Dobry wieczór, podczytuję Was od dawna, piszę dopiero dziś i od razu z pytaniem.
Jakie warunki w dzisiejszej rzeczywistości musi spełnić młoda para, żeby z czystym sumieniem zacząć starać się o dziecko? Nie chodzi mi oczywiście o chęci, dojrzałość i inne duperele, tylko twardo i na temat (Waszym zdaniem oczywiście).
1. Czy para musi być w jakimś określonym wieku (jakim?) posiadać jakiś określony staż związku, być narzeczeństwem/małżeństwem?
2. Czy musi być po studiach/w trakcie lecz pod koniec? (nie pytam o kwestię wykształcenia, raczej o potencjalne konflikty interesów)
3. Posiadać prace/ stałe prace/ prace koniecznie na umowę
4. posiadać stały przychód w wysokości?
5. posiadać oszczędności w wysokości?
6. wynajmować własne/ posiadać własne mieszkanie/ dom/ mieć w planach kupno/budowę?
7. posiadać samochód rodzinny na tzw. lata?
8. posiadać przynajmniej jedną osobę w bliskim otoczeniu do pomocy?
Dlaczego pytam? Bo jestem wkurzona. Jesteśmy młodymi ludźmi, z masą energii, spełniającymi większość (w mniejszym lub większym stopniu) powyższych "wymogów", żyjemy na poziomie więcej niż przyzwoitym, bardzo chcielibyśmy mieć dziecko.
Niemniej jednak CAŁE (dosłownie) otoczenie znajduje dziwne upodobanie w wytykaniu nam kolejnych "ale". Od rodziców czy wręcz dziadków, po znajomych bliższych i dalszych. "Ale" te oscylują właśnie wokół w.w. pytań. Typu "no tak, macie samochód, ale sportowy i kilkuletni", "no tak, ale ty przecież chciałaś zrobić drugi kierunek", "no tak, ale to mieszkanie takie małe". Wszystko okraszone jowialnym "macie czas".
Dosłownie nikt wśród naszych rówieśników nie ma dzieci (ok. 25 lat), jeżeli już to wśród dalszej rodziny, jakichś koleżanek z rodzinnej mieściny etc. Nikt też ich nie planuje.
Gwoli wyjaśnienia- nie jesteśmy idiotami, którzy wpadli na pomysł, żeby zrobić sobie dzidziusia. Zarabiamy porządne pieniądze (choć nie opływamy w bogactwa), mimo tego, że w dzisiejszych czasach żadne zatrudnienie nie jest pewne. Kredytów nie mamy, zaskórniaków ilość znikomą, mieszkanie ładne i zadbane (65 m2) w dużym mieście. Oboje kończymy studia, w planach być może kontynuacja edukacji. Jesteśmy razem od 8 lat, kochamy się, ślubu nie planujemy. W okolicy żadnej rodziny, bliscy przyjaciele. Tryb życia aktywny, hobby, wyjazdy.
Krystaliczni nie jesteśmy, ale ja nie o tym.
Chodzi mi raczej o to, że chcą dorównać tym wszystkim "wymaganiom" prędzej skończymy jako czterdziestoletni "młodzi rodzice" (z całym szacunkiem dla takowych

) niż wariant który odpowiada nam samym- pierwsze dziecko w przeciągu 2-3 lat.
Wiem, wiem, powiecie- nie słuchajcie innych. Ale również nie to chcę usłyszeć. Jako, że podczytuję Was i szanuję m.in. jako niezłe kompendium wiedzy medycznej/prawnej/życiowej

zwracam się z tym pytaniem do Was. Za historię tego jak wyglądała Wasza sytuacja ekonomiczno/życiowa gdy zdecydowałyście się na dziecko, również bym się nie obraziła.
Czyli- jaki status życiowy trzeba osiągnąć, żeby świadome powołanie na świat potomka nie było już lekkomyślnością?
Pozdrawiam i z góry b.b. dziękuję.