Dodaj do ulubionych

Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję

04.09.13, 10:39
Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję więc opiszę swoją bezmyślność w książce, czyli złote myśli Rachel Cusk w WO.
Czytałyście?
Pani pisarka w latach rozwiodła się chyba z nudów i jest zdziwiona życiem. Panią pisarkę zaskoczyło, że totalna zamiana ról źle się kończy dla kobiety i że skoro sama uznała, że urodzenie dziecka to nic takiego, to mąż się z tym zgodził i potraktował odpowiednio. Zaskoczyło ją, że mężulo obsadzony w roli kobiety nie ma ochoty iść do pracy (po wuj miałby iść, bo sobie baba przypomniała że ma dzieci?) i że nie widzi w niej kobiety. Zaskoczyło ją, że ludzie się wk.... jak na przyjęciu mówi im, że rozwód jest najgorszą rzeczą jaką można zrobić dzieciom i chcą ją zbutować.
Ogólnie pani nieszczęśliwa, przez 3 lata porozwodowe nie miała czasu żeby zafundować sobie terapię albo nowego kochanka, czuje się winna, żałuje etc. więc napisała książkę o swoich ekhem... refleksjach. Książka - pani znów zdziwiona - została fatalnie przyjęta.

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,14515901,Nie_ma_nowego_zycia_po_rozwodzie__Jest_to__ktore_jest.html
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 10:44
      Ja moge zaswiadczyc, ze jest jak najbardziej nowe zycie po rozwodzie i ze to nowe zycie jest bardzo przyjemne.
      No chyba ze ktos sie rozwodzi z braku wrazen, to wtedy rzeczywiscie ich nagly nadmiar moze byc przytlaczajacy.
    • maggorlo Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 10:52
      Czytałam wink Szczególnie podobała mi się wypowiedź, w której pada stwierdzenie, że w książce nie ma odpowiedzi na żadne z trudnych pytań bo Pani przyznaje, że nic nie wie. Wyjatkowo mało zachęcające, ale pewnie są tacy co lubią czytać o niczym...
      • kietka Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 10:57
        z zasady nie czytam wypocin dla zdesperowanych gospodyn domowych smile
        • morgen_stern Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:03
          Padam ci do nóg, o krynico mądrości, apoteozo wyrafinowanego intelektualizmu i dziękuję, że regularnie zaszczycasz nas swoją obecnością na tym marnym i płytkim forum dla zdesperowanych ematek.
          • kietka Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 07.09.13, 23:52
            nie trzebasmile
      • triss_merigold6 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 10:59
        Och, mnie urzekło stwierdzenie pisarki, że tyle energii włożyła żeby przekonać otoczenie, że jej małżeństwo jest partnerskie i sama uznała, że tak wygląda partnerstwo.

        Wydźwięk ogólny jest straszny: pani pisarka przyjmuje postawę "to mnie coś zrobiono, wysłano do pracy, zlekceważono macierzyństwo, pozbawiono bez mojego udziału, samo się stało". Swojego udziału, wpływu, decyzji nie widzi wcale.
    • helufpi Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 10:57
      No wiesz, twoja recenzja nie zachęca za bardzo do lekturywink
      Zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy deprecjonują swoją własną pracę (niezależnie czy zawodową, czy rodzenie i wychowywanie dzieci). Raczej naturalną rzeczą jest nadmierne podkreślanie wagi tego, co się akurat robi (też źle, ale bardziej zrozumiale).
      I w ogóle początkowa inwestycja kobiety w dzieci jest tak ogromna, że naprawdę dziwne, że są kobiety, które tej inwestycji nie chcą pilnować w pierwszym okresie. To tak jakby zainwestować milion i stwierdzić, że wspólnik, który zainwestował złotówkę będzie lepiej pilnował interesu.
      • triss_merigold6 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:02
        Och, moja recenzja jest po to żeby panią kiedyś-wyzwoloną-równościową-pisarkę zglanować szyderstwem, a nie po to żeby zachęcić. big_grin
      • araceli Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:11
        helufpi napisał(a):
        > I w ogóle początkowa inwestycja kobiety w dzieci jest tak ogromna, że naprawdę
        > dziwne, że są kobiety, które tej inwestycji nie chcą pilnować w pierwszym okres
        > ie. To tak jakby zainwestować milion i stwierdzić, że wspólnik, który zainwesto
        > wał złotówkę będzie lepiej pilnował interesu.

