margierita
25.04.13, 10:47
Doradźcie mi proszę, bo nie mam doświadczenia w „dzieciowym” temacie.
Otóż mamy w naszej kamienicy rodzinę ze strasznymi dziećmi. Z tej trójki chłopców najbardziej wyróżnia się jeden, 8-latek. Myślę, że spokojnie można powiedzieć, że rośnie na małego bandytę. Oczywiście wiem, że dzieci mają różne odlotowe pomysły (w końcu sama kiedyś dzieckiem byłam). Przykładem jego działalności jest mój samochód, na którym postanowił wyryć czymś ostrym swoje imię. Świadków mam mało wiarygodnych, same dzieciaki w wieku 5-9 lat. Wczoraj Kamilkowi wpadło do głowy usunąć wszystkie kwiaty z przydomowego ogródka: wyrwał wszystkie tulipany z przydomowego ogródka a cebulki rozrzucił na ulicy. Na pytanie sąsiadki dlaczego odpowiedź: bo tak chciałem. Pomijam aspekt finansowy jego działalności (lakierowanie samochodu to nie jest 15 zł ani nawet 100). Rozmowa z matką nic nie daje. Oczywiście zapewnia że dzieciak dostanie karę, a co do naprawienia szkody informuje nas uprzejmie że nie ma pieniędzy. Fakt, rodzina utrzymuje się z datków z opieki społecznej.
Pal sześć to, co zrobił do tej pory. Co można zrobić, żeby się to nie powtarzało? Mąż widzi jedno wyjście: wyprowadźmy się stąd. OK, ale rynku nieruchomości zastój, mieszkania tak szybko za przyzwoitą cenę nie sprzedamy. Poza tym mam wewnętrzny opór przed robieniem sobie kosztownej rewolucji przez 8-latka!
Co zrobić? Na policję na 8-latka nie pójdę. Na dziecka ręki nie podniosę, choć nie ukrywam- świerzbi mnie. Matka albo nie umie dać sobie rady, albo nie chce. A rośnie mały bandyta, który z każdym dniem będzie sobie pozwalał na więcej (no dobrze, może przesadzam, oby… )
Dziecku chyba trzeba jakoś pomóc (dla dobra jego i społecznego), bo dziś można go jeszcze jakoś „zresocjalizować”, jak będzie starszy, będzie trudniej. Co zrobić i jak? Do kogo zwrócić się o pomoc?