echtom
01.03.13, 11:00
Się pożalę, bo mam moralny problem. W skrócie: po latach odnowiłam kontakt ze szkolną koleżanką, która nie najlepiej sobie radzi w życiu. Pracuje dorywczo, nie założyła rodziny, mieszka z mamą - tzn. tak było do niedawna. Pomagałam jej w drobnych sprawach, udzielałam rad itp., a miesiąc temu wszystko się pokomplikowało, bo jej mama niespodziewanie zmarła. Byłam na pogrzebie, rzuciłam ogólną ofertę "zawsze możesz do nas przyjść pogadać, na obiad itp." Ona odezwała się dzień później, zakończyła rozmowę "zdzwonimy się" i umilkła. Zbierałam się, żeby do niej zadzwonić, ale podświadomie to odkładałam. Wczoraj dowiedziałam się od wspólnej znajomej, że dziewczyna przeszła ciężkie załamanie nerwowe i leży w szpitalu. Wiem, że powinnam ją odwiedzić i pewnie zbiorę się na dniach, ale co dalej? Tak szczerze, to nie mam siły brać na plecy drugą niesamodzielną mentalnie dorosłą osobę (nie licząc dzieci), a jednocześnie czuję, że mam moralny obowiązek jej pomóc. Mam czy nie mam?