        Bo niestety ponosi się również koszty tej inwestycji, często spore i długotrwałe. Wspólnik za to nie zawsze będzie skory wyrównać straty, skoro kobieta chciała tak a nie inaczej. A potem jest wrzask, że pracodawcy, państwo i jeszcze Bóg wie kto straty te powinny wyrównywać.
        • helufpi Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:24
          A potem jest wrzask, że pracodawcy, państwo i jeszcze Bóg
          > wie kto
          Może się mylę, ale chwilowo największy wrzask jest o to, że kobiety nie chcą inwestować. Bo inwestycja na obecnych warunkach jest zbyt ryzykowna.
          • araceli Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:28
            helufpi napisał(a):
            > Może się mylę, ale chwilowo największy wrzask jest o to, że kobiety nie chcą
            > inwestować. Bo inwestycja na obecnych warunkach jest zbyt ryzykowna.

            Ależ oczywiście smile Tyle, że rozwiązania są dwa:
            - podzielenie się ryzykiem z ojcem dziecka (i tu źle bo to przecież 'deprecjonowanie' macierzyństwa, świat się zawali jak się okaże, że matka nie jest całkowicie niezastąpiona)
            - zrekompensowanie ryzyka kobiecie - przez: pracodawcę, partnera albo państwo (tutaj oczywiście nikt chętny do poświęceń nie jest)

            Każda decyzja pociąga za sobą określone konsekwencje.
            • helufpi Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:33
              Z tym dzieleniem się ryzykiem w początkowym okresie to się uda dopiero, kiedy mężczyźni zaczną zachodzić w ciążę i karmić piersią. Albo po radykalnym upowszechnieniu się surogatek i mamekwink
              • araceli Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:42
                Albo mleka modyfikowanego suspicious No i kwestia rozbija się ile też trwa ten 'początkowy okres'.
              • triss_merigold6 Zaraz, zaraz 04.09.13, 11:46
                Zaraz, zaraz, o pani pisarce można wiele powiedzieć, ale nie to, że nie pracowała. Otóż ona urodziła, karmiła, pracowała (wydała kilka książek, zdobywała nagrody), a mąż nie albowiem wydawało jej się to takie partnerskie i równościowe. Tylko, biedna kretynka, nie domyślała się jakie są konsekwencje upierania się przy tezie, że macierzynstwo to konstrukt kulturowy (jej własne słowa z wywiadu) i że biologia nie ma wpływu. A konsekwencje były takie, że pan mąż wcale nie miał zamiaru ruszać d..y do pracy, po rozwodzie życzył sobie i dzieci i alimenty, a jej wkład podsumował frazą że nic nie zrobiła i nic jej się nie należy.

                Bardzo mnie interesuje, dlaczego pani pisarka nie zadała sobie pytania czy zrobiła cokolwiek, żeby mąż docenił jej wkład, rolę, pracę.
                • araceli Re: Zaraz, zaraz 04.09.13, 12:20
                  Jak matka zostaje w domu wychowując dziecko to pracuje jak zostaje ojciec to nie pracuje?

                  > A konsekwencje były takie, że pan mąż wcale nie miał zamiaru
                  > ruszać d..y do pracy, po rozwodzie życzył sobie i dzieci i alnie miał zamiaru
                  > a jej wkład podsumował frazą że nic nie zrobiła i nic jej się nie należy.

                  Czyli postąpił jak wiele kobiet. Jak przychodzi do rozwodu, to okazuje się, że pan nie robił NIC a połowa kasy + alimenty od niego należą się jak psu buda. To jest złe tylko w wykonaniu mężczyzn?
                  • vilez Re: Zaraz, zaraz 04.09.13, 12:28
                    No pewnie, że złe, bo chłop jest od tego, by z niego ciągnąć wink
      • z_lasu Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 11:33
        > To tak jakby zainwestować milion i stwierdzić, że wspólnik, który zainwestował
        > złotówkę będzie lepiej pilnował interesu.

        No, tu akurat nie ma prostego przełożenia. Można zainwestować wiele milionów i nie umieć poprowadzić biznesu tak, żeby nie przynosił strat. A można nie zainwestować nic, ale umieć pomnożyć cudze miliony.
        • tully.makker Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 12:24
          Zawsze uwazalam, ze biznes najlepiej poprowadzi profesjonalista. Zatrudniam wiec nianie.
          • helufpi Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 14:02
            "Ja" zatrudniam nianię.
            Nie: "mój mąż zatrudnia nianię, a ja mu się do tego nie wtrącam".
            Istotne, kto interesu dopilnowuje, nie tylko kto robi własnymi rękami.
    • vilez Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 12:41
      Weź zrób jakieś foto pliz albo napisz coś więcej, bo WO to już dawno nie czytam.

      Co według Ciebie kobieta zrobiła źle - że pracowała (co chyba jest neutralne, przecież Ty sama też pracujesz), czy że facet został w domu (co też jest samo w sobie neutralne)? Nie bardzo jest jasne, z czego robisz szyderę- z tych rzeczy jako ogólnych, czy z jakiś szczegółowych nieudanych Twoim zdaniem rozwiązań tej pary? Araceli zapytała Cię, czy tylko kobieta ma prawo wychowywać w domu dzieci? No i pojawia się to własnie pytanie, dlaczego Ty, jako ten stachanowiec, jednak pracujesz, zamiast kobieco dać się zaopiekować facetowi i siedzieć przy dzieciach, skoro to przywilej płci i zamiana ról jest taka straszna.
      Bo widzisz, ja na ten przykład byłam w domu kila lat, gdy dzieci były małe, ale nie robię z tego żadnej reguły. Ot, taka umowa między partnerami, co komu odpowiadało, równie dobrze mogło być odwrotnie. A dziś mój mąż wykonuje zasadnicze tzw. kobiece prace i ciekawam, jak nam na złe wyjdzie takie cóś- przecież to odwrócenie ról, nieprawdaż...
      Tak mnie zastanawia, co Ty konkretnie obśmiewasz i czy przykładasz to konsekwentnie do własnego życia. No i czemu każdy inny model niż Twój jest taki zły.

      Z tym rozwodem i żałowaniem u tej pani to mnie zaciekawiło, konkretnie to czego ona żałuje- z ogólna ( że jakieś zasady złamała)? czy czegoś w szczególe?
      • triss_merigold6 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 12:50
        Musiałabyś przeczytać całość, ten swobodny strumień skrzywdzonej świadomości.

        Obśmiewam to, że dorosła i wydawałoby się wykształcona baba podejmowała przez wiele lat określone decyzje i wybory, a potem była zdziwiona ich konsekwencjami. Obśmiewam to, że pani pisarka zachowuje się jakby to wszystko - decyzje, układy w małżeństwie - działo się poza nią, było narzucone przez los. No i oczywiście to, że pani pisarka twierdzi, że rozwiodła się, bo pragnęła wolności, a teraz nie ma pomysłu co z tą wolnością zrobić i żałuje więc potępia rozwody w czambuł.

        Aha, ja nie uskuteczniam zamiany ról, bo pracujemy oboje. Niepracującemu facetowi, który chciałby zająć moje miejsce i moją rolę przegryzłabym gardło.
        • araceli Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 12:53
          triss_merigold6 napisała:
          > Aha, ja nie uskuteczniam zamiany ról, bo pracujemy oboje. Niepracującemu
          > facetowi, który chciałby zająć moje miejsce i moją rolę przegryzłabym gardło.

          To znaczy jaką 'rolę'?
          • triss_merigold6 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 12:56
            Bogini Matki. Ręki-która-karmi. Dającej życie. Zadowolona?
            • nenia1 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 13:02
              To znaczy, że tylko kobieta jest osobą, która może w związku nie pracować i zajmować się domem?
              Dobrze cię rozumiem?

              Też nie mam dostępu do WO.
            • araceli Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 13:04
              triss_merigold6 napisała:
              > Bogini Matki. Ręki-która-karmi. Dającej życie. Zadowolona?

              Dającej życie? Zaliczyłaś niepokalane poczęcie? O_O!
              • lily-evans01 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 13.09.13, 14:01
                Nie, ale zaliczyła poród - przeżycie, jakiego zapewne jeszcze długo żaden pan nie zaliczy wink.
        • vilez Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 13:02
          Dzięki.
          Nie, no rozumiem, że pani infantylnie przedstawia swój los, z tymi rozwodami to rzeczywiście rotfl. Ale co do tych decyzji i ich konsekwencji, to nie rozumiem- jakież to złe konsekwencje pociąga za sobą wychowywanie dzieci w domu (poza brakiem składek ZUS, to jest rzeczywiście chryja, ale OFE już się dzieli po połowie, albo nawet "po więcej" (na wniosek) dla niepracującej strony). I co to ma mieć z podziałem ról i szkodliwością zamiany to też nie bardzo rozumiem. To jak kobieta nie pracuje to wszystko jest ok, a jak facet to już nie? Bez sensu.
          To, że Ty byś przegryzła (to gardło, temu niepracującemu facetowi), to nie znaczy, że to zły model. Mnie mój facet nie przegryza gardła, gdy ja nie pracuję w chałupie, a pewnie też powinien, bo kto to widział, żeby chłop przy garach i zakupach popylał.
          Wychodzi na to, że dla Ciebie oboje rodzice to stachanowcy, muszą pracować każden jeden. Można i tak. Ale można i inaczej. Nie widzę tu miejsca na szyderę.
          • araceli Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 13:08
            vilez napisała:
            > wie, albo nawet "po więcej" (na wniosek) dla niepracującej strony). I co to ma
            > mieć z podziałem ról i szkodliwością zamiany to też nie bardzo rozumiem. To jak
            > kobieta nie pracuje to wszystko jest ok, a jak facet to już nie? Bez sensu.

