Dodaj do ulubionych

Brak wsparcia dla matek

05.12.13, 15:15
Moja przyjaciółka, w domu dwójka dzieci, w tym noworodek (teraz już prawie roczniak). Podczas połogu zaczyna się dziać coś niedobrego - płacze, wybucha często. Jedno dziecko to mała torpeda, drugie zaczyna mieć kolki i płacze i nie śpi. Ona nosi go po nocach, żeby nie płakał, męża nie budzi, bo ma ciężką pracę. W dzień jej dom przypomina miasteczko po przejściu tornado. W dzień dzwoni do męża, mówi, że nie da rady, że jest na skraju wyczerpania, że wyjdzie z domu przespać się w samochodzie, że nie ma już siły, że chce uciec. Mąż mówi, że to taki etap i jej przejdzie. I tyle.

Płacze do rodziców, że nie wytrzymuje tego krzyku malucha, że ma ochotę uciec od tego wszystkiego, że nie daje rady, że źle jest z nią. Rodzice mówią - przejdzie, zobaczysz, potem będzie łatwiej.

Jak to wszystko usłyszałam i zobaczyłam w jakim jest stanie to wzięłam dwójkę na spacer i kazałam jej się przespać. Robiłam tak przez jakiś czas, kiedy tylko mogłam. Dziewczyna odżyła.

I teraz tak mnie nachodzi - często w mediach słyszymy o doniesieniach, że matka wyskoczyła z okna, zabiła siebie i dzieci, że zostawiła dziecko. I tak sobie myślę - ile przypadków było takich jak u mojej przyjaciółki? Najbliżsi zamiast pomóc mówili "minie, przejdzie", kiedy trzeba tak naprawdę trochę taką matkę odciążyć, pomóc jej realnie, a nie wspierać dobrym słowem.

Jak miałam mocnego baby bluesa po porodzie to moja mama była u mnie, jak mąż był w pracy, zabierała mnie i dziecko na spacer, zajmowała czymś, albo po prostu była obok. Nie wyobrażam sobie zostawić samej osoby, która wyraźnie mówi, że coś jest nie tak, że jest bardzo źle.

Ciekawa jestem co by było, gdyby faktycznie coś się stało z moją przyjaciółką - jakby reagowali jej najbliżsi? "No tak, mówiła, że się kiepsko czuje". Smutne to.

Emamy, jak znana Wam świeżo upieczona matka - czy to Wasza córka, czy synowa, czy przyjaciółka byłaby w takim stanie - pomogłybyście?
Obserwuj wątek
    • cherry.coke Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:19
      Jestes fajna osoba i masz leb na karku. Szacunek.
    • mx3_sp Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:20
      nie wiem, nam nikt nie pomagał. Byłam sama , w obcym mieście, mąż na wyjazdach, służbach, ćwiczeniach. Może nie miałam innej opcji. Osobiście pomogę.
    • wiu Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:23
      tak, pomogłabym. Najgorsze jest to, że znikąd pomocy a kobieta czuje, że przeciez sama powinna sobie dac radę, bo jest matką... i kręci się jak w jakimś kołowrocie
      • lucky80 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:36
        Zgadzam się w pełni. I ja też zawsze zadaję sobie pytanie jak słyszę te historie o porzuconym dziecku, to się zastanawiam gdzie jest ojciec dziecka, no i inni bliscy...
        Ja też przeszłam starszne chwile po urodzeniu córki, nie czułam wsparcia od nikogo, wpadłam w kołowrót niesamowity...Żałuję, że nie miałam obok siebie takiej przyjaciółki jak Ty...
        Po tym wszystkim sobie obiecałam, że będę wspierać młode matki w swoim otoczenieniu i robię to na żądanie.

