W skrócie - sytuacja wygląda tak: jest trójka dzieci - najstarszy maturzysta, średniak - młodsza podstawówka, najmłodszy - zerówkowicz. Dzieci dostały - przekazane przez kogoś z rodziny - prezenty "na zająca" od mieszkającej daleko ciocio-babci. W momencie dostarczenia przesyłki w domu jest najstarszy i najmłodszy (średniak na traningu). Prezenty z gatunku symbolicznych - maskotka zająca z koszyczkiem w koszyczku -czekolada, cukierki itd., zawinięta w przeźroczystą folię. Najstarszy odbiera prezent ze zblazowanym wyrazem twarzy, zdawkowo dziękuje, rzuca okiem i po 2 minutach oddaje najmłodszemu z komentarzem, że to dla niego i średniaka do podziału. Najmłodszy rozpakowuje, wyciąga słodycze i na dnie znajduje banknot 50zł. Oczywiście promienieje, skacze z radości, po czym upycha z powrotem pod słodyczami i czeka z niespodzianką na średniaka. Najstarszy sfochowany ale pytany wprost twierdzi, że nic się nie stało i prezentu już nie chce. Prezent czeka na powrót średniaka w kuchni. Po południu najstarszy leci do kina, z treningu wraca średniak i najmłodszy uroczyście wręcza prezent z tajemniczą miną - niestety okazuje się, że pieniędzy niet

. Rozczarowanie na twarzy najmłodszego - straszne. Średni narzeka, że najmłodszy sobie wymyślił albo zgubił, najmłodszy ryczy, że ktoś ukradł. Najstarszy - niedostępny - w kinie. Po powrocie, pytany, potwierdza, że wziął, bo to jego prezent i ciocio-babcia jemu podarowała. My z mężem wściekli, że wziął (i wydał na kawę z dziewczyną). Kto ma rację? Kto powinien dać/oddać 50zł młodszym? Co z najstarszym?