigold6 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 12:48
                    I ma wpływ na rozluźnienie więzi. Może nie po miesiącu, ale po roku na pewno.
                    Ani seksu regularnego, ani towarzystwa, ani udziału w zajęciach domowo-dzieciowych...
                    • wuika Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 12:52
                      Za to dużo kasy i święty spokój w domu, jak pan mąż nie robi nalotów i nie przeszkadza w życiu rodzinnym suspicious
                      • triss_merigold6 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 12:54
                        Lol, w wypadku autorki wątku, to by dołożyli do interesu finansowo zamiast skorzystać.

                        Kasa rzecz nabyta, rogi też. P
                      • volta2 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:03
                        słowo naloty wrzuciłam w cudzysłów , ale pewnie nie rozumiesz co to znacyz i tak się teraz tym podniecasz? no i jeszcze ta kasa, cóż za zestaw!


                  • volta2 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:05
                    nieee, no skąd, z jakimi uczuciami separacja ma związek? z jaką stabilnością?
                    w ogóle związku nie ma, tak? no no...
                    • iwoniaw Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:07
                      Widzę, że jednak nie musisz niczego udawać.
                      • volta2 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:17
                        zarzuciłam ci prymitywizm, ale widzę, zupełnie nie na wyrost

                    • triss_merigold6 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:08
                      Ależ nikt Ci nie broni pisać, że u Ciebie było psiejsko czarodziejsko. Inni mogą równie subiektywnie uważać, że w ich sytuacji psiejsko czarodziejsko by nie było.
                      • volta2 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:22
                        ale co innego opierać się na doświadczeniu a co innego na gdybaniu.

                        jak pisałam w pierwszym poście - gdybym nie sprawdziała, jak to działa - pisałabym podobnie, że się na coś takiego nie piszę. ale pisałabym tak ze strachu pewnie, akurat w naszym przypadku ta straszna "separacja" do rozwodu, rozpadu więzi itp. nie doprowadziła.

                        i zabieram głos - pisząc, że to nie takie straszne jak się powszechnie uważa, a nawet może się spodobać(u nas najpierw była wspólna przeprowadzka, potem ja wróciłam, i czekałam na męża, może czekać na powrót jest łatwiej niż od wyjazdu męża samotnie zaczynać?)
                      • imasumak No ale Volta przecież pisała o SWOJEJ sytuacji 27.02.13, 13:23
                        Oni tę rozłąkę znieśli w miarę dobrze, nie trwałą ona długo, bo tylko kwartał, jakieś bonusy w postaci większej kasy i odmiany z tego tez były. Nie rozumiem dlaczego tak na nią skoczyłyście.
                    • verdana Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:31
                      Na przykład z uczuciami do dzieci. Dla faceta, którego w ogóle nie ma w domu, dzieci będą obcymi ludźmi. Dla dzieci ojciec będzie obcym człowiekiem. Nieazleznie od tego, czy matka woli, abyt mąż był 100o km od domu, czy nie.
                      • volta2 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:42
                        przeciętnie marynarz ma 3 miesiące w roku urlopu - często jednorazowo.

                        który facet, nie profesor i nie aktor może "posiedzieć" w domu 3 miechy? oczywiście codzienności nie da się nadrobić, ale przy dzisiejszych technologiach to mi mąż pilnował dzieci 2 godziny jak na wywiadówkę poszłam via skype.

                        oczywiście - dzięki różnicy czasowej, jak by był w pracy w polsce, to by nie "posiedział" bo by był w robocie(wszak wywiadówka była na 18-tą)

                        i nie ma co wyolbrzymiać - autorka nie wysyła męża na sybir na 30 lat, sytuacja jest jednorazowa i raczje niedługotrwała.. a jeśli dla ojca niewidzenie dziecka/żony pół roku oznacza przerwanie więzi, to raczej doopa a nie ojciec/mąż. i takiego jak kto ma na stanie, to może rzeczywiście musi pod kołdrą trzymać?
                        • gryzelda71 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 13:45
                          ale przy dzisiejszych technologiach to m
                          > i mąż pilnował dzieci 2 godziny jak na wywiadówkę poszłam via skype.

                          Ja bym nie chciała takiej niańki.
                          • volta2 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 14:02
                            a ktoś ci proponuje? zmusza do tego?
                            • gryzelda71 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 14:09
                              Ochłoń troszkę.
                              • volta2 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 14:12
                                a ty dobrze dziś się czujesz? to fajnie, cieszę się razem z tobą.
                                • gryzelda71 Re: Nie udawaj idiotki 27.02.13, 14:30
                                  No dziś fatalnie.Ale dobrze,że choć ty jakoś dajesz rade smile
                        • triss_merigold6 Volta, czego Ty nie rozumiesz? 27.02.13, 13:50
                          Słuchaj, czego Ty nie rozumiesz?
                          Nie chciałabym rozstawać się ani na rok, ani nawet na pół roku i to nie tylko z powodu dzieci i domowej logistyki.
                          • volta2 Re: Volta, czego Ty nie rozumiesz? 27.02.13, 14:00
                            to chyba nie ja tu jestem osobą, która czegoś nie rozumie

                            czego ty byś nie chciała i z jakich powodów to mnie średnio interesi, ja twoich słów nie podważam przecież.