        • zonablond Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 12:02
          Ja podobnie jak lucky. I też teraz sama proponuję pomoc.
          Miałam o tyle lepiej, że dość szybko do męża dotarło, co się dzieje i naprawdę był przy mnie, a zdarzało mi się kilka razy wyciągnąć go z pracy, bo świrowałam ze zmęczenia. Ale rozumiał, wspierał, dzwonił i pomagał ile zdołał. Sporo wspierały koleżanki z pracy. Ale i tak pierwsze 8 miesięcy wspominam jak najgorszy koszmar życia.
          Za to moja matka - emerytka miała gdzieś, czego jej do końca życia nie zapomnę. Bo przecież "zawsze świetnie radę dajesz"

          Zając, jesteś WIELKA.
    • iwles Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:29

      Tak, i to niekoniecznie w sytuacji związanej z dziecmi. Takiej ogólnej też smile
    • vilez Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:30
      Oczywiście, i pomagałam, i mnie pomagano. Pamiętam ten stan wyczerpania, gdy dziecko się budzi co kwadrans - pół godziny miesiącami, a ja zaczynam myśleć, że do okna mam bliżej, niż do niego.
    • kropkacom Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:33
      Mam nadzieje, że tak.
    • pearlinee Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:45
      ja zmagałam się z depresją poporodową, staram się pomagać dziewczynom z tą przypadłością, to że tak pomogłaś koleżance to jest...... wielkie. Serio łza mi się zakręciła w oku.
    • mid.week Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:48
      Miałam tak z moją przyjaciółką. Dziecko też z gatunku małego rozdarciucha. Tatuś dziecka się wyprowadził, bo stwierdził, że rodzina to jednak nie dla niego. Jej mama z tych "ja to dopiero miałam źle, nie przesadzaj". Nawet nie miała do kogo dzwonić. Więc po pracy jeździłam do niej prawie codziennie. Mam nadzieję, że dzięki temu było jej znośniej.
    • iwoniaw Masz rację i poruszasz ważny temat 05.12.13, 15:49
      Tak, tak właśnie jest jak piszesz i mało (albo w ogóle nic) się o tym mówi. Wsparcie dla matki należy zapewnić wtedy, gdy ona tego potrzebuje i w formie, która rzeczywiście będzie efektywna. Co oznacza często właśnie takie niby trywialne odciążenie w obowiązkach permanentnych i zapewnienie możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych (począwszy od nieprzerywanego przez kilka godzin snu choć raz na jakiś czas, skończywszy na spokojnym umyciu się i zjedzeniu posiłku bez pośpiesznego przełykania).
      Mam nadzieję, że zauważę taką potrzebę, jeśli ktoś w moim otoczeniu znajdzie się w tej sytuacji i zrobię, co trzeba.
      Mnie odciążał i wspierał - tylko i aż - mąż; szczęśliwie miał dość elastyczny czas pracy, byśmy to wszystko wspólnie ogarniali. Nie wiem, co by było, gdybym siedziała z dzieckiem/dziećmi kompletnie sama po 24h na dobę, a mąż wracał tylko się przespać, jak to u niektórych młodych matek bywa.
    • yuka12 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 15:58
      Ja bylam dlugo sama- w obcym kraju, maz w pracy (+ jeszcze potem na studiach), rodzina daleko, znajomi nie odwiedzali (choroby dzieci). Probowalam chodzic na kursy, do kosciola, spotykac sie z ludzmi, ale przy czestych chorobach dzieci wiecej przebywalam w domu niz na zewnatrz. Przez 5 lat przespalam dobrze moze z 10 nocy. Bo jak dzieci nie chorowaly, to przychodzily do nas lub budzily sie w nocy. To nie tylko kwestia martwienia sie katarkiem. Zreszta jak dzieci choruja, zwykle malo jedza i moj syn zamienial sie w chodzacego kosciotrupa i kiepsko rosl. Nieobecnosci w przedszkolu i szkole odbijaly sie na nauce, a czeste choroby i kiepskie odzywianie + zmeczenie- na zachowaniu. Wiadomo, ze katarki kiedys przechodza. Ale juz nic nie nadrobi strat w rozwoju fizycznym moich dzieci jako konsekwencji czestych chorob i antybiotykoterapii. Zreszta i dzisiaj najlzejszy katarek u syna oznacza natychmiast nieprzespane noce, dusznosci i ataki kaszlu. Nie mowiac o spustoszeniu w moim oranizmie np. zaburzeniach metabolizmu jako konsekwencji wieloletniego niedospania czy sklonnosciom do myslenia negatywnego. Tak wiec pitolenie "jakos to bedzie i dzieci wyrosna" jest moze i prawda, ale z konsekwencjami przedluzajacych sie chorob trzeba juz sobie radzic zdecydowanie dluzej.
      Wiec gleboki uklon w strone tych, ktorzy zamiast frazesow i potoku slow (nasze mamy najlepsze byly w pouczeniach i dobrych radach przez telefon) po prostu praktycznie pomagaja.
    • run_away83 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 16:37
      Niestety takie czasy. Coraz więcej jest tzw. rodzin nuklearnych - mama, tata, dzieci. Dziadkowie daleko lub pracują, dalsza rodzina tak samo. Nie ma NIKOGO do pomocy. W dodatku wiele kobiet ma kompletnie nierealną wizję macierzyństwa i nie są przygotowane na rewolucję, jaką są narodziny każdego kolejnego dziecka.

