zajac_pazdziernikowy
05.12.13, 15:15
Moja przyjaciółka, w domu dwójka dzieci, w tym noworodek (teraz już prawie roczniak). Podczas połogu zaczyna się dziać coś niedobrego - płacze, wybucha często. Jedno dziecko to mała torpeda, drugie zaczyna mieć kolki i płacze i nie śpi. Ona nosi go po nocach, żeby nie płakał, męża nie budzi, bo ma ciężką pracę. W dzień jej dom przypomina miasteczko po przejściu tornado. W dzień dzwoni do męża, mówi, że nie da rady, że jest na skraju wyczerpania, że wyjdzie z domu przespać się w samochodzie, że nie ma już siły, że chce uciec. Mąż mówi, że to taki etap i jej przejdzie. I tyle.
Płacze do rodziców, że nie wytrzymuje tego krzyku malucha, że ma ochotę uciec od tego wszystkiego, że nie daje rady, że źle jest z nią. Rodzice mówią - przejdzie, zobaczysz, potem będzie łatwiej.
Jak to wszystko usłyszałam i zobaczyłam w jakim jest stanie to wzięłam dwójkę na spacer i kazałam jej się przespać. Robiłam tak przez jakiś czas, kiedy tylko mogłam. Dziewczyna odżyła.
I teraz tak mnie nachodzi - często w mediach słyszymy o doniesieniach, że matka wyskoczyła z okna, zabiła siebie i dzieci, że zostawiła dziecko. I tak sobie myślę - ile przypadków było takich jak u mojej przyjaciółki? Najbliżsi zamiast pomóc mówili "minie, przejdzie", kiedy trzeba tak naprawdę trochę taką matkę odciążyć, pomóc jej realnie, a nie wspierać dobrym słowem.
Jak miałam mocnego baby bluesa po porodzie to moja mama była u mnie, jak mąż był w pracy, zabierała mnie i dziecko na spacer, zajmowała czymś, albo po prostu była obok. Nie wyobrażam sobie zostawić samej osoby, która wyraźnie mówi, że coś jest nie tak, że jest bardzo źle.
Ciekawa jestem co by było, gdyby faktycznie coś się stało z moją przyjaciółką - jakby reagowali jej najbliżsi? "No tak, mówiła, że się kiepsko czuje". Smutne to.
Emamy, jak znana Wam świeżo upieczona matka - czy to Wasza córka, czy synowa, czy przyjaciółka byłaby w takim stanie - pomogłybyście?