                            ja piszę, że u nas było ok, i nie miałabym nic przeciwko, by jeszcze taki manewr powtórzyć.
                            i o tym piszę do wątkodawczyni. ty możesz jej smarować o swoich doświadczeniach a ja o swoich a ona niech sobie wyrabia swoje opinie na podstwie mojej i twojej. skoro o to pyta, to widać interesują ją różne opinie? a może wiesz, że interesują ją tylko twoje?
    • moonlightka Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 11:40
      nie przeorganizowalabym, po prostu nie zgodzilabyms ie na prace meza w miescie oddalonym o 400km i powroty do domu na weekendy tylko. Mysle, ze i on by sie nie zgodzil, znaczy MOJ maz.
    • imasumak Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 12:04
      W opisywanej sytuacji absolutnie. Zresztą mąż też nie wyjechałby w tych okolicznościach.
    • imasumak I od razu można założyć, że teorią to pozostanie, 27.02.13, 12:06
      mimo najlepszych chęci ze strony męża

      super-mikunia napisała:

      - Teoretycznie (początkow zakłądają, że) partner wyjeżdżałby od pn do pt - weekendy w domu, 400 km oddalonego od miejsca pracy..
    • blond_suflerka Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 12:13
      Brałabym tę opcję pod uwagę tylko pod warunkiem, że ten awans byłby dla mojego męża jakoś szczególnie ważny i potrzebny do spełnienia zawodowego. I też nie wiem co by z tych pertraktacji wyszło bo moim zdaniem taka rozłąka nigdy rodzinie na dobre nie wychodzi.
    • edelstein Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 12:19

      Bylam samotna matka i nigdy w zyciu bym sie na takie cos nie zgodzila.No i zadnych dodatkowych plusow typu wiecej kasy,maz tam tez bedzie musial jesc,pic,sprzatac,to kosztuje,w efekcie zostanie jeszcze mniej kasy.
    • nabakier Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 12:53
      Obejrzeć ten film: JESZCZE DALEJ NIŻ PÓŁNOC
      Najlepiej w obu wersjach: francuskiej i włoskiej (włoska- zesłanie na południe)
    • kasiek76 Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 13:42
      Wiesz, ja od kilku lat związek na odległość przerabiałam już na różne sposoby (i ciągle przerabiam) i da się. I to przy dwójce małych dzieci i pracy. W naszej sytuacji na początku nie mieliśmy większego wyboru, a potem doszliśmy do wniosku, że warto dłużej bo ten wyjazd męża okazał się tak naprawdę dla nas dużą szansą i nie czujemy osłabienia więzi, czy jak to tam zwał... Ale docelowo będziemy mieszkać znów razem.
      Tylko pytanie, czy w waszym przypadku warto? Jeśli to tylko rok (tak, dla mnie to "tylko") + potem większa kasa, a mąż bardzo nieszczęśliwy w obecnej pracy, to może warto ten rok przetrzymać nie demonizując tego rozstania. My mieliśmy taki etap, że wręcz odświeżyliśmy związek dzięki rozstaniom, ale to my ... i związek długoletni....
      Pamiętaj jednak, że żadnej ze stron nie będzie na początku łatwo.
      Zmykam do pracy i życzę pomyślnych decyzjismile
    • ksionzka Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 14:01
      A co na to mąż, no chyba, że to tylko ty się nad tym zastanawiasz a potem poinformujesz męża o decyzji jaką ma podjąć?
      • aga_sama Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 14:27
        Z tego co puiszesz sytuacja finansowa jest dobra.
        Facetowi bardzo bardzo zależy
        Niech jedzie, bo drugiej okazji może nie być.
        Piszesz, że na rok, dwa, a potem, że w regionie może się nigdy nie zwolnić miejsce. Probowałabym za wszelką cenę ustawić się w nowym miejscu na stałe.
        A Ty zatrudnij kogoś do pomocy przy dzieciach i dobrego kierownika budowy
      • super-mikunia Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 14:49
        Mąż chciałby, aczkolwiek po przedstawieniu mu waszych obaw big_grin Zaklina się, że nigdzie się już nie wybiera wink
        Druga sprawa, że są to tylko dywagacje bo konkretna propozycja nie padła na piśmie. On coś tam bąknął ja go w sumie początkowo zachęciłam do tego. I zaczęłam się zastanawiać..

        A! Maż niewiele mi pomaga tak naprawdę przy dziecku w ciągu tygodnia no jedynie odprowadza go do p-la (choć dla Młodego to dużo znaczy) wieczorem może z godzinę się powygłupiają. Wychodzi do pracy o 8 i wraca o 18.

        Połączenie z tą miejscowością jest dobre prosto autostradą niecałe 4 h..Będzie jeszcze szybciej bo mają oddać nowy odcinek za niedługo..
        • kropkacom Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 15:44
          No i gdzie ci faceci, którzy przy aktywnych zawodowo żonach pracują mniej i wychowują swoje dzieci?
          Ta godzina dziennie dla dziecka to nie jest mało. Nawet jeśli ty musisz sama wszystko ogarnąć, a on ci tylko pomaga.
    • a.va Re: praca męża w innym mieście 27.02.13, 15:04
      Ja bym poszukała pracy dla siebie w tym mieście, do którego on ma jechać. Skoro to dla niego takie ważne (i w rezultacie dla was, jako rodziny, też, bo skoro da mu to drogę awansu, to rodzina też skorzysta), to pojechałabym z nim. Dom może postać przez rok, a za rodziną chyba będziesz mniej tęsknić niż za mężem?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka