nangaparbat3
26.05.13, 14:37
Bylam dzisiaj na uroczystościach w mojej parafii, bardzo ładnie to przygotowano, zawsze jest i troche luzu, i duzo ciepła. Ale kościoł, choc wielki, nie ma dość miejsc siedzących. Ławki byly zarezerwowane dla rodzicow, siedzieli w nich głownie dziadkowie (akurat slusznie), troche rodziców, ale też rodzeństwo i ludzie którzy ani dziadkami, ani rodzicami byc jeszcze nie mogli. Kiedy msza się juz zaczęła, młody męzczyzna w garniturze (przypadkowy, wyraźnie nie znal pani, o ktorej bedzie mowa) przyprowadził pod ręke starą kobiete, o lasce, otyłą, dość dziwacznie ubraną, poruszającą sie z wielkim trudem. Byla okropnie zdenerwowana, zaczęla glośno mowić: ja nie ustoje, nie ustoje tutaj! stali akurat obok mnie, powiedziałam, ze nieco dalej siedzą mlode osoby, na pewno znajdzie się tam jakies miejsce. Odezwaly sie glosy: prosze zrobic tej pani miejsce - siedzący przy przejściu ojciec (30 plus) zacząl się podnosic, wtedy żona zaczęla coś szeptać mu do ucha - usiadl z powrotem. wreszcie podniosl się starszy, calkiem juz siwy pan, stal potem niedaleko mnie do końca mszy.
pointa: trzydziestoletni mąż i zona przystąpili do komunii, starszy pan nie przystąpil.
Pamiętam, ze kilkanaście lat temu, w tym naszym kosciele proszono o wybaczenie grzechów slowami: Przepraszam Cie Boze, skrzywdzony w czlowieku.
dzisiaj byly to słowa: bądź miłościw mnie grzesznemu.
Nie jestem pewna, ale moze ma to jakieś znaczenie.
I zeby rozweselić na koniec: bohaterka nasza podczas przyjecia oznajmiła: Najgorsze było, ze Pan Jezus wbil mi sie w podniebienie.
--------------
„powinniśmy porzucić wszelką etyczną arogancję i pokornie przyznać, jak wiele mamy szczęścia, mogąc działać etycznie” S.Ż.