      Czy pomagam - na miarę swoich możliwości. Służę radą, wyciagnę z domu, pokieruję do lokalnej grupy wsparcia. Jak widzę że coś jest bardzo niehalo to pomogę zorganizować pomoc specjalisty. Bardziej nie pomogę, bo najzwyczajniej w świecie nie mam jak.

      Sama jestem w takiej sytuacji, niejako na własne życzenie, bo wiedziałam w co się pakuję, wiedziałam że nie mam skąd oczekiwać pomocy i wsparcia, wiedziałam też że macierzyństwo w niczym nie przypomina lukrowanego obrazka jaki sprzedają media. Jesteśmy zupełnie sami, ja i mąż. Bywamy zmęczeni, są momenty kiedy mamy dość - owszem. Ale zazwyczaj potrafimy się zmobilizować i ogarnąć najważniejsze obowiązki na tyle sprawnie, żeby mieć jeszcze czas dla siebie. Mamy sporo szczęscia, bo dzieci mamy zdrowe i raczej nieupierdliwe.
      • pulcino3 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 17:06
        Pamiętam jak prosiłam moja mamę, że jak urodzę czy mogłaby w czasie jak mój mąż będzie w delegacji przyjechać trochę mi pomóc, nie mieszka daleko. Niestety nic z tego. Jak dzieciak miał 3 tyg. przyjechała z moim ojcem żebym na chwilę mogła pojechać na większe zakupy- spożywcze smile, czyli miałam z godzinę i się zaraz po moim pojawieniu zwinęli. Pamiętam jaką gorycz czułam i rozczarowanie.
    • gojdap Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 17:07
      Kiedy moja siostra urodziła drugą córkę, starsza miała dopiero 13 miesięcy. Byłam u niej kiedy tylko mogłam, razem chodziłyśmy na spacery, do lekarza itp. Przez pewien czas byłam u niej z moją córką w każdy piątek, po prostu żeby pomóc, pobawić się z jej dziećmi, wykąpać, położyć spać.
      W wakacje pojechałyśmy razem w góry- ja z córką, siostra z dwójką dzieci, moja mama z moim bratankiem. Dzieci w wieku: 13, 3, 2, 1. Było wesołosmile ale kiedy siostra miała kryzys, to my zajmowałyśmy się bandą, kiedy mama już nie mogła, to dawałyśmy jej czas na regenerację.
      W naszej rodzinie wszyscy możemy na siebie liczyć, wystarczy jeden telefon i już się ktoś stawia do pomocy.
      Kiedy my byliśmy mali ( mam troje rodzeństwa) mojej mamie bardzo pomagali dziadkowie, do dzisiaj jestem im za to wdzięczna, bo najpiękniejsze wspomnienia ( wycieczki, zabawy, gry w karty itd) mam właśnie z nimi. Podziwiam ich za to, że tyle czasu poświęcili takiej bandzie, że mieli siły i chęci.
    • agaja5b Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 18:08
      Oczywiscie, odkąd sama jestem matką, która zdana była właściwie sama na siebie jestem bardzo wyczulona na sygnały płynące od innych matek. Przy spotkaniu szybciej zapytam jak sobie radzisz psychicznie z macierzyństwem, czy masz jakąkolwiek pomoc, niz będę gadała o ślicznym bobasku i pytała czy duzo je itp. Takie doświadczenia, kiedy masz malutkie dziecko/dzieci pod opieka i mozesz liczyc wyłącznie na siebie bardzo zmieniają perspektywę, uczłowieczaja jakoś to macierzyństwo wiecznie polukrowane.Ja nauczyłam sie bez skrupułów i poczucia winy prosic o pomoc, jasno i wyraźnie mówic kiedy nie daję rady i muszę się zresetować, nie zwracać uwagi na rzeczy nieważne typu czyjeś zdanie na mój temat.
    • an_ni Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 18:17
      ale wiesz co wiele kobiet nie przyznaje sie jak jest im ciezko, bo uznaja ze musza sie poswiecić na maksa, ze tak musi byc i nikt nie musi im pomagac, dlatego tez nie rozumieja innych kobiet, ktore mowia otwarcie - meczy mnie macierzynstwo, niespanie, uwiazanie, placz dziecka itd
      jak ja mialam zly okres to mowilam o tym otwarcie, oczywiscie nie wszystkim, ale dzieciate kolezanki patrzyly na mnie jak na kosmitke !
      • run_away83 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 18:36
        Bo jak ktoś ma dziecko, które przesypia noce, to nie umie sobie nawet wyobrazić, jak to jest nie spać normalnie przez trzy lata. Jak ktoś ma pogodnego, zdrowego bobasa, który zadowolony spędza całe dnie w leżaczku lub na macie i cieszy ryjek do zabawek, to nie wierzy, że są niemowlaki które reagują rozpaczliwym płaczem przy każdej próbie położenia w tym nieszczęsnym leżaczku. Jak ktoś ma butelkowego bobasa, który je co dwie-trzy godziny i najada się w dziesięć minut, to za chiny ludowe nie zrozumie co przeżywa matka noworodka wiszącego godzinami na piersi. Jak ktoś nigdy nie słyszał na własne uszy niemowlaka płaczącego przy kolce, to nie rozumie że matka jest w stanie stanąć na rzęsach i klaskać półdupkami, byle tylko dziecko przestało płakać. Taką obojętność i brak empatii prezentują zwykle przekonane o swoim bezcennym doświadczeniu i nieomylności matki jedynaków. Brakowi zrozumienia towarzyszy zwykle poczucie wyższości ("jestem lepszą matką bo lepiej sobie radzę z moim dzieckiem") albo wręcz złośliwe przytyki ("sama go nauczyłaś noszenia/bujania/jedzenia na zawołanie, to teraz masz za swoje"). Mam taką "idealną matkę" w swojej rodzinie, jak urodził się mój pierwszy syn, to byłam zmuszona mocno ograniczyć wszelkie kontakty z tą osobą, bo jej "dobre rady" i "pomoc" wprawiały mnie w czarną rozpacz i poczucie totalnej beznadzieji.
        • an_ni Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 19:17
          nie wierze ze takie idealne dziecko nie dalo choc raz w kosc nie spiac pol nocy chociaz, majac chocby raz bol brzucha (kolke) czy inne zabkowanie, marudzenie czy chocby taka matka nie miala ciezkiego dnia np bedac chora i majac pod opieka maluszka
          to po prostu postawa - ja sie nacierpialam to i ty cierp, mnie nikt nie pomogl to i tobie nie musi
          ale za to uwazam ze owszem jak dziecko przyzwyczaisz np do uspokajania cyckiem - ma na mysli takie odrosniete niemowle, a juz na pewno dziecko powyzej roku - to masz problem wynikajacy ewidentnie z twojego podejscia
          • run_away83 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 20:00
            Zupełnie inaczej znosi się nieprzespaną noc od czasu do czasu niż przewlekłe niewyspanie. I tak dalej. Latwiej znosi się uwiązanie w domu przy radosnym niemowlaku niż przy placzliwej marudzie. I tak dalej.