            No to sensu stricte nie ma. Wg. Triss kobieta musi sama wykreować swoją wartość Bogini. Bogowie i Bognie nie mają wartości wynikającej z przesłanek racjonalnych - należy tak zmanipulować ludzi (tu: męża/partnera/rodzinę), żeby a Bogini widzieli wartość samą w sobie. Jak Bogini przewinie dziecko to klękajcie narody!

            Kobita musi wygryźć swoją pozycję, zdusić faceta, wcisnąć go pod pantofel i nauczyć tańczyć jak mu zagra. Wtedy jest bezpieczna. Cokolwiek ona robi - jest to boskie. Cokolwiek robią inni - to ich psi obowiązek.

            Nie da się ukryć, że jak się dobrze tak urządzić to działa. Pytanie czy warto w takim układzie być. Czy lepiej mieć partnera czy tresowanego pieska?
        • aandzia43 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 13:09
          No i oczywiści
          > e to, że pani pisarka twierdzi, że rozwiodła się, bo pragnęła wolności, a teraz
          > nie ma pomysłu co z tą wolnością zrobić i żałuje więc potępia rozwody w czambu
          > ł.

          Straszliwie boję się ludzi, którzy nie wiedzą, co zrobić z wolnością. Przynajmniej połowa zła na świecie z przyczyny ich umysłowej ułomności wynika.
        • aandzia43 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 13:12
          > Obśmiewam to, że pani pisarka zachowuje się jakby to wszystko - decyzje, układ
          > y w małżeństwie - działo się poza nią, było narzucone przez los.

          I straszno, i śmieszno. Jakiś chaos niezdrowy i brak elementarnej dojrzałości.
    • brak.polskich.liter Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 14:29
      Zalinkowanego wywiadu w WO nie czytalam, wiec nie moge sie odniesc, ale czytalam fragmenty "Aftermath" (najnowsza ksiazka Cusk). Egzaltowany, pretensjonalny, narcystyczny belkot, z licznymi a od czapy odniesieniami do "Odysei", "Antygony" i innych tragedyi, a centralna postacia jest, oczywiscie, pani autorka - ofiarabidula, na ktora wszystkie plagi egiskie, tfu, greckie, spadaja ot tak, nie wiedziec czemu i kompletnie bez jej udzialu.

      Sadzac z opisu, pani autorka w wywiadzie trzyma sie podobnej linii.
    • notting_hill Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 14:34
      W takim streszczeniu, jakiego dokonała ta Triss to faktycznie wygląda na szyderę. Ktoś to przeczytał (oprócz Triss) zanim podyskutował o meritum?

      Bo jak dla mnie kobieta wyraziła swoje rozczarowanie rzeczywistością, swoją własną i społeczną. Nie wolno jej? Chyba wolno. Czytanie jej książek też nie jest chyba obowiązkowe.
      Czytając ten wywiad (a i po książkę sięgnę) poczułam, że ona wyraża coś ważnego, coś co do mnie przemawia. Że niby jesteśmy tacy wyemancypowani i pojedyńczy, a w obliczu zerwania więzi z drugim człowiekiem jesteśmy zwyczajnie bezradni? I że świat nas "karze" za niestosowanie się do jego ustalonych dawno temu reguł? Jakikolwiek byśmy do tych reguł mieli stosunek...
      Ja to tak odczytałam, ale jednak poczytam więcej, bo mnie zainteresowało.
      Bo to, co Rachel Cusk miała do powiedzenia na temat macierzyństwa (w swojej poprzedniej książce) do mnie jednak mocno przemówiło, nie umiałam tego tylko tak ubrać w słowa.

      Zastanawiam się tylko, co ta krytyka mówi o krytykujących? Co może być tak szalenie bulwersującego w fakcie, że jakaś kobieta ubrała w słowa swój ból i rozczarowanie wobec dość powszechnygo w końcu zdarzenia? W końcu ani nikogo nie poucza ani nie moralizuje. A już zwłaszcza powinno to wisieć dwukrotnym rozwódkom smile.
      • brak.polskich.liter Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 04.09.13, 14:50
        notting_hill napisała:

        > Zastanawiam się tylko, co ta krytyka mówi o krytykujących? Co może być tak szal
        > enie bulwersującego w fakcie, że jakaś kobieta ubrała w słowa swój ból i rozcza
        > rowanie wobec dość powszechnygo w końcu zdarzenia?

        Moge Ci napisac, co mnie rozdraznilo w ksiazce (nie w wywiadzie).
        Nie bylo to rozczarowanie autorki sytuacja (do ktorego kazdy ma prawo, chocby nawet znacznie przyczynil sie do zaistnienia owej sytuacji), ale ucieczka od odpowiedzialnosci, przerzucanie winy na cholera wie kogo (meza, spoleczenstwo, system i Zly Swiat, glownie) i jakies takie jekliwie-pompatyczne jazdy (przy fragmencie o Klitemnestrze wymieklam). Wybaczalne u osoby bardzo mlodej (z racji wieku), w wykonaniu metrykalnie dojrzalej baby irytuje.

        Wszystko to podlane narcystycznym sosikiem (ja ja ja jaaaa JAAAA jaaaaa, wszystko kreci sie wokol MNIE), czego nie znosze.
        • mozambique Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 05.09.13, 13:17
          ja tez czytalam tylko wywiad

          i uderzylo mnie przede wszystkim niezywkle spokornienie tej kobiety po rozwodzie
          wlasnie - pokora - to chyba zjawisko z ktorym musiala sie nauczyc zyc
          bo okazalo sei ze po JEJ rozwodzie swiat nagle nie rozblysnął rózową poswiatą, nie zaczely rozbrzmiewac łagodne dzwięki harf, wszyscy nei zaczeli klaniac sie jej pas , tylko ze zycie jest takie jak przed tym wyrokiem - zwykle, cdzienne, żmudne, męczące, czasami wesole a czesciej ciezkie, tylko ze obowiazki wczensiej podzielone na dwoje teraz tzreba dziwgac samemu , ze sa problemy finansowe, logistyczne, towarzyskie itp
          i ze najwiecej cierpią dzieci - o czym widocznei autorka pojecia wczesniej nie miala

          wg mnie kobeita po rozwodzie rąbnęła czołem w podloge, poczula wyrzuty sumienia za zniszcenie zycia dzieciom i sobie i z tej perspektywy napisała tą książke

          i zapewne tym podejsciem do tematu razi na tel wszystkich durnych poradników zapewniających ze tylko rozwód niezbyt szczęśliwej kobiecie szczęscie da a za drziwami w 3 minuty ustawi sie kolejka Kulczyków i NIemczyckich marzących od lat tylko o uszczęśćliwianiu powódki
          • triss_merigold6 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 05.09.13, 13:25
            Mnie uderzyło coś zupełnie innego.
            Jak przed rozwodem nie wiedziała czego chce, tak po rozwodzie też nie wie czego chce, ale wie że jest nieszczęśliwa.
            Ona właśnie teraz niszczy życie dzieciom i sobie. Ona? - kij jej w oko, dorosła jest, może płakać i błąkać się niepewnie do 80-tki? Dzieci szkoda, bo dostają wzorzec straszny: ojca, który nie chciał być mężczyzną i jękliwej, niedecyzyjnej matki, która koduje im przekonanie, że zostały skrzywdzone.
            • araceli Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 05.09.13, 13:59
              triss_merigold6 napisała:
              > wzorzec straszny: ojca, który nie chciał być mężczyzną

              Wzorzec ojca, którzy zajmuje się dziećmi jest straszny? Mężczyzna, zajmujący się własnymi dziećmi nie jest mężczyzną?
              • triss_merigold6 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 05.09.13, 14:23
                To słowa pani pisarki: mąż był uprzejmy jej powiedzieć, że chce być kobietą (cokolwiek to znaczyło w jego wydaniu).
      • triss_merigold6 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 05.09.13, 13:31
        Dobra, w jaki sposób ukarał ją świat? Zdaje się, że świat próbował jej pomóc pokazując liczne przykłady satysfakcjonującego życia w małżeństwie, po rozwodzie, samotnie, w nowym małżeństwie itd. - do wyboru do koloru. Jeśli już, to jest butowana za psucie innym dobrego samopoczucie.
        Otóż właśnie pani moralizuje, przykładając do innych miarę swojej niedecyzyjności i rozmemłania. Teraz wszystkie małżeństwa wydają jej się szczęśliwe, no halooo... Rozumiem dysonans postdecyzyjny, ale po trzech latach powinna się już ogarnąć.
    • triss_merigold6 Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 13:41
      IMO pani pisarka mogła się chociaż pokajać i przyznać, że negowanie swojej tożsamości płciowej, anatomii, fizjologii nie jest spoko i że wyznawca (wyznawczyni) obudził(a) się z ręką w nocniku.
      • araceli Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:00
        triss_merigold6 napisała:
        > IMO pani pisarka mogła się chociaż pokajać i przyznać, że negowanie swojej toż
        > samości płciowej, anatomii, fizjologii nie jest spoko i że wyznawca (wyznawczyn
        > i) obudził(a) się z ręką w nocniku.

        Pani dostała to, co zwykle dostaje mężczyzna. Ich jakoś Ci nie żal w takiej sytuacji, ale czemu się dziwisz, skoro traktujesz ich gorzej jak psy.
        • triss_merigold6 Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:29
          Znaczy co? Bo ostatecznie jednak dzieci zostały z nią, były mąż się obraził i wymiksował, a teraz pisarka jest i matką i ojcem, życia osobistego również nie ma.
          • aandzia43 Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:37
            > Znaczy co? Bo ostatecznie jednak dzieci zostały z nią, były mąż się obraził i w
            > ymiksował, a teraz pisarka jest i matką i ojcem, życia osobistego również nie m
            > a.

            Eeee, znaczy się pisarka ma ostatecznie to, co mają zazwyczaj kobiety po rozwodzie wink Tylko że większość kobiet po rozwodzie ma kulejące życie osobiste, bo zwyczajnie nie ma czasu harując na kilku etatach (rodzinnych i zawodowych), a ta pani nie ma życia osobistego, bo ma zamieszanie w głowie.
            • araceli Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:44
              aandzia43 napisała:
              > Eeee, znaczy się pisarka ma ostatecznie to, co mają zazwyczaj kobiety po rozwod
              > zie wink Tylko że większość kobiet po rozwodzie ma kulejące życie osobiste, bo z
              > wyczajnie nie ma czasu harując na kilku etatach (rodzinnych i zawodowych), a ta
              > pani nie ma życia osobistego, bo ma zamieszanie w głowie.

              No to chyba jej na plus wyszło?
              • triss_merigold6 Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:47
                Problem w tym, że ona tak nie uważa. Uważa, że straciła.
                • araceli Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:51
                  triss_merigold6 napisała:
                  > Problem w tym, że ona tak nie uważa. Uważa, że straciła.

                  Ale nie straciła. Więc za co ma się kajać?

                  Ma się pokajać bo gdyby przeżyła życie stereotypowo, to teraz miałaby gorzej niż ma i wtedy jej jęczenie byłoby usprawiedliwione?
                  • vilez Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 15:07
                    Wychodzi na to, że nie wolno jęczeć i mieć rozterek. Bo to drażni niektórych. I nie wolno psuć innym humoru swoimi wypowiedziami, niezgodnymi z mainsteamem. Trzeba zawsze udawać, że jest good i do przodu, bo inaczej to w ryja. Tak z tego wnioskuję.
              • aandzia43 Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 17:40

                > No to chyba jej na plus wyszło?

                Co jej wyszło na plus? Czy na minus co jej wyszło? Bo nie kąsam. Wiesz, szczęście (czy poczucia zadowolenia) to nie tylko kwestia tego, co się ma. To również umiejętność ogarnięcia umysłem i uczuciami tego, co się się ma i cieszenia się tym, co się ma. A pani pisarka tej umijętności nie posiadała i nie posiada.
          • araceli Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:43
            triss_merigold6 napisała:
            > Znaczy co? Bo ostatecznie jednak dzieci zostały z nią, były mąż się obraził i
            > wymiksował, a teraz pisarka jest i matką i ojcem, życia osobistego również nie ma.

            Twój opis tu:
            > A konsekwencje były takie, że pan mąż wcale nie miał zamiaru ruszać
            > d..y do pracy, po rozwodzie życzył sobie i dzieci i alimenty,
            > a jej wkład podsumował frazą że nic nie zrobiła i nic jej się nie należy.

            Tak mniej więcej wygląda stereotypowa rodzina - kobieta zajmuje się dziećmi (i do pracy jej się nie spieszy) a w przypadku rozwodu jak psu buda należy jej się połowa majątku i alimenty na siebie (bo się przecież poświęciła).

            To nie jest kwestia płci - to kwestia wpakowania się w konkretną sytuację i ponoszenia jej konsekwencji. Nie rozumiem co niby takiego pani takiego wg. Ciebie 'zanegowała', co w konkretny sposób przełożyło się, że jest teraz w takiej.

            Swoją drogą jakby pani siedziała w domu i po rozwodzie została sama z dziećmi to przepraszam co - inaczej by miała?
          • cherry.coke Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:46
            triss_merigold6 napisała:

            > Znaczy co? Bo ostatecznie jednak dzieci zostały z nią, były mąż się obraził i w
            > ymiksował, a teraz pisarka jest i matką i ojcem, życia osobistego również nie m
            > a.

            No ale w czym problem? Jakby to ona siedziala w domu, a on pracowal, to po rozwodzie mialaby identycznie, tylko mialaby do tego trudnosci z porzadna praca i zarabianiem.
            • triss_merigold6 Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:48
              OMG, ona ma z tym problem i łzawo się nim dzieli.
              • cherry.coke Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 14:50
                No ale to co ona by chciala? Jakby w tej samej sytuacji musiala jeszcze zaliczac slawetna kase w Tesco to by nawet na pisanie czasu nie miala...
              • vilez Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 15:12
                > OMG, ona ma z tym problem i łzawo się nim dzieli.
                A co Ciebie w tym boli? Że łzawo czy że ma problem? Zawsze tak glanujesz tych, co mają problem i łzami to okraszają? To musiałaś wiele złości z siebie wykrzesać, bo na tego typu rozterkach to spory kawał literatury bazuje, o filmie nie wspominając.
        • triss_merigold6 Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 15:37
          Rozwaz czy nie mam racji. To Ty jestes bezdzietna panienka z ktora facet nawet ozenic sie nie chce, nie ja. Bierzesz strone mezczyzn i nijak Ci sie to nie kalkuluje. Pamietaj, faceci nie cenia dobrych kumpelek, bo nie sa wyzwaniem.
          • araceli Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 16:21
            triss_merigold6 napisała:

            > Rozwaz czy nie mam racji. To Ty jestes bezdzietna panienka z ktora facet nawet
            > ozenic sie nie chce, nie ja. Bierzesz strone mezczyzn i nijak Ci sie to nie kal
            > kuluje. Pamietaj, faceci nie cenia dobrych kumpelek, bo nie sa wyzwaniem.

            No tak - ja się nie ma nic sensownego do powiedzenia to się tylko atakuje. Szkoda, że tak żałośnie, na oślep i 100% pudłując ale co tam smile
          • araceli PS. 05.09.13, 16:34
            A tak w ogóle jak już chcesz się bawić w kowalanki:
            Lepiej już być panienką niż panienką 'z odzysku' i to przemieloną dwukrotniebig_grin Nie mówiąc już o facecie, który nie chciał się z Tobą ożenić i mieć z Tobą dziecka big_grin
        • noname2002 Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 17:27
          A nie mówiłam, że zawsze stajesz w obronie mężczyzn tongue_out
      • araceli Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 15:19
        triss_merigold6 napisała:
        > IMO pani pisarka mogła się chociaż pokajać i przyznać, że negowanie swojej toż
        > samości płciowej, anatomii, fizjologii nie jest spoko i że wyznawca (wyznawczyn
        > i) obudził(a) się z ręką w nocniku.

        W sumie to ja kompletnie nie rozumiem...

        Po pierwsze co konkretnie w kwestii swojej:
        - tożsamości płciowej
        - anatomii
        - fizjologii (!)
        owa pani zanegowała?

        Po drugie - jak ta rzekoma negacja wpłynęła na jej sytuację?

