yeerba
02.11.13, 18:33
Muszę się wygadać...
Pokrótce. Mieszkaliśmy na małym metrażu, teraz mamy tzw. "warunki". Warunki do podejmowania gości, jednak niech Was to nie zmyli. Warunki oznaczają większą przestrzeń - nic ponadto. Krzeseł, nakryć (talerzy, sztućców, szklanek) mamy najwyżej na 12 osób. Garnki 3 (duży, średni i mały), jedna patelnia. Stół po rozłożeniu mieści 12 osób.
Przetrenowałam Wielkanoc, zeszłe Boże Narodzenie, 65-tkę teściowej, urodziny dziecka. Każda z tych imprez to dowożenie wszystkiego: garnków, stołu, krzeseł, sosjerek, półmisków, miseczek, sztućców, szklanek, itd. Moja najbliższa rodzina to 20 osób + nasza trójka - razem 23. Tak naprawdę, powinno się jeszcze doliczyć 8 osób ze strony Taty, bo lubimy się, spotykamy i mamy dobre kontakty (oni nas zapraszają zawsze), ale TYLKO RAZ byliśmy w składzie 31 osób i kombinacje były masakryczne. Nigdy więcej się na to nie zdecyduję. Aaaaa zapomniałam o naszej rodzinie zza oceanu - 4 osoby. Na szczęście pokazują się w Polsce raz na 5-6 lat a byli jakieś 2 lata temu.
W zeszłą Wigilię skład był okrojony do 17 osób i wiecie co? Pomimo, że niby mam pomoc to po prostu nie usiadłam ani na minutę. Zjadłam w biegu zimnego już pieroga (którego sobie nałożyłam wcześniej) i popiłam chłodnym barszczem i więcej nie spróbowałam niczego, nie zdążyłam rozpakować nawet prezentów. A to dokładki, a to dolewki, a to hebatka, a to trzeba było odgruzować blat, żeby znieść część rzeczy, potem opłukać na szybko, a to ciasto i znów herbatka.
Nie wspomnę, że sprzątaliśmy i dekorowaliśmy pomieszczenia bite 2 dni.
Na noc zostali moi rodzice. Kiedy wszyscy inni poszli, byłam tak zmęczona, że wcale nie czułam się świątecznie. Zostało pobojowisko do sprzątnięcia no i sterta nazwożonych gratów, których z wiadomych względów nikt nie zabrał od razu.
W tym roku mój mąż przebąkuje, że Wigilia u nas, a mi się bebechy wywracają na samą myśl.
Moja mama nie zaprasza mojej teściowej, więc gdyby Wigilia była u niej to ona ma imprezę na 13 osób.
Moja teściowa nie zaprasza mojej mamy, więc u niej byłoby na 10 osób - tyle samo byłoby u szwagierki.
Ja mam na wejściu 23 osoby - uwierzcie - to JEST różnica.
W zeszłym roku czułam, że wszyscy czekają na zaproszenie z naszej strony, aż w końcu (jak okazało się, że 5 osób ma inne plany a jedna jest chora) zdecydowałam się na te 17 osób. W tym roku z całą pewnością te 6 osób chciałoby być u nas a więc?
Marzę o Wigilii u nas, ale na 12 osób. Lubię mieć gości, tyle że w ilości, którą z powodzeniem i bez szarpania się jestem w stanie ogarnąć. 17 osób dało mi w kość i nawet nic chcę myśleć o 23 osobach... Żadnej z nich nie mogę pominąć, wyłączyć, wytłumaczyć jak jest, przeprosić. Sami najbliżsi.
Nic nie poradzicie - tak się musiałam wyżalić...