            Ja mam raczej łatwe w obsłudze dzieciaki, choć zarówno dwaj starsi jak najnowszy nabytek przez pierwsze tygodnie byli mocno absorbujacy (ale ja się w matkowaniu przyklejonemu do mnie noworodkowi spełniam i nawet jak jestem zmęczona fizycznie to psychicznie mam ogromny power). Ale spotkałam kobiety, którym kilka tygodni lub miesięcy spędzonych w domu z dzieckiem bez jakiegokolwiek wsparcia podkopało zdrowie fizyczne i psychiczne.

            Zaryzykuję stwierdzenie, że w żadnym innym momencie życia kobieta nie jest tak delikatna i bezbronna jak w czasie ciąży, połogu i wczesnego macierzyństwa. Burza hormonalna robi z człowiekiem przedziwne rzeczy. Jedne mogą przenosić góry i patrzą na świat przez różowe okulary, innym swiat się wali na głowę. A jesli w krytycznym momencie zabraknie wsparcia i pomocy, konsekwencje bywają tragiczne. Dostęp do takiego wsparcia i informacje o tym gdzie go szukać powinny być stalym elementem systemowej opieki nad matką i dzieckiem.
            • princy-mincy Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 22:25
              Dokładnie!
              Moja corka to było anioł a nie noworodek, budziła sie na karmieie w nocy raz, w dzien jadła co 3 godziny, ja mogłam sobie pozwolić na 6h nieprzerwanego snu codziennie.
              A jak mi sie pochorowala to wściekła i niewyspana chodziłam i dopiero wtedy doceńilam jakie to było cudne niemowlę.
              A corka szwagierki wyla codzienńie po 3-4 godziny, mało spała do 6 miesiąca.
              Przeciez to sie powiesić mozna!
      • agaja5b Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 18:36
        O to, to, dokładnie tak jest. Sama spotkałam sie z takimi zarzutami, ze czego ja chce, inni (ale nie ci akurat, którzy to mówili) mają gorzej, zebym doceniła to co mam, bo co tam ja o zmęczeniu i uwiązaniu wiem, że mam to na własne życzenie itp, itd. Dlatego sama promuje postawe żeby mówic, że to nic zlego i że nie warto orac nosem po ziemi, trzeba mówic, jak jest źle, walczyć o swój czas do odpoczynku, o prawo do gorszego samopoczucia, do nie radzenia sobie i szukania w tej sytuacji pomocy.
    • to_ja_tola Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 18:46
      Oczywiscie że pomogłabym tymbardziej że kocham dzieci.Mam jedną taką znajomą której często proponuję opiekę nad dziećmi ale ona to taka " matka pplka" wszystko musi zrobić sama.
      • naturella Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 20:21
        Ja sie kompletnie nie spodziewałam tego, co stanie sie ze mną po porodzie. Przez pół roku traktowałam dziecko w kategorii ciężkiego, mozolnego obowiązku. Płakałam non stop, zero jakis uczuć macierzyńskich, poczucie totalnej beznadziei, braku widoków na zmianę. A dziecko trafiło mi sie trudne, jak nie jadło i nie spalo to płakalo. A spalo mało, głownie w wózku na spacerach. Wiec jak zombie snułam sie po osiedlu, w mrozie i śniegu, nieważne, byle było cicho.

        I kompletnie nikt mnie nie rozumiał i nie wspierał, jak sie zwierzylam mężowi z tego, jak sie czuje, to popatrzył na mnie dziwnie i powiedział "jak możesz tak mowić, przecież jesteś matką", a potem jak juz wybuchalam histeria i wrzaskiem to mi powiedział "co z ciebie z matka". Nigdy mu tego nie zapomnę.

        Dlatego zawsze protestuje przeciw lansowanemu przez niektóre kobiety i media wizji macierzyństwa, gdzie odpicowana mamusia podspiewujac jedna ręka haftuje/wycina pierniki, a druga zabawia wdzięcznie uśmiechnięte niemowlę. Bo nie zawsze to tak wyglada. Nie wiem czy u mnie był ciężki baby blues, czy jakaś lekka depresja, ale dopiero po pół roku zaczęłam odczuwać jakaś miłość do dziecka i początki spokoju.
    • lauren6 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 20:11
      Podobno depresja poporodowa to choroba naszych czasów, bo w poprzednich wiekach kobiety było otoczone dużo większą opieką bliskich po porodzie. I coś w tym jest. Może kobieta musiała zasuwać w polu zaraz po połogu, ale miała dużą rodzinę, wszystkich w pobliżu i ktoś udzielił jej wsparcia. Sama miałam chwile jak Twoja przyjaciółka, ale na szczęście moja rodzina jest normalna i mi tego wsparcia udzielali, gdy go potrzebowałam. Mąż dbał, bym przy kolkowym dziecku przesypiała te 8h dziennie - bez tego bym ześwirowała. Świetna z Ciebie przyjaciółka.
    • ladnyusmiech Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 20:21
      Pomogłabym.
      Sama otrzymywałam propozycje realnej pomocy od rodziny. A męża czasem zostawiam z dwójką maleńkich dzieci mówiąc, że muszę psychicznie od nich odpocząć aby mieć do nich cierpliwość. Czasem nie jest szczęśliwy, ale zawsze akceptuje i się wywiązuje z rodzicielskich obowiązków.
    • zajac_pazdziernikowy Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 20:38
      Dziękuję za odpowiedzi, szczerze mówiąc to miło mi się zrobiło, że jest nas więcej, że to był tylko taki dziwny przypadek.

      Tak, kiedyś tego wsparcia chyba było chyba zdecydowanie więcej. Moja mama była wspomagana przez swoją mamę. Babcia z kolei mieszkała w domu wielopokoleniowym, gdzie ten, kto miał akurat czas zajmował się dzieciakami - swoimi, siostry, brata. Tak zostałam nauczona, że należy się wspierać, a nie głaskać po głowie i mówić "będzie dobrze". Owszem, pewnie będzie, ale przez ten czas kobieta może oszaleć.

      Ja też przechodziłam ciężkie chwile po porodzie, wiem jak to potrafi wbić w ziemię, dlatego nie zostawiłabym drugiej osoby w potrzebie, nie miałabym serca.

      A naszło mnie z tym tematem, bo mam sąsiadkę piętro wyżej, mamę bliźniąt. Czasem potwornie krzyczy - na nie, do siebie - aż my ją słyszymy. Jak ją z nimi widuję to widać, że ich kocha, tylko za dużo ma chyba tego szczęścia na raz wink I jak ją widzę na spacerze to mam zawsze ochotę do niej podejść i zapytać, czy w czymś pomóc, zagadać. Tylko głupio tak jakoś. Obca baba jestem w sumie... Wyobrażam sobie jaką miazgę potrafią z człowieka momentami zrobić takie dwa ludki - ząbkujące, kolkujące - na raz.
    • klubgogo Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 20:47
      Pewnie gdybym miała czas, pomogłabym. Mnie wprawdzie nikt nie pomagał, byłam samiuteńka, mąż w pracy od świtu do zmierzchu, mama daleko, nikogo w pobliżu, znajomi i przyjaciele w pracy. Wymiękałam setki razy, ale jakoś dałam radę.
    • hellulah Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 21:21
      Nie miał nam kto pomóc i nikt nam nie pomagał. Rodziny były daleko, w innych, odległych miastach. Znajomi studiowali i nie byli w klimatach ani też nie mieli czasu. Na niańkę nie było nas stać. Odbiło się to na naszych relacjach., było ciężko.

      Nie stworzyłam sobie zawczasu wizji macierzyństwa, nie miałam oczekiwań. Przyjmowałam dni takimi jakie były, owszem w perspektywie "to się z każdym kolejnym dniem poprawi". Byłam przede wszystkim krańcowo niewyspana. Raz wpadłam w powiedzmy histerię i zostawiłam dziecko na przewijaku, wyszłam z pokoju po męża.

      Nikt ode mnie nie oczekiwał że będę idealną mamą. Moja mama wpierała mnie, rozumiała, że jest trudno. Mąż był wyczerpany fizycznie i psychicznie (opiekował się tak po połowie dzieckiem, a poza tym studiował i pracował), ale też nie oczekiwał ciasteczek i uśmiechu na promiennej twarzy.