        Po trzecie - co innego mogłaby zrobić i w jaki sposób wyszłoby to jej na lepsze?
        • cherry.coke Re: Mogła się chociaż pokajać 05.09.13, 15:26
          No wlasnie ja tez nie kumam - moze powinnam przeczytac wywiad, ale nie chce mi sie za to placic.
          Zeby to jeszcze jakas "domowa bogini" pisala grzmiac na karierowiczki, ale pracujaca od zawsze Triss?
    • undoo Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 05.09.13, 17:32
      Pani juz od lat swoje zlote mysli serwuje. Super sposob, jak zarobic na chronicznej depresji i negowaniu wszystkiego. Omijac szerokim lukiem, jej spostrzezenia nijak sie maja do rzeczywistosci. Jasne, mozna jak ona strzelic sobie dzidziusia i caly czas potem na niego patrzec jak na ufo.
      Pani chce byc nieszczesliwa ofiara.
    • allatatevi1 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 07.09.13, 23:20
      krytycznymokiem.blogspot.com/2013/08/po-o-mazenstwie-i-rozstaniu-rachel-cusk.html
      Ile ludzi, tyle opinii. Z tej recenzji wynika, że to bardzo dobra książka.
      • ledzeppelin3 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 09.09.13, 11:15
        Z wywiadu wyłania się babka z mentalnością 13-latki. Wlazła w małżeństwo, bo chciała bezpieczeństwa, i jest zdziwiona, że małżeństwo to nie dwa wolne życia, które od czasu do czasu się łączą (gdy potrzeba pomocy-wsparcia-seksu-wpisz dowolne), a potem znów każde rusza w swoją stronę. MImo to dobrze że myśli. Może kiedyś do czegoś dojdzie, np do tego, kim jest i po co żyje, czy życie ją jebie, czy tylko śni na jawie. Większość ludzi, nie oszukujmy się, nigdy nie zada sobie takich pytań. Zada pytanie "kiedy trzeci sezon przepisu na życie?"
        • allatatevi1 Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 11.09.13, 15:49
          Oj nie...
          Myślę, że to co rozsierdziło matki "szczęśliwych" patchworkowych rodzin to szczere spojrzenie na taką rodzinę ze strony dziecka.

          Uczucia, których one same nie doświadczyły - bo mimo że dziecku zafundowały traumę patchworka, same wychowywały się w cieplutkiej pełnej rodzinie.

          Zamiast krytykować autorkę książki - i w ten sposób zagłuszać własne sumienie - jedna z drugą patchworkowa mama mogłaby się zastanowić nad jedną rzeczą:

          jak ona czułaby się jako dziecko widując ojca raz na 2 tygodnie, a na co dzień mieszkając z gachem matki.
    • notting_hill Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 13.09.13, 13:45
      Jeśli to kogoś jeszcze interesuje, tu jest cały wywiad, teraz już dostępny:

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,14515901,Nie_ma_nowego_zycia_po_rozwodzie__Jest_to__ktore_jest.html#TRNajCzytSST
      • triss_merigold6 Czadowy fragment 13.09.13, 13:58
        Uroczy fragment:
        "Bo wtedy nie trzeba odrobić pracy domowej, wyciągnąć konsekwencji. Po prostu wraca się w to same miejsce, tyle że już z kimś innym. Wyobrażam sobie, że siedzą wieczorem w kuchni i opowiadają sobie o tym wszystkim, co było nie tak w poprzednich związkach, i ta rozmowa nie ma końca. Ale zastanawia mnie, na ile to nowe życie wydaje się tak samo prawdziwe jak to poprzednie, a ile w tym wszystkim jest udawania, ile pozy."

        Pani chyba z deczka upadła na głowę jeśli sądzi, że w nowym związku ludzie nie mają lepszej rozrywki wieczorem od analizowania byłego małżeństwa czy byłych związków. big_grin
        Kobieta powinna zacząć brać tik taki, pomalować się trochę, zdjąć te żałobne ciuchy i poderwać boga seksu, zrobiłoby jej to lepiej niż takie rozkminki trwające latami.
        • allatatevi1 Re: Czadowy fragment 13.09.13, 15:21
          Ale zastanawia mnie, na il
          > e to nowe życie wydaje się tak samo prawdziwe jak to poprzednie, a ile w tym ws
          > zystkim jest udawania, ile pozy."

          Ja to zrozumiałam tak:
          w pierwszym małżeństwie: "na emeryturze kupimy sobie domek na Kubie".

          W drugim małżeństwie: "na emeryturze kupimy sobie domek na Kubie" (ale w domyśle: "chol..ra wie czy za 5 lat nadal będziemy razem")
      • vilez Re: Nie wiem o co mi chodzi, ale i tak żałuję 13.09.13, 14:53
        Dzięki smile
        Mieszane uczucia. Z jednej strony rzetelna wiwisekcja, z drugiej- mam poczucie magmy. Nie wiem, czy kobieta dotarła do zrozumienia swojego problemu- raczej nie. Przynajmniej ja nie bardzo rozumiem, czego ona nie rozumie. Dlaczego żałuje czegoś, co było niezbyt udane i takie tam. Ale czuć szczery ból. Hm...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka