Jakiś czas temu zakładałam wątek, jak zmobilizować się do biegania. No i nie udało mi się, przez bite trzy miesiące choć raz ruszyć tyłka, zawsze miałam jakąś wymówkę.
O Chodakowskiej słyszałam, byłam na jej stronce, ale jakoś tak bez miłości i zaangażowania. I dwa tygodnie temu odpaliłam sobie filmik na youtubie, obejrzałam i stwierdziłam czemu nie. Ćwiczę w tym momencie półtora tygodnia i jestem kompletnie zaskoczona. W swojej diecie nic nie zmieniłam. Na słodycze sobie pozwalam, ćwiczę ok. 35-40 minut dziennie. A tymczasem cellulit, który po ciąży miałam koszmarny, na udach i tyłku stał się już prawie tylko sennym koszmarem, widzę powoli zmieniające się ciało i chciałam zapytać czy to tak zawsze na początku? Tempo zmian, to jak szybko one zachodzą po tak krótkim czasie wprawia mnie w osłupienie. Dodam, że nie ważę się, zmierzyłam się tak po łebkach i nigdzie tego nie zapisałam, widzę rezultaty w lustrze, po ubraniach, no i spojrzeniu faceta

. Czy mam się nastawić, że za chwilę wielkie czary mary się zatrzyma i będę musiała zagryźć zęby i przeczekać etap zahamowania zmian? Czy za miesiąc zmienić cykl treningowy (pod warunkiem, że nie osiądę na laurach

)? Jestem zielona jeśli chodzi o regularną aktywność fizyczną.
Aha i w czasie ćwiczeń angażujących kolana (typowo np. podczas przysiadów) mam takie uczucie przeskakiwania w kolanach, słychać strzelanie, nie boli tylko jest nieprzyjemne, mam się udać z tym do lekarza (jakiego?) czy samo przejdzie?