      Chętnie bym pomogła, ale moje bliższe znajome po prostu nie mają dzieci...
    • lily-evans01 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 22:03
      Sąsiadka, trochę młodsza od mojej matki, po urodzeniu drugiej córki, przy braku pomocy i zrozumienia od KOGOKOLWIEK, wyskoczyła przez okno z 9 piętra na główną aleję przed blokiem.
      Zawsze o tym myślę, kiedy jakaś babka jest ochrzaniana za to, że marudzi, że wszystkie tak mamy i przejdzie.
      • agaja5b Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 22:12
        Mam podobnie odkąd się dowiedziałm o śmierci zony mojego kolegi, która tez po urodzeniu drugiego dziecka skoczyła z maluszkiem z 9 piętrasad
        • run_away83 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 22:27
          O cholera sad Aż takich tragedii w swoim otoczeniu nie miałam na szczęscie. Ale miałam dziewczynę, którą opieka nad trudnym dzieckiem (alergia pokarmowa na wszystko co się dało, ciągłe kolki, przez ponad pół roku dzieciak wył dniami i nocami, przebadany na wylot, lekarze bezradnie rozkladali ręce) tak zmasakrowała, że na dzień przed pierwszymi urodzinami synka wylądowała w szpitalu (zasłabła).

          Czasem nie trzeba wielkiego wysiłku by pomóc - wystarczy kupić i podrzucić przysłowiowe mleko i bułki, zabrać dziecko na godzinkę na spacer, odebrać starszaka ze szkoły czy przedszkola, wykupić receptę w pobliskiej aptece czy wyrzucić śmieci. A czasem wystarczy zafiksowaną na dziecku mamę zaciągnąć na babskie ploty przy kawie, na manicure lub do fryzjera.
        • lily-evans01 Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 10:31
          To jeszcze gorsze sad.
          Musiała naprawdę postrzegać życie jako pasmo cierpień i bać się takiego samego życia dla swojego dziecka.
          Tata moich koleżanek, że tak powiem, stanął na wysokości zadania i sprawdził się jako ojciec i matka w jednym. Na szczęście.
    • 18lipcowa3 Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 22:25
      Poruszyłaś ważny temat.
      Opieka nad dziećmi, DZIEĆMI, więcej niż jednym, do tego małymi, niemobilnymi, absorbującymi praktycznie całodobowa + obowiązki domowe, przy pracującym, często mało obecnym męzu to KATORGA.
      Totalne udupienie, monotonia, powtarzalność sytuacji, bycie na ciągłej czujce to gorsze od pracy w kopalni. Autentycznie nie raz marzyłam o pójściu na kasę do Biedry albo do stoczni Gdańskiej nawet byleby się wyrwać od słodkich, spokojnych moich córek.
      Jeszcze chwila i byłabym w cięzkiej depresji- JA, JA LIPCOWA.

      Natomiast jedyne co słyszałam '' no tyle matek daje radę przecież'' albo ''masz takie spokojne dzieci o co ci chodzi''
      Kiedyś jak czytałam o depresjach , zwłaszcza matek małych dzieci to się smiałam, teraz wiem jaka to ważna sprawa i ilu tragedii mozna by było uniknąć ,gdyby ktoś pomógł a nie nazywał histeryczką.
      • vre-sna Re: Brak wsparcia dla matek 06.12.13, 18:49
        Dziś jest moda na samowystarczalność. Ja np musiałam sobie poradzić (dorosła, to moje dziecko przecież). Posiadając wiedzę, jak może być ciężko wiem, że swoich dzieci nie pozostawię bez wsparcia.
        Naprawdę nie rozumiem współczesnych babć i nie mówię o tych pracujących. Jakieś mało empatyczne są.
        • lauren6 Re: Brak wsparcia dla matek 07.12.13, 19:46
          Same mialy wsparcie swoich niepracujacych matek, albo mieszkaly na wsi i bylo wsparcie od licznej rodziny. Teraz uwazaja ze jak one daly rade w tzw. ciezkich czasach to i corka da rade. Sama.
    • alkamamma Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 22:35
      Uważam, że super się zachowałaś. Mam 3 dobre przyjaciółki ale tylko jedna z nich potrafi pomóc mi konkretnie, niemniej dzieje się to dopiero gdy mój syn ma ponad rok. Żadna z nich nie ma własnych dzieci i po prostu obawiają się obsługi fizjologiczno-emocjonalnej takiego małego ludka. Wcześniej mogłam liczyć na siebie, męża i odpłatną obcą osobę, czego nie nadużywałam. A przyjaciółka jest w porzo bo nie dzwoni i nie pyta "w czym mogłabym Ci pomóc" tylko po prosto czasem mówi "chcę iść z Tobą i małym na spacer, daj znać jak będziecie w lesie". Więc spotykamy się i po wjechaniu wózkiem do lasu ona spontanicznie przejmuje wózek i mówi "masz klucz do mnie do domu, idź, prześpij się albo poczytaj brukowce albo napij się kawy w spokoju" i ja pędzę do niej i mam 1,5 godz. wakacji. To zdarza się raz na 2 miesiące ale potem wyznaję jej prawdziwą miłość przyjacielską.
    • kkalipso Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 22:46
      To prawda - ważny temat !

