Mój szanowny mąż to temat-rzeka i mogłabym narzekać godzinami

Ale od kilku miesięcy spotykam częściej małżeństwa podobne do naszego i przeglądam się w "tamtych" żonach jak w lustrze. Faceci to naukowcy, artyści albo inni lekko "nie z tego świata", wspaniali, inteligentni, wrażliwi ludzie. Kobitki silne i mocno stąpające po ziemi.
I aż mi przykro czasami, że te kobitki tak tymi wspaniałymi facetami (którzy naprawdę się starają być dobrymi ojcami, mężami etc.) pomiatają. Z doświadczenia wiem, że codzienność z "szalonym naukowcem" jest bardzo trudna, ale...
ale dziwię się, jak oni z nami-megierami wytrzymują. Bo na każdym kroku "nie rób", "popraw", "no pomyśl trochę", "jak ty to robisz", "uważaj", "pamiętaj", "dlaczego ja muszę o wszystkim myśleć". A widziały gały, co brały, nasi mężowie to ludzie z definicji niejako niedostosowani społecznie.
I bardzo, bardzo trudno mi się powstrzymać od udowadniania mężowi na każdym kroku, że jest beznadziejny w codzienności, mimo niewątpliwych osiągnięć intelektualnych.
Macie takie hetery wokół siebie?