      Akurat dziś ktoś bliski dzwonił prawie z płaczem , że już nie wyrabia .
      Kochane te dzieci ale dają w kość nie powiem , moja swoim marudzeniem doprowadza mnie do szału (wtedy myślę , że jak dorośnie to jej zarzucę nie posiadanie rodzeństwasmile ) . Wczoraj np. przyszła z przedszkola pokroiłam jej kursanta czekoladowego w kawałki - wyła pół godz. bo ona nie chciała w kawałkach i weź dogódź dzieciakowi . I tak jest często, w niedzielę mamy party , już się boję z kim i o co dzieci będą się kłócić .

      A tak ogólnie , wszystko zawsze mówię siostrze ale jak przechodziłam różne ciężkie chwile to po pewnym czasie zaczęłam się wstydzić tego to mówię, bo przecież matka powinna zawsze być szczęśliwa i zadowolona . Bałam się , że za niezrównoważoną emocjonalnie mnie wezmą . Mogę zrozumieć , co czuje twoja koleżanka . Pomogłabym sama zresztą zamierzam pomóc koleżance bo źle się dzieje.
      • kfffiatek Re: Brak wsparcia dla matek 05.12.13, 23:17
        Cudowna z ciebie kobieta! Ja mam to ogromne szczęście, że mając baaardzo wymagającego synka, mało śpiącego, bardzo żywego i pełnego naprawdę dziwacznych pomysłów na pozbawienie się życia, mam też męża, który codziennie bardzo mi pomaga, siostrę i przyjaciółkę (mieszkające w promieniu 3km) z dziećmi w tym samym wieku i rodziców, którzy od początku pomagają jak mogą. Mimo to przez pięć miesięcy po porodzie płakałam i byłam przekonana że moje życie w zasadzie się skończyło. Nie wiem co zrobiłabym bez tego całego wsparcia...

        Najbardziej wkurzają mnie teksty o pomocy tatusiów- bo przecież oni ciężko pracują, nie mogą się jeszcze dzieckiem zajmować. Buahahahahahahaha! Dzień zaczynamy o 5 rano, do małego wstaje mąż, nie ja. Bo on może w drodze do pracy usiąść w pociągu i przez 15 minut patrzeć za okno. Albo słuchać muzyki. Albo nawet czytać książkę... Pracę ma jak każdy, ciężką, ale przecież może w niej wyjść do toalety wtedy kiedy ma taką potrzebę! Ba! Może nawet zamknąć za sobą drzwi! Luksus na który ja nie mogę sobie chwilowo pozwolić wink
        A przecież do 4 miesiąca życia budził się tylko raz w nocy na jedzenie. I do 4 miesiąca życia spał nawet do siódmej rano... Zanim urodziłam syna nie potrafiłam sobie wyobrazić co jest tak męczącego w opiece nad małym dzieckiem! Koleżanki dzieci jeszcze nie miały... Wyobraźni mi nie starczało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka